ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

ROZTERKI


Starał się nie krzywić z bólu. Hermiona ściskała jego poobijany brzuch, jakby od tego zależało jej życie. Obrażenia nie były poważne, ale powodowały pewien dyskomfort. Starcie z pomiotem Molly było czymś, czego zdecydowanie nie zaplanował na dzisiejsze popołudnie. Cieszył się z nieobecności rudego idioty na uroczystości w Hogwarcie, bo zawsze skupiał na sobie pełną uwagę i opowiadał (jak najgłośniej) o swoich dokonaniach.

Jakoś niechętnie wspominasz o sytuacji, w której zostawiłeś dwójkę przyjaciół na pastwę losu, co Weasley?

Atencjusz.

Przypominał sobie moment, w którym dostarczył miecz Potterowi i zorientował się, że wybraniec pozostał sam na sam z wiedźmą, która obecnie miażdżyła jego żebra. Przypuszczał, że może dojść do kłótni między trójką czarodziejów, ale nie spodziewał się takiego idiotyzmu ze strony rudowłosego chłopca. Od tego momentu, spisał Weasley'a na straty. Hermiona uśmiechała się szyderczo, gdy wspomniała o drużynowej delegacji z której Weasley nie mógł się wykręcić, aby puszyć dumnie pierś na corocznym świętowaniu zakończenia wojny. Ostatnim, czego się spodziewał było spotkanie go dzień później - o poranku w Hogsmeade, podczas picia herbaty z Hermioną.

Los naprawdę płata mi figle.

Nie przypominał sobie, aby ostatnimi czasy poczuł równie wielką satysfakcję. Ciężko było mu ukryć zadowolony uśmiech, gdy znokautował skaczącą małpę na oczach Hermiony, broniąc tym samym swojego honoru. Przewrócił oczami.

Pojedynek na pięści? Nie obiłem nawet własnych knykci.

— Severusie... — Głos wiedźmy przywołał go do porządku. — Z czego się śmiejesz? Cała twoja klatka piersiowa faluje — powiedziała stłumionym przez jego szaty głosem.

Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że rzeczywiście podśmiechiwał się pod nosem. Odtwarzanie w myślach widoku rudzielca padającego na ziemię, najwidoczniej osłabiło jego kontrolę.

— Przypomniał mi się widok jego spanikowanej twarzy... — powiedział cicho, nadal rozbawionym głosem. — Muszę zachować to wspomnienie na gorszy dzień.

Hermiona zaśmiała się wesoło i odkleiła swoje ciało, robiąc dwa kroki w tył, aby spojrzeć na nieprzytomnego Ronalda. W pierwszym odruchu chciał westchnąć z ulgą, bo brak nacisku na jego złamane żebra, pozwolił mu zaczerpnąć głęboki oddech. Jednak, gdy powietrze dostało się do jego płuc, poczuł nagłą stratę. Ciepło jej ciała, było pocieszające i oparł się pokusie, aby przyciągnąć ją po raz kolejny do krótkiego uścisku. Zerknął kątem oka na kobietę, która przyglądała się rudemu mężczyźnie z kwaśnym grymasem na twarzy.

Czy tym razem wyrazi zgodę na pocałunek?

Oblizał chętne do eksploracji usta i zorientował się, że jego cała twarz jest pokryta krwią.

Zaproponowanie pocałunku w takim stanie, mogłaby wydać się zbyt perwersyjna...

Hermiona wzruszyła ramionami na bezwładnego kretyna i skupiła pełną uwagę na Severusie.

— Chodź, mój waleczny rycerzu — zachichotała dziewczęco, łapiąc go za rękę i zmierzając w stronę zamku. — Zajmijmy się tobą.

Nazwanie go walecznym rycerzem w przeszłości byłoby równoznaczne ze zwrotnym szyderstwem i wymierzeniem własnego wyroku, a mianowicie Avady Kedavry prosto w twarz...

Dlaczego więc napiąłem dumnie pierś na jej słowa?

Policzki Severusa płonęły szkarłatną czerwienią, gdy czarownica oderwała od niego wzrok i spojrzała przed siebie, ciągnąc go za rękę przez wąskie uliczki.

PRZESTAŃ SIĘ RUMIENIĆ DO CHOLERY!!!

Głos w jego głowie przypominał jego dawne, drwiące JA, więc automatycznie stłumił szalejące w nim emocje, a kolor na jego twarzy zbladł o kilka tonów.

— Nic mi nie jest — powiedział chłodno.

Hermiona spojrzała na niego z zaskoczeniem, by po chwili wybuchnąć perlistym śmiechem.

— Na włochaty tyłek Merlina, Severusie — wykaszlała słowa, krztusząc się własną śliną z przypływu radości. — Wyglądasz koszmarnie!

Wyciągnęła z kieszeni szaty spinkę do włosów i machnęła nad nią różdżką, transmutując w niewielkie lustro, które zawisło naprzeciwko niego. Severus ledwo był w stanie rozpoznać osobę, która łypała na niego groźnie z tafli zwierciadła. Krew pokrywała dolną część jego twarzy. Zaczerwienione, ciemne oczy oraz zmarszczone w gniewnym tiku brwi były jedynym elementem, które upodabniały go do samego siebie. Od dziecka, największym punktem na jego facjacie był haczykowaty, długi nos, który przyciągał uwagę obserwatorów. Teraz, jego nos miał rozmiar wielkiego zdeformowanego kalafiora.

Łypnął na czerwoną twarz Hermiony, która w dalszym ciągu próbowała powstrzymać się od śmiechu.

— Bawi cię to, wiedźmo? — wysyczał i zmrużył oczy, gdy parsknęła w odpowiedzi. — Widzę, że podoba ci się widok mojej pokiereszowanej twarzy.

— Przepraszam — pisnęła. — Wyobraziłam sobie miny uczniów, gdy wchodzisz, jak gdyby nigdy nic do zamku w takim stanie!

Zacisnął usta w wąską linie, nie chcąc przyznać jej racji. Pokazywanie bandzie nastolatków swojego zakrwawionego oblicza, nie było najlepszym pomysłem z jego strony i powinien upewnić się, że nikt nie zobaczy go w ten sposób. Wyciągnął różdżkę z kieszeni ukrytej w rękawie i stuknął jej końcem we własny czubek głowy. Poczuł chłodny dreszcz, charakterystyczny dla poprawnie rzuconego zaklęcia kameleona. Hermiona uśmiechnęła się z aprobatą i poprowadziła ich wolnym tempem w drogę powrotną do Hogwartu.

Śmiechy i chichoty uczniów niosły się po słonecznych, zielonych błoniach. Kąpiele w wielkim jeziorze były dozwolone w sezonie letnim, więc dzieci chętnie korzystały z okazji ochłodzenia organizmu w cieplejsze dni. Przemknęli po ścieżce do sali wejściowej i skierowali się w stronę jego prywatnych komnat. Severus zorientował się, że są sami na korytarzu, więc zrównał krok z wiedźmą. Byli już prawie przy kamiennych schodach prowadzących w dół do lochów, gdy drogę zagrodziła im postać w szatach ozdobionych długimi szalami, które upodabniały ją do wielkiej, latającej ważki. Hermiona jęknęła cicho z frustracji. Zagryzła dolną wargę i uśmiechnęła się raczej chłodno.

— Profesor Trelawney — burknęła.

Wielkie oczy Sybilli rozszerzyły się na widok jej niedoszłego ucznia, po czym straciły ostrość i rozejrzały się po korytarzu.

— Dziś rano miałam wizję — powiedziała nostalgicznym głosem. — Przewidziałam to spotkanie, panno Granger.

Hermiona zmrużyła oczy.

— Dobrawdy? — Widział cień niedowierzania w spojrzeniu Hermiony. Chętnie uratowałby ją z tej sytuacji, ale rzadko miał okazję widywać Granger, która pogardza drugim człowiekiem i nie mógł sobie odpuścić odrobiny rozrywki. — Czy właśnie dlatego pałęta się pani po lochu?

Sybilla straciła swój marzycielski głos i zerknęła na młodą wiedźmę zgryźliwie.

— Nie — parsknęła. — Szukam Severusa — zmarszczyła brwi w skupieniu. — Powinnam z nim porozmawiać. Pomyślałam, że wypijemy wspólnie filiżankę herbaty.

Hermiona spojrzała na czarownice z politowaniem i przewróciła oczami.

— Czy pani wewnętrzne oko nie przewidziało jego obecnego miejsca pobytu? — powiedziała sarkastycznie Hermiona z nutą rozbawienia w głosie.

Profesor wróżbiarstwa zacisnęła usta i nieszczerze zachichotała.

— Gdybyś chodziła na moje lekcje, wiedziałabyś, że to nie działa w ten sposób. Nigdy nie przejawiałaś nawet najmniejszego talentu do wróżbiarstwa. Nic dziwnego, że mając tak ograniczony umysł, jak twój, jesteś sceptyczna na wszystko, czego nie można należycie udowodnić.

Hermiona zachichotała równie nieszczerze, naśladując starszą kobietę i skrzyżowała ramiona na piersi.

— Ma pani rację, pani profesor. Obawiam się jednak, że to nie działa konkretnie w pani przypadku — Uniosła brew w drwiącym geście, a Seveus miał chęć roześmiać się głośno na widok kopii jego wyrazu na twarzy Hermiony Granger. — A teraz przepraszam, ale nie mam czasu na wróżenie z fusów.

Przepchnęła się obok zarumienionej ze złości Sybilli i ruszyła prawie biegiem w stronę lochów. Severus odsunął się na bok, gdy Sybilla przysunęła się bliżej jego ciała, a Hermiona zatrzymała się w pół kroku i odwróciła ponownie do miłośniczki koralików.

— A tak poza tym, Severus będzie dla pani niedostępny przez resztę dnia. Polecam uzbroić się w cierpliwość.

— A skąd możesz to wiedzieć, dziewczyno? — Trelawney miała wyjątkowo zbulwersowany wyraz twarzy.

— Ponieważ cały dzień będzie spędzał w moim towarzystwie i zapewniam, że nie mamy w planach zapraszać osób trzecich — Uśmiechnęła się chłodno. — Żegnam.

Severus zakrył usta dłonią, aby nie ryknąć śmiechem w twarz Sybilli, gdy jej policzki straciły resztki koloru i rozszerzyła oczy w szoku.

— T-ty... — wyszeptała do pleców Hermiony. — Ty spotykasz się z Severusem? — Pokręciła głowa z oburzenia. — Jesteś jego uczennicą!

— Byłam jego uczennicą lata temu. — Brązowe oczy Hermiony zwęziły się, gdy spojrzała w grube denka słoików w postaci okularów Sybilli. — Czy twój pozorny dar nie zakomunikował ci, że czas płynie, ludzie dojrzewają i mają prawo podejmować własne decyzje oraz związać się z kim mają ochotę? — Młoda wiedźma zacisnęła pięści po bokach ze złości, a jej zwykle życzliwa twarz zapłonęła w wyrazie pogardy. — Nic pani do tego z kim się spotykam. Jeśli odbiera mnie pani jako konkurencje, to zapewniam, że Severus nie będzie w żadnym stopniu zainteresowany pani zalotami.

Severus zamarł na swoim miejscu i rozszerzył oczy na dźwięk oskarżeń młodej wiedźmy. Policzki profesor wróżbiarstwa pokryły się szkarłatnym rumieńcem.

— To absurd! — Trelawney, jedną ręką ugniatała nerwowo poły swojej szaty, a drugą ciągnęła za koraliki przypięte do jej rozczochranych włosów. — Nie masz pojęcia o czym mówisz!

Hermiona westchnęła ciężko.

— Tak, oczywiście... Od kiedy przekroczyłam próg Hogwartu na moim pierwszym roku, zauważyłam w jaki sposób na niego patrzysz. — Powiększone przez grube szkła oczy Sybilli zrobiły się nagle wilgotne. Wyraz twarzy Hermiony wyrażał litość i złagodniał na widok roztrzęsionej wiedźmy. — Przykro mi, że nie zawsze możemy mieć to, czego pragniemy.

Młoda czarownica spojrzała w miejsce, gdzie obecnie stał Severus, skinęła głową i kontynuowała wcześniej przerwaną drogę w dół schodów. Severus w dalszym ciągu stał sparaliżowany, parząc w szoku na pociągającą nosem Sybillę. Jeśli przypuszczenia Hermiony były słuszne, to przez wszystkie lata nie zauważył zainteresowania lub uczucia, którym obdarzyła go profesor wróżbiarstwa.

I całe szczęście, bo mógłbym wyśmiać ją na forum całej szkoły, jeśli miałbym wyjątkowo zły dzień...

Oczywiście nie był nawet w najmniejszym stopniu zainteresowany utrzymywaniem, choćby przyjacielskich stosunków z Sybillą, a co dopiero romantycznych. Nigdy nie obdarzył nikogo takim uczuciem, więc nie mógł postawić się na jej miejscu...

Nigdy, do teraz — szepnął cichy głos w jego umyśle.

Zerknął na miejsce w którym zniknęła młoda kobieta i pozostawił popłakującą Trelawney, aby odnaleźć źródło jego utrapienia, które najprawdopodobniej czekało przed jego zabezpieczonymi komnatami. Zobaczył ją niecierpliwie stukającą nogą pod drewnianymi drzwiami. Otworzył komnaty machnięciem nadgarstka i przepuścił przodem sfrustrowaną kobietę.

— Dlaczego zawsze spotykam ludzi za którymi wcale nie tęsknię... — Zaczęła przechadzać się nerwowo, tworząc zniekształcone okręgi na gęstym włosiu dywanu. — ... najpierw Ron, teraz ta wariatka.

— Granger — powiedział chłodno, próbując zwrócić jej uwagę.

Rozejrzała się nerwowo po pomieszczeniu, poszukując miejsca w którym obecnie się znajdował. Stuknął różdżką w głowę, a jego ciało zamrowiło od uczucia ciepła, które rozchodziło się falami po jego organizmie.

Hermiona zmarszczyła brwi i spojrzała na niego pytająco.

— Wiedziałeś, prawda?

— Nie — powiedział z ironią w głosie, zaciskając usta. — Gdybym wiedział, to na pewno zmieniłbym miejsce zamieszkania.

Młoda wiedźma rozszerzyła oczy i parsknęła perlistym śmiechem.

— Merlinie, jak mogłeś być tak ślepy? — Przyłożyła trzęsącą się rękę do twarzy i ścisnęła nasadę nosa. — Trelawney patrzy na ciebie, jak na ósmy cud świata!

Severus wykrzywił usta w zniesmaczonym grymasie i zdjął szatę wierzchnią, która zbyt intensywnie grzała jego zarumienione ciało. Pozostał w zwyczajowym surducie i podszedł do barku, aby nalać sobie coś mocniejszego do kryształowej szklanki.

— Sybilla patrzy na wszystkich tym swoim rozmarzonym wzrokiem, więc myślałem, że to kwestia stylu bycia. Poza tym... — Uniósł szklankę i upił łyk Ognistej Whisky. — ... zazwyczaj jest nietrzeźwa...

— Oh, przestań się tłumaczyć — parsknęła i samodzielnie przygotowała sobie drinka, widząc, że Severus nie jest w stanie zgrywać gościnnego gospodarza. — Gdy przyszedłeś do klubu, wspominałeś o swoich ubytkach aparycji, które miały wpływ na niewielkie doświadczenie z kobietami. Od początku wiedziałam, że jesteś po prostu ślepy na zaloty — zachichotała dziewczęco i wyzerowała szklankę pełną bursztynowego napoju.

Severus podszedł do niej w dwóch długich krokach i klepnął kilka razy po plecach, gdy zakrztusiła się ognistym płynem.

— Cholera — wykrztusiła. — Kto chciałby to pić i czerpać z tego przyjemność?

— Ja — burknął ponuro i poprowadził wiedźmę do kanapy.

— Przepraszam, to dla mnie za dużo jak na jeden dzień.

— Wiem, co masz na myśli... — Wzruszył niezobowiązująco ramionami i przywołał szklankę wody, aby ukoić poparzone gardło wiedźmy. — ... ale nie mówmy już o tym.

Hermiona wyprostowała się na swoim miejscu i zerknęła w jego stronę badawczo. Wyciągnęła różdżkę z kieszeni i wycelowała w jego twarz. Właśnie zdał sobie sprawę, że nie wzdrygnął się, gdy młoda czarownica wykonała gwałtowny ruch w jego stronę. W przeszłości, po takim akcie odwagi, leżałaby rozciągnięta na podłodze (w najlepszym przypadku znokautowana). Zaufanie, było czymś nowym w jego przypadku i poczuł przyspieszenie pulsu na myśl, że po raz kolejny przejawia zachowania, które są dla niego nietypowe i najprawdopodobniej lekkomyślne.

Zamieniam się w Puchona...

— Episkey — wymówiła wyraźnie i wykonała energiczny ruch drewnem.

Poczuł, że kości wracają na swoje miejsce i syknął przez zaciśnięte zęby.

— Już, już! Nie jęcz, jak baba — parsknęła i rozejrzała się po jego komnatach. — Gdzie trzymasz maść na opuchliznę?

Severus zmierzył ją chłodnym spojrzeniem i skinął głową w stronę małych drzwi, prowadzących do jego gabinetu. Czarownica zniknęła na dziesięć minut, więc podejrzewał, że jej nieustanna ciekawość wzięła górę i zapoznała się z całą zawartością jego prywatnego laboratorium, które znajdowało się w sąsiedztwie gabinetu.

— MAM! — Usłyszał jej donośny krzyk, gdy wbiegła do salonu i usiadła u jego boku. — Przepraszam, że tak długo — Spojrzała na niego zbyt niewinnie. — nie mogłam znaleźć maści.

Severus zmrużył czarne oczy i prychnął pogardliwie.

— Jesteś beznadziejnym kłamcą, wiedźmo — Uniósł brew na jej oburzoną minę. — Masz pajęczyny we włosach i zbyt oczywistą ekscytację w oczach. Poza tym, wystarczyło użyć Accio.

— No dobrze... — Westchnęła z winną wyrytą w rysach twarzy i uklęknęła między jego rozłożonymi udami. — ... tylko zerknęłam — szepnęła cicho i oczyściła jego zakrwawioną twarz machnięciem ręki. - Otworzyła słoik i od razu zamknęła, kaszląc w odpowiedzi na niezbyt przyjemny zapach kremu. — Dlaczego nie możesz dodać do maści jakichś olejków zapachowych! Ten smród jest nie do wytrzymania!

Uniósł brew z drwiącym uśmieszkiem.

— Zastanów się — przewrócił oczami na jej zdezorientowany wyraz twarzy. — Maść, jest najczęściej stosowana w przypadku wypadków lub bójek uczniów. Zapach ma ich zniechęcić do powielania przyczyny opuchlizny.

— Świetnie — prychnęła, wkładając dwa palce prawej ręki do ponownie otwartego słoika i nałożyła porcję maści na jego kolosalnych rozmiarów nos. — Mógłbyś chociaż dla siebie stworzyć coś ładnie pachnącego.

Severus przygryzł wargę, żeby powstrzymać się od chichotu.

— Mam zmodyfikowaną wersję w łazience. Jest bezzapachowa.

Hermiona wyglądała, jakby dostała tłuczkiem w potylicę.

— Więc dlaczego kazałeś mi wziąć ten? — Zwęziła oczy w wąskie szparki i zwiększyła nacisk na jego pokaźną wyniosłość twarzy.

— Jaka byłaby zabawa, gdyby obyło się bez twojego narzekania? — jęknął cicho, gdy ścisnęła jego nozdrza. — Ostrożnie, Granger!

— Jaka byłaby zabawa, gdyby obyło się bez twojego narzekania? — powiedziała chłodno, starając się naśladować jego ton głosu.

Jego ramiona zatrzęsły się z wcześniej powstrzymywanego śmiechu. Hermiona spojrzała na niego z urazą, więc ryknął głośnym barytonem, który niósł się po ścianach komnaty.

— Śmiej się śmiej, niewdzięczniku — powiedziała chłodno, ale mógł zauważyć mały uśmiech, który usiłowała zakamuflować. — Ciekawe kto pomoże ci następnym razem.

Zamknął oczy, gdy ostrożnie gładziła jego poobijaną twarz. Nastawianie żeber zajęło jej zdecydowanie więcej czasu, ale wykonała świetną robotę. Zastanawiał się w jakim celu nauczyła się magii leczniczej w takim stopniu zaawansowania. W momencie w którym o tym pomyślał, kopnął się mentalnie w tyłek. Nie dość, że dziewczyna zna na pamięć każdą książkę, którą kiedykolwiek trzymała w ręce, to jeszcze żyła w ciągłym zagrożeniu przez większość szkolnych lat. Poczucie odpowiedzialności za dwóch kretynów, podczas polowania na horkruksy, na pewno dołożyło swoją cegiełkę.

Zjedli obiad przygotowany przez skrzaty w jego jadalni. Opuchlizna prawie zniknęła, ale w dalszym ciągu była widoczna, więc nie chciał być źródłem kolejnych plotek wścibskich nastolatków i grona pedagogicznego. Po obiedzie usadowili się na skórzanych fotelach i zanurzyli nosy w książkach. Severus czytał mugolski kryminał, który otrzymał od Minerwy w prezencie gwiazdkowym, a Hermiona pochłaniała Dzieje Hogwartu w tak szybkim tempie, że czarodziej zaczął martwić się o jej kontakt ze światem rzeczywistym. Próbował zagadnąć kilkukrotnie, ale wiedźma nie reagowała na jakiekolwiek zaczepki. Dopiero, gdy szturchnął ją w kolano, podskoczyła i zmierzyła go zdezorientowanym spojrzeniem.

— Co?

— Nic — powiedział z rozbawieniem. — Zastanawiałem się, czy nadal potrafisz komunikować się z drugim człowiekiem. Oddychasz średnio co kilkanaście sekund i obawiałem się, że mogłaś doznać jakiegoś urazu głowy, ponieważ nie odpowiedziałaś mi od godziny na żadne z zadanych pytań.

— Nie wiń mnie... — powiedziała cicho, odrywając od niego wzrok i ponownie skupiając uwagę na książce i gładząc pergamin z czułością. — Jest genialna... widziałeś te ilustracje? Są malowane ręcznie!

— Zapewniam, że doskonale wiem, co znajduje się w mojej bibliotece, Hermiono — pokręcił głową. — Chciałem tylko poinformować, że dochodzi piąta. Chcesz się czegoś napić?

— Piąta? — Przetarła oczy zmęczone od czytania i zamknęła grubą księgę. — Powinnam już iść, Severusie. Mam w weekend dużo pracy.

Severus nie spodziewał się, że Hermiona będzie chciała wyjść tak wcześnie. Właściwie, miał nadzieję, że zostanie na noc i być może wspólnie wybiorą się jutro do Onca. Pożałował decyzji o przywracaniu Hermiony do rzeczywistości i informowaniu o obecnej godzinie.

— Jeśli właśnie tego chcesz — powiedział odrobinę zbyt chłodno, jak na kogoś, komu nieobecność czarownicy w niczym nie przeszkadza. — Rozumiem, że spotkamy się jutro w klubie.

Hermiona spojrzała na niego oceniając reakcję, której właśnie była świadkiem. Otworzyła usta, aby coś dodać, ale zreflektowała się po chwili, kwitując rozmyślania zmarszczeniem brwi i skinęła głową na potwierdzenie jego słów.

— Odprowadzę cię do bramy.

Napiety głos Severusa pogłębił jej zmarszczkę między brwiami, ale nie zadając pytań wstała i zatrzymała go gestem ręki, gdy próbował uczynić to samo.

— Zostań. Nie po to kryłeś swoje obrażenia, aby zostać przyłapany. Dam sobie radę, znam drogę.

— Przestań się kłócić, ty upar...

— Wystarczy — powiedziała stanowczo, przerywając jego litanię. — Dziękuję za propozycję, ale chętnie zaczerpnę świeżego powietrza w samotności.

Zgięła kolana i pochyliła głowę, aby złożyć lekki pocałunek na jego policzku.

— Do zobaczenia jutro, Severusie.

Nie odpowiedział, gdy odwróciła się plecami i podeszła do drewnianych drzwi wyjściowych. Musiał wysilić każdą uncję swojej legendarnej samokontroli, aby nie podbiec do wiedźmy i nie odwdzięczyć się tym samym...

...znacznie intensywniejszym pocałunkiem.

Patrzył na zamykające się drzwi, które drwiły z jego rozterek i emocjonalnej burzy szalejącej w jego trzewiach i umyśle. Jego nogi stukały w gruby dywan w nagłym impulsie pogoni za zbyt samodzielną wiedźmą. Chęć nieustannego przebywania w towarzystwie Hermiony powinna dać mu kolejny znak, że wpadł w bagno po uszy i nawet najsilniejszy korzeń drzewa, który będzie w zasięgu jego wzroku, okaże się w zbyt dużej odległości, aby się go chwycić i uratować od nieuchronnego utonięcia.

Drewniane drzwi stłumiły dźwięk rozbicia kryształowej szklanki, który rozniósł się po ścianach komnaty mistrza eliksirów.