ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY
PRZYGOTOWANIA
Następnego dnia, Hermiona jadła śniadanie w towarzystwie rozchichotanej Luny Lovegood, która obściskiwała mruczącego kota. Varia zaklimatyzowała się w puszczy. Większość zwierząt zaakceptowała jej formę zouwu, którą przybierała w lesie. Jednym odstępstwem od normy (jak zwykle), była Sofia, która z zazdrości dziobała pióra na kolorowym ogonie Vari. Hermiona przemówiła upartej papudze do rozsądku, jednak wzrok ptaka sugerował, że ma zamiar wrócić do sporu w dogodnym dla niej terminie.
— Hermiono, słuchasz mnie? — Nostalgiczny głos Luny wyrwał brązowowłosą wiedźmę z rozmyślań. — A może zagubiłaś się w myślach, hm? — Niebieskie oczy blondynki zmarszczyły się w kącikach ze szczęścia i uśmiechnęła się do Hermiony dziecięcym uśmiechem. — Jestem tu taka szczęśliwa, Hermiono. To miejsce, pozwoliło mi być w pełni sobą. Jestem ci wdzięczna za pomoc, którą mi okazałaś na każdym kroku... dziękuję ci.
Słowa Luny sprawiły, że ciepłe uczucie rozpłynęło się po jej klatce piersiowej. Luna rzadko okazywała jakiekolwiek zadowolenie z konkretnej sytuacji lub miejsc w których obecnie się znajdowała. Zazwyczaj wyrażała akceptację lub jej brak, jeśli została zapytana o zdanie. Ogarnął ją nagły przypływ emocji. Usłyszenie szczerych słów Luny, momentalnie wycisnęło z zewnętrznych kącików oka kilka łez. Zaczęła szybciej oddychać, a przed jej oczami majaczyły ciemne plamy. Próbowała skupić się na szczęśliwej twarzy blondynki, która z sekundy na sekundę traciła swój marzycielski wyraz i stawała się coraz bardziej zaniepokojona.
— Hermiono — wyszeptała napiętym głosem, który brzmiał dziwnie obco i odlegle. — Co się dzieje?
Starsza czarownica chwyciła własną klatkę piersiową, usiłując złapać powietrze. Wystraszona Luna podbiegła do jej boku, chwyciła za ramiona i poprowadziła pod ścianę, aby Hermiona mogła usiąść na zimnej podłodze. Młodsza kobieta wyciągnęła różdżkę, która na stałe gościła za jej uchem i zaczęła oblewać jej ręce i ramiona wodą, a na czoło położyła zimny okład.
— Spokojnie — powiedziała Luna neutralnym tonem. — Masz atak paniki, Hermiono. Oddychaj głęboko razem ze mną i skup się na dźwięku płynącej wody. Nic ci nie grozi, jestem tuż przy tobie.
Uspokajający głos Luny oraz uczucie strumienia wody, który uderzał w równym tempie w skórę jej ramion, pozwolił Hermionie się uziemić i uspokoić oddech na tyle, aby odgonić mroczki i odzyskać zmysł wzroku.
— Już mi lepiej — powiedziała słabym głosem i uścisnęła rękę zaniepokojonej przyjaciółki.
— Powiedz mi, postaram się pomóc.
Hermiona zmarszczyła brwi i spojrzała na Lunę pytająco.
— Co mam ci powiedzieć?
Blondynka usiadła na podłodze po turecku i przywołała szklankę z sokiem pomarańczowym, przekazując go Hermionie.
— To chyba oczywiste, że coś się wydarzyło — powiedziała cichym głosem. — Chodzi o Serpensa? Coś się wczoraj stało?
Wzięła głęboki oddech, rozważając słowa Luny. Relacja z Severusem miała pewnie wpływ na jej emocjonalny stan, ale...
— Tak — wydusiła. — To znaczy... nie do końca — westchnęła ze zrezygnowania i spojrzała w niebieskie oczy przyjaciółki. — Spotkałam Rona, gdy poszliśmy do Hogsmeade z Severusem. Sprzeczali się, a Ron wyzwał go na pojedynek — Luna rozszerzyła oczy ze zdziwienia, więc doprecyzowala. — Na pięści...
— Jak wygodnie — prychnęła. — Nie od dziś wiemy, że twój były narzeczony zawsze idzie na łatwiznę, nawet jeśli przejawia w danym momencie brak honoru. Wyzwanie czarodzieja na pięści jest jednoznaczne z brakiem szacunku dla magii przeciwnika oraz swojej.
Przyjrzała się Lunie pytająco. Dziewczyna nigdy nie wyrażała się w ten sposób o drugim człowieku i zastanawiała się czy Ron zrobił jej personalną krzywdę.
— Co on ci zrobił, Luna?
Blondynka spojrzała na nią z zaskoczeniem. Zarumieniła się trochę i wzruszyła ramionami.
— Chciał mnie zostawić w Malfoy Manor po waszym schwytaniu przez szmalcowników — westchnęła, a jej oczy straciły ostrość przypominając sobie przeszłe wydarzenia. — Powiedział Harry'emu, że mają większe szanse na ucieczkę, jeśli nie będą zajmować się ratowaniem rannej wariatki i staruszka od różdżek.
Hermiona zacisnęła mocno pięści, aż półksiężycowe odciski paznokci pojawiły się na części dłoniowej jej prawej i lewej ręki. Harry nie zdradził jej przebiegu akcji ratunkowej Ollivandera oraz Luny. Przekonała się wielokrotnie, że jej przyjaciel często odpuszczał zaćmienie umysłu swojego najlepszego kumpla. Przymykanie oczu na gorszy czas drugiej osoby, to jedno... ale pozostawienie na śmierć dwójki bezbronnych osób, mimo posiadania środków do uratowania ich życia?
Egoistyczny, zakochany w sobie dupek...
— Nie wiedziałam — szepnęła, kierując winny wzrok w stronę przyjaciółki. — Gdybym wcześniej wiedziała, ja nigdy bym...
— Nigdy byś się z nim nie związała? — Luna prychnęła i pokręciła głową z politowaniem. — Daj spokój Hermiono, to była wojna. — Czarownica pomogła jej wstać i ponownie usiąść na krześle. — Nie mówmy o tym człowieku. Mówiłaś o Severusie, tak?
— Tak. Rozłożył Rona na łopatki — zachichotała, widząc satysfakcję w oczach Lovegood. — Mam jednak wątpliwości, co do naszej relacji.
Schowała głowę w dłoniach i wzięła kilka uspokajających oddechów. Gdy podniosła głowę, Luna przyglądała się jej badawczo.
— Słuchaj Hermiono, znam cię od lat i widzę w jaki sposób podchodzisz do kontaktu z mężczyznami z którymi sypiasz. Wiem, że od pewnego czasu skupiałaś się jedynie na Lucjuszu, ale nawet przy nim nie widziałam w twoich oczach tego, co widzę w tym momencie.
— O czym ty mówisz?
— Zależy ci na Sever... — zaczęła, ale Hermiona przerwała jej ostrym tonem.
— Nie zależy mi! — Objęła się ochronnie ramionami z obrażoną miną na twarzy.
Luna rozszerzyła oczy na jej gwałtowną reakcję i roześmiała się wesoło, chwytając ręką brzuch.
— Twoja bojowa postawa, tylko upewnia mnie w tym przekonaniu! — Luna chwyciła pucharek z lodami i zaczęła konsumować deser przymykając oczy z przyjemności. — Za każdym razem, gdy Severus jest w pobliżu, twoje oczy śledzą go z tęsknotą. — Uśmiechnęła się porozumiewawczo. — Nie martw się... on również nie spuszcza z ciebie wzroku.
— Skąd możesz to wiedzieć? — Prychnęła.
— Ściany mają uszy, a ja na szczęście mam oczy. — Wzruszyła ramionami. — Może i jestem zbzikowana, ale mam również dar zauważania rzeczy, których inni nie są w stanie dostrzec.
Hermiona automatycznie zagryzła język, gdy chęć zdradzenia wszystkich szczegółów wzięła górę.
Mogę jej zaufać...
— Dobrze — wydusiła, nie patrząc przyjaciółce w oczy. — Zależy mi na nim — przyznała zduszonym głosem.
— Przecież to oczywiste, dlatego o tym wspomniałam. — Luna miała minę, jakby kompletnie nie rozumiała dlaczego Hermiona powtarza jej założenia.
— Severus nie jest mną w taki sposób zainteresowany. Wkurzył się, gdy zagrałam jego „dziewczynę" przed uczniami... właściwie, zaproponował jedynie przyjaźń i lepiej, aby tak pozostało. Zależy mi na utrzymywaniu z nim kontaktu... troszczę się o niego...
— I jesteś w nim zakochana, ale boisz się przyznać, bo uważasz, że go odstraszysz i ucieknie w popłochu. — Pokiwała głową na zgodę, jakby stwierdziła, że niebieski kolor lepiej podkreśla jej karnację, niż fioletowy.
— Co?! — Hermiona wrzasnęła histerycznie. — Nie jestem zakochana w Severusie!
Luna oparła proste plecy o krzesło i uniosła brwi z niedowierzaniem, patrząc na rozgorączkowany stan Hermiony.
— Oszukujesz samą siebie — powiedziała spokojnie, głosem godnym korepetytorki, która tłumaczy dziecku ile to dwa plus dwa. — Per se, możesz być nieświadoma głębi swoich uczuć, ale na pewno zdajesz sobie sprawę z troski, którą obdarzyłaś swojego uległego... — Zmarszczyła brwi. — Severus, jest twoim uległym, czy wymieniacie się rolami?
— Obawiam się, że nie odegraliśmy sceny od dawna... — Wzięła głęboki oddech. — właściwie może ze dwa razy — dodała z autodestrukcyjną winą w głosie. — Ja... — zacisnęła szczękę. — ... nie wiem dlaczego nie potrafię oddzielić mojego prywatnego życia od gry, gdy jestem z Severusem...
— Bo jesteś kobietą, która podchodzi emocjonalnie do spraw łóżkowych. Spodobał ci się mężczyzna, pojawiła się między wami chemia i silna więź... nie oddzielisz serca od rozumu, skoro znajdują się w tym samym naczyniu, narażonym na jednoczesne bodźce. — Przewróciła oczami na widok oburzonego wyrazu twarzy Hermiony. — Mam na myśli, że wpadłaś po uszy i radzę się z tym pogodzić. Zastanów się czy chcesz związać się z mężczyzną, który ma trudną przeszłość, czy rezygnujesz z układu z tchórzostwa.
— Gdyby twoja teoria miała odzwierciedlenie w rzeczywistości, byłabym zakochana w Lucjuszu — wysyczała niezaprzeczalny argument, aby upewnić się w przekonaniu, że nie obdarzyła ponurego mężczyzny uczuciem.
Luna spojrzała na Hermione z łagodnym uśmiechem.
— Moja kochana... — pokręciła głową. — Lucjusz jest mimo wszystko doświadczonym mężczyzną, który potrzebował pomocy i wyszedł na prostą. Owszem, przywiązał się do ciebie, bo było mu wygodnie, a jego zaborcza natura nie pozwalała mu oddzielić sceny od życia prywatnego. Tak czy inaczej, związek z Lucjuszem różni się od tego z Severusem. Nigdy nie pozwalałaś na akty seksualne poza Onca... czy mam uwierzyć, że nic się nie wydarzyło w Hogwarcie? — Uśmiechnęła się porozumiewawczo na widok zarumienionych policzków Hermiony. — Tak myślałam — parsknęła. — Mało tego, uwielbiasz wyzwania i tajemnice... czy jest na świecie ktoś bardziej tajemniczy, niż nasz mroczny mistrz eliksirów? — Zaśmiała się radośnie. — Skoro w dalszym ciągu nie jesteś przekonana... — przygryzła pełną wargę i przerzuciła długie, blond włosy przez ramię. — Severus Snape ma mózg godny fwojego. Wierz mi, że stymulacja umysłu jest czasami bardziej satysfakcjonujaca, niż masowanie łechtaczki. I nie rób takiej miny, doskonale wiem, że wolałabyś rozmawiać do końca życia o postępach w nauce, niż grzmocić się we własnej sypialni niezgodnie z regulaminem klubu. — Luna zmierzyła ją stanowczym spojrzeniem i uniosła brew na winny wyraz twarzy Hermiony. — Tak, wiem o tym.
— Co ja mam zrobić? — szepnęła, nie chcąc już dłużej wypierać się oczywistości.
— W pierwszej kolejności polecam poprosić Josu, aby uczestniczył w weselu Harry'ego i Ginny samodzielnie oraz zaprosić Severusa. — Kącik jej ust podwinął się złośliwie, a oczy rozbłysły intrygą. — Twój ponury zazdrośnik ma obietnicę rychłej śmierci w oczach, za każdym razem, gdy widzi cię z Francuzem.
— Mylisz się, Severus nigdy by nie... — urwała, widząc politowanie w oczach Luny. — Dobrze, zrobię, jak chcesz...
— Tu nie chodzi o to, czego ja chcę. — Ściągnęła usta. — Podziękujesz mi, gdy zobaczysz zadowolony z siebie wyraz twarzy Serpensa. Już mam przed oczyma tę iskrę zwycięstwa w jego oczach, gdy prowadzi cię pod ramię przez tłum zazdrosnych czarodziejów — wyszeptała nostalgicznym tonem, podobnym do profesor wróżbiarstwa.
— Przesadzasz — wykrzywiła wargi w kwaśnym grymasie na wspomnienie Trelawney.
— Zobaczymy — zachichotała słodko. — Na szczęście będę tam, aby sama to ocenić.
Luna podniosła się na nogi i po małym, pożegnalnym pocałunku w czoło Hermiony, podbiegła do drzwi, aby poszukać jej dominującego partnera.
Hermiona położyła roztrzęsione ciało na kanapie. Niespodziewany atak paniki zwiększył jej tonus mięśniowy. Od dziecka starała się być silna i rozwiązywać problemy na bieżąco. Kumulacja wszystkich emocji, które pojawiły się podczas pobytu w Hogwarcie, doprowadziły do załamania nerwowego i była zła na samą siebie za zaniedbanie własnego komfortu psychicznego.
Sprawa z Ronem, to jedno...
Największy wpływ na jej obecny stan miało uświadomienie sobie, że nie chce wychodzić z kwater Severusa i zostawiać go samego. Potrzebowała jego ciętej riposty, szyderstwa z innych, czarnego humoru i sposobu w jaki jego oczy błyszczały czułością, gdy zauważył, że martwiła się o jego obrażenia po starciu z Ronem. Przekonanie, że Luna się myli zaświtało w jej umyśle. Severusa nie interesował związek z małolatą, która ubzdurała sobie wyjątkową więź po kilku wspólnych porankach i wieczorach. Zaproszenie mężczyzny, jako jej osobę towarzyszącą będzie jedynym wysiłkiem z jej strony. Jeśli czarodziej odmówi, Hermiona straci wszelkie nadzieje i pozostanie z nim w przyjaznych stosunkach, zrywając tym samym ich obecny łóżkowy układ.
A jeśli się zgodzi... Poczekam na jego ruch.
W miłości, jak na wojnie.
Miłość...
Zmarszczyła brwi.
Luna się myli. Nie jestem w nim zakochana, co najwyżej zauroczona.
Zamknęła oczy z ulgą na myśl, że nie straciła całkowicie zdrowego rozsądku.
Kilka godzin później, po zjedzeniu genialnej zupy serowej Melwina, Hermionia biegła szybkim tempem w stronę sali głównej. Przepchnęła się przez tłum schodzących się do klubu czarodziejów i zamknęła za sobą drzwi do pokoju ze sceną, aby nikt nie podglądał jej działań.
Przyłożyła trzęsącą się rękę do szklanej tafli akwarium i obserwowała, jak szyba znika, a na jej miejsce tworzy się wodny korytarz. Przebiegła krótki odcinek oddzielający ją od jej celu i wsadziła złoty medalion w identyczne wyżłobienie, znajdujące się na drzwiach ukrytych przed oczami ciekawskich obserwatorów. Rozejrzała się po szarawej polanie i odetchnęła głęboko dymnym powietrzem. Z okien szałasu wydobywało się jasne światło, więc ruszyła w stronę wejścia, aby odszukać jego mieszkankę.
— Aclla! — Hermiona potknęła się o rozrzucone na podłodze fiolki. — Hej! Jesteś tu?
Usłyszała nieludzki jęk. Zaniepokojona, przeszła przez półprzezroczystą kotarę, a jej oczom ukazał się niecodzienny widok. Młoda szamanka biegała po małym laboratorium i zbierała zewsząd różne gatunki ziół. Na warsztatowym blacie leżał ranny mrówkojad, który zawodził z bólu piskliwymi dźwiękami.
— Herma wyjdzie, albo pomoże — stwierdziła chłodno Indianka. — Aclla nie ma czasu na dyrdymały, a gapienie przeszkadza.
— W porządku. — Zdezorientowana Hermiona wyciągnęła różdżkę i zmarszczyła brwi nad rannym zwierzęciem. — Eee... co mu się stało?
— Słoń — westchnęła czarnowłosa kobieta. — Aclla nie wie, ale słoń przez przypadek.
— Jak mógł pokiereszować inne zwierze przez przypadek? — Hermiona podniosła głos z niedowierzania.
— Ano może — parsknęła. — Słoń nie chciał, ale duże ma stopy, nie zauważył. Mrówkojad być w krzak, a słoń nadepnąć na krzak. Przynajmniej Aclla znaleźć mrówkojad w połamany krzak, a słoń mieć winny wyraz oczu, więc Aclla przypuszcza co się stało.
— Jak mam pomóc?
— Nastawi mu kości — powiedziała z niecierpliwością w głosie. — Ja zajmować się reszta.
Hermiona rzadko miała okazje udzielania pomocy zwierzętom. Zazwyczaj zajmowała się tym Luna lub Aclla. Z braku innych wskazówek, nastawiła kości stworzeniu w podobny sposób, co w przypadku człowieka i głaskała jego szorstkie futro, gdy Aclla zajęła się pozostałymi obrażeniami. Po kilkudziesięciu minutach, szamanka westchnęła ciężko i upadła na twardy stołek w rogu laboratorium.
— Teraz musi odpoczywać i odbudować siła. Aclla nie potrafi nic więcej.
Hermiona podeszła do smutnej kobiety i przysunęła skórzaną pufę, aby usiąść u jej boku.
— Świetnie się spisałaś — szepnęła i ścisnęła jej rękę w pocieszającym geście.
Aclla uśmiechnęła się lekko do Hermiony i spojrzała na przyjaciółkę dość podejrzliwie.
— Po co przyszła Hermi?
— Chciałam cię tylko poinformować, że dziś mam zamiar poznać cię z Lucjuszem. Zapoznałaś się z notatkami, które przyniosłam?
— Zapoznała. Podobały się obrazki gołych tyłków czarodziejów. — Szamanka zaśmiała się wesoło. — Aclla ma dać karę ładnemu czarodziejowi?
— Oj tak, zdecydowanie zasłużył — parsknęła Hermiona i spojrzała na czarnowłosą kobietę pytająco. — Skąd wiesz, że jest ładny?
— Herma nie dałaby pod opiekę Aclla kogoś nieurodziwego. Hermi wie, że Aclla lubi ładne, białe twarze.
Właśnie uświadomiła sobie w jaki kanał spuściła Lucjusza i miała ochotę roześmiać się złowieszczo na myśl o jego wystraszonej minie, gdy Aclla da mu popalić.
— Bądź dla niego wyrozumiała, jest dobrym człowiekiem.
— Jak to tam szło, hm? — Aclla zmarszczyła brwi i rozszerzyła radośnie oczy na objawienie. — Ah, tak! Jak będzie dobry chłopiec, to Aclla da nagroda! Jak będzie zły chłopiec, to zaczerwienimy tyłek!
Merlinie... Lucjusz powinien mi podziękować. Nigdy nie widziałam takiego entuzjazmu i podekscytowania u dominującego partnera, na myśl o nagrodzie i karze.
— Świetnie, że się rozumiemy — parsknęła. — A teraz przepraszam, ale mam sporo pracy przed dzisiejszym wieczorem. Chcesz się ujawnić, czy mam go do ciebie przyprowadzić?
— Ujawni się — wzruszyła ramionami. — Trochę zabawa nie zaszkodzić.
Uścisnęła ją krótko, a gdy miała już wyjść, Aclla chrząknęła, aby zwrócić jej uwagę.
— Hermi poczeka — powiedziała i zniknęła za prowizoryczną ścianą pomieszczenia.
Hermiona czekała około pięciu minut, niecierpliwie stukając nogą w podłogę szałasu. Usłyszała kobiecy chichot zza cienkiej ściany.
— Wy biali być wiecznie niecierpliwi — parsknęła jeszcze głośniejszym chichotem i wyszła zza ściany. — Hermi oceni, czy Aclla dobrze wyglądać.
Hermiona rozszerzyła oczy na widok młodej kobiety. Aclla ubrała obcisły kombinezon, który został starannie pozszywany z różnych rodzajów zafarbowanej na bordowo skóry. Kolor pięknie podkreślał karnację szamanki, a głębokie wycięcia po bokach kombinezonu, odsłaniały gładkie, opalone ciało. Kobiece kształty wciśnięte w dopasowany krój, nadawały jej spory poziom zmysłowości, a Hermiona pozazdrościła dziewczynie figury klepsydry, zgodnej z najbardziej pożądanym przez mężczyzn kanonem kobiecości.
— Ty mała grzesznico! — Hermiona podbiegła do zadowolonej z siebie kobiety i obróciła ją dookoła, aby przyjrzeć się każdemu detalowi jej stroju. Kombinezon miał długie nogawki oraz rękawy, ale plecy były całkowicie nagie, sznurowane bordowym sznurkiem. — Zrobiłaś to specjalnie dla niego? Oh, jak słodko! — Hermiona zachichotała złośliwie widząc uparty wyraz twarzy szamanki.
— Aclla musi wyglądać dobrze! Aclla musi mieć element szantaż!
Hermiona uniosła brwi.
— Element do szantażu?
— Aha! — Dziewczyna wskazała palcem na swoje sznurowane plecy. — Jak biały czarodziej nie będzie się zachowywać, to nie odpakuje nagroda!
Zgodnie parsknęły śmiechem. Aclla z własnego żartu, a Hermiona na wizję głodu w oczach Lucjusza, który prawdopodobnie spełni każde życzenie egzotycznej piękności, aby rozsznurować jej ubranie.
— Muszę już iść lisico — uśmiechnęła się złośliwie. — Daj mu popalić.
— Herma się nie martwi — parsknęła. — Aclla ma swoje plany na nieznośnego Lycusza.
— Lucjusza — poprawiła ją, ale Aclla machnęła ręką i pokazała uprzejmie palcem drzwi, aby uprzejmie wyprosić Hermione ze swojego lokum. — Miłej zabawy — zachichotała i wyszła z szałasu.
Wielka Sala rozbrzmiała entuzjastycznymi oklaskami uczniów, gdy wrzeszczący w niebogłosy Irytek rozlał duży półmisek rosołu na nauczycielski stół. Większość grona pedagogicznego zostało pokryte gorącym bulionem. Nauczony doświadczeniem Severus, rzucił zaklęcie tarczy chwilę przed spotkaniem płynu z jego odzianym w czarne szaty ciałem. Parsknął głośnym śmiechem na widok Minerwy z tłustym od rosołu kokiem na czubku głowy.
— Śmiej się, śmiej — prychnęła z oburzonym fuknięciem. Wyglądała, jak rozjuszona kocica szykująca się do ataku ostrymi pazurami. — Następnym razem przypilnuję, żebyś nie zdążył się obronić.
— Skąd ta zgryźliwość, Minerwo? — Obserwował, jak dyrektorka macha różdżką w wyćwiczonych ruchach pozbywając się bulionu. — Myślałem, że nasłałaś Irytka na naszych kolegów, aby sprawić mi przyjemność i oberwałaś rykoszetem. — Zmierzył rozbawionym wzrokiem resztę profesorów, którzy przysłuchiwali się jego wypowiedzi z oburzeniem, ocierając gniewne twarze z zupy.— Choć po twojej, równie zbulwersowanej minie wnioskuję, że nie miałaś zamiaru poprawić mi nastroju.
— Nie bądź absurdalny — prychnęła, poprawiając okulary połówki na długim nosie. — Poza tym, nawet jeśli chciałbym poprosić Irytka o przysługę, to musiałabym go przeprosić, do czego nigdy nie dojdzie, zapewniam.
— Doprawdy? — Udał brak zainteresowania tematem i nałożył sobie kolejną porcję młodych ziemniaków z sosem.
— Doprawdy — Minerwa zerknęła na niego chłodno i odszukała spojrzeniem półprzezroczystą postać Krwawego Barona, który przyglądał się Severusowi wzdychając ciężko. — Baron załatwił problem Irytka po swojemu, ten zarzeka się, że jest niewinny zdemolowaniu mojego gabinetu, jednak żałuje że nie wpadł na ten pomysł wcześniej. Stwierdził, że skoro tak czy inaczej oskarżam go o każdą usterkę w szkole, to nie ma zamiaru się ograniczać.
— Wyrazy mego współczucia, Minerwo — Severus wyszkolił wyraz twarzy w odzwierciedlenie smutku i położył dłoń na kościstym grzbiecie ręki dyrektorki. — Czy jest coś, co mógłbym zrobić?
Minerwa rozszerzyła oczy z zaskoczenia i parsknęła krótkim śmiechem na widok jego złośliwego uśmieszku.
— Daruj sobie, chłopcze. — Pokręciła głową z niedowierzaniem i ściszyła głos, aby nikt jej nie usłyszał. — Lepiej przygotuj się na dzisiejszy wieczór. Szepnę Hermionie kilka słów do ucha, to może zrobi z tobą porządek.
Severus uniósł brew z rozbawieniem i wstał od stołu. Miał już ruszyć do wyjścia z Wielkiej Sali, kiedy zaświtał mu w głowie złowrogi pomysł. Spojrzał na przyjaciółkę, która wkładała do ust widelec z kawałkiem pieczonego łososia. Podszedł do niej od tyłu i nachylił się nad jej uchem.
— Zamiast doczepiać się do niewinnego Irytka, mogłabyś zwiększyć ochronę swojego gabinetu — szepnął cicho i usłyszał gwałtowny wdech Minerwy. — Wyjątkowo łatwo się do niego dostać — zachichotał mrocznie. — Poza tym, masz bardzo wygodne biurko. Idealna wysokość do praktykowania pewnych czynności z chętną wiedźmą.
Minerwa zakrztusiła się kęsem ryby, zaczynając kaszleć i dusić się teatralnie. Zaniepokojona Poppy podbiegła do dyrektorki i klepnęła ją fachowo po plecach.
— Wszystko w porządku, Minerwo? — wysapała Poppy zaniepokojonym tonem. — Co się stało?
— To pewnie ość — powiedział Severus i uśmiechnął się do Minerwy. — Życzę miłego popołudnia, pani dyrektor. — Obrócił się, a peleryna nadymała się za nim, jakby targał nią silny wiatr.
— BARONIE!!! — Usłyszał krzyk Minerwy, ale nie zwolnił kroku.
Krwawy Baron zerknął na Severusa z cierpiętniczą miną i poszybował w stronę głównego stołu.
Przebrał się w zwiewną, ciemnopopielatą koszule i stosunkowo cienkie spodnie. Zaklęcia chłodzące działały świetnie do pewnego momentu, ale nie chciał odświeżać inkantacji na każdym kroku. Żaden z uczestników nie mógł go rozpoznać, więc niecodzienna zmiana garderoby pozostanie niezauważona.
Może spodoba jej się mój nowy wygląd?
Zmarszczył brwi, uświadamiając sobie, że ostatnie o co dbała jego wiedźma, to wygląd fizyczny. Powinien popracować nad deficytem w manierach, aby zyskać jej aprobatę.
Poprzewracało mi się w głowie.
Czuł się w pewien sposób nieswojo, szykując się na wieczór, na który nie miał ochoty. Jasne, że chciał zobaczyć Hermionę i spędzić z nią więcej czasu. Denerwował go jednak fakt, że zanim zostaną sam na sam, będzie musiał użerać się z bandą ciekawskich, poklepujących go po plecach czarodziejów.
Nałożył na cienkie ubranie swoją długą pelerynę, aby ukryć dowody zmiany stylu i zabezpieczając prywatne komnaty, ruszył do wyjścia z zamku.
Czym byłby mój dzień bez komplikacji — powiedział w myślach, gdy wystraszona Sybilla odbiła się od jego klatki piersiowej, wychodząc zza zakrętu.
— Sybillo — powiedział cicho.
Nie wiedział czy jej współczuć, czy się roześmiać, ale nie mógł zignorować małej iskierki poczucia winy, która zapłonęła w jego trzewiach na myśl, że przez te wszystkie lata był brutalny dla wiedźmy, która skrycie go lubiła.
— Severusieee... — wyszeptała rozszerzając ogromne oczy zza grubymi szkiełkami, które nabrały komicznej wielkości. — Wychodzisz?
— Wyjeżdżam na weekend — przygryzł wnętrze policzka, aby nie warknąć, że to nie jej sprawa. — Dlaczego kręcisz się po lochach?
— Tak sobie spaceruję. — Jej dolną warga zaczęła drzeć, a on musiał powstrzymać chęć ucieczki. Nienawidził jęczących i popłakujących ludzi. — Spotykasz się z Granger — wysyczała mniej marzycielsko z większym wigorem i pogardą.
Źrenice Severusa zwęziły się, jak u węża, gotowego do ataku w obronie swojego terytorium.
— Zgadza się, Sybillo — powiedział neutralnie, tłumiąc potrzebę przeklęcia wiedźmy do siedmiu piekieł. — Nie rozumiem jednak, dlaczego miałbym się tobie tłumaczyć — uniósł brew. — Tymczasem wybacz, ale jestem już spóźniony.
Wyminął czerwoną na twarzy Trelawney i wspiął się na schody. Na szczęście miał długie nogi, więc nawet gdyby wiedźma chciała go dogonić, nie miałaby takiej możliwości. Potruchtał do bramy Hogwartu, aby znaleźć się jak najdalej od szalonej wieszczki i jej dramatycznego stylu bycia. Zacisnął gorący medalion w pięści i wyszeptał inkantację, zachwycając się sposobem w jaki jego ciało topiło się w powiewie szkockiego, wiosennego powietrza. Gdy jego stopy dotknęły podłogi pokoju transportowego, odetchnął głęboko i oparł czoło o chłodne drzwi. Nie rozważając dłużej, swojego dziwnego spotkania z Sybillą, wszedł do apartamentu i rozejrzał się po klimatycznym salonie.
— Melwin — zawołał do pustego pokoju.
Dostojny skrzat ubrany w starannie wyprasowany garnitur, pojawił się na środku pokoju z radosnym uśmiechem na ustach.
— Paniczu Snape! — Krzyknął uradowany i zgiął się w pół w komicznym ukłonie. — Melwin cieszy się, że panicz dotarł cały i zdrowy. Czy Melwin może się jakoś przysłużyć paniczowi Severusowi?
— Dziękuję Melwin, również miło cię znów zobaczyć... i tak, chciałbym poinformować Hermionę o swoim przybyciu.
— Już załatwione paniczu, panienka Hermiona wie, że panicz przybył. — Skrzat uśmiechnął się wesoło i zerknął na stolik kawowy marszcząc brwi. — Melwin przyniesie paniczowi coś zimnego do picia, a panicz niech odpocznie po podróży. - Skrzat zniknął z cichym pyknięciem, nim Severus zdążył odpowiedzieć.
Brał prysznic przed wyjściem, ale duża wanna przyciągnęła jego zachłanny wzrok, gdy wszedł do prywatnej łazienki. Rozebrał niepotrzebne ubranie i odkręcił bezróżdżkowo krany, obserwując jak zbiornik napełnia się w szybkim tempie letnią wodą. Właśnie wsadził prawą nogę do wanny, gdy rozległo się pukanie do drzwi łazienki. Obiecał najgorsze tortury osobie, która przerwała jego relaksacyjną kąpiel, ale gdy otworzył drzwi, jego zapał do wyrządzenia cielesnej krzywdy zmalał. Uśmiechnięta od ucha do ucha czarownica, spoglądała na jego półnagie ciało. Przynajmniej pomyślał, aby obwiązać biodra ręcznikiem, zanim otworzył drzwi.
— Cześć! — Jej oczy zaiskrzyły uczuciem na jego widok i poczuł nagłą chęć do przywitania dziewczyny pocałunkiem. — Jesteś wcześnie, ale może to lepiej. — Zaśmiała się nerwowo. — Chciałbym spędzić z tobą więcej czasu.
Ciepło rozlało się po jego klatce piersiowej w odpowiedzi na jej słowa.
Nie spierdol tego, chłopie.
— Cześć — Merlinie... zapomniałeś języka w gębie? — Właśnie dlatego przybyłem wcześniej.
— Przeszkadzam? — Uniosła brwi na jego roznegliżowany stan.
Severus zgiął prawy staw łokciowy i oparł go o futrynę drzwi, prezentując nagą klatkę piersiową (jakby było co podziwiać).
— Nie — powiedział lekceważąco. — Chciałem wziąć kąpiel, ale to może poczekać, jeśli masz pilną sprawę.
Uśmiechnęła się słodko i skrzyżowała ręce na piersi, przenosząc ciężar ciała na prawą stronę i opierając biodro o drzwi.
— Nic pilnego — wymruczała przyglądając się jego napiętej klatce piersiowej, a Severus zastanawiał się czy ten dźwięk jest bezpośrednim skutkiem jej animagicznej formy. — Przyszłam, aby poinformować cię o przebiegu wieczoru, jednak dam ci czas na kąpiel. Przyjdź do mojego biura, jak skończysz.
Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia z jego pokoi.
— Czekaj! — warknął głośno, powodując lekkie wzdrygnięcie kobiety. — Brałem prysznic przed wyjściem z Hogwartu, ale nie miałem co ze sobą zrobić podczas oczekiwania na twoją obecność. Stąd pomysł na kąpiel. Pozwól mi się ubrać, a dołączę do ciebie już teraz.
Po co się tłumaczysz, bełkoczący idioto?! — mentalne, zgryźliwe JA kopnęło go w tyłek, jednak miał zamiar zatrzymać czarownicę przy sobie, nawet, jeśli będzie musiał przymknąć oko na swoje wielkie ego.
— Poczekam — Uśmiechnęła się śliczne, wynagradzając każdy ubytek w jego utraconej niezależności.
Wszedł do łazienki i oparł plecy o zamknięte od wewnątrz drzwi. Zmienił zdanie o męce, której miał doświadczyć dzisiejszego wieczoru. Jeśli Hermiona będzie przy nim... Nie będzie miał nic przeciwko, gdy Potter poklepie go po plecach.
