ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY

NA NIEZNANYCH WODACH


— JA TO ZROBIĘ! ODDAWAJ!

Hermiona i Severus wymienili zaniepokojone spojrzenia, gdy do ich uszu dotarły donośne wrzaski, co najmniej dwóch, piskliwych głosów. Dwójka czarodziejów miała mnóstwo czasu do oficjalnego rozpoczęcia wieczoru. Postanowili odetchnąć parnym powietrzem amazońskiej puszczy. Hermiona uparła się, że pokaże mu coś wyjątkowego, a Severus chcąc nie chcąc, zgodził się na propozycję. Podczas każdej wizyty w Onca odkrywał unikatowe zjawiska lub istoty, więc przypuszczał, że i tym razem się nie zawiedzie.

Severus nastawił uszy, aby zlokalizować źródło piskliwych dźwięków. Byli w połowie korytarza, który prowadził do drzwi leśnej komnaty. Chwycił Hermionę za łokieć, żeby zwolniła kroku, dając do zrozumienia, że lepiej, aby puściła go przodem. Zmarszczyła brwi w zmieszaniu i skinęła głową na zgodę. Szła za nim, mrużąc oczy, aby wyostrzyć słuch i rozszyfrować tożsamość kłócących się osobników. Zatrzymał się nagle, a nieprzygotowana na gwałtowny ruch Hermiona , wpadła na jego plecy. Odwrócił twarz w stronę wiedźmy, mierząc ją karcącym wzrokiem i przyłożył wskazujący palec do ust, aby niemo zakomunikować, że powinna powstrzymać się od jej zwyczajowego paplania. Usłyszał dźwięki charakterystyczne dla rękoczynów, więc wyciągnął różdżkę z ukrytej w rękawie kieszeni i wziął głęboki oddech, aby uspokoić pędzące myśli. Czuł się bezpiecznie w tym miejscu, jednak lata ostrożności i braku zaufania do osób trzecich, dawały o sobie znać. Zatrzymał ciekawską czarownicę gestem ręki i wyszedł zza zakrętu po cichu, aby zaskoczyć kłócącą się parę. Zlustrował dwie postacie, które zakłócały ciszę w korytarzu wspólnym i zamarł, unosząc brwi do lini czarnych włosów.

Melwin, jego prywatny skrzat, leżał rozciągnięty na ziemi, wymachując rękami w powietrzu, usiłując dosięgnąć gardła Bajki, która siedziała na jego torsie okrakiem i okładała go pięściami z zapałem. Nie mogąc powstrzymać przypływu humoru na widok dwóch tarzających się na podłodze skrzatów, Severus odwrócił się cicho do Hermiony i wskazał jej rozgrywającą się scenę palcem, zakrywając tym samym usta drugą ręką, aby się nie roześmiać. Hermiona miała zdecydowanie mniejszy poziom samokontroli i po zobaczeniu skrzaciego wrestlingu, zgięła się w pół i ryknęła głośnym śmiechem. Dwa, mordujące się na ich oczach skrzaty, zamarły na dźwięk śmiechu Hermiony i odskoczyły od siebie, jak na zawołanie.

— Oddaj to — syknął Melwin do zarumienionej skrzatki, która z zadowolonym uśmiechem schowała małą kopertę za plecy.

— Ani mi się śni — syknęła Bajka i rozprostowała pogniecioną sukienkę w kolorze fiołkowym, którą miała na sobie.

Hermiona opanowała się po kilkudziesięciu sekundach i próbowała wyszkolić wyraz twarzy w surową minę, ale po zerknięciu na zawstydzone skrzaty, parsknęła i zasłoniła twarz dłońmi. Odetchnęła kilkukrotnie i spojrzała neutralnie na dwie, zdenerwowane istoty. Severus oparł się plecami o ścianę, skrzyżował ręce na piersi i czekał na wyjaśnienia skrzatów oraz dalszy rozwój sytuacji.

— A więc... — Hermiona ściągnęła usta w cienką linię, a jej twarz zrobiła się ceglastoczerwona od powstrzymywania nieuniknionej radości. — ... czy możecie mi wytłumaczyć dlaczego sprzeczacie się o kawałek papieru?

Winny wyraz twarzy skrzatów wystarczył, aby Hermiona zachichotała pod nosem. Wyciągnęła rękę przed siebie w stanowczym rozkazie, sugerującym konieczność natychmiastowego oddania listu. Bajka uśmiechnęła się z zadowoleniem i wręczyła Hermionie tajemnicze pismo. Severus obserwował twarz czarownicy, gdy ta sprawdzała napis na kopercie. Czytała list w ciszy, marszcząc brwi w pełnym skupieniu. Kącik jej ust podwinął się w zadowolonym uśmiechu, a oczy które wcześniej śledziły tekst, skupiły się na Severusie i rozjaśniły w sposób, który spowodował przyspieszenie oddechu czarodzieja.

— Wszystko jasne — powiedziała zadowolona Hermiona i zwróciła się do skrzatów z porozumiewawczym uśmiechem. — O co tyle krzyku, Melwin?

Skrzat zmierzył ponurym spojrzeniem samice swojego gatunku i prychnął pogardliwie.

— Bajka przechwyciła list zaadresowany do panienki Hermiony i chciała go dostarczyć. — Był zdecydowanie oburzony, jakby skrzatka popełniła karygodne przestępstwo. — To Melwin, jest bezpośrednim skrzatem panienki Hermiony! — Zmrużył oczy na uśmiechniętą skrzatkę. — Bajka nie powinna dostarczać listów panience Hermionie, jeśli Melwin jest w Onca!

Bajka przewróciła wyłupiastymi oczyma i położyła ręce na biodrach.

— Bajka będzie dostarczać listy, jeśli ma taką ochotę! — pisnęła i wcisnęła Melwinowi palec wskazujący między oczy. — Melwin nie będzie mówić Bajce, co ma robić!

— Bajka, jest uparta, jak osioł! — krzyknął Melwin i strzepnął jej palec ze swojej twarzy. — Bajka się nie słucha i nie spełnia swoich obowiązków!

— Melwin się zamknie, bo Bajka znów złoi mu skórę! — Mała skrzatka skrzyżowała kościste ramiona na na piersi. — Poza tym, Bajka spełnia swoje obowiązki oraz obowiązki Melwina, więc niech Melwin będzie wdzięczny, że nie...

— Wystarczy — powiedziała władczo Hermiona. — Jak chcecie się kłócić, to w swoich pokojach.

Skrzaty wymieniły porozumiewawcze spojrzenie i aportowały się z cichym trzaskiem. Severus pokręcił głową nad miejscem w którym zniknęły temperamentne istoty i parsknął z rozbawieniem, gdy Hermiona dostała napadu niekontrolowanego chichotu.

— Merlinie... — wykrztusiła, po kilku głębokich wdechach. — ... wiem, że przemoc nie powinna mnie bawić, ale widziałeś ich morderczy wyraz twarzy w połączeniu z tymi wielkimi uszami i długimi nosami? Nigdy nie widziałam zabawniejszego widoku!

— Cóż... — Severus uniósł brew z rozbawieniem. — Nie wiem nic o dużych uszach, ale połączenie morderczego wyrazu twarzy i długiego nosa, nie jest mi obce.

Dalsza część drogi przez korytarz przebiegła bez większych niespodzianek, nie licząc zachowania Hermiony, która nie była w stanie złapać oddechu i wybuchała śmiechem co kilkanaście sekund na wspomnienie bójki skrzatów i wizji głowy Severusa z dużymi uszami, przyczepionej do małego ciała skrzata domowego.

Otworzył drzwi i wpuścił przodem chichoczącą wiedźmę, która prawie natychmiast zmieniła się w swoją animagiczną postać, upadła na grzbiet i wytarzała się w młodej, pachnącej trawie. Severus usiadł pod pobliskim drzewem i odetchnął głęboko. Spędzanie czasu na łonie tropikalnej natury poprawiało mu nastrój i pozwalało wyciszyć umysł, który obecnie przeciekał napływem niespokojnych myśli. Zamknął oczy i przesunął twarz w prawą stronę, aby ukryć się przed promieniami słońca, które jaśniały przez prześwitujące korony gęstych drzew. Rozchylił powieki i zerknął kątem oka na miejsce w którym przed chwilą leżała Hermiona i najwyraźniej przegapił moment jej odejścia, bo polana była całkowicie pusta.

Usłyszał dziwne miauczące dźwięki dochodzące z puszczy. Postanowił nie przejmować się wiedźmą i korzystać z chwili relaksu. Dopiero, gdy ciężka, miękka masa przygniotła mu uda, otworzył oczy i przyjrzał się wyjątkowemu umaszczeniu jaguara, który potraktował ciało Severusa, jako kościstą poduszkę. Podrapał kota za uchem i zaśmiał się cicho, gdy przemieniona w zwierze czarownica zamruczała i wtuliła wielki łeb w jego rękę. Trwali w tej pozycji przez kilkanaście minut. Severus wielokrotnie próbował zaprzestać pieszczot, aby skupić się na własnym odpoczynku, jednak za każdym razem, gdy zatrzymywał zabiegi, Hermiona otwierała oczy i prychała z wyrzutem, jakby głaskanie, było jego pierdolonym obowiązkiem.

A już zaczynałem lubić duże koty...

Przeczesywał cętkowate futro między palcami i słuchał mruczących dźwięków przyjemności, które wydawał z siebie animag. W jego głowie pojawiła się impulsywna myśl, że właściwie mógłby spędzić tu resztę życia. Nie widział nic złego w wizji Severusa Snape'a, mistrza eliksirów i wieloletniego szpiega-śmierciożercy, który codziennie po śniadaniu, leży między gęstymi zaroślami z kotem na kolanach.

No dobrze... Od czasu do czasu, nie pogardziłbym ludzką postacią Hermiony na moich kolanach...

Westchnął z zawodem, gdy zorientował się w jakim kierunku podążają jego myśli i...

Marzenia? Pożądanie wiedźmy, to jedno... Marzenie o spędzaniu z nią każdej minuty, przez resztę swojego życia...

Mimowolnie zacisnął pięść i rozszerzył oczy, gdy Hermiona warknęła na skutek przypadkowego wyrwania kępki sierści z jej grzbietu. Zmieniła się w człowieka i spojrzała na niego z zaskoczeniem.

— Ała! — powiedziała obrażona i zmierzyła Severusa smutnym spojrzeniem. — Jeśli nie chciałeś mnie głaskać, wystarczyło powiedzieć. Wyrywanie mojej sierści, nie było subtelnym sygnałem.

— Przepraszam — powiedział szczerze skruszony. — Zamyśliłem się — zmarszczył brwi. — Gdzie zniknęłaś wcześniej? Słyszałem dziwne dźwięki.

Czarownica rozszerzyła oczy i uśmiechnęła się wesoło.

— Właśnie! — Podniosła się z jego kolan i rozejrzała na wszystkie strony. — Za chwile powinna tu być — szepnęła bardziej do sobie, niż do niego i otrzepała ciemnofioletowe szaty, które miała na sobie.

— Kto? — powiedział chłodno. Nie spodziewał się, że będą mieli towarzystwo i poczuł się zawiedziony. Myślał, że Hermiona chciała spędzić z nim czas w samotności. — Zaprosiłaś kogoś? — prychnął, wstając na nogi.

— Oczywiście! Po to tu jesteśmy! — zaśmiała się i pociągnęła go za rękę w głąb lasu.

Severus nie był zachwycony faktem, że będzie musiał podzielić się Hermioną z przybyszem, ale jej ręka była ciepła... miła... więc dał się poprowadzić bez dyskusji. Uśmiechnął się półgębkiem, gdy zorientował się kogo poszukiwała. Zza obrośniętego mchem głazu wyszedł chudy kot. Przez chwile pomyślał, że to Minerwa, ale ten, był zdecydowanie młodszy i miał inną budowę ciała.

— Chciałaś mi pokazać zwykłego kota? — parsknął niegrzecznie i lekceważąco machnął ręką na uroczą kulkę, która obwąchiwała jego buty. — Daruj sobie, Hermiono — dodał, przewracając oczyma na jej urażoną minę. — Ledwo mogę znieść widok szarego kota. Źle mi się kojarzy.

Hermiona zwęziła oczy i położyła ręce na biodrach.

— Słyszałaś co powiedział, Varia? — powiedziała cicho do kota i odsunęła się o kilka kroków od szaraka. — Pokaż mu — szepnęła tak cicho, że Severus ledwo był w stanie odróżnić słowa. — Zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni.

Severus uniósł sceptycznie brew, jednak jego drwiący uśmieszek zniknął w momencie, gdy ciało kota zaczęło rosnąć. Z natury nie był bojaźliwy, a wręcz miał nienaturalną odporność na jakiekolwiek straszne lub brutalne sceny. Jedynym wyjątkiem, były anomalie np. coś, co powinno być małe, a z jakiegoś powodu jest duże. Przerażało go, gdy stworzenia lub zwierzęta osiągały nienaturalną wielkość na skutek choroby, zaklęcia lub eliksiru.

Dawno, dawno temu, gdy był małym chłopcem i odpoczywał nad brudną rzeką w Spinner's End, zobaczył skaczącą ropuchę, która łapała latające muchy. A, że z natury był ciekawskim dzieciakiem, śledził jej wyczyny i chichotał, gdy płazowi nie udało się złapać zdobyczy. Niestety, tego dnia, doświadczył pierwszego wybuchu niekontrolowanej magii i przez przypadek powiększył ropuchę oraz jej ofiarę do kolosalnych rozmiarów. Jego przeraźliwe wrzaski, było słychać na szarym końcu dzielnicy, a Ministerstwo Magii musiało wysłać amnezjatorów, aby wymazali pamięć około trzydziestu mugolom, którzy zaniepokojeni krzykami, wybiegli na ulicę i zobaczyli ogromnego płaza, który próbował zjeść, równie wielką muchę. Od tego momentu unikał powiększonych magicznie zwierząt. Był dumny z walki nad swoją fobią, gdy niechętnie spędzał czas w towarzystwie Voldemorta z wijącą się Nagini u jego boku. Oczywiście los zawsze lubił się wypiąć na Severusa Snape'a i sprezentował mu niedoszłą śmierć z powodu wyżej wymienionego gada.

Gdybym miał taką władzę, na pewno dodałbym Longbottomowi dwadzieścia punktów...

Chwila...Przecież mógłbym...

— Dwadzieścia punktów dla Gryffindoru — szepnął, czując jak jego magiczny rdzeń wibruje w odpowiedzi. Wyobraził sobie minę Minerwy, która jakimś sposobem zorientowała się, że nagrodził najbardziej ułomnego w eliksirach ucznia, jakiego miał nieprzyjemność nauczać.

Kto mi udowodni?

— Co?

Zdezorientowany głos czarownicy przywrócił go do rzeczywistości. Zerknął na kota, który nadal zmieniał formę. Małe, puszyste łapki, zmieniły się w szponiaste łapska. Krótki tułów wydłużył się, a szarawy ogon wypuścił pierzaste, kolorowe coś. Urocza (nie moim zdaniem, okey? Po prostu stwierdziłem fakt), kocia główka napęczniała i wyrosła z niej grzywa, a drobny pyszczek, przetransformował się w gębę z ostrymi zębami, która łudząco przypominała lwa. Gigantyczne oczy zamrugały i zwęziły się w ciasne szparki.

— KURWAAAA!!! — Severus wrzasnął w wilgotny nos zwierza, który zniżał się w stronę czarodzieja, zapewne po to, aby go obwąchać. — ZABIERZ TO!!!

Nie mógł się ruszyć. Nawrót dobrze znanej, dziecięcej paniki przejął władzę nad jego ciałem. Wiedział doskonale, że kot boi się go bardziej, niż Severus jego, ale ta myśl, wcale nie pomagała w zwalczeniu młodzieńczej traumy, która od tak dawna nie dawała o sobie znać. Hermiona na początku zachichotała, jakby Severus odgrywał rolę damy w opałach, jednak widząc jego przerażony wyraz twarzy, który zapewne widziała u niego pierwszy i ostatni raz, oddzieliła ciało czarodzieja od zwierza i powiedziała błagalnym głosem:

— Varia, daj mu trochę miejsca. — Ściągnęła brwi, patrząc na Severusa zdezorientowana. — Wystraszyłaś go. — Chwyciła twarz czarodzieja w dłonie i odwróciła ją w taki sposób, aby jego spanikowane oczy skupiły się na niej. — Co się stało? Wszystko w porządku?

Severus zamrugał, przyglądając się zaniepokojonym oczom wiedźmy. Potrząsnął głową, aby pozbyć się wizji z przeszłości i skinął jej krótko w potwierdzeniu.

— Nic mi nie jest — powiedział chłodno. — To tylko nieprzyjemne wspomnienia z dzieciństwa.

Hermiona spojrzała na niego z niedowierzaniem i wskazała na magiczne stworzenie, które speszyło się odrobinę i schowało nieśmiało za pobliskim drzewem... a raczej usiłowało się schować, bo z wyjątkiem pyska, całe ciało pozostało widoczne, dla obserwujących jego wysiłki czarodziejów.

— Nieprzyjemne wspomnienia? — Hermiona rozszerzyła komicznie oczy i machnęła ręką przed jego twarzą. — Twój wyraz twarzy, był tak przerażony, jakbym wskrzesiła Toma Riddle'a!

— Oh, nie — parsknął. — Nie byłby, to pierwszy raz i zapewne poczułbym jedynie rezygnację. —Próbował zażartować, jednak mina Hermiony nie wróżyła nawet najmniejszej namiastki przypływu humoru. Wzruszył ramionami. — To reakcja bezwarunkowa na magicznie powiększone istoty. — Zerknął na chowającego się stwora. — Obecnie, widok twojego kumpla mnie nie przeraża, ale sam proces powiększenia ciała był traumatyczny.

— Mogę cię poznać z Varią, czy w dalszym ciągu będziesz się zachowywał, jakby chciała cię zjeść? — zapytała z podejrzliwym wyrazem twarzy.

Severus przewrócił oczami i podszedł bliżej do dużego kota, aby ocenić jego zamiary.

— Wyłaź poczwaro, nie zrobię ci krzywdy — powiedział stanowczo i wyciągnął przed siebie ręce w uspokajającym geście.

Hermiona prychnęła i dodała pod nosem, że czarodziej zachowuje się, jakby wcale pięć minut temu nie dostał napadu paniki. Niezrażony docinkami Severus, podszedł jeszcze bliżej drzewa, za którym ukrywał się magiczny stwór i wyczarował kilka żółtych ptaszków, które okrążyły głowę kota i usiadły na jego szpiczastych uszach. Kot wydał z siebie dźwięk między miauknięciem, a warknięciem i wyskoczył zza drzewa, aby ruszyć w pogoń za ptakami, które spłoszyły się na nagły ruch zwierza. Ptaki usiadły na pobliskich gałęziach, a Hermiona roześmiała się perliście na widok swojej futrzastej towarzyszki, usiłującej wskoczyć na stosunkowo niskie drzewo, załamujące się pod wpływem jej ciężaru.

— To zouwu — stwierdził Severus, przyglądając się bestii.

— Tak — powiedziała z uśmiechem Hermiona i poprowadziła czarodzieja do obalonego pnia, aby obserwować wyczyny kota z większej odległości. — Znalazłam ją w Londynie. Luna twierdzi, że uciekła przemytnikom. — Podciągnęła kolana i oparła na nich brodę. — Myślę, że to swego rodzaju przeznaczenie. — Zachichotała cicho i zerknęła na Severusa ze złośliwym uśmieszkiem. — Chwilę później zostałam zaatakowana przez Molly Weasley, a Varia stanęła w mojej obronie.

Severus prychnął, podparł ręce na pniu za sobą i skrzyżował kostki u nóg.

— Jeszcze tydzień temu byłbym zaskoczony, że Molly próbowała cię zaatakować, jednak po ostatnim spotkaniu z jej synem... — pokręcił głową. —... powiedzmy, że znam Artura, bardzo go szanuję i wiem, że twój były chłopak nie odziedziczył temperamentu i impulsywności po ojcu.

— Masz rację. Nie będę narzekać. Pani Wesley okazała nagły przypływ rozsądku... — zmarszczyła brwi, po czym parsknęła. — No dobrze... mogły mieć na to wpływ szpony Vari, które wbijały się w jej szyję, ale spór ostatecznie został rozwiązany.

— Nie wiem czy ci pogratulować, czy współczuć — burknął Severus i podniósł gładki kamień, zmieniając go w szczura i obserwując, jak Varia rusza za nim w pogoń.

Zerknął kątem oka na Hermionę i uśmiechnął się ukradkiem, gdy z zachwytem komentowała postępy polowania zouwu. Wilgoć parnego powietrza, skropliła się na jego czole. Ubrania zaczęły przylegać do spoconego ciała. Wyciągnął różdżkę i machnął nią w powietrzu, ochładzając otocznie wokół siebie.

— To nie zadziała na dłuższą metę, Severusie. — Czarownica przyglądała mu się z rozbawieniem. Zauważył, że jej ciało również pokrywa mgiełka skroplonej wilgoci. Długa, gładka szyja błyszczała zza ciemnofioletowej szaty w promieniach jasnego słońca. — Mam pomysł — Uśmiechnęła się marzycielsko. Zmieniła się w jaguara i przysunęła się do niego, nastawiając swój grzbiet.

— Zapomnij, wiedźmo — prychnął z oburzeniem. — Nie mam zamiaru dosiadać jaguara. — Zmrużył oczy na jej uparty wyraz pyska. — Jestem dorosłym, szanującym się mężczyzną. Jeśli uważasz, że potraktuję cię jak osła, to powinnaś zastanowić się, czy masz szacunek do mojej i swojej dumy.

Dźwięk wydobywający się z Hermiony, mógłby określić jako radosny chichot, gdyby była w tym momencie człowiekiem. Pobiegła dróżką, wyklepaną między zaroślami. Severus musiał dołożyć wiele energii, aby nie stracić kota z oczu. Wysiłek fizyczny w wysokiej temperaturze oraz wilgotnym powietrzu nie był najlepszym pomysłem i już po kilkudziesięciu metrach, Severus dostał zadyszki. Hermiona wyglądała, jakby nie odczuła zmęczenia, więc zatrzymał się buntowniczo i założył ramiona na biodrach.

Cwana bestia! Za chwile się okaże, kto ma lepszą kondycję.

Cętkowate zwierze wyłapało brak ruchu za sobą i nastawiło czujne uszy w pionie. Nie słysząc żadnych dźwięków, obróciło się i zerknęło na Severusa z zapytaniem w oczach.

— To nie fair, wiedźmo — powiedział oschle. — Albo zmieniasz się w człowieka i ścigamy się na równych warunkach, albo kończymy zabawę!

Oczy jaguara zrobiły się zadziorne, a nos poruszył się na nieoczekiwane wyzwanie, narzucone przez czarodzieja. Kilka sekund później leżał na ziemi, przygnieciony przez włochate cielsko, które przetransformowało się w miękkie, kobiece kształty. Minęło niewiele czasu od ich ostatniego, bliższego kontaktu fizycznego, ale tęsknił za jej dotykiem od chwili, gdy po raz ostatni miał przyjemność go doświadczyć. Tak więc, musiał przywołać do porządku każdą, nawet najmniejszą część swojego ciała, która miała ochotę chwycić, pieścić, całować, tulić, pchać, lizać...

— A więc — Złośliwie uśmiechnięta twarz wiedźmy przysłaniała słońce, wydobywające się zza koron drzew, przez co włosy Hermiony rozbłysły na tle nieba, jak złota aureola.

Wygląda, jak bogini...

Wcześniej, nie potrafiłby wyobrazić sobie świętego bóstwa z zadziornym wyrazem twarzy, jednak patrząc na Hermionę w tym momencie... Obawiał się, że nawet ogień piekielny nie powstrzyma go przed próbą zdobycia tej kobiety, tylko dla siebie.

— Czy coś ze mną nie tak? — zmarszczyła brwi i dotknęła ręką swojego policzka. — Mam coś na twarzy?

— Nie — szepnął, klnąc w myślach na swoją nieuwagę i brak zdolności do ukrywania emocji w towarzystwie Hermiony. — Oceniałem twój wygląd. — Teraz miał ochotę wskrzesić Toma Riddle'a, aby umożliwić mu odwet za zdradę, a sobie ucieczkę z tej sytuacji. Skłonność do paplania nigdy nie była jego dewizą.

Hermiona uniosła brwi i rozszerzyła oczy z zaskoczenia.

— Doprawdy? — Przygryzła wargę i poruszyła się na jego udach. Jego pięści zacisnęły się na mokrej trawie, aż skóra na rękach, zabarwiła się na zielono od soku. — Jestem ciekawa do jakich doszedłeś wniosków.

Severus zrobił neutralną minę i wzruszył ramionami w pokazie obojętności, która zdecydowanie nie odzwierciedlała iskry pożądania i ... czegoś więcej we wnętrzu klatki piersiowej.

— Skoro już musisz wiedzieć... — Uśmieszek na jego twarzy poszerzył się, gdy siedząca na nim okrakiem kobieta zmrużyła oczy. — Wyglądasz znośnie.

Hermiona uśmiechnęła się i parsknęła cicho. Zniżyła twarz ku niemu i pocałowała go w wilgotny nos.

— Ty też jesteś całkiem, całkiem.

Podniosła się na nogi, odeszła kilka kroków w tył i odwróciła do niego plecami. Severus usiadł na trawie i obserwował rozglądającą się po terenie Hermionę. Zerknęła na niego przez ramię, a jej oczy rozbłysły intrygą.

— Chciałeś wyrównanych szans, czyż nie? — uśmiechnęła się wszechwiedząco. — Bardzo proszę... — Wskazała ręką na swoje ludzkie ciało. — Ścigamy się do wodospadu. A teraz złap mnie, jeśli potrafisz.

Nie zdążył nawet otworzyć ust, gdy chichocząca, jak wariatka wiedźma, zniknęła za grubym pniem drzewa. Przeklnął pod nosem i ruszył w pogoń, nasłuchując dźwięków łamania gałęzi, na skutek ciężaru stąpających po nich stóp. Wpadł w ostre, kolczaste zarośla, a skóra na jego ramionach pokryła się krwawymi śladami. Nawet nie syknął, ale zdenerwował się na myśl o ewentualnej przegranej w wyścigu. Rywalizacja towarzyszyła mu przez całe życie. Jako dziecko i nastolatek, walczył o najwyższe wyniki w nauce. Będąc młodym śmierciożercą, uczestniczył w wyścigu szczurów po najwyższe stanowisko w szeregach, razem z pozostałymi zwolennikami. A w roli szpiega, walczył o życie i zachowanie pozorów. Przegranie rywalizacji, kojarzyło mu się z niebezpieczeństwem czyhającej śmierci oraz zdradzeniem jego prawdziwych motywacji, co również skutkowało pewną śmiercią.

Przyspieszył bieg. Serce waliło mu w piersi, a płuca i mięśnie odmawiały posłuszeństwa, mimo dobrej kondycji oraz wysokiej sprawności ciała. Usłyszał szelest gałęzi w pobliżu, więc zaczaił się na intruza, który przypuszczalnie był celem jego pogoni i wyskoczył zza krzaka. Westchnął z rezygnacją na widok wylizującego się zouwu. Varia spojrzała na niego zbyt niewinnie.

— Kazała ci wyprowadzić mnie w pole, prawda? — parsknął i zerknął na magiczne stworzenie spod byka. — Mała, przebiegła intrygantka — dodał pod nosem i odwrócił się w celu kontynuowania pogoni, oszczędzając sobie tym samym, widoku kota, który z zapałem czyścił swoje miejsca intymne z łapą w górze.

Zgubił się w puszczy. Wcześniejsze wyobrażenie o lesie było zdecydowanie błędne i zorientował się, że nie docenił rozmiarów rozległego terenu.


Hermiona kwitła na brzegu rwącej rzeki, oczekując na pewnego siebie czarodzieja. Była już bliska rozpoczęcia poszukiwań, gdy usłyszała sfrustrowany warkot męskiego głosu. Zagubiony czarodziej, wyłonił się z lasu z rozprzestrzeniającym się rumieńcem złości na twarzy. Włosy miał w kompletnym nieładzie, pokryte kawałkami gałęzi i liści. Na policzkach i ramionach znajdowały się liczne zadrapania, a ubrania były mocno pomięte i rozerwane w niektórych miejscach. Usłyszała jak przeklina faunę i florę puszczy, kopiąc niewinny niczemu kamień. Rozejrzał się po polanie oraz prowizorycznej plaży, po czym uśmiechnął się z satysfakcją na brak obecności Hermiony, której w dalszym ciągu nie dostrzegł. Przewróciła oczami i pomachała mu ręką, wystawiając ją maksymalnie ku górze, aby mógł zobaczyć jej drobną, zgarbioną sylwetkę. Jego bystre oczy, natychmiastowo wyłapały ruch, a jego zwycięski uśmiech zmienił się w kwaśny grymas. Ruszył agresywnym krokiem w jej stronę, a jego oczy zwęziły się złowrogo na dźwięk jej chichotu, którego nie była w stanie powstrzymać.

— Lepiej uciekaj — powiedział niskim, niebezpiecznym tonem, a jej serce zagalopowało w odpowiedzi.

— Masz zamiar mnie skrzywdzić, Severusie? — wymruczała w odpowiedzi i rozpięła szatę, aby poinformować czarodzieja, że kąpiel liczy się dla niej bardziej, niż jakiekolwiek groźby z jego strony.

Severus zatrzymał się w pół kroku z dość głupim wyrazem twarzy. Jego agresywna twarz nabrała iskry niedowierzania, a ciało napięło się z oczekiwania. Ogień zapłonął w czarnych oczach, gdy ściągnęła ubranie, pozostając jedynie w ciemnofioletowym komplecie bielizny, który pasował kolorystycznie do jej szaty.

— W tym momencie, krzywda, jest ostatnią rzeczą, którą mam zamiar ci zrobić.

— Zamiast gadać, mógłbyś do mnie dołączyć. — Przybrała lekceważący ton głosu, aby ukryć pragnienie, które pełzło w jej trzewiach.

— Nie mów mi co mam robić, wiedźmo — prychnął pogardliwie, ale ściągnął ciemnoszarą koszulę i rzucił ją niedbale na trawę. Pośpiesznie rozpiął spodnie, jednak przykleiły się do jego ciała i miał spory problem, aby się ich pozbyć. Zirytowany na nieposłuszny kawałek materiału, machnął ręką i rozluźnił szwy spodni bezróżdżkowo. — Dziś, nic nie idzie po mojej myśli — warknął.

Nie mogę powiedzieć tego samego o sobie... — szepnął głos w jej głowie, gdy obserwowała atletyczną sylwetkę czarodzieja, który zmierzał w jej kierunku z drapieżnym spojrzeniem.

Oh, dziewczyno... nie nauczyli cię, że nie powinno się dźgać jadowitego węża patykiem?

Zero instynktu samozachowawczego, Hermiono.

Zero.

Zarumieniona czarownica odwróciła wzrok od obiektu własnego pożądania i wskoczyła do chłodnej wody, aby ostudzić zapał z jakim jej ciało domagało się jego uwagi. Popłynęła na środek rzeki, a Severus popłynął w jej ślady, łapiąc głęboki wdech do płuc, zanim zanurzył głowę pod wodą. Ciągły ruch wody, uniemożliwiał jej dostrzeżenie jego położenia, więc zaniepokoiła się, gdy przez długi czas nie wypływał na powierzchnię. Coś miękkiego otarło się o jej łydkę, a po chwili twarz czarodzieja pojawiła się przed jej własną.

— Już myślałam, że będę musiała użyć bezróżdżkowego „Accio Severus Snape" — parsknęła.

— Teraz posłuchaj mnie uważnie. Powinnaś wiedzieć, że wolałbym utonąć w rwącej rzece, niż być przywołany, jak paczka chusteczek higienicznych. Jeśli kiedykolwiek wpadniesz na tak uwłaczający pomysł, to obiecuję, że spalę twoją bibliotekę.

Hermiona rozszerzyła oczy, a jej twarz zmieniła się nie do poznania w odczuciu grozy, na myśl o wszystkich jej książkach, których nie zdążyła przeczytać, stających w płomieniach.

— W-w porządku — wyjąkała spanikowanym głosem, obserwując zadowolony wyraz twarzy czarodzieja, który śmiał jej grozić, tak haniebnym czynem.

Severus zachichotał mrocznie i odpłynął na większą odległość od czarownicy.

Korzystali z kąpieli w chłodnej wodzie w towarzystwie przyjemnej ciszy. Było słychać jedynie śpiew ptaków, tłumiony przez spadającą wodę wodospadu. Hermiona wynurzyła głowę spod powietrzni wody i zlustrowała taflę rzeki w poszukiwaniu czarnych włosów czarodzieja. Dostrzegła ruch przy wodospadzie, więc podpłynęła do mężczyzny, który zamykał oczy z przyjemności, gdy spadająca ze skał woda, odbijała się od jego nagich pleców. Stanęła na głazach w taki sposób, że woda sięgała jej do pępka.

— Widzę, że twój ponury nastrój znika, gdy weźmiesz kąpiel. — Uśmiechnęła się, gdy otworzył jedno oko, aby zlokalizować jej położenie. — Oj, gdybyśmy z Harrym i Ronem byli świadomi tego faktu od naszego pierwszego roku, to...

— Ani słowa więcej — wycedził przez zaciśnięte zęby i wciągnął ją pod ścianę wody.

Nieoczekiwany ruch czarodzieja sprawił, że Hermiona wrzasnęła dramatycznie, przez co zachłysnęła się wodą. Poczuła, że uścisk na jej kończynie zmalał, więc wyłoniła się zza strumienia wody. Otworzyła oczy, ale włosy przysłoniły jej widok na czarodzieja. Rozchyliła ciężką masę loków i spiorunowała wzrokiem czarnowłosego mężczyznę, który stał zgięty w pół, śmiejąc się pełną piersią. Cała jej frustracja opadła na piękny dźwięk jego śmiechu. Zwykle oziębła twarz Severusa, rozjaśniła się, a ciemne, wyraziste oczy, zmarszczyły się w zewnętrznych kącikach przez napięcie mięśnia okrężnego oka.

Stała tam - wpatrzona w czarodzieja, jak w obraz. Oddech uciekał jej w gwałtownych seriach, a serce biło w tempie szczęśliwych odgłosów radości mężczyzny. Severus uspokoił się trochę i zerknął na Hermionę z uśmiechem. Gdy dostrzegł jej spojrzenie, znieruchomiał. W jego niepewnych oczach zobaczyła iskrę zapytania, jednak jej słowna odpowiedź nigdy nie nadeszła. Zbliżyła się do miejsca w którym stał i położyła obie ręce na jego napiętym brzuchu. Mięśnie zadrżały pod jej palcami, a głęboki wdech czarodzieja, oznajmił oczekiwanie na następny ruch czarownicy. Nie zastanawiając się dłużej, Hermiona poprowadziła dłonie w górę szczupłego torsu, aż po obojczyki i zatrzymała jedną, obejmując kark, a drugą chwyciła jego zarumieniony policzek.

Różnica wzrostu, miała znaczenie w ich przypadku i musiałaby wskoczyć na mężczyznę, żeby spełnić swoje obecne pragnienie. Rzecz jasna, nie zachowała się jak małpa i czekała cierpliwe, aż Severus sam podejmie decyzję. Przyłożyła drżące z oczekiwania wargi do skóry na wysokości jego mostka w oczywistym zaproszeniu i spojrzała prosto w pełne pasji, ciemnobrązowe oczy. Severus, najwyraźniej miał problem z jasnymi znakami. Mogła stwierdzić, po wyrazie jego twarzy, że ewidentnie wymagał słownego potwierdzenia.

— Pocałujesz mnie w końcu? — powiedziała ochrypłym głosem z nutą rozbawienia.

Wszelkie wątpliwości, które mogła dostrzec przed sekundą na jego twarzy, ustąpiły wszechogarniającej żądzy. Westchnęła, gdy silne ramiona, które przez cały czas pozostawały bierne, otoczyły jej ciało. Odziane w bakłażanową bieliznę piersi, zostały przyciśnięte do twardego torsu, a jedna ręka czarodzieja wplątała się w jej włosy z taką siłą, jakby bał się że Hermiona nie jest prawdziwa lub ucieknie, jeśli jej to umożliwi. Wziął jej chętne usta w posiadanie z pasją, graniczącą z obłędem. Niski pomruk, który wydobył się z jego rozchylonych ust, gdy przygryzła jego wargę, spowodował roztopienie jej mózgu, a świat odrobinę zawirował z intensywności doznań, gdy czarodziej stracił panowanie i podniósł jej ciało, przyciskając do szorstkich skał.

Przerwał pocałunek, patrząc na czarownicę z oczywistą potrzebą. Skupił się jednak na jej szyi, składając szlak pocałunków, aż do jej unoszących się w głębokich oddechach piersi. Jęknęła głośno, gdy otoczył jej sutek ustami przez cienki materiał biustonosza i poczuła, że jego usta rozciągają się w zadowolonym uśmieszku.

Później żałowała, że jej mózg rzeczywiście się nie stopił, jednak myśl która nadeszła w tej chwili, nie dawała jej spokoju. Chwyciła twarz Severusa w dłonie. W dalszym ciągu, był zajęty podgryzaniem, ssaniem, lizaniem i składniem intensywnych pocałunków na jej obnażonych piersiach. Nawet nie zorientowała się, że zdążył zsunąć jej górną część bielizny.

— Severusie, poczekaj — wysapała, po czym znów jęknęła, gdy docisnął twardy dowód swojego podniecenia do jej miednicy. — Musimy o czymś porozmawiać.

Severus oderwał usta od jej wrażliwego sutka i spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Naprawdę, wiedźmo? W takim momencie? — wychrypiał z zawodem. — Miałaś cały czas na świecie, żeby ze mną rozmawiać! — Zmarszczył brwi z niepokojem. — Nie chcesz? Wydawało mi się, że sama wyszłaś z inicjatywą...

— Oczywiście, że chcę! — krzyknęła w panice, widząc jego zraniony wyraz oczu i uświadamiając sobie swój błąd. — Będziemy mieć mnóstwo czasu dla siebie, obiecuję. Po prostu... — urwała, a jej stanowcza twarz straciła zapał i stała się wyjątkowo niepewna. — Wiesz, napisałam do Josu...

Oczy Severusa stały się stalowe, a nazwanie obrzydzeniem grymasu, który zagościł na jego twarzy, byłoby solidnym niedopowiedzeniem.

— Ani mi się waż wypowiadać imię żabojada w mojej obecności — warknął donośnie i upuścił ją na nogi. Odwrócił się plecami i wskoczył do rzeki.

— SEVERUSIE!!! — wrzasnęła zaskoczona i rozpoczęła pogoń za grzmiącym piorunami czarodziejem.

Dogoniła go dopiero, gdy wściekłe zbierał swoje ubrania i otrzepywał je z piasku.

— Severusie, ja tylko...

— Daruj sobie, Granger. — Bezróżdżkowo osuszył ciało i połączył skrawki spodni szwami, aby ponownie je założyć.

Lawina gorącej złości rozpaliła jej ciało, gdy szarpnęła jego spodnie i rzuciła nimi o piasek. Severus wyglądał na zaskoczonego, ale jego twarz stała się nieprzenikniona, gdy spojrzał na Hermionę i uniósł szyderczo brew na jej zwierzęce zachowanie.

— Severusie Snape — wysyczała wściekle. — Jeśli jeszcze raz nie pozwolisz mi dojść do słowa i zachowasz się, jak niezadowolony gówniarz, to zapewniam, że nie będę cię gonić. Droga wolna — wskazała palcem bliżej nieokreślone miejsce między drzewami dla podkreślenia swoich słów.

Severus zerknął w tę stronę i wzruszył lekceważąco ramionami. Miała już dość owijania w bawełnę, więc rozpoczęła litanię, mówiąc ją na jednym wdechu w szybkim tempie.

— Chciałam cię tylko poinformować, że postanowiłam odwołać zaproszenie Josu na ślub Harry'ego i Ginny, ponieważ miałam w planach zabrać cię ze sobą! Dziś otrzymałam list zwrotny od Josu z zapewnieniem, że rozumie sytuację i życzy nam dobrej zabawy! Słyszysz? Chciałam cię zaprosić! Teraz, jednak, nie mam ochoty spędzić nawet minuty dłużej w twoim towarzystwie! Zachowujesz się, jak rozwydrzony małolat!

Poczuła, że jej oczy stają się wilgotne, więc odwróciła się zamaszyście od mężczyzny, który wpatrywał się w Hermionę w szoku i próbował zinterpretować słowa, które wykrzyczała w złości. Chwyciła szatę, nie ubierając jej i pobiegła w stronę wyjścia z lasu. Na jej nieszczęście lub szczęście... ciężko stwierdzić. Severus miał długie, pajęcze nogi i nie zrobiła nawet kilku kroków, zanim objął jej wzburzone ciało ramionami.

— Przyjmuję zaproszenie — powiedział cicho, jakby żadne nieporozumienie nie miało miejsca.

Spojrzała na jego napiętą twarz i wzruszyła trzęsącymi się ramionami.

— Nieaktualne. — Chłodny ton jej głosu, wywołał uśmiech na twarzy czarodzieja.

— Hermiono... — mruknął. — Mógłbym cię przeprosić, owszem... — zamyślił się. — Aczkolwiek, nie podejrzewałbym, że będziesz chętnym odbiorcą moich nieszczerych słów. Wcale nie jest mi przykro. — Złożył pocałunek na jej gorącym czole. — Przyznaję, że jestem zazdrosnym człowiekiem i tak, wiedźmo... — dodał, gdy otworzyła usta, aby coś powiedzieć. — ... jestem o ciebie cholernie zazdrosny. Ten Francuz ma ochotę na coś więcej, niż przyjaźń, a ja nie lubię się dzielić tym, co moje. — Jego mina trochę zrzedła, gdy uświadomił sobie znaczenie wypowiedzianych przez siebie słów. — Tak czy inaczej, przyjmuję zaproszenie i skończmy ten temat.

Hermiona, była tak zaskoczona jego szczerą przemową, że niemo skinęła głową na zgodę i dała się pociągnąć za rękę przez puszczę, aż do wyjścia. Zdezorientowany wyraz gościł na jej twarzy do momentu, aż Severus wprowadził ją do jej apartamentu, dał subtelny pocałunek w blady policzek i zamknął za sobą drzwi, zostawiajac ją samą ze swoimi myślami... a właściwie z jedną myślą...

Tym, co moje.