ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY

WEEKENDOWE EKSCESY


Severus przybił sobie mentalną piątkę za rozwiązanie nieporozumienia z wiedźmą. Jakiś czas temu zorientował się, że na ten konkretny typ osoby, działa wypowiedzenie słów o charakterze przeciwnym do spodziewanego. Sęk w tym, aby zdezorientować odbiorcę swoim niecodziennym zachowaniem.

Umysł Hermiony funkcjonował w analityczny sposób, podobnie, jak w przypadku Severusa. Obserwowała problem, oceniała jego mocne i słabe strony, jednocześnie wyciągając wnioski i wybierając najbardziej sensowne rozwiązanie. Zazwyczaj działała według określonego schematu, więc trudno się dziwić jej zmieszaniu, jeśli obiekt obserwacji zaczynał zachować się w sposób inny, niż przewidywała.

Wyznanie własnej zazdrości o innego mężczyznę zaskoczyło go w równym stopniu, co Hermionę. Rzecz jasna, jego plany nie obejmowały nieoczekiwanego wylewania duszy przed czarownicą, ale skoro szczerość działa...

Poczuł przypływ lekkości na myśl, że nie musi w żadnym stopniu ukrywać swoich pragnień. Jego pewność siebie wzrosła, wraz z okazaną przez czarownicę chęcią do wspólnego uczestnictwa w weselu chłopca, który rąbnął kradzionym samochodem w Bijącą Wierzbę. Nie żałował, że dobitnie oznajmił swoje zainteresowanie kobiecie, ponieważ w pierwszej kolejności podjęła kroki do spędzenia z nim czasu.

Zatrzymał się na środku korytarza, gdy przez jego umysł przebiegła niechciana myśl.

A jeśli zaprosiła mnie, jako przyjaciela?

Oh, kurwa.

Severus zaczął zataczać ósemki na szmaragdowym dywanie, myśląc gorączkowo w jaki sposób powinien zachować się w takiej sytuacji. Okazywanie nadmiernego zainteresowania kobiecie, może skutkować wprowadzeniem jej w błąd i sugerować obsesyjne zauroczenie. Nie kochał jej i podejrzewał, że w ogóle nie był zdolny do okazywania miłości. Pomijając życzliwe uczucie, którym obdarzył Lily, nie zaznał w swoim życiu zbyt wiele miłości, więc poznałby symptomy jednoznaczne dla tego uczucia. Pożądał Hermiony, owszem. Jednak, nawet zauroczenie było zbyt dużym słowem, zważając na ich krótką znajomość. Obawiał się, że po silnej ekscytacji, spełnieniu wielu łóżkowych fantazji oraz poznaniu swoich wzajemnych demonów, Hermiona przejrzy na oczy i postanowi go porzucić. Jego charakter stanowił problem w równym stopniu, co jego nieciekawa aparycja.

Powinienem odpuścić...

Zmarszczył brwi i prychnął na figle, które płatał mu umysł.

Merlinie, chcesz tę wiedźmę, czy nie? Mógłbyś zachować resztki godności i w razie odrzucenia, przyjąć prawdę na kościstą klatę.

Złośliwy uśmieszek zagościł na jego dolnej części twarzy, jednak zmienił się w grymas wstrętu, gdy zerknął na taflę pobliskiego lustra, które wisiało na wysokości jego twarzy.

Ależ szpetna gęba.

Usłyszał głębokie, rozbawione parsknięcie i odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni w poszukiwaniu źródła dźwięku. Lucjusz Malfoy, ubrany w starannie wyprasowane szaty, opierał się o futrynę pobliskich drzwi, obserwując postępy Severusa w rozważaniu własnych za i przeciw.

— Czego się szczerzysz? — warknął Severus.

— Cześć, ciebie też dobrze widzieć — powiedział mniej wesoło Lucjusz i odbił się od drewna, aby podejść do Severusa z rozmachem godnym arystokraty. — Na twoje nieszczęście, byłem świadkiem dramatycznego przedstawienia, które właśnie odstawiłeś. — Uśmiechnął się, obejmując lewym ramieniem tors, a prawą pięść kładąc pod brodą, aby wygodnie ją oprzeć. — Wiesz, że gadałeś do siebie? Zdołałem usłyszeć coś o chęci posiadania czarownicy i szpetnej gębie. — Uniósł brew. — Mam nadzieje, że nie miałeś na myśli twarzy Hermiony, bo będę zmuszony wyzwać cię na pojedynek.

Severus zmierzył go obojętnym spojrzeniem, po czym parsknął na przypomnienie swojego ostatniego pojedynku.

— Merlinie, Lucjuszu... — ścisnął palcami nasadę nosa. — Żaden pojedynek nie ma podjazdu do ostatniego wyzwania, które otrzymałem od innego czarodzieja.

Lucjusz uniósł brwi wyżej, prawie karykaturalnie i pochylił się w stronę Severusa, jakby ten miał mu zdradzić słodki sekret.

— Wiesz, że gustuję w takich nowinkach, przyjacielu — wymruczał blondyn i oblizał pełne wargi. — Nie daj się prosić, powiedz mi wszystko.

Łakome spojrzenie czarodzieja skupiło się na zaciśniętych wargach Severusa, jakby spodziewał się, że ten rozpocznie wzniosłą opowieść, a kąciki jego pełnych ust uniosły się w zachłannym uśmieszku.

— Lucjuszu... — wymruczał Severus, naśladując ton głosu starszego czarodzieja. — Czy twój drogi ojciec nie nauczył cię, że ciekawość, to pierwszy stopień do piekła?

— Nawet gdyby coś wspomniał... — Lucjusz nadąsał się komicznie, gdy oczekiwana przez niego historia nie nadeszła. — ... nie posłuchałbym jego rad. Mój ojciec, byłby ostatnim człowiekiem, którego wziąłbym za wzorzec osobowy. — Wzruszył ramionami. — Poza tym i tak trafię do piekła.

— A więc, dobrze — powiedział cicho Severus. — Ronald Weasley wyzwał mnie na pojedynek.

Oczy Lucjusza przybrały rozmiar okrągłych galeonów.

— Zmyślasz!

— Zdecydowanie nie.

— Dlaczego rudzielec miałby popełniać samobójstwo? — Zmarszczył brwi. — Ostatnim razem, gdy go widziałem cieszył się sławą i zainteresowaniem młodych fanek. Przypominam, że był przeciętnie uzdolnionym magicznie czarodziejem... Co się zmieniło?

— Naprawdę uważasz, że Weasley wyzwałby mnie na różdżkę? — zapytał Severus z drwiącym uśmieszkiem.

Skurcz przebiegł po policzku Lucjusza. Pogarda zagościła w jego oczach, a usta wykrzywiły się w grymasie obrzydzenia.

— Pierdolisz... — zamlaskał ustami, jakby czuł wyjątkowo ohydny smak. — Weasley nie byłby, aż tak niehonorowy, żeby wyzwać czarodzieja na pięści.

— Ale wyzwał — burknął ponuro Severus. — Jeśli masz jeszcze swoją myślodsiewnię, to mógłbym wyciągnąć wspo...

— Genialnie! — Cała twarz czarodzieja rozpromieniła się z zachwytu.

— Merlinie — parsknął Severus i przewrócił oczyma. — Zachowujesz się, jak plotkująca staruszka.

— Moje życie ostatnio stało się nudne, a raczej od momentu w którym ukradłeś moją czarownicę — sarknął Lucjusz i zmrużył oczy.

— Hermiona, nie jest nimbusem dwa tysiące. Niczego, ani nikogo nie ukradłem. — Odwrócił się zamaszyście od przyjaciela i ruszył w stronę swojego apartamentu. — Nie moja wina, że przejrzała na oczy.

Usłyszał głośne kroki i spojrzał przez ramię na oburzoną twarz czarodzieja.

— Spróbuj ją skrzywdzić, Severusie!

— Nie mam zamiaru — Zmierzył go gniewnym spojrzeniem. — Zależy mi na niej.

— Świetnie! — Entuzjastyczny ton, nie odzwierciedlał ponurej miny Lucjusza. — Miałem czas, żeby przemyśleć moją sytuację i nie zamierzam ci przeszkadzać. — Chwycił Severusa za ramię i obrócił w swoją stronę, przyglądając się jego twarzy z powagą. — Proszę jednak, abyś nie testował mojej cierpliwości. — Sposępniał i westchnął głęboko, drapiąc się po czole. — Hermiona w dalszym ciągu wiele dla mnie znaczy, a widok innego czarodzieja wokół niej, może spowodować impuls rzucenia szybkiego Crucio na śmiałka, który jej dotknie. Proszę cię tylko, abyś ograniczał wylewne pieszczoty w moim, gdy jestem w pobliżu.

Severus skinął głową ze zrozumieniem. Nigdy nie doświadczył odrzucenia natury romantycznej, ale mógłby postawić się w miejscu Lucjusza, gdyby Hermiona kopnęła go w tyłek i paradowała z innym mężczyzną pod ramię.

— Wiesz już z kim ma zamiar poznać cię Hermiona? — zapytał Severus, aby rozluźnić gęstą atmosferę.

— Nie mam pojęcia. — Lucjusz przyglądał się swoim wypielęgnowanym paznokciom ze znudzeniem. — Mio, ma tendencję do nagłego znikania, gdy zaczynam pytać o szczegóły.

— Mio? — parsknął głośno. — Na pomarszczone dupsko Dumbledore'a, Lucjuszu. — Spojrzał na przyjaciela z niedowierzaniem. — Błagam, nie mów mi, że nazwałeś ją tym zdrobnieniem w jej obecności.

— Czepiasz się pierdół. — Jego oczy nabrały nostalgicznego wyrazu. — Podobało jej się.

— Mhm — uniósł złośliwie wargi. — Podobał jej się twój krzyk, gdy złoiła ci skórę.

— No właśnie, to miałem na myśli — powiedział zdezorientowany Lucjusz.

Przeszli długim korytarzem, a Severus chcąc nie chcąc zaprosił Lucjusza do swojego salonu na szklaneczkę whisky.

— Jak wam się układa? — szepnął lekceważąco Lucjusz, obracając kryształowe naczynie w dłoni. Severus mógłby nabrać się na ton Lucjusza, ale znał blondyna zbyt dobrze i wiedział, że nie pyta o wiedźmę tylko i wyłącznie z grzeczności.

— Powoli do celu — odpowiedział chłodno na zadane pytanie i przywołał gestem ręki podnóżek, aby rozprostować nogi.

— A celem jest? — Uścisk ręki czarodzieja na szklance zwiększył się, więc Severus przeanalizował zawartość apteczki w myślach, aby upewnić się, że będzie w stanie udzielić pomocy, jeśli Lucjusz pokaleczy skórę.

— Na razie, mam zamiar ją poznać poza klubem i zadbać o rozwój naszej relacji. — Odwrócił wzrok od drugiego mężczyzny i skupił go na powierzchni bursztynowego płynu, falującego pod wpływem ruchu. Przygryzł wargę. — Oprócz tego, zrobię wszystko, aby została ze mną jak najdłużej. W najlepszym wypadku będę walczył o coś więcej, niż weekendowe zabawy, w najgorszym... — zmarszczył brwi. — ... w najgorszym zostaniemy przyjaciółmi. — Spojrzał na Lucjusza stanowczo. — Nie przewiduję zakończenia znajomości... — powiedział mniej pewnym głosem. — Jak już wspomniałem, zależy mi na niej... Czymkolwiek dla siebie jesteśmy.

— A co ona na to? — Ceglastoczerwona twarz czarodzieja przybrała morderczy wyraz.

— Zaproponowała mi wspólny udział w weselu Pottera i tej rudej Weasley. — Zerknął na gromiącego piorunami Lucjusza. — Najwyraźniej podziela moje zamiary...

— Kurwa — warknął blondyn i ścisnął szklankę z whisky z taką siłą, że pękła mu w dłoni, rozbijając się na setki drobnych kawałeczków.

Przygotowany na incydent Severus, machnął ręką, aby zminimalizować zasięg ostrych odłamków i usunął pozostałości z ręki Lucjusza.

— Uważaj — syknął gniewnie starszy mężczyzna.

— Staraj się nie ruszać, to nie będzie bolało — zadrwił Severus i przywołał apteczkę z zapasem eliksirów.

Komoda stojąca pod dużym lustrem w salonie otworzyła się, a skórzana torba wypadła z wewnątrz i wylądowała w oczekującej ręce bruneta. Zapadła cisza, gdy Severus przyglądał się powstałym obrażeniom na pokiereszowanej dłoni Lucjusza. Po chwili blondyn westchnął głęboko i położył głowę na oparciu kanapy, spoglądając na zaczarowany sufit.

— Wiedziałem, że nie mam nawet najmniejszych szans, aby ponowić układ z Hermioną, ale usłyszenie o waszych postępach, wyprowadziło mnie z równowagi. — Spojrzał na Severusa i uśmiechnął się smutno. — Nie będę przepraszał.

— Nigdy bym cię o to nie podejrzewał — Wyciągnął buteleczkę z esencją dyptamu i nałożył grubą warstwę na poranioną rękę Lucjusza. — Udawanie, że między nami nic się nie dzieje, nie ma najmniejszego sensu. Wolę powiedzieć ci wprost, zanim usłyszysz plotki.

— I bardzo ci za to dziękuje, jednak... — Potrząsnął głową, jakby chciał odegnać niechciane myśli lub wspomnienia. — ...nie oznacza to, że będzie łatwiej przyjąć fakty do wiadomości.

Siedzieli w ciszy, analizując własne myśli. Lucjusz próbował ostatecznie pogodzić się ze stratą, a Severus rozważał następne kroki, które będzie zmuszony podjąć, aby osiągnąć zamierzony cel.

Zjedli smaczny podwieczorek, a posiniaczony Melwin poinformował, że niedługo do głównej sali przybędą wszyscy uczestnicy dzisiejszego wieczoru. Lucjusz ponarzekał na swoją sytuację, ale przez większość czasu przysłuchiwał się opowieściom Severusa o zabawnym pojedynku z Ronaldem Weasleyem oraz przebiegu uroczystości w Hogwarcie.

Blondyn ogłosił, że musi się przygotować do randki w ciemno słowami: Daj spokój, Severusie. Gładkie jajka, to podstawa, jeśli zakładasz ewentualne zbliżenie z nową partnerką. Podejrzewał, że jego przyjaciel miał w głowie wizję agresywnej Pansy Parkinson ze skórzanym pejczem w ręku i robił w gacie ze strachu. Hermiona zdradziła mu tożsamość randki Lucjusza i nie mógł pozbyć się wrażenia, że będą się idealnie uzupełniać.

Odprawił przyjaciela w drogę i zatrzasnął za nim drzwi. Wszedł do łazienki i odkręcił krany wanny. Gęsta piana o ziołowym zapachu, pokryła taflę letniej wody. Nie miał żalu do Hermiony, że przerwała jego wcześniejszą kąpiel, ale cieszył się z odświeżającego zapachu olejku oraz relaksującego odczucia ciepłego strumienia, który pełzł po jego plecach.


— Wariatka — szepnęła z niedowierzaniem Hermiona, obserwując Pansy w skąpym stroju, który ledwo zasłaniał jej sutki.

— Zawsze byłaś pruderyjna, Granger — westchnęła ze znudzeniem dziewczyna, a jej kruczoczarne włosy do lini szczęki zafalowały na skutek litościwego kręcenia głową. — Powinnaś wyluzować.

— Jeśli wyluzowaniem nazywasz obnażanie swojego ciała w taki sposób, to dziękuję, odpuszczę. — Machnęła różdżką, odświeżając powietrze w sali głównej Onca. — Nie krytykuję cię, Parkinson. Zatrzymam moje osobiste gusta dla siebie.

Wyniosła czarownica zmierzyła Hermionę oceniającym spojrzeniem.

— Gdybyś raz na jakiś czas ubrała coś bardziej wyzywającego, to może ogrzałabyś lodowate serce Snape'a. — Poprawiła ciasno związany gorset w kolorze ślizgońskiego szmaragdu i wydęła usta na gwałtowny wdech Hermiony. — Nawet nie próbuj zaprzeczać. Jestem puszczalska, a nie tępa.

— Rozwiązła, to lepsze słowo — usiłowała zmienić temat.

— Jak zwał, tak zwał. — Wzruszyła ramionami i zerknęła na Hermionę z politowaniem. — Naprawdę myślałaś, że przyprowadzenie profesora na uroczystość w Hogwarcie nie wzbudzi podejrzeń? — Prychnęła, rozsmarowując czerwoną szminkę na pełnych wargach. — Nie miałam większych trudności z odgadnięciem kim jest Serpens i podejrzewam, że większość członków klubu dojdzie do podobnych wniosków.

— Swoje przypuszczenia zachowaj dla siebie i przestań mnie męczyć tym tematem — powiedziała zirytowanym tonem Hermiona i związała włosy w wysoki kucyk. — Skup się na gnębieniu swoich uległych uczniów.

Pansy przewróciła błyszczącymi oczyma i machnęła lekceważąco ręką.

— Nie obchodzi mnie, gdzie Severus Snape wkłada swoją różdżkę. — Zakołysała biodrami, odwracając się w stronę wyjścia z sali barowej. Chwytając za złotą klamkę zerknęła przez ramię na Hermionę, która obserwowała kobiecy chód brunetki. — Właściwe... — Wykrzywiła zabarwione na krwistą czerwień wargi w seksownym uśmiechu. — Jeśli nasz ponury profesor wyrazi taką chęć... — Uniosła brew. — Mogłabym pewnego dnia do was dołączyć...

— Zastanowię się — powiedziała szybko Hermiona i skinęła energicznie głową.

— Wiesz, że mam pewne sposoby, aby sprowadzić uległego do błagania o litość... — powiedziała, znacząco unosząc brew. Hermiona ugryzła język, żeby z jej ust nie wypłynęły niegrzeczne słowa, które miała na myśli. — Poczekam na decyzję — powiedziała z rozbawieniem i opuściła pomieszczenie z cichym trzaśnięciem drzwiami. Hermiona odetchnęła głęboko i usiadła na wysokim krześle barowym.

Stukała niecierpliwie palcami, patrząc na szklaną powierzchnię akwarium. Minęło kilka minut, zanim wodny wir poruszył gładką taflą, a na środku zbiornika pojawił się wąski korytarz. Złote drzwi na końcu przejścia otworzyły się, a ubrana w bordową skórę postać przeszła spokojnym tempem przez wodne przejście.

— Hermi wygląda na zmęczona — powiedziała przybyszka z małym uśmiechem na ustach. — Powinna odpocząć.

— Odpocznę w grobie — burknęła Hermiona i uściskała niechętną do kontaktu fizycznego kobietę. — Nie marudź — parsknęła. — Trochę dotyku ci nie zaszkodzi.

Aclla spojrzała gniewnie w twarz przyjaciółki.

— Aclla nie lubić, jak druga twarz sapać jej w ucho.

Hermiona spojrzała na sufit, prosząc najświętsze bóstwa o odrobinę cierpliwości.

— Czy będziesz miała coś przeciwko, jeśli za chwilę zapoznam cię z Lucjuszem?

— Nie mieć nic przeciwko, Aclla przygotować się na spotkanie z ładny czarodziej.

Brytyjka zachichotała nie i poklepała rdzenną Amerykankę po ramieniu.

— Wyglądasz ślicznie, Aclla — uśmiechnęła się czule. — Lucjusz oszaleje na twoim punkcie, jestem pewna.

— Szalony? — Aclla zmarszczyła brwi. — Hermi nie mówiła, że Lycusz szalony.

— Lucjusz — poprawiła Hermiona. — Nie jest szalony, ale oszaleje na twoim punkcie.

Aclla spojrzała na Hermionę bez zrozumienia, po czym wzruszyła ramionami.

— Szalony czy nie, ładny się liczy.

— Znając Lucjusza — parsknęła Hermiona. — Zgodzi się z tobą w tym temacie.

Poprawiła zbłąkane kosmyki włosów, które zsunęły się na czoło szamanki i uścisnęła jej rękę w pocieszycielkim geście. Aclla przewróciła oczami, jakby uważała, że Hermiona potrzebuje więcej pocieszenia od niej. Bajka zobowiązała się przyprowadzić Lucjusza do sali głównej, aby para mogła się wstępnie poznać w ustronnym miejscu.

Minęło kilkanaście minut od odesłania skrzatki na misję polowania na czarodzieja. Egzotyczna czarownica łypała na Hermionę z politowaniem, gdy ta zataczała nerwowe koła po drewnianej podłodze. Rozległ się trzask, a na środku pomieszczenia pojawiła się złośliwie uśmiechnięta skrzatka, trzymając za rękę Lucjusza o czujnym wyrazie twarzy. Blondyn rozejrzał się po pokoju, lustrując otoczenie i skupiając wzrok na dwóch przedstawicielkach płci pięknej. Hermiona ruszyła ku niemu, ale Aclla była szybsza, podchodząc do mężczyzny i przyglądając mu się badawczo. Lucjusz nagrodził drobną czarownicę nerwowym uśmiechem i otworzył usta, aby coś powiedzieć, zapewne walnąć grzecznościową formułkę powitalną, jak na Malfoya przystało, ale przed jego twarzą pojawiła się ręka czarownicy, zatrzymując wszelkie słowa, które miały wypłynąć z jego ust.

— Lycusz milczy, Aclla mówi — powiedziała stanowczo Indianka. Czarodziej rozszerzył oczy w szoku, słysząc niegrzeczny zwrot szamanki i skierował pytający wzrok na drugą kobietę. Hermiona uśmiechnęła się z rozbawieniem i przygryzła wnętrze policzka, aby nie wybuchnąć śmiechem. — Hermi miała rację, Lycusz ładny.

— Dziękuję — powiedział zdenerwowany czarodziej, a szczyty jego kości jarzmowych pokryły się dość uroczym odcieniem różu. Hermiona podejrzewała, że nieśmiałość, nie ma z tym nic wspólnego. Przyglądał się swojej potencjalnej partnerce z ciekawością, a jego oczy sugestywnie zatrzymywały się, co jakiś czas na wyeksponowanych krągłościach kobiety.

— Czego nie zrozumiał, gdy Aclla mówiła że Lycusz milczy? — powiedziała z niedowierzaniem dziewczyna i poklepała go po policzku. — Lycusz musi się wiele nauczyć. Lycusz nie odrobił praca domowa z uległego.

Hermiona poczerwieniała z powstrzymywanego śmiechu, gdy oczy Lycusza rozbłysły podekscytowaniem. Odniosła wrażenie, że przeszkadza w komunikacji wieloletnich kochanków, gdy para czarodziejów patrzyła sobie w oczy przez dłuższy czas.

— No dobrze — odchrząknęła i skrzyżowała ramiona na piersi. — Zostawię was samych, a wy ustalcie szczegóły układu. — Lucjusz spojrzał na Hermionę zdenerwowanym wzrokiem, więc uśmiechnęła się uspokajająco i podeszła do czarodzieja, chwytając go za rękę. — Jeśli będziesz potrzebował rady, daj znać. Możesz użyć medalionu, aby się ze mną skontaktować...

— Hermi się nie martwi — przerwała Aclla. — Lycusz będzie zadowolony.

Lucjusz rzucił szybkie spojrzenie na nowo poznaną kobietę i skinął Hermionie głową. Nie chcąc psuć panującej atmosfery i podważać zdania szamanki, Hermiona zerknęła po raz ostatni na skupioną na sobie parę, która rozmawiała w ciszy i przywołała Melwina, aby zabrał ją do prywatnego apartamentu.


Pozostało kilkadziesiąt minut do oficjalnego rozpoczęcia wieczoru w Onca, gdy Hermiona stanęła przed stosem ubrań w magicznie powiększonej garderobie. Przeklnęła cicho pod nosem, uświadamiając sobie, że popadła w klasyczne, kobiece problemy i kompletnie nie wie w co się ubrać. Rzecz jasna, nie zależało jej zbytnio na wyglądzie fizycznym, ale myśl, że mogłaby pobudzić wyobraźnię Severusa samym ubraniem, wywołała u niej potrzebę zadbania o szczegóły.

Chwyciła czarną, koronkową bieliznę i krytycznie oceniła swoje szanse w wywołaniu zamierzonego efektu.

Nuda.

Wezwanie Bajki do pomocy przy wyborze bielizny, nie należało do słusznych wyborów dorosłej czarownicy, więc otworzyła zamaszyście szufladę z wyszukaną bielizną i nagrodziła widok kolorowych szmat zirytowanym fuknięciem.

Nie nadaję się do tego!

Patrzyła niemądrym wzrokiem na przeróżne rodzaje tkanin, zastanawiając się czy w ogóle powinna zakładać bieliznę.

To tylko skompiluje sprawę... będzie więcej do ściągania...

— Weź się w garść — prychnęła, zaciskając usta w wąską linie.

Karminowa czerwień przykuła jej bystre spojrzenie. Wyciągnęła rękę, aby sięgnąć po błyszczący skrawek materiału i uśmiechnęła się zwycięsko na wizję swojej opalonej skóry w tym intensywnym kolorze. Stanęła przed wysokim lustrem w rogu garderoby, zrzuciła wilgotny ręcznik, którym okryła ciało po kąpieli i przywołała szklaną butelkę ulubionego olejku o orientalnym zapachu migdałów, tuberozy i jaśminu. Chłodna ciecz wtopiła się w pory jej skóry, gdy wmasowała oleistą konsystencję w gładkie ciało, a intensywny zapach olejku unosił się po pomieszczeniu, umilając Hermionie aplikację specyfiku. Machnęła ręką nad swoją błyszczącą skórą, aby rzucić zaklęcie ochronne, zapobiegając stworzeniu się na bieliźnie tłustych plam od nadmiaru olejku. Rozłożyła karminową satynę w dłoniach i przyłożyła kolor do swojej twarzy, aby sprawdzić czy rzeczywiście będzie do niej pasował w taki sposób, jak widziała to oczyma wyobraźni.

— Ujdzie — szepnęła do siebie, gdy śliski materiał zaiskrzył w przytłumionym świetle garderoby.

Wsunęła komplet z westchnieniem. Czarno-czerwona satyna, pozostawiła przyjemne odczucie na jej wrażliwej skórze i ładnie podkreślała naturalną urodę Hermiony, a czarny pas do pończoch, które niechętnie założyła, dodawał jej przysłowiowego pazura.

Do reszty mi odjebało, jeśli przejmuję się takimi niuansami.

Stanęła na wprost swojego odbicia i ściągnęła brwi w ocenie własnego wyglądu.

Cóż, mogłoby być gorzej.

Obróciła się plecami do lustra i przygryzła wargę, obserwując krytycznym wzrokiem ciasne wiązanie biustonosza. Uśmiechnęła się na przypomnienie sznurowanego kombinezonu szamanki, który miał posłużyć Lucjuszowi, jako forma nagrody do odpakowania. Jeśli miała słuszność w swoim przeczuciu, Severus również ucieszy się z oferowanego prezentu.


Wspomniany czarodziej nie podzielał frustracji Hermiony, podczas wyboru swojej garderoby. Zapiął guziki czarnej koszuli, którą założył w zastępstwie za szarą, doszczętnie zniszczoną przez gałęzie dzikiej puszczy. Magia poradziłaby sobie z rozdarciami, ale Severus doszedł do wniosku, że zdecydowanie lepiej mu w zwyczajowym, czarnym kolorze. Rozprowadził znikomą ilość balsamu po goleniu na szczęce. Jego wrażliwa, blada cera nie lubiła się z zaklęciami depilującymi i po każdym zabiegu swędziała niemiłosiernie, a czasami nawet szczypała. Przeczesał palcami wilgotne włosy, tworząc przedziałek na środku głowy. Wysuszył je za pomocą magii bezróżdzkowej i podziwiał efekt zaklęcia, gdy jego zbite strąki rozrzedziły się, a kosmyki kruczoczarnych włosów opadły na ramiona lekkimi falami. Wyrwał siwy włos, rzucający się w oczy i ruszył do wyjścia z pokoju, po ostatnim, zniesmaczonym spojrzeniu w swoje odbicie.

Medalion zawibrował na wysokości jego mostka, gdy wkroczył pewnym krokiem do sali pełnej czarodziejów, prowadzących ożywione rozmowy w kilkuosobowych grupach. Skupił wzrok na jasnowłosej postaci Lucjusza, przechadzającego się pod ramię ze zbzikowaną szamanką. Blondyn wyłapał spojrzenie Severusa i przywołał go gestem ręki.

— Lucjuszu, Aclla — przywitał się neutralnym tonem, rozglądając się na boki w poszukiwaniu ewentualnych ciekawskich osób, przysłuchujących się rozmowie. Zmierzył chłodnym wzrokiem postać przyjaciela i skierował spojrzenie na twarz czarownicy. — Zdążyłaś już dać mu klapsa za grubiaństwo?

Aclla parsknęła i nagrodziła go rozbawionym uśmieszkiem. Wyglądała bardzo kobieco w obcisłym, skórzanym stroju. Severus nie przegapił głodu, który co jakiś czas pojawiał się w oczach Lucjusza, gdy przyglądał się kobiecie. Arystokrata od zawsze mial słabość do kobiet, będąc jednocześnie oddanym i w pełni wiernym żonie. Potrafił jednak docenić wygląd fizyczny płci pięknej. Uwielbiał klasyczną urodę Narcyzy i traktował ją, jako kanon piękna, ale od dziecka chętnie otaczał się unikatami i rzadkimi zdobyczami, niedostępnymi dla innych. Aclla była kobietą, jedyną w swoim rodzaju, więc Severus nie był zaskoczony, że urozmaicenie w formie egzotycznego piękna i pełniejszych kształtów, przypadnie mężczyźnie do gustu.

— Lycusz, czeka na karę za przebieranie jęzorem bez pozwolenia — powiedziała rozbawiona czarownica i mrugnęła do Severusa. — Aclla cieszy się, że Sevus przyszedł do Hermy w zdrowiu — szepnęła, uśmiechając się ciepło. — Jak demon? Boli?

Zdezorientowany wzrok Lucjusza spotkał się z chłodnymi oczyma Severusa.

— Nie boli — powiedział napiętym tonem, zaciskając po chwili usta w wąską linie, gdy powieki blondyna zmrużyły się podejrzliwie.

— Demon? — Lucjusz zapytał czarownicę, unosząc wysoko brwi. — A cóż to?

Aclla zerknęła na swojego partnera z politowaniem i wypuściła głośno powietrze.

— Lycusz, też ma demon — wzruszyła ramionami. — Pozbędziemy się tego później, żeby ułatwić Lycuszowi życie.

— Brzmi, jak choroba weneryczna — burknął Lucjusz i przysunął Acllę bliżej swojego ciała, obejmując ramieniem jej talię w zaborczym geście, gdy jeden z przechodzących czarodziejów podziwiał jej krągłości.

Aclla spięła się zauważalnie na nieoczekiwany czyn czarodzieja, ale już po chwili rozluźniła ciało i zaoferowała przepraszający uśmiech.

— Aclla przeprasza — powiedziała cicho. — Aclla nie przywykła do łatwiej fizyczności.

— To ja powinienem przeprosić — szepnął Lucjusz. — Nie zapytałem czy chcesz być dotykana.

Severus uniósł kąciki ust w drwiącym uśmieszku na widok niezręcznego zachowania pary i rozejrzał się po sali, aby odszukać cel swojego uczestnictwa w wydarzeniu. Jego bystre oczy nie odnalazły burzy brązowych loków, ale mogły dostrzec znienawidzonego przybysza, który również badawczo rozglądał się po pomieszczeniu. Ich oczy spotkały się na krótką chwilę, a usta drugiego czarodzieja rozciągnęły się w przyjaznym uśmiechu.

Oh, na litość Merlina...

Mężczyzna odbił się od ściany, ruszając ku niedowierzającemu Severusowi.

— Serpens! — krzyknął radosnym tonem czarodziej i nagrodził grymas Severusa szerokim uśmiechem. — Miło cię widzieć! Spodziewałem się twojej obecności dziś wieczorem!

— Josef — burknął lekceważąco Severus i obrócił się bokiem do drugiego mężczyzny, aby niemo poinformować, że nie jest zainteresowany kontynuowaniem rozmowy.

— Josu — powiedział spokojnie Francuz.

— Dobrawdy? — Severus uniósł brew. — Mój błąd. — Wzruszył ramionami. — Najwyraźniej nie uznałem tej informacji za godnej zapamiętania.

Severus nie rozumiał dlaczego Josu wygląda na rozbawionego. Chciał oddalić się od czarodzieja, ponieważ sam widok białych zębów, które wyłoniły się spod uniesionych w uśmiechu warg, powodował najeżenie się nawet najmniejszych włosków wzdłuż kręgosłupa.

Hermiona pojawiła się po chwili, ciągnąc za sobą rozmarzoną Lunę Lovegood. Obserwował rozpromienione czarownice z kwaśnym grymasem, gdy ominęły go bez słowa, nie zauważając Severusa oraz jego nieznośnego towarzystwa. Severus skupił się w pełni na gracji z jaką zgrabna sylwetka pożądanej przez niego kobiety lawirowała między tłumem czarodziejów.

Usłyszał znaczące chrząknięcie przy swoim uchu, więc odwrócił głowę w stronę robaka, który śmiał psuć mu i tak już beznadziejny nastrój. Zauważył, że oczy Josu podążyły za jego spojrzeniem i śledziły dwie roześmiane kobiety. Severus miał wrażenie, że przez twarz mężczyzny przebiegł dziwny cień, albo zaczął już świrować i był to jedynie skutek gry świateł.

— Masz problem z powstrzymaniem nieludzkich odgłosów? — zapytał Severus, odnosząc się do zwierzęcego chrząknięcia Josu.

— Ty i Hermiona robicie postępy, jak sądzę...— Francuz skrzyżował ramiona i stanął w dominującym rozkroku, wyciągając plecy na pełną wysokość. — Coś musi być na rzeczy, skoro zaprosiła cię na wesele Potterów.

— To nie twoja sprawa — warknął Severus.

Zacisnął usta, uświadamiając sobie swój błąd, gdy oczy Francuza zaiskrzyły satysfakcją.

— Nie trudno było połączyć fakty. — Zbliżył się do Severusa z pobłażliwym uśmiechem i nachylił się nad jego uchem. — Jestem zaskoczony waszą nieostrożnością. Myślałem, że twoja chroniona tożsamość, nie ma ujrzeć światła dziennego.

— Nie wiem o czym mówisz. — Tarcze oklumencyjne ochłodziły kolor tęczówek Severusa, a jego wyraz twarzy stał się nieprzenikniony, martwy. — Masz zaskakującą zdolność do niezrozumiałego i niepotrzebnego bełkotu — powiedział. — A teraz, wybacz mi niegrzeczność... — odparł drwiąco, nie brzmiąc ani trochę szczerze. — ... nie mam czasu na pogaduszki.

— Uważaj, profesorze — wyszeptał Josu. — Hermiona może być naiwna w swoich wyborach, jednak powinieneś mieć świadomość, że mnie łatwo nie oszukasz.

Severus zlekceważył groźbę uniesieniem gęstej brwi i ruszył w pościg za, jak zwykle, zajętą wiedźmą.

Sala została magicznie powiększona z okazji hucznej zabawy, którą zaplanowała Hermiona na dzisiejszy wieczór. Wypolerowany parkiet odbijał światło jasnych gwiazd, znajdujących się na zaczarowanym suficie. Wzorzyste lampiony zawisły nad tłumem czarodziejów, oświetlając podekscytowane twarze, a donośna muzyka rozbrzmiała, gdy skrzacia orkiestra zasiadła do wszelakich instrumentów z Melwinem, jako dyrygentem na czele. Po bokach parkietu, ustawiono wygodne boksy, złożone ze stołów i wysokich, miękkich siedzeń, aby grupy lub pary czarodziejów, miały możliwość spędzenia intymnych chwil podczas trwania imprezy. Skrzat pełniący rolę profesjonalnego barmana, serwował wyszukane drinki przy obleganym w tej chwili barze.

Hermiona zniknęła między ludźmi, a Severus z wielką chęcią pozostał na swoim miejscu pod ścianą, przywołując szklankę z zamówionym napojem i spokojnie czekając na jej powrót. Wątpił, aby przepychanie się przez tłum spoconych czarodziejów w poszukiwaniu wiedźmy przyniosło lepsze skutki, niż wnikliwa obserwacja otoczenia.

O wilku mowa.

— Tu jesteś! — krzyknęła entuzjastycznie Hermiona, wyłaniając się zza barczystej sylwetki Kingsleya. — Już myślałam, że uciekłeś z Onca!

— Minęłaś mnie wcześniej bez słowa. — Próbował ukryć rozczarowanie w głosie, co sądząc po minie czarownicy kompletnie mu nie wyszło. — Twój szef narzucił mi swoje towarzystwo — burknął. — Liczyłem, że mnie uratujesz przez jego wścibskim stylem bycia.

— Josu? — zmarszczyła brwi w zmieszaniu. — Nie wiedziałam, że przyjdzie. Właściwie, powinien być w delegacji do następnego tygodnia.

— Najwidoczniej stęsknił się za urokami klubu.

— A ty? — zapytała z wyczuwalną nadzieją w głosie.

Severus spojrzał w zaciekawione oczy czarownicy, stukającej palcem w usta w nerwowym geście. Chwycił jej niespokojną dłoń i odsunął na bok, jednocześnie pochylając się ku jej twarzy i składając lekki pocałunek w kąciku jej ust.

— Nawet nie wiesz... — wymruczał. —... jak bardzo.

Śliczny rumieniec rozprzestrzenił się na policzkach zdezorientowanej czarownicy.

— Nie przypuszczałam, że jesteś flirciarzem, Severusie Snape — szepnęła cicho, aby nikt niechciany nie mógł usłyszeć jej słów. — Obawiam się, że mogę mieć spore problemy w trzymaniu rąk przy sobie. — Przeciągnęła palcem po części dłoniowej ręki Severusa, splatając ich ręce ze sobą. — Mam konkretny plan na dziś. Spotkamy się w korytarzu na drugim piętrze po północy.

— Nie — powiedział cicho, ale w dalszym ciągu stanowczo.

Hermiona rozszerzyła oczy, a jej wcześniej uśmiechnięte usta opadły z rozczarowania.

— Nie? — Zamrugała. — Ja... — przełknęła ślinę i odwróciła wzrok na roześmianą grupkę dziewczyn w pobliżu. — Cóż, myślałam, że chciałeś spędzić ze mną więcej czasu...

— Przestań wyciągać pochopne wnioski, wiedźmo — warknął, zniecierpliwiony jej niepewnym bełkotem. — Wymyśliłem coś lepszego i zadbałem o szczegóły. Możemy spotkać się w wyznaczonym przez ciebie miejscu, ale resztę przebiegu wieczoru zostaw mnie.

Oczy Hermiony złagodniały, ale już po kilku sekundach zabłysnął w nich znajomy wyraz buntu.

— Uważasz, że zgodzę się po raz kolejny na twoją kontrolę? — Pokręciła głową, rozrzucając miękkie loki na bok. — Czy nie pozwalasz sobie na zbyt wiele zuchwałości?

Severus uniósł brew i przyciągnął jej ciało bliżej swojego, nachylając się, aby dotknąć ustami płatka jej ucha.

— Spodoba ci się — szepnął i poczuł satysfakcjonujący dreszcz, przebiegający po jej ciele. — Jak już wspomniałem, zadbałem o szczegóły... — Przeciągnął ustami w małych pocałunkach po jej szczęce, a Hermiona odchyliła szyję w tył, aby ułatwić mu dostęp. — ... co oznacza, że skupiłem swój niecny plan wokół spełnienia twoich skrytych fantazji.

Hermiona znieruchomiała i odsunęła się, patrząc na Severusa podejrzliwie.

— Mam nadzieję, że nie rozmawiałeś z Pansy...

— Uderz w stół, a nożyce się odezwą. — Dwójka czarodziejów odwróciła się zgodnie w stronę baru, aby podążyć za źródłem sarkastycznego głosu. Pansy Parkinson stała oparta łokciem o blat, trzymając w drugiej ręce kieliszek z czerwonym winem skrzatów i przyglądając się z zainteresowaniem Severusowi i Hermionie. — Wyglądacie razem całkiem apetycznie, muszę przyznać — westchnęła Pansy. — Potrzebuję trochę urozmaicenia w pieprzeniu, a nie ukrywam, że trójkąt z kujonem w postaci Hermiony Granger oraz złośliwym profesorem, byłby moim życiowym osiągnięciem.

Severus syknął na dźwięk tytułu, którym nazwała go była uczennica i podpełzł ku niej, jak wąż, szykujący się do ataku.

— Nie nazywaj mnie tak, Parkinson. — Jego nos praktycznie stykał się z jej czołem. — Niezależnie od twoich odkryć, nie każdy w tym miejscu musi zdawać sobie sprawę z mojej tożsamości.

— Wyluzuj, Serpens — prychnęła, odsuwając się od Severusa i patrząc w górę, aby spotkać jego chłodne spojrzenie. — Twój sekret jest u mnie bezpieczny.

— Bardzo dobrze — wycedził Snape i skinął jej głową. — Nie czuję już potrzeby ukrywania twarzy, jednak wolałbym nie wzbudzać wszechobecnej paniki wśród członków klubu... Zwłaszcza dzisiejszej nocy.

— Wierz mi, że większość z nas zaakceptowałaby twoje towarzystwo. — Pansy rozejrzała się po sali, a jej oczy zabłysły, skupiając się na jednym punkcie na skraju parkietu. — Chociaż... — uśmiechnęła się złośliwie. — Mam wątpliwości czy wybraniec, byłby równie szczęśliwy z twojego prawdziwego oblicza.

Hermiona i Severus podążyli za wzrokiem Pansy i odnaleźli Harry'ego Pottera, entuzjastycznie machającego ręką do wspomnianej trójki czarodziejów. Severus zachichotał w duchu na wizję chłopca, który rozpoznaje znienawidzoną twarz czarodzieja, którego jeszcze kilka tygodni temu klepał po plecach, jak najlepszego kumpla.

— PANIE I PANOWIE! — Magicznie zgłośniony, tubalny głos Kingsleya roniósł się po sali, przerywając rozmyślania Severusa. — Korzystając z okazji, chciałbym coś ogłosić. — Rozłożył ramiona, jakby próbował objąć wszystkich znajdujących się w pomieszczeniu ludzi. — Mam waszą uwagę? — Zgodne potwierdzenie wywołało zadowolony uśmiech na ustach ciemnoskórego czarodzieja. — Cztery lata temu zostałem powołany do piastowania odpowiedzialnego stanowiska Ministra Magii. — Przerwał i odczekał chwilę, aż szepty przysłuchujących się osób ucichły w pełni. — Wojna pozbawiła nas wyjątkowych czarodziejów oraz czarownic, mężczyzn, kobiet i dzieci... rodziny, przyjaciół, żon i mężów — kontynuował ochrypłym głosem, przyglądając się każdej słuchającej go z zainteresowaniem twarzy. Wszedł na podwyższoną scenę, aby obserwatorzy mieli lepszy widok na jego pokaźnych rozmiarów sylwetkę. — Większość z was, podobnie jak ja, odnalazła w Onca bezpieczne miejsce, aby ściągnąć wszelki maski, które jesteśmy zmuszeni nosić na co dzień. — Spojrzał na Lunę Lovegood, przyglądającą się ciemnoskóremu mężczyźnie z dumą. — Poznałem tu kogoś wyjątkowego... Kogoś, kogo osobowość zainteresowała mnie na tyle, aby przymknąć oko na różnicę wieku. Kogoś, kto akceptuje w pełni moje wady, a zalety wyolbrzymia do tego stopnia, że obawiam się o swoje własne ego. — Cała sala czarodziejów zawtórowała donośnemu śmiechowi Kingsleya. — Zdecydowałem się przerwać zabawę, ponieważ nie wyobrażam sobie lepszego miejsca na złożenie istotnej prośby.

Pogrzebał w kieszeni fioletowej, błyszczącej szaty, wyciągając małe pudełeczko w kolorowe, kwieciste wzory. Czarodzieje otaczający scenę wstrzymali oddech. Gdzieś z tyłu rozniósł się krzyk: Dajesz wariacie! Zabierz, co twoje! który brzmiał podejrzanie, jak głos Lee Jordana. Kingsley zszedł z podwyższenia, kierując się w stronę Luny, która nie wyglądała na zaskoczoną obrotem sytuacji. Chwycił ją za rękę, klękając na jedno kolano i uśmiechając się nerwowo, gdy dziewczyna uniosła jasne brwi.

— Nie jestem w tym dobry i prawdopodobnie nie będziesz w stanie tego dostrzec, ale cholernie się boję odrzucenia — zaśmiał się nerwowo, kręcąc głową. — Jesteś wyjątkowa. — Uśmiechnął się czule, masując wierzch jej dłoni kciukiem. — Wiem, że jestem stary i odrobinę perwersyjny. — Parsknięcie dobiegające z różnych części sali, pogłębiło jego uśmiech. — Ja... — zmarszczył brwi. — Cóż, szaleję za twoim szaleństwem i chciałbym spędzić resztę życia, być może krótkiego, co na pewno korzystnie wpłynie na twój skarbiec Gringotta po przekazaniu spadku...— Luna zmrużyła oczy. — Oh, mam na myśli, że chciałbym przez resztę życia słuchać o narglach i gnębiwtryskach. — Otworzył pudełko trzęsącymi się rękoma, a Severus i Hermiona nachylili się w ku niemu z niedowierzaniem, aby zerknąć na pierścionek. Śliczna, delikatna stokrotka, wyłożona kawałkami różowego kwarcu, błyszczała na cienkiej obrączce w świetle zwisających nad Luną lampionów. — Więc, Luno Lovegood... Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją czarownicą? — zapytał cicho Kingsley, nie odważając się mrugnąć, aby nie przegapić odpowiedzi dziwacznej kobiety.

Luna wyciągnęła rękę i dotknęła palcem wskazującym chłodnej powietrzni kamieni, a na jej ustach pojawił się najprawdziwszy uśmiech, jaki Severus kiedykolwiek widział.

— Oczywiście, że zostanę twoją czarownicą, Kings — powiedziała radosnym tonem i uklęknęła przed barczystą sylwetką czarodzieja. — Przepraszam, ale dziwnie się czuję, gdy przede mną klęczysz. Nie jestem gotowa na zamianę ról.

Kingsley spojrzał na Lunę z niedowierzaniem i parsknął głębokim śmiechem, przyciągając dziewczynę do siebie i całując ją, jak opętany. Kwiki, piski i gwizdy rozległy się po całej sali, gdy tłum czarodziejów otoczył świeżo zaręczoną parę i uniósł ich ciała w powietrzu, podrzucając entuzjastycznie w pokazie radości. Hermiona i Severus wymienili rozbawione uśmiechy.

— Kto by się spodziewał? — Hermiona zachichotała, gdy ciężar spadającego na ziemie Kingsleya powalił Harry'ego Pottera, który tylko machnął ręką, wstał na chwiejnych nogach i ruszył w stronę baru, aby zamówić drinki dla wszystkich świętujących.

— Nie ja — powiedział neutralnie Severus, obserwując zakochaną parę z zamyśloną miną. — Wydawało mi się, że twoja przyjaciółka nie będzie zainteresowana rozpoczynaniem głębszej relacji z Kingsleyem. Moim zdaniem kompletnie do siebie nie pasują.

— Ponoć przeciwieństwa się przyciągają — mruknęła cicho Hermiona chwytając go pod ramię.

— Hej! Nie dokończyliśmy negocjacji! — Głos Pansy przebił się przez tłum, gdy odszukała wzrokiem Severusa i Hermionę.

— Nie masz w sobie za grosz wyczucia, wiedźmo... Właśnie się zaręczyli, nie widziałaś? — Severus przewrócił oczyma na wzruszenie ramion Pansy. — Mimo, że czuję się miło połechtany twoją propozycją, Parkinson... — powiedział spokojnym tonem. — Chciałbym dziś spędzić czas sam na sam z Hermioną.

Hermiona uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością i doszedł do wniosku, że nie ważne jak bardzo pomysł Pansy wydawał się ekscytujący, powinien skupić się w pełni na swojej wiedźmie.

— Egoiści — mruknęła Pansy i skierowała się w stronę Kingsleya i Luny, aby złożyć im osobiste gratulacje lub... zaproponować pomoc w nocnym świętowaniu za zamkniętymi drzwiami.

Rozbrzmiała głośna muzyka, a większość czarodziejów ruszyła na parkiet do energicznego tańca. Hermiona zostawiła mężczyznę przy barze, gdy ciężarna Ginny Wesley uparła się, że powinna z nią zatańczyć. Severus uśmiechał się złośliwie widząc spuchnięty brzuch rudej, który brutalnie atakował Hermionę, a ona usilnie starała się go omijać, aby nie spowodować obrażeń u nienarodzonego pomiotu wybrańca.

Godziny mijały w szybkim tempie między obserwacją skaczących bez sensu małpiszonów, a rozmowami z mniej lub bardziej lubianymi przez niego osobami. Hermiona nie poświęciła Severusowi zbyt wiele czasu, ponieważ każdy z uczestników wieczoru chciał porozmawiać lub zatańczyć z organizatorką przyjęcia.

Severus był w trakcie konsumowania przekąsek przygotowanych przez skrzaty, gdy w stronę jego wiedźmy, znajdującej się blisko parkietu, ruszył zadowolony z siebie Josu. Severus znalazł się u jej boku w kilku długich krokach, nie zważając na swoje pełne nieprzeżutego jedzenia usta. Hermiona rozszerzyła oczy, gdy dostrzegła jego morderczy wyraz twarzy.

— Wszystko w porządku? — szepnęła zaniepokojona, nie dostrzegając zmrużonych oczu blondyna, który stał za jej plecami. — Chyba nie chciałeś poprosić mnie do tańca? — parsknęła, przerzucając włosy przez ramię i patrząc pytająco na milczącego mężczyznę.

Severus przełknął znajdujące się w jamie ustnej jedzenie, uniósł ironicznie brew i chwycił jej talię jedną ręką, a drugą sięgnął po zwisającą u jej boku dłoń, aby położyć ją na swoim ramieniu.

Dzięki Merlinowi za czystokrwiste dyrdymały Ślizgonów, wymagające podstawowych umiejętności tanecznych.

Zaskoczony wzrok Hermiony nie opuszczał jego twarzy, gdy płynęli po parkiecie w wolnym rytmie. Jej miękkie kobiece ciało idealnie uzupełniało męską, gibką sylwetkę. Zacisnęła pięści na jego szacie, gdy nie mógł dłużej znieść niewielkiej odległości między nimi i przyciągnął ją bliżej siebie. Westchnęła cicho, opierając policzek na jego mostku i obawiał się o jej reakcję, gdy poczuje tempo bicia jego serca. Przez czujny umysł Severusa przebiegła niechciana myśl, że mógł w istocie pomylić się, co do swoich uczuć względem Hermiony. Bo jeśli zdecydował się objąć ją ramionami publicznie ze świadomością, że co najmniej kolejne dwie osoby domyśliły się jego tożsamości...

Zauroczony.

Nawet jeśli...

Kurwa, to nie ma teraz znaczenia.

— Granger — szepnął do ucha wtulonej w jego tors czarownicy.

— Tak? — mruknęła w odpowiedzi, unosząc głowę i patrząc mu w oczy.

— Myślisz, że ktoś zauważy naszą nieobecność, jeśli znikniemy właśnie w tej chwili?

Usta wiedźmy rozchyliły się w porozumiewawczym uśmiechu.

— Oh, ty niegrzeczny czarodzieju — zamruczała. — Chcesz mnie porwać?

— Na razie uprzejmie pytam o zdanie — wzruszył ramionami. — Jeśli się nie zgodzisz, pomyślę nad alternatywnym rozwiązaniem, aby przetransportować cię stąd do pokoju zabaw.

Oczy Hermiony rozbłysły podnieceniem i skinęła głową w akceptacji jego pomysłu.

— Poczekaj na korytarzu — szepnęła ochrypłym głosem, po słyszalnym przełknięciu śliny. — Poproszę skrzaty, aby przypilnowały spraw organizacyjnych.

Severus nie spojrzał za siebie, gdy kroczył w stronę drzwi wyjściowych. Stojąc samotnie na korytarzu drugiego piętra, sięgnął do kieszeni spodni i z demonicznym uśmiechem na ustach zacisnął palce na małym przedmiocie, który miał stać się atrakcją podczas realizowania jego planu.

Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co cię czeka, moja słodka wiedźmo.