ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY
DWÓCH
— Poczekaj!
Męski głos zatrzymał Hermionę w pół kroku, gdy sięgnęła po klamkę, aby wyjść na korytarz z sali głównej. Zerknęła przez ramię na Josu, biegnącego w jej kierunku z napiętym wyrazem twarzy.
— Wiem, że nie mieliśmy okazji do rozmowy w tym tygodniu, Josu... — powiedziała cicho. — Nadrobimy w poniedziałek, dobrze? Serpens czeka na mnie na piętrze i...
— Masz na myśli wilka w owczej skórze? — zapytał z uniesieniem brwi i wykrzywił wargi w ironicznym uśmieszku. Hermiona rzadko widywała tak mało atrakcyjny grymas na twarzy przyjaciela i poczuła się odrobinę nieswojo. — Kogo chcesz oszukać, Hermiono? — Pokręcił głową z politowaniem. — Na pewno zauważyłaś, że niektórzy z nas domyślili się kim jest Serpens... — zmarszczył brwi, a na jego przystojnej twarzy pojawił się nieszczery uśmiech. — Właściwie, otrzymałem dziś potwierdzenie mojej teorii po rozmowie z twoim kochankiem.
A więc, to tak...
— Dlaczego zachowujesz się w ten sposób, Josu? — zapytała, czując w żołądku ciężki kamień zawodu. — Jesteś zły, że nie zabieram cię na ślub Harry'ego i Ginny? — Jej ręka, która w dalszym ciągu była w połowie drogi do sięgnięcia po klamkę zawahała się, a Hermiona odwróciła się od drzwi i chwyciła Josu za przedramię. — Wyjaśniłam ci wszystko w liście... — Spojrzała mu w oczy, nie dostrzegając żadnej konkretnej emocji w ich głębi. — Odniosłam wrażenie, że nie miałeś nic przeciwko. Napisałeś, że rozumiesz...
— Rozumiem — skinął głową, a jego twarz przybrała łagodniejszy wyraz. — Co nie oznacza, że się z tym zgadzam.
— Zaczniesz prawić mi kazania?
Wcześniej tłumiony zawód, przybrał formę ognistego gniewu. Zwiększyła uścisk na przedramieniu Josu i wyprowadziła go na pusty korytarz. Puściła go, jakby sparzyła ją jego skóra, okryta przez cienki materiał bawełnianej koszuli i odwróciła się plecami do oczekującego na wybuch mężczyzny. Skrzyżowała ramiona na piersi, przechadzając się nerwowo po szmaragdowym dywanie, aby uspokoić swój przypływ złości.
— To co robię ze swoim życiem, nie jest twoją sprawą. Tak, przyjaźnimy się. Tym bardziej powinieneś mnie wspierać w moich wyborach, a jeśli zabłądzę... — Kąciki jej ust uniosły się lekko w smutnym uśmiechu. — ... jeśli zagubię się w swoich decyzjach, pomóż mi wybrać dobrą drogę solidnymi argumentami — ściągnęła usta w wąską linie. —Tworzenie sporów tego typu, jest dla mnie niezrozumiałe, wiesz? — zapytała chłodno, zerkając na stojącą sztywno sylwetkę czarodzieja. — Przymykam oko, gdy jesteś zbyt wścibski — wysyczała i ustawiła się do niego przodem, zaciskając pięści po bokach. — Nie wnikam w twoje życie miłosne i nie pytam o imiona kobiet lub mężczyzn których zapraszasz do łóżka. Wymagam tego samego!
Hermiona obserwowała wybór strategii Josu, gdy jego napięta postawa stała się ugodowa, a ramiona uniosły się na wysokość klatki piersiowej w uspokajającym geście. Nieznajomy wyraz, który wcześniej wykrzywiał jego przystrojoną twarz, zniknął, a na jego miejsce wypłynął ciepły uśmiech.
— Martwię się, to wszystko — powiedział zbyt czułym tonem, jak na gust Hermiony.
— Martwisz się o co konkretnie? — Uniosła brew, mrużąc oczy. — Serpens nie zrobi mi krzywdy, jest dobrym człowiekiem.
— Jesteś naiwna — wycedził przez zaciśnięte zęby, a jego wcześniejsza uległość, zmieniła się niepokojąco szybko w determinację. — Snape, to śmierciożerca.
— Były śmierciożerca — poprawiła wściekłym głosem, mimowolnie zaciskając palce na różdżce ukrytej w połach cienkiej, jedwabnej peleryny.
Oczy Josu podążyły za jej niespokojną ręką, by po chwili przybrać zraniony wyraz.
— Nikt, kto był śmierciożercą... — wycedził. — ... śmierciożercą być nie przestaje. — Pokręcił głową. — Widzę, że namotał ci w głowie — powiedział smutno. — Zostawię ten temat. Nic nie zmieni twojego zdania, jeśli się na coś zdecydujesz.
— Dziękuję za troskę — powiedziała oschle, starając się zapanować nad automatyczną obroną swojego terytorium w postaci Severusa Snape'a. — Jestem pewna, że będziemy mieli okazję porozmawiać w poniedziałek, gdy emocje opadną. — Rozluźniła ramiona widząc, że skinął głową na zgodę. — Zjemy wspólną kolację po pracy?
Znajomy, radosny uśmiech rozświetlił twarz mężczyzny.
— Oczywiście — szepnął i pochylił się, aby złożyć mały pocałunek na jej rozgrzanym od wcześniejszej złości policzku. — Baw się dobrze — powiedział mniej radośnie i wszedł z powrotem do sali pełnej głośnej muzyki, wesołych śmiechów i piskliwych śpiewów.
Hermiona wciągnęła haust powietrza do płuc i ściągnęła napięte łopatki, wypuszczając oddech. Odczekała chwilę, aby pozbierać myśli do kupy i ruszyła powolnym krokiem w głąb krętego korytarza.
Zaskoczył ją wir sprzecznych wyrazów przebiegający przez oczy Josu. Zawsze był zainteresowany jej życiem prywatnym, ale nie przypuszczała, że jej związek z Severusem wywoła u niego tyle negatywnych emocji. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy nie odebrała błędnie jego przyjacielskiego stosunku do jej osoby. Ten spór wyglądał co najmniej, jak scena zazdrości. Być może, jej wieloletni przyjaciel troszczy się o nią bardziej, niż przypuszczała...
— Nie — parsknęła śmiechem na tę teorię.
Josu byłby na tyle śmiały, że przyznałby się bez bicia, gdyby rzeczywiście obdarzył mnie romantycznym uczuciem.
— Już myślałem, że stchórzyłaś.
Severus Snape wyłonił się zza mahoniowych drzwi, lustrując otoczenie czujnym spojrzeniem. Gdy jego wzrok skupił się na Hermionie, pojawił się w nim cień zwątpienia, jakby nie był do końca przekonany o jej zamiarach wobec niego.
— Coś mnie zatrzymało — szepnęła, nie patrząc mu w oczy.
— Coś, czy ktoś? — zapytał zdawkowo, ale jego oczy nie oderwały się ani na sekundę od jej zarumienionej twarzy.
Spojrzała na niego z determinacją godną Hermiony Granger i skinęła głową w potwierdzeniu.
— Ktoś, jak zapewne sam słyszałeś.
— Nie było trudno was podsłuchać. Wrzeszczeliście na cały korytarz. — Wzruszył niewinnie ramionami, opierając plecy o ścianę pokrytą bujną roślinnością. — To nie moja sprawa — burknął.
— Jeśli coś cię dręczy, po prostu zapytaj lub wyraź swoje zdanie, Severusie. Jesteśmy dorośli, więc nasze zachowanie powinno o tym świadczyć — strofowała z coraz większym poczuciem frustracji.
— W porządku — powiedział hardo, a jego bruzdy nosowo-wargowe uwydatniły się w pogardliwym wyrazie. Oddalił się od ściany, zbliżając się do Hermiony powoli, mierząc jej sylwetkę od góry do dołu. — On nie ma wobec ciebie dobrych zamiarów, co oczywiście, jest widoczne gołym okiem, ale masz za dobre serce, aby zauważyć niepokojące znaki.
— Ciekawe, że wyciągnąłeś takie wnioski po podsłuchaniu prywatnej rozmowy — zmrużyła oczy, wskazując palcem na jego klatkę piersiową. — Jedak bardziej ciekawi mnie czy przypadkiem nie zawarliście porozumienia, skoro dręczycie mnie tymi samymi śpiewkami, oskarżając siebie nawzajem — fuknęła. — Czy to dzień wkurwiania Hermiony Granger?
Jej wściekły ton niósł się echem po pustym korytarzu. Severus rozejrzał się niespokojnie na boki w poszukiwaniu ewentualnych szpiegów.
— Kto zachowuje się niedojrzale w tym momencie? Jesteś hipokrytką, Granger — uśmiechnął się drwiąco. — Chciałaś, abym wyraził swoje zdanie. Proszę bardzo — warknął, ochładzając głos do kilka stopni poniżej zera. — Przyjmij to na klatę lub nigdy więcej nie żądaj szczerości!
Przyznanie mu racji, nie przeszło przez jej gardło. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, w oczekiwaniu, aż któreś z nich odezwie się pierwsze.
— Będziemy tak stać na zewnątrz? — powiedziała neutralnie, błagając Hekate, aby Severus nie protestował.
Zmrużył oczy na jej próbę uniknięcia odpowiedzi, ale wskazał ręką jedne z drzwi w zapraszającym geście.
— Zaglądałeś do środka? — zapytała z ciekawością.
— Czekałem na ciebie długi czas — powiedział, strzepując lekceważąco niewidzialny kurz ze swojej koszuli. — Gdybyś nie była zajęta obroną mojego honoru po raz kolejny, być może pozwoliłbym ci na decyzję.
— Lubię to miejsce — uśmiechnęła się, łagodząc rysy twarzy. — To świetny wybór — szepnęła, przepychając się przed nim, aby wejść do pomieszczenia.
Drzwi zamknęły się za nimi z hukiem. Hermiona nie mogła powstrzymać zachwyconego uśmiechu, gdy zniknęły w nicość, a pokój rozjaśnił się w świetle tysięcy latających po polanie świetlików świętojańskich.
— Piękne — szepnęła, przeżywając od nowa moment w którym stworzyła to miejsce razem z Acllą i zaufanymi skrzatami.
— Tak, piękne.
Gdyby oderwała zachłanny wzrok od iskrzących jasnym światłem owadów, mogłaby dostrzec, że Severus nie zwracał najmniejszej uwagi na otoczenie, a jego błyszczące oczy skupiły się wyłącznie na jej rozmarzonej twarzy.
Polana była najbardziej malowniczym pokojem zabaw w Onca. Rzadkie drzewa liściaste i iglaste zataczały krąg wokół płytkiej, słodkowodnej sadzawki. Wysokie trzcinny porastające brzeg zbiornika, kołysały się na ledwo wyczuwalnym wietrze. Niebo, wznoszące się nad pachnącą trawą, przybierało najbardziej nierzeczywiste kolory intensywnego różu, granatu i zieleni, przypominając zorzę polarną, która teoretycznie nie pasowała do pozostałych elementów krajobrazu, a jednak...
A jednak powodowała zatrzymanie oddechu u każdej istoty zdolnej do funkcji życiowych, ponieważ tworzyła najbardziej bajkowy i niezwykły widok, którego nie można sobie wyobrazić, dopóki nie ujrzy się go na własne oczy.
Od brzegu stawu, aż po jego środek, ciągnął się drewniany pomost, wsparty na grubych palach, które utrzymywały potężną konstrukcję. Rozszerzał się na końcu, tworząc miejsce dla pary, która zdecydowała się skorzystać z uroków zaczarowanego pokoju. Powietrze pachniało polnymi kwitami i odświeżającą mieszanką trawy i słodkiej wody. Podobało jej się urozmaicenie klimatu w porównaniu do parnego powietrza w puszczy.
Zerknęła na wysoką postać, odpędzającą się od świecących chrząszczy, które uparły się, aby powitać przybyszów z ogromnym entuzjazmem.
— Gdybym wiedział, że hodujesz w Onca te paskudy, nie zamawiałbym ich dla Hogwartu — burknął pod nosem i zaklął plując, gdy jeden z owadów usiadł mu na nosie. — Chętnie oderwałbym im skrzydła, a zwłaszcza temu upierdliwcowi!!!
— Miej litość — parsknęła. — Lubią ludzkie towarzystwo — uśmiechnęła się słodko i zachichotała, jak mała dziewczynka, gdy kilka świetlików zaplątało się w jej rozpuszczone loki i ozdobiło jej fryzurę przypominając bombki wiszące na choince.
— Zachowaj robale dla siebie — powiedział z niesmakiem, wyczuwalnym w tonie. — Najlepiej niech na stałe zagoszczą w tym krzaczastym gnieździe. Liczę, że przy okazji się tam uduszą.
— Jesteś okrutny — zaśmiała się radośnie, ciągnąc go za rękę w stronę pomostu.
— Przecież zdajesz sobie z tego sprawę — powiedział chłodno. — Twój francuski piesek już zdążył cię w tym temacie uświadomić.
Zatrzymała się gwałtownie, zwracając się ku niemu z winną miną i ścisnęła mocniej jego rękę.
— Przepraszam, dobrze? — Severus otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale przerwała mu z warknięciem. — Nie kłopocz się! Wiem, że nie powinnam się na tobie wyżywać.
— Nie zostałem urażony. — Cichy ton głosu mężczyzny, spowodował jeszcze większe wyrzuty sumienia u Hermiony. — Gdybyś nie wpadła w furię i pozwoliła mi wyjaśnić moje powody, to usłyszałabyś, że nie ufam żabojadowi ze względu na jego podejrzane zachowanie, a nie dlatego, że ma o mnie złe mniemanie.
To zabawny paradoks, gdy dwóch czarodziejów sprawia, że czujesz się fatalnie, okazując jedynie troskę w swój dziwny sposób.
— Tak czy inaczej... — Odwróciła wzrok od badawczego spojrzenia Severusa i wskazała ręką na środek płytkiego stawu. — Powinniśmy?
Severus skinął głową i uśmiechnął się lekko, gdy pisnęła cicho, ściągnęła szpilki z westchnieniem ulgi i zamoczyła stopy w chłodnej wodzie. Dołączył do niej z ochotą, również pozbywając się butów.
— Wiesz, że świetliki wydzielają światło w momencie, gdy próbują znaleźć partnera do rozmnażania? — szepnęła nostalgicznie, obserwując parę chrząszczy, wirujących nad taflą wody. Spojrzała na Severusa kątem oka i wykrzywiła usta w porozumiewawczym uśmiechu. — Zbieg okoliczności, czyż nie? — zaśmiała się głośno widząc jego przerażony wyraz twarzy. — Nie martw się. Biorę eliksir, przecież wiesz doskonale, że wszyscy w Onca mają obowiązek regularnego przyjmowania środków antykoncepcyjnych. Miałam na myśli, że Aclla dobrze wie, jak zadbać o symbolikę w pokojach rozpusty — powiedziała i uniosła dół czerwonej sukienki za pomocą magii bezróżdzkowej, aby nie pomoczyć materiału. — Poza tym, na wszelki wypadek nakładamy również zaklęcia antykoncepcyjne na każdy pokój zabaw.
— Nie obawiam się.
Jego głos przeczył słowom, więc przyjrzała się jego twarzy. Severus wyglądał na zdenerwowanego.
— Twoja mina mówi co innego.
— Nie mogę mieć dzieci — powiedział w pośpiechu i odwrócił wzrok. — Skutek wielogodzinnych sesji klątwy Cruciatus oraz reszty czarnomagicznych zaklęć.
Ciężki kamień opadł na dno żołądka Hermiony. Sama nie chciała być matką. Oczywiście, gdyby się stało... Urodziłaby, wychowała i zapewniłaby dziecku godne życie.
Czym innym jest rezygnacja z wyboru, a czym innym odebranie możliwości do decyzji.
— Chciałeś mieć dzieci? — Mało taktowne pytanie, fakt. Ciekawość zawsze była jej słabą stroną.
Severus spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Wyobrażasz sobie mnie jako ojca? — prychnął, tworząc kaczki gładkim kamieniem na powierzchni sadzawki. — Nie bądź absurdalna.
Zmarszczyła brwi w skupieniu, próbując sobie wyobrazić wykrzywione z niesmakiem usta Severusa, gdy zmienia brudną pieluchę niemowlakowi. Parsknęła perlistym śmiechem na obraz, pojawiający się przed jej oczyma.
— Tak! — krzyknęła radośnie. — Potrafię sobie wyobrazić i przyznam, że to całkiem uroczy widok. — Uśmiechnęła się czule. — Przykro mi, że odebrano ci prawo do wyboru.
— W porządku — wzruszył odzianymi w czerń ramionami. — Nie lubię dzieci — westchnął. — Śmierdzą, brudzą, hałasują i zadają miliony bezsensownych pytań.
Hermiona odniosła wrażenie, że Severus nie był z nią szczery. Wyglądał, jakby próbował ukryć przygnębienie. Zrobiło jej się cholernie przykro, jednak usiłowała stłumić wszelkie wyrazy współczucia i litości, które groziły, że pojawią się w jej oczach lada moment.
— Świetnie się składa — skinęła mu głową, chwytając go ponownie za rękę i prowadząc na drewniany pomost. — Ja lubię dzieci, ale nie wyobrażam sobie zostać matką i mimo tego, że ich obecność jest znośna, zdecydowanie wolę poczytać książkę w spokoju — szepnęła cicho i odwzajemniła mały uśmiech Severusa.
W ciszy panującej między parą było słychać jedynie skrzypiące dźwięki drewna, gdy stąpali ostrożnie po uginającym się pod ich ciężarem pomoście. Na skraju konstrukcji znajdowała się altana z niskim materacem, leżącym w centralnej części pod przeszklonym dachem, który umożliwiał widok na kolorowe niebo. Niewielki barek z napojami oraz dwa fotele z wysokimi oparciami, zostały ustawione pod jedną z drewnianych ścianek.
Zasiedli na beżowych fotelach, zerkając na siebie nerwowo i co jakiś czas wymieniając uśmiechy.
— Miałeś konkretny plan na ten wieczór, zgadza się? — zapytała, brzmiąc na zainteresowaną.
Severus uśmiechnął się lekko, wstał i sięgnął ręką do kieszeni spodni. Otworzył zaciśniętą pięść i podsunął rękę pod twarz siedzącej Hermiony, pokazując wąską fiolkę z bezbarwnym płynem.
Wyciągnęła dłoń i dotknęła ciepłego szkła.
— Co to jest? — zapytała marszcząc brwi.
— Otwórz, powąchaj, ale nie próbuj — odpowiedział powoli, cedząc każde słowo.
Postąpiła zgodnie z jego wytycznymi, ściągając korek i podsuwając fiolkę pod nos.
— Wywar Żywej Śmierci?
— Nie — uśmiechnął się, widząc jej zniecierpliwienie. — Mówiłem, że nekrofilia nie widnieje na liście moich fantazji. Eliksir jest bezwonny i przezroczysty, podobnie, jak Wywar Żywej Śmierci, ale posiada inne właściwości. Przygotowanie tego eliksiru, również w pełni odbiega od wywaru.
— Stworzyłeś go i liczysz, że odgadnę jego działanie? — parsknęła. — To prawie niemożliwie.
— Czy właśnie przyznałaś, że rozwiązanie prostej zagadki, jest nieosiągalne dla Hermiony Granger? — uniósł brwi. — Nie wiem czy mam się czuć usatysfakcjonowany, czy zawiedzony.
Zacisnęła zęby słysząc przytyk, uderzający bezpośrednio w jej piętę achillesową i zmrużyła wściekle oczy na szklaną fiolkę.
— Powiedziałeś, że chcesz spełnić moją fantazję — stwierdziła cicho, obserwując bezbarwny płyn falujący we fiolce. — Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek opowiadała ci szczegółowo o moich fantazjach, nie licząc dołączenia do nas osoby trzeciej, ale nie widzę nikogo w pobliżu. — Rozejrzała się teatralnie po altanie z parsknięciem.
Severus odchrząknął, uśmiechając się złośliwie. Była przekonana, że temperatura wzrosła o kilkadziesiąt stopni, wraz z myślą przebiegającą przez jej zdezorientowany umysł.
— Nie gadaj — rozszerzyła oczy.
— To ciekawy projekt, przyznaję. — Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
— Jeśli ma działanie o którym myślę, to... — pokręciła głową. — Jak go nazwałeś? — Rumieniec podniecenia rozszerzył się z jej twarzy na szyję, gdy nerwowo obracała eliksir w dłoni.
— Gemini — mruknął w odpowiedzi.
Wstrzymała oddech, patrząc w szoku na zadowolonego z siebie Severusa.
— Masz zamiar mnie sklonować? — pisnęła z paniką w głosie.
— Nie, Granger — zaśmiał się. — Mam zamiar sklonować siebie. — Chwycił fiolkę w dłoń i podniósł ją do światła. — Prawdę mówiąc, eliksir będzie działał tylko przez godzinę, ale obliczyłem, że tyle nam wystarczy.
— J-ja.. — wyjąkała nerwowo. — Pamiętam, że coś wspominałam, ale wbrew pozorom, nigdy nie doświadczyłam aktywnej sceny z dwoma czarodziejami, Severusie. — Pokręciła głową, a kolor na jej twarzy zbladł o kilka stopni. — Wiem, że masz dobre chęci, jednak obawiam się, że ta sytuacja mnie przerośnie.
— Kilka tygodni temu przyznałem się do mojej fantazji — powiedział spokojnie. — Widok kobiety z dwoma mężczyznami mnie kręci — zamruczał pewnym siebie głosem, a Hermiona zaczęła się zastanawiać kiedy nabrał takiej pewności siebie w sprawach łóżkowych. — Jestem równie zazdrosny, co sarkastyczny, Granger. Powinnaś z góry założyć, że nie pozwolę, aby dotknął cię ktokolwiek inny, niż ktoś z identycznym do mnie DNA.
Oddech Hermiony uciekał w płytkich seriach. Źrenice rozszerzyły się z podniecenia, a jej serce zaczęło pompować więcej krwi.
— Powiesz mi w jaki sposób działa eliksir? — wychrypiała, kładąc obie dłonie na trzęsących się kolanach. — Muszę wiedzieć wszystko, jeśli mam podjąć decyzję.
— Dlaczego nie jestem zaskoczony? — zapytał z cieniem drwiny w głosie, zamykając pojemnik korkiem. — Pomijając cholernie skomplikowany proces warzenia oraz potrzebne składniki, które są praktycznie nieosiągalne dla większości śmiertelników, działanie jest proste. — Wyprostował plecy i podrzucił fiolkę w prawej ręce. — Forma fizyczna oraz niektóre cechy osobowości człowieka, który wypije eliksir, ulegną duplikacji.
— Merlinie... — szepnęła z przerażeniem. — Gdyby ten eliksir trafił w ręce Voldemorta... Stworzyłeś go po wojnie.
— Nie — powiedział spokojnie, podwijając rękawy koszuli. — Praca nad nim, zajęła mi około pięciu lat. Osiągnąłem sukces dziesięć lat temu.
— Co? — zapytała słabym głosem. — Mogliśmy zwiększyć nasze szanse na... — Rozszerzyła oczy. — ... wyobraź sobie, że każdy z nas miałby idealną kopię!
— Ulegasz mylnemu założeniu, że nie rozważałem takiego obrotu spraw — powiedział chłodno. — Eliksir, choć genialny, skromnie mówiąc... — Wykrzywił wargi w zadowolonym uśmieszku. — ... bywa wadliwy pod wieloma względami. Bliźniak wyglada i zachowuje się w sposób identyczny, co oryginał... — Otworzył fiolkę, patrząc na płyn badawczo. — Niestety można nim manipulować tylko i wyłącznie przy pomocy magii umysłu.
— Dobrze — skinęła głową ze zrozumieniem. — Tak czy inaczej mogliśmy to wykorzystać, prawda? Jesteś Legilimentem! Mogłeś stworzyć kopie członków Zakonu i nimi zarządzać!
Severus przewrócił oczyma.
— Nie, Granger — warknął zniecierpliwiony jej dociekliwym drążeniem tematu. — Za pomocą magii umysłu jesteś w stanie władać wyłącznie nad własną kopią i tylko wtedy, gdy znajduje się obok ciebie. Bliźniak nie posiada magicznego rdzenia, więc nie jest zdolny do władania magią. Mógłbym wykorzystać go jedynie, jako mięso armatnie. — Wykrzywił wargi z niesmakiem. — Potrafi mówić słowa, związane bezpośrednio z odczuwanymi przeze mnie emocjami w konkretnym momencie. Na przykład, jeśli smakuje mi danie podane przez Melwina, połączony umysłem bliźniak, będzie wyrażał swój zachwyt, dotyczący spożywanego przeze mnie posiłku.
— Jesteś geniuszem, Severusie! — Stanęła naprzeciwko niego, patrząc z zachwytem na wirujący w naczyniu eliksir. — Jesteś pewien, że to bezpieczne?
— Tak, jeśli będziesz postępować zgodnie z moimi wytycznymi — skinął głową z dumą. — Testowałem go wielokrotnie podczas ulepszania formuły. Ta wersja, jest niezawodna...
— Zgadzam się — powiedziała szybko, przerywając zapewnienia czarodzieja. — Wypij to, zanim się rozmyślę.
Severus zrobił dziwną minę, jakby nie spodziewał się, że uda mu się tak szybko przekonać Hermionę. Uśmiechnął się delikatnie, gładząc szczupłym palcem jej zarumieniony policzek, a jego oczy przybrały cieplejszy odcień czekolady.
— Jesteś odważna... — Pochylił się, składając lekki, jak piórko pocałunek w kąciku jej ust. — ... i muszę przyznać, że to naprawdę intrygujące.
Mruczący dźwięk wydobywający się z gardła Severusa sprawił, że zachwiała się odrobinę i chwyciła jego przedramię, aby całkowicie nie stracić równowagi.
— Chcę go zobaczyć — szepnęła mu w usta. — Chcę się upewnić, czy rzeczywiście będzie taki, jak ty.
— Nie ruszaj się i nie wykonuj gwałtownych ruchów.
— Będę cię obserwować.
Severus skinął głową podnosząc chłodne szkło do cienkich warg, a Hermiona obserwowała łakomie pracę jego jabłka Adama, gdy eliksir spływał mu do gardła. Zrobiła kilka kroków w tył, aby nie przegapić najmniejszego szczegółu procesu duplikacji ciała czarodzieja.
Dziwny grymas przebiegł przez usta mężczyzny, a ostre kontury surowej twarzy, zaczęły się rozpływać i odkształcać. Cichy syk, wydobywający się z ust Severusa, zaskoczył Hermionę. Spanikowała, gdy krzyk wydobył się z jego zaciśniętego gardła. Podbiegła do skulonej sylwetki, ale zatrzymał ją w miejscu gestem ręki i jęknął cicho, gdy jego sylwetka zaczęła się rozciągać na boki.
Gdyby w czarodziejskim świecie wierzono w Boga, obserwator tej sceny, na pewno odmówiłby modlitwę. Proces tworzenia własnego sobowtóra przypominał egzorcyzm, skutkujący pozbyciem się demona z niewinnej duszy. Severus nie ostrzegł jej przed tym strasznym widokiem i ledwo mogła ustać w miejscu na myśl, że biedak cierpi katusze.
Tak szybko, jak się zaczęło, tak się skończyło. Rozciągnięta sylwetka czarodzieja podzieliła się na dwie jednakowe części. Dwóch skulonych czarodziejów wyprostowało plecy i łypnęło na Hermionę spod byka identycznymi tęczówkami. Mogłaby docenić nietypowe zjawisko, gdyby proces rozdzielenia ciała, nie wzbudził w niej ataku paniki.
— Przestraszyłeś mnie! — wrzasnęła na spokojnego czarodzieja, wymachując rękoma w agresywnym geście. — Myślałam, że cierpisz!
Severus chwycił swojego bliźniaka, gdy ten ruszył na Hermionę z pięściami wystawionymi przez sobą. Odskoczyła gwałtownie w odruchu bezwarunkowym i upadła na stojący pod ścianą fotel.
— Nie krzycz i nie wykonuj impulsywnych gestów, dopóki nie połączę się z nim umysłem — warknął Severus, mierząc ją chłodnym spojrzeniem i chwycił swoją kopię za szczękę, kierując wzrok klona na swoją twarz.
Bliźniak zamarł, a jego oczy nabrały odległego wyrazu, by po chwili się wyostrzyć. Severus zacisnął usta w wąską linie i zwrócił się do Hermiony.
— Oszalałaś? — wycedził jadowicie. — Miałaś jedno zadanie! — warknął, puszczając twarz swojego sobowtóra i idąc w jej kierunku wściekłym krokiem. — Jedno, pierdolone zadanie, Hermiono! Pamiętasz co mówiłem?
— Nie ruszaj się i nie wykonuj gwałtownych ruchów. — Zarumieniła się i odwróciła wzrok od mężczyzny.
— Zgadza się — przyznał chłodnym tonem. — A co zrobiłaś przy pierwszej lepszej okazji?
— Krzyczałam i gestykulowałam — szepnęła ze wstydem.
— Właśnie. — Prychnął pogardliwie i wskazał palcem na ponurą postać, obserwującą kłótnie czarodziejów z uprzejmym zainteresowaniem. — Organizm poddany klonowaniu, będzie działał w sposób instynktowny. Jeśli zachowasz się agresywnie, odwdzięczy się tym samym. — Usiadł na fotelu, obserwując Hermionę chłodnym wzrokiem. — W tym momencie, znajduje się pod moją kontrolą. Jego ruchy są w dalszym ciągu instynktowne, ale jeśli rozkaże nie robić nikomu krzywdy, będzie potulny jak baranek. — Westchnął głośno, widząc że Hermiona otwiera usta, aby zadać kolejne pytania i pokręcił głową. — Dość, wiedźmo. To zbyt skomplikowane, aby wyjaśnić specyfikację w jeden wieczór. Zajmiemy się tym później.
Hermiona powstrzymała budowniczą tyradę i skinęła grzecznie głową, aby nie prowokować Severusa do dalszych sprzeczek. Oryginalny czarodziej zmierzył postać swojego klona i zacisnął usta w jeszcze węższą linie, a na jego policzku pojawił się dziwny tik, jakby powstrzymywał słowa, myśli lub czynności.
— Idź — powiedział zbyt neutralnie, żeby mogła się na to nabrać. — Możesz z nim zrobić, co chcesz. Poznaj go, dotknij... — podniósł rękę, przerywając słowa czarownicy po raz kolejny. — Poczekam tu i sam zdecyduję kiedy do was dołączę.
Hermiona poczuła się nieswojo. Bliźniak Severusa nie był w końcu człowiekiem i zaskoczył ją fakt, że kompletnie nie wie od czego zacząć. Spojrzała na jej milczącego czarodzieja po raz ostatni i doszła do wniosku, że powinna działać spontanicznie.
Wstała z miejsca, krocząc ku idealnemu odwzorowaniu Severusa.
Z zewnątrz wyglądał tak samo. Miał nawet identyczne ubrania, które zdublowały się podczas procesu tworzenia jego ciała. Spojrzenie ciemnych oczu skupiło się na zbliżającej się kobiecie i analizowało jej zamiary z głębokim zainteresowaniem.
Zerknęła na Severusa przez ramię, który równie intensywnie przyglądał się przedstawionej scenie, co jego sobowtór.
Dziwne zjawisko...
— Nie skrzywdzi mnie, gdy go dotknę? — zapytała.
— Nie — powiedział cicho Severus. — Jest ze mną połączony. Dopóki ja nie będę chciał cię skrzywdzić... Klon będzie potulny. Jego myśli, czynności i słowa będą odzwierciedleniem moich instynktownych reakcji.
— Powinno mnie to uspokoić? — zapytała ironicznym tonem, otrzymując w odpowiedzi złośliwy uśmieszek Severusa.
Raz się żyje.
Zbliżyła się do górującej nad nią postaci i wyciągnęła ręce w górę, aby dotknąć jego najprawdziwszej, materialnej twarzy. Westchnęła z zaskoczenia, czując szorstką fakturę kilkugodzinnego zarostu na jego ciepłej szczęce. Bliźniak wypuścił wstrzymywane powietrze i wtulił twarz w jej dłoń. Była tak zaskoczona tym zachowaniem, że oderwała gwałtownie rękę od jego skóry. Przeklnęła impulsywność, gdy ciemne oczy nabrały zranionego wyrazu.
— Merlinie — szepnęła zafascynowana ekspresją jego twarzy. — Nie jesteś w stanie kontrolować go w pełni, prawda?
— Nie — powiedział spiętym głosem Severus za jej plecami. — Gdybym mógł, na pewno nie przybrałby tej żałosnej miny — burknął pod nosem.
— Jest cudowny! — Ponownie podniosła ręce i prześledziła kontury twarzy sobowtóra, słuchając jego mruczących dźwięków przyjemności. — Wrażliwy — stwierdziła fakt z uśmiechem i zachichotała cicho, gdy odwzorowanie Severusa objęło jej talię i przyciągnęło jej małą sylwetkę do siebie. — Tak, możesz mnie dotknąć — powiedziała z chichotem.
— Hermiona — szepnął, gładząc ją po plecach i wywołując zatrzymanie oddechu u zdenerwowanej czarownicy.
Bliźniak dotknął jej brwi i powiek z ciekawością, a jego wzrok zatrzymał się dużej na jej pełnych ustach. Zaskoczył ją, gdy pochylił się i przyłożył do nich swoje cienkie wargi z głębokim westchnieniem.
Wciąż pamiętała, że prawdziwy Severus ich obserwuje i mimo silnej ekscytacji pocałunkiem, odchyliła głowę w tył, aby go przerwać i spojrzeć na powód całego zamieszania. Zazdrosny wzrok Severusa mówił więcej, niż chciała usłyszeć.
Przewróciła oczami.
— To wciąż twoje ciało, Severusie — parsknęła, gdy niecierpliwy bliźniak zaczął podnosić jej sukienkę. — Sam zaproponowałeś to rozwiązanie.
— Racja — wycedził przez zaciśnięte zęby. — Ale nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie to trude... Obserwować, a nie czuć.
— Na co czekasz? — uniosła brew pytająco.
— Ćwiczę samokontrolę — warknął.
— Mam dać ci prawdziwy powód do zazdrości? — szepnęła ochrypłym głosem.
Miała ochotę roześmiać się głośno na widok morderczego grymasu na twarzy Severusa w połączeniu z ognistym pożądaniem w oczach.
Oh, tak...
Ta noc zapowiada się genialnie.
Severus walczył każdym włóknem swojego ciała, aby nie podbiec do obmacującej się pary i nie wyrwać wiedźmy z rąk jego marnej imitacji.
Idealnej imitacji...
Najbardziej obawiał się, że jego napalony bliźniak palnie jakieś słowo klucz, które było bezpośrednio związane z jego obecnymi emocjami. Hermiona szybko domyśli się, że jego wierna kopia, jest w rzeczywistości twarzą bez zahamowań, kontroli i codziennych masek.
Sobowtór obrócił Hermionę w ramionach w taki sposób, że ustawiła się przodem do Severusa, siedzącego w milczeniu na fotelu.
Hmmm... jedna dobra rzecz...
Mogę na nią patrzeć z każdej strony, bez najmniejszego wysiłku.
Piękna, czerwona suknia została podciągniętą przez niecierpliwe palce czarodzieja, a kobieta pozwoliła mu na obnażenie ciała z wielkim entuzjazmem.
Severus usłyszał głośny gong w uszach i był przekonany, że otrzymał cios w potylicę, gdy czerwony materiał odsłonił skrawki czarno-czerwonego kompletu bielizny. Jego spodnie stały się zbyt ciasne, aby pomieścić ewidentny dowód zainteresowania tym widokiem. Poprawił szybko erekcję, aby żaden element go nie rozpraszał i skupił wzrok na czarnych pończochach przypiętych do cienkiego pasa w tym samym kolorze.
Oh, kurwa.
Przełknął głośno ślinę, usiłując powstrzymać natychmiastową chęć zbadania językiem każdego milimetra jej odsłoniętej skóry.
Głośny jęk przerwał fantazję. Podniósł wzrok z jędrnych ud na piersi Hermiony, które zostały otoczone jego własnymi rękoma, pocierającymi napięte sutki przez cienki materiał.
Nie czuł już zazdrości. Odpływająca krew z jego mózgu na południe, najwyraźniej ułatwiła zaakceptowanie widoku innego... tego samego... czarodzieja, który dotyka tego, co należy do Severusa.
Moja.
Rozpiął pasek i odpiął guziki, które ledwo utrzymywały nabrzmiałą erekcję. Zsunął jedwabne bokserki z westchnieniem ulgi, które musiało zostać usłyszane przez Hermionę, bo otworzyła oczy i rozszerzyła je gwałtownie na widok Severusa siedzącego na fotelu z twardym penisem w ręku.
— Wykończycie mnie! — wrzasnęła, gdy chętny bliźniak zanurzył dwa palce w jej wilgotnych majtkach i zaczął stymulować jej kłębek nerwów. — Cholernie genialny pomysł, Severusie — wydusiła między jękami.
— Wyjątkowo muszę się z tobą zgodzić — wychrypiał, masując gładką długość penisa w synchronicznych pociągnięciach.
Hermiona nie odrywała od niego wzroku, gdy jej klatka piersiowa zaczęła gwałtownie falować, a szczupłe ręce zacisnęły się na męskim ramieniu otaczającym jej talię w stalowym uścisku. Bliźniak ugryzł ją w szyję, a jej oczy zamknęły się i krzyknęła z przyjemności.
Severus zwolnił tępo, nie chcąc skończyć na własnej ręce.
Chcę być w niej... skończyć w niej...
Jego bliźniak najwyraźniej miał mniejszy poziom samokontroli niż Severus, bo obrócił trzęsącą się od wstrząsów wtórnych wiedźmę, rzucił jej ciałem o materac, wskoczył na nią i zaczął ocierać swoją obnażoną erekcję o jej brzuch.
— Jesteś taka piękna — szeptał bliźniak, wbijając ciało Hermiony w miękką powierzchnię.
— Merlinie, Severusie! — wrzasnęła Hermiona, usiłując uspokoić ruchy sobowtóra. — On jest kompletnym jaskiniowcem!
Rozkazał imitacji odsunąć się od wiedźmy i przez chwilę poczuł w umyśle przypływ autodestrukcyjnej frustracji. Najwyraźniej jego klon nie był szczęśliwy z wydawanych poleceń.
— Uspokój się, bo cię zneutralizuję — warknął na nieszczęśliwego mężczyznę. — Teraz moja kolej.
Hermiona wyglądała, jakby Boże Narodzenie przyszło wcześniej, gdy zbliżał się do jej leżącej sylwetki, pozbywając się niepotrzebnych ubrań. Czarownica w dalszym ciągu nosiła komplet bielizny, co bardzo mu odpowiadało.
Nigdy nie widziałem nic równie pociągającego.
— Co ze mną zrobisz? — szepnęła z małym uśmiechem, widząc jego głodny wzrok.
— Miałaś na myśli, co my zrobimy? — wskazał palcem na równie podnieconego czarodzieja, który prychnął buntowniczo w stronę Severusa. — To zależy od tego, na ile nam pozwolisz. — Przyciągnął za ramię bliźniaka, aby ustawił się koło niego. — Usiądź na skraju materaca, wiedźmo — powiedział ochrypłym głosem, gdy Hermiona rozciągnęła ciało na pościeli, eksponując miękkie krzywizny. — Nie powtórzę.
— A poprosisz? — przygryzła wargę.
— Ty mała, złośliwa...
— Zastanów się co chcesz powiedzieć, czarodzieju — uśmiechnęła się niewinnie.
Severus zacisnął zęby, gdy własna męskość oraz męskość jego sobowtóra podskoczyły w synchronicznym ruchu, reagując na jej bezczelny ton.
— Proszę — wycedził, przygryzając wnętrze policzka, żeby nie przeklnąć wiedźmy do siedmiu piekieł i jednocześnie nie wycałować każdego kawałka jej obnażonej skóry.
Bliźniak zrobił proszącą minę i Severus miał ochotę rzucić na niego Avadę za ten uwłaczający wyraz na jego zwykle nieprzeniknionej twarzy.
— Można? — parsknęła, siadając z twarzą na wysokości erekcji obu czarodziejów. — Można.
Pierwszy dotyk jej wilgotnych ust na główce jego penisa, wydusił głośny jęk z zaciśniętego w napięciu gardła. Umysł stał się pusty, a układ nerwowy ograniczył się do odczucia jedwabistych warg, przesuwających się po jego twardej długości. Nie przegapił jednak syku swojego sobowtóra oraz odrzucenia głowy do tyłu, gdy Hermiona otoczyła dłonią, identyczną i równie zainteresowaną męskość.
Obawiał się, że nie wytrzyma presji. Szybko zorientował się, że jej usta zniknęły i zastąpiła je ręka, aby zadbać o bliźniaka. Sobowtór wplatał długie palce w lśniące loki czarownicy i z głębokim pomrukiem zaczął wbijać się w jej usta.
Co to, to nie!
Oderwał jej rękę od swojego przyrodzenia i wszedł za nią na materac. Hermiona wydawała się zdezorientowana, więc pogładził jej plecy w uspokajającym geście, aż jej mięśnie się rozluźniły.
— Puść ją — powiedział władczo do drugiego Severusa, który jęknął z urazą, ale zastosował się do rozkazu.
Severus nachylił się nad uchem Hermiony i wyszeptał głębokim, ochrypłym barytonem, liżąc płatek jej ucha:
— Na rękach i kolanach, tyłem do mnie... — Przygryzł jej gładką szyję. — Teraz.
Hermiona wciągnęła powietrze do płuc ze świstem i w szybszym tempie, niż Severus mógłby się spodziewać, ustawiła się w wymaganej przez niego pozycji.
Merlinie.
— Mam pomóc ci rozebrać moją bieliznę, Severusie? — zapytała niskim głosem, unosząc figlarnie kącik ust.
— Poradzę sobie. Skup się na nim — wyszeptał, przyglądając się jej idealnym pośladkom. — Ja zajmę się resztą.
Dotknął chciwymi rękoma jej miękkich ud, obserwując jak jej ciało wygina się na upragniony kontakt. Odpiął pas od pończoch, aby zsunąć przemoczone majtki i zapiął go z powrotem, nie mogąc powstrzymać się przed podziwianiem, jak pięknie podkreśla jej krągłości. Ściągnął czerwono-czarny stanik, rozsznurowując go wcześniej z tyłu i pogładził jej nagie plecy w delikatnej pieszczocie.
Nie zastanawiając się dłużej, sięgnął po domagającego się stymulacji penisa i przyłożył gładką końcówkę do wilgotnych fałd jej kobiecości. Jęknęła cicho, wokół długości jego sobowtóra, co spowodowało jego gardłowe warknięcie i szybsze wbijanie się w jej chętne usta. Severus nie mógł powstrzymać dłużej swoich naturalnych instynktów i pchnął biodrami w przód, zatapiając całą długość w jej ciasnym uścisku.
Niebo.
Jego ruchy były powolne, ale głębokie. Obserwował przyjemność wyrytą na swoim lustrzanym odbiciu oraz zarumieniony bok twarzy podnieconej kobiety.
Nagle, zaczęło mu przeszkadzać, że nie może spojrzeć w jej śliczne oczy i wyłapać momentu w którym jej przyjemność sięga zenitu.
Na szczęście podjęła decyzję za niego, odrywając usta od drugiego mężczyzny i patrząc na Severusa przez ramię.
— Potrzebuję was obu... — wysapała z zadyszką. — We mnie! — krzyknęła, gdy trafił w odpowiednie miejsce.
Na początku nie zrozumiał co ma na myśli, a gdy połączył kropki... Cóż... mało brakowało a skończyłby właśnie teraz, bez zadowolenia jego wiedźmy.
— Hermiono — jęknął. — Ten pomysł mi się podoba, ale nie mam wystarczającego doświadczenia, aby upewnić się, że nie zostaniesz skrzywdzona. — Warknął, gdy zacisnęła mięśnie pochwy wokół jego penisa.
— Jakie to szczęście, że ja mam doświadczenie. — Uśmiechnęła się lekko. — Istnieją zaklęcia... — powiedziała cicho i przytrzymała biodra bliźniaka, gdy domagał się atencji. — Właściwie, nie ma sensu, żebym wyjaśniała ci szczegóły, po prostu zaufaj, że nic mi nie będzie.
Skinął głową na zgodę, nie wiedząc co więcej powiedzieć.
— Chcesz, żebym ja... — zawahał się. — To znaczy, gdzie mam...
— Chcę, żebyś patrzył mi w oczy, co jest jednoznaczne z miejscem w którym powinieneś się znaleźć. — Wykrzywiła wargi w seksownym uśmieszku i zachichotała, gdy sobowtór Severusa zaczął protestować. — Czekaj — zwróciła się do klona. — Severusie, połóż się na plecach... Nie mogę myśleć, gdy jesteś we mnie.
— To do ciebie niepodobne — parsknął.
— Z tobą wszystko jest możliwe.
Wykonał polecenie Hermiony bez większych wątpliwości, ufając jej doświadczeniu.
Wiedźma poprosiła, aby uspokoił libido bliźniaka, co zrobił z chęcią, bo jego zwierzęce zachowanie zaczęło mu powoli przeszkadzać.
Hermiona przywołała różdżkę gestem ręki i mruknęła kilka słów pod nosem.
— Tak dla twojej informacji... — Usiadła okrakiem na jego twardych udach i uśmiechnęła się z rozbawieniem. — To zaklęcie oczyszczające i nawilżające. Musisz tylko panować nad tym szaleńcem i uświadomić mu, że przez chwile będzie musiał być delikatny i ostrożny, dobrze?
— Zrobię, co powiesz — jęknął żałośnie, gdy opadła na jego długość z cichym westchnieniem.
Poruszyła biodrami kilka razy, aby znaleźć odpowiednie miejsce do stymulacji i podniosła się na rękach, wypinając pośladki.
— Teraz spokojnie — szepnęła.
Dwie, znajome ręce chwyciły jej biodra i uniosły je powoli. Severus przyglądał się wykrzywionej z przyjemności twarzy Hermiony, gdy jego sobowtór wciskał swojego penisa w jej drugie wejście z sykiem przez zaciśnięte zęby. Bliźniak zachował ostrożność i dał Hermionie czas, aby dostosowała się do jego rozmiaru.
Severus zaklął głośno, gdy Hermiona została całkowicie wypełniona, a nacisk na jego penisa przez drugiego, poruszającego się za gładką ścianką, podkręcił jego palce u stóp. Głębsza penetracja była praktycznie niemożliwa, ale to nie miało znaczenia. Liczył się tylko widok Hermiony, która z każdym ruchem obydwu czarodziejów zamieniła się w giętką masę, wyginającą się w każdą możliwą stronę.
I patrzył na nią.
Patrzył na jej wywrócone do tyłu oczy.
Patrzył, jak jej usta rozchyliły się w niemym jęku.
Patrzył, jak jej śliczne włosy poruszały się wokół zarumienionej twarzy.
A jego obserwacje przerwał gardłowy warkot, wydobywający się z ust jego idealnej kopii, który zawodził w kółko tylko jedno słowo...
— Moja... Moja... Moja... Moja
Hermiona otworzyła oczy zamglone od ekstazy, ale otrzeźwiały gwałtownie na dźwięk zobowiązującego słowa.
Severus był na tyle blisko szczytu, że podjął lekkomyślną, ale jedyną sensowną, w tym konkretnym momencie decyzję. Przyciągnął wiedźmę do głodnego pocałunku.
Zanim jego usta dotknęły jej własnych, wyszeptał tylko jedno słowo:
— Moja.
