ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI
WĄTPLIWOŚCI
Niosący się wraz z wiatrem chłód muskał jej skórę, rozgrzaną od wcześniejszego wysiłku. W oddali było słychać cykanie chrząszczy, zwabiających swoich partnerów, a ciche odgłosy pluskania słodkowodnych ryb, docierały do uszu kobiety, usiłującej pozbierać myśli po wydarzeniach z dzisiejszej nocy. Barwny gradient rozświetlił niebo za szklanym sufitem, oświetlając najróżniejszymi kolorami jej zamyślony wyraz twarzy.
Bliźniak Severusa już dawno rozpłynął się w nicość. Pozostawił jedynie wygniecioną pościel i kilka siniaków, tworzących się powoli na biodrach Hermiony.
Dobrze się złożyło, bo nie mogła oprzeć się wrażeniu, że sobowtór, choć ekscytujący, przeszkadzał zarówno jej, jak i Severusowi. Rzecz jasna, nowe doświadczenia uczyły wyciągać wnioski. Nauka była czymś, co Hermionę w życiu pociągało najbardziej. Poza tym, wolała uczyć się na własnych błędach...
Osiąganie sukcesu było wtedy jeszcze słodsze.
Rzuciła przeciągłe spojrzenie na mężczyznę leżącego u jej boku.
Moja.
Nie uroiła sobie tego słowa.
Powiedział to.
Nawet, jeśli słowo było skutkiem euforii, Hermiona widziała przekonanie w oczach Severusa, jak gdyby właśnie rozwiał własne wątpliwości, dręczące go od wielu dni i nocy. Prawdopodobnie powinna się cieszyć z osiągniętego sukcesu, jednak nie obeszło się bez komplikacji. Gdy emocje opadły, odwrócił się plecami i zasnął.
A raczej udaje, że śpi...
— Severusie — szepnęła ledwo słyszalnym głosem, aby nie obudzić czarodzieja, jeśli jej założenie okaże się mylne.
Przyglądała się bladej skórze na plecach, pokrytej licznymi bliznami. Niektóre przypominały ślady po kontakcie z rozgrzanym metalem. Tkanka wokół nich marszczyła się, jakby została wcześniej kilkukrotnie stopiona.
Zauważyła spięcie mięśni, gdy wypowiedziała jego imię.
— Severusie... — powtórzyła głośniej.
— Musisz mnie męczyć nawet we śnie? — wycedził i obrócił głowę, aby spojrzeć na Hermione, jak na wkurzającego komara. — Powinienem pomyśleć nad zmodyfikowanym zaklęciem wyciszającym, które spow...
— Nie spałeś — przerwała z urazą.
— Próbowałem, ale mi przeszkodziłaś, dokładanie w ten sam bezczelny sposób, co przy wypowiadaniu zdania — burknął pod nosem.
— Dałabym ci spokój, ale... Dziwisz się? — prychnęła. — Nazwałeś mnie swoją, po czym zachowałeś się, jakby nic takiego nie miało miejsca.
Odwrócił wzrok, obserwując kolorową poświatę na bezchmurnym niebie.
— Chwilowa utrata poczytalności.
— Poczytalności? — naśladowała jego chłodny szept. — A może kontroli? — naciskała.
— Jedno i drugie — wycedził niechętnie.
— Powtórz to. — Zbliżyła się o kilka centymetrów do jego leżącej sylwetki.
— Jedno i drugie. — Zerknął kątem oka na Hermionę, aby śledzić jej ruch.
— Nie to. — Pokręciła głową.
— Musisz wyrazić się jaśniej, wiedźmo — parsknął. — Wbrew pozorom, nie czytam w myślach.
— Nazwij mnie swoją, po raz kolejny.
Severus odwrócił gwałtownie głowę, patrząc na Hermionę z niedowierzaniem.
— Napij się wody, Granger. Najwyraźniej się odwodniłaś.
— Zrób to, a uznam twoje nieczułe zachowanie za chwilową utratę poczytalności. — Podparła się na łokciu i przeczesała rzadkie włoski na klatce piersiowej Severusa. — Wcześniej wytykałeś mi niedojrzałość — uniosła kącik ust, wiedząc, że Severus obserwuje ją kątem oka. — Pozwól mi się czegoś nauczyć od ciebie, O PANIE DOJRZAŁY — Wykonała zamaszysty gest ręką przed jego twarzą, a Severus skarcił ją ostrym spojrzeniem.
— Muszę ci wyjaśniać na czym polega utrata zdrowych zmysłów podczas osiągania szczytu? — Uniósł brwi. — Doprawdy, Hermiono... — przewrócił oczami, podciągając cienką pościel pod samą brodę. — ... myślałem, że to ty jesteś w tym związku doświadczoną kochanką.
— Czyli... — Zmarszczyła nos. — ... nie uznajesz mnie za swoją.
Severus zacisnął szczękę, odwracając wzrok.
— Co chcesz, żebym ci powiedział? — wycedził przez zaciśnięte zęby.
— Na pewno nie to, co chcę usłyszeć — prychnęła z urazą i usiadła na materacu, patrząc na mężczyznę z zaciekłością. — Chcę prawdy... — pokręciła głową, gdy spojrzał na nią z politowaniem. — Prawda, nawet, najgorsza prawda, jest lepsza od kłamstwa. — Zmrużyła oczy. — Myślisz, że jest mi łatwo wyznać swoje uczucia? Nie. Myślisz, że opisanie tych uczuć, jest łatwe? NO NIE. Wyglądam na pewną siebie i skłonną do oddania serca każdej, życzliwej dla mnie osobie, jednak zapewniam, że od pewnego czasu, standardy na bezwarunkowe obdarowanie kogoś narządami wewnętrznymi Hermiony Granger uległy zmianie. Obecnie wyznaję zasadę: Jak dasz, to oddam. Jak daję, to liczę na zwrot lub równowartość!
— Czy ta zasada tyczy się również twojego bełkotu? — parsknął. — Zapewniam, że nie jestem w stanie wycisnąć z siebie tylu słów w odpowiedzi zwrotnej.
— Oh, zamknij się — pacnęła go w głowę poduszką, ale jej kąciki ust mimowolnie uniosły się w małym uśmiechu. — Bądź poważny, choć przez chwilę.
Severus spojrzał na Hermionę chłodnym wzrokiem, a jego zrelaksowana twarz przybrała nieprzenikniony wyraz.
— Jestem śmiertelnie poważny.
Hermiona jęknęła z bezsilności i upadła na materac, zatapiając twarz w miękkiej pościeli. Usłyszała nad sobą mroczny chichot, bezlitosnego żartownisia, który najwyraźniej świetnie się bawił jej kosztem.
Uniosła oczy znad białego materiału, mrużąc je wściekłe, gdy Severus zakrztusił się śliną od śmiechu.
— Jesteś najbardziej nieznośnym czarodziejem, jakiego kiedykolwiek poznałam, Severusie Snape — wymamrotała stłumionym przez pościel głosem, nie wiedząc czy się śmiać, czy szlochać w poduszkę.
— A to ciekawe... — Uniósł kącik ust, a jego ramiona trzęsły się od powstrzymywanego śmiechu. — Myślisz, że Ministerstwo Magii wręcza nagrody za tak szczególny tytuł? — zapytał z największą ciekawością, przykładając palec wskazujący do zaciśniętych warg i patrząc w górę na niebo, jakby miało zesłać mu odpowiedź na istotne pytanie.
— Myślę, że jeśli pociągniemy ten temat dłużej... — Zagryzła wargę, aby nie wrzeszczeć na złośliwca, który bawił się w kotka i myszkę. — To Ministerstwo Magii, może zesłać mnie do Azkabanu za morderstwo pierwszego stopnia.
Roześmiał się wesoło i przyciągnął Hermionę do siebie z głębokim westchnieniem. Jego rozbawiony stan zirytował ją na tyle, że niechętnie poddała się jego niemej prośbie uścisku, ale gdy tylko jej zarumieniony policzek dotknął jego skóry...
Mogłabym tu leżeć do końca życia.
— Chciałbym ci odpowiedzieć, Hermiono — powiedział cicho, poważnym głosem. — Rzecz w tym, że sam nie wiem. — Pogładził jej plecy opuszkami palców w delikatnej pieszczocie, odchrząkując z rozbawieniem, gdy włoski na jej całym ciele zjeżyły się, a ramiona pokryły się gęsią skórką. — Zależy mi na tobie, ale nie uważam cię za przedmiot, który powinienem posiąść. — Przyciągnął ją bliżej, a Hermiona wtuliła nos w jego szyję z cichym westchnieniem przyjemności. — Przepraszam, jeśli sprawiłem ci przykrość. Mówiąc, że jesteś moja... — Zacieśnił uścisk na jej tali. — Cóż, powiedzmy, że nie kontrolowałem aparatu mowy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że masz w pełni władzę nad swoim życiem oraz ciałem. To tylko głupie słowo, wysapane podczas chwili rozkoszy, to wszystko.
Hermiona milczała przez dłuższą chwilę, słuchając szybkiego bicia jego serca, które z każdą sekundą jej milczenia poruszało się gwałtowniej i mniej regularnie. Nie chcąc, aby niepewny siebie czarodziej dostał zawału, uniosła głowę, by na niego spojrzeć i złożyła mały pocałunek na jego zaciśniętych wargach.
— Podobało mi się. — Wzruszyła ramionami. — Poza tym, wcale nie poczułam się uprzedmiotowiona. — Założyła czarne pasmo włosów za ucho Severusa, ponieważ strząsnął je na czoło, aby zakryć się przed jej wzrokiem. — To nie czas na niepewność, czarodzieju — parsknęła. — Mamy już formalności i praktykę za sobą. Teraz trzeba ustalić opcje, które będą odpowiadać obu stronom.
Teraz Severus milczał przez długi czas i zrozumiała na czym polega niecierpliwe przebieranie nogami, gdy nadeszła chwila niepewności z jej strony.
— Powiedzmy... — wyszeptał w końcu. — ... że chciałbym na razie sprawdzić z czym TO się je. Mam na myśli ten... związek? Jakkolwiek byś tego nie nazwała... — Pogładził jej rozgrzany policzek długim palcem wskazującym i przekreślił zarys spuchniętych warg. — Chciałbym cię poznać, spotkać się w innym otoczeniu. Oczywiście nie mam na myśli wesela Pottera, bo tamto otocznie przyprawi mnie o nagły przypływ beznadziei, nawet, jeśli wylejesz siódme poty, aby sprawić mi przyjemność.
Hermiona słuchała Severusa w skupieniu, wyłapując słowa, kodując i przetwarzając ich sens w analitycznym umyśle.
— W porządku — uśmiechnęła się czule, będąc jednoczenie wdzięczną za rozwianie jej wątpliwości, jak i zaniepokojoną łatwą konwersacją i bezproblemowym wyciąganiem informacji od Severusa. — Również byłabym zainteresowana poznaniem cię lepiej w innych okolicznościach. — Ściągnęła brwi w skupieniu. — Co powiesz na kolację w tygodniu?
— Myślałem, że to mężczyzna powinien zaprosić kobietę na randkę. — Odwzajemnił uśmiech.
— Tak, w średniowieczu — parsknęła. — To miłe, że chcesz przejąć inicjatywę i wykazać się dżentelmeństwem, ale słowo się rzekło, zaprosiłam cię.
— No dobrze — burknął z niezadowoloną miną. — W takim razie wybiorę miejsce.
— Trzymam za słowo — zachichotała, całując go w nos i parsknęła widząc krzywy grymas na jego twarzy.
— Upodobałaś go sobie, co? — prychnął. — Rozumiem, że ciężko skupić się na reszcie mojej twarzy, skoro wielkość mojego nosa nie pozwala na dostrzeżenie czegokolwiek innego.
— Oj, wybacz! — zaśmiała się, robiąc niewinną minę. — Mój błąd!
Nie zdążył odpowiedzieć, zanim jej usta musnęły jego. Protest również nie nadszedł, a zamiast niego, cienkie wargi Severusa rozchyliły się w chęci pogłębienia pocałunku.
Tak...
Mogłabym tu leżeć do końca życia.
Ta noc nie należała do najprzyjemniejszych nocy dla Severusa Snape'a.
Hermiona zgodziła się na wspólny prysznic w niewielkiej łazience, wybudowanej dla potrzeb użytkowników pokoju zabaw.
Był dumny, że udało im się grzecznie umyć spocone ciała, nie dopuszczając do innych aktywności, które można praktykować w ciasnym prysznicu...
Jego samokontrola osłabła, gdy kusząca wiedźma wyszła z kabiny, poruszając uwodzicielsko biodrami. Jej nagie ciało świeciło od skroplonej na skórze wody, a miękkie krągłości podskakiwały, wołając o atencję.
I dał jej atencję. Chwycił jej talię w żelaznym uścisku, podnosząc wiedźmę z większym wigorem, niż mógł się po sobie spodziewać i rzucając jej ciepłe ciało na zmiętą pościel.
Pokazał jej po raz kolejny, że Severus Snape uczy się niezwykle szybko. Bezsensowny bełkot wydobywający się z jej ust, gdy pieprzył ją brutalnie, dociskając jej młode ciało do materaca, był jednoznacznym dowodem na jego pojętność.
Mimo osiągniętej satysfakcji, reszta nocy nie należała do najprzyjemniejszych.
Nie dość, że chłodne powietrze przeziębiło mu zatoki, to jeszcze, parszywe, świecące robale urządziły sobie wzniosły koncert na roślinie doniczkowej, stojącej przy jego połowie łóżka.
Doświadczenie seksu z Hermioną i ... em... samym sobą? Określiłby jako porażkę, gdyby czarownica była niezadowolona. Po jej rozklekotanym stanie mógł uznać, że teoretycznie jego plan nie poszedł na marne.
Własne odczucia pozostawię dla siebie.
Upewnił się w przekonaniu, że nie warto dzielić się wiedźmą, nawet z samym sobą...
Oh, kurwa, to brzmi fatalnie...
Tak czy inaczej, efekt był zadowalający, a doznania przednie. Koniec tematu, nigdy więcej do tego nie wracajmy!
Mimo beznadziejnego poranka, który rozpoczął się kaszlem, kichaniem i drapaniem w gardle, musiał przyznać, że nocna rozmowa z Hermioną podniosła go na duchu. Wielokrotnie zastanawiał się, jak odbierze jego zainteresowanie pogłębieniem relacji. Najwyraźniej nie miała nic przeciwko, a nawet przyznała się do podobnych pragnień.
Tylko czekam, aż coś się spierdoli, bo pomyślność w ostatnich działaniach jest wręcz nieprawdopodobna.
Hermiona chrapała w poduszkę, odwrócona do niego plecami. Miał ochotę przyciągnąć ją do siebie i zażądać szczegółowego opisu jej uczuć względem niego, jednak stłumił ciekawość. Dociekliwe zaczepki mógłby zniechęcić wiedźmę do wspólnie spędzonych chwil. Przerwanie jej snu wiązało się z nieuniknionym odpuszczeniem pokoju zabaw, czego oczywiście nie chciał.
Może i temperatura pomieszczenia pozostawia wiele do życzenia, ale przynajmniej mam przy sobie Hermionę.
Z nagłym impulsem, zbliżył się do sąsiedniego ciała i wtulił nos w kokon splątanych loków. Hermiona zamruczała cicho, odwracając się w jego ramionach i obwiązując swoje własne wokół talii Severusa.
Zmienił zdanie odnoszące się do dzisiejszej nocy.
Nie ma nic lepszego, niż wyjątkowa, niesamowita i ciepła wiedźma, która zdecydowała się wtulić swoje ciało w twoje, mimo, iż na to nie zasługujesz.
— Wracaj tu, kobieto! Nie będę cię gonić w negliżu!
Wrzask męskiego głosu rozniósł się po korytarzu, zatrzymując Hermionę i Severusa w miejscu.
Postanowili zjeść śniadanie we wspólnej jadalni, dostosowanej do pomieszczenia wszystkich weekendowych mieszkańców Onca.
— Myślisz, że to coś poważnego? — szepnęła Hermiona, wychylając głowę zza ściany, aby zlokalizować krzykaczy. — Ta sytuacja łudząco przypomina mi kłótnie skrzatów i zapewniam, że nie mam zamiaru umrzeć ze śmiechu przed śniadaniem.
Severus westchnął z rezygnacją i rzucił Hermionie porozumiewawcze spojrzenie.
— Sprawdzę to, nie ruszaj się — powiedział cicho i ruszył w kierunku sprzeczających się głosów.
— Żartujesz?! — pisnęła Hermiona. — Bardziej od niechętnego umierania, nie mogę sobie wyobrazić przegapienia powodu do śmiechu! — powiedziała chichocząc i idąc w ślady sfrustrowanego bruneta.
Wyszli zza zakrętu, wpadając na zdenerwowanego Lucjusza, usiłującego zakryć prawie całkowicie nagie ciało przed ich wzrokiem.
— Oh, daj spokój Luc — parsknęła Hermiona. — Już to wszystko widziałam.
— Zdaje sobie z tego sprawę, Hermiono — warknął Lucjusz. — Severus, jednak, nie widział i zdecydowanie wolałbym mu tego oszczędzić.
— Dodam, że mnie się pomysł Lucjusza podoba — prychnął Severus ze zniesmaczonym grymasem na ustach.
— Co się stało? — zapytała poważniej, przyglądając się niedbałemu wyglądowi blondyna. — Wiesz, że na całym ciele masz ślady paznokci?
Lucjusz zarumienił się, ale jego twarz nabrała stanowczego wyrazu.
— Ta wiedźma, to diablica! — wrzasnął, wymachując ramionami rotacyjnym ruchem. — Nie zdajesz sobie sprawy z tego co potrafi!
— Chwalisz się czy żalisz? — zapytał neutralnie Severus.
— Sam nie wiem! Nie byłem na to przygotowany!
— No dobrze... — Hermiona westchnęła i rozejrzała się po korytarzu w poszukiwaniu szamanki. — Gdzie jest Aclla?
— Uciekła. — Lucjusz zacisnął wargi w cienką, niezadowoloną linie. — Obraziła się, bo skomentowałem jej bezsensowne przywiązanie do natury. Drzewo można spalić, tak? Więc nie jest niczym wyjątkowym... Na Merlina, czym się tu zachwycać?
— Przyszło ci do głowy, że ciebie też można spalić, Lucjuszu? — Hermiona warknęła zwierzęco i zmierzyła go od stóp do głów. — Czy to czyni z ciebie kogoś mniej wyjątkowego od niedopitej wody, którą zostawiłam na stoliku nocnym?
Lucjusz naburmuszył się i założył ramiona na piersi.
— Jesteś kompletnym kretynem — powiedział Severus z głębokim parsknięciem. — Lepiej jej poszukaj i wymyśl dobry sposób na przeprosiny. — Pokręcił głową. — Aclla od dziecka przywiązywała wagę do fauny i flory amazońskiej puszy, ponieważ jest to ściśle związane z jej magią. Obrażając jej kulturę, przyzwyczajenia, wierzenia oraz tradycje, okazujesz jej bezpośredni brak szacunku. — Severus wyprostował się i zmrużył na niego oczy. — Teraz znajdziesz ją, przeprosisz i nigdy więcej nie popełnisz tego samego błędu — uniósł brew na obrażony wyraz na twarzy Lucjusza. — A jeśli tego nie zrobisz... Sprawdzę teorie Hermiony i okaże się czy palisz się równie radośnie, co drzewo o którym wspomniałeś.
Lucjusz wyglądał na zakłopotanego i westchnął z widocznym wysiłkiem.
— Tak jest, proszę pana — sarknął z ponurym spojrzeniem i ruszył w pogoń za peruwiańską pięknością.
Hermiona z rozbawieniem obserwowała nagie pośladki Lucjusza, podskakujące podczas żwawego kroku, a Severus usilnie starał się skupić wzrok na czymkolwiek innym.
— To hańba — burknął. — Powinnaś ogłosić surowe kary za szwendanie się nago po ogólniedopstepnych miejscach.
— Wiesz, że niektórych zachęciłoby to jeszcze bardziej? — Wskazała palcem na plecy oddalającego się czarodzieja. — Na przykład jego. Ma słabość do przyjmowania kar. — Uśmiechnęła się z wdzięcznością. — Dziękuję za wstawienie się za Acllą, Severusie. Ona wiele dla mnie znaczy.
Skinął głową, odwzajemniając uśmiech i poprowadził ich na śniadanie.
Jadalnia została wypełniona pysznie pachnącymi potrawami, przygotowanymi przez skrzaty. Zapach zwabiał czarodziejów, którzy zdecydowali się zejść na dół, podobnie, jak Severus z Hermioną. Większość weekendowych bywalców rozsiadła się przy stole długim na kilka metrów, a reszta zajęła miejsca na wygodnych fotelach przy oknie wykuszowym z widokiem na zieloną dżunglę i popijała aromatyczną, brazylijską kawę.
— Udana noc? — zapytała Pansy Parkinson posępnym głosem, gdy przysiedli się obok niej, aby rozpocząć śniadanie.
— Nie narzekam — szepnęła z uśmiechem Hermiona, zerkając kątem oka na spiętą sylwetkę czarodzieja. — Uznałabym doświadczenie, jako przydatne i zdecydowanie pouczające.
— A czego się nauczyłaś, Granger? — fuknęła Pansy. — Wątpię, żeby świeżak pokazał ci więcej z dziedziny dominacji i uległości, niż sama już widziałaś. — Pansy spojrzała na Hermionę krytycznie i rozszerzyła oczy ze zdumieniem, gdy zobaczyła złośliwy uśmieszek Hermiony. — Nie gadaj... — powiedziała ściszonym do szeptu tonem. — Powiedz mi.
— Mogłabyś namówić Draco, aby zaśpiewał mugolski hymn Anglii, a ja i tak nie pisnęłabym słowa. — Uśmiechnęła się z politowaniem. — To sprawa o zbyt intymnym charakterze, aby usłyszały o niej twoje uszy.
— Okrutna, perfidna gęś — warknęła brunetka z gniewnym spojrzeniem. — Wiesz, że będę sobie dopowiadać i wyobrażać mrocznego mistrza eliksirów, który pokazuje ci jak poprawnie korzystać z korzenia mandragory. — Przerwała nagle, widząc zniesmaczenie na twarzy Hermiony i Severusa. — No co? Są długie, bulwiaste...
— Jeśli za chwile się nie zamkniesz, Parkinson — wycedził spokojnie Severus. — Będę zmuszony cię wyciszyć. Jem śniadanie, a twoje paplanie mi przeszkadza.
— Nie umiecie się bawić — prychnęła i wstała. — Czekam na zaproszenie do następnej sceny. — Mrugnęła do Severusa, nachylając się nad stołem, aby tylko oni mogli ją usłyszeć. — Może dowiem się w końcu, co takiego masz pod tą złowieszczą szatą, Snape.
— Po moim trupie — burknęła Hermiona, wbijając widelec w kawałek kiełbaski z taką zawziętością, jakby zrobiła jej personalną krzywdę.
— Zmiażdżysz talerz, jeśli tak dalej pójdzie — powiedział zdawkowo Severus, obserwując jej poczynania.
— Wiem, że Pansy tylko się droczy, ale i tak nie powinna zwracać się do ciebie w taki sposób. To mnie drażni.
— Bo jesteś zazdrosna — stwierdził fakt i nałożył kolejną porcję jajecznicy, smażonej na maśle.
— Nie jestem — szepnęła. — Zazdrość, to brak zaufania. — Wzruszyła ramionami. — Ja jestem po prostu przewrażliwiona, jeśli ktoś wkracza na moje terytorium.
— Jedno i to samo — powiedział cicho pod nosem.
Jedli w przyjaznej ciszy, co jakiś czas wymieniając spojrzenia i porozumiewawcze uśmiechy, słuchając rozmów otaczających ich osób. Nagle drzwi do jadalni otworzyły się, uderzając gwałtownie o ścianę. Roztrzęsiony Harry wbiegł do pokoju z opętanym wzrokiem. Zarówno jego biała koszula, jak i ręce były umazane krwią.
— Ginny — powiedział łamiącym się głosem. — Proszę, pomóżcie Ginny.
Czarodzieje zasiadający przy stole zerwali się na równe nogi, gdy wybraniec osunął się na ziemię, tracąc przytomność.
