Witam Was serdecznie w moim tłumaczeniu! Mam nadzieję, że przypadnie Wam ono do gustu, i polubicie tę historię tak bardzo, jak polubiłam ją ja.
Oryginał nosi tytuł "The Train To Nowhere" i został napisany przez cudowną MayMarlow, która udzieliła mi zgody na wykonanie tego tłumaczenia.

Dlaczego właściwie mama jest zawsze taka surowa? – Harry Potter, ośmiolatek, spytał ponuro.
- Mama po prostu się o ciebie martwi – James Potter, trzydziestojednoletni ojciec Harry'ego i obecny dozorca, odpowiedział wymijająco. - Nie powinieneś był mówić synowi Artura, że w jego włosach jest pająk. Dobrze wiesz, że boi się pająków. To było wredne.

- Ale ty się śmiałeś – powiedział Harry zarozumiale – Widziałem cię. Wujek Syriusz też się śmiał. I to głośno. Poza tym, Ron powiedział, że oszukiwałem w szachach. A nawet jeśli to zrobiłem, to wciąż nie znaczy, że powinien mnie o to oskarżać. Mama jest nierozsądna. Jak uziemienie mnie ma pomóc?

- Harry – powiedział James, zwalczając cisnący mu się na usta uśmiech. – W tym życiu, nie możesz wszędzie robić sobie wrogów. Czemu ty i Ronald nie możecie po prostu bawić się grzecznie?

- Bawimy się grzecznie.

- Tylko kiedy obłudne siostrzeństwo jest tutaj dla ciebie, żeby sprzymierzyć się z juniorem.

- Mama nie lubi kiedy nazywasz Malfoyów w ten sposób – wytknął harry. – To dlatego, że są szanowaną czysto krwistą rodziną. Którą nie jesteśmy my. James westchnął ciężko, czując się zarówno smutnym jak i sfrustrowanym.

- Harry – powiedział – Lily jest trochę wrażliwa z powodu, że ona nie jest, cóż, czystej krwi. Jej rodzice byli mugolami, jak sam wiesz. Ale nie oznacza to, że jesteś gorszym czarodziejem od Draco Malfoya czy Ronalda Weasleya.

James całkowicie wierzył w to co powiedział, i mógł tylko mieć nadzieję, że pewnego dnia Lily dojrzeje by widzieć rzeczy w ten sam sposób. Było to jednak mało prawdopodobne jako mimo iż on sam nigdy nie był jednym do przykładania dużej wagi do czystości krwi, większość ludzi przykładała jej do niej zdecydowanie za dużo. Ich świat, ich społeczeństwo, było oparte na władzy, fortunie i czystości krwi. I nawet jeśli Potterowie mieli wystarczająco władzy i pieniędzy, żeby mierzyć się z najstarszymi Rodami, wybór Jamesa żeby poślubić Lily odebrał ich status całkowicie czysto krwistej rodziny.

Czarny Pan, ich przywódca, był tym, który ustawił ich społeczeństwo takie jakim było. Ludzie nauczyli się w nim żyć, ale wciąż było kilku rebeliantów pozostających w ukryciu, mówiących o zjednoczeniu z Mugolami i nazywających Czarnego Pana mordercą. Którym był, ale, cóż… po wojnie i wciąż trwających bitwach… Kto nie był?

- Nie chciałem doprowadzić Rona do płaczu – Harry przyznał po długiej chwili ciszy – Wcale a wcale.

- Więc przeprosisz – powiedział James, zelżony, że rozwiązali ten problem tak łatwo.

- Nie – Harry zaprzeczył i pokręcił głową – Mam karę. Albo przeproszę albo dostaję karę. Nie możesz mieć obydwu, tatusiu.

- Jasne – mruknął James, nie będąc pewnym co zrobić. Lily była od niego dużo lepsza w tym całym 'negocjowaniu z Harrym'. – Co ty na to, żebyś uciął sobie teraz drzemkę, a-

- Mama mówi, że nie mogę ucinać sobie drzemek bo później nie będę mógł zasnąć w nocy. – Harry powiedział rozważnie – I nie ma nawet jeszcze osiemnastej.

- Twój syn to bystrzak – nowy głos zadeklarował, i dwaj Potterzy odwrócili się by zobaczyć Syriusza Blacka stojącego w drzwiach od sypialni Harry'ego. Czarne szaty mężczyzny były pokryte brudem i błotem, a biała maska którą trzymał była pęknięta.

- Wyglądasz jakbyś przybywał świeżo po walce – zauważył James, wstając – Wszystko okej?

- Będą siniaki, ale nic więcej – odpowiedział Syriusz, uśmiechając się w stronę Harry'ego. – Cześć Harry!

- Cześć wujku Syriuszu – odpowiedział Harry. – Co to bystrzak?

- To może my pójdziemy do biblioteki i opowiesz mi w jakiej walce brałeś udział? – James pośpiesznie wciął się w ich wymianę zdań; Lily zabiłaby go, gdyby po powrocie z pracy odkryła, że jej małe dziecko nauczyło się czegoś, czego zdecydowanie by nie lubiła. – Harry…

- Zostanę tutaj – skłamał Harry, szerokie zielone oczy spoglądające na jego ojca niewinnie. - Wezmę książkę i poczytam.

- Grzeczny chłopiec - Pochwalił go James i opuścił pokój z Syriuszem depczącym mu po piętach. Harry poczekał ładnych parę minut zanim podążył ich śladami.

Harry, jedyne dziecko Potterów, nie był za bardzo wyjątkowym dzieckiem. Większość ludzi miała w zwyczaju zapominać o nim tak szybko, jak tylko jak tylko znikał im z oczu. Kiedyś było to dla niego bardzo przykre, ale Harry nauczył się z tym żyć – dawało mu to możliwość robienia czego tylko chciał przez większość czasu. Jedyną osoba, która zdawała się być nieustannie świadomą jego poczynań była jego matka, która, Harry był tego pewien, miała oczy dookoła głowy.

Ojciec Harry'ego był aurorem- zawód, który nie był tak olśniewający jak Harry z początku myślał. Z tego co słyszał, polegał on głównie na podróżowaniu dookoła świata i robieniu czego co sprawiało, że jego mama wyglądała na bardzo zmartwioną każdego dnia. Lily, mama Harry'ego, była uzdrowicielką specjalizującą się w poważnych uszkodzeniach mięśni spowodowanych klątwami. To było obrzydliwe i Harry nie chciał o tym wiedzieć więcej, niż już wiedział. Bycie uzdrowicielem było pracą, która zabierała jej większość dnia, a czasem nawet i nocy, ale Harry'emu nie za bardzo to przeszkadzało. Kiedy była mały tęsknił za swoimi rodzicami cały czas, ale teraz już się do tego przyzwyczaił.

Chłopiec przekradł się po cichutku przez korytarz w stronę biblioteki i niepostrzeżenie wślizgnął się do środka, szybko chowając się za regałami.

-… powiedział, że wszystkie Szlamy powinny być zabite, ale to jest po prostu szaleństwo – Mówił Syriusz – Więc pojedynkowaliśmy się przez chwilę, to tyle.

- Carrow zawsze był trochę nie ten tego - odpowiedział mu James. – Tylko nie mów o tym Lily, Wiesz jaka przewrażliwiona jest na punkcie swojej krwi.

- Jasne. Wiesz, nie mogę powiedzieć, że lubię Mugoli, ale jak dla mnie czarownica to czarownica, pieprzyć pochodzenie. Lily jest jedną z najlepszych czarownic, jakie kiedykolwiek znałem!

- Dzięki. Mimo wszystko martwię się o Harry'ego.

- Jak to? – Spytał Syriusz, brzmiąc na zaniepokojonego. – Wszystko z nim w porządku, no nie?

- Czasem po prostu odnoszę wrażenie, że Harry… Sam nie wiem. Tak jak Lily, czuje się gorszy z powodu swojej krwi – przyznał niepewnie, a w swoim ukryciu Harry zaczerwienił się z zażenowania.

- Harry nie ma o co się martwić – zapewnił go Syriusz – Bycie półkrwi w dzisiejszych czasach jest popularne, biorąc pod uwagę, że Czarny Pan jest jednym z nich. Beau Monde uwielbiają i pochwalają… przynajmniej pozornie.

- Ludzie o tym nie mówią! – Wysyczał James – Naprawdę, Syriuszu! Jak na Śmierciożercę twój brak szacunku jest niedorzeczny. Nikt nie rozmawia o przeszłości Czarnego Pana, wiesz o tym!

- Wyluzuj James, nie zamierzam dołączyć do buntowników nawet jeśli pożartuję sobie od czasu do czasu. - Harry mógł wtedy usłyszeć odgłos uderzenia i skomlenia z bólu, a zaraz potem krótki urywany śmiech.

- Tyle się dzieje ostatnio – powiedział James po chwili milczenia. – Polityka, ekonomia… Dziesięć lat temu wszystko wyglądało inaczej!

- Nie zapatruj się na przeszłość – poradził Syriusz. – Po prostu skup się na swojej rodzinie i wyciśnij jak najwięcej z życia. I trzymaj się z daleka od buntowników. Są paskudni. Im więcej ich porywamy, tym bardziej szaleni zdają się stawać.

- Widzą Mrocznych czarodziei na każdym kroku – zgodził się James ponuro – I nie da im się wbić do głowy niczego sensownego. Czarny Pan postępuje dobrze, zabijając ich.

- To czy jest to dobre, czy złe, nie ma tak naprawdę znaczenia – powiedział Syriusz wzdrygając się przy tym. – Czarny Pan tak rozkazał, więc tak się stanie. Dobro i zło są tylko łatkami przypinanymi już po szkodzie.

- Niektórzy przeklęliby cię za twoje słowa

- Ale nie ty.

- Nie – cicho przyznał mu rację James – Nie ja.

Harry pozostał siedząc w swojej kryjówce za regałami na długo po tym jak jego tata and ojciec chrzestny wyszli. Biblioteka była ciemna i całkiem chłodna, a kamienna podłoga nie była wygodna do siedzenia, ale zwyczajnie nie chciało mu się wtedy wstawać. Czuł się niepewnie, trwogo. Jakby zaraz miało wydarzyć się coś złego a on miałby mieć kłopoty. Ale najbardziej, czuł się samotny.

To nie tak, że nie miał przyjaciół, miał. Ron Weasley, najmłodszy syn rodziny Weasleyów, był dobrym przyjacielem nawet jeśli czasami był trochę denerwujący. Draco Malfoy był lalusiem, ale fajnym lalusiem a jego szydercze komentarze były bezcenne. Odkładając na bok okazyjne kłótnie, Harry uważał ich obydwu za swoich przyjaciół. Więc nie, samotność nie wzięła się z braku przyjaciół. Prędzej brak określonego typu przyjaciół sprawiał, że czuł się samotny. Chciałby mieć najlepszego przyjaciela. Jak jego tata miał wujka Syriusza a Draco miał Theo Notta.

'Zakładam, że jestem bardziej jak mama' Pomyślał wtedy Harry. Lily nie miała przyjaciół. Była przyjazna, to fakt, ale też trochę zdystansowana od wszystkich z wyjątkiem jej męża i syna. 'Nie sądzę, aby i ona miała najlepszego przyjaciela'.

Wzdychając ze zmęczenia, Harry w końcu wstał, żeby opuścić bibliotekę. Jeśli dopisywało mu szczęście jego tata wciąż myślał, że czytał, i pozwoli mu dzisiaj przez chwilę polatać, mimo iż był już całkiem późno. Pełen nadziei, Harry odwrócił się aby podejść do drzwi, kiedy coś przykuło jego uwagę.

Książka.

Była częściowo zakryta przez kilka innych zakurzonych książek, ale wciąż zdawała się w jakiś sposób odstawać od reszty. Harry wysunął książkę z półki, żeby lepiej jej się przyjrzeć, i skrzywił się na widok starej i znoszonej skórzanej okładki, która nie ujawniała ani tytułu, ani imienia autora.

- Paniczu Harry – skrzekliwy głos rozległ się za nim, strasząc chłopca. Harry szybko wepchnął książkę tam, gdzie była, zanim odwrócił się, żeby ujrzeć skrzata domowego wpatrującego się w niego. – Pan James życzy sobie, żeby Panicz Harry znajdował się w pokoju Panicza Harry'ego.

- Dziękuję za przypomnienie, Vurney – odpowiedział Harry, zastanawiając się, co jego tata mógł od niego chcieć. – Pójdę. Czy tata wyglądał na złego?

- Nie, Paniczu Harry – odpowiedział skrzat domowy, a przez Harry'ego przeszła fala ulżenia. Odprawił skrzata i opuścił bibliotekę udając się w stronę swojej sypialni, gdzie zobaczył swojego tatę. Pomimo tego, co powiedział skrzat domowy, mężczyzna wyglądał na trochę zirytowanego.

- Gdzie byłeś? – zapytał James kiedy tylko Harry przekroczył próg pokoju. – Nie mówiłeś przypadkiem, że miałeś książkę, którą chciałeś poczytać?

- Nudziło mi się – odpowiedział Harry, siadając na swoim łóżku i nie wypowiadając się więcej na temat gdzie był. – Czy wujek Syriusz już wyszedł?

- Tak. Wujek ma… pracę. Robi się późno, jesteś głodny? Powinieneś być już w łóżku. Lily wróci do domu jutro rano, więc oboje chodźmy spać i wstańmy wcześnie, żeby ją przywitać.

- Nie jestem zmęczony. Nie jestem głodny – przyrzekł Harry i skończył ukrywając ziewnięcie za swoją dłonią. James uśmiechnął się czule i poszedł wyjąć jego piżamę. – Chcę przywitać się z mamą jak wróci.

- przywitasz się. Teraz przebierz się w to i wyszoruj zęby. Chcesz posłuchać bajki na dobranoc?

- Unh – Harry pokiwał głową. – Coś ekstra. Draco mówi, że jego tata widział Czarnego Pana. Też go widziałeś? Powiedział do ciebie cokolwiek? Jak on wygląda?

- Cokolwiek związanego z Czarnym Panem raczej nie zalicza się do opowieści na dobranoc – powiedział James sucho – Powinieneś przestać słuchać co mówi Draco, Harry.

- Opowiedz mi w takim razie o Hogwarcie – rozkazał Harry. – Będę tam szedł za parę lat, prawda?

- Może – odpowiedział James – Hogwart jest najpiękniejszym miejscem jakie kiedykolwiek widziałem.

- Wujek Syriusz mówi, że Smarkerus jest nauczycielem w Hogwarcie – Przerwał mu Harry, mrugając sennie – Co to jest Smarkerus?

- Smarkerus to, er, przezwisko. Osoby. Mężczyzny. Jego prawdziwe imię to Severus Snape.

- Czy on też jest Smierciożercą? Czy ty jesteś?

- On jest, ja nie – westchnął James. – Wszyscy ci, którzy noszą Mroczny Znak – symbol lojalności zdobytej podczas Wielkiej Wojny – to Śmierciożercy. Bardzo niewielu zostaje oznakowanych w dzisiejszych czasach. Wyjątkowi ludzie. Ludzie, którzy osiągają wielkie rzeczy na polu bitwy.

- Jak bohaterowie? Wojenni bohaterowie? – mamrotał Harry, jego oczy już dawno zamknięte. James przełknął ślinę, a jego usta wykrzywiły się w gorzkim uśmiechu.

- Tak – odpowiedział. – Bohaterowie.

Harry obudził się z towarzyszącym mu uczuciem kogoś gładzącego go po włosach. Mógł wyczuć lekką woń lawendy i wiedział, że to była jego mama, siedząca przy jego łóżku. Z uśmiechem, mając wciąż zamknięte oczy, Harry przesunął się bliżej do miejsca gdzie siedziała. - Jesteś w domu – chłopiec odetchnął uradowany.

- Stęskniłeś się za mną? – spytała Lily czule. – Chodź, kochanie. Czas się obudzić i zacząć nowy dzień. Robiłeś wczoraj cokolwiek produktywnego?

- Nie za bardzo.

- W takim razie co ty na to, żebyśmy poszli później razem do biblioteki? Wybierzemy ciekawe książki do poczytania i spędzimy miło wieczór.

- Miałem obudzić się zanim wrócisz, ale nie mogłem – poskarżył się Harry, w końcu otwierając swoje oczy. Spojrzał na swoją mamę, której włosy były czerwieńsze niż je zapamiętał, a oczy tak zielone, jak jego własne. – I jaką książkę bym czytał? Nie chcę nic nudnego. Nie możemy zamiast tego wyjść na miasto? Na ulicę Pokątną albo gdzieś? I kupić nowych książek?

- Kiedy indziej – obiecała Lily. – Mam trochę papierkowej roboty do zrobienia. Jeśli nie chcesz niczego z biblioteki, możemy znaleźć coś innego. Otrzymałam zbiór wypracowań od przyjaciela i jedno z nich jest o Hogwarcie—

- O czym są pozostałe?

- To niegrzeczne przerywać innym, Harry. Nie rób tak więcej.

- Przepraszam – wymamrotał Harry, zerkając ostrożnie na matkę, zanim odezwał się znowu. – O czym są pozostałe wypracowania jeśli tylko jedno jest o Hogwarcie?

- O innych szkołach – odpowiedziała Lily. – Salem, Durmstrang, Beauxbatons... Jest około tuzina magicznych szkół na świecie.

- Słyszałem o Durmstrangu – powiedział Harry. – Draco mówi, że to najlepsza szkoła i że chce tam pójść ale jego mama chce, żeby uczęszczał do Hogwartu. Dlaczego Durmstrang jest lepszy od Hogwartu? Dlaczego ty i tata uczyliście się w Hogwarcie, skoro Durmstrang jest lepszy?

- Durmstrang ma reputację uczenia Czarnej Magii, i nie przyjmuje uczniów urodzonych w mugolskich rodzinach – Lily wyjaśniła po cichu. – Mówi się także, że jest to szkoła, którą Czarny Pan okazjonalnie odwiedza i z której wybiera potencjalnych Śmierciożerców.

- Mogę tam iść? – Spytał Harry – Do Durmstrangu oczywiście. Czy jest ładny? Tata mówi, że Hogwart jest najładniejszą szkołą.

- Nigdy tam nie byłam – powiedziała delikatnie Lily. – Jeśli pójdziesz do Durmstrangu, skarbie, nie będziesz samotny? Z tego co wiem, wszyscy twoi przyjaciele będą iść do Hogwartu.

- Ale jeśli Durmstrarng jest lepszy...

- Jest jeszcze o wiele za wcześnie, w każdym razie, żebyś myślał o szkole.

- Ale!

- Kiedy skończysz dziesięć lat – powiedziała Lily – Zabiorę… James zabierze cię, żebyś zobaczył Durmstrang i parę innych szkół, i wtedy wybierzesz tą, do której chcesz się zapisać. Co o tym sądzisz?

- To za dużo czekania – nadąsał się Harry i jego matka parsknęła zanim posłała swojemu jedynemu synowi spojrzenie pełne miłości.

Wtedy, wszystko było perfekcyjne.

Wtedy, wszystko było normalne.

Do czasu kiedy skończył dziesięć lat, Harry dawno już zapomniał o obietnicy swojej matki. Jego impreza urodzinowa nie była ekstrawagancka i prosił o to, żeby zaprosić inne dzieci – jego przyjaźń z Draco i Ronem oziębiła się w ciągu dwóch ostatnich lat i minęły miesiące od kiedy ostatnio chociażby opuścił swój dom.

James i Lily byli bardzo zmartwieni, ale nie mogli zmusić go do spędzania czasu z innymi dziećmi, jeśli sprawiało to, że czuł się niewyobrażalnie niekomfortowo. Jedyną zaproszoną osobą był Syriusz który, pomimo swojego głośnego i nieprzyjemnego wejścia oraz sterty owiniętych w jasny papier prezentów, które lewitował za sobą, był tak samo zmartwiony.

- Jest samotny – wyszeptał Syriusz do Jamesa jakiś czas później. – Widzę to, James.

- Naprawdę nie za wiele mogę zrobić – westchnął James w odpowiedzi. – Harry nie chce spędzać czasu z innymi dziećmi. Próbowaliśmy go do tego nakłonić, ale on po prostu… To nie wychodzi ani trochę.

- Może powinniście zapisać go na jakieś zajęcia? - zaproponował Syriusz.

- Niby jakie? Jedyne co robi to czyta i lata kiedy pogoda jest ładna.

- Czyta? Nie staje się jakimś Lily-klonem, prawda?

- Znikome – prychnął James. – Lily kochała naukę. Harry uwielbia historie i baśnie. Eliksiry, teoria magii, zielarstwo; to go nie interesuje. Ale daj mu tylko tą głupią książkę Barda Beedle'a…

- Pamiętam tą książkę – Syriusz uśmiechnął się. – Uwielbiałem ją – wciąż ją uwielbiam, właściwie. „Baśnie Barda Beedle'a". Miałem w zwyczaju transfigurować okładkę, żeby wyglądała jak podręcznik od zaklęć.

- Stare dobre czasy – powiedział James – Pamiętasz Dumbledore'a?

- Kto go nie pamięta?

- Był przeciwko Czarnemu Panu. Wszyscy myśleliśmy, że ma szansę go pokonać, na początku.

- Wiesz – Syriusz westchnął z – Ten świat z pewnością wyglądałby bardzo inaczej gdyby Dumbledore nie zginął pod koniec naszego piątego roku.

- Był dobrym człowiekiem – powiedział James.- Idealistycznym i głupim, ale także potężnym i życzliwym.

- Nie rozmawiałem z nim za dużo – powiedział Syriusz. – Raz, kiedy poszliśmy z nim porozmawiać o – cóż, pamiętasz tego chłopca wilkołaka, którego odkryliśmy na naszym trzecim roku? Jak myślisz, co się z nim stało?

- Pewnie martwy. Wciąż nie mogę uwierzyć, że Dumbledore pozwolił wilkołakowi żyć w Hogwarcie i udawać, że był człowiekiem.

- Cóż, Smarkerusowi także pozwolił, a nie ma mowy, że ta poczwara jest do końca człowiekiem. Musi być odrobinę ze ślimaka w jego DNA.

- To zbyt odrażające, bym o tym myślał – zadeklarował James, chociaż nie był w stanie zachować poważnej miny. – Nie mogę jednak powiedzieć, że się nie zgadzam.

- Czy wiesz co faktycznie się z nim stało?

- ze Snapem?

- Nie, idioto. Z wilkołakiem. Naprawdę myślisz, że nie żyje?

- Jeśli miał szczęście, to tak. Jeśli nie, to pewnie został zesłany do jednego z tych obozów humanizacyjnych dla wilkołaków.

- Co dałeś Harry'emu? – zapytał wtedy Syriusz, po chwili ciszy podczas której obserwował swojego chrześniaka po drugiej stronie pokoju. – Chciałbym móc dać mu przyjaciela. Kupiłem mu prawie wszystko inne w zamian.

- Lily powiedziała, że chce aby Harry poszedł do Durmstrangu jeśli to możliwe – powiedział cicho, poważnie James. – Powiedziała, że zasugerował to pierwszy, a ona z czasem polubiła ten pomysł. Może znajdzie tam dzieci, z którymi może się związać. Szczerze to wolałbym, żeby poszedł do Hogwartu. Powinienem był wiedzieć, że Lily będzie chciała Durmstrang dla Harry'ego, chociażby po to żeby podkreślić fakt, że Harry nie jest – Że Harry nie jest jak ona.

- Durmstrang ma swoją reputację – powiedział Syriusz kiwając głową. – To pomogłoby Harry'emu w przyszłości niezmiernie, jeśli zostałby uczniem Durmstrangu. Słyszałem, co prawda, że mają jakiegoś rodzaju egzamin wstępny.

- Oczywiście, że mają.

- Co zamierzasz z tym zrobić?

- Muszę porozmawiać z Harrym i może będę mógł mu załatwić wcześniej różdżkę.

- Będziesz go szkolić?

- Nie bardzo, ale nauczę go podstawowych zaklęć jakie każde inne czysto krwiste dziecko mogłoby, albo powinno znać.

- Też mogę dać mu kilka lekcji, jeśli chcesz – zaoferował Syriusz. – Albo moglibyśmy znaleźć mu korepetytora.

- Właściwie to korepetytor byłby świetny – powiedział podekscytowany James, - Jestem pewien, że Lily pokocha ten pomysł!

- Pokocham co? – powiedziała Lily, która zjawiła się nagle, trzymając tacę na której leżał kawałek ciasta i szklanka mleka. – Zabieram to do Harry'ego, a potem wy mi powiecie o co chodzi.

- Tak, psze pani!

- Korepetytor - Lily odetchnęła, jej oczy szerokie po tym jak James i Syriusz powiedzieli jej o swojej decyzji – Nie mogę uwierzyć, że nie pomyślałam o tym wcześniej! To fantastyczne! Myślicie o kimś konkretnym?

- Popytam w pracy – powiedział James. – Zatrudnianie korepetytorów jest całkiem powszechne. Poproszę o rekomendacje i zobaczę gdzie nas to zaprowadzi.

- Genialnie – wyszczerzył się Syriusz. – Powiecie Harry'emu teraz czy później?

- Ja mu powiem – zaoferowała Lily, wstając i idąc w stronę swojego syna, który wciąż był pogrążony w czytaniu książki leżącej na jego kolanach. Lily usiadła obok niego i owinęła swoja rękę wokół jego ramion.

- Harry, skarbie, mam dla ciebie ważną wiadomość. To coś, czego naprawdę nie mogłeś się doczekać.

- Moja własna biblioteka? – Zapytał Harry, podnosząc podekscytowane spojrzenie. – Albo, albo, Idziemy obejrzeć prawdziwy mecz Quidditcha?

- Nie do końca – odpowiedziała Lily z czułym uśmiechem. – Masz już dziesięć lat, skarbie, i szkoła nie jest już tak odległa. Pamiętasz naszą rozmowę o naszych opcjach? Hogwart i Durmstrang?

- Taaaaak – powiedział niepewnie Harry, nie będąc do końca pewnym czy pamiętał cokolwiek to o czym mówiła jego mama, ale nie chcąc, żeby musiała się powtarzać, bo to prawdopodobnie zakończyłoby się długą lekturą.

- Zdecydowaliśmy, żeby zapisać cię do Durmstrangu. Będzie tam egzamin wstępny, który musisz zdać, ale nie martw się, nie będzie on dla ciebie za trudny – Lily powiedziała mu łagodnie. – Połowa sukcesu leży w przygotowaniach, i to właśnie dlatego twój tata i ja zdecydowaliśmy, żeby kupić ci twoją różdżkę tak szybko, jak to możliwe, a także znaleźć ci korepetytora, który pomoże ci przygotować się do egzaminu.

- Moja różdżka – Harry wciągnął powietrze, podekscytowany. – Tak, mamo! Chcę moją różdżkę! Kiedy idziemy?

- Musisz być odpowiedzialny i ostrożny obchodząc się z nią – poinstruowała Lily. – Żadnych samodzielnych prób używania magii, do czasu aż będziesz starszy, czy to jasne?

- Tak, tak – zgodził się Harry natychmiastowo. – Kiedy pójdziemy? Czy możemy zahaczyć też o Eresy?*

- Esy i Floresy, Harry, nie Eresy. Ale tak, jeśli chcesz, możemy pójść i kupić ci nową książkę. Przygodowa tym razem?

- Zobaczę co Eresy – Esy i Floresy mają na swojej liście rekomendacji. Pani, która tworzą tą listę każdego miesiąca jest geniuszem.

Po drugiej stronie pokoju, James i Syriusz obserwowali rozmawiającą dwójkę, będąc raczej usatysfakcjonowani z nowym postępem. – Pójdę i porozmawiam z Igorem – powiedział Syriusz. – Igor Karkarow. Jest dyrektorem Durmstrangu i Śmierciożercą, więc znam go poniekąd. Wrócę jutro, żeby powiedzieć ci jakie informacje dostałem.

- Już idziesz? – zapytał James, a jego najlepszy przyjaciel pokiwał głową.

- Dużo się dzieje na froncie wojennym – Odpowiedział cicho Syriusz. – Właściwie to jestem całkiem zapracowany, ale po prostu nie mogłem nie wpaść na urodziny Harry'ego, wiesz?

- Dziękuję – powiedział James, odprowadzając Syriusza w stronę kominka. – Trzymaj się i uważaj na siebie, dobrze?

- Zawsze – wyszczerzył się Syriusz, zanim wykrzyczał swoje pożegnania wystarczająco głośno, żeby Harry i Lily je usłyszeli, a potem wyszedł.

- Gdzie w ogóle jest Durmstrang? – James usłyszał pytanie Harry'ego gdy podszedł bliżej.

- Jest nienanoszalny – odpowiedział Lily – Ale najprawdopodobniej gdzieś w Szwecji.

- W Szwecji? Po jakiemu tam mówią?

- Cóż, po Szwedzku, oczywiście.

- Czy muszę się nauczyć szwedzkiego?

- Wątpię – powiedział mu James, siadając na kanapie nieopodal. – Generalnie są około dwa tuziny – cóż, mogłoby być więcej, ale kto wie – szkół na świecie, które uczą magii. Cztery z nich są w Europie. Hogwart jest jedyną, która ogranicza swoich uczniów jedynie do tych, którzy żyją w Wielkiej Brytanii i jest to także jedyna szkoła, która wysyła zaproszenia do swoich uczniów, bez potrzeby zdawania przez nich jakichkolwiek testów. Pozostałe trzy szkoły przyjmują uczniów z całego świata, ale tylko gdy zdadzą test. Wymagany język zależ od instytutu, oczywiście, ale w Europie jedynym wymaganym językiem jest angielski.

- Jakie są pozostałe szkoły?

- Jest na przykład Akademia Magii Beauxbatons we Francji. Mówi się, że to świetna szkoła, mimo że jej program nauczania kładzie większy nacisk na sztukę i etykietę niż na, powiedzmy, pojedynkowanie się. Potem jest Hogwart, którego jus znasz. Trzecia szkoła – i na chwilę obecną wybór numer jeden każdej czysto krwistej rodziny z odrobiną ambicji – to Instytut Magii Durmstrang.

- Jaka jest czwarta szkoła? – Harry zapytał, ciekawy.

- Magiczna Szkoła Zaklęć Flory. Jest ona dla czarownic i czarodziei ze specjalnymi potrzebami – wyjaśniła Lily. – Masz dwie świetne opcje: Hogwart i Durmstrang. Chociaż, oczywiście, Durmstrang byłby lepszy.

- Kiedy pójdziemy kupić moją różdżkę? – Harry ponowił swoje wcześniejsze pytanie, nie będąc pewnym którą szkołę chciałby wybrać.

- Czemu by nie dzisiaj – powiedział James ze wzruszeniem ramion. – Dzień jest wciąż młody i nie mamy żadnych powodów, by czekać. Pójdziemy do Ollivandera, oczywiście – uśmiechnęła się Lily. – Okej, Zbierajmy się!

Ulica Pokątna zawsze była zatłoczona i głośna, co miało w zwyczaju sprawiać, że Harry czuł się słabo – zwyczajnie nie był on przyzwyczajony do widzenia i słyszenia tak wiele na raz. Bycie otoczonym przez ludzi było dziwnie wymęczające.

- Trzymaj się blisko mnie, Harry – powiedziała Lily, jej ręce na jego ramionach.- Nie oddalaj się ode mnie. Najpierw pójdziemy dostać twoją różdżkę.

- Czy dostanę też moją własną sowę za jakiś czas? – Harry chciał wiedzieć kiedy przeszli obok Centrum Handlowego Eyelopa. – Mogę ją dostać; czy mógłbym ją dostać?

- Czy ja właśnie usłyszałam splot przecinka? – Spytała go Lily, uśmiechając się delikatnie – Ale tak, w porządku, dostaniesz jedną. Jeszcze nie teraz… jednak jeśli przejdziesz egzamin wstępny, kupię ci którąkolwiek sowę będziesz chciał.

- Obiecujesz?

- Obiecuję. A teraz, jesteśmy na miejscu.

Sklep przed którym się zatrzymali był dość wąski i nędzny. Schodzące złote litery namalowane wzdłuż drzwi mówiły: Ollivanderowie: Wytwórcy Najlepszych Różdżek Od 382R. Przed Naszą Erą. Pojedyncza różdżka leżała na wyblakłej poduszce za zakurzoną szybą okna wystawowego. Brzęczący dzwoneczek zadzwonił gdzieś w czeluściach sklepu, kiedy weszli oni do środka. To było maleńkie, maleńkie miejsce – ledwo mogące pomieścić ich trójkę.

- Dobry wieczór – rozległ się miękki głos, i stary mężczyzna wyłonił się zza zaplecza, patrząc na nich swoimi szerokimi, bladymi oczami, które świeciły niczym księżyce w tym ponurym sklepie. Stary mężczyzna był denerwujący i przypominał Harry'emu oszustów z jego bajek.

-Potterowie – powiedział wtedy mężczyzna – Trochę wcześnie, ale nie przesadnie. W rzeczy samej, nie przesadnie. Pani Potter - miło znów panią widzieć. Wydaje się jak by to było ledwie wczoraj kiedy sama tutaj pani była, kupując swoją pierwszą różdżkę. Wierzba, dziesięć i ¼ cala, bardzo elegancka. Znakomita do rzucania uroków.

- Tak, panie Ollivander – Lily odpowiedziała dawkowo. – Służyła mi dobrze.

- Dobrze to słyszeć. Dobrze w rzeczy samej. A o to James Potter! Mahoń, jedenaście cali, bardzo poręczna. Trochę więcej mocy i znakomita do transmutacji.

- Tak –odrzekł James niezręcznie. – Jesteśmy tu dzisiaj po różdżkę mojego syna, jednakże. Czy powinniśmy, um, przystąpić do zakupu?

- Oczywiście. Pozwól mi spojrzeć, młody panie Potter – powiedział Ollivander i wyciągnął z kieszeni długą taśmę ze srebrna podziałką. – Która ręka ma moc?

- Prawa.

- Wyciągnij ją w takim razie, o tak. – Zmierzył Harry'emu rękę od ramienia do palca, potem od nadgarstka do łokcia, od ramienia do podłogi, od kolana do pachy i naokoło jego głowy. Kiedy zmierzył, powiedział – Każda różdżka od Ollivandera posiada rdzeń z potężnej magicznej substancji, panie Potter. Używamy włosia jednorożca, piór z ogona Feniksa, i włókien ze smoczego serca. Nie ma dwóch jednakowych różdżek, tak jak nie ma dwóch takich samych jednorożców, feniksów czy smoków. No i, oczywiście, nigdy się nie osiągnie równie pomyślnych rezultatów, używając różdżki innego czarodzieja.

- Czy to postanowione? – Harry zapytał, gdy Ollivander przestał go mierzyć i wziął krok do tyłu.

- Być może nie – mężczyzna odpowiedział wymijająco, zanim sięgnął po pudełko – W porządku, panie Potter. Niech pan spróbuje tej. Buk, włókno ze smoczego serca, dziewięć cali, poręczna i giętka. Po prostu weź ją i machnij. – Harry zrobił właśnie tak, i zamiast zaiskrzyć się, jak wiedział, że powinna, końcówka różdżki eksplodowała z cichym 'bum'. Ollivander zamrugał szybko kilka razy, zanim pokręcił głową.

-Różdżka była za słaba, eh. Klon, siedem cali, pióro feniksa. Dosyć giętka. Spróbuj. – Harry spróbował, ale ledwie zdążył podnieść różdżkę, kiedy ta stanęła w płomieniach, sprawiając że krzyknął i upuścił ją właśnie wtedy, kiedy miska wody została wylana na płonący patyk. Ollivander skrzywił się ponownie i odwrócił na moment, zanim wyciągnął jeszcze kolejną różdżkę.

- Czy ta będzie bezpieczna? – spytała przezornie Lily – Nie chcę, żeby mój syn skończył ranny.

- Tutaj – powiedział Ollivander, podając różdżkę Harry'emu – Heban, 8 i pół cala, włos z ogona jednorożca. Elastyczna. No dalej, no dalej, wypróbuj ją. – Harry spróbował. I spróbował. I spróbował jeszcze kilka razy, z bardziej lub mniej destrukcyjnymi rezultatami. Stosik z wypróbowanymi różdżkami wznosił się wyżej i wyżej na drewnianym krześle, ale z każdą kolejną wyciągniętą z półki różdżką, pan Ollivander zdawał się tylko bardziej zaintrygowany.

- Trudny klient, eh? Nic się nie martw, znajdziemy idealną różdżkę gdzieś tutaj.

- Jest pan pewny? – zapytał Harry – Czy muszę wypróbować każdą z tych różdżek?

- Kiedy sięgasz po różdżkę, co czujesz? – Ollivander spytał, a Harry wzruszył ramionami, nie do końca rozumiejąc dlaczego to pytanie zostało zadane. - Właściwie to nic – odpowiedział – Nie czuję nic.

- Twoja różdżka będzie tą, do której będziesz się czuł przyciągany – Lily wyjaśniła spokojnie, a Ollivander pokiwał głową. - Przejdź się tam – starszy pan powiedział, wskazując na zaplecze sklepu i na korytarz wypełniony półkami z różdżkami – i spróbuj poczuć, która różdżka będzie… apelująca. Harry nie był pewny co dokładnie miał zrobić, ale i tak poszedł się przejść pomiędzy półkami. Miał jednak dziwne odczucie. Dziwne odczucie, którego nie potrafił nazwać. Jakby… jakby…

I nagle Harry przypomniał sobie książkę, której nigdy nie otworzył. Książkę, która nie miała tytułu. Dobrze skrytą, pokrytą kurzem książkę z brudną brązową okładką, którą Harry zobaczył lata temu, i o której zapomniał. Dlaczego przypomniał sobie o niej właśnie teraz? Nie mogła być przecież teraz przydatna, prawda? Tylko że pamiętanie o czasie kiedy widział tą książkę, przypomniało mu o tym co robił teraz, i nagle poczuł przyciąganie, i ślepo, bez zawahania, Harry sięgnął po czerwone pudełko, które zdawało się wręcz doskoczyć do jego ręki.

Stał tak przez długą chwilę, ściskając kurczowo pudełko, zanim niepewnie udał się w drogę powrotną na przód sklepu.

- Znalazłeś ją, tak? – powiedział Ollivander z uśmiechem. – Pozwól, że spojrzę, młody czło– O, Merlinie. – Reakcja mężczyzny, nagła zmiana w jego głosie i postawa gdy zobaczył różdżkę, wprawiła Harry'ego w zmartwienie jak i niepewność.

- Czy jest jakiś problem? – zapytała Lily, pokazując Harry'emu, żeby stanął obok niej, co chętnie uczynił. Ollivander spojrzał znad różdżki i posłał Harry'emu długie spojrzenie, jakby widział chłopca po raz pierwszy.

- Ostrokrzew i pióro feniksa, jedenaście cali, ładna i giętka. To jest twoja różdżka.

- T-tak? I?

- Pamiętam każdą różdżkę, którą sprzedałem, panie Potter. Co do jednej. I tak się składa, że feniks, którego pióro znajduje się w pańskiej różdżce, uronił jeszcze jedno pióro – tylko jedno. Tak, trzynaście i pół cala. Cis. Doprawdy ciekawe jest, jak te rzeczy się dzieją. To różdżka wybiera czarodzieja, nigdy o tym nie zapominajcie.

- Nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem – westchnęła Lily – Jest pan w szoku, ponieważ bliźniacza różdżka Harry'ego jest już w kogoś posiadaniu?

- Nie – odrzekł Ollivander. – Kiedy rzeczywiście bliźniacze różdżki są rzadko spotykane, to nie jest powodem mojej… trwogi, Pani Potter.

- W takim razie co jest powodem?

- Ten, kto posiada drugą różdżkę, oczywiście.

- A kto by to mógł być? – Zapytał James, ciekawy. Ollivander spojrzał na Harry'ego ponownie, jego oczy świeciły dziwnym blaskiem.

- Czarny Pan, panie Potter. Czarny Pan we własnej osobie.

- Nie możemy powiedzieć o tym nikomu dopóki Harry będzie w stanie się obronić. Jeśli w ogóle. – Lily zadeklarowała kiedy tylko ich trójka była z powrotem w domu. Harry ściskał swoją różdżkę, zastanawiając się, czemu wszystko zawsze musiało być tak skomplikowane. – Czarny Pan ma wrogów i jeśli ta wiedza przedostanie się do ludzi Harry będzie w centrum uwagi a ludzie zaczną tworzyć różne przypuszczenia.

- Tak – zgodził się James. – Nie chcemy ani nie potrzebujemy niepotrzebnej uwagi. Pamiętaj o tym, Harry, i nigdy nie mów komukolwiek o swojej różdżce. Dobrze?

- Okej – obiecał Harry. Wciąż myślał o niezatytułowanej książce, którą zobaczył lata temu, i zastanawiał się, czy wciąż mógłby ją znaleźć. Może powinien poprosić o pomoc skrzata domowego? – Ale powiecie wujkowi Syriuszowi, tak?

- Będzie jedynym, któremu powiemy – odrzekł James – Tak się cieszę, że Ollivander przyrzekł nie mówić o tym nikomu.

- Nawet nie mów – zgodziła się Lily – Wyobraź sobie Skeeter dowiadującą się o tym.

- Trzeba by ją zabić, żeby siedziała cicho – powiedział James z grymasem. – Nie sądzę, żebym był w stanie to zrobić, szczerze. Ah, jestem wykończony. Chyba utnę sobie drzemkę.

- A tyjesteś zmęczony, jubilacie? – spytała Lily, a Harry pokręcił głową.

- Właściwie, to chciałbym pójść do biblioteki – powiedział Harry – w końcu nie poszliśmy do Eresów.

- Przeczytałeś już „Dumę i Uprzedzenie"? – chciała wiedzieć Lily, a jej syn zrobił zdegustowana minę.

- Przeczytałem kawałek. Jest taka żałosna.

- Jest romantyczna, taka właśnie jest. Ale zakładam, że chciałbyś książkę przygodową albo fantastykę? Jest trylogia „Władcy Pierścieni". Myślę, że pokochasz te książki.

- Czy to nie była ta seria napisana przez charłaka? – spytał James.

- Tak, James. Nie sprawia, że książki są gorsze, zapewniam cię.

Harry opuścił swoich rodziców, żeby ze sobą porozmawiali, i skierował się do biblioteki. Nie do końca pamiętał gdzie widział książkę, ale ponieważ podsłuchiwał wtedy swojego ojca i ojca chrzestnego, musiało to być niedaleko schodów.

'Odzyskiwanie Magii, Zbawienie i Tradycje, Uchwały i Jak Się Ich Trzymać… to nie jest fikcja. Szkoda. Może nie będę nawet chciał czytać tej książki jak już ją znajdę? Co jeśli– tutaj!'

Harry pośpiesznie wyciągnął brzydki notes i znowu poczuł dziwne mrowienie magii. Sama książka wyglądała dokładnie tak, jak Harry ją zapamiętał: stara i nieciekawa. Jego palce nacisnęły miękką skórę okładki, i ostrożnie starł kurz osiadły na książce.

Po paru minutach wahania , Harry otworzył książkę, żeby spojrzeć na pierwszą stronę i zerknął na prawie nieczytelne pismo, które tam znalazł. Nie mógł określić jak dawno temu książka została spisana, ale tekst niżej był jeszcze jakoś czytelny.

Nie wiem co mówione o mnie będzie w przyszłości, jeśli cokolwiek będzie. Słyszałem ich nazywających mnie Haines Głupiec kiedy myślą, że ich nie słyszę. Głupiec, mówią, jakby ambicja była czymś, od czego trzeba się trzymać z daleka.

- Czy to pamiętnik? – Harry wymamrotał na głos, marszcząc przy tym brwi. Dlaczego mieliby mieć pamiętnik kogoś obcego w ich prywatnej bibliotece?

Dorastałem w cieniu tych, których moce ujawniły się znacznie wcześniej niż moje. Moi bracia, z których każdy następny odnosił większe sukcesy niż poprzedni, byli uważani za o wiele bardziej wartościowych niż ja. Zaniedbana, ma ambicja podpalona została przez desperację. Dokonałem rzeczy, o których nie powinienem był nawet myśleć.

Harry zaprzestał czytania i przekartkował resztę książki, zauważając powtarzające się podpisy. Zajęło mu chwilę, żeby odczytać imię: Haines Potter.

'Mój krewny? Nigdy przedtem o nim nie słyszałem' pomyślał Harry. Ale znowu, roztrząsanie historii jego własnej rodziny nigdy nie było jednym z zainteresowań Harry'ego.

Decydując się na zabranie pamiętnika ze sobą, chłopiec przycisnął książkę do piersi i skierował się do wyjścia. Nie był pewien, czy chciał ją czytać od razu – miał już trzy inne książki, które doczytał dopiero do połowy – ale i tak wolał trzymać książkę w swoim pokoju. Na wszelki wypadek.

Jutro, Syriusz przyjdzie i opowie im o Durmstrangu oraz czy udało mu się, czy też nie, znaleźć korepetytora dla Harry'ego. Czego w ogóle miałby go uczyć korepetytor? Czy kazałby Harry'emu czytać o teorii magii i historii jak robiła czasem jego mama?

'Mam nadzieję, że to nie będzie jakaś surowa ciotka' pomyślał Harry, wchodząc do swojego pokoju. 'Wątpię. Z pewnością wujek Syriusz nie pokara mnie w ten sposób'.

Nieobecnie Harry zastanawiał się czy Ron i Draco mieli korepetytorów, albo czy w ogóle zamierzali jakichś mieć. Minęło już trochę czasu od kiedy ostatnio ich widział, i czasami Harry zastanawiał się czy dwaj chłopcy w ogóle jeszcze o nim czasem myśleli.

Pewnie nie.

Może nawet o nim zapomnieli. Ludzie zawsze zdawali się go łatwo zapominać.

'Ciekawe czy wszyscy w Durmstrangu też będą tacy' pomyślał chłopiec, czując się trochę smutnym na taką możliwość. Marzenie o posiadaniu najlepszego przyjaciela wciąż żyło w jego sercu, ale Harry obawiał się, że może zwyczajnie nie był wystarczająco interesujący, żeby tak się stało. Zastanawiał się czy to kiedykolwiek się zmieni.

Następnego dnia, Harry obudził się przy kimś siedzącym na jego łóżku. Otworzył oczy tylko po to, żeby zobaczyć swojego ojca chrzestnego patrzącego na niego z góry z poważnym wyrazem twarzy.

- Jest w pół do jedenastej – powiedział Syriusz. – Może już pora, żeby wstawać?

- Ale tutaj jest taaak wygodnie – odpowiedział Harry, i ziewnął, zanurzając się jeszcze głębiej w swoją ciepłą pościel.

- Twoi rodzice powiedzieli mi o twojej różdżce – kontynuował Syriusz, kładąc swoją rękę na głowie Harry'ego – Powiedzieli ci już… żebyś o tym nie mówił, prawda?

- Ta.

- Martwią się.

- Ale – zaczął Harry – Czy to nie jest trochę odlotowe, że mam bliźniaczą różdżkę Czarnego Pana?

- To przyciągnęłoby w twoja stronę niepotrzebną uwagę – wyjaśnił delikatnie Syriusz – A uwaga Czarnego Pana to naprawdę ciężkie brzemię do noszenia. Uważałby twoją różdżkę za własną, i, jeśli byłbyś niegodny w jego oczach, zabiłby cię, żeby ją odzyskać.

- Naprawdę? – wyszeptał Harry, jego oczy rozszerzyły się i chłodne uczucie zagościło w jego wnętrzu. Już nie czuł się śpiący, i nagle jego pościel nie była wystarczająca, żeby utrzymać go w ciepłym. – Zrobiłby to?

- Zrobiłby – potwierdził Syriusz – zresztą, nawet gdyby pozwolił ci żyć, jego Śmierciożercy – ci, którzy wciąż aktywnie dla niego walczą, walczą przeciwko każdemu i wszystkim, nawet samemu sobie – nie zostawiliby cię w spokoju.

- Tylko dlatego, że mam tą różdżkę?

- Nawet najmniejsze z rzeczy mogą przynieść największe z problemów.

- To dlatego mama i tata się martwią.

- Tak.

- Zachowam to w sekrecie – obiecał Harry – Będę tak dyskretny, że nikt nie będzie wiedział.

- Moja krew – rzekł Syriusz, i w końcu się uśmiechnął. – Umyj zęby, twarz, i się przebierz, dzieciaku, i zejdź na dół. Śniadanie jest gotowe i opowiem ci o Durmstrangu.

- Byłeś tam? – zapytał Harry, wygrzebując się ze swojego łóżka i biegnąc do łazienki, żeby umyć twarz i zęby. Syriusz podążył za nim i stanął w drzwiach.

- Ja uczęszczałem do Hogwartu, więc wszystkie informacje uzyskałem od Igora Karkarowa, który jest tam dyrektorem. Ale tak, odwiedziłem wczoraj Durmstrang.

- Jak on wygląda?

- Budynek jest mniejszy od Hogwartu. Brzydszy też. Ale ich zakres edukacji jest lepszy i na chwilę obecną liczy sobie więcej uczniów.

- Ale jakim cudem Hogwart jest większy, skoro Durmstrang ma więcej uczniów? – spytał Harry, jego głos przytłumiony przez szczoteczkę w jego ustach. Syriusz uśmiechnął się na uroczy widok, zanim odpowiedział na pytanie.

- Hogwart ma wiele nieużywanych sal lekcyjnych. Budynek Durmstrangu ma tylko cztery piętra, i są tam same klasy. Dormitoria są w osobnych budynkach. Z kolei błonia są dużo większe z powodu ich trzech boisk do Quidditcha i dwóch aren do pojedynków na otwartym powietrzu. Liczba studentów, jednakże, zostanie znacznie obcięta w porównaniu do tego jaka jest teraz – Jeszcze nie mam pewności dlaczego ani jak, ale tak właśnie powiedział mi Igor.

- Areny do pojedynków? – powtórzył Harry z niedowierzaniem, po tym jak skończył płukać usta – Mówisz poważnie? Czy oni naprawdę się tam pojedynkują?

- Pojedynki są właściwie przedmiotem, który zaczyna się podczas trzeciego roku edukacji – powiedział Syriusz – Karkarow powiedział, że jest tam on bardzo zaawansowany. I wiesz, że Czarny Pan od czasu do czasu testuje siódmo rocznych uczniów osobiście, prawda?

- Nie wiedziałem o tym – odrzekł Harry – Czy Czarny Pan rozpozna moją różdżkę jeśli ją zobaczy?

- Nie mamy pewności – powiedział mu Syriusz, prowadząc chłopca w stronę kuchni gdzie zjedzą śniadanie – ale zawsze jest ryzyko. I to właśnie dlatego, Harry, kiedy zaczniesz uczęszczać do Durmstrangu…

- Chcemy żebyś nie wyróżniał się z tłumu – powiedziała Lily, kończąc wypowiedź Syriusza kiedy dwójka weszła do kuchni; naturalnie usłyszała ich rozmowę. – Oczywiście chcę, żebyś dobrze sobie radził, ale nie dawaj innym powodu, żeby cię wyróżniali.

- Mówisz to tak, jakbym był jakimś tajnym agentem – Harry rozciągnął usta w uśmiechu i usiadł obok Jamesa, który położył przed swoim synem babeczkę.

- Proszę – powiedział mężczyzna – Smakołyk!

- Najpierw płatki! – zarządziła Lily, chwytając babeczkę zanim Harry zdążył, stawiając przed nim w zamian za to miskę płatków śniadaniowych. – Tutaj.

- Oh, mamo.
- Co powiedział Karkarow o egzaminie wstępnym? – zapytał James i Syriusz, który teraz siedział naprzeciwko niego, uśmiechnął się.

- Zapisałem Harry'ego. Następnego lipca będzie musiał przejść przez egzamin. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, szkołę zacznie pierwszego września, za rok.

- Pytałeś go jaki to będzie rodzaj egzaminu? Praktyczny, teoretyczny?

- Właściwie, sprawdzą tylko zgodność jego magii w stosunku do różnych zaklęć i materii. Nic do czego mógłby się specjalnie uczyć. Posiadanie korepetytora pomoże mu jednak przygotować się do tego, co będzie po tym jak się dostanie.

- Widziałeś jakie są dormitoria?

- Tak, różnią się bardzo od tych co były w Hogwarcie – powiedział Syriusz z kiwnięciem głowy. Zmniejszają liczbę uczniów i całkowicie zmieniają sposób zakwaterowania. Dormitoria są świeżo wybudowane. Siedem Wieży, tak Igor nazwał dormitoria, są właśnie tym. Siedem apartamentów z jedna kawalerką na każdym piętrze.

- Ile będzie pięter? – zapytała Lily, ciekawa odpowiedzi.

- Chyba dziesięć. Kiedy już zmiany zostaną wprowadzone, będzie łącznie siedemdziesięciu uczniów.

- To strasznie mało – stwierdził James, szczerze zaskoczony. – Jak wiele mają ich teraz, sześciuset?

- Coś koło tego – odpowiedział Syriusz. – Przygotowują się do tego już od jakiegoś czasu, i jest wiele zaprzyjaźnionych szkół, gotowych przyjąć uczniów, którzy zostaną wyrzuceni w razie nie zdania testu.

- To okrutne – wymamrotała Lily. – Wiesz może jaki jest tego powód?

- Nic nie jest pewne – przyznał Syriusz. – Przyjrzałem się tym apartamentom, jednakże. Pozwolę sobie rzec, że są naprawdę przyjemne. Jeśli Harry się dostanie, będzie miał swoją własną łazienkę i małą kuchnię. Jak się okazało, uczniowie mogą wybierać między jedzeniem w wielkiej Sali jedzenia przygotowanego przez skrzaty domowe, a robieniem sobie własnego w swoich mieszkankach.

- Może powinniśmy zapisać Harry'ego na kurs gotowania – zaproponowała Lily. – Nawet jeśli teraz jest za mały, żeby samemu gotować, w późniejszym życiu z pewnością uzna tą umiejętność za przydatną.

- Mamo! – krzyknął Harry – Nie mogę gotować! To—

- Dla bab – kontynuował Syriusz – pieczenie ciasteczek to coś, co robią dziewczyny dla swoich chłopaków.

- Nie ma nic babskiego w zarzynaniu kurczaka na obiad – warknęła Lily – Nie ma nic dziewczęcego w używaniu ostrych, dużych noży, żeby ciąć i siekać. I, naprawdę, wy dwaj, to gotowanie. Jakim cudem gotowanie jest związane z płcią? Co, jedzenie też jest dla bab?

- Ma rację – powiedział James z uśmiechem – Swoją drogą, znalazłeś korepetytora dla Harry'ego?

- Spytałem koleżanki, poleciła tego faceta – zaczął Syriusz – Nazywa się Gilderoy Lockhart. Jak się okazuje, jest on jakiegoś rodzaju geniuszem? Bohaterem? Nie jestem pewien, ale wygrał nagrodę Najbardziej Czarującego Uśmiechu tygodnika "Czarownica" pięć razy z rzędu.

- Znam go! – wykrzyknęła zachwycona Lily – Taki przystojny, czarujący mężczyzna! Oh, James, z pewnością go wynajmiemy!

- Tylko dlatego, że się uśmiecha?

- Ma także Order Merlina, Trzeciej Klasy, i jest honorowym członkiem Ligii Czarnej Magii! Nie wspominając już nawet, że napisał tak wiele książek o, cóż, wszystkim! – pośpiesznie wyjaśniła Lily, jej oczy świecące z podekscytowania – Napisał na przykład „Podróże z Wampirami" i „Włóczęgi z Wilkołakami". Jest niesamowicie popularny!

- Mamo – jęknął Harry z niedowierzeniem. On, jego tata i ojciec chrzestny wpatrywali się w Lily ze zdziwieniem. – Jesteś jego fanką?

- Nie! – krzyknęła Lily, rumieniąc się. – On po prostu, cóż, jest odważny i mówi się, że jest potężny i osiągnął tak wiele, i –

- I wygrał Nagrodę Najbardziej Czarującego Uśmiechu tygodnika „Wiedźma" pięć razy pod rząd – wciął się James, powtarzając wcześniejsze słowa Syriusza – W porządku, jeśli się zgodzi, zatrudnimy go, żeby uczył Harry'ego. Mówiłeś, że nie spotkałeś tego gościa osobiście?

- Nie spotkałem – zgodził się Syriusz – Nie mam pojęcia jak wygląda, ale poproszę Sinistrę, żeby zaplanowała mi spotkanie. Wywiad.

- Mogę zająć się wywiadem, przeczytałam wszystkie jego książki, więc wiem czego się spodziewać – zaoferowała Lily – Jestem pewna, że będzie genialnym nauczycielem dla Harry'ego.

- Hurra – mruknął Harry znad swoich płatków – Nie mogę się doczekać.

Dopiero trzy dni później, Harry w końcu spotkał swojego korepetytora. Dwór Potterów został wysprzątany, a Harry ubrany był w nowy zestaw niewygodnych szat. Siedział w salonie obok Syriusza, który próbował za wszelką cenę wprowadzić go w niepokój.

- Czego on będzie mnie w ogóle uczył? – zapytał Harry – I czy za każdym razem będę musiał być ubrany w ten sposób?

- Wiesz Harry – zachichotał Syriusz – Zauważyłem, że ponad połowa twoich wypowiedzi to pytania. Jesteś bardzo ciekawskim małym jelonkiem, czyż nie?

- Mam dziesięć lat. Nie jestem mały.

- Oczywiście, że nie.

- Lockhart niedługo tutaj będzie – rzekł James, wchodząc do salonu – Nienaganne zachowanie, jasne?

- Czy ja kiedykolwiek byłem niegrzeczny w stosunku do gości? Spytał Harry, a jego ojciec się uśmiechnął.

- Właściwie to było do Syriusza, nie do ciebie.

- Hej! – zawołał oburzony Syriusz – Ja zawsze zachowuję się nienagannie!

- Niech nas Merlin ratuje, w takim razie – odpowiedział radośnie James i właśnie wtedy usłyszeli aktywujący się kominek floo. Niedługo po tym Lily wkroczyła do pokoju z promiennym uśmiechem na twarzy, a za nią podążał nowy korepetytor Harry'ego. Był on wysokim mężczyzną z falowanymi blond włosami i jasnoniebieskimi oczami. Jego uśmiech ukazywał proste, lśniące zęby i dołeczki w policzkach.

Był także ubrany w wyraziście fioletowe szaty.

- Witam, witam – powiedział mężczyzna, podając sobie dłonie z Jamesem, potem z Syriuszem, i na końcu z Harrym. – Jestem, jak z pewnością wiecie, Gilderoy Lockhart. Albo profesor Lockhart w tym wypadku, heh. Przepiękny dom, pani Potter. Absolutnie oszałamiający.

- Oh proszę, mów mi Lily – powiedziała z uśmiechem – I dziękuję. Um, usiądź proszę. Chciałbyś może herbaty, kawy?

- Wiosenna woda, poproszę – powiedział Lockhart z kolejnym oślepiającym uśmiechem – Nie za bardzo piję herbatę czy kawę – widzicie, są złe dla moich zębów.

'Naprawdę? To jest nauczyciel?' pomyślał Harry z niedowierzaniem, omiatając wzrokiem fioletowe szaty. 'Ten koleś?'

Wygląda na niekompetentnego – wyszeptał Syriusz, i po upewnieniu się, że Lily nie zauważy, James pokiwał głową z bolesnym wyrazem twarzy, podczas gdy obserwowali resztę przepytywania.

- Jak dla mnie nie brzmi on zbyt przekonująco – wysyczał James – ale Lily wyraźnie go lubi i jeśli go nie zatrudnię, będzie na mnie wściekła.

- Pantoflarz.

- Żonaty.

- Tato, czy ja na serio będę musiał być jego uczniem? – spytał Harry po cichu – To znaczy, to nie tak, że myślę, że jest bezmózgiem, ale wątpię, że będzie w stanie nauczyć mnie czegokolwiek.

- Mógłby cię nauczyć jaki nie powinieneś być – odpowiedział Syriusz i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Harry skrzywił się i spojrzał na niego spode łba.

- To ty go znalazłeś – powiedział Harry. – Wujku Syriuszu, nienawidzę cię w tej chwili.

Naprawdę nie miał najmniejszej ochoty na swoje przyszłe lekcje. Już nie.

*w oryginale autorka użyła słowa „Flotts", które jest połączeniem angielskiej nazwy sklepu- „Flourish and Blotts". Nie byłam pewna czy aby na pewno to tłumaczyć, bo moim zdaniem nie brzmi to tak dobrze po polsku, ale stwierdziłam, że jak już tłumaczę nazwy sklepów i innych miejsc, to lepiej będzie jak przetłumaczę i to.