I oto ciemność, zwykła pustka jaka to towarzyszy mi zazwyczaj we śnie została nagle przerwana powiadomieniem na telefon. Nie wiem, dlaczego je sprawdziłem mając na uwadze domniemany środek nocy. Moim oczom ukazały się zdjęcia byłej która sama mi wysłała pomimo zerwanego 6 miesięcy temu kontaktu z dodatkiem jednego pytania: Czy zareagujesz na nie? - Nie (odpisałem odruchowo jednak po chwili namysłu i powrotu wspomnień chciałem zdetronizować swoje wcześniej przyjęte stanowisko i wznowić rozmowę łudząc się, że tym razem będzie inaczej.

Zadzwonił budzik. Wybiła szósta rano i rozpoczął się kolejny dzień taki sam jak inne poprzednie i następne dni. Jednak tym razem pomimo zregenerowanego ciała umysł nie był wstanie się podnieść, wciąż myślami błądził po wspomnieniach co rusz przypominając sobie pojedyncze wspólnie spędzone sceny. Dopadła mnie nostalgia, ale pociąg nie będzie na mnie czekał. Wstałem, ubrałem się we wczoraj przygotowane ciuchy i zszedłem na wczoraj przygotowane śniadanie składające się z dwóch bananów i porcji mleka. Pomimo chęci nic innego nie byłem wstanie zjeść na szybko o poranku tak by nie kończyło się to mdłościami. Wyszedłem z domu zapięty pod sam guzik, było zimno, z resztą nie wiem czego innego mogłem się spodziewać w chłodnym marcowym poranku.

Idąc polną drogą ciągle rozmyślałem nad swoją przeszłością, czy gdybym wcześniej postąpił inaczej to byłbym szczęśliwy? A może bym napisał do niej kto wie może tym razem się uda? W końcu jak co dzień wszedłem na tory i do głowy wróciła dawno zapomniana myśl... a gdyby się tu zatrzymać i zaczekać na pociąg? Ponoć to jedna z bardziej bolesnych, ale i zarazem szybkich śmierci, w dodatku jest piękny wschód słońca idealny na ostatni widok. Dotarłem na stacje, zanim przyjechał pociąg zdążyłem już palce u rąk odmrozić. Oczywiście przyjechał opóźniony jak to miał w zwyczaju (o urokach regionalnej kolei mógłbym się wypowiadać godzinami z coraz to mniej prawdopodobnymi anegdotami dotyczącymi moich codziennych przejazdów.

Jadąc pociągiem mijałem stacje związane z moją byłą które dodatkowo potęgowały narastający ból wspomnień, przejechałem przez 'mój' wiadukt, na którym to w przeszłości postanowiłem, że dokonam żywota poprzez skok. Dość mocno romantyzowałem to miejsce, wyobrażałem sobie, że któregoś słonecznego dnia wysiadam na dawniej ulubionej stacji i przechadzam się z błogą letkością wzdłuż wiaduktu. Jedyne co słyszę to szum rzeki pode mną i hałas samochodów z pobliskiego mostu przecinającego rzekę. Jedyne co widzę przed zamknięciem oczu to zachód słońca przecinany wcześniej wspomnianym mostem, pomarańczowe niebo z pastelowo żółtymi chmurami od promieniu słońca. Po zamknięciu oczu zaś czuję ciepło padających na mnie promieni i zapach miasta mającego wiele za sobą. Z każdą chwilą czuję się coraz bardziej lekki aż w końcu decyduje się i stawiam pierwszy a zarazem ostatni krok.

Nagle słyszę komunikat "Dotarli państwo do stacji końcowej pociąg zakończył bieg" i jak grom z jasnego nieba wracam do szarej powtarzalnej rzeczywistości. Standardowo masa podobnych sobie ludzi wylewająca się co dzień w ten sam sposób z tego samego peronu po prostu żyjąca w tym ja jako jeden z trybików wielkiej machiny zwanej społeczeństwem. Jedyna myśl jaka mi się w takich sytuacjach nasuwa to pustka i obojętność, bo ileż razy można rozmyślać w kółko o tym samym bez konkretnego celu i widocznego końca.

"Dzień minął" i to jest najlepsze określenie jakie mogę zastosować mają na uwadze ciągle towarzyszącą mi obojętność i bierność. Nawet nie wiem, kiedy wróciłem do domu jak co dzień podważając w myślach senes dalszego studiowania (akurat ten aspekt w dalszym ciągu podlega dywagacji, ponieważ uczelnia wraz z prowadzącymi co rusz zaskakuje niekoniecznie pozytywnie). Reszta popołudnia również zniknęła z mej pamięci pozostawiając jedynie pustkę.

Wieczór rozpocząłem od przygotowania rzeczy na jutro w postaci ubrania i śniadania, zrobiłem to stosunkowo wcześnie by móc się w końcu wyspać i zakończyć tego dniową tułaczkę po tym łez padole. Oczywiście nie mogło być za łatwo przez to jak 'położyłem się spać' o dwudziestej pierwszej tak przez następne trzy godziny rozmyślałem znowu o przeszłości słuchając do tego playlisty składającej się głównie z nostalgicznych utworów, tak, żeby samemu jeszcze bardziej sabotować swój stan. W którymś momencie muzyka zaczęła cichnąć a ja powoli poczułem, że odlatuje moje oczy znów spowiła ciemność.

Koniec.