NIE BAW SIĘ OGNIEM, BO SIĘ SPALISZ

][][][][

Przed wami rozdział trzeci. Cóż dziękuję za komentarze i proszę o więcej. Czwarty rozdział już jest napisany, piąty jest w trakcie ;) Nie przedłużam i zapraszam do czytania.

][][][][

Rozdział 3

Niechciane spotkanie

Jedną z ironicznych stron odwagi i przyczyną,

dla której cenimy ją tak wysoko, jest fakt,

że łatwiej jest nam ją okazać, kiedy robimy coś dla innych

niż tylko dla siebie

Gregory David Roberts

][][][][

Gdy wsuwał się pod kołdrę we własnym dormitorium, niebo za oknem zaczynało już szarzeć. Severus odesłał go do pokoju niecałe pół godziny temu. Wcale nie miał ochoty wychodzić ale wiedział, że ma on rację. Jeśli ktoś zorientuje się, że spędziłem noc poza wieżą gryfindoru, będę miał kłopoty. Z pewnością, im mniej niepotrzebnych pytań, tym lepiej. - przymknął oczy, układając się wygodniej w pościeli, chociaż wcale nie chciało mu się spać. Zbyt wiele myśli krążyło mu po głowie aby mógł opaść w objęcia snu.

Dorosły... syn Voldemorta... parter Severusa... Feniks... To ostatnie przerażało go najbardziej. Krew która może uzdrowić lub zabić... palenie się co trzy miesiące... Wyśmiałby każdego kto sprzedałby mu takie rewelacje, każdego ale nie Severusa. Wiedział, że on nie jest osobą która by kłamała. Nie w takiej sprawie. - westchnął otwierając oczy i unosząc dłoń na wysokość wzroku. Wyobraził sobie jak powoli otaczają ją płomienie które z każdą chwilą stają się coraz gorętsze.

- Czy to boli? - szepnął ledwie dosłyszalnie, w obawie, że hałasując pobudzi pozostałych. Ogień nie robi mi krzywdy, ale czy to znaczy że palenie także jest bezbolesne? Niestety wcale nie był tego taki pewien.

Czy Voldemort naprawdę będzie mi w stanie wyjaśnić to kim jestem i co wiąże się z moją mocą? Pomoże mi odzyskać mój dawny wygląd? Wiem, że jest moim ojcem... ale czy naprawdę będę mógł zaufać jego słowom? - odwrócił się w stronę nieosłoniętego okna, zaciskając palce na pościeli. Był w rozterce. Z jednej strony chciał jak najszybciej odzyskać swój dawny wygląd i życie, z drugiej jednak przerażało go to, że musi w tym celu spotkać się z samym przeklętym Voldemortem. Od lat był on dla niego mordercą rodziców i ciężko mu było tak nagle ujrzeć go w innym świetle. Był wrogiem od którego starał się trzymać z daleka... Człowiekiem którego nienawidził, a któremu miał teraz zaufać.

Severus powiedział, że skontaktuje się z nim i umożliwi mi spotkanie zaraz na początku wakacji, ale nie jestem pewien czy się z tego cieszę. Tak, wiedział, że może sobie powiedzieć, że będzie miał je szybciej z głowy, jednak coś mówiło mu, że to marne pocieszenie. Nie znał tego człowieka zbyt dobrze, ale coś mówiło mu, że Voldemort z pewnością nie poprzestanie na jednym spotkaniu. Gdy byłem jego przeciwnikiem nie dawał mi żyć bez starcia przynajmniej raz do roku... jako jego syn pewnie będę skazany na jeszcze częstsze oglądanie jego twarzy.

- Komu zawiniłem? - świadomy tego, że dzisiaj na to pytanie także nie uzyska odpowiedzi, uniósł się lekko i jeszcze raz strzepnął poduszkę. W końcu opadł na nią i nakrywając się z głową, odciął się od świata. Chciał nie myśleć, chociaż przez krótką chwilę.

Przez chwilę...

vvv

- Ani się waż!

- Dlaczego?

- Shaan, przestań grać mi na nerwach! Zaraz doprowadzisz mnie do białej gorączki! Trzy razy już ci mówiłem, że gotowany eliksir musi uzyskać temperaturę wrzenia, zanim dodasz do niego sproszkowane chrabąszcze. Zresztą powinieneś także pamiętać o tym, że "sproszkowane" oznacza, starte na proch. U ciebie wciąż widzę kilka skorupek.

- Czy to aż taka różnica? I tak wszystko wyląduje w jednym kotle.

- Przygotowując niechlujnie składniki, wpływasz na ich sposób łączenia się. Postępując w ten sposób nigdy nie uzyskasz mikstury dobrej jakości.

- Tu się akurat mylisz, Sev. Uzyskam, tak dobrą miksturę jak tylko będę chciał. Jakby nie patrzeć, od czego mam ciebie? Jak myślisz, po co od tak dawna się wokół ciebie kręcę?

- Zaraz cię... - Severus zamachnął się usiłując zdzielić go w głowę, cofnął się więc ze śmiechem.

- Coś nie tak z twoim refleksem! - zawołał, słowa jednak zamarły mu na ustach gdy nieopatrznie miska z chrabąszczami wysunęła mu się z palców i cała zawartość z pluskiem trafiła do kociołka.

- Nie! - usłyszał jeszcze krzyk Severusa i zaraz po tym jego ciężar przyszpilił go do ziemi.

Nad nimi rozległ się huk.

vvv

Woda była tak gorąca, że aż parowała. Ponownie zanurzając się po samą szyję, przymknął oczy z rozkoszy. Właściwie nie odczuwał zimna i nigdy nie zdarzyło mu się zmarznąć, jednak wciąż uwielbiał uczucie ciepła rozchodzącego się po ciele. Było mu dobrze i mógł tak pozostać do rana. Woda magicznie utrzymywała stałą temperaturę, więc chociaż spędził w niej już ponad dwie godziny, wciąż nie wystygła. Uwielbiał takie kąpiele, dlatego niezbyt przejmował się tym, że blokuje łazienkę i żaden z prefektów nie może się dostać do środka.

Cóż, kto pierwszy ten lepszy. To nie moja wina, że mają tak słaby refleks... - Niespodziewane skrzypnięcie drzwi które dotarło do jego uszu, sprawiło jedynie, że rozchlapał lekko wodę, mocniej się zanurzając. Wiedział kto wchodzi. Tylko on znał jego hasło.

- Spóźniłeś się.

- Niektórzy muszą się uczyć, Shaan. Nie każdemu wystarczy przeczytanie raz by wszystko zapamiętać. - słysząc to uśmiechnął się, leniwie otwierając oczy.

- Tak, tak wiem. Jestem genialny,. - szepnął i spoglądając w jego czarne tęczówki dodał. - Skoro jednak kazałeś mi tyle na siebie czekać, odpracuj to teraz.

- Uważaj czego sobie życzysz. - Severus również się uśmiechnął, sięgając do lśniących w świetle świec, guzików. Mundurek opadł na posadzkę.

Łazienkę wypełnił plusk.

vvv

- Shaan! - silne ramiona objęły go i przyciągnęły do siebie. Czując jak spanikowanymi ruchami sprawdza każdą cząstkę jego ciała, zmusił się do schwycenia go za rękę. Skupiając zamazujący się wzrok na jego twarzy, szepnął:

- Nic mi nie będzie Sev.

- Głupku, dlaczego znów postąpiłeś tak lekkomyślnie? Jeśli tak dalej będziesz robił, to się w końcu zabijesz! Życie ci niemiłe?! Jeśli coś ci się stanie, nie przeżyję tego Shaan... - ostatnie słowa Severusa były tak ciche, że tylko on mógł je usłyszeć.

- Nie tak łatwo mnie zabić.

- Nawet jeśli, bardzo się starasz o to, aby to umożliwić! Wiesz co mam na myśli! Nie zgrywaj bohatera! Nigdy więcej.

- Dobrze, obiecuję... ale jeśli bym się zabił, mam prośbę... nie ubieraj się na czarno. Nie do twarzy ci w tym.

- Ubiorę się. Zobaczysz. Będę smoliście czarny, tylko po to, żeby zrobić ci na złość! - Roześmiał się słysząc to, zaraz jednak pożałował, gdy płuca ponownie zapłonęły. Świat zawirował.

- Shaan! Nie odpływaj mi tu teraz! Shaan...

- Shaan!

][][][][

- Harry!

- Harry wstawaj, masz zamiar przespać kolejny dzień?!

- Harry! - potrząśnięcie za ramię, zmusiło go w końcu do otworzenia oczu. Usiadł z jękiem, czując, że głowa pulsuje mu po niemal nieprzespanej nocy. Spojrzał na Rona, który stał przy jego łóżku z założonymi rękoma, całkowicie ubrany. Sam fakt, że ten jest gotowy przed nim, uzmysłowił mu, że musi już być dosyć późno.

- Która jest godzina? - zapytał suwając z siebie kołdrę. Potrząsnął głową chcąc ogarnąć myśli które wciąż były gdzieś na granicy pomiędzy jawą a snem.

- Już po ósmej, budzę cię od godziny, ale cały czas tylko coś mruczałeś i przewracałeś się na drugi bok. Coś ci się śniło?

- Nie pamiętam. - odparł może nieco zbyt pospiesznie jak zorientował się zerkając na minę przyjaciela, ale zaraz nadrobił to niewinnym uśmiechem. Tak ostatnią rzeczą na którą miał ochotę było dzielenie się tymi wspomnieniami z Ronem. Stwierdziłby pewnie, że oszalałem, albo co gorsze, zacząłby się mnie bać. Nie wiem czy wolałbym, żeby mi uwierzyć, czy uznał, że coś ze mną nie tak...

- Głodny jestem. Mam iść na śniadanie, czy zaczekać na ciebie? - Słysząc pytanie Rona, pokręcił przecząco głową uśmiechając się przy tym. Tak, Ron z rana myślał tylko o śniadaniu.

- Idź. Zaraz do ciebie dołączę.

- Na pewno?

- Tak. Już wstaję.

- W porządku, ale pospiesz się, bo znikną ci wszystkie najlepsze kąski.

- Obiecuję, że za piętnaście minut będę. Złap dla mnie tosta.

- Dobra. Na razie.

Odetchnął z ulgą, gdy Ron wyszedł zostawiając go samego w dormitorium. Prawdę mówiąc wcale nie miał ochoty na śniadanie. Nie, wcale nie chodziło o to, że nie ma apetytu. Tego ranka był głodny, nawet bardzo, ale zbierało mu się na mdłości na samą myśl o przebywaniu w tym samym pomieszczeniu co Dumbledore. Niestety wiedział, że nie może się nie pojawić. Czy mu się to podoba czy nie, musi zachowywać się tak jakby nic się nie stało.

][][][][

Wchodząc do Wielkiej Sali, niemal odruchowo odszukał wzrokiem Severusa. Ten siedział na swoim miejscu za stołem profesorskim. Ich oczy spotkały się jedynie na kilka sekund, ale to wystarczyło, aby poczuł rozlewające się w środku ciepło. Nawet jeśli nie mogli tego okazać, bezpieczniej czuł się ze świadomością, że jest w pobliżu.

Przysiadając się do Hermiony pogrążonej w najnowszym wydaniu Proroka Codziennego, zabrał się za tosta i sałatkę. Był już w połowie posiłku nim przyjaciółka zauważyła jego obecność.

- Oh cześć Harry, nie wiedziałam, że już jesteś. Wyspałeś się?

- Przyszedłem dobre dwadzieścia minut temu Hermiono. Tak, wyspałem się.

- Na pewno? Masz podkrążone oczy.

- To nic. Naprawdę spałem.

- Spał tak mocno, że godzinę nie mogłem zwalić go z łóżka! - Ron wciąż mający pełną buzię jedzenia, wtrącił się do rozmowy.

- W takim razie trzeba było dać mu spać Ron. Wiesz, że Harry ostatnio niedosypia. Po co go budziłeś?

- Ale śniadanie!

- Śniadanie nie... - zaczęła Hermiona, jednak przerwał jej, czując że nadchodzi kolejna kłótnia. Nie miał ochoty być jej powodem.

- W porządku Miona, jestem głodny. Żałowałbym, że nie było mnie na śniadaniu. Co właściwie czytasz? - wskazał ruchem głowy na gazetę, chcąc odciągnąć jej myśli od siebie.

- To artykuł o zastosowaniu magii w gospodarstwie domowym. Naprawdę ciekawy. Nigdy nie przypuszczałam, że tego rodzaju czarów, jest tak wiele. Wiedziałeś, że ma wyjść książka dotycząca zaklęć i uroków codziennego użytku?

- Nie słyszałem. - zaprzeczył mając nadzieję, że jego odpowiedź nie będzie wiązać się z wyczerpującym wykładem na ten temat. Naprawdę kochał ją jak siostrę, ale czasami była denerwująca. Z opresji na szczęście wybawił go przeczuwający ma co się zanosi, Ron.

- Hermiono, zlituj się. Dumbledore odwołał wszystkie egzaminy, więc nie dokładaj nam nauki. Mamy tydzień wolnego, skorzystajmy z tego. Mieliśmy dziś pójść nad jezioro.

- Ron, jak możesz, ja tylko...

- Dobrze, nie kłóćcie się. Chodźmy nad jezioro, tam nam wszystko opowiesz, dobrze? - przerwał im po raz kolejny.

- Tam i tak nie będziecie chcieli mnie słuchać, ale dobra, niech tak będzie. Możemy się przejść nad jezioro. W sumie przy takiej temperaturze szkoda siedzieć w zimnych murach.

][][][][

Obawiał się, że dzień będzie mu się dłużył, ale wbrew jego własnym przewidywaniom, przeciekł mu między palcami. Przedpołudnie spędził z przyjaciółmi nad wodą, a po obiedzie, gdy zrobiło się za gorąco, zaszyli się w pokoju wspólnym. Po przegraniu czwartej partii szachów z rzędu, skłonił Hermionę by spróbowała swoich sił, a sam skrył się we wnęce okiennej.

Powoli zbliżała się pora kolacji, co przyjmował z ulgą. Chciał by zaczęła i skończyła się tak szybko jak to możliwe. Z niecierpliwością wyczekiwał nadejścia ciszy nocnej. Nie, nie chciał spać. Dziś, podobnie jak ostatniej nocy, gdy wszyscy pójdą spać, miał udać się do kwater Severusa. Wczoraj ze względu na zbyt późną lub patrząc od innej strony, zbyt wczesną godzinę, musieli przerwać rozmowę. Ten nocy Severus obiecał mu opowiedzieć w jakich okolicznościach zniknął przed laty. Miał także wyjaśnić dlaczego wszystkie wspomnienia które odzyskuje dotyczą wyłącznie jego.

Z pewnością coś się za tym kryje. To zbyt dziwne, że pamiętam coraz więcej o nim, a nic na temat innych osób które znałem. Żadne ze wspomnień nie dotyczyło chociażby Voldemorta który według słów Severusa jest moim ojcem. Poza tym, przecież ta dwójka nie mogła być jedynymi ludźmi jakich znałem! - westchnął, spoglądając na wciąż błękitne niebo.

Domyślam się, że fakt, że wspomnienia w ogóle zaczęły do mnie powracać, ma jakiś związek z tym co wydarzyło się na cmentarzu. To jedno spotkanie z Voldemortem jakoś na to wpłynęło. Nie wiem dlaczego akurat to, choć starliśmy się już kilkukrotnie... Czy to dlatego że mnie dotknął? A może po prostu spowodowało to to, że jestem starszy? Wciąż też nie mam pojęcia dlaczego w centrum wszelkich moich snów jest wyłącznie Severus.

- Nie żeby mi to przeszkadzało...

- Mówiłeś coś Harry? - Hermiona podniosła głowę znad szachownicy i odgarniając rozsypujące się kosmyki włosów, spojrzała w jego kierunku.

- Nie, nic takiego. - odparł przeklinając się w duchu za wypowiedzenie swoich myśli na głos.

- Na pewno wszystko w porządku?

- Tak. Po prostu się zamyśliłem. - uśmiechnął się do niej. Ulżyło mu, gdy wzruszyła ramionami i ponownie pochyliła się nad szachownicą, przygryzając wargę.

Niech ta cisza nocna wreszcie nadejdzie.

][][][][

W drodze na kolację, został dwa kroki z tyłu, puszczając przyjaciół przodem. Wciąż byli pogrążeni w rozmowie na temat dopiero co rozegranej partii szachów i nie miał zamiaru dać się wciągnąć w ich dyskusję. Niewiele brakowało aby znów się pokłócili i nie chciał w tym sporze zajmować żadnej ze stron. Jak pozostanę neutralny, będzie mniejsza szansa na to, że przy okazji któreś obrazi się i na mnie.

Zamyślony zbyt późno zorientował się, że ktoś stoi mu na drodze i nie zdołał uniknąć zderzenia. Uznając, że ostatnimi czasy przydarza się mu to zbyt często, cofnął się z cichym "przepraszam", słowa jednak zamarły mu na ustach, gdy zrozumiał, że osobą z którą się zderzył był Severus.

- Patrz jak chodzisz Potter. Przestań bujać w obłokach.

- Przepraszam profesorze. - szepnął pospiesznie go wymijając. Gdy przechodził obok, mocniej zacisnął palce na pergaminie który ten wsunął mu w dłoń w czasie zderzenia. Żałując, że nie może od razu odczytać wiadomości, dyskretnie wsunął ją do kieszeni i dołączył do zajmujących już miejsca przyjaciół.

][][][][

Zjadł pospiesznie i jeszcze nim reszta skończyła, wyszedł wymawiając się zmęczeniem. Jak tylko opuścił Wielką Salę i skrył się w jednym z bocznych korytarzy, wyciągnął wręczoną mu przez Severusa notatkę. Na pergaminie było tylko kilka zdań, ale ich treść sprawiła, że zaschło mu w ustach:

Zostałem wezwany. Czekaj na mnie przy murze. Pójdziemy razem.

- Wezwany. - szepnął boleśnie świadom tego, co to oznacza. Wezwany przez Voldemorta. Zadrżał. Nie chciał iść. Za nic. To wszystko działo się dla niego za szybko. Był pewien, że będzie miał przynajmniej kilka dni na to aby psychicznie przygotować się do tej nieuchronnej konfrontacji. Bał się. Bał się stanąć przed Voldemorten i przyznać, że wie. Obawiał się tego co może od niego usłyszeć. Bał się bowiem czuł, że jego słowa z pewnością jeszcze bardziej rozsypią wszystko w co do tej pory wierzył.

Może nie pójdę? Zamknę się w dormitorium i jutro powiem, że zbyt późno odczytałem notatkę? - przez kilka sekund był gotów to zrobić. Zawrócić w stronę wieży gryffindoru i udawać, że nic się nie stało. Chciał to zrobić, ale zamiast tego skierował się do głównego wyjścia. I tak w końcu muszę się z nim zobaczyć. Gdy przemykał niezauważony na zewnątrz,w głowie miał już tylko jedną myśl: Przynajmniej będę tam z Severusem.

Kryjąc się przy samym murze, kawałek od wyjścia, wdzięczny był za to, że robi się coraz ciemniej. O tej porze uczniowie już nie zapuszczali się na błonia, jednak zawsze któryś z profesorów mógł wyjrzeć, dlatego lepiej żeby był jak najmniej widoczny. Gdyby teraz ktoś mnie zauważył, może bym się jakoś wyłgał, ale Severus z pewnością miałby problem z tym aby sam opuścić zamek. Jakby w odpowiedzi na jego myśli, drzwi wejściowe uchyliły się z cichym zgrzytem. Przycisnął się do ściany, zaraz jednak odetchnął rozpoznając czarne szaty szkolnego mistrza eliksirów. Odczekał chwilę aż ten oddali się od progu i cicho dołączył do niego. Severus gestem nakazał mu milczenie i ruszył w stronę ściany zakazanego lasu. Gdy kilka minut później w końcu skryły ich drzewa, odważył się przerwać ciszę.

- Czy to wezwanie oznacza zebranie wszystkich śmierciożerców?

- Nie sądzę. Jak wspominałem wielu w noc gdy starłeś się z Czarnym Panem zostało schwytanych i otrzymało pocałunek. Zresztą gdyby Czarny Pan chciał działać otwarcie nie robiłby tajemnicy ze swojego powrotu. Myślę że dzisiaj wezwany został tylko Wewnętrzny Krąg, jego najbardziej zaufani ludzie.

- Ty też się do niego zaliczasz?

- Nie do końca. - Severus zerknął na niego przez ramię ale nie powiedział nic więcej.

- To znaczy? - drążył dalej temat, zwyczajnie ciekaw odpowiedzi. Severus ponownie się nie odwrócił, ale po chwili milczenia usłyszał:

- Przynależę do śmierciożerców, ale tak naprawdę jestem jedynie jego mistrzem eliksirów. Nie biorę udziału w akcjach czy pokazach siły. Nigdy nie pociągało mnie mordowanie mugoli i on dobrze o tym wie. Ceni mnie za moje zdolności warzelnicze. Co do zaufania, wie że nie jestem wobec niego lojalny, lecz nigdy go nie zdradzę.

- Nie rozumiem? - tym razem Severus zatrzymał się i odwrócił. Gdy w gasnącym świetle dnia ich oczy się spotkały, dodał:

- Dumbledore i Voldemort to dwie strony, ale moja lojalność nie leży po żadnej z nich Jestem i zawsze byłem lojalny jedynie wobec ciebie.

Resztę drogi przebyli w milczeniu, każdy z nich pogrążony był we własnych myślach. Spoglądając na plecy idącego przed sobą czarodzieja, ponownie czuł, że serce wali mu jak oszalałe. Jestem i zawsze byłem lojalny jedynie wobec ciebie. Te kilka słów wystarczyło za całe wyjaśnienia. Severus służy Voldemortowi przeze mnie... służy mu bo ja jestem jego synem... Czy to znaczy, że gdybym nie chciał więcej Voldemorta oglądać, on również się od niego odwróci? Tak po prostu zostawiłby całą tą wojnę w diabły?

- Jesteśmy. To najbliższy punkt aportacyjny. Zbliż się.

Podszedł. Severus wyciągnął z kieszeni niewielką paczkę i powiększył ją jednym machnięciem różdżki. Zaskoczony dostrzegł w jego ręku dwa czarne płaszcze. Jeden z nich Severus ubrał, drugi wyciągnął w jego kierunku.

- Załóż. - Spełnił polecenie. Płaszcz był na niego stanowczo za duży, założył więc, że oba należą do Severusa. Uniósł głowę aby o to zapytać i zadrżał gdy dostrzegł srebrną maskę która zakryła oblicze Snape'a. W tej krótkie sekundzie w pełni do niego dotarło dokąd się właśnie udają.

- Chodź. - Niespodziewanie przyciągnięty, pozwolił by silne dłonie objęły go w pasie. Gdy jego plecy zetknęły się z klatką Severusa, usłyszał tuż przy uchu, jego cichy szept.

- Zamknij oczy. Nigdy zbyt dobrze nie znosiłeś aportacji. - Zamknął. Poczuł jeszcze, że nasuwa mu kaptur na głowę. - Aligio.

][][][][

Gdy uczucie przeciskania przez zbyt ciasną rurkę wreszcie ustało, zachwiał się i z pewnością by upadł, gdyby nie wciąż silnie podtrzymujące go ręce.

- W porządku? - usłyszał. Chciał przytaknąć, jednak ten nieprzemyślany ruch skończył się atakiem mdłości. Przechylił się i zwrócił skromną kolację którą niedawno zjadł. Ocierając usta ręką, kątem oka zerknął na wciąż podtrzymującego go Severusa.

- Przepraszam. - nie był w stanie powiedzieć nic więcej. Wciąż czuł zawroty głowy, a żołądek skręcał mu się od środka.

- Nie przepraszaj. Nie masz za co. - stanowcze słowa Severusa sprawiły, że przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.

- Pij. - czując przy ustach chłodne szkło, posłusznie przełknął kleistą substancję. Smakowała jak ziemia ale jej zbawienne działanie było tego warte. W kilka sekund zawroty ustały i był w końcu w stanie stabilniej stanąć na nogach.

- Czy to tylko moje wrażenie, czy wcześniej byłeś przygotowany? - zapytał wskazując na opróżniony flakonik.

- Nigdy zbyt dobrze nie reagowałeś na aportację, dlatego też zawsze leciałeś z kimś. Samotna podróż najpewniej zakończyłaby się u ciebie rozszczepieniem.

Nie zamierzając się w tej sprawie kłócić, poprawił szatę i w końcu rozejrzał się. Wylądowali na skraju lasu. Na wprost majaczyła nieduża posiadłość. W kilku oknach dostrzegł jarzące się pomarańczowe światło.

- Chodź, jesteśmy już spóźnieni.

- Czyli będziemy mieli wielkie wejście?

- Oczywiście. Jak zawsze z tobą. - uśmiechnął się i przekornie wsuwając dłoń w rękę Severusa, pozwolił mu się poprowadzić.

][][][][

Próg przekroczyli niezatrzymywani przez nikogo. Posiadłość sprawiała wrażenie opustoszałej, jednak gdy ruszyli wzdłuż pokrytego pajęczynami korytarza, z oddali dobiegły ich głosy. Harry nie był w stanie rozróżnić słów, ale był pewien, że tak jak wspomniał Severus, będą mieli wielkie wejście. Gdy w końcu stanęli przed masywnymi, wykonanymi z ciemnego drewna drzwiami, a głosy przybrały na sile, usłyszał:

- Nie zdejmuj kaptura i nie odzywaj się. W kręgu mogą być osoby których Czarny Pan nie będzie chciał informować o twojej tożsamości. Przytaknął i upewniając się, że kaptur szczelnie zakrywa mu twarz, wysunął rękę z palców Severusa i puszczając go przodem, wszedł tuż za nim.

W środku stało kilkanaście osób. Przy pospiesznym liczeniu Harry uznał, że musi ich być około piętnaścioro. Wszyscy mieli na sobie czarne szaty i maski. Nie uszło jego uwadze, że maska każdej z obecnych w pomieszczeniu osób była czarna, a nie srebrna, jak ta którą miał na sobie Severus. Uznał, że kolory muszą mieć jakieś znaczenie, nim jednak miał szansę głębiej się nad tym zastanowić, stojący na przedzie Voldemort przerwał ciszę która zapadła po ich wejściu.

- Zbliż się Severusie, długo kazałeś nam na siebie czekać. Już myślałem, że zdecydowałeś się zostać u boku tego szurniętego miłośnika mugoli.

- Przepraszam za spóźnienie, mój panie. Jak zapewne pamiętasz, nie łatwo opuścić Hogwart w czasie roku szkolnego. - Snape zbliżył się i skłonił przed Voldemortem. Nie chcąc zostać sam, podążył za nim, kryjąc się nieco za jego plecami. Nie czuł się jeszcze gotowy na spojrzenie Voldemortowi w twarz, jednak pozostał wyprostowany, ani myślał się przed nim kłaniać.

- Cieszę się, że ci się to udało. Mam nadzieję, że twoja lojalność nie zachwiała się po tylu latach u boku naszego drogiego dyrektora? Nie chciałbym być zmuszony poszukiwać nowego mistrza eliksirów. Nie łatwo o kogoś z twoim poziomem umiejętności.

- Masz mój szacunek panie, zaś moja lojalność pozostaje w tych samych rękach co piętnaście lat temu.

- Nie oczekuję niczego więcej Severusie. Możesz dołączyć do kręgu, zanim jednak to zrobisz wyjaśnij mi, dlaczego przyprowadziłeś nowicjusza na spotkanie Wewnętrznego Kręgu? To nie czas ani miejsce na sprowadzanie rekrutów. - w głosie Voldemorta zabrzmiało ostrzeżenie. Odruchowo wycofał się, mocniej kryjąc za plecami starszego czarodzieja.

- Wybacz panie, ale to nie jeden z twoich zwolenników. - Z tymi słowami Severus odwrócił się i chwytając go za rękę, przyciągnął do siebie. Zaskoczony tym nagłym ruchem, nie zdążył zaprotestować i ponownie tego dnia oparł się o Severusa. Czuł, że serce znów wali mu jak oszalałe. W jednej chwili zapragnął uciec stąd i nie wracać.

- Jestem tu. - cichy szept przy uchu sprawił, że momentalnie się opanował. Biorąc uspokajający oddech skinął głową na zgodę i pozwolił by Severus odwrócił go w stronę Voldemorta i lekko zsunął mu kaptur z głowy, tylko na tyle, aby stojący na wprost mężczyzna mógł dostrzegł jego twarz. Nie mając wielkiego wyboru, uniósł głowę pozwalając mu na siebie spojrzeć. Jego wzrok spotkał się z czerwonymi tęczówkami. Pozbawiona emocji maska przykrywająca twarz Voldemorta załamała się i odmalowało się na niej zaskoczenie. Niemal natychmiast na powrót emocje zostały stłumione, jednak Harry zdołał to dostrzec. To a także fakt, że Voldemort nie wygląda już jak w czasie ich spotkania na cmentarzu. Nie, teraz dużo bardziej przypominał starszą wersję widma które na drugim roku wyszło z dziennika w komnacie tajemnic. Tylko czerwone oczy wciąż pozostały tak samo straszne i przenikliwe.

- Czy ty... ? - jego pytanie skierowane wprost do niego, przywróciło go do rzeczywistości, ale nim miał szansę się odezwać, Snape odpowiedział za niego.

- On wie.

- Dumbledore zorientował się?

- Nie sądzę, jednak musimy wrócić przed świtem.

- Dołączcie. Porozmawiamy po zebraniu.

- Tak Panie. - Severus ponownie poprawił mu kaptur, naciągając go głębiej na oczy i pociągnął go w puste miejsce po lewej stronie. Prowadzony, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że śledzą go uważne spojrzenia wszystkich obecnych osób. Gdy zajęli miejsce i Voldemort ponownie zabrał głos, Harry wykorzystał czas aby uważniej się rozejrzeć. Nie uszło jego uwadze, że stanęli z Severusem poza kręgiem. Znajdujące się w pomieszczeniu osoby stały jedna obok drugiej. Było pomiędzy nimi kilka luk, ale wszyscy stali w jednej linii, tymczasem Severus zajmując swoje miejsce wycofał się nieco do tyłu, kryjąc za nimi.

Czy ustawienie też ma jakieś znaczenie? Tak jak kolory masek? - Dodając to do listy pytań które zada Severusowi po powrocie, stanął obok niego i wciąż nie puszczając jego ręki skupił się na tym co dzieje się w okół.

Nie był pewien czego oczekiwał, ale szybko zrozumiał, że zebranie krąży w okół ostatnich lat oraz tego co stało się z nieobecnymi członkami Wewnętrznego Kręgu. Starał się śledzić rozmowy, szybko jednak zaczął gubić wątek. W końcu wyłączył się, pogrążając we własnych myślach. Ponownie ukradkiem zaczął przyglądać się Voldemortowi. Zastanawiał się, czy to, że tak wygląda oznacza, że udało mu się naprawić błędy rytuału wywołane przez jego własną krew. W jaki sposób to zmienił? Jeszcze kilka dni temu wyglądał jak trup bez nosa, a teraz... Czy to naprawdę nasze pokrewieństwo wpłynęło na to, że rytuał nie zadziałał tak jak powinien? Krew wroga... czy ja rzeczywiście nie jestem jego wrogiem? Delikatne potrząśnięcie za ramię przywróciło go do rzeczywistości. Zamrugał, orientując się, że śmierciożercy opuszczają pomieszczenie.

- Przejdźmy w jakieś przyjemniejsze miejsce. - usłyszał, gdy ostatnia osoba wyszła. Teraz został już tylko on, Severus i Voldemort. Pozwolił starszym czarodziejom zaprowadzić się do przyległego saloniku. Gdy zamknęły się za nimi drzwi i Severus zdjął maskę, sam też zsunął z siebie za dużą pelerynę.

- Usiądźmy. - Severus wskazał mu kanapę po czym zajął miejsce tuż obok niego. Tymczasem Voldemort zajął fotel na przeciwko. Ich oczy ponownie się spotkały i usłyszał:

- Z tego co mówił Severus, wiesz już kim jesteś, Shaan. Mam rację?

- Tak. - szepnął cicho, odzywając się po raz pierwszy od przekroczenia progu posiadłości. - Wiem kim jestem.

- Pamiętasz, czy też Severus cię uświadomił? - tym razem nie wiedział czy ma odpowiedzieć. To co pamiętał dotyczyło wyłącznie jego i Severusa. Nie chciał się tym dzielić, zwłaszcza z cholernym Voldemortem. Severus widząc jego niepewność, splótł palce z jego własnymi i szepnął.

- Po prostu to powiedz. - przytaknął, godząc się i nie przerywając kontaktu wzrokowego z Voldemortem, odparł:

- Pamiętam Severusa. Od kilku dni śnię o nim... o nas. Wiem, że chodziłem razem z nim do Hogwartu, wiem też co nas łączyło... - urwał nie chcąc zagłębiać się w to przy Voldemorcie. - Od Severusa dowiedziałem się kim ty dla mnie jesteś oraz jakim stworzeniem jestem ja sam.

- Pamiętasz Severusa? Czyli w jakiś sposób przełamałeś zaklęcie zapomnienia którym jak sądzę potraktowano cię przed laty.

- Wybacz panie że się wtrącę, ale sądzę, że wszystko odblokowało wasze spotkanie na cmentarzu w czasie trzeciego zadania turnieju trójmagicznego. - Voldemort przytaknął zamyślony.

- To najlogiczniejsze wyjaśnienie.

- Ale dlaczego akurat to spotkanie? Starliśmy się już kilka razy więc, czemu teraz? - Harry odważył się im przerwać i zadał dręczące go pytanie. Odpowiedzi udzielił mu Voldemort.

- Sądzę, że wyjaśnienie jest dosyć proste. To było nasze pierwsze spotkanie w czasie którego miałem własne ciało i pełen poziom mocy. Poza tym magia obecna w powietrzu w czasie rytuału odrodzenia była wystarczająco silna aby naruszyć nałożone na ciebie blokady. To dlatego ja byłem w stanie cię rozpoznać, a ty zacząłeś odzyskiwać wspomnienia. Pytaniem jednak pozostaje, dlaczego wszystkie wspomnienia które odzyskałeś dotyczą Severusa. Przy naruszeniu zaklęć zapomnienia, powracające wspomnienia powinny być przypadkowe. Jak widać, u ciebie najwidoczniej nie są.

- Panie, sądzę, że wiem dlaczego Shaan pamięta tylko mnie.

- Mów.- uwaga Voldemorta przeniosła się na Severusa. Sam również na niego spojrzał, czekając. To było jedno z tych pytań na które Severus obiecywał odpowiedzieć mu tej nocy.

- Więź energii życiowej.

- Chcesz powiedzieć, że wy...

- Zawiązaliśmy ją. Na miesiąc przed jego zniknięciem. - spojrzenie jakim zmierzył się Severus z Voldemortem sprawiło, że przełknął nerwowo ślinę. Przez kilka sekund miał wrażenie, że Voldemort zaraz zaatakuje Severusa, ale nic takiego nie nastąpiło, a napięcie które zawisło między nimi, opadło.

- Dlaczego o tym nie wiedziałem? - po kolejnym pytaniu Severus zerknął najpierw na niego, dopiero po tym odpowiedział.

- Shaan nie chciał ci mówić. Prosił byśmy poczekali do zawiązania ostatniej więzi. - tym razem to jego Voldemort zaczął świdrować spojrzeniem. Mając już dość tej niewiedzy i tego, że rozmowa jest prowadzona tak, jakby go w ogóle nie było, odezwał się:

- O jakich więziach mówicie? Czym jest ta cała więź życia?

- Więź energii życiowej. - Severus poprawił go niemal automatycznie i zamilkł. Widział, że Snape zastanawia się jak mu to wyjaśnić, czekał więc. W końcu usłyszał odpowiedź, chociaż, nie od niego.

- Więź energii życiowej jest jedną z trzech więzi które dawniej wykorzystywano do związywania się ludzi. Dziś praktycznie wyszły z obiegu ze względu na trudność jaką niesie ze sobą rzucenie ich. Nie pozostawia jednak wątpliwości fakt, że są znacznie potężniejsze od wstęg łączących czarodzieji obecnie.

- Łączących? Masz na myśli...

- Małżeństwo. To więzi ślubne. - To była ostatnia odpowiedź jaką spodziewał się usłyszeć. Ślubne? Ale czy to znaczy, że ja i Severus..? Ale obaj jesteśmy...

- Myślałem, że dwóch mężczyzn nie może wziąć ślubu?

- Patrzysz na to w kategoriach mugoli. Zdecydowanie Dumbledore zbyt długo miał na ciebie wpływ. W magicznym świecie nie tylko płeć ale i rasa nie ma znaczenia. Nigdy nie zastanawiałeś się jak powstały centaury czy wile?

- Centaury? Chyba wolę obejść się bez tej wiedzy. - szepnął, zanim zdołał ugryźć się w jeżyk. Voldemort ku jego całkowitemu szokowi, roześmiał się.

- Brakowało mi tych komentarzy, Shaan.

- Czy to znaczy, że my... - zaczął, momentalnie odwracając się do Severusa i wracając do przerwanego tematu.

- Nie. Małżeństwo pieczętuje trzecia więź. Istnieje więź energii życiowej, kolejna jest więź magii i ostatnia więź dusz. Dopiero zawiązanie wszystkich trzech uznaje się za zaślubiny. W tej chwili zostalibyśmy nazwani przyobiecanymi partnerami.

- Przyobiecanymi?

- Oznacza to, że zdeklarowaliście wobec siebie uczucia, jednakże jeszcze się nie związaliście. - do rozmowy ponownie wtrącił się Voldemort. - Wciąż każdy z was może odejść w dowolnej chwili. Po zawiązaniu wszystkich trzech więzi byłoby to już niemożliwe. To zresztą jeden z kolejnych powodów dla których używa się dziś wstęg a nie więzi. Nie są tak permanentne. - przytaknął, ponownie tego dnia nie wiedząc co powiedzieć. Świadomość tego, że mieli się w ten sposób związać sprawiła, że poczuł ciepło rozchodzące się od środka.

- W każdym razie to rzeczywiście może tłumaczyć dlaczego odzyskujesz jedynie wspomnienia o was dwojgu.

- Jaki to ma wpływ? - zapytał, nie bardzo rozumiejąc.

- Jak sama nazwa więzi mówi, nasze energia życiowa została połączona, Shaan. Sądzę, że wasze spotkanie na cmentarzu naruszyło bariery jakie nałożył na ciebie Dumbledore. Nie było w stanie ich zdjąć, ale wzburzyło twoją energię życiową. Takie wzburzenie trwa nie dłużej niż doba i pewnie nic by się nie stało, jednak wróciłeś do Hogwartu i twoja wyczulona energia spotkała się z moją. Wpadłeś na mnie, pamiętasz?

- To byłeś ty?

- Tak ostatnimi dniami wpadałeś wyłącznie na mnie. Być może nasze energie przyciągały się. W każdym bądź razie, nasze zderzenie odczytało nasze energie jako jedność i pozwoliło ci wydobyć dotyczące nas wspomnienia.

- Severus zapewne ma rację, Shaan. Wracają do ciebie tylko te wspomnienia które są dla was obu wspólne. Tylko one przebijają się przez zaklęcia bowiem Severus wciąż to pamięta. Wraca do ciebie pamięć za pośrednictwem waszego połączenia, dlatego pamiętasz tylko to co jest wasze. - Nie mógł nie zgodzić się z tego rodzaju rozumowaniem. To wiele wyjaśnia...

- Co mam zrobić by odzyskać resztę wspomnień? Chciałbym wiedzieć kim jestem. Szczerze to mam po dziurki w nosie życia jako Harry Potter.

- Akurat to mnie cieszy. - Voldemort uśmiechnął się, zaraz jednak spoważniał, dodając:

- Musimy wpierw sprawdzić czego dokładnie użył ten idiota zanim podejmiemy kroki. Kwestia twojego wyglądu jest jednak znacznie prostsza, jestem przekonany, że przy kolejnym paleniu powrócisz do dawnego ja. Jak sądzę po twojej reakcji na cmentarzu, przez ostatnie lata nie przechodziłeś palenia?

- Nie. Ani razu, a przynajmniej nic takiego sobie nie przypominam.

- Raczej go nie przechodziłeś. Gdyby było inaczej to nawet jeśli Dumbledore usunąłby twoje wspomnienia dotyczące tego, jak sam zauważyłeś, ktoś inny z pewnością zorientowałby się, że coś się dzieje. - nie odpowiedział, ale wiedział, że Severus ma tej kwestii rację.

- Ale jak udało mu się to zablokować? Wspominałeś, że wcześniej paliłem się co trzy miesiące. Co on mi zrobił, że teraz jest inaczej?

- To...

- Wydaje mi się, że na to pytanie, ja mogę ci odpowiedzieć Shaan. - zaczął Voldemort przerywając Severusowi. - Związane jest to z twoim obecnym wiekiem. Twój organizm został zmuszony do cofnięcia przeżytych lat. Żyjesz w wieku który już miałeś, dlatego nie palisz się.

- Nie rozumiem...

- Paliłeś się już mając pięć lat, dziesięć czy piętnaście. Paliłeś się dlatego drugi raz już palić się w tym wieku nie możesz. To już dla ciebie przeszłość, rozumiesz? - tym razem to Severus podjął tłumaczenie.

- Chcecie powiedzieć, że nie mogę się w tym wieku palić, bo już miałem tyle lat?

- Dokładnie. Sądzę, że twoje palenia powrócą gdy dotrzesz do punktu wyjściowego, czyli momentu w którym cofnąłeś wiek.

- Ile miałem lat?

- Siedemnaście.

- Ale czy to znaczy, że jeszcze przez dwa lata muszę żyć jako Harry Potter? Mówiłeś, że palenie może przywrócić mi mój prawdziwy wygląd. - ponownie odwrócił się do Severusa spoglądając mu w oczy. - Mówiłeś, że potrafisz to cofnąć.

- Nie będziesz żył jako Potter. Nie pozwolę by mój syn wyglądał jak złoty rycerzyk jasnej strony. To zbyt niebezpieczne dla ciebie. - słowa Voldemorta wcale go nie pocieszyły.

- Czyli da się to odwrócić w inny sposób niż palenie?

- Nie. Nie sądzę, ale to żaden problem. Wywołamy palenie.

- Wywołacie, czy to możliwe? - powiódł wzrokiem od jednego do drugiego, czekając aż któryś mu odpowie.

- Tak, jeśli twój umysł w pełni uświadomi sobie, że wiek twojego ciała i świadomości są rozbieżne, palenia powinny powrócić. - spojrzał w czerwone tęczówki.

- Jak chcesz to zrobić?

- Odblokowując twoje wspomnienia, Shaan.

Po ostatnim zdaniu zapadła cisza. Żaden z nich nie naruszył jej przez długi czas. W końcu jednak Voldemort ruszył się. Wstając szepnął cicho.

- Robi się późno. Musicie wracać. Wolałbym abyś tu został, jednak zbyt wiele pytań pociągnie to za sobą. Na razie musisz wrócić do Hogwartu. Po zakończeniu roku szkolnego dołączysz do mnie. Wtedy zajmiemy się pozbyciem barier blokujących twoje wspomnienia.

- Kto powiedział, że zamierzam z tobą mieszkać? - rzucił wytrącony z rozmyślań zanim tak naprawdę zastanowił się nad tym co mówi.

- Zamieszkasz, to nie podlega negocjacjom, Shaan.

- Nie będziesz mi rozkazywał! - krzyknął, podrywając się do pionu. - Mam dość pieprzonych rozkazów! Najpierw Dumbledore a teraz ty! Przestańcie w końcu decydować za mnie! - szklanka stojąca na stole roztrzaskała się.

- Spokojnie Shaan. Panuj nad sobą i nie przyrównuj mnie do tego szurniętego starca. Nigdy cię nie więziłem i nie zamierzam czynić tego teraz. Jednakże, z chwilą gdy Dumbledore zorientuje się, że stracił swojego rycerzyka, znajdziesz się w niebezpieczeństwie. Jeśli dasz mu się złapać, możesz już nie mieć drugiej szansy.

- Umiem zadbać o siebie! Nie jestem małym dzieckiem, poza tym... - urwał, wspominając propozycję wspólnych wakacji którą wczoraj złożył mu Severus. Voldemort zdawał się czytać w jego myślach, bo przerwał mu, dodając:

- Posiadłość Prince'ów będzie pierwszym miejscem w którym Dumbledore będzie cię szukał. Tylko u mojego boku będziesz miał zagwarantowane bezpieczeństwo.

- Ale... - chciał zaprotestować, jednak ponownie mu przerwano.

- Spokojnie Shaan, nie rozdzielę cię z nim. Z pewnością znajdzie się pokój i dla niego. Bylebym tylko nie musiał oglądać was w niedwuznacznych sytuacjach, bo wtedy będę już zapewne zmuszony szukać nowego mistrza eliksirów. - zadrżał słysząc to, jednak o dziwo, po tych słowach Voldemort się do niego uśmiechnął. Nie mówiąc już nic więcej, pozwolił by Severus schwycił go i wyprowadził na zewnątrz. Gdy kierowali się w stronę punktu aportacyjnego wciąż miał przed oczami uśmiechniętą twarz Voldemorta.

Może to wszystko nie będzie jednak takie złe?

][][][][

Przemykając pustymi korytarzami, miał nadzieję, że nikt go nie zauważy. Na szczęście tylko raz niewiele brakowało aby został zdemaskowany, gdy pani Norris przeszła tuż obok jego kryjówki. Był pewien że zacznie miauczeć, ale tylko otarła się o jego nogi i poszła dalej.

Gdy wreszcie dotarł pod portret a zaraz po tym skrył się w Pokoju Wspólnym, odetchnął. Planował pójść prosto do dormitorium, ale cichy głos od strony kominka, zatrzymał go w pół kroku.

- Gdzie byłeś Harry? Wszędzie cię szukaliśmy. - odwrócił się i zbliżając do przyjaciółki, zajął jeden z wolnych foteli.

- Przepraszam Hermiono, nie byłem w zbyt towarzyskim nastroju. Poszedłem się przejść i pomyśleć. Nie powiedziałem wam o tym, bo nie chciałem zostać znaleziony.

- Harry, czy coś się dzieje? Ostatnio coraz częściej znikasz. Jesteś dla mnie jak brat. Wiesz, że mi możesz o wszystkim powiedzieć.

- Nie ma o czym, Hermiono. Naprawdę nic się nie dzieje. Ja... po prostu czuję się przytłoczony tym turniejem. Wszyscy teraz podziwiają mnie i pragną mojego autografu, choć jeszcze nie tak dawno oczerniali mnie za to, że niby wrzuciłem swoje nazwisko do czary.

- Wiem Harry, nie zapominaj jednak, że nie musisz dusić tego wszystkiego w sobie. Ja zawsze stałam po twojej stronie i to się nie zmieni, bez względu na to co się stanie. Zawsze będę twoją siostrą. - uśmiechnął się słysząc to, choć tak naprawdę ciężko było mu uwierzyć w te zapewnienia. Wątpił by wciąż stała przy nim tak twardo gdy odkryje, że wcale nie jest Harrym. Co zrobisz gdy dowiesz się, że jestem synem Voldemorta? Że chcę być ze znienawidzonym przez wszystkich mistrzem eliksirów? Czy wciąż będziesz chciała stać u mego boku? - Wiedział, że wkrótce będzie musiał z nią o tym porozmawiać, ale nie czuł się jeszcze gotowy. Wolał odwlec to tak bardzo jak to tylko możliwe. Dlatego żadnej z tych myśli nie wypowiedział na głos. Siedział w milczeniu wpatrując się w płonący w kominku ogień.

][][][][

Kilka kolejnych dni zlało mu się w jedno i minęło zanim się obejrzał. Nadszedł wyczekiwany przez wielu koniec roku szkolnego. Za niespełna godzinę miała się odbyć uczta pożegnalna, zaś jutro po śniadaniu, wszyscy mieli wrócić do swoich domów na wakacje. Zazwyczaj była to dla niego najgorsza część roku. Zwykle opuszczał Hogwart z ciężkim sercem, teraz jednak miał mieszane odczucia.

Po raz pierwszy od lat jego wakacje nie miały polegać na wyczekiwaniu na Privet Drive ich rychłego końca. Tym razem miał spędzić lato u boku Severusa i Voldemorta. To pierwsze napawało go radością, ale perspektywa wakacji u Voldemorta kładła się cieniem na tym wszystkim. Nie chciał u niego zamieszkać, niestety podejrzewał, że nikt nie pozostawi mu w tej kwestii wyboru. Nawet jeśli u Severusa nie byłbym bezpieczny, sądzę, że można było to wszystko nieco inaczej rozwiązać... Tak, coś mi mówi, że Voldemort po prostu chciał mnie mieć blisko siebie, dlatego zarzekał się, że to jedyne wyjście. - westchnął. Źle się czuł z tym, że ma oddać się komuś pod opiekę. Dotąd radził sobie sam i naprawdę wolałby aby tak pozostało.

Chcę decydować sam za siebie, czy wymagam zbyt wiele?

][][][][

W tym roku Wielka Sala ustrojona była w barwy gryfonów i puchonów. Nie było walki o puchar domów, dlatego po raz kolejny świętowano zwycięstwo w turnieju. Prawdę mówiąc oddałby wiele, aby już o tym zapomniano. Zaczynało go to męczyć. Owszem był już przyzwyczajony do tego, że ktoś stale go obserwuje, ale teraz stało się to trudniejsze do zniesienia. Było niemal tak samo jak w czasie drugiego roku, gdy oskarżano go o otworzenie komnaty tajemnic. Może teraz o nic mnie nie obwiniają, ale notorycznie starają się mnie uściskać lub chociaż poklepać po ramieniu. Poza tym szepczą gdy tylko znajdę się w zasięgu ich wzroku...

- Na szczęście to ostatnie dni Harry'ego Pottera...

- Mówiłeś coś Harry? - wyrwany z rozmyślań spojrzał na idącą tuż obok przyjaciółkę. Karcąc się za wypowiedzenie własnych myśli na głos, pokręcił głową.

- Nic takiego, komentowałem tylko wygląd Wielkiej Sali. - Hermiona zmierzyła go uważnym spojrzeniem, dając znać, że nie uwierzyła, ale nie naciskała.

- Pospieszmy się. Uczta pożegnalna się już zaczyna. - przytaknął i wraz z nią dołączył do trzymającego dla nich miejsca Rona. Jak tylko usiedli, zza stołu prezydialnego powstał Dumbledore. Na sali zapadła cisza.

- Kochani. Niestety kolejny rok szkolny dobiegł już końca. Mam nadzieję, że przez miesiące które tu spędziliście napchaliście swoje głowy wiedzą która pomoże wam w życiu oraz kolejnych latach nauki. Wierzę również, że tak jak ja z napięciem śledziliście rozgrywki turnieju trójmagicznego który w tym roku odbywał się u nas. Liczę na to, że nasi goście nie uważają tego roku za stracony. Jestem pewien, że zawiązaliście wiele nowych przyjaźni które podtrzymacie na lata. Po raz kolejny gratuluję zwycięzcom. Brawa dla nich! - burza oklasków która wybuchła na sali sprawiła, że zacisnął palce na blacie stołu. Huk w uszach zmusił go do przymknięcia powiek i skupienia się na oddychaniu. Na szczęście hałas wkrótce ucichł. Otwierając oczy, rozejrzał się, zdawało się jednak, że nikt nie zauważył jego zachowania. Odruchowo przeniósł spojrzenie na Severusa. Gdy jego oczy spotkały się z czarnymi tęczówkami, był już pewien, że on widział. Podejrzewając, że po uczcie czeka go kolejna rozmowa, spróbował skupić się na tym co mówi Dumbledore.

- Teraz, zanim zaproszę was na tą pyszną ucztę muszę jeszcze ogłosić kilka spraw. W nadchodzącym roku szkolnym będzie czekało nas kilka zmian. Pierwszą z nich będą zmiany w kadrze. Profesor Moody był u nas jedynie gościnnie, dlatego będziemy mieli nowego nauczyciela obrony przed czarną magią. Poza tym na moją prośbę, profesor McGonagall zgodziła się przejąć na siebie większą część obowiązków dyrektorskich, dlatego też roczniki 1 - 3 z transmutacji będzie prowadził ktoś inny. Czekają nas również zmiany w samych przedmiotach, Dla roczników od 5 wzwyż pojawi się lista kilku ponadprogramowych przedmiotów na które będzie można się dopisać. Dokładnie listy otrzymacie przed końcem lipca. Teraz jednak już nie przedłużam wam gadaniny starca. Wcinajcie.

Sala po raz kolejny wybuchła oklaskami. Wstrzymał oddech przygotowując się na ból, jednak on nie nadszedł. Głos dochodził do niego jakby z daleka. Ponownie spojrzał na Severusa i zauważył, że on nie spuszcza go z oka. Ty to robisz... Nie musiał pytać, po prostu wiedział Zresztą nie miało znaczenia jak to zrobił, był wdzięczny Severusowi za ratunek.

][][][][

Tuż przed północą zatrzymał się przed drzwiami i po wyszeptaniu hasła, wślizgnął się do środka. Było już późno i nie umawiali się na tą noc, ale chciał porozmawiać. Musiał, bowiem wolał porozmawiać na temat tego co nastąpiło w Wielkiej Sali w cztery oczy,.Tak, zdecydowanie wolał, żeby nie było przy tym Voldemorta.

Rozejrzał się po saloniku i z ulgą zauważył, że Severus jeszcze nie śpi. Przyglądając się siedzącemu przed płonącym kominkiem profesorowi, zrobił krok naprzód. Ten jeden ruch wystarczył aby Snape go zauważył.

- Czekałem na ciebie. - usłyszał zaraz po tym Snape wstał i zbliżył się do niego. Nie zaprotestował gdy złapał go za podbródek i uniósł lekko, zmuszając do spojrzenia sobie w oczy. Zdawało mu się, że Severus szuka czegoś w jego twarzy, czekał więc cierpliwie na uwolnienie. Minęło kilka minut nim puścił go. Chciał się odsunąć, w tej samej chwili jednak silne ramiona zamknęły się wokół niego.

- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś, Shaan?

- Nie wydawało mi się to istotne.

- Wszystko jest istotne. - Severus ponownie skrzyżował z nim spojrzenie. - W twojej sytuacji każdy sygnał odstępstwa od normy, który daje ci twoje ciało, jest ważny. Nie lekceważ ich.

- Założyłem, że to przemęczenie. - odsunął się lekko, uwalniając z objęć profesora. - Czy moje bóle głowy mają jakiś związek z tym kim jestem?

- Ból wywołał hałas, nie mylę się? - przytaknął, nie widząc sensu w zaprzeczaniu.

- Tak, było tak głośno, że rozbolała mnie głowa i zrobiło mi się słabo.

- To nie był pierwszy raz, prawda?

- Skąd... - zaczął, ale Severus mu przerwał.

- Twoja reakcja wskazywała na to. Nie wydawałeś się zaskoczony. - słysząc to, przygryzł wargę mając nadzieję, że naprawdę nikt inny nic takiego nie dostrzegł. Zwłaszcza Dumbledore.. - po chwili wahania zadał kolejne pytanie.

- Czy wiesz dlaczego to się dzieje?

- Twój słuch się poprawia.

- Poprawia?

- Tak sądzę. Jak sam dobrze wiesz, działania Dumbledore'a nie tylko przyczyniły się do zmiany twojego wieku i wyglądu, ale również przytępiły wszystkie twoje zmysły. Wygląda jednak na to, że coś odblokowało twój słuch. Z pewnością na razie jest on taki jak przez ostatnie lata, ale zmienia się.

- Chcesz powiedzieć, że będę lepiej słyszał? A co z pozostałymi zmysłami? - nie zdołał powstrzymać się przed zadaniem tego pytania. Jak miał być szczery wcale nie zależało mu na lepszym słuchu. Wydawało mu się, że dotąd słyszał całkiem nieźle, ale wzrok to była zupełnie inna sprawa. Naprawdę chciałby móc pozbyć się tych przeklętych okularów.

- Na razie nie umiem powiedzieć na ile, ale z pewnością zakres twojego słuchu zmieni się. Możliwe, że wróci do stanu sprzed manipulacji Dumbledore'a. Co zaś się tyczy twojego wzroku i pozostałych zmysłów, nie umiem powiedzieć jak będzie. Czas pokaże. Na pewno musimy poinformować o tym Czarnego Pana. Wiemy już dlaczego twoje wspomnienia o nas wracają, to jednak nie tłumaczy polepszania się słuchu. Być może Czarny Pan zdoła znaleźć przyczynę tak niespodziewanego powrotu jednego z twoich zmysłów.

- Naprawdę muszę spędzić z nim wakacje?

- Obawiam się, że nie masz innego wyjścia Shaan.

- Ale będziesz tam ze mną?

- Będę. - Snape nie powiedział nic więcej, ale silne ręce ponownie przyciągnęły go bliżej.

][][][][

Aligio - zaklęcie związujące dwie osoby w czasie teleportacji. Używane aby można było teleportować się razem z osobą która sama nie opanowała jeszcze tej umiejętności.

Teleportacja - po namyśle zdecydowałam się używać w tym tekście określeń aportacja/deportacja zgodnych bardziej z angielską wersją tekstu. Bardziej pasują mi one niż słowo teleportacja.

Więź energii życiowej, więź magii oraz więź dusz. Połączenie trzech stanowi o małżeństwie. Jak same nazwy wskazują więź energii łączy linię życia dwóch osób więź magii spaja magię a ostatnia łączy duszę pozwalając na odczuwanie emocji drugiej osoby. Reszta wyjaśnień pojawi się w trakcie.

][][][][

Koniec Rozdziału 3