NIE BAW SIĘ OGNIEM, BO SIĘ SPALISZ
][][][][
Przed wami kolejny rozdział. Po blisko miesięcznej przerwie mogę w końcu do was powrócić. Teraz już powinnam mieć więcej czasu na pisanie. Dziękuję za komentarze, choć przyznam, że w porównaniu do ilości wejść w ten tekst, jest ich przerażająco malutko... Klawiatura naprawdę nie gryzie, możecie mi zaufać. Sprawdzałam!
OSTRZEŻENIE! W tym rozdziale, w tekście pojawiają się sceny które zdecydowanie nie są dla dzieci... Nie żartuję ;)
Cóż, zapraszam.
][][][][
Rozdział 6
Uśmiechnij się do mnie
Potrzebny jest czyjś uśmiech,
aby samemu też się uśmiechnąć
][][][][
Kolejne kilka dni praktycznie zlało mu się w jedno. Większość czasu spędzał w niewielkim saloniku, siedząc z książką na kanapie lub we wnęce okiennej obserwując błękitne niebo. Gdy miał okazję, wychodził do ogrodu za domem, lub odchodził nieco dalej i siadał nad rzeką ukrytą za pierwszym pasem drzew. Pogoda dopisywała i w końcu można było powiedzieć, że nadeszły letnie wakacje. Miał wielką ochotę wykorzystać to i pójść na długi spacer, ale bał się złamać ograniczenia które obaj mężczyźni nałożyli na niego. Od chwili gdy uzdrowiciel przekroczył próg tego domu, oblegli go niczym kwoki. Owszem, wiedział że robią to wyłącznie z troski, ale powoli zaczynał mieć tej ich opieki po dziurki w nosie.
- Nawet jeśli wiem, że robią to tylko dlatego, że się o mnie martwią, to wciąż uważam, że mogliby trochę odpuścić. - szepnął sam do siebie, spoglądając w stronę uchylonych drzwi od gabinetu, za którymi Voldemort pracował nad jakimiś dokumentami. Westchnął, po raz kolejny z trudem powstrzymując się przed tym, żeby ukradkiem wyjść i zniknąć mu z oczu. Jeśli wyjdę sam i coś mi się stanie, Voldemort mi tego nie daruje. Wtedy najpewniej będę miał zagwarantowane przesiadywanie przez resztę wakacji w tym samym pomieszczeniu co on... Przewrócił kolejną stronę w książce, próbując powrócić do przerwanego czytania. Miał w ręku podręcznik od zaklęć z zeszłego roku i przeglądał go wyrywkowo. Owszem mógłby zająć się odrobieniem prac domowych które zostały zadane na lato, ale nie widział w tym sensu. Najpewniej nie wrócę we wrześniu do Hogwartu, a nawet jeśli, to już nie jako Harry Potter więc po co mam cokolwiek odrabiać? - pomyślał, ponownie przewracając kartkę.
W jego umyśle pojawił się obraz płomieni. Palenie. Ostatnimi dniami wszystko kręci się w okół tego przeklętego tematu. Salzar ostrzegał mnie, że odzyskane wspomnienia mogą w nadchodzących dniach wywołać palenie. Twierdził, że może stać się to w każdej chwili. O każdej porze dnia i nocy... dziś, jutro... za miesiąc... - znów westchnął. Bał się, ale zarazem chciał żeby to wspominane palenie wreszcie się pojawiło. To przez nie Voldemort i Severus są tak zaborczy i obchodzą się ze mną jak ze złotym jajkiem. Wiem, że obawiają się iż spalę się gdy przypadkiem zostanę sam i nikt mi nie pomoże... wiem to, ale ta sytuacja wcale nie jest przez to mniej denerwująca.
- Naprawdę wolałbym żeby było już po wszystkim. Gdy w końcu przejdę palenie, dadzą mi więcej swobody. - uśmiechnął się. Jeśli tego nie zrobią, sam o to zadbam.
- Poza tym, jak przestanę wyglądać jak Harry Potter zyskam możliwość wybrania się na Pokątną bez obaw, że któryś z piesków Dumbledore'a spróbuje sprowadzić mnie wprost do niego. W końcu będę mógł być anonimowy... - zamknął książkę z trzaskiem. Czuł, że i tak się teraz na niej nie skupi. Odłożył tom na stolik i zsunął się z kanapy. Podszedł do okna, tęsknie spoglądając na zewnątrz. Słońce stało wysoko na niebie i ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę było siedzenie w czterech ścianach. Mimo wszystko jednak wolał to niż kolejne wakacje na dusznym, sterylnym Prived Drive. Tak miał nadzieję, że już nigdy więcej nie będzie zmuszony oglądać Vernona i Petunii Dursley. Już wolę użerać się z przesadnie troskliwym Czarnym Panem. Tak, cieszę się, że nie są moją rodziną.
- Chciałbyś trochę wyjść? - niespodziewane pytanie sprawiło, że odwrócił się gwałtownie, spoglądając w stronę schodów. W drzwiach, niedbale oparty o framugę, stał Severus. Dzisiaj zamiast tradycyjnej szaty czarodziei, miał na sobie zieloną koszulę z podwiniętymi do łokcia rękawami i proste czarne spodnie.
- Myślałem, że jesteś zajęty.
- Przygotowałem już bazę pod eliksiry, jednak do ich uwarzenia brakuje mi jeszcze kilku ziół. W tutejszych lasach można je znaleźć bez problemu, nie widzę więc sensu w zamawianiu ich z apteki. Jeśli masz ochotę, możesz mi towarzyszyć. - słysząc to, nie zdołał powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu.
- Mogę nawet zbierać ślimaki, jeśli tylko mnie stąd wyciągniesz. - po jego słowach Severus roześmiał się.
][][][][
Słońce grzało mocno, ale drzewa zapewniały zbawienny cień. Spacerowali już od godziny, kręcąc się pomiędzy pniami, z dala od wydeptanych ścieżek. Szedł kilka kroków za Severusem pewien, że jeśli straci go z oczu, zagubi się w tym gęstym lesie. Przeczesując runo leśne starał się wyszukać rośliny które wskazał Sev. Nie było to łatwe, ale przygotowany przez Snape'a koszyk był już zapełniony niemal do połowy. W czasie poszukiwań Severus opowiadał mu o czasach gdy byli razem w Hogwarcie. Przysłuchując się jego opowieściom starał się dopasować jego słowa do własnych wspomnień w których wciąż panował chaos. W końcu po kolejnej godzinie, Severus wyprostował się, rozmasowując sobie kark. Wskazał na koszyk i powiedział:
- Myślę, że to wystarczy. Możemy wracać.
- Yhm. - potwierdził i otrzepując ręce brudne od ziemi, zmniejszył odległość pomiędzy nimi. Uśmiechnął się do niego niewinnie i jednym ruchem objął go w pasie, przyciągając do siebie.
- Później. - szepnął, ukrywając twarz w jego koszuli.
- Czy wiesz o co prosisz? - Severus pochylił się. Gdy mówił jego oddech owiał mu kark, wywołując dreszcz. Zaraz po tym jedna z jego rąk wsunęła się mu pod koszulę, przesuwając po nagiej skórze. Zadrżał ponownie i uniósł głowę aby spojrzeć mu w oczy i jego usta zostały przyciągnięte do pocałunku. Nim w końcu oderwali się od siebie, zaczęło brakować mu tchu. Łapiąc w pośpiechu oddech, po raz kolejny spojrzał mu w twarz i zapytał o coś co dręczyło go już od kilku dni.
- Przeszkadza ci to, prawda? To że wyglądam jak Harry Potter? - po jego słowach dłoń Severusa zamknęła się na jego własnej.
- Dla mnie liczy się tylko to kim jesteś. Nawet jeśli wciąż będziesz wyglądał jak irytujący Potter, nie pozbędziesz się mnie. Jesteś mój i nic tego nie zmieni Shaan.
Severus ponownie przyciągnął go do pocałunku. Nie zaprotestował.
][][][][
Nim wrócili do domu, dawno minęła pora obiadu. Jak tylko przekroczyli próg, zmierzyło ich uważne spojrzenie Voldemorta. Harry podejrzewał, że ten zaraz puści jakiś złośliwy tekst w ich kierunku, albo zacznie go pouczać. Przygotowany na rzucenie riposty w jego stronę, został całkowicie zbity z tropu, gdy ten jedynie wskazał ręką na stół w rogu.
- Skrzaty przygotowały już obiad. Siadajcie. - Harry zauważył, że Severus odpowiedział skinieniem i zbliżył się do stołu, sam jednak nie ruszył się z miejsca. Jak miał być szczery, wcale nie miał ochoty na jedzenie. Na pewno nie takie, które czekało na niego.
- Ja... chyba nie jestem głodny.
- Musisz coś zjeść. - zerknął na Voldemorta i pokręcił głową.
- Nie chce mi się jeść.
- Shaan, wiem, że może to być niezbyt smaczne, ale nie możesz głodować... - słysząc nalegania Severusa, rozzłoszczony wskazał na blat, na którym właśnie pojawiły się gorące potrawy.
- Niezbyt smaczne? To jest w ogóle bez smaku!
- Zapewne, jednak Salzar był nieugięty. Twój organizm przez lata był na nieodpowiedniej dla ciebie diecie.
- Ale czy z tego powodu muszę jeść wszystko smakujące tak nijako?
- W tej chwili wydaje ci się to bez smaku ponieważ twoje zmysły są osłabione przez działania Dumbledore'a.
- Wcale nie jest powiedziane, że będą lepsze. - rzucił, ale z rezygnacją wyminął wstającego z kanapy Voldemorta i zajął jedno z krzeseł.
- Wiem, ale nie możemy ryzykować Shaan. Przynajmniej nie do czasu twojego kolejnego palenia. Na chwilę obecną nie jesteśmy nawet w stanie stwierdzić, w jakim dokładnie stanie jest twój żołądek. - wiedział, że Severus ma rację. Wiedział, ale wcale nie powodowało to poprawy jego apetytu.
- Smacznego - rzucił w końcu, nie chcąc już dłużej drążyć tego tematu i z oporem zabrał się za parującą zupę. Tak jak podejrzewał, nie udało mu się zidentyfikować, czym ona tak właściwie smakuje.
][][][][
W czasie posiłku Severus z Voldemortem pogrążyli się w rozmowie dotyczącej ostatnich posunięć ministerstwa. Nigdy, w żadnym ze swoich żyć, zbytnio nie interesował się polityką. W pewnym momencie jednak słowa Voldemorta przyciągnęły jego uwagę na tyle, że wtrącił się w słowo Severusowi.
- Czy to nie oznacza, że próbują przejąć kontrolę nad Hogwartem? Zdawało mi się, że ministerstwo nie powinno mieć nic do wyboru hogwardzkich nauczycieli?
- Nie mylisz się. Zgodnie z prawem Hogwart jako szkoła nie podlega jurysdykcji Ministerstwa Magii. Tak było od zawsze, niestety obecnie coraz mniej osób zdaje się o tym pamiętać. - przytaknął i zaraz pokręcił głową, szepcząc:
- Zdawało mi się jednak, że ktoś taki jak Dumbledore nie da się tak łatwo podporządkować... Na pewno nie osobie takiej jak Knot. Przecież to fajtłapa! Nie wiem nawet dlaczego on wciąż siedzi na stołku ministra?!
- Dobre pytanie Shaan. - Voldemort uśmiechnął się do niego z przekąsem i dodał: - W naszym świecie rzadko kiedy minister zmienia się co kadencję. Tym razem też sądzę, że to bardziej przyzwyczajenie wśród dorosłych czarodziejów, niż realne kompetencje ministra, trzymają go na stanowisku.
- Chcesz przez to powiedzieć, że ludzie na niego głosują, bo wiedzą czego się mogą po nim spodziewać?
- Tak sądzę. Zmiany zawsze wywołują niepewność, a często także i lęk. Lepiej pozostać przy czymś znany, choć nie koniecznie idealnym, niż rzucać się na głęboką wodę.
- To bez sensu. Poza tym, tym bardziej nie rozumiem dlaczego Dumbledore godzi się na to by ktoś taki mieszał się w sprawy szkoły. Czy nie powinien się mu postawić?
- To tylko moje spekulacje, sądzę jednak, że akurat Dumbledore'owi, bardzo odpowiada obecna sytuacja.
- Odpowiada? Dlaczego? - zapytał. Tym razem odpowiedzi udzielił mu dotąd przysłuchujący się Severus.
- Działając w ten sposób Dumbledore zdaje się pozostawać w cieniu, tym samym Knotowi wydaje się, że sam decyduje. Minister sądzi, że ma olbrzymie wpływy i ostatnie słowo należy do niego. Ma wrażenie, że jest w stanie zarządzać nie tylko ministerstwem ale i szkołą. Ufając w to że jest ważniejszy, dzieli się problemami z dyrektorem i słucha jego przyjacielskich rad. To sprawia, że pozwala sobą manipulować, dając Dumbledore'owi możliwość wpływu na inne, bardziej kluczowe dla niego sprawy.
- Muszę się zgodzić z Severusem, Shaan. - Voldemort dodał cicho. - Taka strategia umożliwia Dumbledore'owi owinięcie sobie ministra w okół palca. Może on wpłynąć na decyzje ministerstwa, sam się przy tym nie wychylając. Niestety kosztem tego jest dobro nauczycieli i uczniów Hogwartu. Wybór nowego nauczyciela obrony, nie jest tego pierwszym przykładem.
- Co masz na myśli?
- Hogwart w ostatnim stuleciu bardzo się zmienił. Przez lata zaczął dostosowywać się do standardów narzucanych przez ministerstwo magii. Zaczęło się to jeszcze zanim Dumbledore objął stanowisko dyrektora Hogwartu, jednak to za jego kadencji doszło do największych zmian. Wy tego nie pamiętacie, ale kiedyś zakres nauczanych przedmiotów w Hogwarcie, był zupełnie inny od tego znanego wam dzisiaj.
- Słyszałem trochę o tym. Przedmioty podobno były likwidowane ze względu na zbyt małą ilość chętnych do utworzenia grupy. - Severus wtrącił. - Wiem też, że gdy przedmiot został już raz zlikwidowany, w kolejnych latach nie podejmowano próby otworzenia go ponownie.
- Czy wiele przedmiotów w taki sposób zlikwidowano? - zapytał zaciekawiony, tym razem odpowiedział mu Voldemort:
- Osobiście wiem o około piętnastu. Nie przeczę, że mogło być ich jeszcze więcej, jednak do informacji o tylu, udało mi się dotrzeć. Nie wiedzieć czemu, ale zniknęły stare rejestry zaświadczające o kształcie dawnego programu nauczania.
- Jak to zniknęły? - zaskoczony zwrócił wzrok na Voldemorta.
- Kiedyś trochę się tym interesowałem. Dotarłem do informacji, że stare rejestry spaliły się w pożarze. Zabawne, że pożar objął dokumenty które zabezpieczono antypalnymi zaklęciami.
- Myślisz, że ktoś chciał by o nich zapomniano? Dlaczego? Czemu mieliby wyrzucić piętnaście przedmiotów? Przecież to jest... - Voldemort wszedł mu w słowo, tłumacząc:
- Jest to ponad połowa zajęć wykładanych w Hogwarcie. Obecnie prowadzonych jest dwanaście przedmiotów, plus nauka latania dla pierwszego roku. Sądzę, że kiedyś wszystkich przedmiotów było około trzydziestu. Jeśli pytasz czemu zostały zlikwidowane, nie mam na to gotowej odpowiedzi, mogę jedynie spekulować. W wyjaśnieniach skłaniałbym się ku ilości obecnych w szkole profesorów.
- Dlaczego?
- Kontrola Shaan. Kontrola. - wciąż nie bardzo rozumiejąc, zerknął na Severusa. Ten uśmiechnął się do niego lekko i wyjaśnił.
- Mniejsze grono pedagogiczne jest łatwiejsze do nadzoru niż tłum profesorów który sam w sobie może stanowić siłę. Nie wiesz o tym, ale posiadając dwadzieścia głosów, profesorowie mogą wprowadzić zmianę, pomimo sprzeciwu dyrektorskiego.
- Chcesz powiedzieć, że Dumbledore zlikwidował przedmioty żeby... - nie był w stanie dokończyć. Wyręczył go Voldemort.
- Zabezpieczyć się przed ustanowieniem kworum które mogłoby stać się znaczącą siłą przeciw niemu.
- To chore.
- Niestety Shaan. Dumbledore nigdy nie przejmował się dobrem innych. Nie miało dla niego znaczenia czy dla własnych celów będzie zmuszony zniszczyć jakąś firmę, czyjeś życie czy system edukacji. Wystarczy spojrzeć na to jak Hogwart funkcjonuje dzisiaj. Kiedyś przyjmował on znacznie więcej studentów, ale teraz to tylko elitarna szkoła.
- Co przez to rozumiesz?
- Uczęszczanie nie tylko do Hogwartu, ale i do jakiejkolwiek magicznej szkoły nigdy nie było tanią sprawą. Może i sama szkoła nie jest odpłatna, jednak niezbędne wyposażenie to już inna sprawa. Szaty, podręczniki, składniki eliksirów, kociołek, kufer... Wszystko kosztuje i nie każdego stać na taki wydatek. Kiedyś istniało stypendium dla najbiedniejszych uczniów, dziś jednak niewielu je otrzymuje.
- Myślałem, że wszyscy idą do szkoły?
- Nie. Do szkoły idą ci których rodziny są w stanie sobie na to pozwolić, oraz ci którzy mają wystarczająco dobre koligacje aby zyskać stypendium. Najbiedniejsi uczą się w domu od rodziców i znajomych. Ich edukacja cierpi na tym, ale nie mają wyboru.
- A osoby z rodzin mugolskich? One nie mają żadnych koligacji.
- To akurat kolejny z projektów ministerialnych, który ma wyrównać szanse dzieci z rodzin nie magicznych.
- Czyli dzieci z rodzin mugolskich mają dofinansowanie, a ci którzy są czarodziejami z pokolenia na pokolenie już nie?
- To dobre podsumowanie, Shaan.
- Przecież to niesprawiedliwe!
- Świat nigdy nie był sprawiedliwy. Nie ma tu znaczenia czy chodzi o społeczność czarodziej czy o mugoli. Polityka zawsze była narzędziem do uzyskania wpływów i majątku. - szept Severusa przyprawił go o dreszcz.
- Ale to...
- Chyba zbyt długo Dumbledore miał na ciebie wpływ Shaan. - głos Voldemorta był dziwnie ostry. - Nie pozwól by jego wypaczony obraz świata przytłumił twój własny osąd. Nie zapominaj, że rzeczywistość nie jest i nigdy nie była czarno biała.
- Czy naprawdę nie można nic z tym zrobić? Nie można sprawić by Hogwart zaczął funkcjonować tak jak kiedyś? - zapytał cicho, ignorując jawny przytyk ze strony Voldemorta.
- Kto powiedział, że nie można? Hogwart zmieni się jeszcze przed upływem tego roku, Shaan. - coś w słowach Voldemorta zmusiło go do ponownego spojrzenia mu w oczy.
- Co planujesz?
W odpowiedzi otrzymał tylko nieodgadniony uśmiech.
][][][][
Po obiedzie zaszył się w ogrodzie. Musiał trochę pobyć sam. Potrzebował czasu aby to wszystko przemyśleć. Zdawał sobie sprawę, że Voldemort widzi go przez otwarte okno, starał się jednak to zignorować. Rewelacje które otrzymał w trakcie obiadu, wywróciły nieco jego obraz magicznego świata. Owszem wiedział, że mroczni czarodzieje są negatywnie postrzegani, nigdy jednak nie przypuszczał, że nawet wśród jasnych czarodziei istnieje tak wielka selekcja.
Jak można jednym umożliwiać naukę a innym tak po prostu jej odmawiać? Przecież każdy ma prawo się uczyć... - pokręcił głową. Nie chciało mu się wierzyć, że dzieci są skazane na naukę w domu. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że w takich przypadkach nie są one w stanie nauczyć się wszystkiego co powinny wiedzieć.
- Jak mają być kompetentnymi czarodziejami, skoro odmawia się im dostępu do wiedzy? - opadł na trawę, spoglądając w błękitne niebo. To nie powinno działać w ten sposób... Czy Voldemort naprawdę jest w stanie coś z tym zrobić? - przygryzł wargę. Wciąż mu nie ufał, nie popierał też jego metod, ale zdawał sobie sprawę, że zmiany są konieczne. Czuł, że w tym przypadku, gdyby miał wybierać, stanąłby po stronie Voldemorta.
][][][][
Wieczór nadszedł szybciej niż myślał. Tuż po kolacji zasiadł na kanapie, z uśmiechem wtulając się w siedzącego obok Severusa. Starszy mężczyzna objął go ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
- Co byś chciał dzisiaj obejrzeć?
- Nie wiem, ty wybierz. - uśmiechnął się gdy Severus sięgnął po pilota aby nastawić film. Tak ostatnią rzeczą jaką spodziewał się ujrzeć w domu cholernego Czarnego Pana był mugolski telewizor i kolekcja kaset video.
Ron pewnie dostałby zawału gdybym mu o tym opowiedział. - pomyślał i skupił się na obrazie, gdy film się zaczął i pierwsze dźwięki wypełniły salon. Zaśmiał się, orientując co takiego puścił Severus. Sam nigdy nie miał okazji tego obejrzeć, widział jednak fragmenty, gdy Dudley przesiadywał przed telewizorem.
Zakochany kundel...
][][][][
Wyciągnął rękę przed siebie, z nostalgią przyglądając się płatkom śniegu, topiącym na ciepłej dłoni. Spojrzał w niebo zasnute chmurami i uśmiechnął się.
- Nadchodzi zima.
Drogi wciąż jeszcze były czarne, sypało już jednak dosyć mocno i podejrzewał, że nie minie wiele czasu, nim wszystko przykryje bielutki puch,
Lubił zimę. Nie, nie lubił zimna, dużo bardziej wolał siedzieć przy ogniu przed kominkiem, ale zima miała swój urok. Gdy wszystko skrył czysty śnieg, atmosfera stawała się zupełnie inna. Miał wrażenie, że nawet ludzie stają się dla siebie milsi i bardziej uczynni.
Mocniej otulił się grubym szalikiem i zawrócił w stronę majestatycznego zamku, zostawiając za sobą szklarnie. Był na błoniach sam, reszta zdążyła już dobiec do frontowych drzwi, ale jemu się nie spieszyło. Zielarstwo było ostatnimi zajęciami tego dnia. Miał czas.
Minęło kilka kolejny minut nim dotarł do schodów prowadzących do zamku. Stanął na pierwszym z nich i zatrzymał się, odwracając w stronę błoni. Śnieg powoli przykrywał resztki trawy, tworząc biała otulinę w okół każdego źdźbła. Wyglądało to naprawdę pięknie.
- Długo zamierzasz tutaj stać? - niespodziewany szept przy uchu sprawił, że podskoczył i zachwiał się omal nie spadając ze stopnia na którym przystanął. Na szczęście silna ręka podtrzymała go, chroniąc przed upadkiem. Zaraz po tym został pociągnięty do tyłu i objęły go silne ramiona,
- Ktoś może nas tu zobaczyć. - szepnął, próbując się uwolnić, ale Severus jedynie mocniej go schwycił.
- Zostało pół roku. Pod koniec czerwca już nas tutaj nie będzie. Niech patrzą.
- Sev.. będziesz miał z tego powodu problemy... lepiej żeby nie wiedzieli. Wiesz przecież, że...
- Nie Shaan. Dość tego ukrywania się. Należysz do mnie i nic tego nie zmieni. Niech oni w końcu się do tego przyzwyczają.
- Ale... - urwał gdy Severus odwrócił go w swoją stronę i zamknął jego usta pocałunkiem. Przymknął oczy, poddając się.
Niech patrzą.
vvv
Delikatne kołysanie powoli przebiło się do jego świadomości. Czuł obejmujące go ramiona, nie był jednak pewien czy to rzeczywistość czy sen. Zamrugał i w końcu otworzył oczy. Rzeczywiście był obejmowany. Mówiąc dokładniej, znajdował się na rękach, w objęciach Severusa. Poruszył się, ściągając na siebie jego uwagę.
- Obudziłeś się?
- Zasnąłem?
- Tak, w połowie filmu.
- Szkoda, był ładny...
- Rano możesz obejrzeć jeszcze raz. Teraz śpij. Już późno.
- Yhm. - ziewnął, nie mając siły na protest. Wiedział, że powinien wyswobodzić się z jego objęć i pójść na własnych nogach, ale wcale nie miał na to ochoty. Zamknął oczy, wtulając się mocniej w jego pierś.
- Śpij Shaan. - Ledwie poczuł, że Severus kładzie go i okrywa kołdrą. Myśli zaczęły mu się rozmywać. Nim za Severusem zamknęły się drzwi, spał.
][][][][
Drżał. Było mu zimno. Potwornie zimno... Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek wcześniej się tak czuł. Nigdy tak naprawdę nie marzł, a teraz miał wrażenie, że chłód przenika go do kości. Porwana koszula i przemoczona szata lepiły się do skóry nie dając ani krztyny ciepła.
Bał się.
Otaczała go nieprzenikniona ciemność. Chciał się wydostać, ale nie był w stanie się ruszyć. Więzy oplatające nadgarstki, trzymały mocno, ocierając skórę przy każdym ruchu. Próbowała wołać o pomoc, ale bezskutecznie. Z jego obolałego gardła, nie wydobył się żaden dźwięk.
Severusie... pomóż mi... Severusie... proszę... Rozpaczliwie wołał go w myślach, jednak on nie przychodził.
Był sam.
Dlaczego? Co ja takiego zrobiłem... Dlaczego mi to robisz? Dlaczego ja? Raz po raz zadawał te same pytania, ale nie znajdował na nie odpowiedzi. Nie wiedział dlaczego się tu znalazł, ani co się z nim stanie. Nie wiedział jak ma zawiadomić Severusa lub któregoś z przyjaciół o tym gdzie jest. Powoli zaczynał wątpić w to, że kiedykolwiek uda mu się stąd wydostać...
Czy ja tu umrę? - zamknął oczy i pomimo bólu, potrząsnął głową aby odpędzić tę myśl. Nie mogę tu umrzeć... Nie mogę...
Nie umrę!
Gdy do jego uszu dobiegł odległy odgłos kroków, wstrzymał oddech, czując, że serce zaczyna walić mu niczym młot.
On tu idzie...
Podłoga zaskrzypiała, a kroki przybliżyły się. Wsłuchując się w niej, zadrżał orientując się, że idzie więcej niż jedna osoba.
Nie... proszę nie...
Cisza. Kroki zatrzymały się. Słyszał jedynie własny przyspieszony oddech.
Błagam, nie... błagam...
Rozległ się dźwięk przekręcanego klucza w zamku i ostre światło zalało pomieszczenie.
Nie...
vvv
Usiadł na łóżku, z trudem łapiąc oddech. Czuł zimny pot spływający po plecach. Oddychał płytko. Zaciskając palce na pościeli w panice rozglądał się po pokoju. Minęło kilka minut nim uspokoił się na tyle, aby zrozumieć gdzie jest.
Dom Voldemorta... - przymknął oczy, skupiając się na wprowadzaniu powietrza do płuc. Sceny ze snu wciąż zdawały mu się przerażająco żywe w jego pamięci.
- To był koszmar czy wspomnienie? - szepnął wcale nie będąc pewnym, czy chce poznać na to pytanie odpowiedź. Nie, po namyśle stwierdził, że zdecydowanie nie chce. Nie chcę, bowiem, jeśli to przypadkiem było moje własne wspomnienie, to... - zadrżał, urywając myśl.
Wyplątał się z wilgotnej pościeli i wstał, chcąc zając czymś ciało i umysł. Zbliżył się do okna i wyjrzał na zewnątrz. Był kolejny piękny dzień. Słońce stało wysoko na niebie, tworząc refleksy w koronach drzew. Piękny poranek... Uśmiechnął się, zaraz jednak odwrócił się, szukając zegarka. Znalazł go pozostawionego przy łóżku na dywanie, zerknął na niego, cisząc się, że Hermiona naprawiła mu go po drugim zadaniu turnieju. Odczytał godzinę i upewnił się w tym, że to wcale nie poranek. Zegar wskazywał piętnaście po dwunastej.
Przespałem pół dnia? Dlaczego mnie nie obudzili? - westchnął, orientując się, że ma niecałą godzinę do obiadu. Pospiesznie wybrał najbardziej nadające się ubrania z pośród tego co posiadał i ruszył w stronę łazienki. Po nocy był mokry i jedyną rzeczą o której w tej chwili marzył, była kąpiel.
][][][][
Gdy dotarł na dół, Severus i Voldemort byli już na miejscu. Zajmując to samo miejsce przy stole co wczoraj, spojrzał na nich z wyrzutem i nie mogąc się powstrzymać, z pretensją zwrócił się do Severusa.
- Mogłeś mnie obudzić. Przespałem pół dnia!
- To ja zabroniłem cię budzić. Twój organizm potrzebował snu. - odpowiedź Voldemorta ani trochę mu się nie spodobała. Nim jednak miał szansę coś mu odwarknąć, na stole pojawiło się gorące jedzenie.
- Zjedz. Jak chcesz możesz mi potem pomóc w laboratorium. - niespodziewana propozycja od Severusa, sprawiła, że zwrócił się w jego stronę.
- Nie boisz się, że wysadzę ci kolejny kociołek? - uśmiechnął się, przypominając sobie jedno ze wspomnień.
- To proste eliksiry. Sądzę, że tych nawet ty nie jesteś w stanie zepsuć. Twoje zaskakujące umiejętności warzelnicze powinny podołać temu zadaniu.
- Uważaj żebyś się nie przeliczył. - wytknął język do Severusa i zabrał się za parującą zupę.
][][][][
Do piwnicy prowadziły wąskie stopnie. Za jedyne oświetlenie służył migotliwy blask różdżki. Światło dnia nie padało tu, bowiem Severus zamknął za nimi drzwi, gdy tylko weszli do środka. Schodząc powoli, trzymał się blisko starszego czarodzieja w obawie, że potknie się i sturla na sam dół. Otaczające go ściany, zdawały mu się napierać na nich. Nie lubił tak ciasnej przestrzeni, ale za nic nie odrzuciłby propozycji złożonej mu przez Severusa.
Mimo wszystko z ulgą przyjął fakt, że w końcu dotarli na miejsce. Incendio Tarua. - ledwie zaklęcie przebrzmiało, z końca różdżki Severusa wypłynęło kilkanaście ogników. Chwilę później unoszące się pod sufitem świece, zapłonęły, rozjaśniając pomieszczenie pomarańczowym blaskiem. Harry zaciekawiony rozejrzał się. Piwnica okazała się znacznie większa niż przypuszczał. Spoglądając na odległe ściany zaczął podejrzewać, że zajmuje ona większą powierzchnię niż sam dom znajdujący się ponad nią.
Jedną ze stron pomieszczenia wypełniały regały pełne pergaminów i słoiczków z najróżniejszymi substancjami. Na przeciwko zaś stały cztery paleniska z kociołkami. Harry zaskoczony zauważył, że ostatni z nich jest szczerozłoty. Zbliżył się by obejrzeć go, po czym przeniósł wzrok na dwa stoły do przygotowywania składników. Przejechał palcami po czarnym blacie, zastanawiając się z jakiego tworzywa je wykonano.
- To marmur. Nie reaguje ze składnikami nawet najcięższych eliksirów. Jest całkiem użyteczny. - gdy Severus odpowiedział mu na jeszcze nie zadane pytanie, odwrócił się do niego.
- Nad jakimi eliksirami pracujesz?
- W tej chwili przygotowuję eliksir pieprzowy.
- Eliksir pieprzowy? Po co?
- Jestem hogrwardzkim mistrzem eliksirów. To do mnie należy uzupełnienie zaopatrzenia Skrzydła Szpitalnego na kolejny rok. Eliksir pieprzowy jest jednym z podstawowych eliksirów wykorzystywanych przez Pomfrey w okresie jesiennym. Powiedziałbym, że czasem nawet go lekko nadużywa. - słysząc to Harry przypomniał sobie ile razy sam był zmuszony do wzięcia go „profilaktycznie" choć tak naprawdę wcale nie był przeziębiony.
- Wydaje mi się, że to chyba jej ulubiony eliksir.
- Najpewniej. - Severus uśmiechnął się. Odpowiedział mu tym samym po czym spoważniał i zapytał:
- Co mam robić?
- Eliksir pieprzowy to poziom pierwszego roku. Składniki nie wymagają specjalistycznego przygotowania, wystarczy, że w miarę równo je pokroisz i nie pomylisz kolejności dodawania. Sam eliksir również nie warzy się długo. Sądzę, że mógłbyś się nim zająć, wtedy ja zabiorę się za eliksir przeciwkrwotoczny, którego Pomfrey również zgłosiła braki. Na półce znajdziesz podręcznik pierwszego roku. Jak czegoś nie będziesz wiedział, pytaj. - przytaknął i ruszył w stronę wskazanej półki. Szybko odnalazł podręcznik i odszukał w nim eliksir.
Wkrótce obaj pogrążyli się w pracy.
][][][][
Skupiony na zadaniu, nawet nie zauważył jak szybko mija czas. Popołudnie przemieniło się w wieczór, a następnie w późną noc nim skończyli ostatnią partię. Pracę przerwali jedynie raz, gdy pojawił się skrzat z kanapkami, najpewniej przysłany przez Voldemorta. Korkując flakoniki, po raz kolejny spojrzał na Severusa który skupiony na pracy, zdawał się przebywać w innym świecie. Przestał już liczyć ile razy tego popołudnia łapał się na tym, że zamiast zwracać uwagę na to co robi, wlepiał wzrok w mężczyznę. Prawdę mówiąc przez cały ten czas nie rozmawiali wiele, ale czuł, że jutrzejszy dzień mógłby spędzić w ten sam sposób. Sama obecność Severusa sprawiała, że jego wnętrze wypełniało ciepło.
- Koniec. - szepnął wręczając Severusowi ostatnią fiolkę.
- Tak. - ten przytaknął wyczarowując etykietę na buteleczkę. - Pora spać. Myślę też, że zasłużyliśmy na kąpiel.
Wspólną? - miał ochotę zapytać, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. W milczeniu podążył za Severusem na piętro. Gdy mijał jego pokój zatrzymał się na moment. Chciał poprosić o to by spali dziś razem, ale nie wiedział jak poruszyć ten temat. Wciąż był boleśnie świadom tego, że dalej wygląda jak Potter. Tak, nawet jeśli Severus mówił że mu to nie przeszkadza, on nie do końca był skłonny w to uwierzyć. Jeszcze przez kilka sekund bił się z myślami, wszystko jednak trwało tak krótko, że Snape zdawał się nie zauważyć jego zawahania. W końcu wyminął Severusa i z ociąganiem ruszył przed siebie, kierując się do swojego pokoju.
- Dobranoc. - szepnął, odwracając się na moment. Słowa zamarły mu na ustach, gdy gorące wargi zetknęły się z jego własnymi. Zabrakło mu tchu nim oderwali się od siebie.
- Ja... - zaczął, ale Severus położył mu palec na ustach, nie dając dokończyć. Zaraz po tym smukłe palce zamknęły się na jego dłoni i został wciągnięty do pokoju. Odgłos zamykających się drzwi, ledwie do niego dotarł.
- Chodź. Musimy się umyć. - pozwolił zaprowadzić się do łazienki. Nie zaprotestował też gdy Severus zaczął go rozbierać. Nim się zorientował, jego koszulka, spodnie i bielizna wylądowały na posadzce. Zaczerwienił się, nie miał jednak zbyt wiele czasu na myślenie o własnej nagości, gdyż chwilę później ubrania Severusa dołączyły do jego własnych. Pozwolił sobie na zlustrowanie całej jego sylwetki po czym stanął na palcach aby złożyć na jego wargach całusa. Severus objął go w pasie i pogłębił pocałunek. Następna rzecz która do niego dotarła to to, że został wciągnięty pod prysznic i pchnięty na jedną ze ścianek.
Oblała ich ciepła woda.
Gdy w końcu oderwali się od siebie, z trudem łapał urywany oddech. Kątem oka zauważył, że Severus nabiera mydło na rękę, zaraz potem śliskie ręce przesunęły się po jego nagiej skórze. Zadrżał. Czuł pulsowanie w dole podbrzusza, a ciało wypełniało gorąco. Snape odwrócił go tak, że oparł się o niego plecami i odchylił jego głowę, kradnąc kolejny pocałunek. Gdy poczuł jego rękę zsuwającą się na pulsujące przyrodzenie, zamknął oczy. Dłoń poruszyła się...
][][][][
Owinięty w puszysty szlafrok, objął Severusa za szyję, pozwalając zanieść się do łóżka. To co wydarzyło się pod prysznicem sprawiło, że z jego policzków wciąż nie schodził rumieniec. Mimo wszystko czuł nieco winny, że tylko on został zaspokojony. Gdy zaczęli był pewien, że dojdą do końca, jednak Severus powstrzymał się. Nie wiedział dlaczego. Nie wiedział, ale obawiał się zapytać. Podejrzewał, że ma to związek z tym jak wygląda Nie chce mnie takiego, bez względu na to co mówi, nienawidzi Pottera... - ta myśl bolała, nie potrafił się jednak jej pozbyć. Przez kilka minut w milczeniu obserwował Snape'a gdy ten ubierał się i czesał. W końcu gdy wsunął się pod kołdrę, tuż obok niego, odważył się wyszeptać:
- Przeszkadza ci to jak wyglądam, prawda? To dlatego przerwałeś... - Severus przyciągnął go do siebie, tak by oparł głowę na jego ramieniu, dopiero po tym odpowiedział.
- Nawet tak nie myśl Shaan. Powtarzałem to już wiele razy i powiem jeszcze raz. Dla mnie nie ma znaczenia to jak wyglądasz. Nawet jeśli na zawsze zostaniesz Potterem, moje uczucia do ciebie się nie zmienią.
- To dlaczego ty...
- Twoje ciało wciąż jest osłabione. Nie chcę dokładać ci teraz niepotrzebnego bólu. Daj sobie czas, Shaan.
- Ale...
- Spokojnie. Pamiętaj że jesteś mój i się mnie nie pozbędziesz, nawet jeśli bardzo będziesz tego chciał. Znów słysząc te same słowa, nie zdołał powstrzymać uśmiechu.
- Sev ty... - ponownie nie dane mu było dokończyć. Severus uniósł się na łokciu i pocałował go delikatnie, po czym kładąc się, szepnął.
- Śpij Shaan. Obaj potrzebujemy snu.
- Dobranoc Sev.
- Kolorowych snów, Shaan.
][][][][
Jęknął. Każdą komórkę jego ciała wypełniał ból. Próbował zwinąć się w pozycji embrionalnej, ale nie był w stanie się ruszyć. Nie wiedział co się dzieje. Chciał otworzyć oczy, powieki jednak były ciężkie jak z ołowiu.
To boli...
Czuł gorąco tak intensywne, że miał wrażenie iż jego kości roztapiają się. Ból tysiącami igieł przebijał każdy nerw w jego ciele.
Krzyknął, ale do jego uszu nie dotarł żaden dźwięk.
Boli...
Pomóż mi... Sev... pomocy...
][][][][
Po namyśle zdecydowałam się na kasety video, nie płyty cd, ponieważ w tamtym okresie używanie płyt dopiero powoli się rozpowszechniało. Poza tym nie ukrywajmy, że czarodziejski świat jest mocno zacofany w porównaniu do mugolskiego, przynajmniej jeśli chodzi o technologię.
Kworum (z łac. quorum;) – minimalna liczba członków zgromadzenia (parlamentu, stowarzyszenia, związku zawodowego), niezbędna do prowadzenia obrad lub podjęcia wiążących decyzji, np. w przedmiocie wyborów, podjęcia uchwały.
Incendio Tarua – czar incendio jest zaklęciem z kanonu książek HP. Wywołuje ono ogień. Słowo Tarua jest moją własną modyfikacją zaklęcia, pochodzi z języka maori, po przetłumaczeniu znaczy po prostu duplikować.
Zakochany kundel... - tak, tak, nie mogłam się powstrzymać ;)
][][][][
Koniec rozdziału 6
