NIE BAW SIĘ OGNIEM, BO SIĘ SPALISZ
][][][][
Życzę wszystkim Zdrowych i Pogodnych Świąt
Dotarliśmy do rozdziału siódmego. Tym razem mam dla was troszkę wyjaśnień no i zmian jakie zajdą w Harrym. Tak znów planuję odrobinkę namieszać, no może więcej niż odrobinę... Nie mówię już nic więcej, po prostu zapraszam do czytania.
][][][][
Rozdział 7
Ogień parzy, ogień grzeje
Nie skacz za przyjacielem w ogień,
tylko pomyśl, jak ów ogień ugasić.
][][][][
Punkt widzenia Severusa
Nie od razu zrozumiał co się dzieje. W pierwszej chwili nie wiedział nawet co właściwie go przebudziło. Czuł ból promieniujący od kostki. Wciąż na granicy jawy i snu roztarł bolące miejsce starając się zrozumieć co się stało i w tej samej chwili został kopnięty w rękę. Jęknął, otwierając oczy i siadając na łóżku. Zmęczenie prysło niczym bańka mydlana gdy jego wzrok padł na wijącego się w pościeli Shaana. To on go kopnął, ale siniak który przez to z pewnością będzie miał, był obecnie jego najmniejszym zmartwieniem.
- Cholera. - był w stanie jedynie zakląć, zrywając się z posłania. Shaana, niczym skorupa, otaczały ciemno czerwone płomienie. Coś było zdecydowanie nie tak. Schwycił pozostawioną przy łóżku różdżkę i pospiesznie rzucił kilka zaklęć w jego kierunku. Shaan przestał się rzucać, ale płomienie wciąż miały tą samą, nienaturalną barwę. Nie podobało mu się to, ani trochę. Niestety, dobrze wiedział, że taki kolor mogła wywołać tylko jedna rzecz...
Krew. Płomienie zabarwiała krew Shaana, a urywany oddech mieszał się z cichymi jękami.
- Nie waż mi się tu umrzeć. - szepnął i nie przejmując się tym, że jest w piżamie i stąpa boso, pospieszył do jednej z sąsiednich sypialni. Musiał obudzić Czarnego Pana. Jak najszybciej.
Wytrzymaj Shaan.
][][][][
Drzwi od sypialni zajmowanej przez Voldemorta, nie były zakluczone. Wiedział o tym. Czarny Pan nigdy się nie zamykał. Nacisnął klamkę, nie zastanawiając się nawet nad tym, że powinien najpierw zapukać i wszedł do środka. Różdżka która kilka sekund później została skierowana prosto w jego pierś otrzeźwiła go lekko i uzmysłowiła do czyjej sypialni właściwie wtargnął bez zapowiedzi.
- Mam nadzieję, że masz ku temu dobry powód Severusie, w przeciwnym razie zignoruję to co łączy się z moim synem. - jad wyraźnie wychwytywalny w głosie Czarnego Pana, sprawił, że się wzdrygnął, zaraz jednak zapanował nad sobą, odpowiadając:
- Chodzi o Shaana. Palenie już się rozpoczęło, coś jednak jest nie tak. Płomienie są ciemne. Wygląda na to, że zalewa je jego krew. - nie musiał dodawać nic więcej. Czarny Pan odrzucił kołdrę i wstał. Zniecierpliwiony patrzył jak sięga po szatę i wsuwa ją na siebie. Czuł, że liczy się każda sekunda.
- Chodźmy. - słysząc w końcu zbawienne polecenie, przytaknął i podążył przodem, prowadząc Czarnego Pana do swojej sypialni. Gdy pchnął drzwi i Czarny Pan przekroczył za nim próg pomieszczenia, z ulgą przyjął to, że ten nie skomentował sytuacji. Tak, ostatnią rzeczą na jaką miał teraz ochotę byłaby dodatkowa kłótnia o to, dlaczego Shaan spał u niego, a nie u siebie. Prawdę mówiąc sam był sobie wdzięczny za to, że zaciągnął go dzisiaj do siebie. Wolał nawet nie myśleć o tym jak bardzo ten by się męczył, gdyby odkryli co się stało, dopiero z rana. Być może wtedy nawet nie bylibyśmy w stanie mu pomóc... Podejrzewał, że Czarny Pan myśli o czymś podobnym i dlatego nie neguje faktu, że spali tej nocy w jednym łóżku.
- Od jak dawna to trwa? - Czarny Pan zapytał cicho, wysuwając z rękawa różdżkę i kierując ją na Shaana.
- Niestety nie jestem tego pewien. Shaan nie dał mi żadnego znaku, myślę że sam mógł nie wiedzieć, że coś się zaczyna... Kiedy się obudziłem, już rzucał się na łóżku, otoczony przez płomienie zabarwione własną krwią. - umilkł, przyglądając się jak wraz kolejnymi zaklęciami twarz Czarnego Pana traci maskę i przybiera wściekły wyraz.
- To nie jest kwestia rzuconych na niego zaklęć adopcyjnych. Walczy z czymś jeszcze, to dlatego krwawi.
- Walczy z czymś? - powtórzył niczym echo i nagle jego oczy rozszerzyły się, gdy pojął o czym Czarny Pan mówi. - Chcesz powiedzieć, że Dumbledore zostawił na nim coś jeszcze?
- Wszystko na to wskazuje. - tym razem Czarny Pan nie dodał już nic więcej, lecz zbliżył się do łóżka. - To trwa zbyt długo. - Severus usłyszał szept i zaraz po tym dostrzegł, że Czarny Pan nacina sobie nadgarstek i pozwala krwi skapywać w płomienie. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, nagle jednak płomienie zaskwierczały i rozjaśniły się, przybierając dobrze znaną pomarańczową barwę. W końcu Czarny Pan zasklepił zranienie i nie odrywając wzroku od Shaana, zwrócił się do niego.
- Jego stan jest teraz stabilny, jednak dopóki palenie nie ustanie, nie będziemy w stanie stwierdzić co dokładnie wywołało u niego krwawienie. Niestety obawiam się, że ma na sobie jakiegoś rodzaju klątwę.
- Panie, myślisz, że palenie ją złamało? - po tym pytaniu, czerwone tęczówki przesunęły się wprost na niego nim usłyszał odpowiedź.
- Nie. Krew w płomieniach sugeruje, że walczył, jednak krwawa barwa płomieni powinna zniknąć w przeciągu trzech minut, ale tak się nie stało. Pomimo upływu czasu, płomienie robiły się coraz ciemniejsze, a to wskazuje, że urok który ma na sobie jest zbyt silny. Nie jest w stanie przełamać go samodzielnie. To dlatego płomienie wróciły do normalnej barwy, dopiero po dodaniu mojej krwi. Kazałem przestać mu walczyć. Gdyby próbował dalej, najpewniej wykrwawiłby się przed końcem palenia.
- Więc wciąż ma na sobie...
- Tak. Będę miał pewność dopiero jak przebada go Salzar, ale wszystko wskazuje na to, że rzucono na niego urok który miało ujawnić się podczas jego palenia. Wygląda mi to to na środek zabezpieczający, ze strony tego szurniętego starca.
- Czy ta klątwa miała go zabić? Gdyby nie było cię tu panie, ja nie wiedziałbym jak mu pomóc i... - bał się dokończyć.
- Nikt by mu nie pomógł. W palenie mogę zaingerować jedynie ja. Być może właśnie dlatego Dumbledore wybrał taką metodę. Shaan mnie nie pamięta i gdyby nie zaufanie do ciebie, nigdy by do mnie nie przyszedł.
- Umarłby.
- Tak.
Żaden z nich nie powiedział już na ten temat nic więcej. Słowa nie były potrzebne. Kilkanaście kolejnych minut spędzili siedząc przy wciąż nieruchomym chłopcu. W końcu Voldemort podniósł się i skierował do drzwi.
- Pójdę poinformować Salzara, zostań z nim. Sądzę że będzie potrzebny nam uzdrowiciel. Powinien przebadać go, gdy tylko płomienie wygasną. Gdyby w czasie mojej nieobecności coś zaczęło się dziać, wołaj.
- Oczywiście mój Panie. - skinął jeszcze głową na potwierdzenie i ponownie skupił uwagę na Shaanie. Ledwie zauważył, że Czarny Pan bezszelestnie opuścił pomieszczenie.
][][][][
Cały czas punkt widzenia Severusa - tak dla przypomnienia ;)
Nastał świt nie przynosząc żadnych zmian. Siedzieli w trójkę przy chłopcu, pogrążeni w cichej rozmowie. W porze śniadania skrzat pojawił się z dzbankiem kawy i tacą kanapek. Severus wcale nie był głodny, ale pod uważnym spojrzeniem Salzara zmusił się do zjedzenia choć kawałka chleba i wypicia wciąż gorącego napoju. Jedząc, większą uwagę przykuwał do sylwetki na łóżku, niż do rozmowy.
Czekał.
W końcu, po nieznośnie długim czasie zdającym mu się wiecznością, zaskwierczało i płomienie wygasły. Poderwał się z krzesła i dopadł łóżka, ledwie zauważając, że pozostali mężczyźni zrobili dokładnie to samo. Gdy jego wzrok padł na spoconą twarz wciąż nieprzytomnego Shaana, nie zdołał powstrzymać wkradającego się na usta uśmiechu. To był jego Shaan, w każdym calu. Wszystkie cechy które upodabniały go do Pottera, zniknęły bezpowrotnie. Przesunął dłonią po długich kosmykach, które były teraz mokre od potu, po czym niechętnie odsunął się słysząc wymowne chrząknięcie ze strony Salzara.
- Pozwól mi go najpierw przebadać Severusie, jeszcze się nim nacieszysz. - słysząc to spojrzał na niego wymownie, ale posłusznie odsunął się w kąt pokoju, dopuszczając mężczyzn bliżej.
W milczeniu patrzył jak obaj wyjmują różdżki i kierują je na Shaana. Czekał, czując ból gdzieś wewnątrz siebie za każdym razem gdy słyszał jak wciąż płytki jest jego oddech. Dlaczego wciąż tak ciężko oddychasz? Co ten przeklęty Dumbledore ci zrobił? Minęło kilka minut nim obaj czarodzieje w końcu opuścili różdżki. Twarz Voldemorta była nieprzenikniona, ale mina którą ujrzał u uzdrowiciela, nie wróżyła nic dobrego.
- W jakim jest stanie? - zapytał gdy cisza zaczęła się przedłużać. Czekanie przyprawiało go o drżenie. Najbardziej na świecie nienawidził być niedoinformowany.
- Źle. - odpowiedź którą uzyskał od Salzara, sprawiła, że skupił uwagę na nim.
- Co przez to rozumiesz?
- Zazwyczaj palenie odnawia jego organizm, jednak tym razem tak się nie stało, a przynajmniej nie do końca. Sądzę, że Dumbledore powstrzymał je na zbyt wiele lat, aby zdołało poradzić sobie ze wszystkim co przeszedł. - tym razem odezwał się Voldemort sprawiając, że poczuł bolesny uścisk w piersi.
- Co mu dolega? Do cholery powiedzcie wreszcie! - nerwy w końcu mu puściły. Zwykle mu się to nie zdarzało, ale tym razem czuł, że dłużej nie wytrzyma. Co dziwne Czarny Pan w żaden sposób nie zareagował na jego wybuch, zamiast tego opowiedział:
- Tak jak podejrzewałem, to klątwa wywołała krwawienie w czasie palenia, będąc bardziej precyzyjnym ma na sobie Pętlę Nerwów.
- Nie... - zacisnął pięści, nie będąc w stanie powiedzieć nic więcej. Znał tą klątwę. Znał ją bardzo dobrze. Być może nie widział jej dotąd w użyciu, ale znał ją. Pochodził z mrocznej rodziny, a jego ojciec był prawdziwym fanatykiem. Musiał przyswoić sobie większości istniejących klątw. Pętla Nerwów była jedną z bardziej paskudnych klątw jakie w swoim życiu nauczył się rzucać.
- Najdziwniejsze, że to nie jest świeże zaklęcie. Klątwa Nerwów musiała być w jego organizmie od dawna. Zdaje mi się, że uaktywnił ją dzisiejszy proces spalania. Wygląda na to, że miał ją uaktywnić. - przytaknął w milczeniu gdy słowa Salzara potwierdziły podejrzenia wysnute nie tak dawno przez Czarnego Pana.
- Nie rozumiem tylko jednego, po co? Po co Dumbledore miałby rzucać na niego klątwę która będzie ranić go przy jakimkolwiek dotyku? Skoro chciał go zabić, dlaczego nie wybrał innej klątwy?
- Mówiłem ci już Severusie. Gdybym nie pomógł mu w czasie palenia, ta klątwa i tak by go zabiła. - głos Voldemorta wciąż zdawał się przesiąknięty złością. - Wydaje mi się jednak, że wiem czemu użył akurat jej. Gdyby Shaan umarł, wszelkie ślady po tej klątwie znikłyby. Nikt nie odkryłby realnych przyczyn które doprowadziły do jego śmierci. - na kilka kolejnych chwil zapadła cisza, w końcu jednak przerwało ją chrząknięcie ze strony Salzara.
- Jak pozwolicie, zostawmy to na razie. Obecnie klątwa nie zagraża jego życiu i sądzę, że mamy nieco pilniejsze kwestie do omówienia.
- Co masz na myśli? - tym razem pytanie zadał Voldemort.
- Klątwa nie jest jedynym problemem z jakim musimy się zmierzyć. Wraz z zaklęciami adopcyjnymi, opadły blokady, oraz czary maskujące które miał na sobie. Tak jak podejrzewaliśmy, jego zmysły były zablokowane. Z dobrych informacji mogę powiedzieć, że jego wzrok, słuch oraz smak powróciły do dawnego stanu. Musimy to jeszcze potwierdzić, ale sądzę, że jego zdolności feniksa także pozostały nienaruszone. Niestety spalenie ujawniło szkody jakie niewłaściwa dieta poczyniła w jego organizmie. Jego żołądek ledwie funkcjonuje. Może mieć problem z trawieniem pokarmów.
- Czy jesteś w stanie temu zaradzić?
- Jedynym ratunkiem są eliksiry odbudowujące florę bakteryjną oraz regenerujące ścianki żołądka. Obawiam się jednak, że będzie musiał stale je zażywać. Nawet z ich wsparciem powinien przyjmować jedynie półpłynne produkty, najlepiej niedoprawione. Zbyt ostre lub twarde potrawy mogą wywoływać mdłości, ból brzucha a nawet stan zapalny organizmu.
- Niech cię cholera Dumbledore. - tym razem Salzar uśmiechnął się smutno po jego słowach, po czym znów się odezwał:
- To nie jest jedyny nasz problem. Nie podobają mi się jego płuca. Wyglądają jak poparzone, zupełnie tak jakby brak spaleń odbijał się echem wewnątrz jego organizmu. Słyszycie jak ciężko oddycha?
- Można to wyleczyć? - pytanie Voldemorta sprawiło, że sam ponownie oderwał wzrok od Shaana i spojrzał na Salzara.
- Tak, przynajmniej w większości. Odpowiednie eliksiry i terapia tlenowa będą w stanie usprawnić pracę jego płuc, ale to potrwa.
- Jak długo?
- To trudno przewidzieć. Dwa, może trzy tygodnie. Po tym czasie powinien nie mieć większych problemów z oddychaniem, nawet w czasie wysiłku. Nie jest to pewne, ale może być podatny na przeziębienia. Na razie, póki się nie doleczy, dobrze by było gdyby się nie przemęczał. Powinien także unikać zanieczyszczonych miejsc. Pracownia eliksirów na pewno nie jest dla niego odpowiednią przestrzenią. Przynajmniej jeszcze nie teraz. - po jego słowach Severus poczuł na sobie wymowne spojrzenie.
- Dobrze, zrobimy jak mówisz. Zajmij się nim. Zrób wszystko co w twojej mocy. - po słowach Voldemorta, Salzar skłonił się.
- Oczywiście.
][][][][
Punkt widzenia Harry'ego
Boli... boli... to była jego pierwsza przytomna myśl. Uścisk w piersi utrudniał mu złapanie oddechu. Czuł się tak jak wtedy gdy długo biegł, gdy uciekał przed Dudley'em i jego szaloną bandą. Co się stało?Dlaczego to tak boli... Próbował uporządkować myśli, ale strzępy obrazów wirujące w jego głowie nie chciały złożyć się w jeden, spójny obraz. Nie był w stanie przypomnieć sobie gdzie jest. Wszystko było zamazane. Spróbował się poruszyć i jęknął gdy tępe łupanie w czaszce sprawiło, że zebrało mu się na mdłości. Znów jęknął chcąc aby to się wreszcie skończyło... Nagle poczuł chłodne szkło przy wargach, a do jego skołatanej świadomości przebiły się ciche słowa.
- Wypij. Powoli. - posłusznie przełknął gorzki eliksir, nie będąc w stanie się nawet zastanowić nad tym, czy ktoś przypadkiem nie podaje mu trucizny... Wystarczyło kilka chwil i zbawienne działanie specyfiku odpędziło ból głowy i rozproszenie myśli. Wciąż ciężko mu się oddychało, ale teraz był przynajmniej w stanie dodać dwa do dwóch.
Otworzył oczy i profilaktycznie starając się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, rozejrzał się. W pierwszej chwili nie rozpoznał pomieszczenia, zaraz jednak przypomniał sobie, że tej nocy zasnął u Severusa.
- Jak się czujesz? - ciche pytanie zmusiło go do skupienia uwagi na stojącym przy łóżku mężczyźnie. Rozpoznając w nim uzdrowiciela który ostatnio go badał, odpowiedział pytaniem na pytanie:
- Co się stało? Czuję się jakbym zleciał z miotły i to z dużej wysokości - po jego słowach Salzar uśmiechnął się, zaraz jednak na jego twarzy pojawiła się powaga.
- Przeszedłeś palenie. Pamiętasz coś z tego?
- Palenie? Ja... nie pamiętam. Spałem... Wiem, że zasnąłem w nocy przy Severusie po... po tym jak skończyliśmy rozmawiać i obudziłem się teraz czując ból... - urwał mając nadzieję, że jego twarz nie zdradza tego, że to co robili miało niewiele wspólnego z rozmową. Na szczęście Salzar nie drążył tego tematu, zamiast tego zadał mu kolejne pytanie:
- To nienaturalne. Zazwyczaj byłeś w pełni świadomy w czasie palenia. Co więcej zawsze byłeś w stanie wykryć moment w którym się zbliżało. Naprawdę nic sobie nie przypominasz? Żadnych sygnałów?
- Nie. - pokręcił głową w zaprzeczeniu, zaraz jednak tego pożałował, gdy przed oczami pojawiły mu się mroczki. Jęknął.
- Powoli, nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów. Twoje ciało wciąż potrzebuje czasu na regenerację. - biorąc sobie do serca jego słowa, przymknął na moment oczy, czekając aż wirowanie ustanie. Gdy kilka minut później zyskał pewność, że już nie zwymiotuje, ponownie spojrzał na uzdrowiciela i zapytał:
- Jak ono przebiegło? Czy palenie zdjęło ze mnie zaklęcia adopcyjne? - tak, ze wszystkiego to obecnie interesowało go najbardziej. Żałował, że nie ma tu lustra w które mógłby zerknąć. Owszem miał we wspomnieniach jakiś obraz dawnego siebie, wciąż miał jednak pewne obawy, czy jego wygląd będzie odpowiadał temu co pamięta.
- Tak, zdjęło je Shaan. Prawdę mówiąc, zdjęło z ciebie o wiele więcej zaklęć. Powiedz czy najpierw chcesz usłyszeć w jakim jesteś stanie, czy wolisz wpierw zobaczyć jak teraz wyglądasz?
- Ja... chciałbym najpierw siebie zobaczyć. - powiedział to bez zawahania. Miał już dość domysłów.
- W porządku. Spigel. - zaklęcie Salzara wyczarowało przed nim, unoszącą się w powietrzu, szklaną taflę. - Proszę. - usłyszał jeszcze i Salzar obrócił zwierciadło w jego stronę
Gdy ujrzał własne odbicie, nie wiedział jak ma zareagować. Owszem przypominał dawnego siebie, zarazem jednak zdawał się sam sobie całkowicie obcy. Pierwszą poprawkę musiał wziąć na to, że tak jak go ostrzegano, dalej wyglądał jak piętnastolatek, choć w wyobrażeniach widział siebie nieco starszego. Kolejną kwestią była barwa jego skóry, która w jego pamięci nigdy nie była tak nienaturalnie biała. Czemu jest tak jasna? - zapytał sam siebie, zaraz jednak odłożył ten problem na bok, skupiając się na pozostałych szczegółach. Jego włosy choć wciąż czarne, były teraz miękkie i długie. Nie sterczały już we wszystkie strony, lecz delikatnymi falami opadały na ramiona. Rysy twarzy się wyostrzyły, nabierając nieco arystokratycznych cech, a oczy znów były tak samo niesamowicie granatowe. Tak, nie pozostało nic co upodabniałoby go dłużej do Potter'a.
Jeszcze przez moment przyglądał się sam sobie, w końcu jednak oderwał wzrok od własnego odbicia i kierując spojrzenie w stronę Salzara, zapytał cicho:
- Co mi jest? Dlaczego jestem tak blady?
- To dobre pytanie Shaan, niestety nawet ja, nie mam obecnie na nie odpowiedzi, mogę jedynie spekulować.
- Co podejrzewasz?
- Sądzę, że przez ostatnie lata twoja skóra tak naprawdę nie otrzymywała wystarczającej ilości promieni słonecznych. Wygląda to tak, jakbyś miał na sobie nie tylko zaklęcie adopcyjne, ale i jakąś blokadę.
- Blokadę? Po co?
- Nie wiem Shaan. Jak powiedziałem, to tylko moje spekulacje, ale skoro już jesteśmy przy kwestii twojego zdrowia, przejdźmy do pilniejszych problemów. Zapewne sam już zdążyłeś wyczuć, że nie jest z tobą najlepiej.
- Wciąż ciężko mi się oddycha, jakbym zasapał się po długim biegu. - szepnął gdy Salzar na chwilę umilkł. Ten odpowiedział mu na to skinieniem głowy i dodał:
- Tak, to właśnie jeden z naszych problemów. Twoje płuca obecnie wyglądają jak poparzone, to znów tylko moje domysły, jednak podejrzewam, że jest to skutek uboczny zablokowania twoich paleń. Być może przez te wszystkie lata jakieś echo spaleń, pojawiało się w twoim wnętrzu. W każdym razie obecnie twoje płuca nie funkcjonują tak jak powinny. Eliksiry i terapia tlenowa pozwolą jednak doprowadzić je to względnie dobrego stanu, choć to potrwa.
- Ile?
- Dwa może trzy tygodnie, to zależy od reakcji twojego organizmu. Po tym czasie duszności ustaną. Musisz jednak wiedzieć, że po takich uszkodzeniach pewne zmiany pozostają. Z pewnością będziesz bardziej podatny na przeziębienia. Musisz się oszczędzać. Nawet jeśli nie czujesz zimna, nie wystawiaj się na chłód, to pozwoli nam uniknąć większości komplikacji. - przytaknął, z ulgą przyjmując to, że powinien wkrótce powrócić do względnej normy.
- Co jeszcze? Powiedziałeś, że to tylko jeden z problemów? - wcale nie chciał tego wiedzieć, zarazem jednak czuł, że musi. Niewiedza była jeszcze gorsza.
- Widzę, że słuchałeś mnie uważnie. Masz rację, to nie jedyna sprawa. Kolejną kwestią jest twój żołądek.
- A więc jednak. - szepnął wspominając cudowne zupy które ostatnio jadł. - Czyli nie mam szans na zmianę jadłospisu na nieco smaczniejszy?
- Nie, z pewnością nie. Jednak twoje zmysły ponownie się wyostrzyły, obecnie jesteś przytępiony eliksirami, wkrótce jednak zaczniesz zauważać różnicę. Jeśli zaś chodzi o twój żołądek, to tak jak podejrzewałem, nieodpowiednia dieta mocno dała ci się we znaki. Dzięki eliksirom jestem w stanie naprawić go na tyle, abyś był w stanie przyswajać pokarmy, jednak nigdy już nie będzie funkcjonował on tak jak kiedyś.
- Co przez to rozumiesz?
- Wolno jeść ci tylko niedoprawione, półpłynne potrawy. Posiłki powinny być mało obfite ale częste.
- A jeśli nie będę tego przestrzegał, to co może się stać?
- Będzie pojawiał się ból żołądka, mogą wystąpić mdłości a nawet stany zapalne. - wzdrygnął się słysząc to. Nie, z pewnością nie miał na to ochoty. Zjedzenie ciasta czy normalnego obiadu nie było tego warte.
- Już chyba wolę jeść te cholerne papki.
- Cieszę się, że jesteśmy w tej kwestii zgodni. Jest jeszcze jedna sprawa, jednak o niej opowie ci już twój ojciec.
- Jaka sprawa? - zapytał, ponownie spinając się.
- Zaczekaj. Zawołam go. Chciał wyjaśnić ci to sam - po tych słowach Salzar opuścił pokój, zostawiając go samego.
Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w drzwi za którymi zniknął, zastanawiając o co u licha jeszcze może chodzić, w końcu jednak westchnął uznając, że n razie i tak nic nie wskóra. Wątpię żebym był w stanie podnieść się... Chyba pozostaje mi tylko czekać.
][][][][
Nie był pewien czy minęło dziesięć, czy piętnaście minut, w końcu jednak klamka drgnęła i drzwi otworzyły się. Zerknął w ich stronę i zadrżał gdy zrozumiał, że Voldemort przyszedł sam.
- Gdzie Salzar? - zapytał zamiast powitania. Był pewien że ten będzie towarzyszył mu w czasie rozmowy z Voldemortem. Ani trochę nie uśmiechało mu się pozostawanie z nim sam na sam za zamkniętymi drzwiami.
- Wyszedł już, spieszył się. Spędził tutaj całą noc i niemal połowę dzisiejszego dnia. Nie jesteś jego jedynym pacjentem, nie mógł zostać tutaj dłużej zwłaszcza że twojemu życiu w tej chwili nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. - wciąż nie był pewien czy przebywanie w obecności Voldemorta może uznać, za sytuację nie zagrażającą życiu, ale nie powiedział tego na głos.
- Gdzie Severus? - zapytał zamiast tego, mając cichą nadzieję, że może chociaż on będzie towarzyszył mu w czasie tej rozmowy. Niestety, rozczarował się.
- Severus przebywa obecnie w laboratorium. Przygotowuje eliksiry które będziesz potrzebował w najbliższym czasie. Najpewniej nie wyjdzie stamtąd przed wieczorem. - to mówiąc Voldemort przysiadł na brzegu łóżka, sprawiając, że lekko cofnął się aby zwiększyć między nimi odległość. Voldemort zdawał się dostrzec jego ruch, ale nie skomentował tego.
- Słyszałem od Salzara, że zdążył już poinformować cię o stanie twoich płuc oraz żołądka, mam rację? - Harry przytaknął i szepnął:
- Tak. Powiedział też, że jest coś jeszcze, ale o tym ty chcesz powiedzieć mi sam. - jego spojrzenie spotkało się z czerwonymi tęczówkami.
- Tak, jest jeszcze jeden problem. Proces twojego palenia ujawnił klątwę którą Dumbledore umieścił w twoim organizmie wiele lat temu. Wszystko wskazuje, że twój proces spalania się miał ją uruchomić i zabić cię.
Zabić? Zamknął oczy, czując że robi mu się niedobrze. Ile jeszcze? Tego wszystkiego powoli robiło się dla niego zbyt wiele. Czy nie możesz dać mi wreszcie spokoju Dumbledore?
- Co to była za klątwa?
- Pętla Nerwów. Klątwa ta sprawia, że dotyk jakiejkolwiek osoby wywołuje fizyczny ból. Nie jest to zabijająca klątwa, jednakże w czasie palenia walczyłeś z nią co wywołało krwotok. Proces ten zabiłby cię gdybym nie znajdował się w pobliżu. Sądzę, że na to właśnie liczył Dumbleodore. Miałeś mi nie ufać. To sprawiłoby, że klątwa by cię zabiła. Na szczęście nie przewidział on tego, że odzyskasz wspomnienia i zaufasz Severusowi.
- Szczęście, że mu się nie udało.
- Gdyby mu się powiodło, nie rozmawialibyśmy w tej chwili. Na szczęście Severus w porę zdecydował, że przyprowadzi cię do mnie. Jednak musisz wiedzieć, że tą klątwę wciąż masz na sobie. - ostatnie słowa sprawiły, że jego oczy rozszerzyły się z przerażenia.
- Ale... przecież powiedziałeś. - Voldemort położył rękę na nodze ukrytej pod kołdrą.. Może i miał to być uspokajający gest, ale Harry wcale go tak nie odczuł.
- W czasie spalania walczyłeś z nią, jednak powstrzymałem twoją walkę.
- Powstrzymałeś? Dlaczego?
- Klątwa jest zbyt silna na to, abyś zdołał się jej pozbyć w taki sposób. Dumbledore najpewniej traktował to jako ostateczną linie obrony. Bez wspomnień o mnie nie znalazłbyś się w porę w pobliżu i nie zdołałbym zatrzymać tego procesu. Musisz wiedzieć, że tylko ja jako twój ojciec mogłem to zrobić. Nikt inny nie byłby w stanie podjąć żadnych środków zapobiegawczych.
- Czyli, jeśli byśmy się nie spotkali to, umarłbym?
- Tak. - wzdrygnął się na samą myśl po czym zapytał cicho.
- A ta klątwa, skoro mówisz, że wciąż mam ją na sobie... czy to znaczy, że dotyk innych będzie... będzie sprawiał mi ból?
- Tak, przynajmniej przy bezpośrednim zetknięciu skóry. Materiał powinien cię ochronić przed tym odczuciem.
- Czy można się tego pozbyć? - zapytał, wzdrygając się ponownie, na samą myśl, że nie będzie w stanie nikogo dotknąć. W pamięci przemknął mu wczorajszy pocałunek z Severusem. - Musi być jakiś sposób żeby... - urwał.
- Każdą klątwę może zdjąć osoba która ją rzuciła. Nie sądzę jednak aby Dumbledore wykazywał ku temu jakiekolwiek chęci.
- Prędzej mnie zabije.
- Istotnie. Na szczęście część klątw w miarę upływu czasu, traci swoją siłę i pętla nerwów jest jednym z tego rodzaju przekleństw. - tym razem poczuł iskierkę nadziei rozlewającą się we wnętrzu.
- Ile czasu to zajmie?
- Gdy czarodziej jest silny magicznie, wystarcza pół roku. Ty Shaan nie jesteś nawet człowiekiem, podejrzewam więc że większość efektów zniknie w przeciągu najbliższego miesiąca.
- To dobrze - rzucił, zanim zdołał się powstrzymać. Co dziwne Voldemort po jego słowach lekko się uśmiechnął, zaraz jednak spoważniał, dodając:
- Musisz jednak pamiętać, że do tego czasu każdy dotyk może sprawić sprawić ci ból, a nawet wyrządzić krzywdę. Nie próbuj przez najbliższe tygodnie robić czegokolwiek co będzie nadwyrężało twoje zdrowie. - Choć Voldemort nie powiedział tego głośno, miał przemożne wrażenie że pije do tego, gdzie obecnie spał.
- Będę pamiętał.
- Pamiętanie nie wystarczy. Nie w twoim przypadku. Chcę żebyś mi przyrzekł, że nie narazisz się niepotrzebnie. - tym razem Voldemort po raz kolejny go zaskoczył. Wciąż nie mógł przyzwyczaić się do tego, że ktoś jego pokroju okazuje mu jakąkolwiek troskę.
- Przyrzekam, że nie zrobię nic głupiego, ani niebezpiecznego. - po jego przyrzeczeniu Voldemort uśmiechnął się wyraźnie zadowolony z takiej odpowiedzi.
- Dobrze. Prześpij się teraz. Twój organizm wciąż potrzebuje regeneracji. Wieczorem przyślę do ciebie Severusa z eliksirami i jakąś lekką kolacją. - wcale nie chciało mu się spać, ale czuł, że kłótnia i tak będzie bezcelowa. Przytaknął i ułożył się wygodniej na poduszkach.
Był pewien, że nie zaśnie ale sen schwytał go w swoje objęcia nim Voldemort opuścił pomieszczenie.
][][][][
- Shaan?
- Shaan, pora wstać.
- Shaan! - wołanie przebiło się do jego świadomości, ale nie od razu rozpoznał głos. Czując, że wciąż znajduje się gdzieś pomiędzy jawą a sennymi marzeniami, przeciągnął się i leniwie uchylił powieki. Gdy jego oczy zetknęły się z czarnymi tęczówkami Severusa, uśmiechnął się.
- Jesteś... - szepnął, zanim tak naprawdę mógł zastanowić się nad tym co mówi. Severus wyciągnął w jego stronę rękę, zaraz jednak cofnął ją, obu im przypominając, że nie mogą się obecnie dotknąć. Widząc to poczuł ukłucie w sercu.
- Miesiąc. - szepnął, siadając oparty plecami o poduszki.
- Miesiąc. - Severus powtórzył za nim i podał mu jedną z przyniesionych przez siebie fiolek.
- Wypij. To ułatwi ci oddychanie. To najważniejszy eliksir z tych które musisz dzisiaj zażyć. - Posłusznie biorąc od niego fiolkę, dostrzegł jeszcze trzy stojące na szafce tuż przy łóżku.
- Czy wszystkie są tak samo smaczne? - zapytał wykrzywiając się po opróżnieniu buteleczki.
- Oczywiście. Dla ciebie wszystko co najlepsze, Shaan. - Parsknął słysząc to, zaraz jednak tego pożałował, gdy płuca rozpalił ogień. Zaniósł się kaszlem i minęła blisko minuta nim ponownie zdołał się opanować. Gdy znów spojrzał, teraz załzawionymi oczami na siedzącego na brzegu łóżka Severusa, dostrzegł troskę i bezradność na jego zwykle pozbawionej emocji twarzy.
- Chyba nie powinienem się śmiać. - powiedział, gdy wreszcie zdołał zapanować nad własnym oddechem.
- Postaraj się pozostać spokojny, w przeciwnym razie zrobisz sobie jeszcze większą krzywdę. - zgodził się z tym i posłusznie przyjął kolejną fiolkę z eliksirem. Tym razem błyszczał w niej błękitny płyn.
- Na co jest ten? - spytał i opróżnił zawartość flakonika. Zaskoczony zauważył, że ten eliksir w przeciwieństwie do poprzedniego nawet nie jest obrzydliwy. Smakuje jak cytryna...
- Ten pomaga wyregulować florę bakteryjną w twoim organizmie, Ten różowy jest na odbudowę ścianek żołądka a biały to eliksir ułatwiający trawienie. Przez kilka najbliższych tygodni będziesz zażywał je wszystkie przed każdym posiłkiem. Z czasem odstawimy ten regenerujący płuca, oraz ten różowy eliksir. Pozostałe dwa będzie musiał zażywać już stale. - przytaknął słysząc potwierdzenie tego co tłumaczył mu Salzar. Opróżnił pozostałe dwie fiolki, znów się krztusząc gdy biały eliksir znalazł się w jego przełyku. Nie, nie był on tak naprawdę niesmaczny, jednak był tak słodki, że poczuł mdłości.
- W porządku? - Severus przez koszulę poklepał go delikatnie po plecach. Gdy przytaknął ponownie opadając na poduszki, usłyszał:
- Musisz teraz coś zjeść.
- Nie jestem głodny. - Tak, po tych eliksirach ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę, było jedzenie.
- Wiem, ale to konieczne. Nie możesz głodować. Jeśli nie będziesz jadł twój organizm nigdy nie powróci do normy. - po tych słowach Severus machnął ręką i pojawił się przed nim kubek z parującym płynem. - To zupa. Kazałem przelać ją w kubek, żeby było ci łatwiej.
- Dziękuję. - wziął kubek do ręki i widząc, że nie zdoła przed tym uciec, upił łyk. W przeciwieństwie do eliksirów, to wydało mu się całkowicie bez smaku. Zastanawiając się, czy będzie tak jak mówił Salzar i z czasem jego zmysły się wyostrzą, wziął kolejny łyk.
- Voldemort mówił, że spędziłeś cały dzień na ważeniu eliksirów dla mnie. Dziękuję... - szepnął w pewnym momencie, przerywając ciszę która zapadła w pomieszczeniu.
- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Wiesz, że nie pozwoliłbym byś wypił jakikolwiek eliksir który przyrządził ktoś inny.
- Wiem.
Żaden z nich nie powiedział nic więcej. Słowa nie były potrzebne. Siedzieli w ciszy po prostu ciesząc się swoją obecnością.
][][][][
Pomimo próśb, gróźb i błagań, na kilka kolejnych dni został praktycznie uziemiony w łóżku. Gdy czwartego dnia od czasu palenia, Voldemort pozwolił mu wreszcie wstać, ubrał się pospiesznie i z ulgą wyszedł na powietrze.
Siedząc pod jednym z drzew, z książką rozłożoną na kolanach, wziął głęboki oddech, po prostu ciesząc się dniem. Przewracając kolejną kartkę, spojrzał na rozciągniętą koszulkę którą miał na sobie i uśmiechnął się wspominając obietnicę którą usłyszał tego ranka w czasie śniadania.
Jak tylko nabierzesz sił, pójdziemy na zakupy. Nie zamierzam patrzeć na te szmaty dłużej niż to konieczne.
Zakupy.
Naprawdę marzył o tym by wyjść, choć na chwilę. Nie przerażała go nawet perspektywa zakupów z Voldemortem dyszącym w kark. Tak, miał już po prostu powyżej uszu zamknięcia w czterech ścianach. Poza tym, miało to być jego pierwsze wyjście do magicznego świata w czasie którego nikt nie będzie już w stanie rozpoznać w nim przeklętego chłopca który przeżył.
Tak, życie naprawdę zapowiadało się pięknie.
][][][][
Salzar - przypominam, że w tym imieniu nie ma literówki, ma ono wyglądać właśnie w ten sposób.
Płomienie zabarwione krwią... tak przyznaję, zaczerpnęłam to z anime naruto shippuden... Jakoś tak pasowało mi to do całości obrazu.
Spigel - słowo pochodzi z języka luksemburskiego i oznacza "lustro" wybrałam ten zwrot, gdyż z żadnego innego języka jakoś nie pasował mi na zaklęcie.
Severus - nieco zmieniłam jego status na potrzeby tego tekstu. Jak da się to później zauważyć w moim opowiadaniu nie będzie on półkrwi, lecz czystokrwistym czarodziejem.
][][][][
Koniec Rozdziału 7
