BagginsBabe
„…i towarzystwa hobbitów"
Rok 1541 Rachuby Shire :
Pierwszego dnia marca tego roku opuścił Śródziemie Król Elessar. Powiada się, że wówczas groby Meriadoka i Peregrina ostatecznie umieszczono po obu stronach grobowca wielkiego króla.
– To był dobry pomysł, który miałeś chłopcze. – Rzekł Gimli.
Stary krasnolud z Legolasem stali samotnie pośród królewskich grobowców przed trzema bardzo ozdobnymi sarkofagami – jednym dużym i dwoma małymi.
– Wątpię, aby wielu zrozumiało, czemu zostali tutaj przeniesieni, aby spocząć na honorowym miejscu obok Króla, ale cieszę się, żeś o tym pomyślał. No i, że Królowa się zgodziła.
– Otoczyć kogoś tymi, którzy go kochali… to dobry obyczaj. – Rzekł Legolas łagodnie.
– Ano. – Zgodził się Gimli. – Mój ojciec opowiedział nam o ostatnim miejscu spoczynku króla Thorina z jego siostrzeńcami złożonymi po obu stronach. Czy to stąd wziąłeś ten pomysł?
– Tak – odrzekł Legolas. – Byłem pod wrażeniem honorów oddanych Thorinowi i jego siostrzeńcom.
Elf westchnął.
– Już zbyt wiele razy wyszedłem z bitwy z życiem, mój przyjacielu.
– Także i ja. – Pokiwał głową Gimli. – Mam nadzieje nie ujrzeć już żadnej w swoim życiu.
– Zatem będziesz mi towarzyszył?
– Będę. – Gimli rozejrzał się po krypcie z satysfakcją. – To takie spokojne miejsce. Jeśli twój szalony plan się uda i dotrzemy do twego ostatniego celu być może pewnego dnia zrobisz to samo dla mnie.
Legolas zaczął odpowiadać, ale Gimli podniósł dłoń.
– Żadnych fikuśnych elfich falbanek, błagam. Dobry, solidny kamień. I, żeby go dużo było. To wszystko czego krasnoludowi potrzeba.
– I, towarzystwa hobbitów? – Zapytał Legolas z cicha nie pozwalając, aby Gimli ujrzał ból elfiego serca.
Gimli zakrztusił się śmiechem.
– Ano. To by mi odpowiadało, być tam, przy nich złożonym dopóki Mahal nie wezwie mnie do swego królestwa.
Gimli uniósł dłoń i pogładził figurę nagrobną – portret Peregrina Tuka, który osobiście wyrzeźbił na pokrywie grobowca.
Legolas zamarł na chwilę, bowiem uczuł kołyszący mu się pod stopami pokład jeszcze nie zbudowanego statku. Odrobina lśniącej zieleni i srebra wyłoniła mu się z poza horyzontu, a powietrze nagle wypełniło się pieśnią i słodyczą zmieszanych zapachów, a wtedy…
Legolas stał pomiędzy starożytnymi budowlami na usianym kwiatami szczycie wzgórza, gdzie z miłością dbano o figury na sarkofagach – trzech Powierników i jednego krasnoluda.
– Cóż cię trapi chłopie? – Chropawy, ukochany głos rozbił się o zamyślenie Legolasa, jak burzowe morze o skałę.
Jasność słońca tamtego miejsca zaćmiła się, a śpiew ptaków przycichł, i Legolas znalazł się znów w ogłuszającej ciszy – w obecności wspomnień o Królu i jego dwu dzielnych hobbitach.
Gimli spoglądał na niego z troską.
– Wspominanie naszych małych przyjaciół przypomniało mi, że jeszcze nie jedliśmy śniadania. – Odrzekł Legolas lekko. – Przyłączysz się do mnie, zanim zaczniemy nasze poranne obowiązki?
– W sam czas – wyburczał Gimli.
Czas.
Ponownie część świadomości Legolasa oderwała się i uleciała…
Sadził małe sadzonki na szczycie ukwieconego wzgórza śpiewając swoim towarzyszom i odczuwając pokój.
Ból zmniejszy się z czasem, pomyślał z wdzięcznością. Nie śmiałem mieć na to nadziei. Wierzyłem, że jest niemożliwym, aby spleść serce z tymi, należącymi do śmiertelników i wyjść z tego nieroztrzaskanym, ale jeśli ta wizja okaże się prawdą zostanę uleczony… z czasem.
Wielki ciężar opuścił jego ramiona i elf uśmiechnął się.
– Pamiętasz, jak Peregrin określał śniadanie? – Zapytał.
– Dwa najlepsze posiłki dnia! – Gimli odpowiedział z uśmiechem. A potem odrzucił głowę w tył i roześmiał się w głos. I Legolas nie mógł nic poradzić na to, że w tym do niego dołączył.
koniec
