Straszne opowieści na dobranoc

Autor BagginsBabe

Winterfilth / Listopad 1429

Uczta Przodków była celebrowana w większości krain i Rohan nie był tu wyjątkiem. Hobbici, Gimli, Legolas, Lord Celeborn i Bliźniacy zasiedli, jako goście we dworze Meduseld.

Wszystkie pochodnie zostały już zagaszone i pozostawiono jedynie ogień na wielkim centralnym palenisku. Paź wypełnił im kielichy korzennym miodem, a wtedy król Eomer zaczął czas opowieści – opowiadając im o Upiornym Jeźdźcu, którego czasami napotykano na równinach Zachodniej Bruzdy. Jeździec ten nigdy się nie odezwał i zazwyczaj nie dążył do spotkań z żywymi, ale czasami, niektórzy z co bardziej pechowych wrogów Rohanu zapoznawali się z nim bliżej z drastycznymi skutkami.

– Mówi się, że nigdy nie pokaże swej twarzy przyjacielowi Rohanu, ale ci, którzy go widzieli twierdzą, że pod hełmem jego oczy są, jak puste oczodoły, a jego twarz jest, jak roześmiana czaszka.

Rosie zadrżała.

– Założę się, że żadni orkowie nie kręcą się w pobliżu, gdy się pojawia?

– Rzeczywiście, jakoś trudno ich wtedy spotkać. Zobaczyć go znaczy umrzeć w ciągu roku, ale wielu twierdzi, że słyszało odgłos kopyt jego wierzchowca i przeżyło, by to opowiedzieć.

– W Dol Amrocie mamy nawiedzony dom, który stał pusty przez ponad sto lat. Ludzie próbowali tam zamieszkać, ale zawsze wytrzymywali dzień, albo dwa nim zeń uciekli. – Uśmiechnęła się Lothiriel. – Mój brat i ja chcieliśmy się tam kiedyś zakraść i zobaczyć, jak wygląda w środku, ale nasza niańka była zbyt surowa i nie wypuściła nas na te badania.

– Czy kiedykolwiek odkryto co było powodem tego nawiedzenia? – Zapytał Merry.

– Tak. Kobieta została tam zamordowana. Pochowano ją pod podłogą. Mówiono, że wędruje po nocy poszukując swoich dzieci, które jej mąż jej odebrał.

Eomer dołożył sobie kawałek wołowo – cebulowej zapiekanki, jeden z prezentów autorstwa Rosie.

– A, jak nazywacie to święto w Shire?

– Nazywa się Saowine, ale jego część nazywamy festynem strachów, kiedy dzieci chodzą na przebieranki i robimy latarnie z rzepy.

– Albo z dyni. – Dodał Pippin.

Frodo pociągnął nosem z niesmakiem.

– Dynie to nowomodny dodatek. To zawsze były rzepy.

– Ocho, ten to zawsze jest zwolennikiem tradycji. – Wyjaśnił Merry.

– Fro, a pamiętasz tą pustą chatę w gaju Sękatych Pni? – Zapytał Pippin. – Tą co to wyglądała, jakby stopniowo zapadała się w ziemię? Raz zabrałeś nas w jej pobliże na biwak, ale nie chciałeś nam opowiedzieć historii chaty.

– Nie chciałem was przerazić. Bilbo opowiedział mi o niej i miałem po tym koszmary, i to pomimo więcej niż trzydziestu lat.

Frodo upił miodu i przypomniał sobie szczegóły opowieści.

– W czasach tych wydarzeń Burmistrzem był Balbo Baggins i w kronice rodzinnej zapisał więcej aniżeli w urzędowym raporcie. Jak się zdaje mieszkało tam małżeństwo. Mąż był z usposobienia podobny do Teda Sandymana, brutalny i nieprzyjemny typ. Żona pragnęła dzieci, ale każde z ich dzieci umierało. Jedno stracili na skutek zapalenia płuc, drugie szkarlatyny, a trzecie zmarło w kołysce. Pewnego dnia mąż zaginął i okoliczni mieszkańcy zastanawiali się, czy może nie porzucił żony i nie wyjechał. Ci, którzy mieszkali niedaleko czasami widywali żonę, ale rzadko się do nich odzywała i nigdy nikogo nie zapraszała do domu. Po około roku albo, jakoś tak sąsiedzi uświadomili sobie, że nie widzieli żony już przez kilka dni. Poszli ją odwiedzić. Pukali i wołali, ale nie było odpowiedzi.

Halla Meduseldu ucichła, gdyż wszyscy goście słuchali w napięciu czekając na to co odkryli sąsiedzi. – W końcu ktoś wyważył drzwi i weszli do środka. Żona siedziała za stołem martwa, jak głaz z resztkami potrawy z trujących grzybów przed sobą. Ci, którzy zaczęli przeszukiwać domostwo z przerażeniem odkryli także zmumifikowane ciało jej męża siedzące na łóżku. W innym pokoju znaleźli ciała wszystkich dzieci leżących obok siebie w łóżku. Wcześniej na tamtejszym cmentarzu zdarzyło się kilka niewyjaśnionych zakłóceń spokoju. Sąsiedzi zrozumieli, że to żona musiała wykopać swe dzieci i zabrać do domu. Balbo zapisał, że były dowody świadczące, że żona otruła męża grzybami.

– To potworne! – Wymruczał Sam. – Nie dziwne, że to miejsce zyskało taką reputację.

– Biedna dziewczyna. – Orzekła Rose. – Straciwszy wszystkie dzieci musiała też w końcu postradać i rozum, tak mi się widzi.

Reszta towarzystwa pokiwała głowami na zgodę.

– Jedynym duchem, którego bym chciał spotkać jest Bandobras Tuk. – Powiedział Pip. – Jest moim bohaterem i chciałbym z nim pogadać.

– Zaryzykuję twierdzenie, że kiedyś będziesz miał okazję. – Powiedział Sam.

– No, to z kim chcielibyście się spotkać, gdybyście mogli spotkać się z dowolną osobą? Z żywych albo martwych.

– Rodzina i przyjaciele nie wymagają włączenia na listę, jak rozumiem, bo to oczywiste. – Dodał Merry.

Eomer namyślił się.

– Helma Żelaznorękiego. I oczywiście Eorla.

– Chciałbym spotkać króla Theodena. – Powiedział Frodo, czym zasłużył sobie na olśniewające uśmiechy ze strony Eomera i Merrego. – A ty Samie?

– Holman Zielonoręki – Odrzekł Sam szybko.

Rose zmarszczyła brwi w namyśle.

– Chciałabym bardzo zobaczyć Lady Galadrielę. I Luthien, aby sprawdzić, czy rzeczywiście wyglądała tak samo, jak królowa Arwena. Och, i naprawdę mam ochotę zamienić kilka słów z tym waszym Denethorem. To, jak traktował biednego Faramira! Okropność! Powinien się wstydzić, że traktował swego syna tak surowo.

– Ups! Denethor powinien uważać. Znalazł się, bowiem po gorszej stronie ścierki do naczyń! Tej, którą się obrywa po paluchach. – Zawołał Pip, częsta ofiara ścierki. – A co ty byś powiedział Denethorowi, Fro?

Frodo pociągnął z fajki i wydął wargi.

– Hmm… może coś w tym stylu? Cześć. To ja jestem tym „bezmózgim" haflingiem, który zaniósł Pierścień do Góry Przeznaczenia!

Merry parsknął miodem na wszystkie strony i roześmiał się. Nawet elfowie zdawali się rozbawieni. – Mówiłem ci, że się wścieknie za „bezmózgiego", Pip?!

– Oczywiście rozumiem, że w chwili dotarcia pod Górę nie wygrałbym nagrody dla najbardziej zdrowego na umyśle mieszkańca Hobbitonu i Przywodzia, ale „bezmózgi"? Doprawdy!

– Ach, tak, ale nie zapominaj, że gdy to mówił Denethor poznał tylko jednego hobbita… no, i to był Pip. – Wskazał Merry pomocnie.

– Faktycznie. Zapomniałem o tym. Dobra uwaga Merry mój.

– Hej! Sam, obrażają mnie tu.

Sam się wyszczerzył.

– Nie usłyszałem, żadnej obrazy Pip. Merry jedynie stwierdził fakt, to wszystko.

– Denethor zawsze prędzej był skłonny do obrażania aniżeli do chwalenia. – Zgodził się Eomer.

– A co sądzą elfowie i krasnoludy? Macie podobne święta? – Pip zapytał Bliźniaków i Gimlego.

– Rzeczywiście oddajemy honory tym, którzy przebywają w Hallach Mandosa.

– Wspominamy tych, którzy pozostają w pieczy Aulego chłopcze.

– Jedną z najbardziej przerażających mnie opowieści Bilba była ta o Bezdomnych, o duchach elfów, którzy straciwszy swe ciała próbują opanować cudze. – Mówiąc to Frodo wzdrygnął się lekko.

– A co z upiorami z Kurhanów? – Dodał Merry. – To dopiero było straszne.

– Rzeczywiście. Wiele jest tajemniczych rzeczy na Ardzie, a wiele z nich jest strasznych. – Rzekł Legolas.

– Ale, są także i łagodne duchy. – Przypomniał im Eomer. – Powiadają, że dobroczynny duch mej ciotki Elfhildy wędruje po tym pałacu, każdej nocy. Płaszcz porzucony niedbale na krześle rankiem będzie poskładany, przewrócony puchar ustawiony, otwarta butelka zamknięta. Nawet psy myśliwskie nie boją się jej.

– Wygląda mi na przyjemną, słodką damę i jestem pewna, że żadne z nas nie byłoby wystraszone, gdybyśmy ją napotkali. – Powiedziała Rosie, kiedy już wszyscy rozchodzili się do swych łóżek.

W pociemniałej halli psy gończe drzemały wokół paleniska. Szal królowej Lothiriel, który zsunął się z krzesła na podłogę został złożony i przewieszony przez poręcz krzesła. Jedynie czujny jeszcze o tej porze pręgowany kocur widział, jak kielichy na stołach zostały poprawione do pionu a igła zwisająca z niedokończonego gobelinu została bezpiecznie i fachowo wbita w materiał. Oczy kota zwęziły się, kiedy śledził wzrokiem niewidzialną obecność, która przemykała się po Złotym Dworze. Jeszcze ktoś poza kotem przechadzał się na palcach po domostwie Eomera, aby sprawdzić, czy opowieść króla jest prawdą. Stał we drzwiach sali, cicho, jak to tylko hobbici potrafią…

– Dobranoc, słodka pani – wymruczał Frodo Baggins.

Delikatna dłoń musnęła mu włosy, i uznał, że poczuł lekki, jak puch ostu pocałunek na czole.

koniec