Rozdział 2: I powiedziałem, że będzie dobrze

Ten bezimienny urok, z silnym magnetyzmem, który można nazwać tylko „To".

Elinor Glyn "To" 1927

Jack spędził następne stulecie ucząc się, że eliksir, choć skuteczny, miał nieoczekiwaną cenę.

Oczywiście, że spałem z Jackiem Frostem, kto nie?

Mały zdesperowany Jack. Prześpi się z każdym.

Dziwka zaakceptuje każdego, kto zapyta.

Nic dziwnego, że nie jest z nikim na stałe związany. Kto by kiedykolwiek chciał tak nadużywanego towaru?

Jedyną rzeczą, do której jest dobry to seks.

Kto kiedykolwiek chciałby być z Jackiem Frostem?

Nikt. Nikt nigdy nie próbował zbliżyć się do Jacka Frosta, ponieważ był największą dziwką mitycznego świata.

Przypuszczał, że to cena jaką płaciło się za to, że ciągle pachnie się seksem. Nawet jeśli nie można było rozpoznać z kim się miało ten stosunek. Ale było w porządku. Nie miał nic przeciwko temu. Lepiej było być samemu, wiedząc, co duchy o nim myślą, niż być otoczonym przez nie, szepczące piękne kłamstwa, tylko po to, aby go wykorzystać. Jedyny wyjątek, kiedy inni próbowali zbliżyć się do Jacka Frosta, był wtedy, gdy chcieli się z nim przespać - na co kategorycznie się nie zgadzał. Doszło już to do tego, że sama myśl o seksie niemal go zniesmaczyła.

Był tylko jeden przypadek, w którym Jack prawie poddał się czyjejś prośbie. Jeden przypadek, w którym po raz pierwszy ogarnęła go namiętność i rzeczywiście chciał się poddać. A to wszystko dzięki niejakiemu E. Aster Bunnymundowi w Niedzielę Wielkanocną w 1968 roku.

OoO

Jack znów nacierał się śniegiem. Zabawne, nie czuł takiej potrzeby od co najmniej dwustu lat. Jego bluza z kapturem została rzucona na bok w śnieg, a jego laska spoczywała na niej, gdy zgarniał biały puch i nacierał nim klatkę piersiową i ramiona. Duszek, który tym razem go zaatakował, był pierwszym od dłuższego czasu. Jedyny przypadek, kiedy został zaatakowany w dzisiejszych czasach, miał miejsce wtedy, gdy odrzucał czyjąś propozycję spania z nim, czyli z "niesławną dziwką" Jackiem Frostem.

Jack wiedział, że jego zdenerwowanie powoduje, że śnieg ponownie opada na warstwę, którą stworzył poprzedniego dnia, ale to był ostatni śnieg w tym sezonie. Z pewnością jego lekkie opady nie sprawią żadnego problemu.

Och, jak bardzo się mylił.

Jack został przyparty do śniegu przez ciepłą, miękką masę futra i mięśni. Ze swojej pozycji na brzuchu odwrócił się, by spojrzeć na osobę, która teraz unosiła się nad nim i odkrył, że został powalony przez samego Zajączka Wielkanocnego.

— Próbujesz zrujnować moje święto? — warknął Aster.

Futro łaskotało Jacka po plecach, wysyłając ciepłe, małe wstrząsy wzdłuż jego kręgosłupa. Zmarszczył brwi w zdezorientowaniu.

— Co? Ja nie… — Usta Jacka ułożyły się w małe "o". — Czy to już Wielkanoc?

Aster skrzywił się.

— Jakbyś o tym nie wiedział.

— Nie wiedziałem!

Jack przewrócił się na plecy i próbował odepchnąć Astera. Zajączek Wielkanocny odsunął się i wstał, ale jego wściekłe spojrzenie nie opuszczało zimowego ducha.

— Czyli ta cholerna zamieć to tylko wypadek?

Aster wskazał na padający śnieg.

— To puch, ty przesadne dramatyczna kulko futra. — Jack przewrócił oczami i usiadł, opierając się na dłoniach.

— Puch…! — Astor wydał dźwięk przypominający niski warkot i Jack nagle uświadomił sobie, że głos Zajączka Wielkanocnego był przyjemny dla ucha.

— Oj — zamruczał Jack, mrugając nieśmiało — czy kangur jest zły?

Nie jestem kangurem, kolego. — Aster wziął głęboki oddech i zamilkł na chwilę. Jego gniew ustąpił miejsca zmieszaniu i powąchał powietrze jeszcze kilka razy. Spojrzał na Jacka oszołomiony. — Kim jesteś?

Jacka ogarnął delikatny smutek. Cholera, znowu to samo. A już naprawdę zaczął się cieszyć tym spotkaniem.

— Jack Frost.

Twarz Astera przybrała porozumiewawczy wyraz i przeskanował wzrokiem nagą górną połowę ciała Jacka. Zimowy duch oparł się pokusie skręcania się. Czy tamten szukał miłosnych ukąszeń, które nie istniały? Czy Aster zinterpretuje zadrapania po wczorajszym upadku z drzewa jako ślady po paznokciach nieistniejącego kochanka?

Tak. Wszyscy tak robili.

— Słyszałem o tobie — powiedział powoli Aster i teraz, kiedy patrzył na Jacka w innym świetle, wydawało się, że podobało mu się to, co widział.

— Z pewnością — stwierdził sucho Jack. Wstał, zabierając swoją laskę i bluzę z kapturem. Zaczął odchodzić.

— Hej! — Aster chwycił Jacka za ramię, który był zaskoczony, kiedy kontakt nie zraził go od razu. — To był właściwie mój ostatni przystanek. Czuję się bardzo zmęczony po pracy i zawsze warto skorzystać z czegoś na rozluźnienie. — Wyglądał na trochę zakłopotanego, ale przede wszystkim na całkiem pewnego siebie. — I słyszałem, że prześpisz się z każdym — spojrzenie Astera znów powędrowało po Jacku. Zimowy duch poczuł nieoczekiwany dreszcz pobudzenia — i jesteś bardzo atrakcyjny. Chcesz, żebyśmy to zrobili?

Cóż, nie była to najbardziej bezpośrednia propozycja jaką otrzymał, ale też nie była wcale taka subtelna. Jednak, co dziwne, Jack miał problemy, by odmówić.

— Ja… ja… — wyjąkał Jack — um, ja…

Och, do diabła, rumienił się, czyż nie? Jego rumieniec mógł być blady i sprawiać, że jego policzki pokrywały się szronem, ale nadal był widoczny dla kogoś z tak bystrymi oczami jak Aster.

Aster ostrożnie oparł Jacka o pobliskie drzewo, z ręką po jednej stronie głowy zimowego ducha, a drugą na ramieniu Jacka. Wszelkie zakłopotanie, jakie Aster czuł po złożeniu oferty, wydawało się umykać w obliczu zarumienionego Jacka. Została tylko pewność siebie.

— Jack — powiedział cicho Aster.

Jego gorący oddech owiewał twarz Jacka, roztapiając nieco szron jego rumieńca. Jack położył dłoń na klatce piersiowej Astera, jakby chciał go odepchnąć. Usta Zajączka Wielkanocnego były inne niż jego, ale w dobry sposób. To było coś, jak myślał Jack, co mogło wynikać z doświadczenia w całowaniu, a nie z naturalnych umiejętności. Aster był przecież pooką. (Nie, żeby miał dokładną wiedzę na temat pooki. Jego informacje na ten temat nie wykraczały poza to, że byli zmiennokształtni i że Aster był ostatnim z nich).

Oczy Jacka zamknęły się, gdy pocałunek trwał dalej. Usta Astera przesuwały się po jego w sposób, który sprawiał, że poczuł ciepło w rodzaju tego ospałego i wygodnego. To było nowe doświadczenie i Jack mógł je opisać niemal jako zabawne. Jeśli Jackowi coś się podobało, to była to zabawa. Dlaczego nigdy wcześniej tego nie czuł?

Ponieważ nikt inny nigdy nie sprawił, że czuł się w ten sposób. Wszyscy inni byli dominujący i nastawieni na branie. Nikt inny nie sprawił, że poczuł ciepło. Nie sprawił, że poczuł się, jakby nie był tylko kawałkiem mięsa do zjedzenia.

Ale Aster poruszał się powoli. Wydawał się prawie cierpliwy, jakby miał cały czas na świecie i nie było potrzeby się śpieszyć. Jakby delektował się Jackiem.

Nikt nigdy wcześniej tego nie zrobił. Nikt nigdy nie czekał, by dotknąć jego ciała. Nikt go wcześniej nie pocałował.

Jack prawie zaskomlał, kiedy Aster zbliżył się na tyle blisko, że jego futro musnęło pierś Jacka. Aster odsunął się przerywając pocałunek i zaśmiał się, kiedy Jack zarumienił się i odwrócił wzrok, zawstydzony i zdenerwowany.

— Jesteś strasznie nieśmiały — zauważył Aster, pochylając się, by złożyć pocałunek na szczęce Jacka — biorąc pod uwagę, że jesteś taki, no cóż...

Jack zesztywniał w jego uścisku. "Biorąc pod uwagę…?"

Ach. Racja. Jak mógł zapomnieć? Oczywiście. Zajączek może był milszy od innych, ale to go nie odróżniało od innych - to nie oznaczało, że myślał o Jacku jako o kimś innym niż o wygodnym towarzyszu zabaw.

W końcu Jack Frost był dziwką. To było wszystko, kim kiedykolwiek dla nich będzie.

Nagła obojętność Jacka sprawiła, że Aster odsunął się, marszcząc brwi.

Jack odepchnął go delikatnie, ale zdecydowanie.

— Podziękuję za twoją ofertę.

— Jack? — Aster sięgnął po niego, ale Jack zrobił unik i odskoczył. Wezwał wiatr, który uniósł go, gdy Aster zawołał za nim. — Jack!

Lecąc, Jack był tylko niejasno świadom większych opadów śniegu, które zaczęły opadać za nim w odpowiedzi na jego zdenerwowanie. Co było śmieszne. Robił to wiele razy - odrzucał dziesiątki innych. Dlaczego odrzucenie Astera miałoby mu przeszkadzać?

Ponieważ nikt inny nie był taki jak Bunny, nawet jeśli Aster również uważał Jacka za dziwkę.

Ale Jack dawno temu podjął decyzję, że jego niewinność była jego własnością do oddania i nie zrobi tego w ferworze namiętności. Bez względu na to, jak bardzo Aster jako pierwszy pozbawił go części kontroli.

Za nim mały opad śniegu zmienił się w zamieć.

OoO

Kolejne dziesięciolecia spędził unikając Zajączka Wielkanocnego.

Jack uważał, żeby nie pojawiać się w okolicach Wielkanocy, a przecież i tak nigdy nie chodził na żadne specjalne wydarzenia lub przyjęcia, na które przychodziły inne duchy. Prawdę mówiąc, unikanie Astera wcale nie było trudne.

Unikanie wspomnień to była zupełnie inna sprawa. Jack spędził wiele nocy w zaspach śniegu, wpatrując się w niego i z roztargnieniem wodząc palcami po ustach. To był tylko zwykły pocałunek, żadnego języka ani podgryzania, jakie mógł zaobserwować w niektórych miastach, gdy latał nad ulicami. Ale to był jego pierwszy pocałunek i był ciepły. I nie mógł zaprzeczyć, że pewna część niego, chciała doświadczyć tego jeszcze raz.

Dlatego, unikając danej osoby, aktywnie poszukiwał informacji o Asterze. Był ciekawy. Może było coś takiego w pooce, że trudno było mu się oprzeć? Jak u tej wróżki, która tak dawno temu próbowała go zauroczyć.

W miarę upływu dziesięcioleci Jack nauczył się wszystkiego, od ulubionego koloru Astera (zielony) do ulubionego smaku herbaty (cytrynowa), aż w końcu zdał sobie sprawę, że to nie fakt, że Aster był pooką sprawiał, że trudno było mu o nim zapomnieć lub się oprzeć. To był po prostu Aster. Był sumiennym pracownikiem, kochał dzieci, pasjonował się sztuką, wszędzie wnosił życie i nadzieję. Coś w Jacku cicho lamentowało, że Aster nigdy nie zobaczy go w pełni. Będzie musiał zadowolić się podziwianiem z daleko, chociaż jego tęsknota za powtórką tego jednego pocałunku rosła.

Ale to była ceną, jaką Jack musiał zapłacić, jeśli chciał być bezpieczny. Nieważne, jak bardzo tego nienawidził.

Poza tym, nawet gdyby chciał coś powiedzieć, kto by mu uwierzył? Pachniał seksem. Ludzie twierdzili, że spali z nim od wieków. Nie miał jak udowodnić swoich słów, oprócz zaprzestania brania eliksiru, ale nie mógł tego zrobić. Nie zaryzykuje. Przynajmniej miał Kitha, który mógł go wysłuchać.

Kith był kimś, kogo Jack zaczął nazywać swoim przyjacielem. Jaka inna osoba słuchała, jak narzekasz na jeden pocałunek godzinami, w kółko przez dziesięciolecia? Jasne, Kith często przewracał oczami i rzucał Jackowi swoje opatentowane spojrzenie "jesteś dziwny", ale słuchał. Kith mógł z łatwością wyrzucić Jacka, kiedy robił się irytujący. Zamiast tego przygotowywał drugie łóżko w swoim domu. Miejsce, do którego mógłby się udać, gdyby kiedykolwiek tego potrzebował, zgodnie ze słowami Kitha.

Jack nigdy nie był bardziej wdzięczny, że go spotkał.

Ostracyzm i cicha tęsknota Jacka trwały do 2012 roku, kiedy Człowiek z Księżyca uczynił Jacka Strażnikiem. Z pewnością było niezręcznie znowu zobaczyć Bunny'ego, ale w tych okolicznościach mieli więcej powodów do zmartwień. Na przykład Pitcha.

Jack zanotował sobie w pamięci, żeby nigdy więcej nie zostać sam na sam z Pitchem. Jeśli myślał, że otrzymanie propozycji od generała Zimy było przerażające i niezręczne, to facet nie równał się z Pitchem.

Spójrz, co możemy stworzyć.

Chociaż powiedział kilka rzeczy, które bolały bardziej, niż Jack chciał przyznać.

Myślisz, że ci ufają? Że chcą cię w pobliżu? Głupi Jack, nikt nie chce, żeby u ich boku stała dziwka.

Cóż, na pewno ty chciałeś, palancie.

A może Bunny również go skrzywdził, jeśli miał się do tego przyznać. Ale przezwyciężyli to, a Aster przeprosił po tym, jak Pitch został pokonany. Nawet jeśli nadal było między nimi niezręcznie, przynajmniej nie byli wrogo nastawieni.

Miał teraz wierzących i przyjaciół. To było więcej, niż kiedykolwiek miał nadzieję. Był z tego zadowolony. (Bez względu na to, jak bardzo bolało go posiadanie nadziei).