Rozdział 3: I kazałem ci zachować zdrowy rozsądek
"Istnieje demon, który dodaje skrzydeł niektórym opowieściom i wyrzuca je w powietrze jak orły."
Alexandre Dumas, Pani de Monsoreau, 1849
— Gdzie idziemy?
Jack potknął się, gdy silne ramię Northa wepchnęło go do sań. Przychodził na comiesięczne spotkania na Biegunie, które rozpoczęły się odkąd dołączył do Strażników. Nie spodziewał się, że wybiorą się na wycieczkę terenową.
— Idziemy na ceremonię łączenia! — wyjaśnił North, mocno sadzając Jacka na swoim miejscu.
— Ceremonia łączenia? — zapytał Jack. — Masz na myśli tę z jednorożcami? I dziewicami?
— To ta. — Tooth siedziała naprzeciwko niego na rozkładanym siedzeniu. Jej twarz zmarszczyła się, gdy wzięła oddech, a nos delikatnie drgnął. Zażenowanie osiadło w żołądku Jacka, kiedy odwróciła głowę i prychnęła, aby pozbyć się tego, co Jack wiedział, że było zapachem seksu pochodzącym od niego. Najwyraźniej przeszkadzało jej to od pierwszego spotkania, a on nienawidził sprawiać, by czuła się niekomfortowo. — Nie chcieliśmy ci powiedzieć z wyprzedzeniem, ponieważ wiedzieliśmy, że nie pojawiłbyś się.
— Tak jak nie pojawiłeś się na Letnim Balu, Halloweenowej Uczcie i świątecznym przyjęciu Northa. — Bunny przykucnął obok Jacka, posyłając mu oskarżające spojrzenie. — Może poznajemy siebie nawzajem od roku, kolego, ale musisz przestać tego unikać.
Jack wzruszył ramionami.
— Nigdy wcześniej na nie nie chodziłem.
— Nie byłeś wcześniej Strażnikiem.
— A to powinno coś zmienić? — Jack uśmiechnął się uśmiechem, który był jak bryza po opadach śniegu. — I tak nikt mnie tam nie chce.
W saniach zapadła cisza, gdy North wystartował i dopiero, gdy osiągnęli odpowiednią wysokość, Sandy położył dłoń na kolanie Jacka, siedząc pod drugiej stronie zimowego ducha. Uformował w piasku obraz innych Strażników. My cię tam chcemy.
Jack przygryzł wargę.
— Dziękuję, Sandy.
— Zamierzamy się dobrze bawić! — zadeklarował North ze swojego miejsca kierowcy. — Spodoba ci się! To wydarzenie odbywa się raz na sto lat!
— Dlaczego nie używamy kuli śnieżnej, aby się tam dostać? — zapytał Jack, kiedy zauważył, że wciąż przelatują nad czapami lodowców.
— To wyjątkowe miejsce — odpowiedział North. — Nie można do niego dotrzeć za pomocą magii teleportacyjnej. Jednorożce to bardzo magiczne stworzenia.
— I bardzo tajemnicze — dodał Bunny.
Jack w zamyśleniu postukał laską w podłogę sań.
— Niewiele wiem o jednorożcach ani o tej ceremonii.
Oczy Tooth zabłysły.
— Och — zaszczebiotała. — Wszystko ci wyjaśnię.
W ten sposób Jack dowiedział się sporo o jednorożcach w ciągu dwóch godzin, które były potrzebne, aby mogli dotrzeć do tego mistycznego miejsca (które okazało się być gigantyczną, niezbadaną, magicznie chronioną wyspą, która była prawie w całości zalesiona i znajdowała się pośrodku oceanu). Był to temat, którym najwyraźniej pasjonowała się Toothiana.
Okazało się, że jednorożce mogły pokazać się komuś, kto nie jest dziewicą, ale nigdy nie zwiążą się z kimś, kto nią nie był. Jednorożce mieszkały na tej wyjątkowej wyspie od tysięcy lat i rzadko ją opuszczały. Jeśli tak, to zwykle z partnerem - dziewicą, z która się związały. Wiązanie było bardziej zbliżone do partnerstwa niż sytuacji właściciela i jego zwierzaka. Jednorożce były bardzo inteligentne; tak samo inteligentne jak każdy inny duch. Po związaniu dziewica mogła stracić swoją niewinność bez martwienia się o odejście jednorożca, ponieważ jednorożce były lojalne wobec swojego partnera na całe życie, tak jak partner był lojalny wobec jednorożca. Zarówno jednorożec, jak i partner mieli gdzieś na ciele znak reprezentujący tę specjalną więź. Jednorożce były fantastycznymi stworzeniami, z którymi można było się wiązać, wyjaśniła mu Tooth, ponieważ potrafiły przejrzeć każdy rodzaj magii, a ich rogi mogły w rzeczywistości zneutralizować większość zaklęć jednym dotykiem.
— Nigdy nie oszukasz jednorożca — powiedziała poważnie Tooth, gdy szykowali się do lądowania na wyspie.
Kierowali się do największego skrawka nie zalesionego terenu pośrodku wyspy, szerokiego na co najmniej trzy kilometry. Na środku zbudowano duże pomieszczenie najprawdopodobniej na imprezę, która miała nastąpić po ceremonii.
Jack przyjął te słowa i poczuł, jak jego ramiona sztywnieją ze zdenerwowania. Starał się odwrócić swoją uwagę, zadając więcej pytań.
— I to się dzieje każdego stulecia?
Tooth skinęła głową.
— To wystarczająco dużo czasu, aby zapach nowych dziewic osiągnął dojrzałość, nie żeby było ich wiele. Największa ilość, jaka kiedykolwiek została zaprezentowana na raz to siedem. Myślę, że w tym roku będę tylko cztery.
— Czy każda dziewica zawsze dostaje jednorożca?
Tooth zaśmiała się.
— Nie! Jednorożce to bardzo wybredne stworzenia i chociaż to prawda, że musisz być dziewicą, żeby w ogóle brały ciebie pod uwagę, czasami to nie wystarczy. — Uśmiechnęła się. — Mogą być bardzo dobrymi sędziami charakteru i wiążą się tylko z najlepszymi. — W zamyśleniu postukała się w podbródek. — Oczywiście zdarzają się również przypadki, w których dziewica zostaje partnerem kilku jednorożców, ale takie sytuacje zdarzają się rzadko.
— Naprawdę? — Jack pochylił się, wbrew siebie zainteresowany. — Na przykład, kiedy to się zdarzyło?
— Cóż, Matka Natura ma rekord w liczbie pięciu jednorożców, ale była dziewicą przez dwieście lat, zanim im się przedstawiła. — Podkreśliła to unosząc palec. — Ach i ona! Królowa Śniegu dostała trzy, czyli najwięcej, więcej niż jakikolwiek inny zimowy duch.
— Łał. — Jack spojrzał na ogromne drzewa, które tworzyły las, gdy sanie ustawiły się na trawie przy jedynym budynku. Prawie chciał…
— Cóż, przejdźmy do spotkań towarzyskich. — Bunny wstał i rozprostował kończyny. Przez cały lot ściskał siedzenie, a kiedy Jack spojrzał, ujrzał na drewnie ślady pazurów. — Wkrótce rozpocznie się ceremonia łączenia.
Strażnicy wyskoczyli z sań, a Jack zgubił ich w tłumie co najmniej dwustu duchów, przeważnie wyższych, jeśli miał zgadywać, które kłębiły się na trawie przed budynkiem. Dobrze. To sprawiało, że było to sto razy trudniejsze. Jack od niechcenia przechadzał się po obrzeżach grupek duchów, okrążając różnie skupiska, nigdy do nich nie dołączając. Zauważył, że Tooth rozmawiała z kilkoma kobietami, które wydawały się być kitsune, a North przybijał pięścią o pięść innego krzepkiego mężczyzny, który jak przysięgał Jack, był Paulem Bunyanem. Sandy bawił się z kilkoma nimfami, opowiadając swoim piaskiem historię, która wydawała się im fascynująca. Nigdzie nie widział Astera, ale nawet w takim tłumie Zajączek Wielkanocny z pewnością się wyróżniał.
— Czy to Jack Frost? — rozległ się pierwszy szept.
Jack zamarł na zaledwie sekundę, zanim kontynuował swój marszcz. Szepty wokół niego trwały.
— Co on tu robi?
— Czy on wie, że to ceremonia dla dziewic?
— Jest tak rozwiązły, że prawdopodobnie nie pamięta nawet, jak wyglądało bycie prawiczkiem.
— Jakby jednorożce kiedykolwiek rzuciły okiem na taką dziwkę jak on.
Jack nie zdawał sobie sprawy, jak szybko szedł, dopóki ręka nie opadła mu na ramię.
— Jack?
Jack odwrócił się prędko, uwalniając się z uścisku. Spojrzał w dół i odetchnął z ulgą.
— Kith.
Kith spojrzał na wyraz twarzy Jacka i natychmiast wyciągnął go z tłumu. Poprowadził go w cień budynku, trochę z dala od reszty uczestników. Kiedy byli już na tyle daleko, że napięcie z Jacka zeszło, Kith puścił jego ramię.
— Czy teraz wszystko w porządku? — zapytał ściszonym głosem.
Jack skinął głową.
— Dziękuję ci.
— Czy oni coś mówili? — dopytywał się Kith. W jego głosie słychać było gniew.
Jack uśmiechnął się smutno, wpatrując się w swoje stopy.
— Wiesz, jak to jest, Kith.
— To nie jest w porządku.
Kith skrzyżował ramiona, wpatrując się w nieliczne duchy, które próbowały na nich zerknąć.
— Tak po prostu jest. Wiesz o tym… To ty w pierwszej kolejności stworzyłeś ten eliksir.
— Aby cię chronić — zapewnił Kith. Na uniesione brwi Jacka ustąpił. — No dobra, może nie na początku, ale wtedy nie myślałem o tobie jak o przyjacielu. — Kith prychnął zawstydzony, słysząc szczęśliwy śmiech, jakim obdarzył go Jack. — Byłeś wtedy tylko wygodnym składnikiem eliksirów. Teraz tak nie jest. Mój eliksir był przeznaczony do ochrony, a nie do… tych kpin.
— Czego się ode mnie spodziewasz, Kith? — zapytał Jack, brzmiąc na znacznie bardziej wyczerpanego emocjonalnie i fizycznie, niż Strażnik Zabawy i Radości kiedykolwiek powinien. — Nie przestanę brać eliksiru.
— Nie miałeś wtedy nikogo, kto mógłby cię chronić. — W oczach Kitha pojawił się porozumiewawczy błysk. — Ale już o tym wiesz.
Jack uciekł wzrokiem.
— Nie wiem o czym mówisz.
— Teraz Strażnicy są twoimi sojusznikami. Wydaje się, że troszczą się o ciebie, Jack. Może powinieneś rozważyć powiedzenie im prawdy.
Jack westchnął pod nieustępliwym spojrzeniem Kitha.
— Pomyślę o tym — powiedział.
Kith skinął głowa.
— Dobrze. — Wyciągnął rękę i pociągnął za sznurki w bluzie Jacka. — A teraz — wycedził — jeśli tak bardzo martwisz się, że zostaniesz odkryty, to co ty tu w ogóle robisz?
— W czym jest problem?! — krzyknął Jack, z twarzą na wysokości wściekłego spojrzenia leprechauna.
— Jednorożce widzą przez magię, Jack — wyjaśnił Kith. — Obejmuje to również mikstury. Za chwilę dowiedzą się, że jesteś dziewicą.
— Nie idę na ceremonię, Kith. — Jack próbował poluzować uścisk leprechauna na sznurkach jego bluzy. — Nawet nie zorientują się, że tam jestem.
— Lepiej miej nadzieję, że masz rację.
— Jack? — Aster zbliżył się do nich w cieniu. — Jednorożce zostały zauważone przy linii drzew. Wszyscy przygotowują się do ceremonii. — Zatrzymał się i przyjrzał się im. Zmrużył oczy wpatrując się w Kitha. — Wszystko w porządku? Ten facet sprawia ci kłopoty?
— Nie, nie ma problemu. — Jack wyrwał się z nagle luźnego uścisku Kitha i podszedł do Bunny'ego. — Chodź, Omyku. Inni nie będę czekać wiecznie.
Jack oddalił się, nie zwracając uwagi na panujące za nim napięcie.
OoO
Aster spojrzał na leprechauna przed nim.
— Jeśli Jack powiedział nie, to lepiej go posłuchaj.
Leprechaun uniósł szyderczo brew.
— Och? A kim jesteś, żeby tak mówić?
— Jego przyjacielem.
Wyraz litości był prawie tak samo zły jak uniesiona brew.
— Oczywiście. Jest wielu ludzi, którzy mówią, że są jego "przyjaciółmi".
Aster niemalże stracił nad sobą kontrolę z wściekłości.
— Nie jestem tacy jak oni.
— Jesteś pewien? — Leprechaun przechylił głowę. — Ani trochę? Nigdy nie spojrzałeś na niego w ten sposób? — Aster zesztywniał. Leprechaun uśmiechnął się. — Martwiłbym się własnymi problemami. — Minął Astera, rzucając ostatnie słowa przez ramię, gdy przechodził obok niego. — To nie ja sam siebie okłamuję.
Aster zacisnął pięści, patrząc przed siebie z zaciśniętą szczęką. Kto to był? Jack najwyraźniej go znał. Widział, jak rozmawiali przez kilka minut, zanim leprechaun złapał Jacka za sznurki bluzy, co skłoniło Astera do wkroczenia bez zastanowienia.
Aster wziął głęboki oddech. Słyszał o Jacku Frostcie zanim go spotkał. Chłopak zawsze miał reputację, która za nim podążała. Wszyscy wiedzieli, że Jack Frost był dziwką. Kiedy spotkali się po raz pierwszy, był sfrustrowany i dopiero, gdy usłyszał, jak Jack się przedstawił, był w stanie przejrzeć przez swój gniew i zobaczyć to, co prawie przegapił. Przestrzeń gładkiej, bladej skóry, idealnej do znakowania zaborczymi, małymi znakami i, jeśli miał być szczery, do malowania. W pierwszych chwilach, gdy zobaczył nagą klatkę piersiową Jacka, zastanawiał się, jakby to było, gdyby przeciągnął pędzlem po tej skórze zostawiając jasny odcień błękitu, zieleni i fioletu.
I jego zapach. Pomimo zapachu seksu, który zawsze unosił się wokół niego, było coś jeszcze, coś całkiem pociągającego, co znajdowała się tuż pod spodem. Nigdy nie potrafił jasno określić, co to było, ale było to słodkie i urocze. Z początku zmyliło go, że osoba o tak złej reputacji miała tak przyjemny zapach. Kiedy w zeszłym roku zaczął powoli poznawać Jacka, jego opinia się zmieniła. Nagle to zapach seksu wydawał się nie pasować do Jacka. Jego osobowość w ogóle nie pasowała do tego, co sugerował zapach.
Kiedy spotkali się po raz pierwszy, Aster był bardzo urażony, gdy Jack mu nagle odmówił. Wiedział, że chłopiec miał dziesiątki innych partnerów, więc dlaczego odrzucił Astera? Czy to dlatego, że był pooką? Jackowi wydawało się nie przeszkadzać jego zainteresowanie, gdy się całowali. Wydawało się, że naprawdę mu się to podobało! Czego właściwie mu brakowało?
Cokolwiek to było, był to cios w dumę Astera mający skutki przez wiele miesięcy. Wiedział, że szukał tylko seksu (z nadzieją, że może, jeśli Jackowi się spodoba, Aster będzie miał szansę na druga, trzecią lub czwartą okazję), ale jakiś element w ich spotkaniu zawsze miał pozostać w jego umyśle. Dziwny potencjał, którego nie miał pojęcia, jak zinterpretować.
Ten potencjał powrócił niedawno, ale z jaśniejszymi intencjami, którym próbował zaprzeczyć. Pragnął Jacka Frosta. To było oczywiste. Ale nie chciał tylko jednego czy dwóch razów. Chciał trwałości. Chciał spróbować wyłączności. Być jedynym, któremu wolno było nadać Jackowi ten zapach lub dotknąć jego skóry.
Chciał spróbować zatrzymać Jacka Frosta dla siebie i doprowadzić go do szaleństwa. Jak bardzo był zazdrosny, gdy Jack wchodził do pokoju pachnąc seksem (co zawsze się działo). To też go zdezorientowało. Nigdy nie miał ochoty być kojarzonym z typem osoby, jaką Jack Frost się wydawał. Dlaczego więc teraz? Czy to z powodu sposobu, w jaki jego zapach seksu i osobowość nie pasowały do siebie, spowodował, że ignorował to, co zwykle było dla niego bardzo jasną zasadą? Nie wiedział.
A ten mały rudowłosy krasnal nie pomagał w żaden sposób.
Aster wziął kolejny uspokajający oddech i odwrócił się. Musiał dotrzeć do pozostałych, zanim jednorożce opuszczą linię drzew i rozpocznie się ceremonia. Jeśli słowa leprechauna wciąż brzęczały mu w umyśle, a jego usta nagle przypomniały sobie uczucie zbyt niewinnego pocałunku z dawnych czasów, to było coś, z czym musiał się zmierzyć.
OoO
Kith czuł się winny, że sprowokował Astera w taki sposób, ale pooka był tak wyraźnie zauroczony i nic z tym nie robił, aby zostawić to w spokoju. Poza tym naprawdę męczyło go słuchanie zachwytu Jacka na temat Astera.
