Rozdział 4: I kazałem ci być miłym
Rousseau, Voltaire, możecie szydzić,
Możecie szydzić, ile chcecie!
Na wiatr rzucacie słowa, piasek.
Wiatr je z powrotem w twarz wam miecie.
William Blake "Szydercy" 1804
Jack patrzył z cichym podziwem, jak jednorożce oddalają się od linii drzew. Ich sierść lśniła opalizującą bielą, a grzywy były jedwabiste i delikatne. Na głowach znajdował się spiralny, biały róg, długi na co najmniej metr. Wydawały się niesamowicie majestatyczne. Jednorożce chodziły po ziemi jakby frunęły, w każdym ruchu była gracja.
Tooth sapnęła.
— O mój Boże!
— Co? — Jack spojrzał na nią zdziwiony. — O co chodzi?
— Jest z nimi źrebak! Nigdy wcześniej nie było z nimi dziecka! Jednorożce bardzo chronią swoje młode.
Jack spojrzał jeszcze raz i zauważył małe źrebię, o którym mówiła Tooth. Było nieco mniej zgrabne niż dorosłe osobniki. Miało przysadzisty i tępy róg, który miał tylko kilkanaście centymetrów. Miało zaledwie metr wysokości, a nie dwa jak starsze jednorożce. Jack przypuszczał, że jego głowa sięgałaby mu tuż nad biodro. Źrebię było również absolutnie urocze.
Nagle w jego głowie pojawiło się pytanie.
— Tooth? Jak możesz odróżnić, które są mężczyznami, a które kobietami?
— Nie możesz. — Uśmiechnęła się do niego. — Jednorożce są bezpłciowe.
Zdziwił się.
— Więc jak one…
Wzruszyła ramionami.
— Nikt tak naprawdę nie wie.
Jack wrócił do oglądania ceremonii. Jednorożce przeszły mniej więcej połowę pola w kierunku tłumu, który obserwował je z podekscytowaniem. Było ich około jedenastu, łącznie ze źrebakiem. Siedem jednorożców wraz z młodym pozostało jakby zbite w jedną grupę, podczas gdy pozostałe cztery kręciły się wokół oddzielone od siebie. W tym momencie cztery starsze duchy, ich magia i bijące dostojeństwo wyróżniały je jako jedne z najpotężniejszych duchów na świecie, wystąpiły do przodu z towarzyszącymi im osobami. Starsza kitsune delikatnie nakłoniła swoją podopieczną, będącą również kitsune, by ruszyła do przodu w kierunku jednorożców. Pozostała trójka, duch wiosny, małżeńska wróżka kwiatowa wielkości dłoni Jacka i męski elf (wysoki, elegancki, w przeciwieństwie do tych z warsztatu Northa, jak zauważył Jack) również została wypchnięta do przodu przez swoich mentorów.
Magia Jacka wirowała w nim niespokojnie, reagując na magię, którą emanowały jednorożce. Prawie zrobił krok ku nim, zanim się powstrzymał. Odepchnął swoja magię, walcząc z dziwnym poczuciem oczekiwania, które dźwięczało w jego sercu.
Cztery dziewice ustawiły się w pobliżu jednorożców. Kwiatowa wróżka podleciała pierwsza, próbując zbliżyć się do grupy siedmiu rumaków. Jednorożec na czele grupy spojrzał na nią i odwrócił głowę bez namysłu. Wróżka załamana przez odrzucenie wycofała się. Potem pozostała trójka nie zrobiła żadnego ruchu, by ruszyć do przodu.
Zamiast tego podeszły do nich cztery kręcące się wokół nich jednorożce, wąchając ich włosy. W końcu jeden jednorożec namówił elfa, by położył dłoń na jego pysku. Na boku jednorożca pojawił się szybujący czarny ptak, a na szyi elfa pojawił się pasujący znak. Byli związani. Dwa jednorożce zrobiły to samo z kitsune, która nieśmiało położyła na nich ręce. Jednorożce zyskały obraz płomieni na nogach. Ten sam ognisty ślad pojawił się na futrze na policzkach kitsune, przesuwając się po jej szczęce. Czwarty jednorożec odwrócił się od dziewic i wrócił do lasu.
Duch wiosny i kwiatowa wróżka nie zostały wybrane. Zapadła cisza, gdy wszyscy czekali, aż grupa siedmiu niezwiązanych jednorożców coś zrobi, ale nadal ignorowały cztery dziewice i tłum. Gdy zebrani powoli zdawali sobie sprawę, że jednorożce nic nie zrobią i że ceremonia dobiegła końca, zaczęli głośno wiwatować. Mentor elfa poklepał go po ramieniu, ale elf wydawał się tego nie zauważać. Wyglądało na to, że on i jednorożec są sobą zafascynowani. Mentorka kitsune podbiegła do niej, trochę z opóźnieniem z powodu ochrony jednorożców, które próbowały ją odstraszyć i przytuliła młodszą dziewczynę.
— Musi być dumna — zauważyła Tooth. — To wielki zaszczyt, że dwa jednorożce cię wybrały.
Dwójkę niewybranych zabrano z powrotem do ich mentorów i pocieszano. Jack spojrzał na nich, współczując im. On również nigdy nie został wybrany.
Tłum ruszył w kierunku budynku. Strażnicy raczej czekali, niż tłoczyli się przy drzwiach, obserwując siedem jednorożców, które pozostały na łące.
— To jest dziwne — powiedziała Tooth.
— Co jest dziwnego? — zapytał Jack.
— Jednorożce — wtrącił Bunny. — Nigdy wcześniej nie kręciły się w pobliżu po ceremonii. Zwykle wybierają kogoś lub nie i wracają do lasu, tak jak tamten wcześniej. Ale ta siódemka — wskazał Aster — tego nie zrobiła. To tak, jakby na coś czekali.
— Wszyscy zebrani są już prawie w sali imprezowej! — krzyknął North. — Musimy już iść!
Jack uniósł brew.
— Na pewno lubi imprezować.
North i Bunny wymienili spojrzenia.
— Nie masz pojęcia, kolego — stwierdził ze śmiertelną powaga Aster.
Całą grupą udali się w kierunku budynku. Jackowi zajęło chwilę, by pozostać z tyłu i jeszcze raz zerknąć przez ramię na jednorożce.
Siedem jednorożców odwzajemniło spojrzenie. Ten z przodu, który najbardziej przypominał przywódcę stada z rogiem dłuższym o około dziesięć centymetrów od pozostałych, zrobił krok do przodu.
Jack rzucił się naprzód grupy.
— Do zobaczenia w środku!
Przeleciał nad głowami kilku ostatnich osób w tłumie i poszedł za Sandym do budynku. Próbował zignorować podniecenie falujące mu w żołądku.
To nie jest dla ciebie, Jack - przypomniał sobie. Nigdy dla ciebie.
Rzecz w powtarzającym się nadużyciu polega na tym, że z czasem może pozostawić trwałe ślady na ofierze. Po stuleciach wyzywania go okropnymi epitetami i wmawiania mu, że jest bezwartościowy, Jack Frost zaczynał myśleć, że na to zasłużył.
Naprawdę, jakaś interwencja nie mogła nadejść w lepszym momencie.
OoO
Budynek był jedną wielką salą ze stołami i krzesłami pod ścianami wypełnionymi jedzeniem i piciem. Centrum służyło jako parkiet taneczny i miejsce, w którym duchy zbierały się w grupki i rozmawiały. W ścianach po obu stronach ogromnych dębowych dwuskrzydłowych drzwi, które tworzyły wejście frontowe, znajdowały się cztery wielkie okna. Podobne, ale mniejsze drzwi wbudowano w tylną ścianę jako tylne wyjście. Jack siedział obecnie między krokwiami wysokiego sufitu, od czasu do czasu przemykając w pobliżu jednego z wiszących żyrandoli, które oświetlały salę jasnym światłem.
To, że był tak wysoko, nie sprawiało, że znalazł się poza zasięgiem komentarzy.
— Nadal tu jest?
— Może myślał, że zobaczenie jednorożców sprawi, że poczuje się mniej dziwką?
— Nawet jednorożec nie może pozbyć się tak obrzydliwej rozpusty.
— Jak on śmie tu przychodzić, pachnąc w ten sposób!
— Prawdopodobnie pozwolił, by ktoś go przeleciał tuż przed przyjazdem.
Jack ukrył twarz w kolanach, zakrywając uszy, jakby to miało powstrzymać głosy. Po prostu chciał wyjść. Cudownie było zobaczyć jednorożce, ale teraz… nie chciał już tego słyszeć. Wiedział, że nie powinien był tutaj przychodzić.
Jack podniósł głowę i patrzył tępo w cienie. Zastanawiał się, gdzie był Kith. Może gdyby go poprosił, Kith zgodziłby się z nim wyjść i mogliby wrócić do domu Kitha na herbatę. Jack mógłby zostać na noc i zapomnieć, że to się kiedykolwiek wydarzyło, a jutro pomoże Kithowi zebrać zioła do jego eliksirów, tak jak to robili już tyle razy wcześniej. Jack uznał, że to dobry plan.
Jack zeskoczył z krokwi i wylądował cicho na krawędzi tłumu, który wypełniał środek sali. Obszedł ich wszystkich, szukając krótkiej rudej czupryny. Krzyknął, gdy został złapany od tyłu.
— Co my tu mamy? — Głos zamruczał mu do ucha. — Zdzira szukająca kogoś, kto ją usatysfakcjonuje?
Jack wyrwał się z uścisku, odwracając się do letniego skrzata. Ładne czerwone oczy błyszczały lubieżnie, gdy duch na niego patrzył. Jack zauważył, że był otoczony przez trzech innych, znajdujących się w pobliżu. Dwóch letnich i jednego jesiennego duszka. Wyczuł, że byli tylko na średnim poziomie mocy i prawdopodobnie nie zostali zaproszeni do udziału w ceremonii. Najprawdopodobniej przybyli jako goście jakiegoś innego potężnego ducha. Wyglądało na to, że obecność tutaj napełniła ich (a przynajmniej jednego, biorąc pod uwagę inicjatywę letniego ducha) wielką pychą.
— Wcale nie — powiedział Jack, mając nadzieję, że brzmiał spokojniej, niż się czuł.
— Och, ale myślę, że tak jest. — Letni duszek złapał bluzę Jacka, zanim ten zdążył uciec. — Myślisz, że poradzisz sobie z obsłużeniem naszej czwórki? Jestem pewien, że obsługiwałeś już więcej.
Jack zarumienił się ze złości.
— Puść mnie!
Skrzat pochylił się do przodu, dmuchając gorącym oddechem na twarz Jacka.
— Czy ta mała suka jest nieśmiała? Wiesz, słyszałem o tobie. Nie mogłeś nawet wytrzymać dłużej niż pięć lat, aby stracić dziewictwo. Czy tak bardzo chciałeś zostać dziwką, że nie mogłeś dłużej czekać?
Jack przepełniony upokorzeniem, ścisnął mocno laskę, gotów potraktować duszki lodem - niech to wszystko szlag trafi.
— Oi. — Aster podszedł do grupy ze zmrużonymi oczami. — Powiedział, żebyś go puścił.
— Naprawdę? — Skrzat pociągnął Jacka do przodu, sprawiając, że wpadł na jego klatkę piersiową. — Nie słyszałem, żeby to powiedział.
— Ja słyszałem. — Uszy Astera drgnęły na czubku jego głowy. — Teraz pozwól mu odejść.
— Czemu? — zapytał szyderczo duszek. — Czy to twoja dziwka, Wielkanocny Króliczku?
Teraz tłum zaczął zwracać na nich uwagę. Rozmowy ucichły, gdy wszyscy odwrócili się, by patrzeć i słuchać. Po komentarzu duszka pojawiło się kilka westchnień. Nie mówiłeś w ten sposób do najstarszego ducha na planecie z wyjątkiem Sandy'ego. Tego samego ducha, którego istnienie utrzymywało życie na planecie, i który był nadzieją. Nie mówiłeś w ten sposób do E. Astera Bunnymunda.
Najwyraźniej ten głupi skrzat zapomniał o tym wszystkim.
— Będziesz chciał — powiedział cicho Aster — puścić go teraz.
Trzej przyjaciele duszka już wyczuli, że przekroczyli granicę i wycofali się, ale letni duszek nie chciał zwolnić swojego uchwytu na bluzie Jacka.
— Jest tylko dziwką — kontynuował duszek. — To nie tak, że ma dla niego znaczenie, kto go dotyka.
To właśnie wtedy duszek popełnił Bardzo Duży Błąd. Sięgnął w dół i chwycił Jacka między nogami. Zimowy duch wrzasnął upokorzony. Wściekłe łzy zebrały się w jego oczach, a jego magia wirowała w panice, ponieważ inne duchy tam były, Bunny tam był i nie był dziwką, naprawdę nie był…
Frontowe drzwi otworzyły się z rozwścieczonym rżeniem siedmiu bardzo wkurzonych jednorożców. Przedarły się przez tłum, odpychając na bok tych, którzy nie byli na tyle szybcy, by uciec im z drogi. Duszek wypuścił Jacka w szoku, dokładnie w chwili, gdy dotarły do nich jednorożce. Jednorożec, ten z dłuższym rogiem, kopnął duszka posyłając go na ziemię i stanął nad nim, groźnie celując ostrym rogiem w jego szyję.
— Nie! — Jack mógł nienawidzić tego, co zrobił i powiedział skrzat, ale nie chciał go zabić. — Nie rób mu krzywdy! — Położył dłoń na boku jednorożca.
Na czole jednorożca pojawił się płatek śniegu w kolorze królewskiego błękitu, otaczając wyrastający z jego środka róg. Do spirali rogu dołączyła niebieska smuga. Na spodzie nadgarstka Jacka pojawił się duży, niebieski płatek śniegu.
Jack sapnął i cofnął się, machając rękami przed sobą. Otarł dłońmi o jeszcze dwa jednorożce i zyskały one takie samo oznaczenie jak pierwszy. Obrócił się i próbując uniknąć jednorożców, wpadł na kolejne trzy, gdy te otoczyły go ochronnym kręgiem. Jego dłonie otarły się o każdego z nich, a one również zyskały płatek śniegu i niebieską smugą na spirali rogu. W końcu stanął z rękami mocno przyciśniętymi do piersi w kręgu sześciu jednorożców. Przywódca stada przestał grozić duszkowi, gdy Jack krzyknął, nosząc teraz jego znak.
Jack spojrzał ponad grzbietami jednorożców w szeroko otwarte oczy Bunny'ego, przygryzając wargę.
— Um…
Coś szturchnęło go w bok. Jack spojrzał w dół na małego jednorożca, który wpatrywał się w niego wielkimi, jasnymi oczami. Bezsilny, by się oprzeć, pogłaskał go po chrapach. Mały jednorożec zyskał to samo oznaczenie co inne, a Jack patrzył, jak ostatni płatek śniegu dołączył do oznaczenia na spodzie jego prawego nadgarstka. Sześć mniejszych płatków śniegu otaczało teraz większy płatek śniegu. Wszystkie były połączone cienkimi srebrnymi liniami. W sumie siedem płatków śniegu. Siedem jednorożców.
Cholera.
Aby dodać sytuacji napięcia, mały jednorożec zdecydował się uderzyć w rękę Jacka tępym rogiem, neutralizując efekty jego eliksiru i pozwalając, aby naturalny, dziewiczy zapach Jacka przeniknął salę.
W cichej sali dało się słyszeć kilka głębokich wdechów, a Jack skrzywił się widząc niedowierzające i zdziwione spojrzenia rzucane w jego kierunku.
— Jack — mruknął Bunny — jesteś prawiczkiem?
— Um. — Jack rozejrzał się po sali, napotykając wzrok swoich kolegów Strażników. Przygryzł wargę z powodu szoku, który odnalazł na ich twarzach. Uśmiechnął się do Astera, małym, zdenerwowanym i przestraszonym uśmiechem. — Niespodzianka?
