Tytuł: Elastyczne serce
Oryginalny tytuł: Elastic Heart
Autor: rainbowdracula
Zgoda na tłumaczenie: Czekam
Tłumaczenie: Lampira7
Beta: Tazkiel
Link: /works/7213357
Anima część 2: Elastyczne serce
Peter uwielbiał mieszkanie Matta.
Okna wpuszczały do środka grę światła i cienie, która była spektakularna do sfotografowania, a w nocy billboard rzucał dziwny neonowy blask, który rozlewał się po podłodze niczym farba. Malował wzory na skórze Matta, któremu Peter robił zdjęcia. Matt śmiał się z jego bełkotliwego podniecenia.
Matt również cieszył się swoimi oknami, ponieważ Peter pozwalał mu się do nich przypiąć.
Peter miał nogi przerzucone przez ramiona Matta, całkowicie zgięty w pół, gdy mężczyzna bez problemu przycisnął go do szyby. Matt składał niechlujne pocałunki na jego szyi, gdy Peter śmiał się bez tchu, gdy zarost jego bratniej duszy łaskotał jego skórę, pozostawiając za sobą zaczerwienienie.
— Przestań — powiedział żartobliwie Peter. — Nie mam zamiaru mieć skóry otartej od twojej brody.
— Mmmm — mruknął Matt, dalej to robiąc.
Palce Petera wbiły się w nagą skórę grubych ramion Matta, uda zacisnęły się wokół jego szyi. Był bez tchu, gdy dłonie mężczyzny ścisnęły jego tyłek, pocałunki spłynęły niżej, a Peter jęknął, przesuwając dłonie w górę do ciemno rudych włosów Matta, który osunął się na kolana, przyciągając Petera do swojej miednicy.
— Kocham cię — wyszeptał Peter. — Och, Matt…
Matt odpowiedział warknięciem, zatapiając zęby w obojczyku Petera. Młodzieniec odchylił głowę do tyłu, wpatrując się w sklepiony sufit, ale tak naprawdę go nie wiedząc.
— Hej, Mattt… o Boże.
Foggy wszedł niedbale do salonu tylko po to, by zatrzymać się jak wryty na widok Matta i Petera. Peter ukrył twarz w szyi swojej bratniej duszy, ogarnięty śmiechem. Matt przechylił głowę, by spojrzeć na Foggy'ego.
— Naprawdę? — powiedział. — Bez pukania?
— Polityka otwartych drzwi, człowieku! — krzyknął Foggy, patrząc wszędzie poza nimi. — Nie spodziewałem się, że wejdę na seks w pozycji precla. — Chwila milczenia, a później: — Uprawiasz jogę, Peter? A może potajemnie jesteś rumuńską gimnastyczką? To całkiem niezły ruch.
Peter spojrzał ponad ramieniem Matta, uśmiechając się do Foggy'ego.
— Och, mam swoje sposoby na to — odpowiedział. — Matt mi w tym pomaga.
Foggy fałszywie zakneblował się.
— Obrzydliwe. Kiedy już wyplątacie się ze swojego seksualnego precla, mam informacje o sprawie Reinhardta, którą Matt chciałby sprawdzić.
Peter zdjął nogi z ramion Matta, praktycznie robiąc szpagat, zanim stanął prosto. Matt podążył za nim znacznie spokojniej, zapinając koszulę i składając pocałunek na policzku Petera.
— Boli mnie, kiedy na ciebie patrzę — powiedział Foggy, kiedy Peter przerobił kilka podstawowych ćwiczeń rozciągających. — Jak ty to robisz?
— Chyba to praktyka — powiedział Peter. — Mogę zrobić salto, jeśli chcesz.
— Showman — powiedział Foggy, uderzając żartobliwie Petera w ramię.
— Do zobaczenia później, Peter — powiedział cicho Matt. — Kocham cię.
— Też cię kocham — odpowiedział Peter, kierując się do drzwi. — Pa, Foggy!
— Do widzenia! — powiedział Foggy, mrużąc oczy.
OoO
Foggy lubił Petera.
Był zabawny, na przykład w sposób, w jaki Matt nie był. Duet komediowy, Matt i Peter. Po drugie, był słodki - krótkie uściski i sms-y pełne miłości, które sprawiały, że Matt uśmiechał się w sposób, jakiego Foggy nie wiedział od… dawna. Przed Daredevilem. Foggy starał się nie rozwodzić nad tą myślą. W każdym razie chodziło o to, że Peter był w oczywisty sposób dobry dla Matta i nie było trudno iść na jego wystawę fotograficzną organizowaną przez jego college.
Oczywiście, nie była to wystawa tylko Petera, ale właśnie dlatego Foggy przyszedł do galerii sztuki o białych ścianach i przyjrzał się tłumowi. Oczywiście najpierw zauważył Matta, który był wyższy od Petera i wyróżniał się w tłumie. Peter był przyciśnięty do jego boku, nerwowo zaciskając ręce na rękawie Matta.
— Cześć! — przywitał go Peter pogodnie i ze zdenerwowaniem. — Cieszę się, że ci się udało.
— Witaj, Foggy — powiedział Matt trochę spokojniej.
Foggy uśmiechnął się.
— Jak mogłem przegapić odręcznie napisane zaproszenie? — zapytał. — Muszę wesprzeć ważnego człowieka mojego ważnego człowieka.
Peter roześmiał się.
— Dzięki, Foggy.
Mężczyzna odwrócił wzrok od pary i spojrzał na fotografie.
Zostały wydrukowane na błyszczącym papierze, ogromne i kolorowe. Tematy były różne, od portretów po architekturę, ale niezaprzeczalnie wszystko zostało wykonane przez tę samą osobę. Żywe, nasycone kolory i dziwne, oszałamiające kąty, jakby widz miał wpaść do kadzi z farbą po upadku z budynku. Tym, co natychmiast przykuło uwagę Foggy'ego, było zdjęcie Matta stojącego późnym wieczorem przed swoimi oknami, boso i bez koszuli. Przerażający billboard rzucał dziwne kolory na bladą skórę Matta barwiąc ją na czerwono, sprawiając, że mężczyzna wyglądał prawie nieludzko. Cóż, przynajmniej Foggy teraz wiedział, że Peter był świadomy alter ego Matta.
— Wyglądają świetnie, Peter — powiedział Foggy, ponieważ była to prawda. Mógł zrobić przezabawnego snapchata, ale nic takiego jak te dziwne obrazy-zdjęcia. — Masz oko do kolorów.
Peter zarumienił się i podrapał się niezręcznie po głowie.
— Dziękuję, staram się.
Foggy zerknął na pozostałe zdjęcia, a potem zauważył ogromną grupę ludzi zgromadzonych wokół jednego z nich. Zdezorientowany, podszedł do niego.
Tam, w całej swojej okazałości, był Spider-Man.
Przecież nie istniało zbyt wiele zdjęć Spider-Mana. Eksperci zdawali się huśtać (ha! Śmieszne) między nazywaniem go bohaterem a zagrożeniem. A rozmazane zdjęcia paparazzi, na których pomagał Avengers tylko dodawały temu smaczku. To jednak nie było rozmazane zdjęcie paparazzi - to był Spider-Man poruszający się po ceglanej ścianie w alejce Hell's Kitchen. Ujęcie było zrobione z góry, a jaskrawy czerwono- niebieski kolor jego kostiumu odcinał się od brudnej cegły. Ruchy Spider-Mana, nawet ujęte na zdjęciu, były dziwne i zbyt płynne. Jedno kolano przy uchu, a druga noga wyprostowana za nim w bolesnym wykrzywieniu. Było to spektakularne i rzadkie ujęcie nieuchwytnego mściciela. Jedynym zdjęciem, które spowodowałoby większe zamieszenie byłby fakt uwiecznienia przez Petera postaci Daredevila.
(Cóż, Peter to zrobił. Postać diabła z Hell's Kitchen skąpana w czerwieni wisiała tuż obok zdjęcia Spider-Mana, ale ludzie z reguły byli tego nieświadomi).
— Jasna cholera - powiedział Foggy. — Znasz Spider-Mana?
Peter wiercił się na swoim miejscu.
— Pewnego razu uratował mnie przed napadem i zobaczył mój aparat. Chyba też jest maniakiem fotograficznym? Naprawdę spodobała mu się moja lustrzanka. Fajny facet.
Dobra, Peter nie mówił mu całej prawdy. Foggy był najlepszym przyjacielem Matta i spędzał dni z przestępcami, mógł wywęszyć półprawdę, kiedy tylko ją usłyszał.
— Interesujące — powiedział Foggy tym samym tonem, którego używał, gdy miał przycisnąć świadka. Matt spiął się.
Foggy spojrzał z powrotem na zdjęcie, na to, jak kończyny Spider-Mana były ustawione, jakby nie miał kości i, wbrew swojej woli, przypomniał sobie, kiedy wszedł na Matta i Petera, którzy uprawiali preclowy seks. Foggy zamarł.
— Naprawdę? — zapytał, zbliżając się do Petera i Matta. — Na serio? Czy nie mogę choć raz poznać normalnej osoby?
Peter ukrył twarz w dłoniach. Śmiech Matta odbił się echem po pokoju niczym grzmot.
