Kordian pomógł jej wsiąść do samochodu i zamknął drzwi po stronie pasażera. Sam zajął miejsce za kierownicą i w milczeniu zapalił silnik. Zjeżdżając z krawężnika na asfalt samochód zakołysał się lekko, Kordian spojrzał w lusterko i kątem oka zauważył na twarzy Chyłki grymas bólu.

- Przepraszam – powiedział cicho, patrząc w jej kierunku.

Chyłka nie zareagowała. Odwróciła się powoli w stronę szyby i zamknęła oczy.

Był późny ranek, ulice nie zdążyły jeszcze wypełnić się popołudniowym ruchem, więc droga do mieszkania Chyłki minęła szybko. Kordian starał się prowadzić auto jak najdelikatniej, żeby nie fundować Joannie niepotrzebnych wstrząsów i ruchów. Chyłka jednak przez całą drogę pozostawała w niezmienionej pozycji, odwrócona w kierunku szyby. Oczy otworzyła dopiero, kiedy czerwony samochód zaparkował pod wejściem do budynku, w którym znajdowało się jej mieszkanie.

Po wejściu do przedpokoju Chyłka zdjęła buty i udała się prosto w stronę kanapy. Usiadła, podpierając się ręką. Oryński minął stojący w przejściu czarny wózek dziecięcy. Poczuł, jakby ktoś trzymał w garści jego wnętrzności i wykręcał je na wszystkie strony. Usiadł obok Chyłki. Joanna wbijała wzrok przed siebie, ale jej spojrzenie zdawało się przenikać ścianę i kierować się gdzieś w otchłań. Siedział jak sparaliżowany, nie mając pojęcia, co powinien zrobić. Jakaś część jego, głęboko w środku, chciała krzyczeć, wrzeszczeć. Zżerało go poczucie winy. Gdyby nie on, to wszystko by się nie stało. Gdyby pojechali razem, być może teraz świętowaliby pomyślne zakończenie kolejnej sprawy. Ona przeklinałaby kolejne dolegliwości ciążowe, a on słuchałby, łapiąc ukradkiem momenty, w których jej dłoń bezwiednie dotykała wydatnego brzucha i gładziła go, kiedy myślała, że nikt nie patrzy. Gdyby tylko...

- Wymyśl jakiś temat, do kurwy nędzy, bo kurewsko źle radzisz sobie z niezręczną ciszą – odezwała się nagle Chyłka. Jej głos we wszechogarniającej ciszy sprawił, że Kordian prawie podskoczył.

- Chcesz porozmawiać o tym, co się stało? – zapytał. – Wiem, że to za wcześnie, ale...

- Chcę porozmawiać o czymkolwiek, tylko nie o tym.

Kordian słyszał w jej głosie, że próbuje powstrzymać łzy. Znów poczuł, jak skręca mu się żołądek. Zastanowił się przez chwilę.

- Chyłka, za tym, co cię spotkało stoi Langer – powiedział w końcu. – Musiałem ci to powiedzieć, nie wiemy, co on jeszcze...

- Dzięki za podwózkę – przerwała mu. – Wracaj do siebie – dodała, kładąc się na kanapie.

Kordian odchrząknął.

- Myślę, że powinienem dzisiaj zostać u ciebie na noc – powiedział, żałując kierunku, w którym poprowadził tę rozmowę. Kolejny błąd.

- Wychodzisz – powtórzyła, a Oryński kątem oka dostrzegł, jak ociera dłonią łzę.

Podniósł się, wziął do ręki swoją marynarkę i skierował się do drzwi. Znał tę sytuację doskonale, ostatnio robił to wiele razy.

Zbyt wiele razy.

Zatrzymał się przed drzwiami i zamiast nacisnąć klamkę, odwrócił się i ruszył z powrotem w stronę salonu. Stanął na środku pomieszczenia i spojrzał na plecy Chyłki. Joanna nie zareagowała, ale widział, jak spina całe ciało. Leżała zupełnie nieruchomo. Oryński zastygł w oczekiwaniu na znajome „wypierdalaj", jednak w salonie panowała cisza, którą wypełniało jedynie dudnienie jego serca. Podjął decyzję. Nalał sobie wody z karafki na blacie i ze szklanką w dłoni usiadł w drugim końcu pokoju.

Nie wiedział, ile czasu minęło, od kiedy wrócili do mieszkania. Miał wrażenie, że zupełnie odpłynął, analizując w myślach wydarzenia ostatnich miesięcy, przeplatane gorzkim smakiem poczucia winy. Co jakiś czas jego wzrok wędrował na czarną spacerówkę stojącą w korytarzu i kartony, których Chyłka nie zdążyła jeszcze rozpakować po przeprowadzce. Myślał o łóżeczku za ścianą i niemowlęcych ubrankach w szufladach. Myślał o lorafenie i resztce amfetaminy, którą zostawił w mieszkaniu.

Po jakimś czasie zorientował się, że oddech Chyłki stał się głębszy i równy, a jej dłoń przestała ocierać oczy. Wstał jak najciszej mógł i podszedł do kanapy. Joanna rzeczywiście spała. Jasne, lekko splątane włosy otaczały bladą, zmęczoną twarz. Chyłka wyglądała co na co najmniej kilka lat starszą niż jeszcze kilka tygodni temu. Na policzkach i rzęsach widać było jeszcze wilgotne ślady łez. Kordian zastanawiał się, kiedy dawka leków przeciwbólowych, którą Chyłka dostała w szpitalu, przestanie działać. Zanotował w pamięci, żeby jak tylko Chyłka się obudzi, pójść do najbliższej apteki i wykupić leki, które przy wypisie przepisał jej lekarz. Podejrzewał, że nie obędzie się bez słownej przepychanki, ale miał również cichą nadzieję, że pod wpływem bólu Joanna pozwoli sobie pomóc. Na wszelki wypadek jednak postanowił poszukać w apteczce Chyłki czegoś przeciwbólowego.

Po drodze do kuchni zauważył leżący na jednym z foteli koc. Wziął go i wrócił do kanapy, na której leżała Chyłka. Poruszyła się lekko, ale się nie obudziła. Oryński przykrył ją ostrożnie i po cichu wyszedł z salonu.