Rozdział 2

Clint wszedł do salonu Phila, ubrany w naprawione spodnie i uzbrojony w budzik Coulsona. Zatrzymał się, gdy zobaczył Phila leżącego twarzą w dół na podrapanych deskach podłogi, boso i z rękoma związanymi na plecach. Był nieprzytomny i otoczony przez agentów TARCZY.

— Odsuń się, agencie Barton — powiedział spokojnie agent Sitwell.

Clint zawahał się, niepewny i zdezorientowany. Powinien był spędzić poranek na rozciąganiu obolałych mięśni, a nie na leniuchowaniu. Patrzył, jak Phil był podnoszony na nogi, z głową zwisającą luźno między ramionami.

— Przegapiłem godzinę policyjną, czy coś? — zapytał Clint.

Sitwell uśmiechnął się, choć nie wydawał się rozbawiony tą sytuacją.

— Ubierz się — polecił. — Spotkamy się w centrali.

— Czy tam go zabierasz? — zapytał Clint.

Sitwell nie odpowiedział, a zamiast tego zwrócił swoją uwagę na dwóch agentów, którzy przeszukiwali mieszkanie Phila. Clint skrzywił się — jego chłopaka wynoszono na korytarz. Był bardziej niż trochę zdezorientowany, a jego ramię drgało w wyraźnie niepokojący sposób.

— Co się dzieje? — zapytał ostro.

Sitwell spojrzał na niego ze zmęczeniem, marszcząc brwi. Był dobrym facetem, ale tak naprawdę bardziej administratorem niż agentem terenowym, a Clint miał wrażenie, że jego kontakty z Avengers męczyły go bardziej niż powinny.

— Myślisz, że mógłbyś założyć koszulę do tej rozmowy? — zapytał.

Clint przewrócił oczami, ale wrócił do sypialni Phila, a Sitwell poszedł za nim. Clint włożył koszulkę, którą przygotował dla niego Phil i usiadł na łóżku, żeby założyć skarpetki.

— Dostaliśmy powiadomienie — powiedział Sitwell, stojąc niezdarnie z rękami w kieszeniach spodni. — Ostatniej nocy. Podczas twojej randki.

— Jakiego rodzaju powiadomienie? — zapytał Clint.

— Rozpoznanie innego agenta. Agentka Romanov rozpoznała twojego… Rozpoznała człowieka znanego ci jako Phil Coulson — kontynuował.

Clint oparł jedną stopę na łóżku. Mając kolano przy brodzie, mocno sznurował but.

— Naprawdę mam nadzieję, że to się skończy na "i nie znaleźliśmy niczego, bo Stark zrobił dowcip, ponieważ jest kutasem".

Sitwell odwrócił wzrok i potarł kark.

— Jestem tylko w drużynie pozyskującej — powiedział ze zmęczonym jękiem w głosie, który podkreślał, że jedynie wykonywał rozkazy. — To wszystko może być tylko środkiem ostrożności.

— Gdzie go zabieracie? — zapytał Clint, zawiązując sznurowadła drugiego buta.

— Baza B — odparł Sitwell.

— Baza B nie jest środkiem ostrożności — powiedział chłodno Clint, wstając.

Złapał sweter Phila z szafy i wyszedł z pokoju.

OoO

Baza B była wysokim budynkiem tuż przy Times Square, w którym mieściło się wiele biur związanych z TARCZĄ, od księgowości po komisję etyki badań. To tam przebywał Kapitan Ameryka po rozmrożeniu i przed przebudzeniem. Od parteru w górę był to jasno oświetlony i ładnie zaprojektowany budynek niewinnej organizacji. Piętra poniżej ulicy były trochę bardziej praktyczne.

Phil będzie w jednej z piwnic. Obudzi się w pokoju bez okien i będzie czekał, aż ktoś znajdzie czas na zadawanie mu pytań. Będzie chłodno i jasno, a oni prawdopodobnie każą mu czekać. Clint wiedział o tym, ponieważ sam kilka razy był na miejscu Phila. Chęć włamania się na dół i szybkiego rozwiązania sytuacji przeszyła ciało Clinta i sprawiła, że stał się rozgorączkowany i nerwowy z powodu potrzeby podjęcia szybkich i wściekłych działań na terenie mrocznych podziemi. Ale najpierw musiał udać się na wyższe piętra.

Clint i Natasha stali obok siebie w windzie. Clint przebrał się w mundur polowy, podejrzewając, że naprawione spodnie nie wytrzymają tego, co przygotowano dla niego na popołudnie. Pod kamizelką taktyczną miał na sobie koszulkę Phila, co jak podejrzewał, było aż nazbyt oczywiste, biorąc pod uwagę sposób, w jaki Natasha spojrzała na jego klatkę piersiową i uniosła brew bez komentarza. Jazda windą była powolna, a Clint chciał, żeby ich pełna napięcia podróż nią już się skończyła. Natasha była jego przyjaciółką. Co więcej, była kimś, na kim mógł polegać. Była także kimś, kto bardzo go rozgniewał. Obserwował panel przy drzwiach, licząc piętra dzielące go od miejsca przeznaczenia.

Kiedy byli o jedno piętro od sali przesłuchań, Natasha wyciągnęła rękę i wcisnęła przycisk zatrzymania awaryjnego.

— Jest okej? — zapytała dosadnie.

Clint wpatrywał się w drzwi, próbując ułożyć sobie w głowie odpowiedź. Pominął "co do diabła?" oraz "jak mogłaś?", ponieważ wiedział, że odpowiedź na oba te pytania będzie brzmiała "wykonywałam swoją pracę". Clint często pozwalał, żeby to emocje motywowały go do działania i ta metoda działała na niego. Ale Natasha nie funkcjonowała w ten sposób i nie było sensu żywić do niej urazy.

— Polubiłaś go — powiedział jedynie.

. Zgodziła się. Była bardzo wspierająca, zachęcała. Clint nie mógł się pogodzić z ideą, że Natasha zatrzymuje dla siebie tak poważne podejrzenia, gdy zawsze była bezwzględnie szczera. Chyba że chciała uśpić jego czujność.

— Tak — odpowiedziała Natasha. — To mnie ostrzegło. — Clint zmarszczył brwi, nie patrząc na nią, ale kątem oka zobaczył, jak Natasha poruszyła się. — Posłuchaj, Clint — powiedziała łagodnie, co tylko wzbudziło czujność u łucznika. — Ludzie po prostu nie mają tyle szczęścia w związkach. Zwłaszcza ty.

Spojrzał na nią.

— Co to ma znaczyć?

Wyraz twarzy Natashy był beznamiętny, gdy wyciągnęła rękę i ponownie nacisnęła przycisk zatrzymania awaryjnego, a winda ruszyła z powrotem.

— Jeśli ten facet naprawdę był taki, jak opowiadałeś, to myślisz, że byłby z tobą?

Clint zacisnął zęby i zachował swoją odpowiedź dla siebie.

OoO

Agentka Hill była twardą osobą, a jej beznamiętny wyraz twarzy dorównywał wyrazowi Clinta, jeśli chodziło o straszenie współpracowników. Clint patrzył na nią ze swojego miejsca po drugiej stronie stołu. Regularnie ścierał się z Hill - była kimś, kto potrafił wymienić wszystkie zasady i oczekiwała, że będą one przestrzegane. Clint miał bardziej płynne podejście do regulaminu. Raczej z łatwością omijał przeszkody w postaci zasad i szukał innego wyjścia, niż rezygnował przez nie. Wiedział, że Hill denerwowała się niezmiernie tym, że nie miał opiekuna, który by nim zarządzał. Wiedział, że kilkakrotnie zalecała Fury'emu usuniecie go z aktywnej służby. Wiedział, że nienawidziła jego pozycji w Avengers. I wiedział, że jeśliby prowadziła śledztwo w sprawie Phila, jego życie stałoby się o wiele trudniejsze.

— Musimy wiedzieć o wszystkim, co mu powiedziałeś — stwierdziła, patrząc na niego.

Stała, a on siedział. Robiła wszystko, aby Clint był w defensywie, a on był zbyt zirytowany, aby zawracać sobie głowę próbami wyrównania sytuacji.

— Powiedziałem mu, że ostatnim razem, gdy byłem w Tajlandii, pochorowałem się od zbyt dużej ilości zjedzonego Oreo — odpowiedział Clint. Agentka Hill wpatrywała się w niego, czekając. Zmusiłaby go, żeby siedział tam przez całą noc, gdyby musiała, a każda chwila, którą Clint spędził pod jej gniewnym spojrzeniem, była kolejną chwilą, którą Phil spędzał czas jako gość TARCZY. Clint westchnął ciężko. — Powiedziałem mu, że nie mam telefonu komórkowego, ponieważ przestrzegam twoich głupich zasad. Powiedziałem mu, jak używać przycisku alarmowego.

— Co jeszcze? — zapytała Hill.

— Praktycznie nic — odparł Clint. — Spędzamy więcej czasu na rozmowie o jego pracy niż o mojej.

— Ale wie, że jesteś Avengerem.

— No tak — odparł Clint. — Poznaliśmy się, kiedy wykonywałem swoją pracę jako Hawkeye z maską i z tym wszystkim innym. Wie, że zostałem wysłany za granicę, ale nigdy mu nie powiedziałem gdzie. Wie, że jestem łucznikiem, ale nigdy nie mówiłem o moim sprzęcie. — Clint pozwolił, by grymas na jego twarzy pogłębił się. — Wie, że TARCZA jest nieco przesadnie gorliwa, jeśli chodzi o śledztwa, ale szczerze mówiąc, sam do tego doszedł.

— Czy mówiłeś mu o swojej rodzinie?

Clint zdziwił się. Tego się nie spodziewał.

— O mojej? Nie.

— Czy pytał o nią?

Clint potrząsnął głową.

— Nie.

— Czy pytał cię o twoją przeszłość?

Clint zamilkł i zastanowił się.

— Tak — powiedział powoli. — Kilka razy odbyliśmy rozmowę "opowiedz mi o sobie".

— I?

— I powiedziałem mu, że zemdliło mnie od zbyt dużej ilości Oreo w Tajlandii — odpowiedział niecierpliwie Clint. — O co w tym wszystkim chodzi?

Hill wpatrywała się w Clinta przez dłuższą chwilę, nie pokazując po sobie, że ma zamiar coś wyjawić, ale Clint ją przeczekał. Clint był jedną z nielicznych osób, które wolałyby, żeby Fury na niego nawrzeszczał niż znosić spokojną rozmowę z Hill. Fury grał w mniej gierek i generalnie można było polegać na nim, że znajdzie humor w każdej sytuacji.

— Mamy powody sądzić — powiedziała w końcu Hill — że został wysłany w celu zebrania informacji.

— O mnie?

— Od ciebie — poprawiła Hill.

— Informacji o czym?

— O twoim bracie.

Clint wpatrywał się w nią bez ruchu. Od lat nie miał kontaktu z Barneyem. Na długie lata przed tym zanim dołączył do TARCZY. Barney wstąpił do armii i o ile Clint wiedział, był to ostatni raz, kiedy się widzieli.

— Prawdopodobnie nie jestem osobą, która wie o nim wiele — powiedział w końcu.

— Nie miałeś żadnego kontaktu ze swoim bratem?

— Przez długi czas nie — odparł Clint.

Nawet pomijając ten fakt, Clint nigdy nie był ekspertem w temacie własnego rodzeństwa. Gdyby tak było, być może ich walki nie zawsze by go zaskakiwały. Trochę za dużo czasu zajęło Clintowi uświadomienie sobie, że on i Barney nie ufają sobie nawzajem. Jeszcze dłużej zdawał sobie sprawę, że wiele z tego było jego własną winą. Myślenie o Barneyu zawsze powodowało, że Clint zmieniał kontekst swoich związków. Dlaczego miałby oczekiwać, że agentka Hill pokładała wiarę w jego zdolności podczas, gdy jego własny brat tego nie robił?

— Po co zawracał sobie głowę oszukiwaniem mnie, skoro dobry haker z Departamentu Obrony uzyskałby więcej informacji niż ja? — zapytał Clint. — A w ogóle po co komu jest potrzebna informacja o Barneyu?

— Przypuszczam, że się dowiemy — odparła Hill.

Clint patrzył na nią, szukając odpowiedzi, a Hill odwzajemniła spojrzenie jak zawsze z dawką chłodu i stanowczością.

— To wszystko wydaje się niepotrzebnie skomplikowane — powiedział w końcu Clint.

I tak było. To był głupi sposób pozyskiwania informacji. Prawie tak głupi, jak kilka tajnych misji, na które został wysłany. Clint wiedział, że z bezpiecznej odległości zwykłą głupotę można pomylić z cichym geniuszem. Clint nie przypuszczał ani przez chwilę, że Phil był szpiegiem, ale sam scenariusz tego…

— Twoja opinia eksperta w tej sprawie została odnotowana — odparła Hill. — Agent Rogers i pan Stark doprowadzą cię do Wieży Starka.

— Czy usiądą też przed moimi drzwiami i upewnią się, że nie będę oglądać telewizji po godzinie dziewiątej? — zapytał Clint z całkowicie fałszywą słodyczą.

Hill zmarszczyła brwi.

— Myślę, że powinieneś potraktować ten incydent z powagą na jaką zasługuje.

— Uważam, że ten incydent jest absurdalny — odparł Clint.

To było w większości prawdą. Ponieważ Phil… Pomysł, że ktoś mógłby marnować czas na Clinta, tylko po to, żeby dostać się do Barneya… Clint poruszył nerwowo szczęką. Był prawie pewien, że to całkowicie absurdalny pomysł.

Agentka Hill przyglądała się Clintowi przez dłuższa chwilę, a potem rozłożyła ramiona i położyła ręce na oparciu krzesła przed nią.

— Agencie Barton — zaczęła, po czym przerwała. — Clint. — To z pewnością zwróciło jego uwagę. Hill w żadnym wypadku nie była współczującą osobą, ale zmiękczyła swoją postawę na tyle, by pokazać, że pod mundurem i niezdrową pasją w kwestii przestrzegania protokołu, była człowiekiem, pomimo wszelkich plotek, że było inaczej. — Wszyscy trafiamy na rozdroże, gdzie zaczynamy kwestionować to, co robimy. Lub może chcemy spakować się i uciec. Nie marnuj tej decyzji na kogoś takiego jak Coulson.

OoO

— Nic mu nie powiedziałem — powiedział Clint po dwudziestu minutach ciszy.

Avengers czy nie, nadal musieli radzić sobie z ruchem ulicznym w Nowym Jorku, jak wszyscy inni. Clint nie zwracał uwagi na drobiazgi podczas podróży. Wszystko, co widział, to gorący, ciasny kształt tylnego siedzenia czarnego samochodu, sztywność ramion Steve'a ubranego w mundur Kapitana Ameryki, sposób w jaki Tony był pochylony do przodu, z jedną ręką przez cały czas na swojej torbie. Tylne drzwi samochodu były zablokowane, a odosobnienie powodowało, że Clint był podenerwowany. Minęło dużo czasu, odkąd Clint był traktowany z taką podejrzliwością. Powodowało to dreszcze, a otarcia na ramieniu paliły.

— Nie twierdziłem, że to zrobiłeś — odparł Tony, obserwując Clinta w lusterku wstecznym.

Tony był z natury podejrzliwy, a Clint miał wrażenie, że uziemienie jednego z jego kolegów z drużyny wywołało niewłaściwy rodzaj alarmów w głowie Tony'ego. Było wiele powodów, dla których Clint nie chciał mieszkać w Wieży na pełny etat, a zmienne nastroje Tony'ego z pewnością znalazły się na tej liście.

Clint prychnął.

— Z pewnością myślałeś o tym głośno — powiedział, ponieważ miał ochotę wypuścić trochę pary a zawsze mógł liczyć na to, że Tony sprosta wyzwaniu.

Stark zmrużył oczy.

— Ktoś jest z pewnością paranoikiem — powiedział tym swoim lekkim tonem, co oznaczało, że kipiał destrukcyjną energią. — Czy on wydaje ci się paranoikiem, Kapitanku?

— Tony… — powiedział Steve z ostrzegawczym westchnieniem, ale Tony obrócił się na swoim miejscu.

Jego postawa była niewygodna, gdy trzymał jedną rękę na swojej torbie i patrzył na Clinta z uśmiechem, który był radosnym antagonizmem Starka.

— Wiesz co, Kupidynie? — powiedział cicho. — Dlaczego nie powiesz mi, o czym jeszcze myślę?

— Tony…

— Powinieneś myśleć, że jesteś ostatnią osobą, która będzie na mnie patrzyła, jakbym był wariatem — odparł Clint.

— Clint…

— Um, to nie ja sypiam z wrogiem — stwierdził Tony.

Clint zacisnął usta w wyrazie, który był bardziej grymasem niż uśmiechem.

— To dlatego, że jesteś zbyt zajęty siedzeniem wrogom na kolanach i odgrywaniem problemów z tatusiem. — Clint był zdenerwowany i nie miał cierpliwości do kolejnych bzdur. — Jedynym powodem, dla którego twój kutas nie wpędził zespołu w kłopoty, jest to, że źli ludzie lubią wyzwania.

— Wyzwania takie jak ty? — zapytał Tony niskim i cichym głosem. — Ktoś tak desperacko szukający uwagi, że padnie do stóp zabójcom tylko dlatego, że zapytają o jego imię? Co prawdopodobnie jest równie dobre, ponieważ zadurzenie w Natashy wniosło do TARCZY o wiele więcej, niż kiedykolwiek zamierzałeś.

— Wszyscy w TARCZY po prostu odliczają godziny do twojej śmierci — wystękał w odpowiedzi Clint. — Twoje ciało nie zdąży nawet ostygnąć, zanim wyrwą to, co ma w tobie jakąkolwiek wartość.

Tony zmrużył oczy i uśmiechnął się eleganckim, pewnym siebie uśmiechem, od którego Clintowi zagotowała się krew.

— Chodzi o to, czym dla ciebie było "warto"? Czy to dlatego jesteś tak łatwym celem? Wystarczy poklepanie po głowie i "Dobra robota, chłopcze", a praktycznie się ślinisz. Nic dziwnego, że wszyscy szukają twojego brata. Jeśli uda mu się pozostać po właściwej stronie, będzie dwa razy bardziej użyteczny niż ty.

— Nie sądź, że mnie znasz — odparł Clint z głębokim spokojem, który zazwyczaj poprzedzał wielką przemoc. — Nie myśl, że masz jakikolwiek autorytet, aby przyklejać mi łatki.

Nos Tony'ego zmarszczył się lekko, a jego uśmiech był uśmiechem rekina, gdy odpowiedział:

— Jedyna łatka, którą masz na sobie to "zdesperowany".

Odpowiedź Clinta została przerwana przez Steve'a, który nagle i gwałtownie skręcił w prawo w boczną ulicę, rzucając łucznika na drzwi pasażera, a Tony'ego na ramię Rogersa.

— Co wam powiedziałem o zapinaniu pasów bezpieczeństwa? — powiedział surowo.

Tony odepchnął się od Steve'a z obrzydzeniem.

— Jeśli prawie nas zabiłeś, tylko po to, aby użyć głosu "Dziadek jest tak rozczarowany dzieciakami w dzisiejszych czasach"...

— Jakby twoje sprytne usta i tak nie ciągnęły cię w stronę wcześniejszej śmierci? — rzucił Steve. — Obaj się uspokoicie, albo przysięgam na Boga, że zawrócę samochód i zabiorę waszą dwójkę z powrotem do siedziby TARCZY, do bezpiecznych cel.

Tony i Clint usadowili się z powrotem na swoich miejscach.

— Naprawdę żałuję, że pozwoliłem ci oglądać sitcomy — burknął Tony.

Clint nie wierzył, że nie zacznie nowej kłótni, więc trzymał usta mocno zamknięte. Nie bez powodu Steve był kierowcą, jeśli chodziło o interesy związane z TARCZĄ. Oprócz tego, że był w stanie utrzymać się poniżej dozwolonej prędkości, nie rzucając pustych gróźb. Clint napotkał surowe spojrzenie Steve'a w lusterku wstecznym i skinął krótko głową.

Ramiona Steve'a rozluźniły się lekko i Clint słyszał, jak jego duże dłonie rozluźniły uścisk na kierownicy.

— Posłuchaj, Clint — powiedział łagodnie — to nic osobistego.

— Pomijając część, w której nadałeś temu osobisty charakter — wtrącił Tony.

— To tylko środek ostrożności — stwierdził Steve, stanowczo ignorując Tony'ego. — Po prostu nie masz najlepszych osiągnięć, jeśli chodzi o dokonywanie właściwych osądów.

To stwierdzenie było zarówno czymś nowym, jak i czymś, co Clint już tak dobrze znał. Ale jego osądy miały zwyczaj ratowania skóry jego kolegów z drużyny i nie zamierzał pozwolić Steve'owi na porzucenie tego komentarza, jakby to było coś zwyczajnego i nieważnego. Ale Steve już kontynuował, nieświadomy ciosu, który zadał nawet nie podnosząc ręki.

— A twoje życie miłosne, naprawdę podąża za tym trendem. — Steve bezradnie wzruszył ramieniem. — Jeśli Natasha ma rację, to wyraźnie jest bardzo dobry w tym, co robi. Ale musisz się otrząsnąć i zobaczyć, co się tutaj dzieje.

— Fury się nim zainteresował, odkąd go poznał — powiedział bez ogródek Tony. — Po prostu rozpoznanie go zeszłej nocy przez Natashę było potrzebne, aby to wszystko rozkręcić.

— Prawdopodobnie sam widziałeś znaki — dodał Steve. — Po prostu nie jesteś gotowy, aby obudzić się z tego snu.

— Nie wierzę w to — powiedział stanowczo Clint. — Już podjąłeś założenie.

Co było typowe dla Steve'a. Jego silne przekonanie było w umyśle Clinta mieszkanką arogancji i ignorancji. Dlatego Avengers potrzebowali również Tony'ego, który mógł stanąć naprzeciwko niego. Nikt nie mówił Stevowi, że się myli tak dokładnie, jak robił to Tony.

— Ilu facetów ma paralizator, którym można pokonać golema? — Tony dorzucił swoje trzy grosze.

— Jeśli dobrze pamiętam, to dzięki temu uratował wiele osób — odpowiedział Clint.

— I to zbudowało zaufanie do niego — powiedział spokojnie Steve. — To był bardzo dobrze przemyślany ruch, ale to wszystko, Clint.

— Emocjonalny odpowiednik tuczenia cię na rzeź — dodał Tony.

Steve zmarszczył brwi na słowa Starka.

— Nie ująłbym tego w ten sposób…

Clint dokładnie rozważył swoje możliwości. Wszyscy, do których zwróciłby się o pomoc, już pokazali, że są w tej sprawie po stronie TARCZY. Mimo wszystko zaistniały pewne poszlaki. Praca Clinta była zagrożona, a on wiedział z doświadczenia, że po prostu nie był wystarczająco dobry w niczym innym, by z tego żyć. Poświęciłby wiele, wszystko, gdyby dalej naciskał. W końcu skinął głową na zgodę i napięcie w samochodzie nieco opadło.

— Co się teraz stanie? — zapytał, pozwalając sobie brzmieć na tak wyczerpanego, jak się czuł.

Tony i Steve wymienili spojrzenia.

— Clint — powiedział ostrożnie Steve — musisz zrozumieć, że jesteśmy tutaj jako Avengers.

— Wszystkie te szykowne stroje dały to jasno do zrozumienia, Kapitanie — odparł zmęczonym głosem Clint.

Jego ramię pulsowała, a ciało tętniło stłumioną energią. Musiał zająć się sobą i uspokoić.

— Jeśli opuścisz Wieżę Starka bez odpowiedniej autoryzacji, zostaniesz uznany za skompromitowanego i za zagrożenie dla bezpieczeństwa TARCZY — kontynuował Steve.

— Rozumiem — powiedział Clint z uległym wyrazem twarzy.

Potem, kiedy Steve trzymał jedną rękę na kluczyku w stacyjce, a Tony w końcu zapinał pasy, Clint obrócił się, podniósł nogi i kopnął z całej siły w szybę w tylnych drzwi pasażera. Wymagało to kilku kopnięć, ale jego buty były mocne i ciężkie oraz miał całą motywację, jakiej potrzebował. Steve i Tony obrócili się i próbowali go powstrzymać, ale chociaż serum uczyniło Steve'a idealną postacią do walki z nazistami, sprawiło, że był trochę za duży, aby poruszać się swobodnie w przeciętnym czterodrzwiowym sedanie, a Tony był zaplątany w pasy bezpieczeństwa. Zbroja wyskakująca z futerału między jego stopami tylko skomplikowała sprawę. Clint prześlizgnął się przez wybite okno i spadł na asfalt, zanim Steve otworzył drzwi, a chwilę później wspiął się po ścianie i wszedł przez czyjeś okno.

Standardowa procedura po (potencjalnym) emocjonalnym kompromisie agenta polegała na tym, że agent, o którym mowa, trzymał się z dala od elementu (proponowanego) kompromisu, dopóki kompromis nie zostanie potwierdzony (lub okaże się, że był fałszywym alarmem). Hill wyrecytowała procedurę Clintowi, zanim przekazała go Tony'emu i Steve'owi, a Clint skinął głową i odpowiedział "tak" w odpowiednich momentach oraz ustnie zgodził się, że w ten czy inny sposób, w najlepszym interesie wszystkich było, aby trzymał się z daleka od wszystkiego, dopóki TARCZA nie zakończy śledztwa.

W końcu byli to jego współpracownicy i koledzy z drużyny. Ludzie, którym ufał i powierzył swoje życie, których instrukcje wykonywał z minimalnymi pytaniami, jeśli chodziło o zakończenie życia innych osób. Ale Phil był chłopakiem Clinta, a Barney był bratem Clinta i jeśli była jakaś prawda w przypuszczeniu, że Clint był tylko środkiem do pozyskania informacji, to cholernie chciał to usłyszeć od samego Phila.

Clint nie mógł prześcignąć Kapitana Ameryki ani Iron Mana, ale były to osoby noszące ubrania w kolorach, które było łatwo wyśledzić, a Clint był bardzo dobry w unikaniu uwagi. Ukradł kurtkę z jednego mieszkania i przeszedł przez budynek, wymykając się bocznymi drzwiami, a następnie prześlizgując się przez otwarty odpływ do kanałów ściekowych. Może po prostu udowadniał wszystko, co Steve powiedział na temat złego osądu, ale nie miał nic do stracenia. TARCZA odcięła się od niego, a Avengers mu nie pomogli.

I naprawdę, Clint nie miał problemu ze zrobieniem tego samodzielnie. Nie mógł się doczekać prywatnej rozmowy z Philem i dotarcia do sedna tego bałaganu. Nad ich głowami rozległ się grzmot.

OoO

Clint czołgał się przez kanały wentylacyjne Bazy B, co jakiś czas schodząc niżej, aż znalazł się poniżej poziomu ulicy. Po cichu zdjął kratkę wentylacyjną w suficie i prześlizgnął się przez przejście, opuszczając się, aż wisiał na końcach palców. Upadł na podłogę z ledwo słyszalnym dźwiękiem i przez chwilę przykucnął, sprawdzając, czy nikt nie nadbiegał. Nie był na tyle głupi, by sądzić, że jego cel podróży będzie tajemnicą, ale przynajmniej miał nadzieję, że nie wpadnie w pułapkę.

Clint skradał się długim, ciemnym korytarzem z szeregiem drzwi. W każdych drzwiach zamontowano lustro weneckie, które pozwalało obserwować przebywających w środku bez możliwości zauważania obserwatorów, a Clint poruszał się szybko, zaglądając przez każde z nich. Dostrzegł szerokie ramiona Sitwella przez jedno okno obserwacyjne i zobaczył linię ramienia Phila znajdującego się po drugiej stronie stołu przesłuchań. Cele w Bazie B nie miały łóżek. Częścią atrakcji, związanej z pobytem tam było wymyślenie, jak wygodnie spać w nieoficjalnym areszcie.

Clint rozważał swoje opcje - wycofać się na bezpieczną odległość i poczekać, aż agent Sitwell wyjdzie, zanim użyje pożyczonej przepustki bezpieczeństwa, aby porozmawiać z Philem (i prawdopodobnie go uratować) lub pojawić się w pokoju przesłuchań, gdy Sitwell wciąż tam będzie i wykorzystać okazję, aby uzyskać od nich jak najwięcej informacji (i być może także uratować Phila) - kiedy usłyszał zaskoczony krzyk z wnętrza pokoju, a następnie głośne uderzenie, po którym nastąpiło drugie i trzecie. To zadecydowało o jego decyzji. Clint przycisnął przepustkę do zamka elektronicznego, a następnie kopnął drzwi, powodując wystarczająco głośny hałas, by spowodować krótką przerwę w przemocy w pokoju przesłuchań.

To był skuteczny manewr i Clint wpatrywał się tępo w Phila, który odwzajemnił jego spojrzenie — stał i jedną rękę trzymał tył głowy agenta Sitwella. Na stole widać było plamy krwi a Clint był pewien, że nie należała ona do Phila.

— Tak — powiedział po długiej przerwie. — Dobrze się trzymasz.

Phil miał na sobie koszulę i spodnie dresowe, które założył, aby otworzyć drzwi do swojego mieszkania prawie dwanaście godzin wcześniej. Nie miał na sobie butów ani zegarka. Nie było śladu po jego telefonie komórkowym, co Clint podejrzewał, że Phil uznał za formę tortur.

Phil miał dziwny wyraz twarzy, mieszankę winy i zażenowania.

— To nie jest to, na co wygląda.

Clint skinął głową, oceniając sytuację.

— Wygląda na to, że właśnie wybiłeś Sitwellowi nos przez tył głowy.

Phil spojrzał na mężczyznę, którego przyciskał do stołu.

— Może — przyznał.

Phil uwolnił Sitwella, a agent osunął się na ziemię, zakrwawiony i nieprzytomny. Clint zastanawiał się, co powinien powiedzieć.

— Wiesz, dajesz zły przykład innym gościom.

— Okropny — zgodził się Phil, kucając i przeglądając kieszenie Sitwella. — Planuję nawet odejść bez uregulowania rachunku.

Znalazł przepustkę Sitwellla i trzymał ją między zębami, gdy obie jego ręce pracowały przy wyjmowaniu pistoletu Sitwella z kabury i sprawdzaniu amunicji.

Phil poruszał się ze spokojną pewnością siebie, tak jak zawsze, ale nowe miejsce akcji sprawiło, że Clint stał się ostrożny. Bolało go ciało i czuł ból głowy u podstawy czaszki.

— Nie jestem pewien, czy to świetny pomysł — powiedział powoli.

Phil podniósł wzrok, wciąż kucając przy ciele agenta.

— Wychodzę stąd — powiedział stanowczo.

Clint starannie dobierał następne słowa.

— Po prostu myślę…

— Nie obchodzi mnie, co myślisz — powiedział Phil ze spokojną bezceremonialnością. — Możesz iść do diabła, nie zależy mi na tym.

Clint przesunął stopy, by stanąć w bardziej stabilnej pozycji. Jego ciało reagowało na niepewność, jak obchodzić się z Philem.

— Co?

Phil poruszył szczęką i wstał z pistoletem w jednej ręce i przepustką w drugiej.

— Clint, jesteś wspaniałym facetem i naprawdę cię lubię, ale zostałem odurzony przez twoich współpracowników, wywleczony z domu, zatrzymany, a teraz rozmawiają o przeniesieniu mnie w bezpieczne miejsce. Przykro mi, ale to nie jest poziom zaangażowania, na który jestem gotowy.

Clint zdumiony wpatrywał się w Phila. Założył, że drugi mężczyzna będzie przestraszony, a nie zły. Poczynił głupie założenie, że Phil będzie desperacko potrzebował jego pomocy. Nie spodziewał się zirytowanej linii brwi Phila, sposobu w jaki każda napięta linia jego ciała wysyłała stanowczą wiadomość, żeby trzymać się z dala. I nie spodziewał się, że po słowach Phila poczuje się chory, jakby jego żołądek zapadał się do środka.

— Zrywasz ze mną? — zapytał.

— Priorytety — warknął Phil. — Uprowadzono mnie z domu. Przykro mi, ale nikt nie jest wart tylu bzdur, zwłaszcza ty. Wychodzę stąd. Mam szkołę do prowadzenia, kota do przytulenia i ludzi, którzy nie są paranoicznymi psychotykami, z którymi mogę spędzać czas.

Clint patrzył, jak Phil podszedł do drzwi i przycisnął do nich ucho, słuchając odgłosów na korytarzu za nimi. Patrzył na sposób poruszania się Phila, na środki ostrożności, które sądził, że poweźmie.

— Zamierzasz pisać jakieś raporty, kiedy wrócisz do swojego miłego, normalnego życia? — zapytał, gorycz wkradła się do jego głosu.

— Zawsze są raporty — odparł z roztargnieniem Phila, otwierając drzwi.

— Raporty o mnie? — zapytał Clint.

Phil zatrzymał się. Drzwi otworzyły się ledwo o centymetr. Odwrócił się, by spojrzeć na Clinta.

— Sądzisz, że to wszystko, co mówili jest prawdą? — zapytał z niedowierzaniem.

Clint wzruszył ramionami.

— Przywołali przekonujący argument — odpowiedział. — Nigdy wcześniej nie znałem dyrektora, który mógłby obezwładnić starszego agenta.

— A jako osoba, która rzuciła szkołę średnią, spodziewam się, że jesteś ekspertem od tego, co dzieje się w systemie szkolnym — odparł surowo Phil. — Łatwo jest powalić kogoś, kto cię nie docenia. Gdyby marynarka wojenna nie wbiła mi tego do głowy, to dwadzieścia lat w zawodzie nauczyciela zrobiłoby to z pewnością.

— Cóż, może jestem idiotą — odparł wściekle Clint — ale dzieje się tu wiele rzeczy, które nie mają pieprzonego sensu, co mnie wkurza, jakbyś nie wiedział, i wydaje się, że to wszystko prowadzi z powrotem do ciebie. Więc tak, podejrzane rzeczy, takie jak pobicie mojego nadzorcy, wymagają kilku cholernych komentarzy.

— Powiedziałeś, że nie masz kogoś takiego — odwarknął Phil, otwierając drzwi. — Z jakiegoś dziwnego powodu nikt nie chce cię w pobliżu.

W mózgu Clinta brzęczało, a ciało płonęło. Odepchnął te uczucia na bok i zrobił to, co potrafił najlepiej - skupił się na celu i czekał na dogodny moment. Wyszedł za Philem na korytarz i wyciągnął mały pistolet z kabury na udzie.

— Naprawdę nie rozumiem, jak nęcenie mnie wpływa na twój mistrzowski plan — skomentował uprzejmie, gdy ukrył cały ból i wściekłość, które Phil wzbudził w nim z powrotem, kiedy pozwolił podekscytowaniu płynąć w jego żyłach.

— Nie mam żadnego planu — wycedził Phil. — Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że może jedynie nie chcę umrzeć?

— Jeśli to prawda, to jesteś dobry w pozostawaniu przy życiu — odparł Clint.

— Świetnie — powiedział Phil głosem ociekającym sarkazmem. — Jednak musiałeś się zjawić i wszystko zepsuć.

Clint parsknął śmiechem i pożałował tego, gdy zobaczył, jak napięcie w ramionach Phila zmniejszyło się.

— To taki pieprzony koszmar — powiedział Clint z westchnieniem.

— Co ty nie powiesz — odparł Phil. — Porywają mnie mężczyźni w czerni i nie mam na sobie bielizny.

— Czy mają rację co do ciebie? — zapytał Clint, ponieważ wkrótce miał zacząć pomagać Philowi w poruszaniu się po labiryncie korytarzy i klatek schodowych, a jego ciało było zbyt obolałe, by mógł zidentyfikować swoje przeczucia wobec Phila. — Czy jesteś ze mną, żeby wyciągnąć informacje o moim bracie?

Phil spojrzał przez ramię na Clinta.

— Nawet nie wiedziałem, że masz brata — powiedział.

Na jego twarzy malowała się szczerość i rodzaj niespokojnej irytacji, która była zupełnie normalna w sytuacji, gdy wydarzenia nie potoczyły się zgodnie z oczekiwaniami.

Ale może Phil był dobrym aktorem. Być może był zaniepokojony tym, że został złapany i czuł irytację, że za drugim razem Clint nie dał się tak łatwo oszukać. Ślina była gęsta w ustach Clinta, co utrudniało jej przełknięcie. Czuł gorączkę wzdłuż kręgosłupa i po prostu nie miał wystarczających informacji. Wizja była zbyt zniekształcona, aby mógł oddać strzał. Światła na korytarzu zaczęły migać na czerwono - cichy alarm.

— Planujesz mnie wydać czy nie? — zapytał Phil przez ramię, gdy znów ruszył korytarzem, kierując się w stronę klatki schodowej. — Bo jeśli tak, będę musiał z tobą zerwać.

— Myślałem, że już ze mną zerwałeś — odparł Clint, idąc za nim. — Nie byłem wart zachodu, pamiętasz?

— No cóż — powiedział Phila, zatrzymując się przy drzwiach. — Mógłbym zostać przekonany, żeby znowu napić się z tobą kawy.

— Naprawdę?

— Oczywiście po odzyskaniu wszystkich moich wolności osobistych.

— Oczywiście — zgodził się Clint.

— Ale po tym na pewno bym z tobą zerwał.

— Rozumiem.

— Uważam, że zaufanie jest ważne w związku.

Clint czuł się chory, okropna reakcja, która została wytrenowana jeszcze w dzieciństwie, kiedy uczucie zwijania i ściskania w jego brzuchu oznaczało, że mógł schować się w łóżku zamiast siedzieć przy stole i patrzeć, jak jego rodzice się kłócą, gdy nakaz siedzenia cicho po biciu oznaczał również, że mógł ukryć się przed obciążającym spojrzeniem Barneya, które wbijało mu się w kark.

— Zgadzam się — powiedział Clint z drętwym językiem w ustach i łomotem w czaszce na tyle intensywnym, że zakręciło mu się głowie.

Phil otworzył usta, żeby powiedzieć coś więcej, ale drzwi na klatkę schodową otworzyły się. Gdy były otwarte na oścież Clint zobaczył czarne mundury taktyczne i zgrabne linie karabinów. Instynktownie złapał Phila i przyciągnął go bliżej, odwracając się od ludzi, którzy bez wątpienia byli znajomi pod funkcjonalną anonimowością hełmów taktycznych. Clint osłonił Phila swoim ciałem i nienawidził tego, że nawet w chwili, gdy jego głowa pękała i nie miał nikogo, komu mógłby zaufać, czuł się dobrze trzymając Phila w uścisku.

Clint poczuł piekący żar kuli wbijającej mu się w ramię. Ogień, który rozświetlił jego ciało i wypalił zmysły oraz przyćmił świat wokół niego.

— Clint? — Usłyszał głos Phila dochodzący z oddali. Clint chciał powiedzieć Philowi, żeby się ruszał, rzucił się do ucieczki, ale jego gardło było tak suche, że jego usta nie chciały się poruszyć. — Clint, wszystko będzie dobrze.

Ach - pomyślał Clint, czując jak coś chłodnego zostało przyciśnięte do jego twarzy. Czyli tak brzmi, kiedy kłamie.