Rozdział 3
Clint obudził się w szpitalnej sali ze stojącym nad nim lekarzem i igłą w ramieniu. Serce waliło mu jak młotem, zanim otworzył oczy i rzucił się mimo zmęczenia. Jego ciało za późno przekazało mózgowi informację o tym, że jego nogi i nadgarstki są przywiązane do łóżka. Clint nie był zachwycony takim obrotem wydarzeń i dał znać o swoim niesmaku, rzucając się i gryząc, nawet gdy poczuł powolne działanie środka uspokajającego, wpływającego na jego organizm, a wiele rąk przyciskało go i obracało na brzuch. Bandaże przyklejone taśmą do tylnej części jego prawego ramienia zostały ściągnięte i Clint warknął, czując, jak ostra igła wkłuwa mu się w skórę.
— Nie… Nie…
Ręce Clinta zostały ponownie przywiązane do ramy szpitalnego łóżka, chociaż utrudniał ten proces tak bardzo, jak tylko mógł, pomimo protestującego ciała. Czyjaś dłoń chwyciła jego własną i Clint spojrzał na koniec łóżka, gdzie siedział Phil.
Phil spojrzał na niego surowo.
— Czy jesteś gotowy zachowywać się jak duży chłopiec? — zapytał znacząco, a Clint zamrugał zaskoczony.
Rozejrzał się i zaczęło do niego docierać, że był w obiekcie należącym do TARCZY. Ale dlaczego Phil był z nim i nie wrócił do aresztu? Co się stało? Phil skinął głową komuś poza polem widzenia Clinta i powróciły ostre ukłucia igły wkłuwanej w ramię. Skóra tam była już naruszona i Clint w końcu zrozumiał, że podawany był mu miejscowy środek znieczulający. Poczuł mdłości, głowa mu pulsowała, a kłujące pieczenie w ramieniu zmieniło się w głęboki ból w mięśniu, owijający się wokół żeber. Cokolwiek mu podawali, nie był to standardowy lek.
— Clint — powiedział Phil, ściskając jego dłoń, by zwrócić jego uwagę. — Clint, przepraszam, ale potrzebowali, abyś był przytomny. Trochę to zaboli, ale obiecuję, że nie potrwa to długo.
Clint wpatrywał się w Phila bez zrozumienia. Usłyszał, jak ktoś mówił: "Rozpocząć aplikację", a potem w pokoju zapadła cisza, z wyjątkiem kapania płynu, spadającego na miękką powierzchnię. Coś się paliło, niepowtarzalny zapach palonego mięsa. Potem fragmenty informacji powoli ułożyły się w rozmytym umyśle Clinta.
Płonął. To jego ciało płonęło.
Jego ramię na powierzchni było zdrętwiałe, ale nagłe uczucie przeszyło mięsień. Miał wrażenie, że zardzewiałą piła cięto jego więzadła. Czuł się tak, jakby drut fortepianowy został owinięty wokół górnej części jego kręgosłupa i był mocno szarpany, jakby miał przeciąć kość i wbić się mu w czaszkę. Czuł się, jakby był unieruchomiony w miejscu, które powinno być dla niego bezpieczne, podczas gdy ludzie, którzy powinni się nim opiekować, palili mu plecy i płuca.
— Przepraszam — powiedział Phil, gładząc Clinta po włosach, mimo że Barton warczał i wył. — Przepraszam. Prawie skończyliśmy.
Clint złapałby palce Philai, gdyby jego własne ręce nie były przywiązane, przegryzłby kość, gdyby tylko jego twarz znalazła się na tyle blisko, żeby zęby rozerwały Phila na strzępy. Jego ciało płonęło i miał wrażenie, że jego mózg rozszczepi się w środku. Clint łkał między oddechami, ponieważ nie był nawet całkowicie zaskoczony.
Zaufanie do ludzi tylko go niszczyło.
— W porządku — wyszeptał Phil, gdy dłonie wbiły się w otwartą ranę, która kiedyś była ramieniem Clinta. — Już prawie koniec, obiecuję.
A potem anonimowe palce dotknęły czegoś, co zmieniło kręgosłup Clinta w drut kolczasty i Clint w końcu stracił przytomność.
OoO
Clint powoli odzyskiwał przytomność. Najpierw poczuł chłód dłoni, a potem odrętwienie pleców. Potem zdał sobie sprawę, że miał zamknięte oczy i starał się je otworzyć. Jego świat był zalany światłem, bólem i przesycony głębokim uczuciem niepokoju, którego nie mógł wyjaśnić. Potem uświadomił sobie, że był w szpitalnej sali. Placówka medyczna TARCZY z długim oknem obserwacyjnym biegnącym wzdłuż jednej ze ścian. Nawet z rozmazanym wzrokiem dostrzegł Phila stojącego po drugiej stronie okna, odwracającego się i wołającego w korytarz. Clint zacisnął powieki i zamrugał szybko. Potrzebował oczyszczenia wizji, ale czuł zawroty głowy i oszołomienie. Tak trudno było mu utrzymać otwarte oczy.
Clinta obudziło ponownie uczucie chemikaliów w jego żyłach, gorąca plama po wewnętrznej stronie lewego łokcia. Obrócił głowę w tamtym kierunku z niezrozumiałym odgłosem skargi i zmusił się do otwarcia oczu. Natasha stała u jego boku, trzymając w dłoni uchwyt jego kroplówki. Próbował jej powiedzieć, że został już wystarczająco ukarany, ale jego szczęka i mózg nie współpracowały, a język wydawał się zbyt duży dla jego ust.
— Jest piątek — powiedziała gładko Natasha. — Byłeś w śpiączce przez cztery dni i byłeś nieprzytomny od wczorajszego zabiegu.
Dopiero gdy te słowa przeniknęły do jego świadomości, Clint zauważył brak bólu, brak tego uczucia. Zapach palonej skóry i uczucie ognia zastępującego szpik w jego żebrach zalały jego zmysły, wywołując u niego wymioty. Natasha położyła rękę na boku jego szyi, uziemiając go, aż przeciążenie ostrymi i brutalnymi wspomnieniami zaczęło zanikać.
Czuł się jak gówno. Tak, jakby umarł i nie zmartwychwstał, tylko jego ciało było trupem, a on był w nim uwięziony. Czy mógł zaufać Natashy? Czy ona mu to zrobiła?
— W tej chwili jesteś pod wpływem wielu leków — powiedziała wyraźnie ale cicho Natasha. — Zostałeś zainfekowany. Rozumiesz mnie, Clint?
Clint zacisnął powieki i zmusił usta do pracy.
— Nie — jęknął.
Czuł powiew powietrza, kiedy Natasha wzięła głęboki wdech przez nos. Usłyszał, jak bawiła się jego kroplówką, a żyła biegnąca wzdłuż wnętrza łokcia zapłonęła ponownie.
— W górę — powiedziała stanowczo Natasha, gdy wezgłowie łóżka Clinta zaczęło się podnosić, podpierając go w pozycji siedzącej. — Dalej, agencie Barton. Spałeś od kilku dni.
Clint znowu jęknął i odwrócił głowę od niej.
— Śpiączka — wymamrotał, bo to właśnie powiedziała, a on był zbyt zagubiony w próbie odnalezienia własnego ciała, by pozwolić jej już zmienić historię o im. Jednak jego umysł zaczął powoli pracować. Cokolwiek w niego wpompowała, zadziałało. Zmarszczył brwi, gdy ich niezdarna wymiana zdań w końcu do niego dotarła. — Śpiączka?
— Cztery dni — powtórzyła Natasha. — A potem dzień rekonwalescencji.
Clint otworzył oczy i zamrugał, patrząc na biały sufit nad nim.
— Phil?
— Nic mu nie jest — odpowiedziała Natasha. — W poniedziałek wyszedł z kwarantanny.
Clint zmarszczył brwi, bo to nie miało żadnego cholernego sensu. Spojrzał na Natashę. Ruch jego głowy był niezdarny, ponieważ jego szyja i ramiona były niepokojąco zdrętwiałe.
— Postrzelenie — powiedział, a początek słowa zabrzmiał miękko w jego ustach.
Natasha posłała Clintowi mały uśmiech.
— Nie.
Clint zastanawiał się nad nią przez dłuższa chwilę. Nawet gdy wszystko wokół niego się rozpadało, największą przywarą Natashy było jej ostrożność i szczerość. Nadal jej ufał. Nawet gdy był emocjonalnie niespokojny i intelektualnie zdezorientowany, Natasha nadal wyróżniała się jako jedyny stabilny element w morzu zmian.
Ale wiara, jaką w niej pokładał Clint nie była tajemnicą. Nawet kiedy jej lojalność się zmieniła, nadal była Natashą, wciąż miała w sobie tę cechę, z którą Clint nigdy nie był w stanie walczył. Pozwolił, by zmieszanie ujawniło się na jego twarzy.
— Pamiętasz walkę w parku? — zapytała. Zajęło to chwilę, ale Clint zdołał przywołać niejasne wspomnienie. W milczeniu skinął głową. — Końscy obcy? — zapytała, przywołując wspomnienia Clinta. Czekała, aż Barton ponownie skinął głową, zanim kontynuowała. — Właściwie konie obcych.
To wyraźne rozróżnienie sprawiło, że Clint zmarszczył brwi.
— Nie — powiedział, ponieważ jego mózg wciąż był zbyt ospały, aby rozróżnić te dwie rzeczy, ale był pewien, że spotkał przynajmniej jedną z nich. Pamiętał walkę w parku, hałas i zniszczenie.
— Konie obcych, które zostały zarażone agresywnym, na wpół świadomym grzybem — powiedziała stanowczo Natasha. — Pamiętasz jakie miały kolce? Podrapały cię? To był grzyb. — Clint zastanawiał się nad tym przez chwilę, po czym zmarszczył nos z obrzydzeniem. — Wpompowujemy w ciebie teraz dużo leków przeciw grzybiczych — powiedziała Natasha z małym, żwawym uśmiechem. — Będziesz przez jakiś czas czuł się okropnie.
Clint poczuł, jak części jego ciała się rozluźniają. Jego plecy były w dużej mierze zdrętwiałe, a prawą rękę czuł jakby była poduszką na szpilki i igły. Został postrzelony, a ludzie w ambulatorium wykryli infekcję? A kiedy był nieprzytomny, imię Phila zostało oczyszczone? Ale jeśli Phil był wolny od podejrzeń, to dlaczego nadal był w ośrodku TARCZY? Clint wciąż walczył z przełykaniem - to nie fair, że Natasha zmuszała go do tak ciężkiej pracy.
Koktajl chemikaliów w jego organizmie faktycznie działał - Clint wciąż był oszołomiony i zdezorientowany, ale czuł, jak jego neurony się budzą.
— Czyli — zdołał zapytać niewyraźnie — co się stało?
— Doszłyśmy do wniosku, że coś się dzieje, kiedy Banner wciąż pozostawał w formie Hulka — wyjaśniła Natasha. — Wszystkie te kolce w jego rękach mocno mu zaszkodziły, ale jego unikalny układ odpornościowy zapobiegł zbyt szybkiemu rozprzestrzenianiu się infekcji. Thor, jak zwykle się spóźnił, ale rozpoznał grzyba, gdy zobaczył konie. Najwyraźniej jest dość powszechny w niektórych innych wymiarach.
Natasha położyła dłoń na nadgarstku Clinta, na skórzanym pasku, który krępował jego rękę i wsunęła dwa palce pod jego krawędź, leniwie sprawdzając, czy nadal mocno trzymał. Ach, czyli nadchodziła zła wiadomość.
— Grzyb powoduje, że ludzie wpadają w śpiączkę — powiedziała z dystansem — a kiedy się budzą, wpadają w szał. Mniej więcej w tym czasie, gdy Banner zaczynał być mniej zielony, ktoś zauważył, że cię nie ma, więc zadzwoniliśmy do ciebie na wypadek, gdybyś został zainfekowany.
— Pamiętam to — powiedział niepewnie Clint. — Tak sądzę.
— Krótko po tym twój komunikator alarmowy został włączony i zostałam wysłana, aby wyciągnąć twój tyłek do szpitala. Gdzie powinieneś się udać, gdy tylko zauważyłeś, że zostałeś ranny.
— Tak, tak — odparł beztrosko Clint.
— Grzyb — powiedziała stanowczo Natasha. — Czterodniowa śpiączka.
Clint zacisnął powieki, rzeczywistość w końcu dotarła do niego.
— Cztery dni?
— Uch. Thor uważa, że w dużej mierze to grzyb utrzymywał się nieprzytomnym, żeby mógł przedostać się do twojego mózgu.
Clint skrzywił się.
— To możliwe?
— Na dowód tego mamy prześwietlenie twojej głowy.
Clint zmarszczył nos i starał się ignorować ostre bóle u podstawy czaszki, spływające po szyi. Naprawdę nie musiał myśleć o grzybie rosnącym wokół jego kości.
— Jeśli chodzi o twoje leczenie, ufamy słowom nordyckiego boga i smoka, więc będzie to interesująca przejażdżka dla ciebie i Bannera. Ale jutro czeka cię kolejny skan mózgu, a wydział psychiatryczny po prostu się ślini na myśl o tym, by z tobą porozmawiać.
Clint znowu jęknął, a Natasha spojrzała na niego mocno niesympatycznie.
Clint odwrócił głowę na bok i wyjrzał przez okno obserwacyjne na korytarz za nim. Był pusty, ale nie wierzył, że Phil mógł odejść daleko.
— Co z nim? — zapytał. — Wszystko okej?
— Nic mu nie jest — odpowiedziała Natasha. — Czysty. Jest tutaj w odwiedzinach.
Clint zmarszczył brwi.
— Nie, nie to miałem na myśli… — Urwał, gdy słowa Natashy dotarły do niego do końca. W końcu był w szpitalnym łóżku na oddziale kwarantanny TARCZY. Nawet pielęgniarki potrzebowały dwóch różnych kart, aby dostać się do środka. Phil nie chodziłby po okolicy, gdyby był podejrzany. Nawet jeśli Phil miałby nieskalaną historię, nie powinien był być w stanie przejść przez frontowe drzwi. — Odwiedziny? — powtórzył Clint.
Natasha uśmiechnęła się do niego promiennie i psotnie.
— Nic o tym nie wiem — powiedziała. — Zwłaszcza, jeśli Hill o to zapyta. — Co oznaczało, że Natasha wiedziała o wszystkim. — Ale zdecydowanie powinieneś go przekonać, żeby opowiedział ci tę historię. Uratował ci tyłek. — Znowu poklepała Clinta po nadgarstku. — Na serio. Dzidziusie. Pomyśl o tym.
Clint ponownie zamknął oczy i westchnął przeciągle. Napięcie w końcu odpłynęło z jego ciała. Phil był czysty. Phil był bezpieczny. Cokolwiek się wydarzyło, Natasha była za Philem, a to oznaczało, że Clint mógł się zrelaksować, chociaż na chwilę. Czuł się lekki, jakby unosił się w powietrzu. Nie czuł swojego ciało. Jego serce biło nieregularnie. Unosił się. Został ograniczony.
Miał dużo narkotyków w swoim organizmie. Z perspektywy czasu było za wcześnie na relaks.
— Wyjdę i pozwolę ci cieszyć się swoim gościem — powiedziała Natasha. — Możemy już tego nie zobaczyć ponownie.
Clint sięgnął po nią, gdy poczuł, jak się oddala. Jego ramię napięło się, gdy musiał wygiąć swój nadgarstek. Natasha zatrzymała się i odwróciła się, biorąc jego dłoń w swoje. Patrzył na nią, układając słowa w myślach. Utkwiły mu w gardle, blokując na chwilę drogi oddechowe. Clint oblizał usta, chcąc zyskać na czasie. Czekał, aż mógł spojrzeć jej w oczy i skatalogować każdą zmianę i drgnięcie, które pojawi się podczas jej odpowiedzi, zanim zapytał:
— Czy zostałem skompromitowany?
Natasha przeczesała palcami jego włosy, które były gęste i tłuste po zbyt wielu dniach bez porządnego prysznica.
— Z powodu obcego końskiego grzyba — powiedziała, opierając dłoń na jego policzku. – Z żadnego innego powodu.
Clint przycisnął twarz do jej dłoni, muskając znajome modzele na czubku jej dłoni i mocne linie jej palców. Ścisnęła mu nos, zabierając dłoń w nieznośnie czułym geście.
— Czy wszystko będzie dobrze? — zapytała.
— Tak — odparł Clint. Próbował nawet uśmiechnąć się ze zrozumieniem, ale nie za bardzo mu się to udało. — Jasne, że tak.
— Cztery dni — powiedziała surowo Natasha. — Wszystko dlatego, że chciałeś poprzytulać się ze swoim chłopakiem.
— Hej, szczerze mówiąc, istnieje duża szansa, że i tak zapadłbym w śpiączkę — odpowiedział Clint.
Natasha wpatrywała się w Clinta z całkowitym brakiem przekonania.
— Jestem pewna, że dyrektor Fury zobaczy to dokładnie w ten sposób — powiedziała sucho.
— Hej, wyświadczysz… czy mogłabyś wyświadczyć mi przysługę? — zapytał Clint. — Nieoficjalnie? — Natasha skłoniła głowę, by pokazać, że słucha. — Czy mogłabyś znaleźć dla mnie mojego brata? Nazywa się Charles Bernard Barton.
Natasha uniosła brwi spoglądając na Clinta, oceniając go przez długą i pełną ciszy chwilę. Clint napotkał jej spojrzenie ze zmęczoną rezygnacją. Natasha potrafiła dochować tajemnic. Mógł jej tak bardzo ufać. W końcu skinęła głową i ruszyła, aby odpiąć jego nadgarstki od łóżka. Clint zastanawiał się, co zrobił, gdy nie był przywiązany. Zastanawiał się, jaki rodzaj testu właśnie zdał.
— Fury jest w budynku i grasuje — powiedziała lekkim i drażniącym głosem, jakby ich poprzednia wymiana zdań nie miała miejsca. — Powodzenia.
Natasha żartobliwie uderzyła w prawe ramię Clinta, który musiał powstrzymać jęk. Do tej chwili ta część jego ciała nie bolała, a poczynania Natashy sprawiły, że to miejsce rozkwitło ogniem. Mrugnęła do niego, po czym jeszcze raz podała mu mieszankę środka przeciwbólowego i pobudzającego przez kroplówkę, zanim wyszła.
Natasha była jak młodsza siostra, której Clint nigdy nie chciał mieć i irytująca najlepsza przyjaciółka, której nigdy nie potrzebował. Ale pojawiła się chwilę później z Philem, więc przynajmniej miała dobry gust w prezentach "życzenia powrotu do zdrowia".
Clint nie zdawał sobie sprawy ze znaczenia, jakie przywiązywał do ponownego zobaczenia Phila, dopóki jego chłopak nie wszedł do pokoju. Miał nadzieję, że widok Phila spowoduje, że kawałki utraconej pamięci ułożą się na swoim miejscu, że wszystko nabierze właściwego kontekstu. Tak się nie stało. Zamiast tego obudziło cały ból i zamieszanie kryjące się pod mgiełką chemicznego spokoju wywołanego lekami. Ponieważ ostatni dzień życia Clinta był istnym piekłem z powodu Phila. Clint został postrzelony, ponieważ… Nie. Clint zmarszczył brwi i próbował przetrzeć twarz jedną ręką, ale w lewy łokieć miał wbitą igłę, a prawe ramię nie współpracowało. Skrzywił się na swoje osłabione ciało i na nierówne łomotanie serca. Odwrócił wzrok, kiedy Phil przysunął krzesło do jego łóżka.
— Cieszę się, że nic ci nie jest — powiedział w końcu Phil.
Clint spuścił głowę i spojrzał na Phila kątem oka. Mężczyzna wyglądał na zmęczonego. Zmęczonego i wymiętego, co było nową kombinacją dla Clinta. Coulson miał na sobie grafitową kamizelkę, białą koszulę i czarno-niebieski krawat. Nie wyglądał wyjątkowo przystojnie ani szczególnie niebezpiecznie. Wyglądał, jakby miał za sobą bardzo długi tydzień i cieszył się, że to już koniec. Cztery dni. Wszystko dlatego, że podążał za Philem… Nie.
— Jestem, ech, trochę niewyraźny — przyznał Clint, jego słowa były wolniejsze, niż by chciał, ale wyraźniejsze niż wcześniej.
— Spałeś od wielu dni — powiedział Phil.
Trzymał jedną z dłoni Clinta w swoich. Clint zacisnął palce, a uścisk Phila stał się mocniejszy.
— Skąd… skąd mam wiedzieć, że to nie jest…? — Chciał dodać 'kolejny sen", ale stare nawyki zwyciężyły i Clint uciął zdanie, zanim zdradził zbyt wiele. — To wydaje się lekko nierealne — powiedział zamiast tego.
— Powiedzmy, że… — rzekł Phil odchylając się nieco, gdy był pewien, że Clint nie padnie w agonii — twój oddech śmierdzi, jakby coś wpełzło ci do ust i tam umarło, a w twoim penisie jest cewnik.
Clint jęknął nisko i włożył trochę prawdziwej energii w poruszanie językiem wokół ust.
— Fuj. Żenujący smak rzeczywistości — udało mu się w końcu wykrztusić, a Phil roześmiał się cicho. Clint zmusił się do ponownego otwarcia oczu i spojrzenia na Phila. — Byłeś tu przez cały czas?
Phil przewrócił oczami.
— Mam szkołę do prowadzenia — odpowiedział.
— Oczywiście — odparł Clint. — Przecież ja tylko umierałem.
Spojrzenie jakie posłał mu Phil było przepełnione troską, czułością i dużą dozą smutku. Clint chciał powiedzieć Philowi, że żartował, że to wcale nie było na poważnie, ale jego klatka piersiowa zacisnęła się, rozpraszając go wystarczająco długo, aby Phil zapytał:
— Jak się czujesz?
Clint skrzywił się.
— Okropnie — odpowiedział.
— W twoim ciele jest teraz duża ilość chemikaliów — odpowiedział Phi. — Twoje tętno rosło, gdy byłeś nieprzytomny, więc podali ci jakiś lek przeciwdziałający temu. Potem potrzebowali, żebyś się obudził, czyli była kolejna partia innych leków. Poza tym masz infekcję, a podawali ci wszystko, aby ją zwalczyć.
Na twarzy Clinta pojawił się grymas.
— Wydaje mi się, że moje ramię zostało zeszlifowane do kości.
— Spalone — wyjaśnił Phil, a Clint spojrzał na niego z przerażaniem. — Kiedy dowiedziałem się, że to grzyb z innego królestwa, zapytałem o to Boryna. W Svartalfheim jest zbyt zimno, aby grzyb mógł się łatwo rozprzestrzeniać, więc gdy wyrm zostaje zarażony, zasypia i nie budzi się. Inni w gnieździe mogą wtedy wypalić grzyba.
Clint odchylił głowę do tyłu i spojrzał na sufit.
— Przyprowadziłeś swojego ulubionego bibliotekarz, żeby zionął na mnie ogniem?
Phil spojrzał na swoje dłonie owinięte wokół dłoni Clinta.
— Boryn nie może ziać ogniem — powiedział trochę zakłopotany. — Ale ślina przeciętnego jaszczura jest mocno łatwopalna.
Clint spojrzał na Phila.
— Wtarłeś mi ślinę w ramię — powiedział powoli — a potem ją podpaliłeś?
— Nie — powiedział Phil, wyglądając na zgorszonego. — To była całkowicie nieprzetestowana procedura i nikt nie wiedział, jak ślina może zadziałać… Wtarli ją w rany Hulka i podpalili. Kiedy przestał być Hulkiem, został zmuszony do opracowania procedury, dzięki której można było eksperymentować na tobie w bardziej kontrolowany sposób. — Phil zmarszczył brwi, bawiąc się kciukiem Clinta. — Ślina Boryna przeżarła kanister, w którym była trzymana. Ciężko było ją wyczyścić.
Clint skrzywił się.
— Mogłem żyć bez tej wiedzy.
— Właściwie musieli wyciąć spalone mięśnie, kiedy znowu zemdlałeś.
— Dzięki. To sprawia, że czuję się o wiele lepiej.
Phil zmarszczył brwi, przesuwając kciukiem w przód i w tył po kostkach Clinta.
— Następnym razem nie omijaj wizyty u swojego lekarza — powiedział cicho.
Clint wpatrywał się w Phila, który nie odrywał spojrzenia od dłoni łucznika. Clint był na tyle sprytny, by wiedzieć, co stanowiło problem. Pomyślał o łatwiejszym temacie.
— Jak udało ci się tutaj dostać, aby mnie zobaczyć? — zapytał, bo to z pewnością było coś, co musiał wiedzieć.
— Zapytałem — powiedział po prostu Phil. — Bardzo ładnie o to poprosiłem.
Clint prychnął.
— Jesteś pewien, że nie jesteś jakimś tajnym agentem? — zapytał. Phil roześmiał się, a Clint nie miał dość energii, by wyjaśnić, że nie był to żart. — Co… — zaczął i przerwał. Był słabo poinformowany i musiał zbytnio polegać na informacjach z innych źródeł, ale brałeś co miałeś i wykonywałeś swoją robotę. — Co faktycznie wydarzyło się tamtego dnia? — zapytał. — Kiedy byłem z tobą?
— Spędziliśmy wspólnie niedzielny poranek — odpowiedział Phil. — Zasnąłeś czekając na pizzę i nie chciałeś się obudzić.
— I użyłeś mojego urządzenia alarmowego?
Phil skinął głowa.
— I również założyłem ci spodnie.
Clint zastanowił się nad tym.
— Dzięki. Prysznic i co potem? — Phil odciągnął kołnierz swojej koszuli na bok. Miał miłosne ugryzienie nisko na swojej szyi, zielono-brązowe, podczas gdy we wspomnieniach Clinta było ciemnofioletowo-czerwone. Na ustach Phila pojawił się dziwny, mały uśmiech. Po jego zmęczonej twarzy przemknął czuły i rozbawiony wyraz. — I masz tatuaż? — naciskał Clint.
Phil skinął głowa.
— Zasnąłeś, kiedy o tym rozmawialiśmy.
Wspaniała wiadomość, ale niewiarygodnie wygodna. Clint miał wszelkie powody, by w to wierzyć, ale obudzenie się w szpitalu było częścią, która wydawała się nierealna. Phil obserwował go, czekając na odpowiedź, gdy Clint zbierał się w sobie.
— Steve jest naprawdę nudny — powiedział Philowi. Kącik ust wykrzywił mu się w uśmiechu. Phil nie odwzajemnił tego, jedynie przesuwał kciukiem w przód i w tył po wierzchu dłoni Clinta. Barton nie wiedział, jak zareagować, gdy ktoś tak otwarcie martwił się z jego powodu. O niego. — Miałem dziwne sny — przyznał w końcu.
Phil uścisnął rękę Clinta.
— Powinieneś mi kiedyś o nich opowiedzieć.
— Nie — odparł Clint. — Zatrzymam je dla siebie.
Zaległa między nimi niezręczna cisza. Clint nie był przyzwyczajony do czegoś takiego. Cisza była zwykle jego siłą. Ale nie był oswojony z ciszą z powodu gości i zmartwienia. Nie był przyzwyczajony do nieufania własnym wspomnieniom.
— Cieszę się, że nic ci nie jest — powiedział w końcu Phil.
— A co z tobą? — zapytał Clint. — Tasha powiedziała, że miałeś ciekawy czas.
— Pomyślmy — powiedział Phil. — Z mojego budynku wyprowadzili mnie mężczyźni w czerni i przez jeden dzień byłem przetrzymywany w nieujawnionym miejscu. — Serce Clinta waliło mu w piersi i starał się zachować beznamiętny wyraz twarzy. — Później odesłano mnie do domu uznając, że jestem całkowicie zdrowy, tylko po to, bym dowiedział się, że moja sekretarka zarejestrowała mnie jako osobę zaginioną, ponieważ nie mogłem zgłosić chorobowego w poniedziałek. Musiałem więc poradzić sobie z policją, a potem z absurdalną liczbą wiadomości na mojej poczcie głosowej. Następnie odkryłem, że Mitenka nasikała na kanapę, kiedy mnie nie było.
Clint zrelaksował się. Łatwiej było słuchać przemowy Phila, usłyszeć wszystkie te rzeczy, które wydarzyły się, gdy świat Clinta rozpadał się. Clint walczył z niepokojem, ale irytacja była znanym narzędziem i był w stanie uśmiechać się z odrobiną szczerości, gdy Phil mówił.
—... i do tego czasu rzucałeś się tak bardzo, że zdecydowali, że nie ma już czasu, dlatego przywiązali cię do łóżka. — Phil starał się ukryć emocje, ale Clint widział zmartwienie na jego twarzy. Phil wyraźnie skierował swoje myśli ku innym tematom. — Spóźniliśmy się na spotkanie Boryna z trybunałem azylowym stanu Nowy Jork.
— Jak poszło? — zapytał Clint.
— Sądzę, że dobrze. Dyrektor Fury zamienił kilka słów z komisją. Myślę, że możemy mieć nadzieję myśląc, że pjr otrzyma prawo stałego pobytu.
— To dobrze — stwierdził Clint. Zastanawiał się, czy to oznaczało, że teraz będzie musiał być dla tego cholerstwa miły. Prawdopodobnie poradziłby sobie z tym, gdyby Boryn nauczył się, że "nie, znaczy nie" jeśli chodzi o uściski. — Wygląda na to, że wszystko potoczyło się całkiem dobrze — powiedział Clint, próbując zmusić się do optymizmu.
Phil pocierał opuszkiem kciuka knykcie Clinta w tę i z powrotem. Wyglądał na zmęczonego, zmartwionego i znużonego.
— Mogło być gorzej — powiedział w końcu.
Clint pomyślał o Philu zamkniętym w Bazie B, o przemocy i strachu, o lufach pistoletów wymierzonych w nich i poczuciu ciepła rozdzierającym jego ramię. Ścisnął dłoń Phila, a jego klatka piersiowa zakłuła, gdy mężczyzna oddał uścisk.
— To prawda — powiedział Clint. — Mogło być.
Phil uśmiechnął się lekko do niego. Ulga powoli zastępowała zmartwienie.
— Obaj mieliśmy szczęście.
Clint zamknął oczy i odprężył się. Bolało go ramię i w tym dziwnym, łatwym momencie między snem a rzeczywistością czuł się tak, jakby to była rana postrzałowa.
— Nie pozwoliłbym, żeby coś ci się stało — powiedział cicho.
Bo to była prawda. Clint potrzebował trochę czasu, zanim wyregulował celownik, ale to był stały kształt krajobrazu, po którym mógł się poruszać.
Phil uniósł dłoń Clinta i pocałował jego kostki.
— Muszę już iść — powiedział cicho. — Godziny odwiedzin się skończyły i musisz odpocząć.
— Dzięki, że wpadłeś — powiedział Clint z wciąż zamkniętymi oczami.
Phil po raz ostatni uścisnął dłoń Clinta, po czym puścił ja.
— Zadzwoń do mnie — polecił.
Clint zmusił się do otwarcia oczu i wykonał najbardziej niechlujny salut w swojej karierze. Jego lewa ręka nawet nie zbliżyła się do twarzy z powodu kombinacji powolnych kończyn i niezdarności spowodowanej ostrą igłą, która wciąż znajdowała się w jego łokciu.
— Tak, proszę pana.
Phil potrząsnął głowa, choć nie ukrywał małego uśmiechu, gdy wyszedł z pokoju. Clint cieszył się, że odchodził. Chociaż bardzo lubił Phila i doceniał jego obecność, kiedy się obudził, Clint był niepewny zbyt wielu rzeczy. Za długo był nieprzytomny i zbyt wiele rzeczy wciąż pozostawało niewyjaśnionych. Clintowi udało się podnieść rękę i przetrzeć twarz. Musiał się przegrupować. Musiał uciec i dowiedzieć się, co działo się w jego głowie.
Clint ponownie otworzył oczy i spojrzał przez okno obserwacyjne rozciągające się wzdłuż jednej ze ścian jego pokoju. Fury stał w korytarzu, obserwując wychodzącego Phila. Clint usłyszał dźwięk windy na końcu korytarza, a kiedy Phil prawdopodobnie zniknął z pola widzenia, Fury odwrócił się do Clinta i uniósł brew.
Clint nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć na to nieme pytanie, więc położył się i miał nadzieję, że będzie mógł spać bez snów.
