Niespodziewany gość

Autor BagginsBabe

Afterlithe tj. sierpień, rok 1432 Rachuby Shire – 12 lat po wojnie.

Poranek już był za ciepły na kamizelkę, wiec Sam wyszedł do ogrodu w koszuli z podwiniętymi rękawami, aby podlać bardziej delikatne rośliny nim słońce je wysuszy. Wonie tytoniu oskrzydlonego, goździków i lewkonii, które pachną nocą wypełniały powietrze mieszając się z rozkosznym zapachem mokrej ziemi, i Sam pogwizdywał wesoło krzątając się, zrywając zwiędłe pąki stokrotek i petunii, i podlewając kwiaty w wiszących koszykach. W tak ciepły dzień kapiąca mu na stopy woda była bardzo przyjemna.

Frodo wyszedł z domu, aby do niego dołączyć niosąc tackę z herbatą i posmarowanymi masłem herbatnikami, aby przegryźć coś nim Rosie skończy się ubierać i karmić młodsze dzieci.

Kot Rufus rozciągał się na ścieżce, a młody kociak zwany Popiołkiem turlał się w stercie ściętej trawy, oba ciesząc się względnym chłodem zanim słońce wzejdzie wysoko.

– Jeszcze herbaty, Samie? – Frodo nalał kolejny kubek i podał przyjacielowi i stali sobie ramie w ramie w przyjacielskiej ciszy.

Sam wziął sobie kolejny herbatnik i przeciągnął wzrokiem po polach poniżej pagórka. Ten widok nigdy go nie zawodził, widok pszenicy i żyta zaczynających się złocić, trawiastych pastwisk dojrzałych do zbioru siana, owoców pyszniących się na drzewach, jaskrawych kwiatów wypełniających łąki i zwierząt pasących się z zadowoleniem.

Frodo stopniowo był coraz bardziej świadom, że ktoś jeszcze wszedł do ogrodu, chociaż nie udało mu się wyłowić żadnego nowego dźwięku. Było to bardziej wrażenie nowej obecności.

Odwrócił się i spojrzawszy na trawnik ścisnął nadgarstek Sama, aby go powiadomić, że ktoś tu jest. W pierwszej chwili niczego nie mógł dojrzeć, ale zdawało mu się, że światło coraz bardziej wypełnia ogród - pełnią piękna. Sam nagle westchnął, gdyż światło zaczęło się zlewać w kształt.

Była wysoka, wyższa niż jakikolwiek elf, a piękna ponad wyobrażenie dowolnego śmiertelnika i nieśmiertelnego. Włosy spływające jej na ramiona miały barwę wypolerowanych kasztanów. Jej oczy, przykuwające uwagę były jasne i pełne łagodności. Frodo pomyślał, że były niezwykłym połączeniem szarego, zielonego i złotego, ale miał wrażenie, że mogłyby zmienić się, na każdy kolor, na który dama miałaby ochotę. Suknia jej powiewała dokoła smuklej postaci, jak chmura kwiatowych płatków, żółtych i zielonych a pas miała ze złotych kwiatów. Na głowie dama nosiła koronę z kwiatów, borówek i kłosów żyta, a gdy tańczyła lekko poprzez trawnik małe, białe kwiaty wyrastały tam, gdzie stąpała. Uniosła ramiona na powitanie światła złotego Laurelinu, w chwili, gdy promienie słoneczne zalały ogród.

– Moja Pani! – Obaj hobbici skłonili się nisko.

Oba koty także pochyliły głowy w szacunku i zachwycie.

Moje dzieci, te najbardziej ukochane – zabrzmiało w ich umysłach, i obaj uczuli falę miłości i radości wypełniającą ich i przepełniającą tak, że zdawała się wypełniać cale Shire.

Kiedy spojrzeli ponownie w górę już jej nie było, pozostał jedynie wyjątkowo cudowny zapach i białe kwiaty nifredilu kiwające się w trawie. Tak oto Powiernikom udzielono łaski ujrzenia Yavanny Kementari Królowej Ziemi.

– Nigdy nie skoszę tej trawy – wydyszał Sam. – Niech sobie rośnie nawet na dziesięć stop. Nie zależy mi.

Dotknął jednego z maleńkich kwiatów jednym palcem spodziewając się, że obumrze i uschnie, ale nie. Jeśli coś w ogóle działo się z nim to zdawał się rosnąć bardziej i obok wyskoczył drugi kwiatek. Sam nigdy nie skosił tego kawałka trawnika, który zawsze pozostawał tak samo porządny, jakby był przycinany nożycami dwa razy w tygodniu.

A nifredile rozkwitały przypominając o dniu, w którym Królowa Valarów tańczyła na powitanie słońca w ogrodach Bag Endu.

koniec