Dzisiaj jest zły dzień i w ramach pocieszenia wstawiam nowy rozdział już dzisiaj. Tym samym zmieniam datę wstawiania rozdziałów na poniedziałek. Dziękuję wszystkim, który uznali moją historię na tyle interesującą, by ją skomentować i dodać do ulubionych czy śledzonych. To wiele dla mnie znaczy.
Catherine Tak naprawdę nie przepadam ani za Ronem ani za Hermioną, ale o ile jej dawałam szansę, jemu nie. A tutaj bardzo mi pasował właśnie taki. Niemal wszędzie Harry unika wspomnień o Syriuszu, co jest nie fair. Owszem, sprawiają one ból, ale są potrzebne, by nie zapomnieć. Co do "szlamy"-jest to mój błąd. Założyłam, że nazywani są tak zarówno mugolacy jak i czarodzieje półkrwi, co jest nieprawdą. Jednak zmienianie tego jest zbyt złożone, więc zostawiam to jak jest. Właściwie jest to dobre przezwisko-w końcu stawia tych półkrwi na równi z mugolakami. Jestem bardzo zaskoczona, że ze wszystkim trafiłam w twój gust i mam nadzieję, że spodoba Ci się dalsza część. Flirtu ciąg dalszy~!
~H~
Remus jest irytujący. Bardzo irytujący. Znaczy ja wiem, że całe życie był traktowany jak gówno, ale jego zachowanie jest bardzo wkurwiające. Z jednej strony to także jego dom i chce pomóc, a z drugiej najchętniej zaszyłby się gdzieś i siedział cicho. Jeśli jeszcze raz spróbuje się wycofać, to obiecuję, że go uderzę.
Właściwie to ma dobre powody, by się tak zachowywać. W końcu jedynymi osobami, które widziały w nim człowieka byli Huncwoci. Nawet Dumbledore nie był całkowicie fair wobec niego, o czym uświadomił mnie dopiero Syriusz. Gdy Remus pracował w Hogwart'cie, otrzymywał trzykrotnie niższe wynagrodzenie niż inni nauczyciele. Wykorzystał jego trudną sytuacje finansową i zaufanie, ale Lunatyk nigdy mu się nie sprzeciwił. Łapa opowiadał takie historię z niechęcią, ale mój argument „Chcę wiedzieć jacy byli naprawdę" rozwiązał mu usta. Okazuje się, że nawet moja matka nie traktowała Remusa w porządku. Bardzo długo po moim urodzeniu nie zgadzała się na jego obecność w moim pobliżu, a Lunatyk zasmucony tym nie nalegał. James za to głośno protestował i kłócił się na ten temat z Lily. Dopiero gdy miałem siedem miesięcy, wilkołak mógł mnie zobaczyć i dotknąć.
Robię potężny zamach, a moja dłoń z trzaskiem ląduje na potylicy Remusa. Gdyby aż tak nie odsuwał od siebie swojej wilczej natury, pewnie ze spokojem by tego uniknął. Zamiast tego podskakuje zaskoczony i błyskawicznie odwraca się w moim kierunku. Mierzę go nieprzychylnym wzrokiem, a on robi zabawną minę, która oznacza chyba winę.
-Remusie, przestań się kręcić smętnie!-warczę mocno wkurzony-To też twój dom, więc masz takie samo prawo być tu jak ja! Nie wkurzaj mnie i ogarnij się!
Fukam i odwracam się, wracając do mierzenia pomieszczenia i wyczarowywania mglistych mebli, które pomagają zaprojektować wnętrze. Po chwili słyszę szelest i Remus również wraca do pracy. Nareszcie nie ma tej dziwnie samotnej miny.
W tajemnicy sprowadziłem antyczne meble i ustawiłem je w jednym pomieszczeniu. Chcę zobaczyć zaskoczoną minę Remusa, gdy je zobaczy. Projektowanie pokoi jest trudniejsze i bardziej czasochłonne z uwagi, że oboje musimy „ustalać" jeden pokój. Na szczęście kolor mebli nie jest kwestią sporną i oboje uważamy, że najlepsze będą jakieś ciemne. Oczywiście są wyjątki jak kuchnia, która powinna być biało-srebrna czy łazienki, w których czerń po prostu nie pasuje. W ciągu trzech dni udało nam się zaprojektować kuchnie, salon i nasze pokoje z łazienkami, po czym natychmiast zamówiliśmy meble. Na szczęście dla mnie w dniu, w którym mają zostać dostarczone, Remus został poproszony przez Dumbledore'a o spotkanie, dzięki czemu mogę spokojnie pracować. Właściwie połowa wyposażenia w salonie to antyki, które wytwarzają naprawdę świetny nastrój. O ile jestem w stanie zamontować wszystko w kuchni, salonie czy u siebie, wolę nie wchodzić do pokoju Remusa. W końcu wcale nie znamy się na tyle dobrze, bym mógł od tak naruszać jego prywatność. Czary bardzo ułatwiły mi sprawę i skończyłem już w południe. Z nudów po zjedzeniu samotnie obiadu, który nie był wcale tak dobry jak zawsze, zająłem się gabinetami. W pojedynkę szło szybciej i z niezadowoleniem dwie godziny później znów straciłem zajęcie. Wtedy postanowiłem zrobić nalot na bibliotekę, mając nadzieję, że zajmie mi to trochę dłużej. Niestety nie było tam wiele do roboty i już po trzydziestu minutach zacząłem snuć się po korytarzach. Do wieczora wyposażyłem cztery pokoje w widmowe meble i po kolacji zaszyłem się w piwnicy. Bliźniacy wykonali kawał dobrej roboty i teraz pomieszczenie nawet nie przypomina lochu. Po wyczarowaniu kilku elementów wyposażenia, siadam na panelach na środku pomieszczenia i odpływam. Tak siedzącego zastaje mnie Remus.
-Hej, Harry, już jestem-woła od progu.
Staram się nie dać po sobie poznać jak bardzo cieszę się, że nie jestem już sam, ale przegrywam już na samym początku. Podrywam się szybko z podłogi i niemal podbiegam do wilkołaka. Niesiony impulsem na przywitanie przytulam go mocno. Cofam się kawałek i obserwuję uważnie twarz Lunatyka. Wydaje się być niemal... podekscytowany. Unoszę brwi w zdziwieniu.
-Czego chciał Dumbledore?-pytam, czując jak ciekawość zżera mnie od środka.
-Przekazał mi Wywar Tojadowy. W końcu za tydzień pełnia.
Wyrywa mi się ciche „ach". Byłem tak zajęty przygotowywaniem domu, że całkiem zapomniałem, że księżyc robi się coraz pełniejszy, a już niedługo Remus zniknie na dwa-trzy dni. Nagła dziwna myśl sprawia, że znów przyglądam się Remusowi uważnie. Nie jest tajemnicą, że przemiana jest bolesna nawet z pomocą Wywaru Tojadowego, więc dlaczego Lunatyk wydaje się oczekiwać pełni niecierpliwie? Jakby się nad tym zastanowić już od kilku dni jest pobudzony trochę bardziej niż zazwyczaj. Czemu? Podążam za wilkołakiem, który wydaje się coś do mnie mówić, do kuchni. Siadam przy długim ciemnoszarym stole i obserwuję reakcje Remusa. Podchodzi do biało-srebrnych szafek i przesuwa po nich palcami w zadowoleniu. Odwraca się w moim kierunku, a jego oczy błyszczą radośnie. Tak, nasz dom zaczyna wyglądać wspaniale. Lunatyk przygotowuje nam kanapki i herbaty. Rozmawiamy na jakieś mało znaczące tematy, gdy wpada mi do głowy pewien pomysł.
-Brakuje nam wielu rzeczy-rzucam luźno, rozglądając się po kuchni dla podkreślenia moich słów-Cała zastawa jest do wymienienia, trzeba uzupełnić lodówkę, kupić garnki.
-Może pójdę jutro i kupię wszystko?-zgodnie z moim planem proponuje swoją pomoc.
-Naprawdę?-posyłam mu mój najlepszy uśmiech, a on wydaje się przez chwilę zmieszany.
-Pewnie to żaden problem-kiwa głową, marszcząc brwi i zastanawiając się nad czymś.
-Powinniśmy iść już spać-wstaję od stołu i czyszczę swoje naczynia-Dobranoc, Remusie.
Nie czekam na jego odpowiedź i wychodzę z pomieszczenia. Dopiero teraz dociera do mnie jak zmęczony jestem i chcę jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Wchodzę do środka i zatrzymuję się, by przyjrzeć się efektowi.
Zaraz po lewej stornie stoi duży ciemnozielony fotel tyłem do mnie. Przed nim prostopadle do siebie stoją dwie szafki-jedna, ta naprzeciwko jest wyższa i służy jako biblioteczka; a druga, ta po boku, jest niższa inaczej zasłaniałaby pokój i jest na różne inne rzeczy. Za nią leży duży okrągły dywan w zielono-srebrnym kolorze. Tuż przy nim w rogu stoi kolejna szuflada na różności. Naprzeciwko mnie przy ścianie stoi łóżko. Jest ogromne ze wspaniałym srebrzystym baldachimem spływającym falami w dół i przywiązanym wstążkami do barierek. Kołdra jest w przyjemnym ciemnozielonym odcieniu, a poduszki czarne. Po obu stronach posłania zostały umieszczone szafki nocne z lampkami i zegarkami. Na prawo od łóżka w drugiej ścianie umieszczone są drzwi do łazienki. Na prawo ode mnie znajduje się szafa, która z góry wygląda jak litera „L" tylko odwrócona w drugą stronę. Wygląda dość niepozornie, ale jej wnętrze jest magicznie powiększone i służy jako garderoba. Wszystkie meble mają wspaniały ciemnobrązowy kolor, który współgra z ciemnozielonymi ścianami i szaro-czarnymi panelami.
Nie zawracam sobie nawet głowy prysznicem, jestem na to zbyt zmęczony. Od razu kieruję się do łóżka, zdejmując z siebie po drodze ciuchy. Zagrzebuję się pod kołdrą i chwilę kręcę się, szukając wygodnej pozycji, po czym nieruchomieję i zasypiam.
Coś nagle wyrywa mnie ze snu, a ja instynktownie zrywam się do pozycji siedzącej. Przecieram wpółprzytomny oczy, mając wrażenie, że w uszach wciąż dźwięczy mi wilcze wycie. Kręcę głową i mrugam powoli. Obraz jest rozmazany, więc zaczynam szukać swoich okularów z nadzieją, że byłem wczoraj na tyle odpowiedzialny, że odłożyłem je na szafkę nocną. Na szczęście tak jest i natychmiast wsuwam je na nos. Naprawdę muszę zrobić porządne zakupy. Cała moja garderoba jest do wymiany, a cały czas pamiętam, że te okulary zostały z czegoś transmutowane. Wzdycham ciężko i z żalem wygrzebuję się spod kołdry. Rzucam posłaniu jeszcze jedno tęskne spojrzenie i ruszam do łazienki.
Nie jest duża, ale według mnie jest to zaleta. Zaraz po lewej umieszczony został prysznic w ładnym odcieniu szarości, a obok niego zajmującą większość pomieszczenia białą ze złotymi wykończeniami wannę, a raczej mini basen. W drugim rogu znajduje się marmurowa toaleta, a po drodze do niej umywalka, nad którą wisi szafka. Obok niej stoją dwie kolejne zaraz po prawej stronie od wejścia. Wszystkie drewniane elementy mają taki sam popielaty kolor. Kafelki są białe z niebieskim wzorem-ułożone zostały na całej podłodze i do połowy ścian, których reszta pokryta została jasnoniebieską farbą.
Przez chwilę mam ochotę pomoczyć się w wannie, ale przypomina mi się, że mam coś do zrobienia. W końcu gabinety same się nie wyremontują, więc muszę korzystać z nieobecności Remusa. Z niezadowoleniem kieruję się pod prysznic. Gdy spod niego wychodzę, mój humor jest lepszy. Szybko zaklęciem związuję swoje długie włosy, krzywiąc się przy tym. To naprawdę je niszczy, ale jeszcze nie mam szczotki. Owijam się ręcznikiem w pasie i otwieram drzwi, wchodząc do pokoju. Natychmiast staję zdezorientowany na widok intruza. Remus jest zaskoczony o wiele bardziej niż ja. Wbija we mnie zszokowane spojrzenie jakby nigdy nie myślał o tym, że ja ściągam z siebie ciuchy, co wydaje się być jeszcze bardziej absurdalne. Mój mózg nie ogarnia sytuacji, ale moje ciało chyba tak. Czuję jak powoli rumieniec przechodzi z uszu na policzki. Lunatyk również robi się czerwony, ale wciąż wbija we mnie spojrzenie. Gdy w końcu dociera do mnie, że stoję niemal nagi przed Remusem, wydaję z siebie cichy pisk. Wilkołak jakby wybudzony z transu podskakuje i odwraca szybko wzrok.
-Em... Tego, no... P-przyszedłem wziąć twoją listę za-zakupów!-jąka się, patrząc wszędzie byle nie na mnie.
Bez udziału myśli podchodzę do szafki, na której leży kartka zapisana listą rzeczy, których mi brakuje. Podaję ją Remusowi i wlepiam wzrok w swoje stopy. Lunatyk odchrząka zażenowany i wierci się w miejscu.
-To... Ja idę-mówi w końcu, zerkając niezręcznie w kierunku drzwi.
-Uch, p-pewnie. Na razie. .
Remus mamrocze pod nosem jakieś pożegnanie i niemal biegiem wychodzi z mojego pokoju. Opadam ciężko na moje łóżko, splatam ze sobą palce i wbijam w nie nieprzytomny wzrok. Co to było? I co, do cholery, ma znaczyć to przyspieszone bicie serca? I te dziwne nie mające sensu myśli! Remus widział mnie prawie nagiego. Ciekawe co o mnie myśli... Wyglądał uroczo z rumieńcem... Potrząsam głową zszokowany torem swoich myśli. Nie, nie, nie! Remi jest jak ojciec. Tak, właśnie-jak ojciec. Albo jak brat. Oczywiście, brat. Ale nim nie jest. Warczę na dziwnie złośliwy głos mojej podświadomości. Nie myśl o tym, nie myśl. Przecież to nic takiego. W końcu jestem nastolatkiem, prawda? Prawda?
Dziwnie nerwowe uczucie towarzyszy mi cały czas i przez to praca idzie mi wyjątkowo szybko, a czas mija jeszcze szybciej. A to źle. Bardzo źle! Spotkanie z Remusem będzie katastrofą! Zanim schodzę zrobić obiad o 14, zdążam wyposażyć oba gabinety, zapełnić sześć pokoi widmowymi meblami i dodać kilka w piwnicy i na korytarzu. W końcu zaczynam przygotowywać obiad, na który po zjedzeniu rzucam zaklęcie świeżości. Po wypiciu dwóch kubków melisy Remusa wciąż ani widu ani słychu. No cóż, w szafkach znajduję kilka przydatnych składników i postanawiam zrobić ciastka, by zająć czymś ręce. Muszę przekonać się, że między mną a Remusem wszystko jest w porządku. Że nie zamierza nagle zniknąć czy odejść. Zaciskam zęby na tak pesymistyczne myśli, ale z czasem coraz bardziej zaczynam się niepokoić. Wilkołaki mają lepszy wzrok, nie? Na pewno widział moje blizny jeszcze po przebywaniu u Dursley'ów. Czy pomyślał, że moje ciało jest obrzydliwe? A może uważa, że zasłużyłem na to? Z desperacji zaczynam opowiadać sobie na głos co właśnie robię. Nie pomaga to zbytnio i negatywne myśli łączą się, podwajają. Czy chce mnie opuścić? Zostawić? W sumie nie byłoby to nic zaskakującego, prawda? Jestem jednym, wielki, chodzącym fatum. Moi bliscy umierają jedni po drugich. Kurde, ja sam powinienem umrzeć, a zamiast tego wciąż dycham i sprawiam, że inni tracą życia.
-Debil-mamroczę sam do siebie-Remi taki nie jest, wiesz to.
Wkładam blachę z ciastkami do piekarnika i klękam przed nim, obserwując jak rosną. Sięgam do swojego kucyka i skupię końcówki swoich włosów. Czarne myśli nachodzą mnie z podwójną siłą. A może uważa, że jestem kiepskim powodem do życia? Że się nie nadaję? Niemal panicznie oddycham z trudem. Odejdzie, zostawi mnie! Nagła myśl sprawia, że mój umysł pustoszeje. A może mógłbym go związać? Nieruchomieję, zastanawiając się nad tym. Mam tak dużo pieniędzy, że pięć wyjątkowo rozrzutnych osób przeżyłoby swoje życia i ich potomkowie również. Mógłbym zapewnić Remusowi szczęście. Gdzieś w środku wiem, że nie jest to tylko strach o stratę przyjaciela, ale myśl ta gubi się wśród o wiele mrocznych scenariuszy.
Trzask zamykanych drzwi sprawia, że zrywam się do pozycji pionowej, niemal się wywracając. Odwracam się i wlepiam wzrok w drzwi. Serce bije mi szybko, gdy nasłuchuję kroków. Remus a może... Może ktoś inny z informacją, że Remi jest już w Ameryce? Prawie szlocham z ulgi, gdy w kuchni pojawia się wilkołak. Podbiegam do niego i przytulam mocno. Nieruchomieje w moim uścisku, więc odsuwam się kawałek. Szukam w jego oczach jakiegokolwiek objawu obrzydzenia, ale znajduje tam nic poza zaskoczeniem, czułością i czegoś jeszcze. Wzdycham, czując jak wszystkie czarne myśli mnie opuszczają.
-Hej, Szczeniaku, co jest?-pyta z troską i natychmiast marszczy brwi jakby coś mu się nie spodobało.
-N-nic, to nic takiego-staram się uśmiechnąć, ale nie jestem pewien czy mi wychodzi.
Remus chwilę mierzy mnie wzrokiem jakby sprawdzał czy mówię prawdę, ale w końcu wzdycha ciężko i czochra mnie po włosach. Podchodzi do szafek i wyjmuje pomniejszone reklamówki z kieszeni. Zerka na garnki na kuchence.
-Zrobiłem obiad-tłumaczę natychmiast-Jadłem już.
Lunatyk siada do stołu, a ja podchodzę do bagaży. Powiększam kilka i przeszukuję. Cztery z nich są wypełnione po brzegi zastawą, więc zaczynam je rozpakowywać do szafek. Kolejne dwie zawierają produkty spożywcze, które układam w lodówce. Następna pełna jest różnych pojemniczków z zaklęciem świeżości, które układam na jednym blacie. Jedna jest wypełniona rzeczami z mojej listy, a ostatnia chyba zawiera prywatne rzeczy Remusa. Znaczy... Na to wygląda skoro wewnątrz jest paczka prezerwatyw i żel. Natychmiast rumienię się na ich widok i zostawiam w spokoju reklamówkę. Zerkam na Lunatyka, słysząc jego ciche „och". Jest równie czerwony co ja i wygląda jakby chciał się zapaść pod ziemie. W pierwszym odruchu chcę uciec gdzie pieprz rośnie, ale duszę w sobie to uczucie i również siadam przy stole. W końcu obaj jesteśmy facetami, nie? Splatam ze sobą dłonie i wbijam w nie wzrok.
-Um, no... To... Masz dziewczynę?-pytam, rzucając mu zażenowane spojrzenie spod grzywki.
Remus podrywa głowę w górę i wbija we mnie zdesperowane spojrzenie. Jego mina wręcz krzyczy „Nie rób tego, Harry! Nie!". Wiem jednak, że gdy odpuszczę teraz, może zrobić się między nami jeszcze bardziej niezręcznie. A tego nie chcę. Lepiej wyjaśnić sobie wszystko, gdy tylko pojawią się kłopoty. Widząc moje nieustępliwe spojrzenie, wzdycha zakłopotany.
-N-nie-mruczy cicho pod nosem, kończąc obiad i czyszcząc naczynia zaklęciem.
-Tooo... Chłopaka?-Remus rzuca mi niedowierzające spojrzenie-J-ja nie mam nic przeciwko jakby co-tym razem jest zaskoczony.
-Jesteś...? Z-znaczy... Wolisz mężczyzn?-kręci się niespokojnie.
-Chyba. Może-mam ochotę śmiać się z absurdalności całej tej sytuacji-Raczej tak.
-Och...
-Tak, och-odwracam wzrok zażenowany-W takim razie... Masz kogoś na oku?-najwidoczniej nie spodziewał się tego pytania, bo krztusi się herbatą, po czym rzuca mi przerażone spojrzenie-N-no nie wiem, może Tonks?
-C-co? Tonks? Skąd ci to przyszło do głowy, Harry?-jego oczy rozszerzają się w zaskoczeniu-Jesteśmy tylko przyjaciółmi!
-Jesteś pewien?-posyłam mu złośliwy uśmieszek, mając nadzieję, że uczucie ulgi jaką poczułem na tą wiadomość to nic wielkiego-Tonks chyba tak nie myśli.
-Nie?-pyta naiwnie, przypominając niewinne dziecko, przez co chichoczę.
-Naprawdę, Remi?-pytam z politowaniem-Ostatnio jak byliście w jednym pomieszczeniu rzuciła tekstem „Ale tu ciepło! Remusie jesteś taki gorący!"-udaję Tonks, mówiąc to.
-J-ja... Myślałem, że chodzi jej o temperaturę mojego ciała-mamrocze cicho wyraźnie zawstydzony-No wiesz, wilkołaki są cieplejsze.
Nagle w moim umyśle pojawia się dziwna myśl, która sprawia, że natychmiast poważnieję i prostuję się. Wbijam w Lunatyka zamyślony wzrok. Nie może być, prawda?
-R-Remus...-zaczynam niepewnie, a on wbija we mnie uważne spojrzenie-T-ty... Jesteś...? Um...
-Kim, Harry?
-Uch! N-nie, zapomnij-czuję, że rumieniec pojawia się na mojej twarzy.
-Dokończ, zaciekawiłeś mnie-nalega z dobrotliwym uśmieszkiem.
-Jesteś...?-biorę głęboki wdech-Jesteśprawiczkiem?-wyrzucam z siebie z szybkością światła.
Remus chwilę siedzi nieruchomo, a ja wbijam w niego nachalny wzrok. Powoli jakby dopiero zaczęło do niego docierać co powiedziałem jego policzki robią się czerwone. Kilka razy otwiera i zamyka usta, wyglądając jak ryba wyjęta z wody. Nagle wstaje od stołu i cofa się, rumieniąc się jeszcze bardziej.
-Nie odpowiem na to pytanie!-piszczy niczym dziewczyna i wybiega z pomieszczenia.
Mrugam powoli, wciąż wbijając wzrok w krzesło, na którym przed chwilą jeszcze siedział. Co. To Było? Na Merlina! Chowam twarz w dłoniach, czując, że zaraz spalę się ze wstydu. Jestem debilem! Po co w ogóle pytałem?! Idiota! Z niedowierzaniem zauważam, że moje usta same wyginają się w uśmiech. Remi jest prawiczkiem. Wydaję z siebie zrezygnowany jęk, gdy moje myśli nagle wypełniają się różnymi, dziwnymi rzeczami. Uderzam czołem w stół, mając nadzieję, że sprawi to, że mój umysł opróżni się z kosmatych myśli. Nie pomaga, a czoło zaczyna mnie boleć.
-Jestem debilem-fukam na siebie pod nosem.
Kolejną godzinę spędzam na wpychaniu sobie do ust ciasteczek. A ponieważ zrobiłem ich dwie blachy, mam przynajmniej co robić. Później robię sobie melisę i piję ją, wciąż jedząc ciastka. Gdy w końcu dociera do mnie, że Remus już dzisiaj nie zejdzie, zabieram swoją reklamówkę i idę do swojego pokoju. Chwilę wpatruję się w drzwi do pokoju Remusa, który jest naprzeciwko mojego, ale potrząsam głową i wchodzę do siebie. Wzdycham ciężko, wyjmując wszystkie przedmioty i układając je na szafce. Zabieram ze sobą żel pod prysznic i szampon i ruszam do łazienki. Tym razem kieruję się w kierunku wanny. Stukam różdżką w kran, a następnie w żel, który znika. Basen powoli napełnia się gorącą wodą o zapachu mleka i miodu. Szybko rozbieram się i wsuwam się do wody. Wzdycham zadowolony. Mini basen ma na sobie zaklęcia, które utrzymują temperaturę wody dopóki ktoś w niej przebywa, więc nie muszę się spieszyć. W rezultacie dopiero po godzinie zaczynam się myć. Przymykam oczy zrelaksowany jak chyba nigdy w życiu i natychmiast orientuję się, że to był błąd. Moje myśli znów wypełniają się podejrzanymi scenariuszami z Remusem w roli głównej. Z niechęcią patrzę na swoje krocze, dobrze wiedząc, że muszę coś z tym zrobić, bo zwlekanie wcale nie pomoże. Właściwie co kurde jest ze mną nie tak? Znaczy, Remi jest ideałem mężczyzny, ale jeśli mam wybierać to chyba wolałbym kogoś bardziej... agresywniejszego? W dodatku jest starszy. O wiele starszy. Kurwa, jest w wieku moich rodziców! No właśnie, moi rodzice! Co by pomyśleli sobie? Próbuję sobie to wyobrazić, ale idzie mi opornie. Lily pewnie nie byłaby zadowolona, już wcześniej nie przepadała za Remusem. A James? Uśmiecham się miękko. W końcu pewnie by się zgodzili. Wzdycham i owijam palce wokół mojej erekcji. Niemal nieświadomie przywołuję w pamięci obraz rumieniącego się Lunatyka i oddaję się fantazji. Wystarcza mi kilka ruchów, a moje ciało spina się w rozkoszy. Oddycham ciężko, obserwując swoją poplamioną dłoń. Agrh! Czuję się jakbym zbrukał niewinnego Remusa. Przepraszam, Remi. Przymykam oczy, rozmyślając.
Właściwie to dlaczego dopiero teraz? Znaczy już na trzecim roku uważałem, że Remus jest super, ale raczej nic poza tym. A przecież to był odpowiedni czas na te wszystkie dziecięce zauroczenia. W dodatku Lunatyk wytwarzał taką aurę bezpieczeństwa, która po prostu przyciągała. Może po prostu dorosłem? Chociaż czy nie powtarzają, że w wieku 15 lat hormony buzują i te sprawy? Remus jest najbliżej i widzę go najczęściej, może dlatego reaguję na jego widok? To by się zgadzało. Ach, głupie hormony. Poczekam aż mi przejdzie. W końcu za miesiąc wrócę do Hogwart'u i będzie mnie otaczać większa ilość osób. Tak, na pewno niedługo wszystko wróci do normy.
