Żebram o komentarze~!

~H~

W połowie sierpnia kończymy wszelkie prace nad domem. Z tej okazji zapraszamy wszystkich znajomych na „parapetówkę" czy coś w tym stylu. Niezręczność między mną a Remusem wciąż jest wyczuwalna, ale i tak jest lepiej niż wcześniej. Zaraz po tym incydencie Lunatyk cały dzień mnie unikał, więc jest duży postęp. Impreza została zaplanowana w weekend, by większość osób bez przeszkód mogła przyjść i się bawić. Remus wziął na siebie wysyłanie zaproszeń, więc jestem pewien, że na przyjęciu pojawi się wiele osób. Specjalnie w sobotę wstaję wcześniej, by przygotować jedzenie. Na szczęście z magią i podzielną uwagą dość szybko kończę. Rzucam jeszcze zaklęcia utrzymujące temperaturę i odrzucam swój zielony fartuch, który podarował mi Remus, chcąc chyba załagodzić nasze napięte relacje. Gdy wbiegam po schodach, Lunatyk, który właśnie schodzi wchodzi prawie na ścianę, by mnie nie dotknąć. Obdarzam go pełnym żalu spojrzeniem, ale nie zatrzymuję się. Właściwie nie staram się nawet odbudować naszych relacji. Dziwne myśli wciąż nie znikły, więc nie chcę obarczać wilkołaka swoim zachwianiem hormonów. Docieram do mojego pokoju i natychmiast udaję się do łazienki. Już po kilku minutach staję umyty przed powiększonym wnętrzem szafy. W tym tygodniu byłem na zakupach. Niestety sam, przez co nie sprawiało mi to aż takiej przyjemności. Na szczęście sprzedawca był bardzo pomocny i wybił mi z głowy kupowanie ubrań o trzy rozmiary większych. Po raz pierwszy w życiu miałem na sobie coś w moim rozmiarze i byłem niezmiernie zdziwiony uczuciem dopasowania. Niektóre z moich ciuchów, no dobra połowa, są tak ciasne, że wciąż mam wrażenie, że niemal stapiają się z moją skórą. Ale sprzedawca-młody chłopak ubrany bardzo modnie był zachwycony. W wielu wypadkach musiał mnie zmuszać do przymierzania różnych ubrań, ale nie żałuję tego. Ostatecznie przekonał go do kupna ich tekstem „O kurwa, jestem twardy". Oczywiście posiadam też luźniejsze ciuchy, które nosiłem do tej pory, ale dzisiaj pora to zmienić. Perwersyjny uśmiech sam pojawia się na mojej twarzy, gdy wyciągam spodnie z czarnej skóry. Doskonale pamiętam jak wspaniale układały się na moim tyłku, więc po prostu je ubieram. Chwilę przyglądam się koszulką, po czym wyciągam jedną-czarną ze szmaragdowym wzorem, która natychmiast po założeniu przylega do mojego torsu i podkreśla moją sylwetkę. Przeglądam się w lustrze powieszonym na drzwiach szafy i aż mruczę z zadowolenia. Jeszcze tylko rozczesuję swoje włosy i związuję je w niski kucyk wstążką. Szeroko uśmiecham się sam do siebie i zachwycony efektem wychodzę z pokoju. W brzuchu buszują mi motyle. Cichy głos podpowiada mi, że wystroiłem się dla konkretnej osoby, a ja się z nim nie sprzeczam. Cóż przedłużająca się cisza między mną a Remusem denerwuję mnie, a poza tym mam ochotę zobaczyć czy zobaczy we mnie mężczyznę czy po prostu dziecko. Wzdycham ciężko. Przed pełnią wszystko zaczęło się układać, ale odkąd Lunatyk wrócił z powrotem unika mnie jeszcze bardziej. Gdy brałem prysznic, goście musieli przybyć, bo z holu dociera do mnie szum rozmów. Kieruję się w tamtym kierunku, prostując się dumnie. Wychodzę zza rogu, a w moim umyśle pojawia się zuchwała prośba „Patrz na mnie, Remusie".

Jak na zawołanie nagle spoczywa na mnie wiele par oczu. Uśmiecham się szeroko, starając się odepchnąć od siebie niezręczność. Na przód wysuwa się Dumbledore w jasnofioletowej szacie, której kolor na chwilę mnie oślepia. Kiwa głową w górę, w kierunku złotych liter z mottem.

-Widzę, że wiele się tu zmieniło, chłopcze.

-Oczywiście, dyrektorze-z czułością spoglądam na napis „Toujours fidèle"-Podoba się panu?

-Ależ oczywiście, jednak czy nie żal było ci usuwać rodowe hasło Black'ów?-obdarza mnie dobrotliwym spojrzeniem, próbując wywołać we mnie wyrzuty sumienia.

-Ani trochę-rzucam mu twarde spojrzenie-Poza tym jestem głową rodu Black i mam prawo dowolnie zmieniać motto. To hasło-„Zawsze wierni"-jest uosobieniem Syriusza.

Przybyli zamierają jakby imię mojego ojca chrzestnego było zaklęciem. Pewnie uważali, że nie należy przy mnie wspominać o nim. Jakże ich zaskoczę. Uśmiecham się i wskazuję dłonią drzwi do kuchni.

-Zapraszam dalej.

Podaję dłoń na przywitanie kilku osobą, a gdy przychodzi kolej na Wesley'ów przytulam ich trochę sztywno, wciąż się do tego nie przyzwyczaiłem. Bliźniaki zaś gwiżdżą cicho na mój widok, a moje ego powiększa się.

-No, no, Harry,...

-...ale z ciebie ciacho!

Chichoczą i podążają za swoją rodziną. Wbijam wzrok w stojącego wciąż w tym samym miejscu Remusa. Z całych sił staram się nie uśmiechać. Lunatyk wpatruje się we mnie szeroko otwartymi oczyma i ustami. Jego bursztynowe oczy nabierają złocistego odcieniu, a rysy twarzy robią się drapieżne. Wyrażające pożądanie i zachwyt spojrzenie przesuwa się powoli po mojej sylwetce, a ja mam wrażenie, że zostawia za sobą palące ślady. Nie mogąc wytrzymać napięcia, wiję się pod jego wzrokiem. Z trudem łapię oddech, a moje policzki są całe czerwone, gdy Remus powoli podchodzi do mnie. Zatrzymuję się zaledwie kilka centymetrów ode mnie i mam wrażenie, że jakaś siła przyciąga mnie do niego. Pochyla się nade mną, a jego oczy są całe złote i ciemne od podniecenia. W moim umyśle panuję zamęt i już nie wiem czy jest to zwykłe zauroczenie czy jestem po uszy zakochany w wilkołaku. Remus wyciąga ramię i obejmuje mnie zaborczo w pasie, przyciągając do siebie. Drżę niekontrolowanie pod jego gorącymi dłońmi, a z mojego gardła wyrywa się zduszony jęk. Na ten nagły dźwięk Lunatyk jakby budzi się z transu i cofa się z przerażeniem wypisanym na twarzy.

-J-ja... Prze-przepraszam, Harry. Nie chciałem...

Nagła złość wybucha w moim wnętrzu i pcha mnie do przodu. Doskakuję do niego i chwytam mocno za przód koszuli. Szarpię go w dół, by zrównał się ze mną wzrostem. Patrzę mu ze wściekłością w oczy.

-Co jest z tobą nie tak, do kurwy nędzy?!-syczę przez zęby-Zamiast być po prostu sobą, kulisz się jak zbity szczeniak! Jesteś wilkiem, a nie pieprzoną chihuahuą!-złość wyparowuje, a zamiast niej pojawia się smutek-Dlaczego nie możesz być cały czas taki jak przed chwilą?-patrzę mu w oczy z bólem-Czy nie byłeś szczęśliwy?-puszczam go i odsuwam się-Bo ja byłem.

Zostawiam go wstrząśniętego i odpycham od siebie ponure myśli. Mam gości, więc później zastanowię się nad tym bagnem w jakie się wpakowałem. Biorę kilka uspokajających oddechów i wchodzę do kuchni. Uśmiech sam pojawia się na moich ustach, gdy zauważam panią Wesley, która nie wie czemu powinna się bliżej przyjrzeć. Dzięki uchwytowi na nadgarstku różdżka natychmiast znajduje się w mojej dłoni. Kilka machnięć, a potrawy pochowane w szafkach wylatują z nich i spoczywają na stole. Wszyscy obecni kierują na mnie wzrok.

-Nie krępujcie się i częstujcie się-uśmiecham się i sam również siadam na krześle.

Pani Wesley z iskierkami w oczach siada naprzeciwko mnie i pochyla się. Wygląda jakby ubyło jej kilku lat i znów była nastolatką.

-Sam to wszystko zrobiłeś, Kochaneczku? Wygląda wspaniale!

-Niech się pani częstuje, pani Wesley-rzucam jej szeroki uśmiech-Obiecuję, że smakuje równie dobrze jak wygląda.

Wszyscy są tak zajęci, że nikt nie zauważa wślizgującego się Remusa. Prawie nikt. Mam ochotę zgromić zapatrzoną w niego Tonks wzrokiem, ale udaję mi się powstrzymać. Lunatyk wydaje się być mocno zamyślony, a ja mogę mieć tylko nadzieję, że w końcu zacznie być sobą całkowicie. A jak nadal chce być ofiarą to proszę bardzo, przecież nie będę go powstrzymywał. Obiad mija w pozytywnym nastroju, a gdy wszyscy zaspokajają głód, przychodzi czas na rozmowy.

-Tu jest świetnie, Harry! Nawet nie przypomina tego Grimmauld Place 12 sprzed dwóch miesięcy!-Hermiona kiwa energicznie głową, jednocześnie rozglądając się, co wygląda komicznie.

-Oczywiście-aż puszę się z dumy-Razem z Remusem włożyliśmy w nasz dom dużo pracy.

-Wasz dom?-Tonks dopytuje się, a ja już wiem, że zwęszyła niebezpieczeństwo-Czy Syriusz nie zostawił go tobie?

-Tak zrobił-odpowiadam, dostrzegając, że Remi przysłuchuje się nam i wygląda na zasmuconego-Jestem jednak pewien, że Remus był dla niego równie ważny co ja-staram się wyglądać niewinnie, ale w duchu śmieję się złośliwie-Uczyniłem go członkiem rodu zarówno Black'ów jak i Potter'ów.

Nagle rozmowy przy stole urywają się i wszyscy wbijają we mnie swoje oczy. Tonks wygląda na zszokowaną, a głęboko w jej oczach dostrzegam gorycz porażki. Kąciki moich ust drgają w uśmiechu, co zauważa, przez co mruży oczy. Każdy inteligentny osobnik wiedziałby, że w tej sytuacji są dwa wyjścia-uznanie porażki albo ze względu na nowe korzyści staranie się mocniej. Nie jestem pewien czy Tonks wybrała drugą opcje czy po prostu jest tępa, ale nie wygląda jakby miała się poddać. No cóż, jeśli Remi nie zacznie żyć pełnią życia to może go sobie brać. Nie mam zamiaru oglądać się za wrakiem człowieka.

-To...-odzywa się Dumbledore powoli, a ja już wiem, że zamierza coś palnąć-...bardzo szlachetne z twojej strony, mój drogi chłopcze.

Szybkie spojrzenie na Remusa potwierdza moje przypuszczenia. Wygląda jakby dostał w twarz od przyjaciela. Jego bursztynowe oczy są szeroko otwarte i pełne smutku, żalu i bólu. Splatam ze sobą palce i przechylam głowę w bok z uśmiechem. W moim wnętrzu panuje zimna furia, ale nie daję nic sobie poznać, poza lodowatym spojrzeniem.

-Ależ nie, panie dyrektorze-zaprzeczam uprzejmie-Nie zrobiłem tego dla Remusa-prostuję się i opieram o krzesło nonszalancko-Zapewne pan wie, że jestem po prostu chciwy-wzruszam ramionami dla potwierdzenia moich słów-Chciałem mieć Remusa, więc uczyniłem go swoim bez pytania o zgodę. Kierowały mną tylko i wyłącznie egoistyczne pobudki.

Natychmiast dostrzegam reakcje Dumbledore'a. Dosłownie na sekundę jego spojrzenie staje się zimne niczym lód. Wygrałem, starcze. Z aroganckim uśmieszkiem rozglądam się po zebranych. Hermiona, Tonks i pani Wesley wyglądają jakby byli zszokowani i dotknięci moim wyznaniem. Pan Wesley wygląda na niepewnego, ale uśmiecha się delikatnie. Ron nie wygląda na zaskoczonego i gdy zerkam na niego, mruga do mnie przyjaźnie. Bliźniacy szczerzą się do siebie i chichoczą pod nosami. Moody uśmiecha się tajemniczo i wygląda na zadowolonego. Remus za to wpatruje się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Powoli wstaję, przerywając nastałą ciszę.

-Chciałbym wam pokazać coś jeszcze.

Wszyscy posłusznie wstają i podążają za mną do salonu. Serce bije mi szybciej na myśl o tym, co mam zamiar zrobić. Czekam aż każdy znajdzie sobie trochę miejsca i unoszę różdżkę. Nad kominkiem wisi znaleziony w skrytce portret Syriusza wiąż nieprzebudzony. Stukam w niego i z napięciem obserwuję.

Na początku nie dzieje się nic. Dopiero po kilku długich sekundach zza ramy zaczynają wstawać ciemne kosmyki. Syriusz wychyla się niepewnie, a gdy mnie zauważa, z uśmiechem podchodzi do krzesła i siada na nim. Wpatruję się w niego z pustką w głowie. Och, Merlinie, Syriusz. Czuję jak łzy napływają mi do oczu, ale nie pozwalam im wydostać się. Uśmiecham się czule. Syriusz wygląda trochę lepiej niż, gdy go widziałem po raz ostatni. Ciuchy nie wiszą na nim i wyglądają na nowe i wytworne. Włosy wciąż ma rozpuszczone, ale nie skołtunione. Jego szare oczy lśnią swoją zwyczajową radością.

-Witaj, Harry-odzywa się pierwszy, a serce opada mi aż do kolan na dźwięk jego głosu.

-Cześć-odpowiadam miękko.

-Dobrze wyglądasz, Szczeniaku-uśmiecha się czule, lustrując mnie wzrokiem, po czym rozgląda się po pomieszczeniu-Cześć wszystkim-macha do nich, a następnie ogląda pokój-Gdzie jesteśmy, Harry?

-W domu-odpowiadam natychmiast i uśmiecham się zażenowany pod roześmianym wzrokiem Black'a-W twoim domu-tym razem na jego twarzy pojawia się niedowierzanie.

-To niemożliwe, Szczeniaku-już wiem, że dobrze zrobiłem, że poczekałem z budzeniem go do końca remontu-U mnie nie ma takiego pomieszczenia.

-Nie było-poprawiam go-Teraz już jest. Twój portret wisi nad kominkiem-informuję go.

-N-naprawdę?-mruga zaskoczony-Czy nie wisiał tam portret mojego ojca?

-Tak, wisiał-przyznaję, przypominając sobie milczącego staruszka-Ale teraz wisisz tu ty.

-Zmieniłeś to miejsce w dom-stwierdza po prostu, a ja kiwam głową-To dobrze, Szczeniaku. Ja nie potrafiłem tego zrobić, ale tobie się udało. Jestem z ciebie dumny, Harry.

Nie wiem ile patrzymy sobie w oczy, ale w końcu spojrzenie Syriusza zbacza w bok i wiem, że obserwuje Remusa. Jego oczy błyszczą i wygląda jakby chciał przytulić starego przyjaciela.

-Luniaczku, co to za smutna mina, hm?

-Łapo, ja...-głos Remusa rozbrzmiewa tuż obok mnie, ale nie patrzę na niego.

-Nic już nie mów-przerywa mu łagodnie-Wszystko jest w porządku. Ach!-nagle podskakuje i wlepia w niego pełne winy oczy-Na Merlina! Zapomniałem zmienić swój testament!

Dopiero teraz zerkam na wilkołaka i uśmiecham się na widok jego niepewnej miny. Wymieniam z Syriuszem znaczące spojrzenie.

-Grimmauld Place 12 należy do mnie i do Remusa, prawda?

-Tak, tak! Wybacz, Lunatyku, całkiem wyleciało mi z głowy!-rzuca mu przepraszające spojrzenie, które poważnieje, gdy dostrzega pierścień na jego palcu-Och?

-Uczyniłem Remusa Black'iem-mówię po prostu, nie kryjąc zadowolenia.

-Naprawdę?-oczy Łapy wydają się błyszczeć wręcz z zachwytu-Potter'ów też?-kiwam mu głową, a on aż podskakuje radośnie-Haha! To świetnie!-chyba dostrzega moją niepewność, bo uspokaja się-Nie wiesz co to oznacza, prawda?-potakuję, a on nachyla się-Jest członkiem dwóch starożytnych i potężnych rodów. Jak myślisz, co może mu zrobić Ministerstwo?-marszczę brwi w niezrozumieniu-W końcu jest wilkołakiem.

-Uch?-nic nie przychodzi mi do głowy.

-Mogą mu naskoczyć!-Syriusz śmieje się zachwycony-Mógłby zostać samym Ministrem, a oni nic nie mogą z tym zrobić!

Radosne, trzepoczące uczucie ogarnia moje serce i sam uśmiecham się szeroko. Teraz Remi może być kimkolwiek zechce. Już nie musi przyjmować litościwych ofert pracy, które dają znikome zarobki. Już nikt nie ma prawa traktować go gorzej.

-Ach-Łapa ziewa nagle przeciągle-Wybacz mi, Szczeniaku, ale to bardziej męczące niż na to wygląda. Pozwólcie, że pójdę odpocząć-wstaje i wychodzi poza ramy obrazu.

Siadam ciężko na jednym z ogromnych foteli, a już minute później Ron wpycha się obok mnie. Rzuca mi szeroki uśmiech.

-Kawał dobrej roboty, stary-kiwa głową z uznaniem-Tu jest świetnie.

-Możesz zostawać kiedy chcesz-zapewniam go, opierając głowę na jego ramieniu ze zmęczeniem.

-Dzięki, stary.

Między nami zapada komfortowa cisza. Ron zmienił się na lepsze, zresztą tak jak i ja. Zaskakujące, że dogadujemy się jeszcze lepiej niż wcześniej. Znudzony obserwuję wszystkich po kolei. Marszczę brwi, widząc, że Dumbledore nagle dosiada się do Remusa. Wstaję i rzucam Ronowi przepraszające spojrzenia, na które kiwa mi tylko głową ze zrozumieniem. Podkradam się do nich, by słyszeć o czym rozmawiają.

-Ach, Remusie, słyszałem, że szukasz pracy-zaczyna z dobrotliwym uśmiechem, a ja aż gotuję się w środku.

-To prawda, dyrektorze-kiwa smutno głową-Masz już nauczyciela OPCM-u?-pyta z nadzieją.

-Tak się składa, że nie znalazłem nikogo-odpowiada z zadowoleniem-Nie masz ochoty znów nauczać?

-Z przyjemnością, dyrektorze!

Opieram się o oparcie kanapy między nimi, ze znudzeniem przyglądając się swoim paznokciom. Zerkam na Dembledore'a zimno, a do Remusa się uśmiecham.

-Och? Remus znów będzie nauczycielem?

-Nie ładnie podsłuchiwać, Harry-Remi karci mnie, ale ignoruję go.

-Oczywiście jego pensja będzie normalna, prawda?-uśmiecham się złośliwie do zdenerwowanego dyrektora.

-Ależ, mój chłopcze, nie mogę-kiwa głową ze smutkiem-Ministerstwo nalega.

-Spokojnie, dyrektorze-prostuję się i wbijam w niego lodowaty wzrok-Jeśli będą sprawiali problemy, sam się tym zajmę. Sprawdzę czy wynagrodzenie Remusa jest odpowiednie-ostrzegam go.

-Odpowiednie, mój chłopcze?

-Wyższe niż to profesor Sprout, a niższe profesora Snape'a. Sprawdzę-powtarzam i odchodzę zadowolony.

Niedługo potem goście zaczynają się zbierać. Tonks ociąga się wyraźnie, ale rzucam jej złośliwy uśmieszek i oburzona wychodzi. Odwracam się i zauważam, że Remus opiera się o ścianę w cieniu i przygląda mi się uważnie. Przekręcam głowę w bok i patrzę na niego pytająco. Powoli odpycha się od kamieni i podchodzi do mnie. Drapie się w kark zażenowany.

-Um, Harry, słuchaj... J-ja... Chcę się zmienić, ale nie wiem jak-przyznaje cicho zawstydzony.

Uśmiecham się delikatnie i kładę mu dłoń na ramieniu w pocieszeniu. Iskra przeskakuje między naszymi ciałami i nagle atmosfera robi się cięższa. Niemal nie zdając sobie z tego sprawy, zbliżam się do niego tak, że dzieli nas kilka centymetrów.

-Nie chcę żebyś się zmieniał-z jakiegoś powodu szepczę-Chcę żebyś był sobą.

-Nie wiem jak-Remus również schodzi do szeptu-Nigdy tego nie robiłem.

-To przecież nic trudnego-mój wzrok zatrzymuje się na ustach Remusa-Musisz robić tylko to, na co masz ochotę.

-Ale...-nachyla się nade mną, a nasze usta dzielą może ze dwa centymetry-...mogę kogoś skrzywdzić.

-Nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz-mówię szybko.

W następnej sekundzie nasze usta stykają się. Remus powoli bada na ile może sobie sobie pozwolić, a gdy zarzucam mu ramiona na szyję, wydaje z siebie przeciągłe warknięcie. Unoszę powieki, które nie wiem kiedy opuściłem i patrzę mu w oczy. Jego tęczówki od zewnątrz do połowy są złote. Drżę, czując jak obejmuje mnie zaborczo w pasie i przyciąga bliżej. Delikatnie gryzie moją dolną wargę, a ja z jękiem otwieram usta. Język Remusa jest gorący i sprawia, że mój umysł staje się czystą kartką. Drażni się ze mną, splatając nasze języki w namiętnym tańcu. Nie przerywając pocałunku, przesuwa dłońmi po moich plecach, a jego dotyk zostawia płonące ślady na moim ciele Zsuwa je niżej, a ja ledwo zauważam, że z kącików ust spływają mi strużki śliny. Język rozkosznie mi drętwieje, ale nie chcę przerywać. Głośny jęk wyrywa się z mojego gardła, gdy nagle duże dłonie Lunatyka zaciskają się na moich pośladkach. Erekcja nieznośnie pulsuje mi w spodniach, więc ocieram się o wilkołaka. Mruczy z zadowoleniem i dociska nasze biodra bliżej. Skamlę cicho, gdy wyczuwam jego podniecenie tuż przy moim. Kręcę tyłkiem, czując się tak wspaniale jak jeszcze nigdy. Palce Remusa ściskają i masują moje pośladki, sprawiając, że mam ochotę wić się pod jego dotykiem, co robię. Ocieram się o niego, a jego ciche warknięcia tylko jeszcze bardziej mnie nakręcają. Nasze ciała niemal się stapiają tak blisko jesteśmy, a wciąż staramy się przybliżyć. Ciężko mi się oddycha od żądzy, którą odczuwam. Zdejmuję swoje ramiona z jego karku i wsuwam dłonie pod jego koszule. Niecierpliwie szarpię za materiał, a guziki rozsypują się po podłodze. Z zadowoleniem przesuwam palcami do brzuchu i torsie Remusa. Wyczuwam jego żelazne mięśnie i wewnętrzną siłę. Drapię go, czując nagłą chęć oznaczenia go. Mruczy z aprobatą i odrywa się ode mnie. Szczęka mnie boli od całowania się, ale fukam z niezadowoleniem, gdy przerywa. Zmrużonymi oczyma obserwuję go. Jego całkowicie złote oczy lśnią w półmroku i wiem, że stoi przede mną prawdziwy Remus-człowiek i wilk. Zbliża się ponownie z pomrukiem. Chcę odnaleźć jego usta, ale robi unik i zlizuje z mojej szczęki strużkę śliny. Odchylam głowę w tył, pozwalając mu zejść niżej na moją szyję. Kręcę niecierpliwie biodrami i czuję jak delikatnie chwyta zębami skórę na moim karku z ostrzegawczym warknięciem. Powinno mnie to przestraszyć, ale jedynie podnieca jeszcze bardziej. Dominujący, agresywny Remus jest taki seksowny. Wzdycham zadowolony, czując jak kąsa, liże i całuje moją szyję. Przesuwam dłonie na jego plecy i wbijam w nie palce z rozkoszy. Na mokrej skórze wyczuwam jego ciężki oddech i wiem, że równie mocno co ja pragnie spełnienia. Unoszę prawą nogę i zahaczam ją o jego biodro. Natychmiast idzie mi z pomocą i jedną dłonią chwyta mnie za udo, bym nie musiał się wysilać, utrzymując tę pozycję. Drugą wciąż maca mój tyłek i mam wrażenie, że chce poznać jego kształt na pamięć. Nasze penisy ocierają się o siebie mocno i nawet przed materiały spodni wyczuwam jak twardy jest. Poruszam biodrami, sprawiając nam przyjemność, gdy Remus liże moje obojczyki. Zupełnie nagle nadchodzi orgazm. Odrzucam głowę w tył i krzyczę głośno, drżąc z przyjemności. W kółko powtarzam imię Remusa jakby było zaklęciem, a on tylko mruczy z zadowolenia, co ledwo rejestruję. Łapię szybko oddech i z trudem otwieram oczy. Głowa Remusa spoczywa na mojej piersi, a on sam drży niekontrolowanie. Jak przez mgłę orientuję się, że czuję niewielki ból tam, gdzie Lunatyk lizał mnie przed chwilą. Nie muszę nawet patrzeć, by wiedzieć, że mnie ugryzł. Gdy odzyskuje kontrole, prostuje się i patrzy mi w oczy, oblizując wargi z mojej krwi. Klepie mnie w tyłek, zmuszając do podskoku. Łapie mnie za pośladki, a ja oplatam go nogami w pasie. Kładę mu głowę na ramieniu i składam mokre pocałunki na szyi. Ledwo kontaktuję, ale czuję, że gdzieś mnie niesie. Trzask zamykanych drzwi sprawia, że otwieram z trudem oczy. Nie poznaję tego pokoju, co oznacza tylko jedno-jesteśmy w pokoju Remusa. Ostrożnie kładzie mnie na swoim łóżku i patrzę mu w oczy, myśląc, że wrócił do swojej ludzkiej wersji. Jest jednak przeciwnie, co bardzo mnie cieszy. Jego tęczówki nadal są całe złote. Wiję się na jego pościeli, czując się wyjątkowo na miejscu, a Remi obserwuje mnie z zachwytem. Nakrywa mnie swoim ciałem i obraca nas tak, że to ja leżę na nim. Wtulam twarz w jego obojczyki i przymykam oczy, pozwalając mu na całowanie mojego policzka, ucha i szyi. Wzdycham zadowolony. Zanim zasypiam w moim umyśle pojawia się myśl, że to nie jest zwykłe zauroczenie. Wpadłem po uszy.