Nie mam już pojęcia jak zachęcić Was do komentowania. Proszę Was! Statystyki nie powiedzą mi, co im się podoba.

~S~

Severus obrzucił swojego gościa niechętnym spojrzeniem. Lupin już od godziny zalegał na jego kanapie, popijając herbatkę i bredząc o ładnej pogodzie. Nie żeby Snape miał coś przeciwko jego obecności, ale przecież musiał utrzymywać pozory. Inaczej zaczną krążyć plotki, że mięknie. W obecności wilkołaka zrelaksował się, co nawet jego samego dziwiło. W końcu nie miał specjalnie przyjemnych wspomnień ze spotkań z osobnikami tej rasy. A mimo to czuł się dobrze, siedząc tak naprzeciwko Remusa. Tyle że ten był jakiś dziwny. Wyraźnie czegoś od niego chciał, ale wciąż nie zdradził co dokładnie. Lupin był raczej prosty i bezpośredni, więc niepokoiło go to. Mimo dokładnie trzydziestu ośmiu złośliwych uwag, wciąż spokojnie popijał herbatę.

- Dobra, Lupin – warknął w końcu mocno zirytowany i zaciekawiony – Czego ode mnie chcesz?

Remus uśmiechnął się uprzejmie i wziął jeszcze jeden łyk napoju. Severus był bliski wyrwania mu filiżanki i zmuszenia do gadania. W końcu drugi nauczyciel jednak odłożył naczynie na stolik i odchrząknął. Jego oczy błyszczały złośliwie i bardzo irytowało to Mistrza Eliksirów.

- Wiem, że nikt nie jest tak spostrzegawczy jak ty, Severusie – Snape posłał mu sceptyczne spojrzenie, mimo że poczuł się miło połechtany – Dlatego to do ciebie przyszedłem z tą niezwykle ważną sprawą – na jego twarzy pojawiła się powaga.

On również spoważniał natychmiast. Mimo wszystko Severus lubił wyzwania i trudne zadania. Były one w pewnym sensie testem jego umiejętności, a on jak nikt inny lubił się sprawdzać.

- Streszczaj się, Lupin.

- Zapewne znasz Alex'a Lestrange'a, prawda? – pokiwał głową w odpowiedzi – Słyszałem, że spotyka się z kimś, ale nikt nie wie z kim.

- Potter nie wie? – Snape zmarszczył brwi; oczekiwał czegoś innego, ale ta sprawa również była ciekawa, przynajmniej na tyle by się nią zainteresował.

- Harry nic nie wie na ten temat.

- Dlaczego chcesz to wiedzieć? – Mistrz Eliksirów ułożył się wygodnie w fotelu i obrzucił Remusa badawczym spojrzeniem – Myślisz, że może zaszkodzić Potter'owi?

- Nie, nie – zaprotestował natychmiast – Jestem pewien, że Alex nigdy by nie zranił Harry'ego. Chodzi o coś całkiem innego.

- O co takiego?

- Harry zaprosił Alex'a na święta – splótł palce i wahał się przez chwilę jakby nie był pewien czy powinien to mówić – Myślę, że Harry byłby niepocieszony, gdyby Alex zostawił kogoś bliskiego i całe święta był smutny. Może moglibyśmy zaprosić również jego.

- Lupin, ty idioto – warknął Severus zły – Zamierzasz sprowadzić do Grimmauld Place 12 kogoś obcego? Czyś ty kompletnie zwariował?!

- Dlatego chciałbym wiedzieć kto to jest – Lupin uśmiechnął się przepraszająco, na co Snape prychnął – Sprawdził bym go i upewnił się, że jest nieszkodliwy.

- Skąd w ogóle pomysł, że Lestrange ma kogoś bliskiego?

- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, Severusie, że nie zauważyłeś tego rozmarzonego spojrzenia? – Remus zmierzył go wzrokiem z niedowierzaniem.

Mistrz Eliksirów aż zmarszczył brwi. Nie zauważył niczego takiego. To mógł być podstęp. Zerknął na Lupina podejrzliwie. Nie, ten idiota nie byłby w stanie go oszukać. W takim razie naprawdę nie zauważył, że młody puchon chodzi z głową w chmurach. Miał aż tak małe doświadczenie w miłości, że nie rozpoznał jej objawów? A może jego zmysły tępiły się? Tak czy siak, musiał to sprawdzić. Już on znajdzie tego lowelasa Lestrange'a. A to dziwne uczucie złości nie ma z tym nic wspólnego.

~H~

Drzwi Wielkiej Sali otwierają się gładko, a ja rzucam Ronowi szybkie spojrzenie. Są ciężkie, ale nie na tyle, że nie dałbym rady ich otworzyć. Jednak rudzielec sprawia wrażenie jakby otwieranie ich nie było żadnym wyzwaniem. Przenoszę wzrok w głąb pomieszczenia i nabieramochoty na wrócenie się. Oczywiście, wszyscy uczniowie gapili się na nas nachalnie. Wieść, że Hermiona przenosi się do Beauxbatons obiegła szkołę pewnie ze trzy razy, a teraz chcą się upewnić, że to prawda. Odszukuję wzrokiem Alex'a siedzącego przy stole swojego domu. Obserwuje mnie zaniepokojony, więc posyłam mu ponury uśmiech. Ron ignorując nagłe zainteresowanie swoją osobą, podszedł do stołu Gryffindor'u i usiadł spokojnie. Nie ruszyłem za nim. Najpierw skierowałem się w kierunku Alex'a, który widząc, że zmierzam w jego stronę, starał się udawać, że wcale na mnie nie patrzył. Zatrzymuję się obok i czekam aż podniesie głowę w górę. Wtedy kładę mu dłoń na włosach i czochram je. Poruszam ustami, ale nic nie mówię. Jego oczy nabierają miękkiego wyrazu i uśmiecha się do mnie smutno.

- Nie przepraszaj – odpowiada cichutko.

Kiwa mi głową, więc spokojniejszy idę w ślady Rona, który już w najlepsze je śniadanie. Jem mało, gardło mam zaciśnięte i ciężko mi przełykać. Jesteś głupi, Potter. Zepnij poślady i przestań się nad sobą użalać! Uwaga mentalnego Snape'a pomaga mi i wreszcie mogę skierować myśli na inne tory. Ogarnia mnie dziwne uczucie, że coś pominąłem. Że czegoś nie zauważyłem. Zaniepokojony pozwalam swojej magii wypełnić dyskretnie pomieszczenie. Kątem oka dostrzegam, że Snape spiął się nagle i rzucił mi uważne spojrzenie. Następnie zlustrował uczniów swoim morderczym wzrokiem. Remus wyprostował się jak struna i wlepił swoje bursztynowo-złote spojrzenie we mnie. Uśmiechnąłem się do niego uspokajająco, ale nadal wydawał się zaniepokojony. Nawet z tej odległości dostrzegam, że jego oczy robią się jeszcze bardziej złociste. Najwyraźniej używa swoich wilczych zdolności. Marszczę brwi zaskoczony. Interesujące. Ron szturcha mnie łokciem i podsuwa talerz z tostem. Nasze spojrzenia spotykają się na chwilę, ale to wystarczy bym wiedział o czym myśli. On także wyczuwa moją magię. Bardzo interesujące. Nie żebym umniejszał jego umiejętności, ale Ron nie jest aż tak silny magicznie, by wyczuwać takie rzeczy. Szczególnie, że spędzam z nim tyle czasu, że moja magia jest dla niego tak naturalna jak powietrze. A tymczasem taka McGonagall nawet nie drgnęła i nadal popija swoją herbatę. Przenoszę spojrzenie na Alex'a. Wygląda normalnie i już mam ochotę zrezygnować z badania Wielkiej Sali, ale zauważam coś. Prawą rękę ma ułożoną tak, by w razie potrzeby szybko wyciągnąć różdżkę. W takim razie on również to wyczuwa. Czyżby Dwunastu mogło wyczuć moją magię, a przez nią moje emocje? Jeśli tak, to może ułatwić mi ich szukanie. A przynajmniej upewnianie się czy ci, których biorę za rodzinę naprawdę nią są. Zafascynowany tym odkryciem wlepiam wzrok w stół Slytherin'u i natychmiast natykam się na spojrzenie Malfoy'a.

- Co się gapisz, Potter?! – woła przez Wielką Salę, burząc napiętą atmosferę.

- Sprawdzam twoją spostrzegawczość, Malfoy – wzruszam ramionami, uśmiechając się jak debil.

- Nie musisz. Z moją spostrzegawczością wszystko dobrze – rzuca mi złośliwe spojrzenie.

Zabini siedzący obok niego odwraca się i unosi brew na nasze przekomarzanie. Macham do niego, a on przewraca oczami i wraca do swojego śniadania. Cichy śmiech zwraca moją uwagę. To Luna chichocze, trzymając szklankę z sokiem. Mentalnie wzruszam ramionami. Pewnie przypomniało jej się coś śmiesznego albo ma dobry dzień. Jednak nagle odwraca głowę i nadal się śmiejąc, patrzy mi prosto w oczy. Nie ma swojego marzycielskiego wyrazu twarzy, więc jest całkowicie przytomna.

- Przestań, Harry! To łaskocze!

Uczniowie rzucają jej dziwne spojrzenia. W końcu dzieli nas dobre kilkadziesiąt metrów, a ona każe mi przestać ją łaskotać. Sam chwilę czuję jak czerwone „error" wyświetla mi się w mózgu. A później wszystkie elementy układanki wskakują na swoje miejsce. Na Merlina, Luna! Że też nie wpadłem na to wcześniej! Była ze mną tam, więc jak mogłem nawet o tym nie pomyśleć? Uśmiecham się do niej zawstydzony swoją powolnością.

- Wybacz, Luna. Już nie będę.

Czy to ją wyczuwałem? I tak i nie. Jest coś jeszcze, ale nie mam pojęcia co. Czuję pierwsze ukłucie bólu w skroniach, więc zawracam swoją magię. Utrzymywanie jej na taką odległość jest męczące, już nie mówiąc o trzymanie jej w ryzach. Inaczej mogłaby zacząć szaleć i niszczyć. Odpuszczam sobie szukanie tej nowości. Mam wrażenie, że nie jest to nic złego, więc nie muszę tego wiedzieć natychmiast, nie? Poza tym przydałyby mi się wakacje. Czy ferie nie mogą nadejść wcześniej? Wzdycham ciężko. Do ferii jeszcze daleko, a ja wciąż mam do załatwienia wiele spraw. Po pierwsze: porozmawiać z Luną. Co trudne raczej nie jest.

Zarówno Ron jak i ja nie lubimy się spieszyć ze śniadaniem czy jakimkolwiek innym posiłkiem, więc nie spieszymy się. Nie spuszczam Luny z oczu. Ona również je powoli, a właściwie to pije sok dyniowy. W końcu opróżnia całą szklankę i wstaje od stołu. Chwilę stoi i patrzy na ścianę, po czym odwraca się, wolnym krokiem ruszając do wyjścia. Zrywam się z krzesła i klepię Rona w ramię. Rudzielec kiwa tylko głową zbyt zajęty przeżuwaniem omletu, by mi odpowiedzieć. Wybiegam przed drzwi i rozglądam się szybko. W którą stronę mogła pójść Luna?

- Harry! – odwracam głowę, by spojrzeć na krukonkę opierającą się o ścianę tuż obok wejścia do Wielkiej Sali.

Podchodzę do niej i zatrzymuję się bardzo blisko, naruszając jej przestrzeń osobistą. Szukam w jej twarzy i oczach jakiejś oznaki – czegoś nowego. Nic takiego jednak nie znajduję. Luna dalej jest Luną i najwyraźniej nawet przepowiednia o Dwunastu tego nie zmieniła. To dobrze. Czy to nie oznacza, że już wcześniej nie była częścią mojej rodziny? A jednak czuję się źle. Która jest Luna? Jak dawno temu stała się jedną z Dwunastu? Nawet nie wiem od czego zacząć!

- Luna, ja…

- Spokojnie, Harry. Nie gniewam się – uśmiecha się do mnie rozmarzona.

Oczywiście, że się nie gniewa. Właśnie taka jest Luna. Uczniowie chowają jej buty czy książki, a ona po prostu ich szuka. Tak jakby dla niej złość nie miałaby sensu. Nie jestem pewny czy to dobrze, ale tak już jest. A ja nie chcę jej zmieniać.

- Kiedy…?

- Miałam sen – przymyka oczy jakby przypominała sobie każdy szczegół nocnej mary – Byłeś tam, Harry. Powiedziałeś, że jestem Szóstą.

- Powiedziałem? – mamroczę zaskoczony, że również w takiej formie mogą pojawić się przepowiednie.

- Tak, i że to będzie zabawne – przekrzywia głowę na bok, a jej usta wykrzywiają się w miękki uśmiech – Było.

Wyciągam ramiona i obejmuję Lunę ostrożnie. Na początku oboje stoimy niezręcznie w miejscu, ale już po chwili czarodziejka przysuwa się bliżej i również mnie przytula. Wciska głowę w moją pierś i nie mogę powstrzymać skojarzenia, że wygląda jak mały kurczak. Ciche chrząknięcie wyrywa mnie z myśli o jasnych włosach Luny. Nie rozluźniając chwytu, patrzę w tamtym kierunku. Zaledwie kilka metrów od nas stoi Remi, który przed chwilą musiał wyjść z Wielkiej Sali. Wpatruje się w nas swoimi bursztynowo-złotymi oczyma, a mi robi się cieplej na ich widok. Jest naprawdę przystojny i nic na to nie poradzę! Tak, tak, Potter. Po prostu oszalałeś na jego punkcie, przyznaj się! Mentalny Snape jak zwykle trafia w samo sedno. A niech cię, moja podświadomości! Luna porusza się lekko i wygląda zza mojego ramienia.

- Nie martw się, Remusie. Nie sądzę, żeby Harry był w stanie przytulić kogoś w taki sam sposób jak ciebie.

Reakcja jest natychmiastowa. Rysy twarzy Remi'ego łagodnieją i wygląda na winnego. Mam ochotę się roześmiać z jego miny. Naprawdę był zazdrosny! A zazdrosny Remi to przytulaśny Remi! Do boju, Potter! Opuszczam ramiona i rzucam Lunie ostatnie spojrzenie. Uśmiecha się do mnie na pożegnanie i odchodzi w swoją stronę. Ja zaś podchodzę do Remusa, który zdążył już zrobić swoją nafochaną minę. Tykam go w ramię, a on fuka cicho.

- Jesteś zazdrosny~ - nucę zachwycony tym odkryciem.

W odpowiedzi mój mężczyzna tylko warczy sfrustrowany i chwyta mnie za nadgarstek. Zaczyna mnie ciągnąć w zupełnie przeciwną stronę niż ta, w którą poszła Luna. W końcu zatrzymuje się i wpycha mnie za jakieś drzwi. Ledwo łapię równowagę, a już zostaję przyciśnięty do ściany nieużywanej klasy. Remus góruje nade mną, a jego oczy błyszczą złotem. Uchylam usta, nie mogąc się doczekać aż mnie pocałuje. Obserwuje mnie uważnie, więc by go podrażnić oblizuję wargi. Remus nachyla się w moim kierunku i muska delikatnie moje usta, po czym cofa się kawałek. Zły za przedłużanie oczekiwania chwytam go za przód koszuli i zmuszam do pochylenia się, wpijając się w jego wargi. Zadowolony wyczuwam, że Remi oddaje pocałunki. W następnej chwili moje myśli zaczynają wirować i robi mi się gorąco. Mój kochany wilk nie jest namiętny z powodu zazdrości. Jego tęczówki są w pełni złote, a do głosu najwyraźniej doszedł jego instynkt. Mruczę zachwycony tym zjawiskiem i odrywam się od jego zachłannych ust. Lunatyk przesuwa nosem po moim policzku i zatrzymuje się na mojej szyi, którą zaczyna kąsać. Rozkoszny dreszcz przechodzi przez całe moje ciało, a ja mam wrażenie, że zaraz się roztopię. Remus rzadko kiedy aż tak traci kontrolę, więc muszę się tym nacieszyć. Nie żeby zwykły Remi był zły, bo to nie tak! Jednak wtedy skupiał się, by nie dać swojemu wilkowi zbyt wiele swobody i jednocześnie wciąż boi się, że może mi zrobić krzywdę. Za to wilczemu Remi'emu bardziej zależy na tym, bym znalazł się jak najbliżej niego, co idealnie mi pasowało. Przechylam głowę na bok, by Remus miał większe pole do popisu, a sam skupiam się na guzikach jego koszuli. W końcu same się nie rozepną. Szybko sobie z nimi radzę i z westchnieniem obejmuję swojego chłopaka w pasie, sunąc dłońmi po jego plecach. Ten zaś odrywa się od mojego karku i mruczy mi cicho do ucha, by po chwili je przygryźć. Chichot sam mi się wyrywa, gdy jego język wślizguje się do środka. Rezygnuję z gładzenia delikatnie jego skóry i przesuwam po niej paznokciami. Unoszę głowę i przykładam usta do gardła pochylającego się nade mną Remusa. Czuję wibracje, które powstają w wyniku jego mruczenia. Zadowolony, że sprawiam mu przyjemność przechodzę z całowania do kąsania. Mam wrażenie, że Remi zaczyna górować nade mną jeszcze bardziej i mgliście orientuję się, że być może chce podkreślić swoją dominację. Głupi Remi. Tak jakbym kiedykolwiek narzekał na swoją rolę w związku! I nie chodzi mi tu bynajmniej o rolę kobiecą, co to, to nie! Obaj jesteśmy mężczyznami i nic tego nie zmieni, więc bez sensu byłoby nazywanie mnie „dziewczyną". Zapewne gdybym okazał chęć, by po dominować trochę Remus natychmiast zgodziłby się. Być może kiedyś zainteresuję się tym bliżej, ale na razie jestem w pełni zadowolony z tego, co otrzymuję teraz. Już Lunatyk o to dba. Po prostu jestem uległy, a właściwie na tyle wrażliwy, że to, co dla innych jest nieprzyjemne mi sprawia przyjemność. Z myśli wyrywa mnie zirytowane warknięcie. Uśmiecham się przepraszająco do niezadowolonego Remusa. Musiał zauważyć, że błądzę gdzieś myślami, a ani jego ludzka ani wilcza strona nie lubi, gdy robię to w trakcie naszego miziania sią. Ja też byłbym zły, gdyby Remi zastanawiał się nad czymś, gdy go całuję, więc staram się w pełni skupiać się na nim. Jęczę cicho zaskoczony, czując jak wkurzony Lunatyk gryzie mnie w bark. Rzucam mu obrażone spojrzenie, ale nie przejmuje się nim i całuje mnie lekko w usta. Mój wzrok wędruje w tył, a w moim umyśle pojawia się niecny plan. Przesuwam dłonie na jego klatkę piersiową i popycham delikatnie. Remus jest tak zajęty staraniem się dostać do wnętrza moich ust, że nawet nie zauważa, że cokolwiek się dzieje. Powoli wymuszam na nim cofanie się i gdy jesteśmy już blisko, pozwalam mu pogłębić pocałunek. Jego język natychmiast agresywnie zaczyna gładzić moje podniebienie. Dołączam do zabawy, jednocześnie robiąc ostatni krok w tył. Remi potyka się o blat stołu i upada na niego tyłkiem. Odrywa się ode mnie zaskoczony i ze zmarszczonymi brwiami rozgląda się uważnie. Ja za to korzystam z jego rozproszenia i wdrapuję się na jego kolana. Remus najwyraźniej uważa mnie za ciekawsze zjawisko niż swoje dziwne przemieszczenie i od razu skupia się z powrotem na mojej osobie. Nie mogę powstrzymać drapieżnego uśmieszku, przez co Lunatyk robi obrażoną minę. Pochylam się i całuję go, splatając nasze języki. Jego niezadowolenie natychmiast znika, a Remi zapomina, że cokolwiek było nie tak. By mu o tym przypomnieć, kręcę biodrami, ocierając się o niego. Głośne warknięcie wyrywa mu się z ust, ale z premedytacją ignoruję je i jeszcze bardziej przejmuję dominację nad pocałunkiem. Reakcja jest natychmiastowa. Mój wilk cofa się, czując, że przestaje mieć kontrolę nad sytuacją i chcąc to przerwać. Ja natomiast nie pozwalam mu na to. Kładę mu dłoń na policzku, nie pozwalając, by odchylił głowę i przygryzam jego dolną wargę, by nie zamknął ust. Mimo rosnącego niezadowolenia, w końcu ustępuje mi i poddaje się. Osiągnąwszy swój cel, odrywam się od jego warg i oblizuję swoje opuchnięte usta. Rzucam mu zwycięski uśmieszek, który już chwilę potem znika z mojej twarzy. Lunatyk chwyta mnie za biodra i szybko zmienia nasze pozycje, przez co w następnej sekundzie leżę na blacie rozłożony na łopatki. Mrugam zdezorientowany. Remi za to nie traci czasu i dwoma szarpnięciami zmienia moją koszulkę w strzępy. Rzucam mu sceptyczne spojrzenie. Dobrą minutę zajmuje mi przypomnienie sobie, że obaj jesteśmy czarodziejami i naprawienie jej będzie dziecinnie proste. W tym czasie Remus odgarnia kawałki materiału i przykłada usta do moich obojczyków. Całuje delikatnie znamię zrobione przez siebie i patrzy mi w oczy. Jego złote tęczówki przypominają roztopiony metal o tej samej barwie i w tej chwili nie ma w nich tego charakterystycznego spokoju. Aż robi mi się gorąco na widok iskierek pożądania płonących w jego oczach i czuję ucisk w podbrzuszu. Jęczę cicho, w ten sposób rozładowując choć minimalnie potrzebę ukazania swojej przyjemności. Lunatyk w pełni zadowolony z mojej reakcji przesuwa wargi z obojczyków niżej. Wciągam gwałtownie powietrze, czując jego gorący oddech na moim sutku.

- Podoba ci się, gdy robię tak tutaj? – rumienię się zawstydzony i zaciskam usta, unikając odpowiedzi; całuje moją pierś i drażni zębami, chcąc zmusić mnie do mówienia – Hm?

- T-tak – fukam jak najciszej potrafię, mając wrażenie, że zaraz zapadnę się pod ziemię ze wstydu.

Remi za to zachwycony moim posłuszeństwem do zabawy włącza swój język, palce lewej dłoni zajmują się moim drugim sutkiem. Przymykam oczy i ogromnie zawstydzony pozwalam, by z moich uchylonych ust wydobywały się westchnienia. Wplatam palce w jasne włosy Remusa i ciągnę je delikatnie, zaspokajając w ten sposób potrzebę dotknięcia go. Czuję jak jego wargi wyginają się w uśmiechu przy mojej skórze. Kąsa i szczypie moje sutki na pożegnanie, po czym zsuwa się niżej. Moje serce wrzuca kolejny bieg i zaczyna walić jak szalone. Na gacie Merlina, chyba nie zamierza…? Pocałunkami wyznacza sobie trasę w dół, liczy moje żebra, okrąża pępek i kąsa podbrzusze. Palcami zsuwa mi kawałek spodnie, w pełni odsłaniając biegnącą w tym miejscu ścieżkę włosów. Przez chwilę wyzywam się od idiotów, że nawet nie pomyślałem, by się ich pozbyć, a potem przestaję myśleć o czymkolwiek. Jego nos wsuwa się między czarne kędziorki i pociera to miejsce. Jęczę głośno, bo z jakiegoś powodu sprawia mi to przyjemność. Nagle zdaję sobie sprawę, że Remus mnie wącha. To zawstydzające, ale i… podniecające. Otwieram oczy, które sam nie wiem kiedy w pełni zamknąłem i unoszę głowę, żeby zobaczyć to, co się tam dzieje. Sama obecność Remi'ego w dole mojego brzucha (na Merlina, tak blisko pewnego miejsca…) jest niemal nie do wytrzymania, ale jego widok… Lunatyk jakby wyczuwając, że gapię się na niego, również spogląda na mnie i uśmiecha się. Robi mi się słabo. Jego uśmiech przesycony jest pożądaniem, drapieżnością i obietnicą. Wtedy zdaję sobie sprawę, że jestem twardy. Tak twardy jak jeszcze nigdy, o wiele bardziej niż tamtej nocy. Czuję się jakbym miał stalowy pręt w spodniach. A potem Remus zsuwa się niżej i delikatnie zaciska zęby na wypukłości w moich jeansach. Następnie dzieje się kilka rzeczy naraz. Moim ciałem wstrząsa najsilniejszy w moim życiu orgazm, przez co odrzucam głowę w tył, uderzając nią w blat i krzyczę głośno imię Remusa. Skrawkami świadomości dociera do mnie dźwięk otwieranych drzwi, a ja i Remi nie jesteśmy już sami w nieużywanej sali. Dotyk Lunatyka znika z mojego ciała, co oznacza, że zerwał się na nogi. Z trudem unoszę powieki i oszołomiony staram się odnaleźć w sytuacji. Mój kochany wilk zasłania mnie całym ciałem, przez co nie widzę kto stoi w drzwiach. Za to widzę doskonale jego spięcie i gotowość do ataku. I wiem doskonale, że jeśli zaraz czegoś nie zrobię to mój chłopak wręcz zagryzie intruza, a już jest wystarczająco źle. Jesteśmy w dupie.