I o to mi chodziło z komentarzami! Oby tak dalej! I błagam Was, komentujcie dalej. To nie muszą być długie komentarze, choć takie są najmilsze. Chcę wiedzieć, co Wam się podoba, a co nie.
Am - chodzi Ci o runy, które ma na sobie Harry? Blizna po Avadzie, Życie stworzone przez Voldemort'a i ugryzienie Remusa tworzą jedną kombinację, która może mieć różne konsekwencje dla Harry'ego. Nie wiemy wciąż jakie, ponieważ runy wciąż nie działają prawidłowo. Życie tak naprawdę ułatwia Harry'emu używanie magii i to dlatego jego moc jest bardziej widoczna, łatwiejsza w użyciu i przyjęła konkretny kolor.
~S~
Severus nigdy nie lubił robić za posłańca, nie zmieniło się to do tej pory i pewnie nie zmieni się wcale. Nie ważne czy przynosił dobre czy złe wieści – nie lubił tego i tyle. Nic więc dziwnego, że jego dobry humor praktycznie dzisiaj nie istnieje. Z głośnym trzaskiem otwiera drzwi jednej z wielu nieużywanych klasy i w końcu znajduje to, czego szukał. A właściwie kogo. Jego brew unosi się w górę, a na wąskich wargach pojawia się kpiący uśmieszek. Potter wygląda jakby zerżnęło go tornado i aż sam musiał w duchu przyznać, że wygląd ten bardzo mu pasuje. Przenosi wzrok na Lupina, który stara się zasłonić swojego kochanka własnym ciałem i zamiera z zamiarem wygłoszenia złośliwej uwagi. Oczy wilkołaka są w pełni złote, a obnażone zęby nie świadczą o niczym dobrym. Na chwilę nawet krew przestaje płynąć w żyłach Severus'a. Tylko raz miał okazję zobaczyć taki wyraz w oczach swojego kolegi po fachu i nie jest to miłe wspomnienie. Właściwie wtedy był pewien, że zaraz zginie. A to mogło znaczyć tylko jedno. Jest w dupie. Głęboko w czarnej dupie.
~H~
Z ogromnym trudem udaje mi się zmusić odrętwiałe ciało do ruchu i podnieść się do pozycji siedzącej. Jedno spojrzenie rzucone na osobę stojącą w drzwiach uświadamia mi, że jest gorzej niż początkowe mi się wydawało. Po minie bladego jak sam Voldi Snape'a wiem, że on również to wie. Bardzo powoli wchodzi do sali i zamyka za sobą drzwi. Następnie zamiera przyklejony do ściany. W końcu udaje mi się uspokoić swój oddech, dzięki czemu rozjaśnia mi się w myślach. Przesuwam się bliżej krawędzi stołu i kładę dłoń na ramieniu Remusa. Drga niespokojnie pod moim dotykiem, ale nie zmienia pozycji.
- Remi – wołam go słabo, przez co zerka na mnie przez ramię.
Zsuwam się z ławki, ale moje nogi nie utrzymują mojego ciężaru i uginają się pode mną. Lunatyk reaguje błyskawicznie, chwytając mnie pod ramię i za biodro. Opieram się o niego, oddychając z ulgą. Skupił się z powrotem na mnie, więc przestał świdrować wzrokiem umierającego ze strachu Nietoperza. Oplatam ramionami jego kark i zmuszam do pochylenia się jeszcze trochę. Całuję go lekko w usta i uśmiecham się uspokajająco. Jego złote oczy są hipnotyzując i tylko cudem udaje mi się nie ulec mu ponownie. Czuję jak jego palce gładzą moje plecy i drżę pod tym dotykiem. Moje usta same się uchylają i wydobywa się z nich kolejny zawstydzający jęk. Potter, przestań natychmiast! Ja patrzę! Głos mentalnego Snape'a wydaje się być zdesperowany i to właśnie ten niecodzienny ton wybudza mnie z błądzenia myślami.
- Remi! – fukam ostrzegawczo – Nie jesteśmy sami.
Natychmiast przestaje pieścić moją skórę i marszczy brwi jakby próbował zrozumieć moje słowa. Następnie jego rysy twarzy nabierają ostrości i z warknięciem odwraca głowę w kierunku Snape, który niedługo stanie się mistrzem w stapianiu się ze ścianami. Zaciskam palce na jego rozpiętej koszuli, bo wygląda jakby miał zamiar doskoczyć do intruza i rozszarpać go. Na gacie Merlina, jeśli zaraz czegoś nie zrobię naprawdę Snape zmieni się w kupkę strzępów! Potter, skup się!
- Remi – błagam niech mój głos brzmi tak uwodzicielsko jak tylko może – Moja koszulka.
Remus mruga powoli i znów poświęca mi całą swoją uwagę. Dla podkreślenia swoich słów, mimo wstydu, który pali mnie w policzki, przesuwam palcami po swoim torsie. Do mojego chłopaka najwyraźniej w końcu dociera, że stoję półnagi nie tylko przed nim, ale również przed innym facetem, bo jego oczy zostają przyciemnione iskierką bursztynu. Wyciąga różdżkę z kieszeni i niewerbalnym zaklęciem składa moją koszulkę do kupy. Brak zimnego podmuchu wiatru na brzuchu dodaje mi otuchy jak i świadomość, że Remi przestał polegać tylko na instynkcie i zaczął myśleć.
- Nic nie widziałeś, prawda, Severus'ie? – jego sympatyczny głos wręcz ocieka życzliwością, ale z jakiegoś powody ciarki przechodzą mi po plecach.
- Co niby miałbym widzieć, Lupin?
Remus z uśmiechem odwraca się w jego kierunku i choć wygląda niczym anioł z jakiegoś powodu jest straszny. No cóż, pewnie przyjdzie mi widzieć jego jeszcze straszniejszą stronę. W końcu niedługo pełnia, prawda? Właściwie… Ile dni zostało nim księżyc zmieni się dla mojego chłopaka w zmorę? Niecały tydzień? Przecież…
- Potter.
Wyrwany z myśli unoszę głowę i zdezorientowany rozglądam się. Remi przygląda mi się z troską, a to zaczyna mnie irytować. No naprawdę! Nie jestem tak kruchy, żeby rozsypać się od podmuchu wiatru! Snape za to jest poważny. Trochę bardziej blady niż zwykle, ale przecież przed chwilą zagrożone było jego życie, prawda? Nie, nieprawda. Snape ma w oczach coś, co wręcz krzyczy, że coś jest nie tak i powinienem się tym natychmiast zająć. Bezceremonialnie odsuwam Remusa na bok i robię kilka kroków, by znaleźć się naprzeciw Mistrza Eliksirów.
- Co masz mi do przekazania, Czwarty?
Na dźwięk mojego głosu profesor prostuje się i nagle wydaje się być dystyngowanym szlachcicem. Jednocześnie jego pozycja mówiła sama za siebie – stoi właśnie przed swoim szefem lub kimś, kogo szanuje.
- Stanie się coś złego – powiedział złowróżbnie, ale wiem doskonale, że on nigdy nie przesadza – Ślizgoni coś planują i nie jest to wcale coś małego.
- Ślizgoni? – powtarzam szeptem, mając wrażenie, że dostałem w twarz.
- Nie wiem którzy dokładnie, ciężko to wykryć – nagle jego twarz dziwnie zapada się, a jego oczy stają się smutne – Przykro mi.
- To nie twoja wina, że Draco wcale nie jest święty. Po prostu… – odwracam się bokiem, by nie zobaczył jak bardzo mnie to dotknęło – Po prostu myślałem, że jest jednym z nas.
Zalega ciężka cisza. Draco, co ci strzeliło do głowy? Czy nie wystarcza ci to, co ja ci daję? Wciąż chcesz władzy? Czy nie liczy się dla ciebie Ron? Nie zależy ci na nim? Opamiętaj się, Draco.
- Postaram dowiedzieć się czegoś więcej – Snape nakłada na twarz maskę, a ja już wiem, że czuje się winny – Za kilka dni będę miał nazwiska.
- Czwarty – wołam go cicho; zamiera w półkroku, a jego oczy przypominają ślepia zwierzęcia zapędzonego w ślepy zaułek – Za nic cię nie winię. Dziękuję, że mi powiedziałeś. Dobra robota.
Dobrą chwilę przygląda mi się zszokowany jakbym był wyjątkowo dziwnym gumochłonem. Jego oczy znów są czarne i tylko to się liczy. Gdy robią się granatowe, mam wrażenie, że mało brakuje. Że jeszcze chwila, a złamie się i odejdzie. Potrząsa lekko głową, po czym kiwa nią na pożegnanie i wychodzi. W milczeniu słucham jego kroków. Zupełnie nagle przy moim boku pojawia się Remus i kładzie mi dłoń na ramieniu. Jego oczy są ciemne, a jego wyraz twarzy zastygł w gniewie.
- Jeśli chcesz, żebym przemówił panu Malfoy'owi do rozumu…
- Nie, Remi – uśmiecham się do niego zmęczony – Sam to załatwię. Poza tym wciąż nie mamy dowodów, że Draco również jest w to zamieszany. Ja… – wzdycham ciężko.
Przysuwam się i wtulam w jego tors. Jest ciepły, a jego dotyk natychmiast koi moje nerwy. Obejmuje mnie ciasno jakbym był jedyną rzeczą, która się liczy. Przymykam powieki i staram się nie myśleć. Nie myśleć o tym, co planują ślizgoni. Nie myśleć o tym, co planuje Draco. Nie myśleć o niczym. Na początku udaje mi się to, ale już po chwili jedna sprawa wypływa na wierzch. Otwieram oczy i zerkam w górę, na Remi'ego. Przygląda mi się tak czule, że mam ochotę zapomnieć, co sobie przypomniałem. Nie, nie, nie. Bądź twardy, Harry! Nie pozwól, żeby omamił cię szczenięcymi oczyma!
- Remus – przechyla głowę na bok, słysząc swoje pełne imię – Chcesz mi o czymś powiedzieć?
Na jego twarz wypływa niepokój jakby bał się, że o czymś zapomniał mi wspomnieć. Po chwili marszczy brwi i rzuca mi zagubione spojrzenie. Nie! Tylko nie szczenięce oczy! W końcu wzdycha ciężko.
- Przykro mi, Harry. Nie mam pojęcia o czym mówisz.
- Jesteś pewien? – pytam jeszcze raz, chcąc mu dać kolejną szansę.
- Tak. Czy coś się stało?
- Nie.
Czuję na sobie jego wzrok, ale nie mówię nic więcej. Nie zapomniał o pełni. Nigdy nie zapomniał o pełni. No, oprócz tego dnia, gdy wrócił Syriusz, ale wtedy chciał mnie chronić. Może już wtedy jego wilk wyczuwał we mnie partnera i nie mógł pozwoli, by stała mi się krzywda. Poza tym dniem nie miało miejsca nic podobnego. Remi zawsze pamięta o dacie pełni ze dwa miesiące przed. Niemożliwe, żeby zapomniał. W takim razie ukrywa to przede mną. Dlaczego? Co mu to da? Gdy nie będę wiedział o terminie przemiany, nie będę mógł mu towarzyszyć, prawda? … Nie chce, żebym był wtedy z nim. Dlaczego? Nie rozumiem. Przecież ostatnio w takiej sytuacji czuł ogromny ból, choć i tak pewnie Łapa nie opisał mi wszystkiego dokładnie, by mnie nie martwić. Dlaczego w takim razie chce się narażać na cierpienie ponownie? Przecież jestem tu i mogę być wtedy z nim. Remi, co znowu głupiego wymyśliłeś?
~H~
Sprawdziłem pięć razy. Pełnia jest dokładnie za trzy dni, a Remus wciąż nic mi nie powiedział. W takim razie naprawdę nie chce, żebym był tam razem z nim. A ja oczywiście nie pozwolę na to. Już ja przemówię mu do rozumu! Gdy tylko ogarnę, co się dzieje wokół mnie!
- Stary – załamany jęk Rona wyrywa mnie z moich postanowień – To nie ma sensu! Z jednej strony do Dwunastu należą bliskie ci osoby jak ja czy Luna, a z drugiej mamy Nietoperza! Każdy może być Dwunastym!
- Spokojnie, Ron. Nie musimy się spieszyć – zerkam na zegarek stojący na szafce nocnej Deana i podnoszę się niespokojnie – Właściwie to ja muszę lecieć.
- Gdzie? – unosi brwi zdziwiony – Nie masz spotkania z Lunatykiem.
- Muszę coś załatwić – rzucam mu przepraszający uśmiech, który zbywa machnięciem ręki.
- Idź, bo się spóźnisz.
Czym prędzej ruszyłem najpierw do wyjścia z dormitorium, a następnie do biblioteki. Droga dłużyła mi strasznie, a moje myśli wcale mi nie pomagały. Cały czas umysł podsuwał mi czarne scenariusze. Aż odetchnąłem z ulgą, widząc mój cel. Pchnąłem drzwi i wślizgnąłem się do środka. Większość stolików stała pusta, ale nie można było powiedzieć, że nikogo tu nie było. Kilka osób odwróciło się, żeby sprawdzić, kto wszedł do środka, ale szybko wróciły do swoich zajęć. Wybraniec w bibliotece nie jest niczym wyjątkowym. Szybko zacząłem kluczyć między regałami, by w razie czego zmylić zbyt ciekawskich uczniów. Dział z literaturą niezależną świeci pustkami, więc po prostu wsuwam się między półki, które później zasuwam za sobą. Zabini już siedzi na podłodze i przygląda mi się z zainteresowaniem. Zajmuję miejsce naprzeciwko niego z zamiarem wyduszenia z niego wszystkiego, co tylko wie.
- Zaczynajmy w takim razie, Potter. Muszę jeszcze odrobić zadanie z Obrony – rzuca niechętne spojrzenie na torbę, która leży obok niego – A uwierz mi, trochę mi to zajmie.
- Co się dzieje? – pytam wprost, nie mając sił na gierki.
- Są… pewne plotki. Mówią, że ktoś kontaktuje się z Czarnym Panem i ma od niego wytyczne – pochyla się w przód, sprawdzając jednocześnie czy zaklęcie prywatności nadal działa – To mogą być tylko plotki, ale lepiej to sprawdzić. Cały czas nie wiemy od kogo wyszły te informacje, więc mamy związane ręce.
- Wy?
- Jest niewielka grupka osób, które nie są zadowolone z ingerencji Czarnego Pana. Należę do nich między innymi ja i Draco. Takie informacje jednak nie jest łatwo zdobyć, więc musimy nieźle się gimnastykować – krzywi się niezadowolony, że wciąż nie rozwiązali zagadki – Już łatwiej byłoby dowiedzieć się, co tak naprawdę mówią plotki, ale bez nazwisk nic nam to nie da.
- To dowiedzcie się tego, co możecie. Ktoś już zajmuje się nazwiskami – Blais posyła mi sceptyczne spojrzenie – Uwierz mi, jeśli ktoś ma się tego dowiedzieć, to to jest właśnie on. Informacje za informacje.
- W porządku. Przekażę to Draco i zaczniemy działać. A teraz… – rzuca zrezygnowane spojrzenie swojej torbie – Naprawdę muszę zrobić to zadanie.
- Jestem pewien, że znajdziesz tu książkę, która ci pomoże – uśmiecham się do niego pocieszająco.
- Tak myślisz? – posyła mi pełne nadziei spojrzenie.
- Jestem przekonany.
Zabini natychmiast rzuca się do półki z książkami, by ją przeszukać w poszukiwaniu czegoś, co będzie przydatne. Spotkanie z nim uspokaja mnie i poprawia mi humor. Wstaję, by opuścić moją małą biblioteczkę, ale odwracam się po raz ostatni.
- Jak głupia musi być owca, żeby odwracać się tyłem do wilka?
- Bardzo – odpowiada mi natychmiast, uznając pytanie za przypadkowe.
- Jaki jest więc wilk, który odwraca się tyłem do owcy? – zerka na mnie przez ramię zainteresowany; jego oczy błyszczą.
- Nie wiem. Jak myślisz?
- Myślę, że wilk jest mądry. Wie, że owca nie ucieknie. Nie przestraszyła się jego kłów i pazurów, więc nie widzi sensu w uciekaniu. Wilk jej wierzy – rozsuwam regały, by zrobić sobie przejście – A owca wierzy wilkowi.
Szybkim krokiem opuszczam regały z literaturą niezależną, a następnie Transmutacją, po czym kieruję się w kierunku drzwi. Nagle ktoś wciąga mnie między półki. Zaskoczony wypuszczam swoją magię, by mnie chroniła, ale ta wraca zdezorientowana. Nic mi nie grozi. Obrzucam Alex'a karcącym spojrzeniem. Równie dobrze mogłem już mieć różdżkę w dłoni i szybko zrobiłbym z niej użytek. Wystarczająco dużo razy mnie porywano. Alex jednak jest na tyle rozkojarzony, że nawet nie zauważa, że na niego patrzę. Rozgląda się spanikowany, po czym chwyta mnie za nadgarstek i wciąga głębiej między zakurzone regały. Jego niepokój udziela mi się i sam również zaczynam być ostrożniejszy. Pozwalam magii pulsować wokół nas, uniemożliwiając podsłuchiwanie czy rzucanie zaklęć. Alex dla pewności rozgląda się jeszcze raz i dopiero wtedy kieruje na mnie wzrok. Jego blond włosy są rozczochrane bardziej niż zwykle i bardziej opadają na oczy jakby usiłował się nimi zakryć.
- Alex, co się dzieje?
- Ktoś mnie śledzi.
- Śledzi? Od kiedy? – natychmiast prostuję się, by pozostać w gotowości, gdyby Życie mnie ostrzegło.
- Nie jestem pewien. Może dwa dni tak jest – nerwowo przygładza swoją grzywkę, przez co wygląda na jeszcze bardziej zagubionego – Czuję na sobie czyjś wzrok. Ktoś mnie obserwuje, ale nie mam pojęcia kto.
- Na razie postaraj się nie chodzić sam, okay? Spędzaj czas z Ronem, ze mną czy kimkolwiek innym. Byle zaufanym. To może być związane z dziwnym zachowaniem ślizgonów, a nie mogę pozwolić, by stała ci się krzywda. Porozmawiam z kim trzeba – wczuwam się w przywódcę i wydaję szybko instrukcję – Chodź, zaprowadzę cię do Pokoju Wspólnego Gryffindor'u. Tam nic ci nie grozi.
Roztrzęsiony Alex kiwa tylko głową i daje mi się prowadzić. Chwytam go za nadgarstek i ciągnę za sobą. Uczniowie rzucają nam zaskoczone spojrzenia, ale nie zbliżają się niepotrzebnie. Ich szczęście. Inaczej Życie wyczułoby mój niepokój i zaatakowało. Drogę do Wieży Gryffindor'u właściwie przebiegamy. Szybko podaję hasło, nie dbając o to, że Alex je słyszy. Już wcześniej je znał, by w razie potrzeby się ze mną skontaktować choćby w nocy. Na kanapie leży rozłożony Neville, który ze znudzeniem czyta jakąś książkę. Wśród przebywających uczniów tylko on należy do tych zaufanych, więc natychmiast ruszam w jego stronę. Jeszcze zanim do niego podchodzimy, unosi głowę i podnosi się do pozycji siedzącej zaniepokojony. Przez chwilę jestem ciekaw jak muszę wyglądać, że od razu również jego ogarnął niepokój. Sadzam obok niego Alex'a, który przestał się trząść, ale wciąż wygląda jak kupka nieszczęścia.
- Mam do ciebie sprawę, Neville.
- Co mam zrobić? – instynktownie przysunął się do puchona, by go wesprzeć.
- Po prostu go pilnuj. Nie spuszczaj z oka. Muszę z kimś porozmawiać.
Gryfon jedynie kiwa głową i rozgląda uważnie. Jego postawa zmienia się, choć on sam tego nie zauważa. Siedzący w pobliżu uczniowie odsuwają się kawałek, by mu nie podpaść. Neville emanuje aurą obrońcy i jestem pewien, że jest w tym świetny. Dlatego bez obaw zostawiam Alex'a pod jego opieką i szybko opuszczam Pokój Wspólny. Swoje kroki kieruję do lochów. Nie pamiętam drogi tam. Zieleń niespokojnie drga mi pod skórą, czekając tylko na znak, by mnie bronić. Nie pukam, wchodzę od razu. Bariery przepuszczają mnie bez problemu. Życie nie walczy z nimi, więc Snape musiał dodać mnie do osób, które mają być przepuszczane. Mistrz Eliksirów siedzi przy biurku, a gdy wchodzę natychmiast, unosi głowę i mierzy mnie wzrokiem. Doskakuję do niego w kilku susach.
- Ktoś śledzi Alex'a.
Przez chwilę jego twarz pozostaje niewzruszona jakby przetwarzał moje słowa. Następnie jego oczy barwią się granatem, a na twarz pada cień. Mam ochotę westchnąć zirytowany. Oczywiście, czuje się winny, bo nie zauważył. Tak jakby mógł widzieć wszystkich naraz! Do cholery, przecież nie ma oczu wkoło głowy!
- Myślę, że wiem, kto za tym stoi – mówi powoli, z rozmysłem.
- Niech przestanie. Upewnij się, że nie stanowi zagrożenia – rozkazuję mu, a on wie, że nie jestem teraz jego uczniem tylko Trzynastym.
- Natychmiast się tym zajmę.
Powoli wypuszczam powietrze, pozwalając, by moje mięśnie rozluźniły się. Skóra wciąż iskrzy mi się od magii, ale wiem, że nie dojdzie już do wybuchu. Kiwam mu głową na pożegnanie i zostawiam samego. Skoro potrafi to załatwić to nie mam zamiaru się wtrącać. Zresztą gdybym sam to zrobił, przez następny tydzień zżerałyby go wyrzuty sumienia i byłby nie do życia. Ja za to będę nie do życia, jeśli nie zobaczę się dzisiaj z Remusem. A przecież muszę dbać o zdrowie psychiczne otoczenia, nie? Krótka wizyta u mojego wilka mi nie zaszkodzi. Nie przytomnie przemierzam korytarze, starając się myśleć jak najmniej. Jak już napadnie mnie czas na rozmyślenia, to stracę przynajmniej z godzinę. A naprawdę muszę się zrelaksować, bo zacznę zżerać uczniów żywcem. W końcu staję przed drzwiami do gabinetu Remusa, które natychmiast otwieram i zatrzaskuję za sobą. Remi podskakuje przy swoim biurku i prostuje się nagle. Mierzę go podejrzliwym wzrokiem. Nerwowo zasłania swoim ciałem mebel, co wprawia mnie w złość. Nie tak dawno temu również zastałem go w identycznej pozie. Wtedy powiedział, że to tylko praca, ale czy na pewno? Nie wspomniał mi o pełni, więc może ukrywać coś jeszcze. Już ja mu dam kłamanie mi w oczy! W kilku susach doskakuję do niego i patrzę stanowczo w oczy.
- Odsuń się.
- Harry, to nic takiego – uśmiecha się ze zmęczeniem, co tylko jeszcze bardziej mnie rozwściecza – To tylko…
- Praca? W takim razie pozwól mi zobaczyć.
Dobrą minutę siłujemy się na spojrzenia. Nie daję mu żadnych szans na wygraną. W tej chwili muszę dowiedzieć się, co jeszcze przede mną ukrywa. Jeśli znajdę w tej szufladzie coś innego niż papiery, czeka nas poważna rozmowa o zaufaniu i szczerości. Nie ma opcji, żeby mnie okłamywał. Nasłuchałem się zbyt wielu kłamstw, by akceptować je dalej w swoim życiu. Remus bardzo niechętnie w końcu ustępuje i przesuwa się, dając mi dostęp do biurka. Natychmiast otwieram szufladę i mierzę wzrokiem jej zawartość. Jest prawie pusta. Prawie, bo stoją w niej cztery buteleczki, w tym trzy pełne. Unoszę jedną i przyglądam jej się badawczo. Co do substancji nie mam wątpliwości – to eliksir tojadowy. Odstawiam flaszkę do szuflady, którą zasuwam i zwieszam głowę w dół. Cała moja złość nagle wyparowuje i zostaje mi tylko żal. Żal, że Remus nie chce, bym towarzyszył mu w trudnych chwilach. Wyczuwam jego niespokojny ruch, ale nie zmieniam pozycji. Mam łzy w oczach, a nie chcę, by to dostrzegł. Nie chcę się rozklejać.
- Harry?
Unoszę głowę, nie zważając na to, że mam rozmyty widok. Ocieram wilgotne oczy i wbijam w niego smutne spojrzenie. Remus wygląda jakby nie wiedział, co ma zrobić w takiej sytuacji. Przysuwa się, by mnie dotknąć, ale cofam się szybko. Nagle w jego oczach pojawia się coś dzikiego i nieobliczalnego. Zalewa je złoto, ale nadal mogę dostrzec w nich bursztyn.
- Chcesz, żeby tak to się skończyło? – wyduszam z siebie ochryple.
Mój głos łamie się i ogólnie brzmi bardzo żałośnie, ale nie potrafię przejść obok takiego oszustwa obojętnie. Remi wyciąga dłoń, by złapać mnie za ramię. Wyrywam mu się i odsuwam poza jego zasięg. Na jego twarz pada cień.
- Nie ufasz mi – wytykam mu oskarżycielsko.
- To nieprawda, Harry. Kocham cię ponad wszystko, wiesz o tym – jego głos również jest chrapliwy.
- Właśnie widzę! – uderzam dłonią w biurko, a ampułki z eliksirem dzwonią cicho; biorę głęboki wdech, by się uspokoić – Nie powiedziałeś mi o pełni.
- Harry…
Tym razem pozwalam mu się zbliżyć, ale nie daję się dotknąć. Patrzy na mnie z tak nieszczęśliwym wyrazem twarzy, że można odnieść wrażenie, że wali mu się cały świat. Jego ramiona są napięte, a dłonie nerwowo przesuwają się w powietrzu. Tak jakby chciał mnie chwycić i wziąć w ramiona. Gdzieś w środku czuję satysfakcję, że taka drobnostka go dołuje. Krzyżuję nasze spojrzenia.
- Nie chcesz, żebym ci towarzyszył – zaciska usta, nie odpowiadając – Wiedziałem! Nie chcesz mnie tam! Nie jestem ci potrzebny!
Odwracam się gwałtownie, mając wrażenie, że moje serce jest rozrywane na małe kawałeczki. Remus nie zaprzeczył – naprawdę nie w smak mu moja obecność. Desperacko rzucam się do drzwi, by znaleźć się jak najdalej od mojego chłopaka, który najwyraźniej wcale mnie nie potrzebuje. Wilkołak jest jednak szybszy. W mgnieniu oka doskakuje do mnie i oplata ciasno ramionami. Nie poddaję się i szarpię z nim, nie zważając na to, że jest ode mnie z dziesięć razy silniejszy. Łzy strumieniami spływają mi po policzkach, przez co nawet nie wiem czy skierowany jestem w dobrą stronę. W moim umyśle echem odbijają się moje własne słowa. Nie chce mnie. Nie potrzebuje. Staram się go drapać i szczypać, ale nic to nie daje. Wydaję z siebie żałosny ryk i próbuję jeszcze raz. Nic z tego – Remus trzyma mnie mocno i nie wygląda na to, żeby szybko mnie puścił. Roztrzęsiony dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że mruczy coś pod nosem. Powtarza w kółko moje imię niczym zaklęcie. Zaciskam zęby i odwracam się w jego stronę. Natychmiast pochyla się, by mnie pocałować, więc szybko przekręcam głowę w bok, by mu to uniemożliwić. Jego usta lądują na moim policzku z dala od ust.
- Harry, proszę, posłuchaj mnie – posyła mi błagalne spojrzenie, które ignoruję – To nie tak, nie tak. Nic nie rozumiesz. Ja… Nie zostawiaj mnie. Błagam, nie odchodź. Kocham cię!
- Przestań – przerywam mu z trudem, znów mam łzy w oczach – Dość tych kłamstw! Nie zamierzam o nas walczyć, jeśli tobie na tym nie zależy!
- Zależy! Jesteś całym moim światem! – chwyta mnie za policzki i zmusza do spojrzenia sobie w oczy; jest w nich bezbrzeżna rozpacz – Pozwól mi to wytłumaczyć. Nie chciałem cię okłamywać. Kocham cię.
Zaciskam usta, bijąc się z myślami. Remus powinien wiedzieć, że oszustwo nie jest dobre w związku, a mimo to mnie okłamał. Nie powiedział całej prawdy i nie chce, żebym był przy nim, gdy wzejdzie księżyc. A jednak tak rozpaczliwie stara się mnie zatrzymać i nie dać odejść. Jestem jego partnerem – idealną drugą połową. Oczywiście, że mnie kocha. Czemu w takim razie zrobił to, co zrobił? Tylko on może mi odpowiedzieć. Unoszę głowę i patrzę mu w rozbiegane oczy.
- Słucham.
Remus aż drży z ulgi. Przyciąga mnie delikatnie do siebie i przytula mocno do piersi. Jego oddech łaskocze mnie w ucho i sam zauważam, że trzęsę się. Nie jestem pewien dlaczego dokładnie. Gładzi mnie po plecach, rozcapierzając palce jakby chciał się we mnie wtopić. Niepewnie również go obejmuję, wdychając jego unikalny zapach. W końcu odsuwa się kawałek, ale wciąż trzyma mnie za ramiona jakby spodziewał się, że w każdej chwili mogę rzucić się do ucieczki.
- Nie mogę pozwolić ci być tam ze mną – kręci głową rozpaczliwie – Musisz mnie zrozumieć! Nigdy sobie nie wybaczę, jeśli zrobię ci krzywdę!
- Nie zrobisz – kładę mu dłoń na policzku, w którą wtula się z ulgą, przymykając powieki – Jesteśmy partnerami, Remi. Jesteś wilkiem i mnie kochasz, dlaczego, więc myślisz, że mnie zranisz? – otwiera oczy i patrzy na mnie niczym skarcony psiak – Głuptas. Mówiłem ci już – jesteś wilkołakiem, pogodziłeś się z tym, prawda? Dlaczego nadal myślisz, że twój wilk mógłby mi zrobić krzywdę?
- Ja… Harry, po prostu chcę dmuchać na zimno, dobrze? Nie potrafiłbym spojrzeć ci w oczy po czymś takim – odwraca głowę, by nie patrzeć mi w twarz; jego oczy są zamglone jakby wspominał coś – Już i tak ciężko mi myśleć, że miałem okazje cię zabić.
- Co? Kiedy? – pytam ze zdziwieniem.
- Już zapomniałeś? Gdy wrócił Syriusz, ja…
- Remi, chciałeś mnie chronić, pamiętasz? – przytulam go szybko, by nie dręczył się zbyt długo – Nawet mnie nie drasnąłeś, a wtedy nie wiedziałeś, że jestem twoim partnerem. Nie myśl o tym, dobrze? – odsuwam się, by spojrzeć mu w oczy; unika mojego wzroku – Jest coś jeszcze, prawda? Powiedz mi.
- Po prostu się boję – potrząsa głową jakby chciał wyrzucić z niej złe myśli – Co jeśli przerażę cię tak bardzo, że zapragniesz odejść? Wybacz mi, Harry, ale nie jestem w stanie pozwolić ci odejść. Jestem egoistą, wiem, ale po prostu nie mogę.
Marszczę brwi, przyswajając jego słowa. Czy uważa, że jestem tak płytki, by odejść z takiego powodu? Remus, ty głuptasie! Zaraz jednak moja złość znika i zastępuje ją rozczulenie. Oplatam ramiona wokół jego szyi i zmuszam do spojrzenia sobie w oczy. Jego twarz wyraża wyrzuty sumienia i winę. Całuję go lekko w usta, by go pocieszyć.
- Cieszę się, że jesteś takim egoistą – szepczę mu w wargi – Nigdy nawet nie myśl o opuszczeniu mnie.
- Harry, nie rozumiesz… – jęczy zrozpaczony.
- Rozumiem. Jesteś głupek i tyle. Widziałem cię już jako wilkołaka, a wciąż tu jestem, nie?
- To będzie wyglądało inaczej niż wtedy – kręci głową, pogrążając się w myślach – Starałem się wytrzymać jak najdłużej i skupiałem się na bronieniu was, a tym razem po prostu będę na to czekał. Będzie bolało i nie będzie we mnie zbyt wiele z człowieka. Nie jesteś gotowy na ten widok.
- Jestem. Ostatnio bardzo bolało, prawda? – na jego twarzy pojawia się grymas na wspomnienie przemiany jeszcze na Grimmauld Place 12 – Tym razem tam będę, więc nie będziesz mnie szukał.
Mruży oczy i krzywi się ze złością. Zapewne nie miał pojęcia, że wiem o wszystkim, co się wtedy działo. Listy może nie zawierały szczegółów, ale potrafię je sobie dopowiedzieć. Czytanie między wersami jest jedną z moich specjalności, więc z resztą poszło już łatwo. Remus cierpiał i biegał po całym domu w poszukiwaniu mojej osoby, a gdy nie znalazł, zaczął wdychać mój zapach. Niezbyt było to pomocne, w końcu nie spędziłem tam wcale aż tak dużo czasu, więc i mój zapach był ulotny.
- Przestań się upierać, Remi. Ciebie będzie bolało, a ja będę się martwił. W końcu nie wytrzymam i zacznę cię szukać, a możesz być pewien, że nie spocznę dopóki cię nie znajdę.
- Harry, nie możesz… – protestuje słabo, a ja już wyczuwam wygraną.
- Mogę i wiesz, że to zrobię – całuję go jeszcze raz, tym razem dłużej – Chcę być przy tobie.
- Harry – rzuca mi niepewne spojrzenie, toczy wewnętrzną bitwę – No dobrze, ale mam warunek! – kiwam gorliwie głową zadowolony, że postawiłem na swoim – Będziesz miał przy sobie różdżkę i gdy tylko poczujesz się zagrożony, masz uciec, jasne?
- Nic takiego się nie stanie, ale w porządku – po raz kolejny łączę nasze wargi – Ja też mam warunek. Chcę być wtedy w domu.
- W naszym domu? – unosi brew i zastanawia się chwilę – Mogę coś zniszczyć – ostrzega mnie.
- Wiem. O nic się nie martw. Najwyżej kupimy nowe – wzruszam ramionami.
Remus uśmiecha się czule i pochyla, by mnie pocałować. Poddaję mu się z przyjemnością, czerpiąc jak najwięcej radości z drażnienia się z nim. Splatam nasze języki razem i rozkoszuję się mieszaniem naszych ślin. W końcu odrywam się od niego, by nabrać powietrza w płuca, po czym kładę głowę na jego piersi. Jego serce bije szybko i aż się uśmiecham. Najwyraźniej on również wciąż jest podekscytowany każdym naszym zbliżeniem. Czas – trzy dni do pełni.
