UWAGA!

Można było się domyślić po mojej długiej nieobecności, że coś jest nie tak. Wena znikła i to całkowicie, jak na razie. Dlatego zawieszam opowiadanie na 1-3 miesiące. Podejrzewam, że dopiero podczas ferii zimowych coś ruszy. W najgorszym przypadku potrwa to dłużej. Przykro mi, bo przerywanie w połowie akcji mnie nie bawi. Mam nadzieję, że szybko mi minie. Przepraszam.

~R~

Nic nie mogę poradzić, że patrzę na kalendarz nieprzytomnie. Jeszcze dwa dni, tylko dwa dni. Zaskakujące, że nie odczuwam wpływu pełni tak jak zazwyczaj. Być może to z powodu obecności towarzysza życiowego? Właściwie nie chyba, a na pewno. Przy Harry'm wszystko wydaje się o wiele prostsze. Wzdycham zrezygnowany i siłą odrywam wzrok od ściany, by przenieść go na swoje dłonie. Kręcę młynki palcami, ponownie zatapiając się w myślach. Minęła zaledwie jedna noc od pobicia Draco, a ten wygląda już jakby nic się nie stało. Jest to oczywiście zasługa Szczeniaka. No właśnie, Harry. To, co się działo w Skrzydle Szpitalnym znam tylko z opowieści Poppy i Rona, ale potrafię sobie to wyobrazić. Mój Harry i jego magia wirująca w powietrzu. Mimo że oboje mówili jakby wyglądało to dość przerażająco, nie mogę powstrzymać się od myślenia, iż chciałbym ujrzeć go takim. Czy jego mina przypominała tą, którą robi, gdy go całuję czy może tą, gdy jest na mnie zły? A jego magia... Czy wyglądało to tak wspaniale jak w mojej wyobraźni? Pewnie już się nie dowiem. Zerkam w bok i na chwilę skupiam się na tykającym zegarku. Gdzie nasz Harry?, skomli wilk cicho. Głębiej zapadam się w fotelu, obserwując ponuro przesuwające się wskazówki. Od wczoraj nie widziałem jeszcze Szczeniaka i sam nie wiem jak udaje mi się nie szukać go. No właśnie! Powinniśmy go poszukać! Może jest smutny? Albo przestraszony? Poszukajmy go! Nie, nie, nie. Nie możemy. Harry jest Trzynastym i teraz musi się zająć całym tym bałaganem. Pewnie musi pomyśleć i ułożyć sobie plan. Nie powinniśmy mu teraz przeszkadzać. Nie będziemy. Siądziemy gdzieś z boku i będziemy udawać, że nas nie ma, wilk błaga dalej. Waham się dobrą chwilą. To rozsądne, prawda? Będę niedaleko w razie, gdyby poczułby się źle, ale nie będę mu zawadzać. Nie, wcale nie! Muszę mu zaufać i poczekać aż sam do mnie przyjdzie. Wilk mruczy przygnębiony i zwija się w kłębek. Właściwie... Skoro tyle ma na głowie, to czy nasz powrót do domu nadal jest aktualny? Harry nie zrobiłby nam tego, prawda? Ostatnio... Wiem, bardzo bolało. Nawet jeśli, to nie możemy złościć się na Szczeniaka. Stara się chronić swoją rodzinę. Te plotki o poplecznikach Voldemort'a... Jeśli rzeczywiście są prawdą, to jak najszybciej trzeba się tym zająć. W takim wypadku to jasne, że Harry nie może sobie pozwolić choćby na tak krótką nieobecność. Ten ból... Zniesiemy go. Dla Harry'ego. Najważniejsze jest jego bezpieczeństwo. Weźmy się w garść, nie ma co rozpaczać. Taka dawka eliksiru tojadowego powinna nas całkowicie znieczulić i uśpić natychmiastowo. Zobaczysz, nie będzie tak źle. Wilk tylko mruczy nieprzekonany w odpowiedzi.

Trzask otwieranych drzwi sprawia, że unoszę głowę zaskoczony. Moje usta same wyginają się w uśmiechu na widok Harry'ego. Zrywam się z fotela i podchodzę do niego szybko. Zamyka jeszcze za sobą drzwi, a potem bez przeszkód wpada mi w ramiona. Oplatam go ciasno, wsuwając nos w jego włosy. Jego zapach jest o wiele intensywniejszy niż zazwyczaj, musiał porządnie się spocić. W dodatku wyraźnie wyczuwam jego zmęczenie i zmartwienie. Głaszczę go po plecach, by ułatwić mu rozluźnienie się. Wzdycha cicho, ale jego zesztywniałe mięśnie wciąż pozostają spięte. Odsuwam się kawałek tak, by móc spojrzeć mu w twarz i odgarniam jego grzywkę.

Co powiesz na ciepłą kąpiel? – przymyka oczy, myśląc chwilę – Mam bardzo dużą wannę – kuszę go dalej.

No dobra – odpowiada mi po zastanowieniu się; jego głos jest lekko zachrypnięty – Prowadź.

Wyplątuję się z jego uścisku i chwytam za nadgarstek, po czym ruszam przed siebie. Przepuszczam go w drzwiach łazienki i zamykam je za nami. Po ponownym zajęciu mojego byłego gabinetu pierwsze, co zrobiłem to porządne wyposażenie go. Meble, a łóżko i wanna w szczególności nie kosztowały wcale mało, ale efekt powala na kolana. I nareszcie mogę wyspać się w trakcie roku szkolnego, a mycie się przestało być katorgą. Uważnie obserwuję reakcję Harry'ego na widok naprawdę dużej wanny, która zajmuję dobrą połowę pomieszczenia. Odwraca się w moim kierunku z błyszczącymi oczyma. Jego usta rozciągają się w zachwyconym uśmiechu. Podchodzę do niego i obejmuję w pasie.

Podoba ci się?

Bardzo! – rozgląda się, by nacieszyć oczy zmianami – Coś czuję, że będę tu częstym gościem.

Przychodź kiedy tylko zechcesz – przyciągam go bliżej i pochylam się, by mruczeć mu wprost do ucha – Z chęcią będę ci towarzyszył zarówno rano jak i wieczorem.

Hm... To trochę niewygodne, nie uważasz? Musiałbym przychodzić tu nieogarnięty rano i wracać w piżamie wieczorem – uśmiecha się drapieżnie, rozgryzając moje słowa.

Nie mam nic przeciwko, żebyś zostawał na noc. Zaoszczędzisz dużo czasu.

Masz rację – oplata ramionami mój kark, więc pochylam się, by nie musiał stawać na palcach – Może wypróbujemy twoją propozycję? Nie mam nic do roboty w nocy.

W odpowiedzi całuję go w usta namiętnie. Zniecierpliwiony natychmiast uchyla wargi i włącza do pocałunku swój język. Nie zostaję mu dłużny i zaczynam kąsać jego usta aż nie jęczy cicho. Wtedy odrywam się od niego z trudem. Harry patrzy mi w oczy i uśmiecha się czule. Ach, moje oczy muszą być całe złote. Zawsze wtedy ma taką minę jakby kochał mnie odrobinę bardziej niż zazwyczaj. Chociaż to nie jedyny skutek dopuszczenia do głosu mojej wilczej części. Dostrzegam prawie niewidoczne piegi na jego nosie, które marszczą się, gdy Szczeniak się uśmiecha. Widzę dokładnie kolor jego oczu – nieco ciemniejsze zarówno przy krawędzi tęczówki jak i wkoło samej źrenicy i szmaragdowo-złote plamki pośrodku. Jego usta są ciemnoróżowe i napuchnięte przez nasz pocałunek. Na jego policzkach powoli pojawia się rumieniec, który na razie jest tylko lekkim różem na kościach policzkowych. Jest taki piękny, że mógłbym go podziwiać bez przerwy. Wiem jednak, że nie mogę pozwolić mu czekać dłużej, bo zacznie zasypiać na stojąco. Sięgam na swój kark, by rozplątać jego ramiona. Harry wydyma usta naburmuszony, ale nie przerywa mi. Chwytam za krawędź granatowego swetra i jednym ruchem ściągam mu go przez głowę, po czym rzucam na stojącą niedaleko szafkę. Następnie zabieram się za błękitną koszulkę, która szybko dołącza do swetra. Harry drży pod moim dotykiem rozkosznie, przez co muszę sobie przypomnieć dlaczego nie powinienem się z nim kochać tu i teraz. Sięgam do jego paska, ale odgania moje dłonie zawstydzony. Czerwieni się uroczo i burczy coś pod nosem. Sam rozpina swoje spodnie i po zerknięciu na mnie niepewnie, zsuwa je ze swoich bioder. Pochylam się, zgarniając je z podłogi i rzucając ponownie na szafkę. Szczeniak przestępuje z nogi na nogę zaniepokojony tak małą odległością między nami. Uśmiecham się do niego pokrzepiająco i jeszcze raz przesuwam wzrokiem po jego ciele. Jest idealny w każdym calu i ciężko mi oderwać od niego spojrzenie. Powoli rozpinam guziki mojej koszuli, która zaraz potem dołącza do ubrań mojego ukochanego. Harry natychmiast zapomina, że sam stoi tylko w bokserkach i przysuwa się, by lepiej widzieć mój tors. Obserwuję go uważnie ze strachem, że ujrzę w jego oczach obrzydzenie na widok moich blizn, ale jedyne co widzę na jego twarzy to pragnienie. Dlatego nie waham się dłużej i sprawnie rozpinam swoje jeansy, które zrzucam na podłogę. Pozwalam, by wzrok Harry'ego wędrował po moim ciele, choć mam ochotę kręcić się niespokojnie. Jego spojrzenie zatrzymuje się wkrótce w jednym miejscu, a ja wręcz czuję, że rumieniec pojawia się na mojej twarzy. Wsuwam palce za gumkę bokserek i ściągam je szybko. Tym razem nie daję mu czasu na przyjrzenie się. Zbliżam się do niego i chwytając za biodra, odwracam go do siebie tyłem. Słyszę jak jego bicie serca przyspiesza tak jak oddech. Nie mogę powstrzymać zadowolonego uśmieszku, który pojawia się na moich ustach. Warto było się zawstydzić, by dowiedzieć się, że Harry nie ma nic przeciwko mojej nagości, a właściwie chyba wolałby mnie takiego. Całuję go w kark, przez co podskakuje zaskoczony. Oplatam go ramionami i prawą dłoń wysyłam na zwiady w dół. Przesuwam palcami po jego żebrach, omijam pępek, wplatam je w czarne loczki i wsuwam za krawędź bielizny. Ściągam ją z niego wolno, by miał czas zaprotestować, ale nic takiego nie robi. Za to wyczuwam, że jego temperatura podskakuje może o dwie kreski. Unosi najpierw jedną, a następnie drugą nogę, by wyswobodzić się z ostatniej części garderoby. Puszczam go i podchodzę do wanny, by odkręcić kran, z którego natychmiast zaczęła płynąć gorąca woda. Harry śledzi każdy mój krok – czuję jego wzrok bardzo dokładnie na pośladkach. Odwracam się w jego stronę i przysiadam na krawędzi wanny. Uśmiecham się zachęcająco i kiwam głową, by do mnie podszedł. Dobrą chwilę waha się zażenowany, ale w końcu przełamuje się i przysuwa do mnie. Całuję go delikatnie w usta, a on oddaje pocałunek. Tym razem ani ja ani on nie pogłębiamy pocałunku i po prostu badamy swoje usta powoli. Jestem tak rozproszony, że prawie nie zauważam różnicy w dźwięku spadającej wody. Na oślep sięgam ręką w tył i zakręcam kran. Cofam się trochę, by przerwać nasze pieszczoty, a Harry fuka bardzo cicho niezadowolony. Uśmiecham się zachwycony. On sam pewnie nie wie, że wydaje ten dźwięk za każdym razem, gdy przerywam pocałunek lub uścisk. Może kiedyś mu powiem. Pewnie by mi nie uwierzył. Znienacka chwytam go za biodra i z łatwością unoszę, by włożyć go do wanny. Piszczy zaskoczony, ale nie protestuje bardziej. Woda zakrywa go aż po łokcie, dzięki czemu wyraźnie się rozluźnia. Sam natychmiast również wchodzę do wanny i siadam kawałek za Harry'm. Jego plecy pokrywa gęsia skórka i odwraca głowę, zerkając na mnie niepewnie. W odpowiedzi na jego niezadane pytanie sięgam w przód, oplatając go ramionami. Przyciągam go do siebie blisko tak, że nasze uda się stykają, ale na tyle daleko, by w razie kryzysu Harry nie wyczuł mojego „problemu". Poddaje mi się rozkosznie – powoli i stopniowo. Jego mięśnie rozluźniają się i opiera się o mnie zrelaksowany. Sięgam w bok po gąbkę i płyn do kąpieli, stojące na brzegu wanny. Staram się otwierać buteleczkę cicho i chyba mi się to udaje, bo Harry czując na swoim ciele dziwną fakturę, wzdryga się zaskoczony. Mój wilk łapczywie spogląda na jego plecy, które tak wyraźnie odcinają się kolorem od moich palców. Mam ochotę potrząsnąć głową, by wyrzucić z niej brudne myśli. Nie, nie powinienem. Czemu?, mruczy wilk, nie przestając podziwiać ciała Harry'ego, Przecież Harry nas kocha i pewnie nie ma nic przeciwko. Ale ja mam! Chcę, żeby wszystko było idealne! Szczeniak zasługuje na wszystko to, co najlepsze! Wiesz, że nie o to mi chodzi. Nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy... no wiesz... Waham się dobrą chwilę. Rzeczywiście, przecież seks to nie wszystko, co możemy robić, prawda? Wilk kiwa łbem potakująco. Aż zaczynam wątpić w swoje przekonania. Może jestem w tym temacie zbyt... sztywny? Harry jest nastolatkiem i na pewno chciałby się rzeczywiście tak czuć. A co robią nastolatki? Bawią się, upijają i... uprawiają seks. Nie ma tylko jednego rodzaju, wilk mruczy i macha ogonem zadowolony. Zgadzam się z nim, bo to prawda. Ostrożnie i powoli przesuwam gąbkę z jego pleców na tors, by dać mu czas na protest. Drży, ale to dreszcz przyjemności. Słyszę jego ciche westchnienie i uśmiecham się pod nosem. Powtarzam drażniący ruch, jeszcze raz zahaczając o jego sutek. Wierci się i bardziej opiera się o mnie. Zsuwam dłoń niżej, obserwując swoje ruchy nad jego ramieniem. Zostawiam za sobą pas białej piany, który przypomina na jego skórze bitą śmietanę na czekoladzie. Mniam. Czuję jak Harry się porusza, więc zatrzymuję dłoń z gąbką na jego podbrzuszu. W napięciu czekam aż da mi sygnał, że powinienem przestać, ale nic takiego się nie dzieje. Odwraca głowę w moją stronę i opiera policzek na moim obojczyku, całując mnie w tamtym miejscu. W jego gardle rodzi się niemal niewyczuwalny pomruk, który wywołuje u mnie dreszcz podniecenia. Zbieram w sobie odwagę i prostuję palce, puszczając gąbkę. Przesuwam dłoń w dół i delikatnie przeczesuję ciemne loczki, których nie mogę dostrzec pod taflą wody i piany, ale wiem, że tam są. Ciepły oddech łaskocze mnie w szyję, gdy nabiera gwałtownie powietrza. Mam ochotę spytać czy na pewno wszystko w porządku i czy naprawdę mogę posuwać się tak daleko, ale powstrzymuję się. Harry wręcz krzyczy całym sobą „Tak!". Poruszam nerwowo palcami i natychmiast wyczuwam, że twardnieje. Przestań być tchórzem i zacznij choćby w myślach używać takich słów jak „penis", wilk kręci łbem z politowaniem, ale zaraz znów całkowicie skupia się na Szczeniaku. Ma rację, jestem dorosły i powinienem przestać. Owijam dłoń wokół sztywnego penisa Harry'ego, który natychmiast wydaje z siebie miękki jęk. Trącam go nosem i czekam aż uniesie głowę. Jego policzki są zaczerwienione, a oczy błyszczą zarówno z zażenowania jak i podniecenia. Wpijam się mocno w jego usta, wprawiając mój nadgarstek w ruch. Kciukiem rysuję wzory na spodzie jego męskości, a jego wargi rozchylają się w kolejnym westchnieniu. Pogłębiam nasz pocałunek, wsłuchując się w miarowe chlupotanie wody. Harry gubi się w odczuciach – stara się uczestniczyć w pocałunku, ale jednocześnie jęczy z przyjemności i wypycha biodra w górę. W końcu z rozpaczy wierzga nogami. Zabieram dłoń i tym razem wyraźnie słyszę to charakterystyczne, niezadowolone fuknięcie. Sprawnie odklejam go od swojego torsu i wysuwam zza niego, po czym opieram o ścianę wanny. Gdy przesuwam się w przód, jego oczy śledzą mnie uważnie z niepokojem. Pochylam się szybko i cmokam w usta, by go uspokoić. Układam się wygodnie, opierając o przeciwną ściankę naprzeciwko niego. Uśmiecham się drapieżnie, wsuwając dłonie pod jego kolana i przysuwając go do siebie bliżej. Piszczy jednocześnie ze zdziwienia i uciechy. Woda faluje wzburzona wokół nas, gdy splatam nasze nogi – moje wsuwam pod niego, a jego krzyżuję na moich biodrach. Z wahaniem obejmuje mnie za szyję, by utrzymać równowagę. Chwilę patrzę mu w oczy – te piękne, szmaragdowe tęczówki lśniące czułością, po czym pochylam się i całuję go. Robię to agresywnie – gryzę w dolną wargę, zmuszając go do uchylenia ust i splatam nasze języki, by kąsać czasami jego. Harry całkowicie traci kontakt z rzeczywistością i oddaje się w pełni pocałunkowi. Stara się oddawać każde cmoknięcie i ugryzienie, ale jest zbyt rozproszony, by robić to porządnie. Te szaleńcze pocałunki podobają mi się bardziej niż te spokojne i doskonałe. Lewą dłonią sunę po jego piersi, przez co dygocze rozkosznie i gubi się jeszcze bardziej. Szczypię jego sutek, co sprawia, że próbuje odrzucić głowę w tył. Nie pozwalam na to i posuwam się jeszcze dalej. Wsuwam prawą dłoń między nasze ciała i chwytam nasze penisy razem. Harry jęczy mi w usta, gdy powoli przesuwam po nich palcami. Drażnię główki kciukiem i z zadowoleniem czuję pierwsze krople preejaktulu. Jego zapach pali mnie w nos. Warczę niekontrolowanie i pozwalam, by moja dłoń przyspieszyła. Harry odrzuca głowę w tył, tym razem nie powstrzymuję go. Jego krzyk odbija się echem od ścian, staram się go wyryć w swoim umyśle. Zachwycony obserwuję jego twarz. Czerwone od pocałunków usta są rozchylone i wydobywają się z nich jęki, westchnienia i okrzyki. Brwi ma ściągnięte, policzki napięte, choć zarumienione. Oczy zamknięte. Piękny. Pochylam się w przód, by przyłożyć usta do blizny na jego obojczyku. Całuję ją lekko i zasysam. Chcę go oznaczyć. Tak, by wszyscy wiedzieli, że jest mój. Kręci mi się w głowie, a myśli kłębią się, ale to dobry chaos. Napieram kłami na jego śliczną skórę, która zostaje rozcięta i wypływa z niej słodka krew. Zlizuję ją jak w transie. Ledwo orientuję się, że moja dłoń wciąż pracuje – ostro przesuwa się od samej nasady aż po czubek, gdzie zakręca i wraca z powrotem. Palce drugiej wbijam w jego pośladek. Sam nie wiem jak się tam ona znalazła, ale cieszę się, że tam jest. Smak krwi rozpływa mi się na języku, gdy przesuwam rękę w bok, by moje palce mogły sięgnąć dalej, między jędrne półkule. Kciukiem drażnię jego wejście – okrążam je i naciskam. Harry krzyczy, cały drży z napięcia. Sunę nosem po jego skórze wyżej, na szyję, gdzie robię kolejną malinkę. Jego puls szaleje, a jego ruch pod moimi wargami sprawia mi przyjemność. Mocniej zaciska ramiona wokół mojego karku i dopiero wtedy orientuję się, że jego palce zaciskają się na moich włosach. To przyjemne, więc robię następną malinkę. I kolejną, i kolejną. Tracę rachubę; jeszcze raz naciskam na jego wejście. Mój kciuk jest śliski od piany, więc gdy mięśnie nie stawiają mu oporu, po prostu wsuwa się do środka. Ciepłe i wilgotne wnętrze zaciska się na „intruzie", pulsując w rytm serca. Oszołomiony za mocno kąsam jego skórę i znów czuję na języku smak krwi. Zaciskam palce na naszych penisach, a Harry krzyczy głośno. Jest w tym dźwięku coś, co sprawia, że podrywam głowę i zachłannie przyglądam mu się. Jego twarz jest napięta, gdy przez jego ciało przechodzi silny dreszcz. Jego włosy są mokre od potu, a brwi ściągnięte, ale moja dłoń nie lepi się. Zdeterminowany pochylam się i kąsam go w sutek, jednocześnie wsuwając kciuk głębiej w jego wnętrze. Tym razem czuję wyraźnie jak jego ciało spina się i drży mocno. Na oślep szuka moich ust – nakierowuję go i całuję mocno. Jego zęby rozcinają mi dolną wargę, a nasz pocałunek smakuje teraz moją krwią. Harry całuje mnie szaleńczo. Jeszcze bardziej przyspieszam ruchy mojej dłoni, choć wydaje mi się to niemożliwe. Jęczy mi w usta, a jego ciało spina się. Patrzę na niego całkiem oczarowany. Cała jego twarz powoli relaksuje się, wygładza. Z jego oczu wymyka się kilka łez, które natychmiast zlizuję chciwie. Uchyla powieki i patrzy na mnie wilgotnymi oczyma. Zerkam w dół, a jego wzrok również podąża w tamtym kierunku. Prostuję palce, by pokazać mu, że lepią się od jego nasienia. Mruczy cicho zawstydzony, a jego oczy zaraz przenoszą się w inne miejsce. Uśmiecham się i kieruję dłoń tam. Obejmuję swojego penisa u nasady i ściskam lekko. Nie zwróciłem na to uwagi, ale ja sam również jestem blisko. Tak blisko, że niewiele mi potrzeba. Unoszę wzrok i patrzę Harry'emu w twarz. Zwiększam nacisk, balansując między bólem a przyjemnością. Nie zwraca na mnie uwagi, jego oczy wciąż są skierowane w dół. Jego oczy są szeroko rozwarte, a oprócz rumieńca i potu nie widać po nim, że jeszcze przed chwilą sam osiągnął orgazm. Z zachwytem przygląda się jak masturbuję się szaleńczo. Jego język wymyka się z ust, by je zwilżyć. Drugą dłonią chwytam go za kark i przyciągam do pocałunku. Również mnie całuje, choć z mniejszym zaangażowaniem. Jednocześnie stara się wciąż przyglądać mojej dłoni. Uśmiecham się drapieżnie i zostawiam go w spokoju. Wciskam twarz w zgięcie jego szyi i oddycham głęboko jego zapachem – zapachem miodu, mleka, jego samego, spermy, podniecenia i moim. Jęczę cicho, gdy wyczuwam to. Mój zapach na nim jest wspaniały i to sprawia, że szaleję. Zaciskam oczy i zęby, gdy czuję, że palcami muska główkę mojego penisa i drażni ją. Udaję, że nie zauważam i przyspieszam. Moje palce bez problemu ślizgają się po twardej męskości przez nasienie Harry'ego. Ta myśl wywołuje u mnie dreszcz. Jego wzrok pali moją skórę, a delikatny dotyk nie pomaga. Stękam głośno, starając się odwlekać orgazm jak najdłużej, ale wiem, że to niemożliwe. Nagle czuję jak do mojej dłoni dołącza jeszcze jedna, ale niekontrolowana przeze mnie. Jego ruchy są mocne i stanowcze, wie czego chce. Zabieram swoją własną i przysuwam ją sobie do ust. Oblizuję swoje palce z lepkiej cieczy i syczę, gdy Harry narzuca szybsze tempo. Ten smak na języku, świadomość, że Harry właśnie doprowadza mnie do końca i mój zapach na nim – to wszystko sprawia, że spina się każdy mięsień w moim ciele, a przyjemność falami rozlewa się po każdej komórce mnie. Z trudem łapię oddech, rozkosz ogłusza mnie. Przed oczami rozbłyskuje mi tysiąc kolorów, a może kolorowych gwiazd. Kulę się, by jak najdłużej czuć to wspaniałe uczucie, ale ręka Harry'ego jest bezwzględna i nie pozwala mi zatrzymać się w połowie. Krzyczę głośno i całuję go agresywnie. Tym razem w pełni się angażuje i oddaje pocałunek gorąco. Rozłączam nasze usta dopiero, gdy dreszcze mijają, a rozkosz ostatnimi falami rozlewa się po moim ciele. Z trudem unoszę powieki, kręci mi się w głowie. Oczy Harry'ego błyszczą jakby właśnie widział najpiękniejszą rzecz na świecie. Całuję go jeszcze raz, tym razem powoli i czule. Gdy przestaję, wzdycha cicho i opiera czoło o moje ramię. Dopiero po chwili zauważam, że po prostu zasnął.

~A~

Gdy Alex budzi się ze snu, słońce zbliża się już ku zachodowi. Jego rzęsy trzepoczą, a potem unosi powieki, ukazując światu swoje stalowo szare oczy. Dobre kilka minut po prostu leży i patrzy przed siebie na ciemnobrązowy stolik do kawy. Jest mu miękko i ciepło, a dobrze wie, że zaraz znów pogrąży się w smutku, więc korzysta z tych spokojnych chwil. Przymyka oczy, nagle mając ochotę zasnąć ponownie. Dlaczego nie? Czy ktoś miałby mu za złe, że jeszcze choć przez moment nie chce myśleć o niczym? Powoli uspokaja się, a sen skleja mu powieki. Cichy trzask zamykanych drzwi całkowicie wyrywa go z objęć Morfeusza. Stara się nie spinać, by nie dać po sobie poznać, że już się obudził. Gdzie właściwie jest? Miękka kanapa i stolik do kawy wydają się znajome jak głos, który słyszał nim zapadł w sen. Nie może dłużej o tym myśleć, bo ktoś się do niego zbliża i staje tuż za sofą. W napięciu czeka na jakikolwiek ruch, ale i tak ledwo powstrzymuje się od podskoczenia, gdy do jego uszu dociera ciężkie westchnienie. Czyjeś palce bardzo delikatnie odgarniają mu grzywkę z oczu. Z jakiegoś powodu Alex ma wrażenie, że osoba ta po prostu troszczy się o niego. A on nie zna żadnego dorosłego, który martwiłby się o niego.

- Powinieneś już się obudzić, dzieciaku.

Serce na chwile mu zamiera na dźwięk głosu profesora Snape'a. Powinien czuć się źle, że Mistrz Eliksirów go dotyka, powinien być zły za traktowanie go jak ofiarę. Nie jest. Zamiast tego jego mięśnie same się rozluźniają, a senność powraca. Tylko... Czy powinien spać dalej, gdy nauczyciel tak się martwił? Po krótkim zastanowieniu uznaje, że nie. Stara się udawać, że się budzi. Mruczy coś niewyraźnie i marszczy nos, po czym przewraca się na plecy i niby z trudem otwiera oczy. Profesor ma dziwny wyraz twarzy, jakby przed chwilą patrzył na niego wręcz przyjaźnie. Mruga kilka razy, by jego oczy przyzwyczaiły się do światła. Patrzą na siebie w milczeniu. W końcu profesor Snape odpuszcza i kiwa głową w kierunku stolika. Alex odwraca głowę w tamtą stronę i zauważa stojący na nim talerz. Na jego widok burczy mu w brzuchu, ale tak bardzo nie chce mu się podnosić... W końcu jednak stęka i próbuje usiąść. Severus widząc jego wysiłki, chwyta go za ramię, ciągnąc go do przodu. Alex kiwa mu głową w podziękowaniu i sięga po talerz. Są na nim tylko kanapki, ale wyglądają tak apetycznie, że nawet się nie zastanawia, ile tu stoją. Zjada je ze smakiem, a nauczyciel nie spuszcza go z oczu.

- Dziękuję... – zauważa, że jego głos jest zachrypnięty, więc odchrząkuje – Dziękuję, że zajął się pan mną, profesorze.

- Zawsze lubiłem małe, zagubione szczeniaczki – odpowiada mu bardzo poważnie, a Alex ma wrażenie, że mówi prawdę.

- Ja wolę koty – rzuca i wstaje z kanapy.

Natychmiast chwieje się niebezpiecznie i tylko dłoń profesora, która chwyta go za ramię chroni go przed upadkiem. Łapie równowagę, ale wciąż kręci mu się w głowie. Miał zamiar wymówić się byle czym i wrócić do dormitorium, ale szczerze wątpi, że w tym stanie uda mu się tam dojść. Zerka na profesora, a ten odwzajemnia mu się tym samym.

- Czy mógłbym skorzystać z pana prysznica, profesorze?

- Nie krępuj się.