~S~
Lekcje Severusa zawsze odbywają się w ciszy. Sama jego obecność sprawia, że jego uczniowie milkną i nagle całkowicie przechodzi im chęć odzywania się. Choć szczerze mówiąc, zajęcia z szóstym rokiem klasą Gryffindor- Slytherin nigdy nie odbywały się w całkowitym milczeniu. Tym razem jednak przeszli samych siebie i nawet Severus czuje się niespokojnie. Wczoraj Harry Potter wylądował w Skrzydle Szpitalnym i do tej pory wciąż się nie przebudził. Mistrz Eliksirów całą noc udawał, że śpi, co tylko go bardziej zmęczyło. A teraz jeszcze to.
Ostrożnie unosi wzrok znad sprawdzianów drugoklasistów i rozgląda się uważnie. Aż mu piszczy w uszach od tej ciszy. Od początku zajęć nikt nie odezwał się choćby słowem i najwyraźniej nie miał zamiaru tego robić. Slytherin pogrążony jest w niespokojnym rozmyślaniu. Draco mimo swojego dziwnego zachowania, które polegało na trzymaniu się blisko Pottera, wciąż pozostaje Księciem Slytherinu. Nawet gdyby odebrać mu majątek Malfoyów, pozycja ta nadal należałaby do niego. Z jakiegoś powodu Draco po prostu uznawany jest za swego rodzaju przywódcę i wzór do naśladowania. Malfoy popiera Czarnego Pana? Większość Slytherinu również! Malfoy ma wątpliwości i zaczyna trzymać się z Potterem? Slytherin również wątpi! Severus może tylko odetchnąć z ulgą, że Draco w końcu się opamiętał, bo inaczej proceder ten byłby bardzo kłopotliwy. Za to sytuacja ma także wady. A jedną z nich jest to, że nikt nie może zastąpić Księcia Slytherinu. Plotki już się rozeszły i nie ma wątpliwości – Malfoy przed swoim wypadkiem był niezadowolony z działalności popleczników Czarnego Pana w Hogwarcie. A to zaś prowadzi do prostej konkluzji – to właśnie przez nich został zaatakowany. Natomiast to komplikuje wszystko. Bez wątpliwości tymi, którzy się na to odważyli są ślizgoni. Slytherin został podzielony, a to wywołuje niepokój, bo przecież właśnie w jedności tkwi ich siła. Pozostaje im tylko czekać aż Draco się ocknie i zacznie działać.
Gryfoni wcale nie są lepsi. Plotka o nieprzytomnym Potterze również obiegła już szkołę, budząc wiele różnych uczuć. Nikt tak naprawdę nie zna powodu, z którego znalazł się on w Skrzydle Szpitalnym, co tylko jeszcze bardziej wzburza tłum. Mogli się tylko domyślać. A wnioski jakie wyciągali nie świadczyły bynajmniej na korzyść ślizgonów. Malfoy został zaatakowany, bo trzymał się blisko Pottera. On sam również mógł zostać skrzywdzony właśnie przez nich. A mówiąc „nich" mają na myśli właśnie węże. I tak oto zamyka się koło. Lwy wręcz krwiożerczo spoglądają na przeciwny rząd ławek, który został zajęty przez ich odwiecznych wrogów. A trzeba wiedzieć, że jeśli chodzi o walkę, gryfoni nie mają sobie równych. A w wypadku Harry'ego Pottera są jeszcze bardziej agresywni.
Po raz pierwszy w swojej karierze Severus oddycha z ulgą, gdy w końcu rozlega się dźwięk dzwonu, a uczniowie w pospiechu i potwornej ciszy opuszczają pomieszczenie. Dzięki Salazarowi, bo jeszcze chwila, a zacząłby się dusić z tego napięcia. A przecież jego odporność na stres jest nadnaturalna. Podnosi się z krzesła i wzdycha ze zmęczenia. Może to dlatego, że sytuacja bezpośrednio go dotyczy? Zarówno Draco jak i Potter są dla niego bliskimi osobami, więc nic dziwnego. W dodatku młody Lestrange wciąż martwi się swoim kuzynem. Teraz na dodatek rozpacza nad Potterem. Tym razem umyka mu zirytowane westchnięcie. Ten dzieciak doprowadza go do szaleństwa! Jest dla niego wyzwaniem i to pod więcej niż jednym względem. Alex jest po prostu dziwny. I ma wiele twarzy, które absolutnie fascynują Severusa. Smutny Alex ma w zwyczaju snuć się lub kulić gdzieś, rozpaczając. Wydaje się wtedy być tak samotnym, że Severus choćby chciał, nie mógłby go zostawić. Jest wtedy taki mały i drobny, że Severus ma wrażenie, że jeśli spuści go z oka choćby na chwilę, Alex po prostu zniknie. Radosny Alex podoba się profesorowi o wiele bardziej. W takich momentach wręcz opromienia wszystko dookoła i nawet sam Snape wydaje się o wiele szczęśliwszy niż zazwyczaj. Lestrange w takim stanie chętnie prowadzi rozmowy i jest bardziej skłonny do odpowiadania na pytania. Sam również częściej pyta i obserwuje. Są to dwa najczęściej spotykane stany, w których znajduje się Alex, ale istnieją również inne. Alex - arystokrata, dziecinny Alex czy zamyślony Alex. Oni wszyscy go fascynują i wywołują w nim dziwne uczucia. Często ma ochotę głaskać go po włosach, by choć trochę go pocieszyć i wciąż go karmić, choć nie wygląda przecież na wychudzonego. Zdarza mu się także czuć złość na Pottera, że Alex tak bardzo przejmuje się tym gryfonem, mimo że to przecież nie jest jego wina.
Severus wzdycha jeszcze raz. Dzwon oznajmia początek kolejnej lekcji, więc klasa Hufflepuff- Ravenclaw trzeciego roku nieśmiało zajmuje ławki. Mistrz Eliksirów nawet nie ma ochoty, by znęcać się nad nimi, więc tylko stuka różdżką w tablice, by pojawił się na niej przepis. Uczniowie nie potrzebują żadnej zachęty i od razu zabierają się do pracy. Zaś Snape wraca do rozmyślania.
Pozostawał jeszcze Lupin. Wilkołak nie odstępuje łóżka Pottera odkąd go przyniósł. On sam kilka razy starał się go przekonać, by odpuścił i wrócił do domu, ale nic to nie dało. Teoretycznie nie powinien być w stanie utrzymać ludzką formę, a jeśli już, to jego zachowanie zdecydowanie się nie zgadza. Remus wyjątkowo spokojnie wciąż waruje przy swoim ukochanym. Fascynujące. Po takiej dawce wywaru tojadowego nie powinien być w stanie choćby drgnąć przez sen, a tymczasem zaprzecza wszelkim zasadom. A wyjaśnienie całej sytuacji jest banalnie łatwe, choć nie da się go potwierdzić. Najwyraźniej wilkołak w jego wnętrzu dobrowolnie oddaje mu kontrolę, a w dodatku ludzka część Lupina całkowicie dominuje swoją bestię. Severus zawsze myślał, że wewnętrznego wilka nie da się kontrolować, ponieważ jest on zwierzęciem i nie kieruje się ludzkimi zasadami. Tymczasem okazuje się, że ma w sobie więcej człowieczeństwa niż sądził. Najwyraźniej zarówno ludzka jak i wilcza strona jest po uszy zakochana w młodym Potterze. Na Salazara, czasami Severus czuje się niczym zazdrosny ojciec. Ma ochotę potrząsnąć Potterem i wrzeszczeć na niego, że jego partner jest wilkołakiem. Nie żeby życzył Remusowi źle – właściwie lubi go, choć nigdy nie przyzna tego na głos. Ech, chyba po prostu się starzeje.
~A~
Istnieje pewna prawda dotycząca Hogwartu, z której zdają sobie sprawę już pierwszoroczni. Czas w Hogwarcie płynie bardzo szybko. Tygodnie zamieniają się w dni, a te zaś w zaledwie godziny. Dlatego duża część uczniów ma swoje hobby, któremu się poświęcają, by zatrzymać ten czas na dłużej. Dla Alexa jednak poprzedni tydzień był najdłuższym w jego życiu. Ma wrażenie, że od trafienia Harry'ego do Skrzydła Szpitalnego minęło siedem miesięcy, a nie zaledwie dni. To wrażenie wywołuje w nim niepokój i strach o przyjaciela, jak i o wciąż nieprzytomnego kuzyna. Wciąż ma ochotę zaszyć się gdzieś w kącie i tylko czekać aż obaj się obudzą. Jednak inni nie mieli zamiaru mu na to pozwolić. To zaś sprawiło, że Alex zaczął robić coś niecodziennego. Młody Lestrange rozejrzał się i zaczął zastanawiać się nad swoją sytuacją, a trzeba wiedzieć, że Alex naprawdę nie robi tego często. Właściwie zdarzyło mu się to chyba ze trzy razy. Wnioski były szokujące. Puchon zauważył, że nie jest sam. Świadomość, że są osoby, które przyjdą mu z pomocą w razie potrzeby nadal jest odurzająca. To zaś sprawiło, że zaczął myśleć nad rangą „przyjaciela". Skutek był jasny i prosty – Harry nie jest jego najlepszym przyjacielem. Ponieważ sam nigdy nie miał takiej osoby, musiał bliżej przyjrzeć się relacją Harry'ego i Rona w przeszłości. Tym bardziej upewnił się w swoim przekonaniu. Potter oczywiście nadal pozostaje jego cennym przyjacielem i ważną osobą, ale to nie do niego przyszedłby, by się wyżalić. Opętany przenikliwym uczuciem samotności rozejrzał się jeszcze raz, by znaleźć właśnie taką osobę. I jakież było jego zdziwienie, gdy zauważył, że aż dwa takie osobniki kręcą się wokół niego. Neville i Blaise są całkowicie różni, ale obaj sprawiali, że przestawał pogrążać się w smutku. Oprócz nich jeszcze jedna osoba obserwowała go i dbała o niego, ale Alex szczerze wątpił, by mógł nazwać profesora Snape'a swoim przyjacielem. Bardziej był skłonny przyznać, że jest kimś w rodzaju syna dla Mistrza Eliksirów, choć czuł, że to wciąż nie jest prawidłowy wniosek. Sam nie wiedział, co nauczyciel widzi przyjemnego w jego obecności. Jednak profesor nie jest osobą, która robi coś wbrew sobie, więc porzucił rozmyślanie na ten temat i po prostu cieszył się. Ostatnie, o czym myślał, to sytuacja z Draco. Do tej pory starał się trzymać z daleka od kuzyna, a on sam również się nie zbliżał. Jednak Alex musiał przyznać, że ślizgoni nigdy nie atakowali go otwarcie, co zapewne było dziełem Malfoya. Dlatego twardo postanowił, że nawiąże kontakt z blondynem i tym razem nie będzie uciekał. Teraz pozostaje mu jedynie zrobić użytek z przemyśleń. Szczególnie, że piątego dnia Draco ocknął się ze śpiączki.
~D~
Pierwsze, co Draco czuje, to to charakterystyczne uczucie, które ma się po przespaniu bardzo długiego czasu. Jeszcze z zamkniętymi oczami ślizgon marszczy brwi i automatycznie wędruje myślami w tył. W takich momentach zazwyczaj ostatnie, co pamiętał to impreza albo ogromne zmęczenie. Niestety, tym razem tak nie jest. Gdy tylko dociera do niego, że był przecież na bardzo ważnej misji, zrywa się gwałtownie do siadu. I natychmiast tego żałuje. Zawroty głowy są tak silne, że robi mu się słabo, a żołądek buntuje się głośno. W ostatniej chwili ledwo udaje mu się powstrzymać odruch wymiotny. Powoli rozgląda się dookoła, bo jego wzrok jest nieostry, co pogarsza jego samopoczucie. Szybko zauważa charakterystyczne zasłony Skrzydła Szpitalnego i uspokojony opada z powrotem na poduszki. Z cichym westchnieniem odwraca głowę w lewo i zaskoczony wstrzymuje oddech. Na krześle obok łóżka półleży półsiedzi Weasley z głową na materacu jego posłania. Z tej pozycji ma idealny widok na jego twarz. Ma wory pod oczami, więc nic dziwnego, że nie obudził go swoim przebudzeniem. Musiał siedzieć przy nim dłuższy czas. Myśl ta sprawia, że w jego brzuchu pojawia się to dziwne uczucie, które dziewczyny nazywają motylkami. Wredne owady panoszą się w jego wnętrzu i nie pozwalają logicznie myśleć, no! Jednak, no cóż, musi się z nimi zgodzić – rudzielec jest absolutnie najseksowniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widział. Nawet mimo poszarzałej twarzy i sińców pod oczami. A lekki zarost na jego szczęce sprawia, że Draco ma ochotę przylgnąć do niego z rozmarzoną miną i ocierać się o niego, dopóki nie zaspokoi tej nagłej potrzeby. Jedyne, co mu w tym przeszkadza, to jego własna duma. Przecież to by oznaczało, że musiałby przyznać się, że pragnie Weasleya i to nie tylko w fizycznym sensie! Bo jak można być obojętnym, gdy wręcz śpi przy nim? No właśnie, nie da się. W tym momencie Draco zamyśla się i traci kontakt z rzeczywistością.
Cała sytuacja jest dla niego naprawdę trudna. Z jego własnymi uczuciami nie ma problemu, co przyznaje tylko przed samym sobą. Jest zakochany w Weasleyu, a uczucie to szybko może zmienić się w miłość. W dodatku już jakiś czas temu jego cała rodzina sprzeciwiła się Czarnemu Panu, a właściwie to to, co z niej zostało. A został tylko jego ojciec. Draco naprawdę kochał swoją matkę i nigdy nawet nie pomyślałby, że byłaby skłonna ich zdradzić. W końcu byli rodziną! Może i nieidealną, ale wciąż rodziną! Najwyraźniej to nie wystarczało, bo gdy tylko zwrócili się do Dumbledore'a o pomoc, ona zdradziła ich Voldemortowi. Draco mimo swojej całej miłości do jej dawnego ja z mściwą radością myśli o tym, że aktualnie ta kobieta pozostaje martwa od jakiegoś czasu. Otrząsa się z tych przygnębiających rozmyślań i wraca do sprawy z rudzielcem. A ta ma się dość prosto i jednocześnie skomplikowanie. Pierwszą i najważniejszą przeszkodą jest właśnie sam Ron, a właściwie jego uczucia. Malfoy oczywiście nie jest głupi i zdaje sobie sprawę, że Weasley okazuje mu sympatię, a także flirtuje z nim, ale... Bądźmy szczerzy – wiele osób robi tak, by tylko znaleźć się w jego łóżku. Oczywiście Ron nie jest taką osobą, ale mimo wszystko Draco nie ma żadnej gwarancji, że ich mniemany związek byłby na poważnie. Drugą przeszkodą jest Lucjusz. Ojciec po śmierci matki trzyma się wręcz wyśmienicie, ale to mogą być przecież pozory. A wiadomość, że jego jedyny syn zamierza związać się z mężczyzną i nie dać mu wnuków może nim wstrząsnąć. Bardzo wstrząsnąć. Tak bardzo, że natychmiast spakuje ich oboje i wyjadą na kraniec świata do jakiegoś lasu. I nie, Draco wcale nie przesadza. Kolejny kłopot to rodzice Rona. Mimo całej sprawy z nawróceniem się, Malfoyowie i Weasleye po prostu nie są stworzeni do życia razem, a tym bardziej do porozumiewania się. Dlatego blondyn się zwyczajnie boi. W końcu z własnego doświadczenia wie, że Weasleye zawsze trzymają się razem, a rodzice Rona mogą przecież zabronić mu się z nim spotykać. Draco nawet nie może pofantazjować o ich wspólnym ślubie, bo kończy się to albo na zbiorowej masakrze popełnionej przez jego ojca lub przyszłych teściów albo na ślubie bez nich. A żadna z tych opcji go nie zadowala. No i na końcu jest jeszcze jego własna duma. Malfoy naprawdę nie chce zostać odrzucony.
Z myśli wyrywa go bardzo, ale to bardzo seksowny dźwięk. Rozkojarzony mruga i wlepia wzrok w rudzielca, który zdążył się już obudzić. A jego zachrypnięty głos sprawia, że Draco jest wdzięczny, że leży, bo inaczej osunąłby się na podłogę na miękkich nogach.
- Kiedy się obudziłeś? - szepcze Weasley, sprawiając, że atmosfera nagle robi się bardzo intymna.
- Ni- niedawno. - Draco musi najpierw odchrząknąć, bo zaschło mu w ustach. Odpowiada mu również szeptem, choć sam nie wie dlaczego. - Co ty tu...?
Nie dane mu jest dokończyć pytanie, bo nagle Ron unosi się na łokciu i niebezpiecznie zbliża się. Zatrzymuje się zaledwie dwa centymetry przed jego twarzą i patrzy mu w oczy. Draco nic nie może poradzić na to, że jego serce i oddech przyspieszają, a jego oczy same wędrują w dół, na usta gryfona. Które wyginają się w zadowolonym uśmieszku. Sekundę później ślizgon dostaje to, czego pragnął od dłuższego czasu. Ich wargi łączą się w pocałunku. Jest to zaledwie muśnięcie, ale gdy rudzielec cofa się, blondyn sam wychyla się w przód, nie chcąc przerywać. Ledwie zauważa, że Ron syczy, gdy łapie jego dolną wargę między zęby i klnie. Kręci mu się w głowie, gdy jego usta zostają zmiażdżone w gorącym, męskim pocałunku. Malfoy z rozkoszą wypuszcza kontrole ze swoich dłoni i zamiast wplątuje je w ogniste włosy ukochanego. Drapie go lekko w kark i jękiem odpowiada na zadowolone sapnięcie. Nie wiadomo kiedy do zabawy włączają się ich zęby i kąsają się nawzajem z pasją. Nie starają się być delikatni, więc smakują nawzajem swoją krew. Poranione i opuchnięte wargi łagodzą gorące języki, które chcą jak najbardziej posmakować partnera. Draco przyciska do siebie Rona jak najbliżej, więc praktycznie leży on na nim. Czuje jego palce w swoich włosach, a jedną dłonią trzyma na jego policzku, by łatwiej manewrować pocałunkiem. Smak ich zmieszanej śliny otumania ślizgona całkowicie i ten zaczyna bez krępacji po prostu skomleć. Za mało, wciąż jest mu mało! Na Merlina, jak on chce poczuć te dłonie i usta na swoim ciele! Tak bardzo go pragnie! Chce mu to powiedzieć, ale za każdym razem, gdy ich wargi rozłączają się na chwilę, nie może się powstrzymać i ponownie je łączy. Jęczy z protestem, gdy Ron odsuwa się gwałtownie. Jego niebieskie oczy są ciemne jak jeszcze nigdy i błyszczą z pragnienia. Draco aż zapiera dech na ten widok.
- Musimy przestać. - Jęk niezadowolenia sam ucieka mu z usta, przez co gryfon uśmiecha się drapieżnie. - Inaczej wezmę cię na tym łóżku.
Draco naprawdę ma ochotę wrzasnąć: „To na co czekach? Bierz mnie!" i prawie to robi, ale przeszkadza mu jakieś dziwne uczucie. Dlatego wzdycha jedynie mocno rozczarowany i odwraca głowę w prawo. Nagle zainteresowany kotarą sięga do niej i rozsuwa. Po drugiej stronie leży nieprzytomny Harry. Na jego widok Malfoyowi natychmiast odechciewa się jakichkolwiek pieszczot. Mocno zaniepokojony wychyla się z łóżka i ostrożnie dotyka chłopaka. Prawie krzyczy zaskoczony, gdy po jego skórze przechodzi prąd. Jego nadgarstek w mgnieniu oka zostaje opleciony przez zielone wzory, które znikają tak szybko jak się pojawiły. Draco szarpie się w tył i przestraszony opada na swoje posłanie. Gapi się na swoją dłoń, ale nie ma żadnego śladu po liniach. Przenosi wzrok na Rona, który wpatruje się w niego mocno zaskoczony. Nagle potrząsa głową i chwyta go za rękę. Oniemiały Draco wpatruje się w piątkę pojawiającą się na wewnętrznej stronie jego prawej dłoni. Mruga kompletnie zdezorientowany i zerka pytająco na rudzielca. Ten jedynie uśmiecha się dziwnie czule.
- Witaj w Dwunastu, Piąty.
~R~
Jeśli Remus miałby wskazać swoich ulubionych uczniów, to była by to klasa drugorocznych ślizgonów i gryfonów. Każdy z dwudziestu ośmiu dwunastolatków naprawdę uwielbia uczyć się Obrony, więc wilkołak uczy ich z przyjemnością. A raczej robi to zazwyczaj. Tym razem zarówno ślizgoni jak i gryfoni zdecydowali się porzucić wzajemną nienawiść i aktualnie wymieniają zaniepokojone spojrzenia. Tajemnicą nie jest, że nieprzytomny Harry Potter przebywa w Skrzydle Szpitalnym. Nie jest nią także bliska relacja łącząca Wybrańca z ich ulubionym nauczycielem. Jednak mimo wszystko martwią się. Od tygodnia ich lekcje polegają na czytaniu wskazanych rozdziałów i robieniu z nich notatek. Profesor Lupin nie jest w stanie prowadzić nawet lekcji polegających na używaniu czarów. Zresztą nikt się temu nie dziwi. Aktualnie tenże mężczyzna krąży niespokojnie po całej sali, czasami zatrzymując się w miejscu, by wpatrywać się w jedno miejsce nieprzytomnie. Uczniowie przestali pytać o jego samopoczucie po tym, jak nie usłyszał zadanego po raz czwarty pytania. Jednak ich oczy wciąż podążają za nim, by śledzić jego nastrój.
Remus jest rozdarty. Powinien być gdziekolwiek, ale nie tutaj. Doskonale wie, że nie jest w stanie prowadzić lekcji, ale nie jest w stanie robić także niczego innego. Nieświadomie zatrzymuje się przy swoim biurku i wbija wzrok w ramkę na zdjęcie. Fotografia przedstawia uśmiechającego się przez sen Harry'ego. Zrobił mu je, gdy któregoś razu spał w jego komnatach. Jego policzki były delikatnie zarumienione, a usta lekko uchylone. Jak tęskni za takim Harrym... Pięknym, śmiejącym się Harrym. Wcześniej jakoś Remus nie zastanawiał się, czy i ile wytrzymałby bez obecności ukochanego. Teraz już wie. I wiedza ta bynajmniej nie napawa go optymizmem. O ile dni mijają dość szybko i zajmują go choć minimalnie, tak noce są o wiele gorsze. To właśnie gdy zapada zmrok, do Remusa dociera cała samotność, którą odczuwa. Ponieważ po raz pierwszy Remus naprawdę może powiedzieć, że jest sam. Harry'ego przy nim nie ma, ale to wciąż nie koniec. Gdy tylko Harry zemdlał w jego ramionach, poczuł coś zaskakującego. Błyskawicznie Lunatyk wycofał się w głąb ich wspólnej świadomości, wypychając go na wierzch. Nigdy wcześniej w trakcie pełni nie kontrolował się tak jak wtedy. Wilk zaszył się w ciemności i nie wychylał się, dopóki Harry nie trafił pod opiekę Popy. Wtedy zaś wycofał się całkowicie. Gdyby nie świadomość, że nic nie jest w stanie usunąć lykantropii i ledwie wyczuwalna obecność wilka, Remus byłby pewien, że jakimś cudem został uwolniony od tego irytującego sierściucha. I wcale nie cieszyłby się z tego. Już w tej chwili jest na skraju załamania. Wilk nie odpowiada mimo wielokrotnego nawoływania. Oczywistym jest, że obwinia się za stan Harry'ego, choć jest to idiotyczne. Sytuacja jest ich wspólnym błędem, więc wilk nie powinien się obarczać całą winą.
Rozmyślanie pochłonęło go aż tak bardzo, że to uczniowie musieliby poinformować go o końcu zajęć, jak działo się w trakcie ostatniego tygodnia. Jednak tym razem nie dane jest mu przetrwać ostatnią lekcję dzisiejszego dnia. Gwałtownie zatrzymuje się w pół kroku, zwracając na siebie uwagę uczniów. Zdezorientowany rozgląda się całkowicie przytomnie po sali. Z myśli wyrywa go nieznane mu uczucie, dlatego upewnia się, że klasa wciąż jest cała, a żaden z uczniów nie zmienił się w gumochłona. Na szczęście nic takiego nie ma miejsca, przez co jego niepokój pogłębia się. Dobrą chwilę zajmuje mu zorientowanie się, że ten dziwny impuls powstaje w jego wnętrzu. Aż traci dech, gdy uświadamia sobie, co to może być. Już nie zwraca uwagi na uczniów ani na wciąż trwającą lekcję. Zrywa się do biegu, a postacie na portretach obserwują go zadziwione. Jeszcze nikt nie biegł przez korytarze Hogwartu tak szybko. Kilka z nich uśmiechnęło się tajemniczo, wiedząc, że mężczyzna mógłby rozwinąć jeszcze większą prędkość, ale żaden z nich nie życzył mu tego.
Remus jest tak zajęty biegnięciem jak najszybciej potrafi, że nie dociera do niego dźwięk zakończonych zajęć. Warczy pod nosem zirytowany wciąż ciągnącymi się schodami i w końcu chwyta barierkę w dłonie, po czym przeskakuje przez nią. Wiatr burzy mu włosy, gdy z ogromną prędkością spada w dół kilka pięter. Jego kości skrzypią w proteście, gdy ląduje w końcu na posadzce, ale nie zwraca na to większej uwagi. Uczniowie, którzy wybiegli z klas krzyczą, widząc spadającego nauczyciela, ale Remus nawet ich nie dostrzega. Drzwi Skrzydła Szpitalnego odbijają się od ścian, gdy Remus z ogromną siłą popycha je. Pani Pomfrey podskakuje, słysząc ten huk, po czym zrywa się z krzesła i wybiega ze swojej dyżurki. Dostrzega tylko mignięcie sylwetki swojego kolegi po fachu. Kręci głową i po cichu wraca do siebie. Musiałaby być całkowitą ignorantką, gdyby w tej chwili przeszkadzała wilkołakowi.
Remus szarpnięciem rozsuwa zasłony wokół łóżka. Całe powietrze ulatuje mu z płuc na widok spokojniej twarzy Harry'ego. Gorzkie rozczarowanie zalewa jego wnętrze i nagle ma ochotę po prostu zapłakać. Delikatnie sięga po dłoń Harry'ego i ściska ją lekko w swojej. Wydaje się być tak samo bez życia jak przez ostatnie 9 dni. Dokładnie tak samo. Remus spuszcza głowę i tym razem nie udaje mu się przełknąć łez. Pozwala im spłynąć po swoich policzkach. Cała ta sytuacja doprowadza go do kompletnego szaleństwa, wzbudzając w nim tak wiele emocji. Czuje się przerażony i samotny. Tęskni za Harrym – za jego cudownym uśmiechem, za zachwyconym spojrzeniem, za dotykaniem go. Tęskni również za tym głupim futrzakiem, który wciąż udaje, że nie istnieje, choć obaj dobrze wiedzą, że to niemożliwe. Remus siada na krześle obok i po raz pierwszy w życiu czuje się całkowicie bezradnym. Nawet wtedy gdy Harry go zostawił, miał cel i wiedział co powinien zrobić. Teraz za to... Nie ma nic. Nie ma czego się złapać. Każdego dnia widzi Harry'ego zamkniętego w swoim własnym świecie i nie ma pojęcia jak długo jeszcze da radę. Jak wiele czasu jeszcze minie nim Harry spojrzy na niego i zapewni, że wszystko jest dobrze?
Nie ma pojęcia jak długo siedzi bezruchu, wpatrując się w ich złączone dłonie. Z letargu wyrywa go dźwięk rozsuwanych drzwi i kroki zmierzające w jego stronę. Odwraca głowę, czekając na widok jednego z Dwunastu i już po chwili Ron wsuwa się przez zasłony. Nie wydaje się nawet zaskoczony na widok Remusa i zwyczajnie uśmiecha się do niego lekko na powitanie.
- Witaj, Remi. Cześć, Harry – mówi, siadając po drugiej stronie i otwierając spory dziennik, który ze sobą przyniósł.
- Cześć – odpowiada Remus, marszcząc brwi zdziwiony. Pierwszy raz widzi Rona z tym notatnikiem, szczególnie właśnie w tym miejscu. - Co tam masz?
- Odkąd Draco się obudził, wziąłem się w garść i staram się jakoś ogarnąć to wszystko. To, że Harry wciąż jest nieprzytomny nie sprawia, że nasz czas również stanął w miejscu. - Rudzielec z powagą patrzy na nauczyciela. - Wojna zbliża się wielkimi krokami i to my jesteśmy na przegranej pozycji. Zacząłem zastanawiać się jak to zmienić. Wszyscy zaczęliśmy.
Remus natychmiast karci się w myślach. Oczywiście, jak zawsze pogrążył się w smutku i żalu, zapominając o całym wszechświecie. Ron ma rację. Wciąż wydaje im się, że mają jeszcze wiele czasu, ale czy to prawda? Harry mówił, że wojna nie rozpocznie się dopóki nie spotka wszystkich Dwunastu, ale równie dobrze kilku z nich może spotkać już podczas samego starcia. Jak wiele tak naprawdę mają czasu? Rok? Miesiąc? A może ledwie tydzień? Nikt z nich tak naprawdę nie wie tego.
- Co już masz? - Ron z uśmiechem kładzie dziennik na udach Harry'ego, by pokazać mu strasznie pomieszaną burzę myśli.
- Każdy z nas na swój sposób stara się pomóc i jakoś ogarnąć cały ten bałagan. Luna wyjechała na weekend do domu, żeby porozmawiać ze swoim ojcem. Ma kontakt z kilkoma stworzeniami, które mogą okazać się przydatne w starciu. - Puka w jedno miejsce, by zaraz przenieść się na drugą stronę bazgrołów. - Okazało się, że Neville jest bardziej utalentowany niż nam się zdawało i ma nawet certyfikat za odkrycie zachowań pewnej rośliny. Już od kilku dni stara się nawiązać kontakt ze sporą ilością hodowców roślin zarówno tych, które są cennymi składnikami jak i tych, które mogą nam w jakiś sposób pomóc. Snape za to zajął się masową produkcją eliksirów, które mogą nam uratować tyłki, a Draco i Blaise mu pomagają w tym. Alex za to pracuje z moimi braćmi nad wszystkim co może się nam przydać – granaty czy miny. Przyznam, że przydałaby nam się twoja pomoc z runami, które mogą zwiększyć naszą przewagę.
- Jasne, jeszcze dzisiaj zacznę szukać wszystkiego, co może się nam przydać.
- Bitwa na 90% odbędzie się tutaj, w Hogwartcie, więc warto również zaznajomić się z otoczeniem i wykorzystać je maksymalnie na naszą korzyść. Lasy są dość niebezpieczne i zamieszkują je różne stworzenia. - Ron wzdryga się na samo wspomnienie Aragoga i jego małych przyjaciół. - Powinniśmy ostrzec je, że ich dom zostanie zagrożony. Nie możemy siłą przeciągnąć ich na swoją stronę, więc powinniśmy chociaż dać im czas na ucieczkę. Pole antydeportacyjne kończy się w lesie, więc warto zacząć już tam utrudniać im przejście. To również zaalarmuje nas, że się zbliżają. Możliwe, że Voldemort będzie chciał złamać osłony – na to również musimy być przygotowani. Atak może też nadejść z wewnątrz, więc potrzebujemy unieszkodliwić jak najwięcej osób, które nam zagrażają dużo wcześniej. Nie obędzie się bez udziału uczniów w wojnie i to jest fakt. - Ron wzdycha ciężko, drapiąc się w kark; wciąż męczy go ta myśl, że dzieciaki zmuszone zostaną do zabijania, ale nic nie może na to poradzić. - Musimy ich na przygotować. Zaklęcia ochronne i unieruchamiające mogą uratować im życie. Nie muszą nawet brać udziału w walce, a wciąż mogą nam się ogromnie przydać. Jeśli zostaną porządnie nauczone zaklęć leczniczych, to mogą uratować wiele istnień.
- Będziemy musieli porozmawiać na ten temat z dyrektorem – mówi zamyślony Remus, szczerze zaskoczony tak złożonym zalążkiem planu. - Potrzebujemy, żeby zwiększył ilość godzin Obrony Przed Czarną Magią. Być może konieczne będzie również zatrudnienie kolejnego nauczyciela. Bardzo by nam się przydało też wprowadzenie zajęć o tematyce leczniczej, żebyśmy mogli skupić się na obronie. Wszyscy potrzebują praktyki, żeby nagle nie wryło ich ze strachu. Muszą być w stanie reagować błyskawicznie, jeśli chcą przeżyć.
- Masz rację, sam Hogwart nie jest w stanie nam zapewnić takiego doświadczenia, ale gdyby Dumbledore dogadał się ze Świętym Mungiem...
Ich rozmowę przerywa dziwny wstrząs, przez który notatnik zsuwa się z Harry'ego. Ron chwyta go szybko i natychmiast wbija szeroko otwarte oczy w swojego najlepszego przyjaciela. Serce Remusa dosłownie na moment zatrzymuje się, by zacząć bić szalenie szybko. Jego czuły wzrok od razu wyłapuje zmianę na twarzy ukochanego – jego mięśnie odzyskują czucie i napinają się lekko, a jego brwi bardzo powoli się marszczą w niezrozumieniu. W końcu po kilku niezwykle długich sekundach jego rzęsy zaczynają trzepotać i w końcu, na Merlina nareszcie, jego powieki unoszą się, ukazując te piękne zielone oczy. Remus po raz kolejny tego dnia czuje, że po jego twarzy spływają łzy, gdy palce Harry'ego zaciskają się lekko na jego dłoni.
- Re-Remi... - wydusza z siebie chłopak.
- Jestem tu, Harry...
- V-Voldemort ma plan. - Zaczyna kaszleć z suchości w gardle, a Remus błyskawicznie sięga po szklankę z wodą i pomaga mu się napić. - Sprowadźcie tu Blaise'a. Natychmiast.
