~H~

Chłopiec przestał grzebać patykiem w ziemi i wbił wzrok w linie drzew. Miał wrażenie, że coś usłyszał. A może kątem oka coś dostrzegł? Przechylił głowę w bok, skupiając się na drzewach. Nie, tylko mu się wydawało… Potrząsnął głową. Dziwne, na pewno coś zwróciło jego uwagę, więc czemu myśli, że to nic takiego same pojawiały się w jego umyśle? Dziecko podniosło się do pionu i zaczęło iść w kierunku drzew. Nie był zaniepokojony, a zwyczajnie ciekawy. Stanął na skraju niewielkiego lasku i patrzył w jego głąb. Drzewa rosły dość daleko od siebie, więc pozostawiały mu doskonały widok. Na środku znajdowała się polanka, która wyglądała dość dziwnie. Chłopiec zamrugał. Miał wrażenie, że przez sekundkę widział tam niewielką chatkę, ale w następnej chwili wciąż patrzył na pustą polanę. Nic tam nie było, powinien wracać do domu. Dzieciak znowu potrząsnął głową. Po raz kolejny jego myśli wydawały się dziwne. Śmiało wszedł w końcu między drzewa i ruszył w kierunku niewielkiej łąki. Zatrzymał się przy jej skraju, zwyczajnie patrząc w przestrzeń. Zamrugał, a domek znowu na moment pojawił się przed jego oczami. Sfrustrowany ruszył w kierunku, w którym widział drzwi i uniósł rękę. Musiał wyglądać bardzo głupio, pukając w pustkę. Jednak jego pięść napotkała na drewno i rozległo się ciche stukanie. Chatka nagle pojawiła się przed nim i już nie zniknęła. Minęło kilka sekund i drzwi uchyliły się. Chłopiec podniósł głowę, patrząc na nieznajomego mężczyznę.

- Huh? Co tu robisz, dzieciaku? - spytał, rozglądając się w poszukiwaniu jego rodziców.

- Widziałem chatkę – powiedział zwyczajnie chłopiec jakby to wszystko wyjaśniało. - Mogę wejść?

Mężczyzna zmarszczył brwi. Domu nie powinien widzieć żaden mugol, ale nie jest żadną nowością, że niemagiczne dzieci przejawiają pewne skłonności do wyczuwania magii. Westchnął i otworzył drzwi szerzej. Co mu szkodzi? Dzieciak chwilę się pokręci i wróci do domu, a jemu przyda się towarzystwo.

- Właź.

Chłopiec wszedł do środka, rozglądając się ciekawie. Wnętrze wyglądało trochę jak z średniowiecznych filmów, ze sceny o druidach, zielarzach czy alchemikach. Co ciekawe środek domku był znacznie większy niż sugerował to zewnętrzny widok. Na środku stał okrągły stół z dwoma krzesłami, który zastawiony był najróżniejszymi rzeczami – fiolkami, roślinami, słoikami z różnorodną zawartością czy choćby talerzem z kanapką. Chłopiec wykreślił z listy w swoich myślach pomysł, że mężczyzna jest wampirem. Wszyscy wiedzą, że wampiry nie jedzą kanapek.

- Możesz ją zjeść – powiedział mężczyzna, widząc jak dzieciak gapi się na kanapkę.

Chłopiec od razu sięgnął po nią i zaczął jeść, rozglądając się dalej. Przy ścianie stał kolejny stół, ten był prostokątny, a wokół niego wisiała cała masa ziół. Na nim zaś stał wielki kocioł. Podobny znajdował się obok na palniku i wydobywało się z niego spokojne bulgotanie. Dziecko usiadło na krześle i obserwowało jak mężczyzna skupia się na wrzucaniu różnych rzeczy do środka i mieszaniu. Gdy skończył jeść kanapkę, wstał cicho i podszedł.

- Jesteś złą wiedźmą? – Mężczyzna aż podskoczył wystraszony i rzucił chłopcowi złośliwe spojrzenie.

- Wiedźmy raczej są kobietami, nie uważasz?

Chłopiec zamyślił się. Rzeczywiście, nieznajomy miał rację, wiedźma jest formą żeńską. Przechylił głowę, wpatrując się w mężczyznę.

- Wiedźmin?

Alchemik wybuchł śmiechem na to, kręcąc głową. Powiedział coś w niezrozumiałym dla chłopca języku i z różnych stron pokoju zaczął dobiegać cichy chichot. Dziecko rozejrzało się ciekawie, ale nie dostrzegło niczego, co mogłoby wydawać ten dźwięk.

- Jestem Mistrzem Eliksirów, czarodziejem. Nazywano mnie również szaleńcem czy wariatem, ale nigdy wiedźminem.

- Mistrz Eliksirów – powtórzył chłopiec. – Czym są eliksiry?

Mężczyzna machnął w kierunku okrągłego stołu, a chłopak podążył wzrokiem za jego wskazówką.

- To, co jest w tych fiolkach. To są eliksiry. Jeden właśnie gotuję. Ten jest dość szczególny, moje wielkie dzieło…

Ponownie powiedział coś w niezrozumiałym języku. Niezrozumiałym? Czemu więc chłopiec miał wrażenie, że doskonale zrozumiał jego słowa? Coś na kształt: Może kiedyś zrozumiesz. Skąd wiedział? Skąd Harry znał ten język?

~H~

Gdy wchodzę do gabinetu dyrektora, panuje w nim nietypowe ożywienie. Zazwyczaj gdy odwiedzam to miejsce, nastrój należy raczej do ponurych. Stojący przed biurkiem dyrektora znany mi już Alastor Moody łypie na mnie, ale jego twarz wykrzywia się w lekkim uśmiechu. Obok niego zaś stoi Kingsley, którego również kojarzę. Dumbledore zauważa mnie i rozkłada ręce, rozpromieniając się.

- Harry, już jesteś. Zdaje mi się, że obu panów już znasz…

- Owszem, mieliśmy okazję się poznać – wtrąca mu się w słowo Shacklebolt, rzucając mi pełen rezerwy uśmiech.

- Zgodnie z obietnicą, chciałbym oficjalnie przedstawić Ci naszych nowych nauczycieli obrony przed czarną magią oraz zaklęć i uroków. Nie ma z nami dzisiaj Janusa Thickeya, który zostanie profesorem nauczającym Uzdrowicielstwa, ale pojawi się po przerwie świątecznej.

Szczerze mówiąc, jestem odrobinę zaskoczony. Kiedy byłem porozmawiać na ten temat z dyrektorem? Niecały tydzień temu? No tak, nawet nie zauważyłem jak szybko mija czas. Jutro rozpoczyna się przerwa świąteczna. Tak czy siak, nagle czuję się rzeczywiście wspierany przez Dumbledore'a. Chyba pierwszy raz w życiu realnie wysłuchał mojego zdania i dotrzymał słowa zamiast się wykręcać.

- Słyszeliśmy już co nieco o całej sytuacji, choć wierzę, że to nie wszystko co masz schowane w kieszeni, chłopaku – Alastor od razu przechodzi do rzeczy, a Kingsley kiwa głową.

Niczego mniej się nie spodziewałem po obu mężczyznach. Wskazuję ręką na stolik z boku i wspólnie ruszamy w jego kierunku. Dumbledore nie mówi nic na moje rządzenie się w jego gabinecie, a zamiast tego grzecznie za nami podąża i również zajmuje miejsce.

- Profesor Moody ma rację, jesteśmy gotowi na bitwę bardziej niż Voldemort podejrzewa. – Dyrektor trochę się garbi, ale przygląda mi się z zainteresowaniem. – Nasza obrona składa się z różnorodnych elementów i dołożyliśmy starań, by każdą dziedzinę magii wykorzystać jak najefektywniej.

- My? – wtrąca Shacklebolt, wymieniając spojrzenia z dyrektorem.

- Ja i moja rodzinka. – Mrugam do niego i odchrząkuję. – Nie będę rzucał nazwiskami, ale na pewno któreś z nich będzie z wami rozmawiać i wprowadzi w plan. Mogę za to zapewnić, że pracy wciąż jest sporo, szczególnie w stosunku do innych uczniów, którzy w tej chwili są naszym najsłabszym punktem.

- Dyrektor wspominał, że chcesz przygotować uczniów do walki – Kingsley nie ukrywa w swoim tonie wątpliwości.

- W końcu ktoś, kto wie co robi – wtrąca się Alastor i przez moment dwaj mężczyźni patrzą sobie w oczy z niechęcią.

- To prawda, choć nie zamierzam z nich robić wyszkolonej armii nastawionej na zabijanie. – Zerkam znacząco na Shacklebolta, a ten poprawia się na krześle odrobinę zawstydzony. – Chcę zwiększyć ich szanse na przeżycie. Nie oszukujmy się, nie będą stali na równi podczas bitwy ze Śmierciożercami. Być może z tymi młodymi, którzy wciąż są uczniami, ale z osobami starszymi? Z bliskimi poplecznikami Voldemorta?

Na moment zapada cisza, podczas której daję im czas na przemyślenie moich słów. Po ich poważnych minach widzę, że dotarły do nich moje słowa, a jeszcze bardziej wizja niewinnych studentów – wciąż dzieci – zarzynanych bez litości przez Śmierciożerców.

- Wasza praca to coś więcej niż nauczanie szerokiego grona uczniów podstawowych czarów – zaczynam znowu. – Chcę również żebyście nauczali bardziej zaawansowanych zaklęć dość wąskie grono. Nie musicie się martwić, nie do was należy zadanie ich rekrutacji. Jak już mówiłem, ktoś od nas was znajdzie.

~R~

W dormitorium od rana panuje rozgardiasz, a pośród biegających wszędzie gryfonów walają się różne prywatne rzeczy. Sam zresztą również zajmuję się pakowaniem swoich ubrań do kufra. Jutro zaczyna się przerwa świąteczna i choć każdy z ekscytacją czeka na dni wolne, to nie mogę się pozbyć uczucia, że wszyscy czujemy napięcie wiszące w powietrzu. Szczególnie gdy do pokoju wchodzi Harry, nie nasz przyjaciel czy współlokator, ale lider. Po jego postawie i oczach widać, że rozmowa z dyrektorem sprawiła, że znowu myślami jest daleko w przyszłości, być może już toczy bitwę. Mimowolnie wszyscy poczuliśmy się jak na treningu, gotowi na nagły atak czy rozkaz.

- Jak tam rozmowa z dyrektorem? – rzucam dla rozluźnienia atmosfery.

- Przedstawił mi nowych profesorów. – Wszyscy przestaliśmy się pakować i zaczęliśmy słuchać z ciekawością. – Alastor Moody będzie nauczał obrony przed czarną magią, a Kingsley Shacklebolt zaklęć i uroków. Ah, jest jeszcze Janus Thickey jako nauczyciel uzdrowicielstwa.

- Janus Thickey? Jak oddział w Świetym Mungu? – zdziwił się Dean Thomas.

- Tak myślałem, że go skojarzysz. – Harry uśmiecha się zadowolony. – Po feriach znajdziesz go z osobami, których dam Ci listę i umówicie się na prywatne zajęcia.

- Prywatne zajęcia uzdrowicielstwa! – Dean aż się zachłystnął z wrażenia zachwycony.

- Wszyscy również będziemy uczęszczać na zajęcia z obrony przed czarną magią, a część również na zaklęcia i uroki. – Harry rzuca mi znaczące spojrzenie, a ja wzdycham.

Oj tak, wszyscy będziemy bardzo zajęci w następnym semestrze. Wracamy do pakowania się z nowym zapałem. Lepiej być zajętym i żywym niż mieć więcej wolnego czasu i skończyć martwym. Harry klepie mnie w ramię, zerkając w mój kufer.

- Pierwszy raz widzę, żebyś pakował się tak wcześnie – komentuje zaskoczony moim porządkiem, a ja wywracam oczami.

- Dobrze wiesz, kto będzie na nas czekał na Grimmauld Place 12 – burczę cicho.

Harry robi zamyśloną minę i wydaje z siebie długie „hmmm", a potem udaje, że wcale nie wie o co mi chodzi. Wbijam mu palec w żebra, żeby go ukarać za to, że bawi go moja niedola. Krzywi się i szybko się cofa poza zasięg mojego palca.

- Ah! – udaje, że wpadł na pomysł. – No tak, poznasz w końcu swojego teścia.

Siadam ciężko na łóżku i wzdycham. Mój kumpel dyskretnie rzuca zaklęcie prywatności i siada obok, szturchając mnie.

- Hej, nie będzie tak źle przecież.

- Będzie źle. – Rzucam mu spojrzenie zbitego psa. – Wiesz jacy są czystokrwiści, te ich tradycje… Malfoy senior zje mnie żywcem za to, że oświadczyłem się Draco bez spytania go o zgodę.

- Cóż, to dość możliwe, w końcu to jego jedyny syn. No właśnie, rozmawialiście o tym kto czyje nazwisko przyjmie? – Wywracam oczami na jego nagle pełną ekscytacji minę.

- Nie trzeba było, to dość jasne, że ja przyjmę jego. W końcu Draco to ostatni Malfoy o ile jego ojciec nie sprezentuje mu więcej rodzeństwa.

- Wow, no popatrz. Jeszcze nie tak dawno dałbyś się prędzej pokroić niż pomyślałbyś, żeby stać się Malfoyem. Jak ten czas szybko leci… - Przyjaciel klepie mnie w plecy z nostalgiczną miną.

- Prawda, wiele się zmieniło w tak krótkim czasie.

Przez moment obaj siedzimy w milczeniu, być może Harry też nagle poczuł, że czas ucieka mu przez palce. A być może tylko ja czuję, że wszystko co ważne wciąż mi ucieka i ciężko mi choć przez jeden dzień trwać w szczęściu. Nagle czuję, że powinienem coś przygotować na dzisiejszy wieczór, żeby spędzić wspólnie czas z narzeczonym. Narzeczony, jak to dziwnie brzmi. Dziwnie, a jednocześnie tak wspaniale. Harry najwyraźniej zauważył moją minę, bo czochra mnie po włosach, wyrywając mnie z zamyślenia.

- Idź, kumplu.

~R~

Jest wczesny wieczór, gdy po moich komnatach rozlega się pukanie do drzwi. Zaznaczam szybko stronę w książce o czarnomagicznych klątwach i odkładam ją na bok. Gdy otwieram drzwi, moim oczom ukazuje się Harry. Przez sekundę ogarnia mnie niepokój, może źle się poczuł? Jednak jego ciepły uśmiech uspokaja mnie. Wciągam go do środka, przyciskając go do siebie. Jego ciało tak idealnie pasuje do mojego, gdy nachylam się, by pocałować go w czoło.

- Hej – Harry'emu wyrywa się cichy chichot. Odchrząka i próbuje zrobić poważną minę. – Cześć, przystojniaku, często tu bywasz? – Porusza brwiami zalotnie.

Parskam śmiechem kompletnie zaskoczony, a po moim wnętrzu rozlewa się ciepłe uczucie. Uważa mnie za przystojnego. Opieram go o ścianę, odrobinę go do niej dociskając i staram się zrobić ponętną minę.

- Zadziwiająco często tu sypiam, może masz ochotę mi potowarzyszyć?

- W sypianiu? – dopytuje nagle zachrypniętym głosem Harry i przygryza swoją dolną wargę.

Jego lśniące oczy sprawiają, że pragnienie rozgrzewa mnie od środka jeszcze bardziej. Merlinie, jaki on jest piękny. I nasz, mruczy cicho Lunatyk. Nasz. Unoszę twarz młodego czarodzieja i całuję go gwałtownie. Harry chętnie oddaje mój pocałunek, owijając ręce wokół mojej szyi, by być jeszcze bliżej. Na moment odsuwam się, by zaczerpnąć powietrza i spojrzeć na niego. Jak zawsze, Harry jest taki piękny. Jego źrenice rozszerzyły się, policzki delikatnie zarumieniły, a jego wargi… Całuję go ponownie, chwytając go za uda i po prostu go podnosząc. Szczeniak wydaje z siebie cichy okrzyk zaskoczenia, który szybko tłumię kolejnym pocałunkiem. Przenoszę go przez komnaty aż do mojego łóżka, gdzie go kładę. Młody mężczyzna wygląda jak szaleniec, niezwykle seksowny szaleniec. Jego oczy błyszczą i rozbiegane próbują patrzyć na mnie całego jednocześnie. Wsuwam dłonie pod jego koszulkę, dotykając gorącej skóry. Harry wygina się lekko, jakby błagał o więcej. Zupełnie nie potrafię się oprzeć i odmówić mu, więc dotykam go bardziej – przesuwam palcami wyżej aż trafiam na jego sutki, które lekko drażnię kciukami.

- Ah! – z ust nastolatka wyrywa się cichy jęk, który sprawia, że robię się twardy.

Odrobinę mało delikatnie ściągam z niego koszulkę, po czym pozbywam się własnej koszuli. Czarodziej obserwuje mnie szeroko otwartymi oczyma, jakby nie mógł się napatrzeć. Lub jakby nie mógł uwierzyć, że to się naprawdę dzieję. Figlarnie przygryzam dolną wargę, nagle pragnąc, by Harry również pożądał mnie tak bardzo jak ja jego. Dłońmi przesuwam po swoim torsie aż do brzucha i rozpinam pasek oraz rozporek swoich spodni. Nagle ręce nastolatka pojawiają się na moich, więc pozwalam mu robić co tylko zapragnie. Harry podnosi się do siadu i patrzy na mnie z dołu proszącym wzrokiem. Jakby chciał otrzymać moje pozwolenie. Oh. Wplatam dłoń w jego długie włosy, które zdążyły uciec ze wstążki i rozsypały się uroczo. Szczeniak uznaje to za pozwolenie, bo szybko zsuwa moje spodnie i zanim mogę zareagować przyciska usta do materiału moich bokserek. Ciche warknięcie wydobywa się z mojego gardła mimowolnie. Więcej. Poruszam biodrami, sam siebie nie poznając. Skąd nagle we mnie tyle śmiałości, tyle pragnienia? Nie wiem, ale nie mogę się powstrzymać. Harry powoli zsuwa również moją bieliznę i przez moment po prostu patrzy oczami pełnymi zachwytu na mojego twardego członka. W końcu zerka w górę, łapiąc moje spojrzenie, oblizuje się i przesuwa po nim językiem. Dreszcz przyjemności przechodzi po moim ciele. Z początku Harry niespecjalnie wie co powinien robić i jak. Nie żebym ja bardzo wiedział co i jak. W końcu mimo mojego wieku to pierwszy raz, gdy jestem z kimś tak blisko. Szczeniak rozchyla usta i bierze mojego penisa do usta, zaczynając poruszać głową i jednocześnie ssać. Oh, bardzo blisko. Moje palce mimowolnie zaciskają się mocniej na jego włosach i bez mojej świadomości zaczynam dyktować mu tempo. Harry wydaje się dość szybko rozumieć jak to wszystko działa, biorąc pod uwagę, że z każdą sekundą idzie mu coraz lepiej. Przyjemność nie pozwala mi trzeźwo myśleć i ledwo do mnie dociera, że wydaję z siebie ciche pomruki zadowolenia. Dreszcz wstrząsa moim ciałem, gdy czuję, że jestem niezwykle blisko orgazmu. Mimo to odsuwam od siebie głowę Harry'ego i patrzę na niego z góry. Cały jest zarumieniony, usta ma nabrzmiałe i mokre zarówno od śliny jak i moich płynów. Popycham go, by znów się położył, a sam pozbywam się swoich spodni. Następnie zsuwam je również z niego od razu z bielizną. Staję przy łóżku i przez moment po prostu go obserwuję. Jest piękny, taki idealny. Szczeniak wyraźnie jest zawstydzony takim nagłym eksponowaniem swojego ciała, bo zakrywa swoje krocze dłońmi. Cicho chichoczę na ten widok.

- Przed chwilą z takim zapałem ssałeś mojego kutasa, a teraz wstydzisz się, że na Ciebie patrzę? – pytam zachrypniętym głosem.

Harry rumieni się jeszcze bardziej na moje słowa i chyba dociera do niego, że ma przed sobą zarówno Remusa człowieka jak i Lunatyka wilka. Mimo zawstydzenia odsuwa swoje dłonie i przesuwa nimi po udach oraz brzuchu.

- Nie każ mi czekać… - szepcze, poruszając biodrami i patrząc na mnie swoimi pięknymi oczami.

Wchodzę na łóżko i dotykam go. Kładę mu rękę na udzie i zmuszam do rozchylenia nóg. Uśmiecham się psotnie, trącając nosem jego członka. Krzyżuję nasze spojrzenia.

- Teraz moja kolej, żeby sprawić Ci przyjemność.

Patrząc mu głęboko w oczy, biorę go w usta. Na języku czuję jego smak i mam wrażenie, że moja racjonalność ucieka jeszcze bardziej. Choć jest to dziwny i dość słonawy smak, to sama myśl, że tak właśnie smakuje mój kochanek doprowadza mnie do obłędu. Zaciskam ciasno wargi i poruszam głową, od razu narzucając wysokie tempo. Ciało Harry'ego spina się natychmiast, a on sam wydaje z siebie jęk, drżąc lekko. Jego biodra zaczynają poruszać się lekko, ale pozwalam mu na to. Nawet nie zauważa, że przyzwałem z szafki specjalny eliksir, zbyt zajęty przyjemnością. Gdy go otwieram, po pomieszczeniu roznosi się delikatny zapach wanilii. Harry porusza się niespokojnie, na ten nowy bodziec. Wypuszczam go z ust, ostatni raz przesuwając językiem po całej długości jego penisa i się podnoszę na kolana, by widział co robię. Substancja jest dość lepka i gęstsza niż płyn. Szczeniak obserwuje jak biorę jej trochę na palce i na ten widok zmienia pozycję, kładąc się na brzuchu. Pochylam się i całuję go w pośladek, a następnie lekko przygryzam jego skórę. Drugą dłonią powoli zaczynam masować jego udo, przesuwając się powoli na jego piękny tyłeczek. W końcu rozchylam go lekko i dotykam wilgotnymi palcami jego wejścia. Żel zdążył się rozgrzać w moich palcach, więc jego dotyk nie jest dla Harry'ego aż takim szokiem. Delikatnie naciskam kciukiem, wsuwając go odrobinę. Cicho szepczę zaklęcie, którego nauczyłem się specjalnie na tą okazję. Szczeniak porusza się niespokojnie, czując w sobie moją magię. Bardzo lekkie zaklęcie czyszczące i rozluźniające musiało być naprawdę dziwnym uczuciem. Nachylam się i do kciuka dołączam mój język, zagłębiając go we wnętrzu Harry'ego. Zaskoczony jęczy cichutko i mimowolnie próbuje uciec biodrami. Drugą dłonią zmuszam go jednak do wypięcia się bardziej. Przesuwam się na jego pośladek, całując go tam i robiąc malutkie malinki. Cofam kciuka i tym razem w jego wnętrze wsuwam palec wskazujący, a ponieważ nie napotykam na opór zaraz do niego dołącza środkowy, a także serdeczny. Najwyraźniej zaklęcie dużo w tym pomogło, bo Harry nie wydaje się odczuwać dyskomfort, biorąc pod uwagę jego ciche pojękiwanie i mruczenie. Szybciej, warczy Lunatyk i w myślach się z nim zgadzam. Merlinie, chcę już w niego wejść i go kochać całą noc. Mimo to jeszcze kilka długich minut staram się go rozciągnąć przy użyciu palców, przy okazji sprawiając mu przyjemność. W końcu to Harry mi przerywa, jęcząc głośno.

- Remi, proszę!

Warczę głośno, cofając dłoń i przykrywając go swoim ciałem. Całuję go w kark i zostawiam tam malinkę, ocierając się o niego. Harry popiskuje, poruszając biodra, drażniąc mnie. W końcu nie wytrzymuję i unoszę się. Dłonią powstrzymuję go od poruszania się i ponownie sięgam po leżącą na łóżku fiolkę. Otwieram ją zębami i część wylewam na swojego penisa. Syczę cicho na chłód żelu, odsyłając eliksir na szafkę. Drugą dłonią powoli rozprowadzam substancję na swoim kutasie i wbijam wzrok w mokre wejście Szczeniaka. Harry czeka cierpliwie, choć czuję pod dłonią, że jego mięśnie drgają lekko.

- Kocham Cię – mówię nagle. – Najbardziej na świecie.

- Ja Ciebie też kocham – odpowiada mi natychmiast, drżącym głosem. – Błagam, chcę Cię już w sobie.

Jego słowa rozpalają mnie bardziej, więc biorę głęboki oddech, by mieć na tyle cierpliwości, by nie wziąć go gwałtownie. Powoli naciskam na niego penisem, a jego wnętrze tak chętnie mnie wpuszcza. Wsuwam się w niego płytko i cofam się, by wejść jeszcze głębiej. Czuję, że Harry drży, a jego mięśnie co jakiś czas zaciskają się na mnie. Dobrą chwilę zajmuje nam powolne przyzwyczajanie się do swoich ciał i jest to dla mnie słodka tortura. Wszystkie moje zmysły są skupione na moim kochanku, na jego zapachu, smaku, który wciąż czuję na języku, cieple. Czuję jakbym miał oszaleć za każdym razem, gdy jego wnętrze ściska mnie bardziej. Oddycham powoli z twarzą przy jego karku, starając się kontrolować. Co jakiś czas składam na jego skórze pocałunek, poruszając powoli biodrami. Tak bardzo skupiam się, by mu nie zrobić krzywdy, że nawet nie wiem ile czasu mija.

- Szybciej – prosi nieśmiało Harry, wyrywając mnie z myśli.

Mimowolnie wchodzę w niego gwałtownie, a z jego gardła wydobywa się jęk przyjemności. Stara się wypiąć bardziej, jednoznacznie dając mi znać, że jak najbardziej mu się to podobało. Uśmiecham się pod nosem i ponownie wysuwam się powoli, by szybko wbić się w jego wnętrze. Słodkie jęki mojego kochanka sprawiają, że porzucam swoją ostrożność, wchodząc w niego coraz mocniej i szybciej. W końcu warczę cicho i wsuwam dłoń pod niego, by ścisnąć w palcach jego sutek. Harry sam stara się biodrami wychodzić mi naprzeciw, co tylko bardziej mnie rozpala. Choć staram się nie poddawać zwierzęcemu pożądaniu, to moje ciało mnie kompletnie nie słucha. Unoszę udo Harry'ego, zmieniając naszą pozycję i przyciskając do niego usta. Gdy leży na boku, mogę widzieć jego minę. Szczeniak wygląda cudownie – usta ma lekko rozchylone, a brwi ściągnięte i dociera do mnie, że musi być blisko. Drugą dłoń zaciskam na jego członku i zaczynam nią poruszać szybko. Harry wbija we mnie tak pełne emocji spojrzenie, że z wrażenia zaczynam go po prostu ostro rżnąć. Nie muszę czekać długo, ledwie kilka pchnięć i całe jego ciało spina się, drży. Mimo to nie przerywam swoich ruchów, wciąż wchodząc w niego ostro. Moją dłoń zalewa jego gorące nasienie, więc zwalniam nią ruchy, czując, że wciąż przeżywa orgazm. Unoszący się zapach seksu, potu oraz jego ciasne, drżące wnętrze – tyle mi wystarcza, bym również i mnie pchnęło na granicę przyjemności. Sam nie wiem kiedy przymykam powieki i wbijam zęby w jego udo, nie przerywając poruszania się w jego wnętrzu. Cichutki jęk Harry'ego sprawia, że całe moje ciało spina się i przechodzi mnie tak silny spazm, że mam wrażenie, że widzę gwiazdy. Słabo dociera do mnie, że wydaję z siebie okrzyk, dochodząc głęboko w moim kochanku. Jeszcze kilka sekund trzymam go mocno, coraz wolniej poruszając biodrami i w końcu zastygam, oddychając głęboko. Rozluźniam swój uchwyt, orientując się, że pewnie sprawiam mu ból. Otwieram oczy i patrzę na niego. Twarz Harry'ego mówi mi wszystko – to jak bardzo mu przyjemnie oraz jak bardzo mnie kocha. Uśmiecham się, wysuwając się z niego w końcu i nakrywając go swoim ciałem. Całuję go powoli, starając się tym przekazać mu wszystko co czuję. Jak bardzo go kocham, jak bardzo mi zależy i jak bardzo chcę być przy nim już na zawsze.