Chłopiec i Królowa przysiedli na stojącej nieopodal ławeczce. Padme objęła małego towarzysza ramieniem i pozwoliła mu oprzeć główkę o swój bark. W powietrzu wciąż rozbrzmiewało echo pożegnalnych słów Obi-Wana.
„Nigdy cię nie zostawię. Nigdy."
Anakin nie mógłby usłyszeć niczego milszego. Te słowa… a także palce Padme głaszczące go po włosach sprawiły, że zaczął się powoli uspokajać. Gdy wreszcie przełknął gromadzącą się w gardle gulę strachu, nieśmiało wciągnął dziewczynę w rozmowę.
Mówili o absolutnie wszystkim.
Wszystkim, co nie było związane z Jedi i z prowadzoną za metalowymi drzwiami dyskusją. O Padme i jej dwórkach – o tym, kiedy i w jaki sposób zamieniała się z którąś z nich, by dbać o własne bezpieczeństwo. O tym, ile czasu trwało zrobienie makijażu Królowej i co oznaczały poszczególne stroje. O zaskakującej biegłości, z jaką Padme korzystała z blastera – uśmiechając się, ze szczegółami opowiedziała Anakinowi o szkoleniu, w którym wzięła udział. Obowiązkowo przechodziły je wszystkie jej dwórki, zaś Królowa została na nie „przemycona" po suszeniu Panace głowy przez okrągły miesiąc. Trenowała ze swoimi służkami, nie zdradzając im, kim naprawdę jest.
- Zostałyśmy wtedy prawdziwymi przyjaciółkami – powiedziała, bawiąc się zbłąkanym kosmykiem, który uciekł z jej idealnej fryzury. – Nie jestem pewna, kto był bardziej czerwony, gdy dowiedziały się, że jestem Królową: czy one, czy ja. Ale od tamtego momentu, zżyłyśmy się ze sobą jeszcze bardziej.
To była wciągająca i zabawna opowieść. Pochłonęła pełną godzinę czasu spędzonego na ławce.
Ale, najwidoczniej, godzina nie wystarczyła, by Rada Jedi zdążyła się uporać ze wszystkimi sprawami. Im więcej minut mijało od rozpoczęcia obrad, tym trudniej było Anakinowi skupić się na słowach uroczej towarzyszki i zapomnieć, że wewnątrz tamtej sali ważyły się jego losy.
Czuł, że dyskusja, którą toczona na jego temat, była zażarta. Nie słyszał absolutnie niczego, bo drzwi były dźwiękoszczelne, ale w jakiś sposób to wiedział! A może tylko mu się zdawało? Może było to tylko głupie, niepoparte niczym przypuszczenie, które wyprodukował jego wystraszony dziecięcy umysł?
Tak czy siak, trwająca tyle czasu debata nie wróżyła niczego dobrego.
Są zbyt podzieleni – przed powrotem na Naboo rozjuszona Padme powiedziała o senatorach. – Nie mogą znaleźć rozwiązania, które zadowoliłoby wszystkich. Dlatego tyle to trwa!
Skoro zasiadający w Radzie Mistrzowie wciąż nie podjęli decyzji, to pewnie dlatego że się kłócili. Kto był po stronie Anakina? Kto był przeciwko niemu? Jak przedstawiały się proporcje?
Obi-Wan powiedział, że wszystko będzie dobrze. Powiedział, że nie wyjdzie z sali, dopóki Rada nie zgodzi się na trening Anakina. Ale czy naprawdę zdoła ich przekonać? A co jeśli przesadzi, a oni go ukażą? A co jeśli…
Wreszcie rozległ się długo wyczekiwany szum rozsuwanych drzwi. Chłopiec i Królowa wstali z ławki, a na zewnątrz zaczęli wysypywać się Mistrzowie. Wychodzili parami albo trójkami, szepcząc coś w obrębie swoich grupek. Tylko Mistrz Windu trzymał się nieco z boku. Krzyżował ramiona i miał dość pochmurną miną… Nawet bardziej pochmurną niż zwykle. Zaraz! A gdzie są…?
Brakuje Obi-Wana i Yody! – Anakin nerwowo przełknął ślinę.
Padme miała w tej chwili więcej odwagi od niego. Mimo bezgłośnych sygnałów protestu, które jej posyłał, wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę Mistrza Piella i Mistrza Kotha.
- Przepraszam? – uprzejmie zwróciła ich uwagę.
Odwrócili się do niej z sympatycznymi wyrazami twarzy. Anakin przypomniał sobie, że byli do niego w miarę pozytywnie nastawieni i nieznacznie się rozluźnił.
- Wiem, że to wewnętrzne sprawy Jedi i nie jestem pewna, czy wolno mi o to pytać, ale… Zastanawiałam się, jaką podjęliście decyzję.
Królowa Naboo powinna napisać jakiś podręcznik odnośnie zadawania pytań, które nie brzmiałyby zbyt nachalnie. Mistrzowie byli pod wrażeniem jej zdolności dyplomatycznych w takim samym stopniu co Anakin.
- Obi-Wan Kenobi został oficjalnie uznany za Rycerza Jedi – skrzekliwym, ale na swój sposób sympatycznym głosem powiedział Even Piell. Jego jedyne zdrowe oko ze spokojem patrzyło na młodą władczynię. – Postanowiliśmy, że jego zwycięstwo nad Sithem było równoznaczne z przejściem Prób. Rada podjęła tę decyzję jednogłośnie.
- Bardzo mnie to cieszy – Padme nie dała po sobie poznać, że pytała o zupełnie inną decyzję. – Jestem wdzięczna Mistrzowi Kenobiemu za to, co zrobił dla moich ludzi. A co z…? - najsubtelniej, jak tylko się dało skinęła w stronę Anakina.
Wzrok Piella przeniósł się na chłopca. Anakin nie miał pewności, ale wydawało mu się, że wielkouchy Mistrz próbuje dodać mu otuchy.
- Wielu opowiedziało się za tym, byś rozpoczął trening Jedi, młody Skywalkerze... lecz niestety wielu było też przeciwko.
Chłopcu trzęsły się kolana.
- Cz-czy… czy to znaczy, że…
- Ponieważ Rada do samego końca była podzielona, musieliśmy skorzystać z bardzo rzadkiego precedensu – wzdychając, wyjaśnił Mistrz Koth. – Ostateczną decyzję podejmie głowa Zakonu.
- Głowa Zakonu – Padme chwilę się zastanowiła. – Jeśli dobrze pamiętam, to Mistrz Yoda, prawda?
Jedi skinęli głowami.
- Obi-Wan właśnie z nim rozmawia – mruknął Piell.
On i Koth wymienili porozumiewawcza spojrzenia i jednocześnie wydali coś na kształt rozbawionego mruku. Co ich tak rozbawiło?
Kątem oka Anakin dostrzegł opartego o ścianę Mistrza Windu, który przyglądał się im z wyraźną dezaprobatą. Ugh! Chłopiec pamiętał ulgę, którą czuł, gdy jako trzylatek został zakupiony przez Hutta i dowiedział się, że jest nim Gardulla, a nie Jabba. Dokładnie taką samą ulgę czuł teraz, wiedząc, że Wielkim Mistrzem Zakonu jest Yoda, a nie Windu.
Nie trzeba było geniusza, by domyślić się, że ten czarnoskóry gbur odesłałby go z kwitkiem z powrotem na Tatooine. Pewnie jeszcze zapłaciłby za transport z własnej kieszeni, byle tylko upewnić się, że „smarkaty problem" znalazł się po drugiej stronie Galaktyki.
Yoda, na całe szczęście, nie był tak zimny jak on. Sprawiał zdecydowanie przyjemniejsze wrażenie! Taki rozkoszny dziadziuś traktujący zarówno małoletnich jak i dorosłych członków Zakonu jak bandę niepokornych wnucząt.
Choć, z drugiej strony, to ON jako pierwszy powiedział, że wyczuwa w Anakinie strach. Wycelował w dziewięciolatka swój szponiasty zielony paluch i nazwał go chodzącym niebezpieczeństwem. Jak Obi-Wan go przekona? A co jeśli rzeczywiście zostanie ciśnięty o ścianę?
Malutki, pomarszczony i poruszający się o lasce Yoda nie wyglądał zbyt groźnie, ale na pewno nie dostał tytułu Mistrza Zakonu za robienie na drutach brązowych płaszczy. Ciekawe, jaką to straszliwą Moc skrywał w swoim drobnym ciele? A co jeśli odda Anakinowi Obi-Wana w kawałkach?!
Na tym etapie chłopiec był tak zdenerwowany, że spodziewał się najgorszego.
Rozległ się cichy syk i drzwi do sali po raz kolejny stanęły otworem. Oczy wszystkich zgromadzonych spoczęły na Yodzie, który pokuśtykał przez drzwi z miną zmęczonego życiem filozofa. Tuż za nim szedł Obi Wan z dłońmi splecionymi na podołku. Wyraz twarzy miał niemożliwy do rozszyfrowania.
Zielony Mistrz otworzył usta. Wszyscy wstrzymali oddechy.
- Starszy o kolejne sto lat przez ciebie jestem!
Yoda zaczepnie pacnął Obi-Wana laską w łydkę.
- Wybacz, Mistrzu – ze wzrokiem wbitym w sufit, niewinnym tonem szepnął Kenobi.
Anakin czekał, aż głowa Zakonu doda coś jeszcze, jednak ciąg dalszy nie nastąpił. Zresztą, pozostali członkowie Rady wcale na niego nie czekali – rozległo się przeciągłe, zbiorowe westchnienie, co poniektórzy Mistrzowie pokręcili głowami, a po chwili wszyscy poza Yodą i Windu odwrócili się i odeszli. Najwyraźniej wyczytali z przygany zielonego Mistrza jakiś komunikat. Coś, co zostało zrozumiane przez absolutnie wszystkich poza Anakinem i Padme.
Ale co? – chłopiec myślał gorączkowo, skacząc wzrokiem od Yody do Obi-Wana. – Co oni właściwie postanowili? Jaka jest decyzja?!
Maleńki Mistrz oparł obie dłonie na lasce i uraczył Kenobiego nieco łagodniejszym spojrzeniem niż chwilę temu.
- Wyczuwam, że formalnej ceremonii nie chcesz ty – powiedział, uważnie wpatrując się w młodego mężczyznę.
- Nie, Mistrzu – Obi-Wan pokręcił głową.
- Pewien jesteś? Jedyna taka chwila w życiu Jedi jest. Cofnąć tego nie będziesz mógł. Dumny z ciebie Qui-Gon byłby… Ucieszyłby się, wiedząc, że celebrujesz efekty wieloletniej pracy. Ostateczna decyzja twoja jest?
Kenobi nie odpowiedział, a jedynie spuścił głowę. Yoda wyglądał na zmartwionego.
- Będzie zatem, jak chcesz – wzdychając, pokręcił zieloną głową. – Swoim uporem Obi-Wanie, wymęczyłeś mnie dzisiaj. Przykro ci będzie, jeśli zrobi to ktoś inny niż ja?
„To"? – zdziwił się Anakin. – Ale czym właściwie jest „TO"?
- Nie, Mistrzu – Obi-Wan wyszeptał bezbarwnym tonem.
- Dobrze więc.
Yoda pokuśtykał w kierunku, w którym odeszli pozostali Mistrzowie. Zatrzymał się na moment obok Windu.
– Tobie to zostawiam, Mace.
Czarnoskóry Jedi skinął głową. Przez chwilę nikt nic nie mówił i słychać było jedynie echo laski stukającej o podłogę. W końcu Anakin postanowił, że nie wytrzyma dłużej tego napięcia. Chciał wiedzieć, co się właściwie stało. Chciał wiedzieć, co postanowił Yoda. Chciał wiedzieć, co z jego przyszłością. Miał tyle pytań!
Zrobił krok w stronę Obi-Wana.
- Odsuń się, Skywalker!
Ostre warknięcie Windu sprawiło, że odskoczył do tyłu i zastygł w miejscu jak sparaliżowany. Nawet nie zdążył otrząsnąć się z szoku, gdy rozbłysło fioletowe ostrze. Czarnoskóry Mistrz zamachnął się na szyję Obi-Wana.
NIEEEEEE!
Och, nie, nie, tylko nie to! On obetnie mu głowę… zabije go!
Z ust Anakina i Padme wyszły identyczne okrzyki przerażenia, jednak Kenobi nie drgnął ani jednym mięśniem. Stał nieruchomo jak posąg, a jego na wpół zmrużone oczy pozostawały wbite w podłogę.
Coś długiego i delikatnego spadło prosto pod nogi chłopca. To coś było zbyt małe, by być głową Obi-Wana. Nie mogąc zapanować nad łomoczącym dziko sercem, Anakin spojrzał w dół.
Warkoczyk Obi-Wana. Padawański warkoczyk Obi-Wana leżał na podłodze, nieruchomy i poskręcany, jak żywa istota, którą bezlitośnie pozbawiono życia. Anakin gapił się na niego wytrzeszczonymi oczami.
Mistrz wybrał mnie spośród wielu innych dzieci i przysiągł uczyć mnie tajników Mocy – w oddali zabrzmiał ciepły głos Qui-Gona. - Przypieczętowaliśmy tę obietnicę warkoczykiem, który, zgodnie z tradycją, nosiłem od tamtej pory na moim prawym ramieniu.
Warkoczyk jest jak łańcuch przywiązujący nas do drugiej osoby. Do Mistrza, który nas prowadzi.
Łańcuch.
Więź.
Anakin nie potrafił tego wyjaśnić, ale chciało mu się płakać. Pewnie mu się tylko wydawało, ale mógłby przysiąc, że przez moment czuł w powietrzu czyjś ból.
Zabrali go – pomyślał, podnosząc wzrok na Obi-Wana, który wciąż miał tą samą, bezbarwną minę. – Zabrali mu jego warkoczyk. Dopiero co stracił Qui-Gona, a teraz obcięli mu jego warkoczyk. ICH warkoczyk! Dowód ich więzi.
Z cichym sykiem Windu wyłączył miecz świetlny. Chłopiec posłał czarnoskóremu Mistrzowi dyskretne, pełne pretensji spojrzenie.
Rozumiał, po co to było, że to tradycja i tak dalej, że skoro Obi-Wan został Rycerzem Jedi, to musiało się stać, ale… ale… może gdyby Windu nie zrobił tego aż tak brutalnie, to nie byłoby aż tak…
- To było potworne!
Gniewny okrzyk Padme wziął Anakina kompletnie z zaskoczenia. Stała tam, zaciskając dłonie w pięści. Że też nie bała się patrzeć w taki sposób na kolesia, do którego Anakin bał się odezwać.
- Przecież mogłeś zrobić mu krzywdę! – naskoczyła na Windu. – Gdybyś się pomylił…
- Wasza Wysokość – cicho, lecz stanowczo Obi-Wan wszedł jej w słowo.
Posłała mu zdezorientowane spojrzenie. Kenobi cicho westchnął.
- Proszę. - W oczach, które skierował na dziewczynę, odbijało się zmęczenie. – To zawsze tak wygląda. To tradycja Jedi. Lepiej się do tego nie wtrącaj, Pani.
Windu milczał, czekając, aż Królowa się uspokoi. Jego wzrok był osobliwą mieszaniną szacunku oraz surowości. W milczeniu dawał dziewczynie do zrozumienia, że podziwia jej śmiałość, ale jednocześnie nie ma zamiaru brać jej opinii pod uwagę. Gdy Padme wreszcie ochłonęła, użył Mocy, by podnieść warkoczyk Obi-Wana i posłać go w wyciągniętą dłoń właściciela.
- Już nie jesteś Padawanem – głos, z którego aż biły powaga i autorytet, rozniósł się echem po korytarzu. – Skończyły się czasy, gdy odpowiadałeś tylko za siebie i mogłeś podejmować lekkomyślne decyzje. Rada poszła ci na rękę, bo uznała, że rozumiesz, co to znaczy. Pokaż, że się nie pomyliliśmy.
Odwrócił się i odszedł, zostawiając młodego mężczyznę z ciężarem, które pozostawiły po sobie te słowa. Kenobi patrzył za nim, bezwiednie miętoląc w palcach swój warkoczyk.
- Nie powinien robić tego w taki sposób – przepełnionym goryczą głosem Padme szepnęła do ucha Anakina. – Nie znam się na tradycji Jedi, ale wiem, że Qui-Gon zrobiłby to zupełnie inaczej!
Przełykając ślinę, chłopiec krótko przytaknął. Przypomniał sobie rozmowę, która odbyła się, gdy przeprowadzali operację dostania się do miasta. Qui-Gon powiedział wtedy, że pamięta czasy, gdy Obi-Wan był wzrostu Anakina.
Kenobi jako mały chłopiec… ta wizja wciąż wydawała się strasznie abstrakcyjna. A mimo to Anakin miał wrażenie, że przez krótki moment widział przebłysk dziecka, którym kiedyś był Obi-Wan – beztroskiego, wesołego dziecka wciąż niezaznajomionego z trudami życia. Obcięcie padawańskiego warkoczyka było równoznaczne z obcięciem temu dziecku głowy.
Skończyły się czasy, gdy odpowiadałeś tylko za siebie i mogłeś podejmować lekkomyślne decyzje. Rada poszła ci na rękę, bo uznała, że rozumiesz, co to znaczy.
Lekcja Mistrza Windu była skierowana do Obi-Wana, ale Anakin też czegoś się nauczył.
Od śmierci Qui-Gona wydawało mu się, że jest najnieszczęśliwszą istotą w Galaktyce - że nie było w tej chwili osoby, która znajdywałaby się w gorszej sytuacji od niego. Myślał sobie, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby znaleźć na jego miejscu.
Teraz po raz pierwszy pomyślał, że on sam za nic w świecie nie chciałby się znaleźć na miejscu Obi-Wana.
XXX
Pogrzeb Qui-Gona odbył się późnym wieczorem w pałacowej kaplicy. I jeżeli było w nim coś pozytywnego, to tylko to, że był zupełnie niepodobny do tradycyjnego pogrzebu na Tatooine.
Anakin nie zniósłby, gdyby ciało jego wybawcy zostało tak po prostu złożone do piachu. Do suchego, szorstkiego, znienawidzonego piasku! Byłoby to okropne.
Nie żeby to, co działo się teraz, nie było okropne na swój własny sposób.
Qui-Gon wyglądał, jakby spał. Nie miał nic wspólnego z nieboszczykami, których Anakin zwykł widywać na obrzeżach Mos Espy – żadnych robaków, potwornego zapachu czy śladu gnicia. Najwidoczniej przed pogrzebem ciało zostało odpowiednio zabezpieczone. Chłopiec żałował, że nie zobaczył go wcześniej… że nie mógł pożegnać się z dobrym i mądrym Mistrzem na osobności, z daleka od oczu tych wszystkich ludzi.
Zgodnie z tradycją – acz ciężko stwierdzić, czy był to zwyczaj Jedi, czy lokalny obrządek Naboo – kolejne osoby, jedna po drugiej podchodziły do leżącego na kamiennym stole Qui-Gona. Robili to w ściśle określonym porządku – tuż przed ceremonią Anakin usłyszał, że on będzie podchodził zaraz po Padme. Wiele razy powtórzyła mu, jak ważne było, żeby się nie pomylił.
Każdy brał gałązkę z koszyka trzymanego przez dwórkę Sabe, układał ją wzdłuż ciała Qui-Gona, a potem przez chwilę stał przy zmarłym i mógł powiedzieć mu coś od siebie.
Większość decydowała się na przekazanie ostatniego pożegnania w myślach, na głos wypowiadając jedynie krótkie „dziękuję" – i była to grupa, z którą Anakin najbardziej się utożsamiał. Słowa, które miał dla Qui-Gona, były zbyt osobiste i za nic nie odważyłby się wydukać ich na oczach gapiącego się w jego stronę tłumu.
Acz byli też tacy, którzy żegnali się z mniejszą rezerwą. Kanclerz, chociażby, głośno i otwarcie podziękował Mistrzowi Jinnowi za długą i oddaną służbę Republice, a Boss Gunanów zaskoczył wszystkich, nazywając Qui-Gona „przyjacielem swojego ludu" i dziękując mu za pomoc w dostrzeżeniu prawdziwej wartości Jar-Jara. Obie przemowy wywołały strumienie łez.
Ku zdziwieniu Anakina, najkrócej żegnali się Jedi. Za każdym razem, gdy do Qui-Gona podchodziła postać z kapturem na głowie, trwało to może z dziesięć sekund. Chłopiec zupełnie tego nie rozumiał. Wydawało mu się, że to właśnie członkowie Zakonu zechcą postać przy zmarłym jak najdłużej… że będą mieli więcej do powiedzenia, że będą chcieli pożegnać Qui-Gona jak należy. A tymczasem zachowywali się, jakby cały ten pogrzeb w ogóle nie był dla nich emocjonującym wydarzeniem. Jakby to był dla nich po prostu kolejny rytuał, wymagający zachowywania się w określony sposób.
Gdy obserwował ich opanowane ruchy, Anakinowi było niewyobrażalnie smutno. Nie miał pojęcia, jak to zniesie, jeśli Obi-Wan zachowa się jak pozostali Jedi. Póki co nie mógł nawet stwierdzić, jaką Kenobi miał minę. Twarz Padawana… dawnego Padawana Qui-Gona była dobrze zakryta przez brązowy kaptur.
Przyszła kolej Padme.
Młoda Królowa pożegnała zmarłego Mistrza dokładnie tak, jak oczekiwał tego po niej Anakin – z oczami, które były wystarczająco smutne, ale nie załzawione w nachalny sposób. Nie próbowała dać do zrozumienia, że rozpacza po Qui-Gonie bardziej niż osoby, które znały go dłużej, ale w subtelny sposób pokazała, że boli ją strata tak wyjątkowego człowieka. Położyła swoją smukłą dłoń na obrośniętym maleńkimi włoskami przedramieniu zmarłego i wyszeptała:
- Dziękuję za to, że mogłam cię poznać, Qui-Gonie Jinnie. I za wszystko, co dla nas zrobiłeś.
Stała tam jeszcze przez kilka sekund, by słowa mogły wsiąknąć, po czym wróciła na swoje miejsce obok Kanclerza.
Gdy uświadomił sobie, że teraz pora na niego, Anakin omal nie zemdlał. Nogi mu się trzęsły, a serduszko biło tak szaleńczo, że chyba tylko cudem nie wyskoczyło z piersi. Idąc w stronę Qui-Gona potknął się i był wdzięczny, że nikt tego nie skomentował. Jego niezdarność nie spotkała się z żadną reakcją – nawet z najmniejszym szmerem. Podobnie jak upuszczenie przez niego gałązki na podłogę…
Jestem głupi – chłopiec pomyślał rozpaczliwie. – Jestem taki głupi!
Głupotą było sądzenie, że da radę. Że zdoła pożegnać się z Qui-Gonem, nie robiąc z siebie idioty. Powinien był poprosić Padme, by podeszła do kamiennego stołu razem z nim. Powinien wiedzieć, że nie poradzi sobie sam!
Przerażony, zawrócił i próbował czmychnąć w kierunku, z którego przyszedł, jednak jego główka zderzyła się z czymś miękkim. Podniósł wzrok i zobaczył Obi-Wana.
- Już dobrze – łagodnym tonem szepnął Kenobi. – Spokojnie, nic się nie stało.
Delikatnie chwycił chłopca za ramiona, obrócił go i powoli poprowadził do Qui-Gona. Gdy znaleźli się tuż przy zmarłym, puścił Anakina, cofnął się o dwa kroki do tyłu i splótł dłonie przed sobą, dając małemu towarzyszowi przestrzeń.
Chłopiec cichutko westchnął. Nadal czuł na całym ciele inwazyjne spojrzenia zgromadzonych, ale wiedząc, że Obi-Wan jest blisko, czuł się nieznacznie lepiej. Wreszcie zebrał się na odwagę i spojrzał na twarz Qui-Gona. Wyglądała tak samo, jak za życia Mistrza. Łagodna, mądra. Zastygła w wyrazie, który wskazywał na wewnętrzny spokój.
Drżącą rączką, Anakin ułożył gałązkę obok głowy zmarłego. Zupełnie niechcący musnął przy tym włosy Qui-Gona. Nadal były miękkie i delikatne. Chciałby móc zabrać sobie ich pukiel. Szkoda, że nie miał do tego prawa. Zresztą, nawet gdyby istniała taka możliwość, pewnie nie ośmieliłby się o nią poprosić.
Ani trochę nie czuł się w tej chwili tamtym butnym, pewnym siebie chłopcem, który bez wahania zaoferował pomoc nieznajomym i wygrał niebezpieczny wyścig Bunta. Tamten chłopiec był niewolnikiem, ale miał w sobie więcej śmiałości niż niejeden wolny człowiek. Teraz Anakin nie musiał służyć żadnemu panu, ale nie potrafił znaleźć w sobie nawet odrobiny wcześniejszej zuchwałości. I nie był pewien, kiedy – i czy kiedykolwiek – ją odzyska.
Miał Qui-Gonowi tyle do powiedzenia – przed pogrzebem tak długo nad tym myślał! – a mimo to teraz nie mógł przypomnieć sobie niczego! Zdobył się jedynie na cichutkie:
- Dziękuję, Mistrzu Qui-Gon.
Pocieszał się tym, że nieżyjący mężczyzna tak czy siak był świadom jego uczuć. I że gdziekolwiek teraz był – gdziekolwiek zabrała go Moc – głęboka wdzięczność Anakina i tak go tam odnajdzie.
Uświadomiwszy sobie, że stoi przy zmarłym już dosyć długo, chłopiec podreptał w stronę Padme. Po drodze minął Obi-Wana i próbował uchwycić jego wzrok, ale młody mężczyzna uparcie wpatrywał się w podłogę. Gdy Anakin zajął miejsce, Kenobi jakiś czas tkwił w bezruchu, pomiędzy zgromadzonymi i kamiennym stołem, aż wreszcie… wreszcie podszedł do nieruchomego Mistrza.
Miał żegnać się jako ostatni. Po nim nie było już nikogo.
Obi-Wan Kenobi – idealnie ułożony, przestrzegający reguł i zawsze opanowany uczeń Qui-Gona Jinna. Wszyscy, włącznie z Anakinem, wpatrywali się w niego, zastanawiając się, co zrobi. W jaki sposób pożegna Mistrza, który zajmował się nim przez dwanaście lat.
Obi-Wan nie wziął gałązki. Boleśnie powoli okrążył stos pogrzebowy i zatrzymał się tuż obok twarzy zmarłego. Jedną dłoń oparł o zimny kamień, drugą położył na czubku głowy Qui-Gona i pochylił się. Pocałunek, który złożył na poprzecinanym zmarszczkami czole, był krótki i delikatny jak muśnięcie piórka. Oczy młodego mężczyzny pozostawały zamknięte w taki sam sposób, jak oczy jego znacznie starszego Mistrza.
Anakin usłyszał, jak oddech Padme najpierw gwałtownie przyśpiesza, a potem zwalnia. Zrozumiał, że podobnie jak on, dziewczyna była o włos od szlochu, ale zdołała nad sobą zapanować.
Obi-Wan sięgnął do kieszeni. Obserwując ruchy własnych rąk spod półprzymkniętych powiek, ostrożnie wplótł swój ucięty padawański warkoczyk pomiędzy splecione palce Qui-Gona.
Gdzieś z boku rozległo się głośne pociągnięcie nosem Jar-Jara.
Dłonie Obi-Wana przez chwilę jeszcze spoczywały na dłoniach Mistrza i na związanych w warkoczyk włosach, jakby nie chciały wypuścić ani jednego ani drugiego. Kiedy wreszcie się oderwały, lekko zadrżały, po czym szybko utonęły w rękawach płaszcza.
Boss Gunganów dyskretnie wytarł kącik oka chusteczką.
Nie mówiąc ani słowa, Kenobi wziął przygotowaną zawczasu pochodnię, podpalił gałązki i nie oglądając się za siebie, zajął miejsce obok Królowej, nieznacznie przed Anakinem.
Stojący obok drzwi w towarzystwie swoich żołnierzy, Kapitan Panaka z wyraźnym trudem wypuścił powietrze. Nawet dla kogoś tak zdyscyplinowanego jak on nie była to łatwa sytuacja.
Płomienie wykonywały na ciele Qui-Gona leniwy taniec. Bijące od nich ciepło parzyło skórę Anakina w tak samo nieprzyjemny sposób jak bliźniacze słońca Tatooine.
Widok tańczącego ognia pomaga spalić gromadzący się w sercu smutek – Chłopiec przypomniał sobie słowa Obi-Wana. - Zebrać cały żal związany z odejściem ukochanej osoby i oddać go Mocy.
W ogóle w to nie wierzył. Patrzył na płonące ciało Qui-Gona i czuł się jeszcze gorzej niż wcześniej. Być może kiedyś, gdy wreszcie zostanie Jedi, nauczy się patrzeć na sprawy inaczej?
Zakładając, że rzeczywiście zostanie Jedi.
Obi-Wan musiał wyczuć jego niepokój, bo powoli obrócił ku niemu zakapturzoną głowę. Ponieważ Anakin stał na podwyższeniu, ich oczy znajdowały się na tym samym poziomie. Z bliska oświetlona płomieniami twarz Kenobiego nie była już tak opanowana – odbijał się na niej wyraźny smutek. To zachęciło chłopca do zadania pytania, które nosił w ściśniętym gardziołku od czasu zakończenia obrad Rady.
- Co teraz ze mną będzie?
Nie był pewien, czy jest gotowy na odpowiedź.
- Rada pozwoliła mi ciebie szkolić – Obi-Wan odparł, patrząc mu w oczy. – Staniesz się Jedi. Obiecuję.
Burza w sercu Anakina wreszcie nieco ucichła. Chłopiec jeszcze przez chwilę wpatrywał się w swojego nowego Mistrza, po czym obaj skierowali wzrok na ogień, który pożerał poskręcany warkoczyk.
Słyszałeś, Qui-Gonie? – Anakin pomyślał nieśmiało. – Nie zawiodę cię!
Może to była tylko jego wyobraźnia, ale miał wrażenie, że słyszy w głowie głos Obi-Wana mówiący zmarłemu dokładnie te same słowa.
XXX
- Popsułyście! Co wy zrobiłyście?! Popsułyście wszystko… Popsułyście!
- Ani?
Padme posłała chłopcu zdezorientowane spojrzenie. Siedział na krzesełku w samych bokserkach i był o włos od płaczu. Jedna ze stojących przy nim dwórek trzymała nożyczki, druga grzebień. Na podłodze walały się krótsze i dłuższe kosmyki włosów.
- Co tu się stało? – spytała Królowa.
- Zupełnie bez powodu wpadł w histerię – westchnęła wyższa ze służek, blondynka ze związanymi w warkocz blond włosami.
- Zrobiłyśmy tylko to, co kazał Mistrz Kenobi – wyjaśniła druga dziewczyna, szatynka o dużych brązowych oczach. – Obcięłyśmy go tak, jak…
- Obi-Wan NA PEWNO nie powiedział, byście obcięły mnie w taki sposób! – zawołał rozgoryczony Anakin. – Wszystko pokręciłyście i wszystko popsułyście! Co ja teraz zrobię?!
- Ani, ale co… - zaczęła Padme.
- Warkoczyk! – posłał jej zrozpaczone spojrzenie. – Ścięły mi włosy i nie zostawiły dłuższego pasma na warkoczyk! I z czego ja go teraz zaplotę? Powiedziały, żebym zamknął oczy, to będę miał niespodziankę, jak skończą… Skąd miałem wiedzieć, że wszystko popsują?! A teraz nie będę miał warkoczyka!
- No… a ta mała kiteczka z tyłu? – niepewnie zasugerowała Królowa.
- NIE nadaje się! Warkoczyk musi opadać na prawe ramię tuż przy uchu. Wszystko popsuły… Popsuły!
Młoda władczyni posłała dwórkom spojrzenie, z którego bił wewnętrzny konflikt. Wyraźnie miała opory, żeby je zganić.
- Czy… czy Mistrz Kenobi wspominał coś o warkoczyku?
- Nie, Pani – blondynka energicznie pokręciła głową. – Mówił tylko, by krótko go obciąć i zostawić takiego małego kucyka.
- I żeby pozbył się ubrań – dodała druga służka.
- Obi-Wan na pewno tak NIE powiedział! – w dalszym ciągu sprzeczał się Anakin. – Popsułyście…
- Czego nie powiedziałem? I co się popsuło?
W drzwiach stanął Mistrz Kenobi we własnej osobie. Półnagi chłopiec natychmiast przeniósł swoją histerię z Padme na niego.
- Obi-Wan, popsuli mnie! – zawołał zrozpaczonym tonem.
- Ciebie popsuli? – Obi-Wan parsknął śmiechem. – Nie opowiadaj głupot. Wyglądasz świetnie! Wszystko jest tak, jak trzeba.
Dwórki wyraźnie odetchnęły z ulgą. Anakin w dalszym ciągu nie mógł się uspokoić.
- Ale skąd ja teraz wezmę mojego…
- Przyniosłem twoje nowe rzeczy – Obi-Wan podał mu parę brązowych kozaków, skarpetki i starannie poskładane spodnie z jasnego materiału. – Ubierz się, zanim zmarzniesz.
Zły, że nie pozwolono mu dokończyć, chłopiec obrażalsko wydął policzki. Kiedy jednak zaczął zakładać spodnie i buty, część irytacji zaczęła z niego ulatywać. Jeszcze nigdy w życiu nie miał nowych rzeczy – a te wyglądały nie tylko na przyniesione świeżo ze sklepu, ale też na uszyte specjalnie pod niego. Materiał był bardzo ciepły, wygodny i miły w dotyku. Kozaki nie miały dziur i leżały na nogach jak ulał. Zafascynowany, postukał nimi o podłogę.
Z czającym się w błękitnych oczach uśmiechem, Obi-Wan klęknął przed chłopcem i wyciągnął zza pazuchy kolejne części garderoby.
- To tradycyjny strój Jedi – wyjaśnił. – Nauczę cię, jak to nosić. Jest kilka warstw, więc z początku łatwo się pogubić.
Czerwieniąc się, Anakin przypomniał sobie, o czym marzył, gdy się wcześniej kąpał – by ktoś umył mu głowę, owinął go ręcznikiem i pomógł mu się ubrać. A Obi-Wan właśnie wkładał jego małe gołe rączki w długie rękawy białej tuniki.
- To pierwsza warstwa – powiedział, nakładając jedną stronę materiału na drugą, by na mostku utworzyła się litera V. – W każdej warstwie lewa część zawsze musi zakrywać prawą. Nigdy na odwrót.
- Zakładałem w ten sposób zewnętrzną tunikę – niepewnie odparł Anakin. – Ale pod spodem zawsze nosiłem normalną koszulkę. Obi-Wan, co z moim warkoczykiem?
Kącik ust młodego mężczyzny nieznacznie uniósł się do góry. Dłonie, które ubierały chłopca, poruszały się zaskakująco delikatnie.
- Wiesz, dlaczego Jedi ubierają się w taki sposób? – zapytał, zakładając małemu towarzyszowi kolejną warstwę, już z nieco krótszymi rękawami.
- Nieee – Anakin był zaintrygowany, ale pozwolił, by odwrócono jego uwagę. – Jak zapleciemy mi warkoczyk, skoro kazałeś obciąć mi włosy z przodu?
- Kiedy Jedi zostaje ranny - Obi-Wan powiedział, lekko przymykając oczy. Pociągnął za skraj tuniki chłopca, a potem przejechał po niej dłonią, by trochę ją wygładzić. – Bardzo ważne jest, by mógł bardzo szybko się rozebrać i udzielić sobie pierwszej pomocy. Taki strój jest bardzo praktyczny. Zakładanie go zajmuje dużo czasu, ale zdejmowanie trwa zaledwie kilka sekund. W ten sposób możesz łatwo dostać się do ran na brzuchu albo na piersi. Czasem nawet nie musisz się rozbierać. Wystarczy odchylić poły tuniki.
Anakin pomyślał o brzydkiej czerwonej plamie, którą widział na ubraniu Qui-Gona podczas pogrzebu. Obi-Wan też musiał to sobie przypomnieć, bo beztroska w jego oczach została na moment zastąpiona smutkiem. Na szczęście tylko na moment. Po determinacji na twarzy młodego mężczyzny można było wnioskować, że miał w głowie jakiś plan.
I lepiej dla niego, by uwzględnił w tym planie ważny element fryzury Anakina!
- Jak zrobimy mi warkoczyk? – chłopiec zapytał po raz trzeci.
Zza pleców Obi-Wana dobiegł chichot Padme oraz jej dwóch dwórek. Służące szeptały coś do siebie, dyskretnie zerkając na Rycerza Jedi – z rozmowy dawał się wyłapać takie słowa jak „opiekuńczy" i „przystojny". Ponad barkiem Kenobiego Anakin posłał im zirytowane spojrzenie. On się tutaj martwi swoim warkoczykiem, a one jeszcze śmią wzdychać do Obi-Wana! Dobrze, że chociaż Padme nie wzdychała do Obi-Wana… To byłoby NIE do zniesienia!
- Teraz pas od tuniki – Kenobi wziął szeroki skrawek materiału. – Zobacz, wiąże się go w taki sposób, żeby nigdzie nie gniótł. Zapamiętałeś?
Anakin skinął głową.
- Ale warkoczyk?
- I na koniec skórzany pasek do ekwipunku. W Świątyni dostaniesz do niego dodatkowe akcesoria i nauczysz się, jak ich używać.
- Nie chcę akcesoriów. Chcę warkoczyk!
Z dłońmi na ramionach chłopca, Obi-Wan wydał głośne westchnienie.
- Pierwszą rzeczą, nad którą będziesz musiał popracować, mój młody uczniu - podkreślił te słowa z migoczącym w oczach rozbawieniem – będzie cierpliwość.
Usiadł na podłodze ze skrzyżowanymi nogami i obrócił głowę, by spojrzeć na Padme.
- Proszę o wybaczenie, ale czy mogłybyście dać nam trochę prywatności, Pani?
Królowa skinęła głową i ruszyła w stronę drzwi. Dwórki nie od razu poszły jej śladem – wyraźnie się ociągały, udając, że zbierają przybory do strzyżenia, a w rzeczywistości posyłając zaciekawione spojrzenia Rycerzowi Jedi.
Obi-Wan wyjął z kieszeni kilka cieniutkich rzemyków. Następnie wyciągnął ze skrytki przy pasku krótki nożyk, uciął nim pukiel włosów ze swojej kitki i ułożył go na podłodze razem z rzemykami.
- No dobrze… - powoli wypuścił powietrze, jakby zbierał siły przed trudnym zadaniem. – Do dzieła!
Wyciągnął obie ręce w geście, jakby chciał coś ofiarować i rozrzucone dookoła ucięte włosy Anakina niespodziewanie poderwały się do góry. Wirowały w powietrzu, splatając się ze sobą jak baletnice w mistycznym tańcu. Chłopiec był tak oczarowany tym widokiem, że nie bał się mrugnąć.
Dwórki Padme miały usta otwarte ze zdziwienia. Obi-Wan na moment zerknął w ich stronę, posyłając im spojrzenie pod tytułem „nadal tu jesteście!". Natychmiast czmychnęły z pomieszczenia w ślad za władczynią.
Kenobi pokręcił głową i na powrót skupił się na zadaniu. Rzemyki poszybowały w górę, mocno zaciskając się wokół różnych partii warkoczyka, tak żeby ani jeden kosmyk nie mógł się wydostać. I wreszcie, gdy dzieło było już prawie skończone, ucięte włosy młodego mężczyzny splotły się z włosami chłopca.
- Ja, Obi-Wan Kenobi, Rycerz Zakonu Jedi przyjmuję ciebie, Anakinie Skywalkarze jako swojego ucznia Padawana.
Głos Obi-Wana był cichy i pewny, a jego oczy nawet na moment nie odrywały się od oczu protegowanego. Anakin zaczerwienił się, gdy szybujący warkoczyk najpierw połaskotał go w policzek, a potem przylgnął do włosów za jego uchem. Ostatni rzemyk zaczął owijać się wokół tamtego miejsca.
- Niech moja wiedza pewnego dnia stanie się twoją wiedzą. Niech moja siła pewnego dnia stanie się twoją siłą.
Z każdym ruchem małego sznureczka Anakin czuł, że warkoczyk coraz mocniej trzyma się na jego głowie.
- Przysięgam być twoim Mistrzem w łatwych i trudnych chwilach. Przysięgam bronić twojego życia równie zaciekle jak własnego. Przysięgam być twoim przewodnikiem i wskazywać ci drogę w Mocy, dopóki twoje oczy nie otworzą się na tyle, byś mógł samodzielnie podążać wybraną ścieżką. Pieczętuję te przysięgę, oddając ci kawałek mnie.
Rzemyk zacisnął się w ostatni supeł.
Poruszony, jak jeszcze nigdy w życiu, chłopiec czuł, że powinien coś powiedzieć. Jak mógłby tego nie zrobić po tym, co usłyszał? Tylko CO miał powiedzieć? Nie znał się na rytuałach Jedi. Czy w takim razie powinien improwizować?
Wziął głęboki oddech, ale ledwo zdążył poruszyć małymi usteczkami, gdy przylgnęły do nich trzy palce Obi-Wana. Młody mężczyzna spojrzał mu w czy i pokręcił głową.
- To Mistrzowie przysięgają Padawanom, Anakinie – wyjaśnił łagodnie. – Nigdy na odwrót.
- Dlaczego? – chłopiec zapytał, gdy duża dłoń odsunęła się od jego ust.
- Bo tylko wtedy przysięga jest bezinteresowna – Obi-Wan wyjaśnił z prostotą.
Anakin zmarszczył brwi. Nie był pewien, czy rozumie.
„Bezinteresowna".
Pamiętał, jak słyszał to słowo z ust Qui-Gona.
„To najbardziej nieegoistyczny akt, jaki może być."
„Wybierając ucznia, Mistrz nie zastanawia się nad tym, co może z tego mieć. Zamiast tego zastanawia się, które dziecko w jego mniemaniu zasługuje na to, by zaofiarować mu samego siebie… by podarować mu swoją mądrość i życie. Bezinteresownie. Nie oczekując niczego w zamian."
Rączka chłopca bezwiednie powędrowała do nowego warkoczyka. Maleńkie paluszki gładziły miejsce, w które były wplecione włosy Obi-Wana.
Więź…
Świeżo upieczony Mistrz również chwycił warkoczyk – złapał go kciukiem i palcem wskazującym, nieco powyżej punktu pozostającego w uchwycie Anakina.
- Ty i ja jesteśmy teraz związani przez Moc – zaanonsował. – Z czasem, gdy więź stanie się mocniejsza, będziemy mogli czerpać z tego korzyści. Wyczuwać siebie nawzajem. Porozumiewać się ze sobą.
- Na przykład… czytać sobie nawzajem w myślach?
Chłopcu przypomniał się incydent na statku – gdy niechcący zdradził Kenobiemu swoją sekretną fantazję, w którym tamten zostawał gosposią domową jego i Qui-Gon. Obi-Wan później wyparł się poznania tej konkretnej myśli.
Twarz młodego Mistrza nieznacznie spoważniała, ale jego oczy pozostały łagodne.
- Tak – potwierdził cichym głosem. – Między innymi. Jeśli się nie mylę, Qui-Gon tłumaczył ci, jak to mniej więcej działa, prawda? Powiedział ci, że kontakt fizyczny nie zawsze jest konieczny, ale z początku bardzo ułatwia sprawę. Pamiętasz?
Imię Qui-Gona jak zawsze wywołało przyśpieszone bicie serca, lecz tym razem Anakin ogarnął się szybciej niż zwykle. Nie chciał tego przyznawać, ale zaczął powoli przyzwyczajać się do straty człowieka, który mógł zostać jego Mistrzem. Niepewnie przytaknął.
- W twoim warkoczyku są moje włosy – powiedział Obi-Wan. – Dzięki temu zawsze będziesz mógł mnie wyczuć, nawet gdy będę bardzo daleko. Chcę, żebyś o tym pamiętał, Anakinie. Ilekroć Moc będzie z tobą, ja również będę. Rozumiesz?
Tym razem chłopiec pokiwał głową o wiele bardziej entuzjastycznie. Obi-Wan uśmiechnął się. Jego dłoń przesunęła się z warkoczyka na ramię Anakina.
- A i jeszcze jedno, Padawanie.
Chłopiec odpowiedział pytającym spojrzeniem.
- Mam prośbę – Obi-Wan wydał głośnie westchnienie osoby, która właśnie wskoczył do wiadra z lodowatą wodą. – Jestem jeszcze dość młody, więc… więc nie bądź dla mnie zbyt brutalny.
Nie mogąc się powstrzymać, Anakin wyszczerzył zęby.
- Dobrze, Mistrzu.
Skąd to dziwne wrażenie, że właśnie wypowiedział największą ściemę w całym swoim życiu?
