Ile czasu minęło? Godzina, dwie? A może kolejny tydzień?

Micro Ice zwinął się niczym kot w kącie. Jedyną oznaką życia była unosząca się co kilka minut głowa młodego mężczyzny, by upewnić się, że jego przyjaciółka z drużyny wciąż znajdowała się po przeciwnej stronie pomieszczenia. Od wielu dni porywacze bezustannie przeprowadzali na nich swoje eksperymenty - zmuszali ich do korzystania z Oddechu, a gdy zawodnicy wyrażali sprzeciw, próbowali przymusić ich do posłuszeństwa za pomocą szkodliwego dlań Smogu. Nie wiedzieli, skąd wzięli jego pokłady, ale w tym momencie miało to niewielkie znaczenie.

Na szczęście dzieci czuły się zaskakująco dobrze. Prawdą było, że mogli zobaczyć je tylko przez kraty, ale dzięki temu wiedzieli, że nic im nie było. Parę razy Micro Ice'owi udało się zamienić z nimi kilka słów, zazwyczaj skarżyli się na "cudowne" warunki, w których ich przetrzymywano. Jednak pod cienką warstwą sarkazmu i humoru kryły się strach i niepewność następnego dnia, żadne z nich nie wiedziało, co się z nimi stanie.

Brunet wrócił myślami do jedynej rzeczy, która utrzymywała go przy zdrowych zmysłach.

Yuki.

Wciąż bardzo żałował, że nigdy nie pogodził się z nią i nie zawalczył o jej miłość. Dawniej można mu było zarzucić niesłychaną nawet dla miłośników książek i nowel kochliwość, ale od momentu, w którym poznał kuzynkę przyjaciół z drużyny, Micro Ice wyzbył się tej cechy. Uwielbiał delikatną, zawsze radosną dziewczynę, która podobnie do niego uwielbiała żarty i piłkę nożną. Łagodny uśmiech pojawił się na jego twarzy, kiedy przypomniał sobie, że gdy wreszcie udało mu się umówić z bramkarką, zamknął się w swoim pokoju i, ku wielkiemu zdumieniu D'Joka, odtańczył taniec radości. Po raz pierwszy jego uczucia zostały odwzajemnione, czego w chwilę później pogratulował mu jego najlepszy przyjaciel.

Tak wiele by dał, by móc choć raz ją zobaczyć! Pragnął jeszcze raz zakręcić nią w tańcu, objąć i nie pozwolić uciec, dopóki nie wyjawi jej swej miłości. Musiał naprawić swój błąd. Błąd, który kosztował go koniec związku, ponieważ nie odważył się zatrzymać dziewczyny. Rozumiał, że mogłaby mimo wszystko odejść, lecz przynajmniej wiedziałby, że zrobił wszystko, co w jego mocy. Byli przyjaciółmi, ale to mu nie wystarczało...

Wyszeptał jej imię, nie wiedział już, który raz. W tym samym momencie usłyszał cichy głos Mei.

-Wciąż ją kochasz?

-A kto by jej nie kochał? Jest cudowna- zaśmiał się, ale gdy poczuł na sobie zaskakująco uporczywy wzrok dziewczyny, odwrócił głowę. -Kocham...

Zawodniczka uśmiechnęła się słabo.

-To czemu jej tego nie powiesz?

-Niby jak?

-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, to niegrzeczne.

-Wybacz, ale ostatnio nie zaprzątam sobie tym głowy. Wracając do twojego pytania...- westchnął głęboko.

Nagle chłopak poczuł, że Mei przesuwa się w jego kierunku. Usiadła tuż obok niego przy ścianie i oparła o nią głowę. Niezwykle długie pasemko jej ciemnych włosów łaskotało jego odsłoniętą dłoń, ale nie spieszyło mu się z zsunięciem go. Przez kilka ostatnich dni niczego nie potrzebował tak, jak obecności drugiego człowieka. Może i był typem śmieszka, ale nie oznaczało to, że nie czuł smutku czy przygnębienia.

-Jesteśmy w różnych drużynach. Każde na obcej planecie, zawsze daleko od siebie. Ponoć mamy podobne zainteresowania, ale to tylko pozory. Yuki jest piękną, zdolną, radosną młodą kobietą, jest ucieleśnieniem wiosny, zupełnie niczym kwiaty wiśni, które uwielbia oglądać na przełomie kwietnia. A ja... Popatrz na mnie. Czy tak niepowtarzalna osoba mogłaby pokochać kogoś takiego jak ja? Małego, zawsze stojącego w cieniu najlepszego przyjaciela gracza?- zakończył, spuszczając wzrok. To był jeden z nielicznych razów, kiedy nie zgrywał błazna.

-Micro Ice, spójrz w moją stronę- kazała stanowczym tonem.

Niechętnie popatrzył w jej oczy.

-Nie sądziłam, że możesz mieć tak niską samoocenę... Przepraszam cię.

-Za co?- uniósł brwi, nie zbyt rozumiejąc.

-Za to, że nigdy nie próbowaliśmy zrozumieć twojej drugiej strony, że nie czułeś się doceniany przez nas...

W tym momencie Micro Ice poczuł ogromną ochotę na śmiech. Choć bolały go wszystkie mięśnie i wiedział, że później może tego pożałować, z jego ust wydobył się z początku cichy, potem coraz głośniejszy chichot. Dziewczyna popatrzyła na niego ze zdumieniem, ale zaraz dołączyła do niego, nie próbując nawet zrozumieć przyczyny, dla której się śmiali.

Siedzieli tak przez jakiś czas, chichocząc bezustannie. W końcu jednak ich głosy ucichły, mogli usłyszeć jedynie swoje oddechy.

-Tego mi było trzeba...- szepnął brunet, jednocześnie dochodząc do wniosku, że była to prawda. Śmiech był najlepszym lekarstwem na wszystko.

-Mi też... tylko teraz mnie wszystko boli!- jęknęła dziewczyna.

-Przyzwyczaisz się. A poza tym... dzięki. Za wszystko.

Uśmiechnęli się do siebie. W oddali usłyszeli nadchodzących strażników, którzy najwyraźniej mieli za zadanie zabrać ich na kolejną "sesję treningową".

-Jeszcze będziesz miał czas, by mi podziękować.


Yuki...

Dziewczyna po raz kolejny w ciągu tygodnia obudziła się w środku nocy z dziwnym przeczuciem. Wydawało się jej, że ktoś ją woła, ale przecież nie było to możliwe. W pomieszczeniu nie znajdował się nikt prócz niej. Chyba, że...

Czyżby cichy głos, który słyszała, należał do chłopca, w którym się zakochała? Micro Ice, pierwsza osoba, którą obdarzyła takim uczuciem, zdawał się wzywać ją w ciemnościach. Ostatnimi czasy rzadko się z nim kontaktowała, głównie przez wzgląd na coraz intensywniejsze treningi Elektras, mające na celu przygotowanie ich do następnej edycji Pucharu. Nie wiedziała, co się u niego działo, chociaż obiecywała mu, że będzie wiedzieć. Jak widać brunetowi nieco lepiej wychodziło dotrzymywanie obietnic.

Zastanowiwszy się chwilę stwierdziła, że skoro już nie śpi, mogłaby do niego zadzwonić. Zapomniała, czy słońce wzeszło już na Akilianie - w sumie niewiele ją to obchodziło, zwłaszcza, że Micro Ice kazał jej dzwonić o każdej porze gdyby tego potrzebowała. Za każdym razem, gdy dzwoniła, w jego głosie słychać było olbrzymią, nieudawaną radość. Uznając, że to właśnie taki moment, sięgnęła po komórkę i wybrała jego numer.

Za pierwszym razem nie odpowiedział, co samo w sobie wydało się Yuki dziwne. Zazwyczaj odbierał niemalże zaraz po nadaniu sygnału... Niezniechęcona dzwoniła dalej, licząc na odbycie wyczekiwanej przez nią rozmowy. Przeczesała palcami krótkie, przypominające swą barwą pomarańcze włosy, kiedy wreszcie usłyszała dźwięk podnoszonej słuchawki.

-Halo, kto mówi?-ze zdumieniem zrozumiała, że połączenie odebrał nie kto inny jak najlepszy przyjaciel Micro Ice'a.

-D'Jok? Skąd się wziąłeś przy telefonie?

-Zapomniałaś już, że jestem jego współlokatorem, Yuki?

-Oczywiście, że nie...- westchnęła. -Mógłbyś podać mi Micro Ice'a?

Gdzieś w tle rozległ się odgłos jakiegoś ciężkiego, upadającego przedmiotu. Wyczuła, że młody mężczyzna odłożył telefon lub oparł o swoje ramię, gdyż po chwili usłyszeć mogła wyłącznie stłumione słowa napastnika Snow Kids, skierowane do towarzyszących mu osób. Przez ułamek sekundy wydawało jej się, że słyszy pytanie dotyczącego tego, co D'Jok powinien jej powiedzieć.

-Euh, słuchaj, Yuki... M'Ice jest już mocno podpity, a gramy w pokera... Mogłabyś zadzwonić innym razem?

-Ze wszystkich w drużynie to ty masz najsłabszą głowę do alkoholu. Nie wierzę ci.

Prychnął tak głośno, że musiała odsunąć słuchawkę.

-Akurat to prawda, że gramy w karty. Słuchaj, muszę kończyć, z M'Icem pogadasz kiedy indziej. Cześć!

-Ale dlacze- urwała w pół słowa. Połączenie zostało przerwane.

Przez kilka sekund Yuki siedziała w bezruchu, nie bardzo wiedząc, co powinna uczynić. Zaraz jednak podniosła się z łóżka i wyszła na korytarz, by w następnej kolejności skierować się do zawsze pełnej kuchni. Mimo późnej pory było pewne, że ktoś wciąż krzątał się po pomieszczeniu. Przebiegła na bosych stopach po kafelkach, mając wrażenie poruszania się ciszej od wiatru. Dotarłszy na miejsce, nacisnęła przycisk otwierający drzwi.

Nie myliła się. Przy mierzącym prawie sześć metrów długości stole siedziała Zyria, kapitan drużyny Elektras. Podobnie przycięte, purpurowe włosy idealnie pasowały do noszonej przez nią luźnej piżamy. Podniosła się na widok najlepszej przyjaciółki z uśmiechem, zaraz jednak zrozumiała, że coś jest nie tak. Wyciągnęła więc z szafki dwa kubki i natychmiast zabrała się do przygotowywania gorącego kakao z bitą śmietaną. Obydwie uwielbiały pić ten napój wieczorami, zwłaszcza gdy chciały o czymś porozmawiać.

Podała bramkarce czekoladę.

-Wyjaśnisz mi, o co chodzi?

-Coś jest nie tak z Micro Icem. Nie mogłam z nim porozmawiać, ponadto D'Jok zachowywał się tak, jakby chciał coś przede mną ukryć. Coś ważnego.

-Pamiętam, że twój kolega nie zmarnował żadnej okazji, by z tobą porozmawiać.

-No właśnie!

Zyria nie odpowiedziała od razu. Upiła kilka łyków kakao z ulubionego kubka, starannie oblizała długą, srebrną łyżkę ze słodkiej śmietany pokrytej gęstą, czekoladową polewą. Gdy jednak skończyła, przemówiła.

-Jedź tam.

-Co?

-Sądzę, że powinnaś pojechać na Akilian. Nie powinnaś w żadnym razie ignorować swojej intuicji. Jeśli mówi ci, że coś nie jest pewne, na sto procent tak właśnie jest. Na Hectonii bardzo poważnie traktujemy wszelkiego rodzaju przeczucia- podsumowała.

-Czyli... mogę to zrobić? Poradzicie sobie beze mnie?- dopytywała się dziewczyna.

-Wszystkim należy się trochę wolnego, cała drużyna na nie zasłużyła.

Yuki przytuliła się do przyjaciółki.

-Jesteś wielka, wiesz?

-Idź lepiej zarezerwować bilet na najbliższy lot na Akilian!

Ze śmiechem pobiegły do swojego pokoju.


Następnego ranka poszli pod gabinet fizjoterapeutki. Z pozoru ich zadanie było bardzo łatwe. Jedno z nich musiało obserwować, czy Clamp lub Dame Simbai nie nadchodzą, pozostali zaś mieli przeszukać bibliotekę fizjoterapeutki pod kątem ważnych dla ich sprawy książek. Bramkarz Snow Kids nakierował dokładnie brata, gdzie powinien szukać najbardziej wartościowych materiałów z księgozbioru.

W rzeczywistości sprawy miały się zupełnie inaczej.

Choć Dame Simbai nie znajdowała się w swoim gabinecie, mogła mieć, podobnie do technika, cały zestaw kamer i urządzeń szpiegowskich, mających na celu uniemożliwienie niepożądanym osobom myszkowanie w bogatych zbiorach członkini Stowarzyszenia Flux. Innym problemem było roztrzepanie D'Joka, który po przypadkowej rozmowie z Yuki przestał się skupiać. Postanowił zostać na czatach, choć o wiele bardziej wolałby aktywnie uczestniczyć w poszukiwaniach. Skupił się na obserwowaniu korytarza i tylko drgająca co jakiś czas noga wskazywała, że nie zamienił się w kamienną rzeźbę.

Kiedy Thran i Tia weszli między regały, musieli zebrać całą silną wolę, by nie rzucić się bez opamiętania do lektury. Skupili się więc na szukaniu grubych ksiąg oprawionych w błękitną skórę, o których wspomniał im Ahito. Nie mieli wiele czasu, fizjoterapeutka mogła powrócić w każdej chwili. Ksiąg było jednak tak wiele, że zaczęli zastanawiać się nad swoim pomysłem, czy nie powinni przełożyć tego na później.

Białowłosa dziewczyna potrząsnęła głową.

-Inna okazja się nie zdarzy. Do pracy- ponagliła się.

Przekopywali półkę za półką, regał za regałem, za każdym razem mieli nadzieję, że wreszcie uda im się coś znaleźć. Niestety wyglądało na to, że opasłe tomy, na temat których rozmawiali z młodszym z bliźniaków, przepadły jak kamień w wodę. Thran podrapał się w głowę, nie rozumiejąc nic.

-Przecież miały tu być!

-Nie mogły zniknąć... a może... może...- Tia przybrała skupiony wyraz twarzy.

-Co może?

-Są tu przez cały czas, tylko ukryte przed naszym wzrokiem? Może trzeba czymś posypać albo nacisnąć, żeby nam się ukazały?- obrońca uśmiechnął się od ucha do ucha.

-Masz nosa do tych spraw! Podejrzewam, że skoro Dame Simbai jest członkinią stowarzyszenia, naszym kluczem będzie coś związanego z fluxem... Tylko co?

Nagle zza kurtyny wychylił się D'Jok, ściślej jego głowa.

-Nie chcę wam przeszkadzać, detektywi, ale mam wrażenie, że ktoś idzie. Pospieszcie się.

-Myślimy właśnie!

-To myślcie szybciej!- warknął. Nie miał takiego zamiaru, ale zdenerwowanie po telefonie od Yuki (który oczywiście jak głupi odebrał) dawało mu się we znaki. Chciał, aby przyjaciele z drużyny jak najszybciej wpadli na jakiś błyskotliwy pomysł.

Zawodnicy skupili się. Czuli, że rozwiązanie jest w zasięgu ich rąk, nie wiedzieli jednak, jak je odnaleźć. Mieli coraz mniej czasu na znalezienie interesujących ich książek, a wiedzieli, że jeśli zostaną przyłapani na przebywaniu w gabinecie Dame Simbai bez jej wiedzy mogli mieć pewność, iż skończy się to co najmniej całodobowym treningiem pod jej nadzorem. Oraz wieloma innymi karami, o których istnieniu woleliby nie wiedzieć.

Spróbowali przypomnieć sobie wszystko, o czym uczyła ich wcześniej kobieta. Wrażenie całkowitej pustki nie potrafiło jednak opuścić ich umysłów. Gdyby tak mogli zastanowić się dłużej i móc odetchnąć... Olśniło ich.

-Oddech- szepnęli niemalże jednocześnie.

-To nasze rozwiązanie. Użycie Oddechu pozwoli nam na odszukanie tych wkurzających tomów- stwierdził Thran, zerkając za regał. Stojący przy drzwiach D'Jok tupał nerwowo nogą, informując ich, że nie pozostało im wiele czasu na namysł.

-Jest jeden problem: stowarzyszenie...- kapitan drużyny skrzywiła się.

-Jeśli przyzwę Oddech i przesunę dłonią nad książkami, formalnie nie użyję fluxa. Będzie dobrze, uda się.

-Czyli łamiemy zasady w imię wyższego dobra?- dziewczyna zdobyła się na uśmiech.

-Nie łamiemy ich, tylko delikatnie naginamy.

Obydwoje zabrali się do dzieła. Starając się być dokładnymi i szybkimi zarazem, badali od nowa każdą półkę pewni, że tym razem powiedzie im się. Nie mylili się. Na jednej z wyższych półek dostrzegli trzy opasłe księgi, każda z nich lśniła pod wpływem fluxa planety Akilian. Ze względu na swój stosunkowo niski wzrost Tia musiała poczekać, aż Thran zobaczy to, co ona, i poda jej książki. Otrzymawszy pomoc, schowała je do plecaka - przyznała później, że jak na tak dużą ilość papieru były zdumiewająco lekkie.

D'Jok zawołał ich stłumionym głosem.

-Macie je?

-Tak!

-To w nogi!

Rzucili się do ucieczki i w kilku susach znaleźli się poza gabinetem Dame Simbai. Słysząc kroki należące najprawdopodobniej do kobiety, skryli się za jednym z filarów, by zaczekać, aż przejdzie. Niestety nic nie wskazywało na to, aby fizjoterapeutka miała zamiar wrócić do swojego pokoju. Rozejrzała się, jak gdyby miała przeczucie, że ktoś znajduje się obok. Trójka młodych ludzi zaczęła się wycofywać, modląc się, by nie zauważyła ich choć przez kilka sekund, które dałaby im chwilę na wymyślenie rozwiązania w postaci wymówki dla swojej obecności.

Dosłownie w momencie, w którym Dame Simbai wyjrzała zza ściany, wpadli na pomysł.

-A co wy tam niesiecie?- spytała, patrząc na niech ze zdziwieniem.

-E... Jedzenie? W plecaku mamy więcej- wymamrotał D'Jok, odwracając się. W ramionach trzymał kilka paczek chrupek w różnych smakach, zaś jego towarzysze butelki z napojami.

Fizjoterapeutka uniosła brew.

-Rozumiem, że od zniknięcia waszych przyjaciół możecie mieć prawo do tak zwanego doła, ale błagam was, dbajcie o swoją dietę!

-My będziemy grzeczni, niech się pani nie martwi. Czasem po prostu... musimy napchać się i nic nie robić.

-Przypilnuję ich- powiedziała Tia, uśmiechając się łagodnie.

-Tobie jestem w stanie uwierzyć. Dobrze, ale nie zapomnijcie o treningu.

-Tak jest!- zasalutowali żartobliwie, a gdy tylko usłyszeli odgłos zatrzaskujących się drzwi, odetchnęli z ulgą.

Zaśmiali się na myśl, że od pewnej zguby ocaliła ich jedna z wielu skrytek na jedzenie, którą po drodze do swojego pokoju założył Micro Ice. Wiedzieli, że gdy tylko odnajdą go, będą musieli odwdzięczyć mu się za ratunek. Na razie postanowili naprawdę skorzystać z jej zawartości - nie chcieli, aby jedzenie zmarnowało się. D'Jok, jako najlepszy kumpel czarnowłosego zawodnika, miał dostęp do zapasów znajdujących się w skrytkach, dlatego stwierdził, że nic się nie stanie, pod warunkiem, że odkupią wszystko, co zostanie zjedzone podczas studiowania ksiąg.

Biegiem opuścili korytarz i skierowali się do pokoju czerwonowłosego gracza, w którym czekali od dłuższego czasu pozostali członkowie drużyny. Rocket próbował rozegrać ze śpiącym Ahito partię szachów, Sinedd czytał powieść historyczną, zaś Mark, ubrany bardziej elegancko niż zazwyczaj, leżał na jednym z łóżek i wpatrywał się w holograficzny zegar na szafce nocnej. Usłyszawszy zbliżających się przyjaciół, uniósł głowę.

Napastnik, pomocniczka i obrońca ułożyli na fotelu zapasy, natomiast na stole pojawiły się trzy księgi, które znaleźli w bibliotece. Ahito otworzył oczy i uśmiechnął się, widząc wspominane przez siebie tomy.

-Mówiłem, że się uda!

-Miałeś rację, bracie. A teraz, chłopaki, czas na kolejne szukanie- przypomniał Thran, rozdając książki.

Już po chwili siódemka zawodników była całkowicie pochłonięta poszukiwaniami informacji na temat lokalizowania innych osób za pomocą fluxa. Wydawało im się to jedyną możliwą opcją, również najbardziej prawdopodobną do zrealizowania. Urządzenia szpiegowskie należące do Piratów nie wiele mogły tutaj zdziałać, nieważne, ile prób by podjęli. Nie wiedzieli nawet, kto porwał ich przyjaciół...

Prawie od razu siedzący przy oknie D'Jok i Sinedd spostrzegli, że książki nie były napisane w języku, który znali. W żadnym stopniu nie przypomniał znanego im od dziecka zaeliońskiego, mowy używanej w większości galaktyki. Choć starali się, jak mogli, nie potrafili odczytać tekstu zapisanego błękitnym atramentem na nadszarpniętych przez czas stronach. Bez znajomości obcego im języka nie mieli szans na odnalezienie poszukiwanej formuły, a przez to i porwanych w nieznane przyjaciół i dzieci.

Niemalże w tej samej chwili z sześciu gardeł wyrwało się głośne przekleństwo. Kapitan drużyny pokręciła głową, w następnym momencie wyszła na korytarz. Kilka sekund później stanęła w drzwiach ze skarbonką w dłoniach. Sześcioro zawodników jęknęło unisono, po czym wyjęło z kieszeni drobne monety, i po kolei wrzuciło je do wnętrza puszki, co spotkało się z chichotem dziewczyny.

-Uwielbiam wasze miny, kiedy musicie to robić.

-Wiesz, że nie znosimy tego pomysłu- przypomniał Sinedd, przewracając oczyma.

-Ale to jedyny sposób by was oduczyć przeklinania. Przynajmniej nie będziecie strzelać żadnymi "petardami" przy dzieciach- odcięła się. Chłopak momentalnie zamilkł.

-To co teraz robimy? Żadne z nas nie zna tego języka, a w słownikach nie ma o nim ani jednej wzmianki. Ponieśliśmy totalną porażkę...

-Właśnie nie.

Sześć par oczu na powrót zwróciło się ku kapitan drużyny. Tia raz jeszcze tego dnia wyciągnęła przenośną klawiaturę i podłączyła się do dużego ekranu na ścianie. Nie zajęło jej długo odnalezienie potrzebnej informacji. W oka mgnieniu wyświetliła ją na monitorze.

-Do tej pory zastanawia mnie, dlaczego nikt nie używa już tego języka. Dame Simbai musiała uznać to za świetny sposób na zabezpieczenie cennej wiedzy, i ma rację. W dzisiejszych czasach nikt nie posługuje się staroakiliańskim!

-Że co?- tylko tyle byli w stanie wydusić z siebie lekko oszołomieni mężczyźni.

-Jest to język, w którym mówili i tworzyli nasi przodkowie. Aby jednak połączyć galaktykę, wymyślono sztuczny język, zaelion, który bardzo szybko wyparł wiele starych języków. Te, które zostały, wyewoluowały pod jego wpływem tak bardzo, że nie da się już ich odróżnić od pierwowzoru.

-Tia, a co ma to wspólnego z naszą sprawą? Żadne z nas nie rozumie tego języka!- Rocket wskazał ręką leżące na przykrytym błękitną kapą łóżku książki.

Dziewczyna podeszła do swojego chłopaka i uśmiechnęła się do niego promiennie.

-Rodzice chcieli, żebym się go nauczyła, nie protestowałam. A poza tym, już znalazłam to, czego szukaliśmy.

Przez chwilę panowała absolutna cisza, zaraz jednak wszyscy zgromadzeni ryknęli z radości.


Jak najciszej udali się do sali treningowej, by tam spróbować wykonać rytuał znaleziony w księdze. Umówiony na bardzo ważne spotkanie, Mark opuścił budynek, przy czym zapewnił, że gdyby coś się stało, mają natychmiast go o tym powiadomić. Dodał też, że jeśli nie wróci, mogą uznać, że porwał go Technoid. Członkowie Snow Kids nie byli pewni, czy żartował.

Wiedzieli, że Dame Simbai nie będzie im przeszkadzać, w końcu sama powiedziała, że woli, by trenowali niż przyswajali puste kalorie. O nadejście Clampa oraz Artegora również się nie martwili - umówili się z Aarchem na piwo, toteż prawdopodobieństwo, że wrócą trzeźwi, wynosiło niemalże zero. Umiejący obsługiwać holotrener Thran i Rocket zostali na zewnątrz, by obserwować całą akcję i w razie potrzeby wyciągnąć przyjaciół. Pozostali weszli do środka.

Czworo zawodników pojawiło się w wygenerowanej przez komputer przestrzeni. W ciemności rozległ się głos byłego kapitana drużyny.

-Możecie zaczynać, na razie żadnych zakłóceń.

-Czy wystarczy nasza grupa? I co właściwie mamy zrobić? Poza tobą nikt z nas nie zrozumiał tych napisów!- zauważył D'Jok, kręcąc się niespokojnie.

Dziewczyna zwróciła głowę ku Ahito.

-Pamiętasz, czego uczyła cię Dame Simbai o fluxach?

-Oczywiście. Flux jest niezwykle potężną energią, w dawnych czasach uważaną nawet za magiczną, a znajduje się w jądrze każdej planety, na której istnieje życie. Na własnej skórze przekonaliśmy się, czym grozi brak fluxa na planecie, ale nam udało się to zmienić.

Przez krótką chwilę zawodnicy pogrążyli się we wspomnieniach sprzed roku, kiedy wygrali trzeci z rzędu puchar. I choć cieszyli się ze zwycięstwa, mieli świadomość, że będą mogli świętować dopiero, gdy ich planeta odzyska Oddech. Jeszcze tego samego dnia wrócili na Akilian, gdzie Dame Simbai krótko wprowadziła ich w skomplikowaną procedurę przywracania fluxa. Bramkarz drużyny Snow Kids miał, zupełnie jak w trakcie finału, przyciągnąć pozostały w przestrzeni kosmicznej Oddech, i oddać go ziemi. Pozostali członkowie gracze mieli mu w tym pomagać.

Nikt nie pamiętał, co właściwie stało się tamtego dnia. Wiedzieli tylko, że gdy obudzili się kilka godzin później, obolali i pozbawieni sił, niebo wydało im się bardziej niebieskie niż kiedykolwiek. Przez wiele nocy podziwiali błękitną zorzę polarną, mając świadomość, że coś się właśnie zmieniło. Zagadka rozwiązała się kilka miesięcy później, kiedy pewnego ranka zobaczyli, że śnieg zaczął topnieć, a na zamarzniętych od lat drzewach pojawiły się kwiaty. Wiosna wróciła na planetę, epoka lodowcowa na Akilianie skończyła się dzięki przywróceniu Oddechu... dzięki ich wysiłkom.

-Stańcie i zamknijcie oczy.

Niepewni, co powinni o tym sądzić, D'Jok i Sinedd wykonali polecenie.

-Teraz rozłóżcie szeroko ręce, tak, abyśmy stykali się wszyscy palcami prawych dłoni.

-Jesteś pewna, że zrobimy to dobrze?- wtrącił D'Jok.

-Tak. W cztery osoby stworzymy kompas, dzięki któremu odnajdziemy ślad Mei, Micro Ice'a i dzieci. Przyzwijcie Oddech i wyobraźcie sobie, że jesteście w przestrzeni kosmicznej. Spróbujcie zobaczyć nasz flux, i nie przejmujcie się, jeśli nic nie ma. Dlatego właśnie jesteśmy tu razem.

Z początku wydawało im się, że unoszą się swobodnie w pustce. Wokół nich świeciły oddalone o tysiące lat świetlnych gwiazdy, położony najbliżej księżyc Obia jaśniał jasnofioletową poświatą. Mieli wrażenie, że nic nie widzą, jak gdyby ich oczy zaszły mgłą. Zrobili jednak krok do przodu, później następne, powoli obracając się.

Wtem Ahito dostrzegł kątem oka niewyraźną, lecz z całą pewnością błękitną wstęgę. Pozostali skupili się na niej, starając dojść, w którym kierunku biegła. Wkrótce dołączyły do niej inne, równie blade wspomnienia fluxów. Powoli ślad się zacierał, lecz wciąż dało się coś z niego odczytać. Gdyby tylko były wyraźniejsze...!

Już mieli przerwać próbę, by podsumować zebrane informacje, gdy nagle poczuli zmierzającą w ich stronę falę. Cała czwórka krzyknęła, tym samym wytrącając się z równowagi. Na powrót pojawili się w holotrenerze, gdzie w następnej sekundzie zabłysło złote światło. Thran i Rocket rzucili się do uruchomienia procedury awaryjnej, lecz nim wprowadzili odpowiedni kod, holotrener samoistnie wyłączył się i uwolnił zawodników.

Wszyscy otworzyli oczy.

Niemożliwe.