Rankiem, gdy słońce wstało już na Akilianie, w jednym z najnowocześniejszych pomieszczeń na planecie, siedziało dwóch piłkarzy, obrońca i bramkarz. Prawdziwsze byłoby jednak stwierdzenie, że tylko jeden z nich był cały czas aktywny, gdyż drugi spał głęboko, a ponieważ chorował na narkolepsję, zasypiał przy każdej nadarzającej się okazji. Obudził się jednak na dźwięk połączenia między Akademią a statkiem należącym do piratów. Thran natychmiast odebrał i wymienił się informacjami z dzwoniącym Hawkinsem. Zadowolony, wrócił do obserwowania akcji, nie zauważając, że jego brat nie śpi już.
-Bracie... myślałeś o swojej przyszłości?- spytał znienacka Ahito.
Rytmiczne stukanie ucichło w jednej chwili. Obrońca wyprostował się w krześle i zwrócił w stronę bliźniaka, zastanawiając się, jakiej odpowiedzi powinien udzielić. Nigdy dotąd nie zastanawiał się na poważnie na temat tego, co będzie później. Widział przed sobą wiele możliwości, wiele dróg, jednak nie potrafił stwierdzić, którą z nich chce w przyszłości podążyć. Kochał piłkę nożną, ale interesowała go również informatyka, której tajniki zgłębiał z każdym kolejnym dniem. Tymczasem w głębi duszy czaiła się chęć pogoni za przygodą, przeżycia czegoś niezwykłego. Ta cecha dawała o sobie znać, lecz obudziła się w pełni dopiero, gdy w tajemnicy dołączył do pirackiej wyprawy na zniszczoną Paradisię.
-Tak- odparł. -Ale nie wiem, co wybrać. Kiedyś będę musiał to zrobić...
-Gdybym ja był na twoim miejscu, nie wybierałbym.
Thran przekrzywił głowę, nie bardzo rozumiejąc, co chciał przez to powiedzieć jego brat. Tymczasem Ahito przeciągnął się na rozkładanym fotelu, który przyciągnął wcześniej z magazynu, a z jego kolan zsunęła się konsola, za pomocą której miał wkrótce realizować misterny plan krycia przyjaciół.
-Ja też mam kłopot z tym, co będę dalej robił. Dame Simbai przez te kilkanaście miesięcy nauczyła mnie wielu rzeczy dotyczących Oddechu, ale wiem, że to zaledwie ułamek jej wiedzy. Lubię swoją pozycję bramkarza, bo mogę sobie w spokoju pospać- obydwaj zachichotali. -Nie chcę wybierać między tym, co kocham, dlatego sądzę, że spróbowałbym połączyć swoje pasje, niezależnie od możliwości.
-To nie jest taki zły pomysł! Pomyślę jeszcze.
Lot do Strefy 17 upływał spokojnie, w czasie przemierzania przestrzeni kosmicznej członkowie załogi nie zmagali się z żadnymi trudnościami. Dotychczas jedynymi chwilami, które stresowały kapitana Srebrnej Manty oraz kapitan Snow Kids, były kontrole przy pierścieniach międzyukładowych, gdzie sprawdzano ich tożsamość. Na szczęście działo się tak, jak przewidziała Tia - jej paszport dyplomatyczny wystarczył, aby bez problemu przemieszczać się w stronę krańców galaktyki.
Tuż po wejściu na pokład statku Stevens zapoznał zawodników akiliańskiej drużyny ze strukturą maszyny oraz piratami, którzy uczestniczyli w akcji. Mark i Rocket, mający pomagać w ewentualnej obronie statku, zostali błyskawicznie zaznajomieni z obsługą broni. Przydzielono im także pozycje, których nie mieli prawa opuścić, chyba, że na rozkaz Kate, zastępującej swojego kapitana podczas jego nieobecności. Natomiast pozostała trójka graczy Snow Kids po zapoznaniu się z językiem gestów poszła do pomieszczenia, w którym już przebierali się inni członkowie misji ratunkowej.
D'Jok wytrzeszczył oczy w zdumieniu, po czym odskoczył niczym oparzony.
-Co. To. Jest?!
-To twój kombinezon, wskakuj raz dwa- powiedział Sinedd, z trudem zachowując spokój.
-W życiu w to nie wejdę! Jest dwa razy na mnie za mały!- z każdym słowem twarz D'Joka przybierała coraz głębszy kolor, tak bardzo podobny do jego włosów.
-Cóż, będzie musiał ci wystarczyć...- dodał Stevens. Miał wyraźny wpływ na zaistniałą sytuację, gdyż jego usta przypominały obecnie wąską kreskę, jak gdyby od ich szerokości zależało, czy wybuchnie śmiechem, czy nie.
Kiedy wydawało się, że czerwonowłosy zawodnik wyładuje swoją złość na stojących przed nim piłkarzach ataku, Tia położyła mu dłoń na ramieniu. Choć wciąż był zirytowany, obserwujące zajście osoby zauważyły, że napięte mięśnie napastnika Snow Kids powoli rozluźniły się. Później nikt nie potrafił wyjaśnić, jak młoda kobieta uspokoiła jednego z najbardziej porywczych ludzi, jakich znał świat piłki nożnej i piratów jednym tylko gestem. Do osób, które potrafiły go poskromić, można było zaliczyć jedynie Mayę i Micro Ice'a, a i tak nie zawsze byli w stanie tego dokonać.
-Wystarczy, że zamienimy się strojami. Kombinezon, który dostałam, jest na mnie o wiele za duży, dlatego sądzę, że się w niego zmieścisz.
-Dzięki- szepnął, kiedy dziewczyna przechodziła obok niego, by za drzwiami nałożyć kostium.
W momencie, w którym wszyscy już się przebrali, Wilkinson zabrał głos.
-Krótkie wyjaśnienie dla naszych nie-piratów - mamy pewność, że w bazie używane są kamery termowizyjne, dużo lepsze od przeciętnych urządzeń monitoringowych, dlatego też wszyscy jesteśmy ubrani w specjalne kombinezony, które choć przepuszczają powietrze, to nie emitują ciepła na zewnątrz. Mowa jest o technologii, którą ostatnio wynaleźliśmy... i zapewne która wkrótce wycieknie, ale tę kwestię zostawmy. Musimy być zakryci od stóp do głów, tak aby nikt nie zauważył naszego wejścia.
-To nie będzie miało znaczenia, kiedy znajdziemy Mei i Micro Ice'a- wtrąciła kapitan Snow Kids.
Piraci pokiwali zgodnie głowami.
-Wtedy już nic poza ucieczką nie będzie nas obchodzić.
Szóstka, która miała wejść na terytorium wroga, na komendę naciągnęła na twarze kominiarki i założyła gogle na podczerwień. Do dotarcia na miejsce została niecała godzina, toteż grupa skierowała się do mesy, aby tam uciąć sobie ewentualną drzemkę lub napić się okrzykniętej w tak krótkim czasie legendą kawy.
Mogła przysiąc, że widziała zapalone w Akademii światła, a jednak budynek zdawał się być całkowicie pusty. Wszystkie pomieszczenia lśniły czystością, nawet najbardziej uczęszczane pomieszczenie, czyli salon z olbrzymim ekranem na ścianie, pozbawiony był wszelkich skaz. Wyglądało, jakby mieszkańcy Akademii Aarcha wyprowadzili się lub co najmniej wyjechali na bardzo długi czas.
Skonsternowana, przeczesała palcami niesforne, sięgające tuż za linię podbródka pomarańczowe włosy. Imitowała gest, który wielokrotnie widziała u swoich kuzynów oraz ich przyjaciół, kiedy próbowali wymyślić rozwiązanie do sytuacji stawiającej ich w trudnym położeniu. Czuła, że czegoś nie zauważa, a rozwiązanie znajduje się tuż pod jej nosem. Westchnęła, kierując się ku gabinetowi Dame Simbai z nadzieją, że chociaż tam kogoś zastanie. Niestety jej oczekiwania się nie spełniły, gdyż i tam wręcz świeciło pustkami. Leżąca na jej biurku kartka mówiła, że Snow Kids urządzili imprezę z dużą ilością spożytych procentów, ale gdyby tak było, słyszałaby przynajmniej jakieś jęki dochodzące z pokojów. Tymczasem było cicho jak makiem zasiał.
Nagle intuicja kazała jej iść w miejsce, do którego poszła chyba tylko raz - do królestwa należącego do Clampa. Pamiętając o słowach Zyrii, skierowała się na wyższe piętro. Idąc korytarzem miała wrażenie, że coś, lub ktoś, ją obserwuje, lecz nie przejęła się tym. Wreszcie, po pokonaniu istnego labiryntu, dotarła do celu, lecz zanim zdążyła zbliżyć się do klamki, drzwi otworzyły się za sprawą niezbyt sennego Ahito. Kuzyn uścisnął ją tak, jak powinno się uścisnąć bramkarza, po czym dał znać bratu o przybyciu dawno nie widzianej kuzynki.
-Yuki! Jak miło cię widzieć!- przywitał się Thran. Niezauważalnie trącił ręką leżące na biurku plany, zakrywając je tym samym.
-Kiedy przyleciałaś?
-Dosłownie przed chwilą... Ale dlaczego Akademia jest opuszczona? Nie spotkałam po drodze nikogo, nie ma trenerów, Clampa ani Dame Simbai!
Młodszy z braci zaczął powoli wyjaśniać.
-Aarcha, Artegora i Clampa wysłaliśmy na męski weekend, a Dame Simbai poszła w odwiedziny do Mayi. Pomyśleliśmy, że przyda im się chwila wytchnienia, w końcu zawsze jest z nami dużo kłopotów- nieświadomie przyznał, że rzeczywiście coś się stało.
-A co wy tu robicie? Clamp nigdy nie pozwoliłby wam we dwóch okupować jego pokój i korzystać ze sprzętu bez jego wiedzy. I gdzie jest reszta drużyny? Co więcej - gdzie jest Micro Ice?
Twarze Thrana i Ahito momentalnie spoważniały, co tylko potwierdziło przypuszczenia młodej kobiety.
-Obiecaj nam, że nie będziesz zła, ani że nie powiesz o tym nikomu.
W ten oto sposób bracia rozpoczęli opowieść o tym, jak doszło do sytuacji, w Klub Galactik i dwoje zawodników zniknęło, a gdy dzieci zostały zwrócone i podzieliły się z nimi niepokojącymi, wręcz przerażającymi informacjami, jak zorganizowali w kilkanaście godzin akcję ratunkową. Z każdym kolejnym zdaniem Yuki bladła coraz bardziej, do tego stopnia, że bliźniacy przestraszyli się, że coś jej się stało. Świadomi więzi, jaka łączyła ją dawniej z ich najlepszym przyjacielem, starali się być delikatni, a jednocześnie wyjaśnić wszystko dokładnie, nie zapominając o żadnym szczególe.
-... i właśnie dlatego musieliśmy to zrobić sami. Teraz nie możemy już się wycofać, za parę minut będą na miejscu. I dlatego... chcielibyśmy, żebyś nam pomogła. Musimy ich kryć, dla dobra Mei i Micro Ice'a.
-To brzmi tak niedorzecznie, że nie mogę wam nie uwierzyć. Oczywiście, że wam pomogę w ich kryciu- powiedziała, kręcąc głową. Nie mogła postąpić inaczej, najbardziej zależało jej na bezpieczeństwie przyjaciół i powodzeniu misji.
I wtedy, gdy wydawało się, że wszystko idzie po ich myśli, włosy całej trójki stanęły dęba. Podświadomie wyczuli nadchodzące niebezpieczeństwo, ale nie potrafili mu zapobiec. W momencie, w którym to sobie uświadomili, do pomieszczenia weszła czwórka opiekunów drużyny.
-W ukryciu czego?
Ci, którzy mogli, drzemali spokojnie na wygodnych fotelach, przykryci ciepłymi, polarowymi kocami. Stevens jednak nigdy nie należał do typu osób mogących bez problemu zmrużyć oczy. Podczas gdy inni spali, on zawsze opracowywał kolejne plany albo ćwiczył, szczególnie gdy chodziło o piłkę nożną. Jako kapitan drużyny pozbawionej fluxa przygotowywał się na każdą możliwą sytuację, co sprawiało, że Piratsi wielokrotnie byli w stanie stawić czoła drużynom o wiele silniejszym, lecz zapominających o stronie technicznej gry, której on sam był mistrzem.
Z zamkniętymi oczami spróbował wymacać swój kubek, lecz nie potrafił go znaleźć, co wydało mu się dziwne. Zawsze przecież stawiał go dokładnie na wyciągnięcie lewej dłoni... Nagle poczuł powoli rozgrzewający się metal w ręku, a zapach gorącej czekolady mlecznej wypełnił jego płuca. Zsunął z twarzy kominiarkę, by móc napić się napoju, do którego, jak wkrótce się przekonał, dodano sporo jego ulubionej wanilii.
Uśmiechnął się pod nosem.
-Mówił ci ktoś kiedyś, że świetnie gotujesz, Miętówko?
-Wolałabym, abyś podziękował za to Stelli. Pamiętasz, że to ona mnie tego nauczyła?
-Może i tak, ale tego smaku nie mogła ci pokazać.
Uniósł kubek w geście toastu, ale zaraz zorientował się, że nie on jeden to uczynił.
-Twoje zdrowie, kapitanie- powiedział D'Jok i upił potężny łyk ze swojej filiżanki. Wypiwszy wszystko do ostatniej kropli, odstawił ją na prosty, metalowy stół, po czym stanął przy oknie. Czujne oko mogło dostrzec w oddali Strefę 17, odbijającą swą piaszczystą powierzchnią światło dwóch krążących wokół siebie gwiazd. To właśnie dlatego planeta należała do grupy niezamieszkiwalnych, choć czasem zsyłano tam największych zbrodniarzy, aby spędzili resztę życia na bezludnym pustkowiu, skazani na wieczną samotność.
Nic dziwnego, że właśnie takie miejsce wybrali ludzie, którzy za nic mieli sobie życie ich przyjaciół.
-Myślałam, że zasnąłeś- zwróciła uwagę Tia. Jej zielone oczy jedynie z pozoru zwrócone były na śpiących zawodników.
-Nie. Jestem zbyt pobudzony myślą, że ich znajdziemy. Ale... jeśli będą na mnie źli? Co jeśli to przeze mnie dzieciaki i oni zostali porwani? Co jeżeli musieli cierpieć z mojej winy? A jeżeli przeze mnie coś złego się stanie? Jak spojrzę pani Manie w twarz? Czy będę mógł stanąć naprzeciw was...?
Przywódca Piratsów doskonale rozumiał jego obawy, gdyż wcześniej wielokrotnie przechodził przez chwile kryzysu. Nigdy jednak nie udawało mu się tego ukryć - ktoś z drużyny zawsze znajdował go i nie pozwalał pogrążyć się w przysłowiowej czarnej rozpaczy. Wtedy zrozumiał, kim tak naprawdę w jego życiu jest drużyna - to przyjaciele, na których mógł liczyć bez względu na sytuację, którzy skoczą za nim w ogień, a w razie potrzeby nawet uderzą go w twarz, by oprzytomniał i przestał się wygłupiać.
Zaciśnięte dłonie napastnika Snow Kids drżały nieznacznie.
-D'Jok, podnieś głowę- poprosiła białowłosa dziewczyna.
Chłopak wykonał polecenie, nie rozumiejąc zbytnio, co chciała tym spowodować.
-Nic złego się nie stanie, słyszysz? Uwolnimy naszych przyjaciół i już nie pozwolimy, aby ktoś dyktował nam jakiekolwiek warunki. A to, że jesteś synem najbardziej poszukiwanego pirata w galaktyce nie oznacza, że ich porwanie było twoją winą. W ogóle to, kim są nasi rodzice, nie wywiera wpływu na to, co zrobią inni. Pamiętaj o tym.
-Łatwo jest tak mówić. Pamiętasz nasz pierwszy Puchar? Przeze mnie prawie przegraliśmy tamto spotkanie!
-Ale nie przegraliśmy, bo ty tam byłeś! Skoro mówisz, że wierzysz w przeznaczenie, to uwierz w to, że nie przegramy i tym razem. Naszym przeznaczeniem jest, choć zabrzmi to górnolotnie i w ogóle, zwycięstwo i chwała!
Mistrzowskie posunięcie - wykorzystała jego własne argumenty przeciwko niemu. Blondyn wiedział, że przez bardzo długi czas Tia i D'Jok nie przyjaźnili się blisko, ale to, co ujrzał, zmieniło jego wyobrażenie na temat ich relacji. Obecnie poza porwanym Micro Ice'm nie było drugiej takiej osoby, która mogłaby dotrzeć do serca czerwonowłosego mężczyzny. Był to świetny przykład na to, jak w trudnych sytuacjach więzy przyjaźni mogą się umacniać.
-Miętówka ma rację. Chyba nie zamierzasz poddać się tak łatwo, co?- dołączył do rozmowy Stevens, nie chcąc tylko stać i patrzeć.
Wszystkie te słowa sprawiły powoli, że twarz zawodnika powoli rozpogadzać się. Na jego usta wstąpił delikatny, praktycznie niezauważalny uśmiech, a szare oczy rozjaśniły się.
-Nie odpuścisz, prawda?
-Przecież dlatego właśnie przekazałeś mi opaskę kapitana.
Przez następne minuty cała trójka rozmawiała o wszystkim i o niczym, poruszała tematy bezpieczne i te, które powodowały nagłe skoki ciśnienia. Wiedzieli, że w obecnej sytuacji nie muszą niczego przed sobą ukrywać. Znajdowali się w podobnej sytuacji, a ponieważ całą trójkę łączyło nadzwyczaj sporo, mówili bez żadnych oporów, czasem tylko ktoś naburmuszył się, bo nabijano się z jego gry... (głównie był to D'Jok, ale kilka kwiatków znalazło się i dla starych przyjaciół).
Po jakimś czasie statek zakołysał się, a przez niewielkie okno widać było jaśniejącą łunę błękitnego ognia, liżącego metalową obudowę statku. Z zamontowanego w ścianie głośnika usłyszeli głos Kate, urywany i szumiący przez czasowe zakłócenia powodowane zmianą częstotliwości fal elektromagnetycznych.
-Wchodzimy w atmosferę Strefy 17. Idźcie już, bo nie damy rady was później zrzucić.
-Jasna sprawa, moja miła. A teraz... Pobudka, wstajemy ludzie! Skończyła się pora na power napki, mamy misję do wykonania!- oznajmił kapitan Piratsów, ściągając z kolegów koce i trącając ich nogą po twarzy (co spotkało się z dezaprobatą Snow Kids).
Kilka chwil później cała szóstka znajdowała się już w luku awaryjnym, z którego mieli przedostać się do ukrytej bazy. Wyposażeni w najnowocześniejszy sprzęt, ubrani od stóp do głów w kombinezony maskujące, przypominali grupę uderzeniową, mogącą w parę minut dokonać całkowitej destrukcji wskazanego celu. Gdy Srebrna Manta zbliżyła się do góry, na której znajdował się chroniony przed piaskiem wylot wentylacji podziemnego kompleksu, członkowie misji ratunkowej kolejno zeskakiwali ze statku na ścianę, zaczepiając się na niej ostrymi hakami. Jako ostatni pokład miał opuścić jego kapitan. Popatrzył jeszcze raz za siebie, tam, gdzie stała jego ukochana.
-Niedługo wrócę, Kate- szepnął i skoczył przez otwór.
Kuzyni stali niczym porażeni, patrząc się to na siebie, to na wyraźnie wściekłych opiekunów. Spośród całej czwórki jedynie Dame Simbai starała się zachować kamienną twarz, wciąż wierząc, że doszło jedynie do nieporozumienia, a Snow Kids odnajdą się. Ahito całą siłą woli powstrzymał się od walnięcia głową w ścianę - kompletnie zapomniał o konsoli, przy pomocy której miał kryć przyjaciół! Wiedział, że o czymś zapomniał, a teraz przyszło mu płacić za to cenę.
-Witaj Yuki, kiedy przyleciałaś? Mogłaś nas uprzedzić- przywitali się trenerzy, a z ich głosów na moment zniknął gniew.
-Dzień dobry, przyjechałam w odwiedziny do rodziców dosłownie godzinę temu. Pomyślałam, że może wpadnę spotkać się z przyjaciółmi...- dziewczyna wiedziała, że jej tłumaczenie na nic się nie zda, ale i tak postanowiła spróbować. Przynajmniej wiedziała, że zrobiła, co mogła.
Clamp natychmiast przeszedł do konkretów.
-Thran, wiesz, jak cię lubię, ale powiedziałem, że musisz mnie uprzedzić o chęci korzystania ze sprzętu. Z tego, co widzę, połączyłeś się z nieznanym łączem. Kto to jest?
-Chłopcy, powiedzieliście, że najpewniej będziecie pić. Dlaczego więc nie ma ani śladów opróżnionych butelek? Co więcej, budynek lśni czystością oraz świeci pustkami, chociaż z waszych pokojów słychać chrapanie?
-Czy to dlatego nagle uznaliście, że jesteśmy przepracowani i postanowiliście pozbyć się nas na jakiś czas z Akademii?- dopytywał się Artegor.
Bramkarz Snow Kids westchnął ciężko, po czym popatrzył na fizjoterapeutkę, trenerów i technika. Skoro sprawa ujrzała już światło dzienne, chciał wyjaśnić wszystko jak najszybciej. Miał świadomość, że to, co wkrótce usłyszą, będzie tylko preludium, wstępem do prawdziwej tyrady, która ich czeka, gdy pozostali uczestnicy misji ratunkowej wrócą na Akilian, ale nie bał się. Zarówno on, jak i jego brat czuł, że postąpili słusznie, decydując się na ukrycie całego planu przed opiekunami. Chociaż ufali im i szanowali jak własnych rodziców, to wiedzieli, że gdyby im powiedzieli, organizacja wszystkiego mogłaby potrwać o wiele dłużej. A wtedy... wolał nie myśleć o najgorszym możliwym do spełnienia się scenariuszu zdarzeń.
-Reszta drużyny udała się do Strefy 17 po Mei i Micro Ice'a, niebawem dotrą na miejsce.
-CO?!- wyrwało się jednocześnie z czterech gardeł.
Rozpętała się bitwa na słowa - Dame Simbai nie potrafiła uwierzyć w nieodpowiedzialność drużyny, Clamp zawodził, jak bardzo zawiódł się na swoich uczniach, Artegor zastanawiał się, w jaki sposób udało im się wszystko ukryć (ściągnął nawet okulary, czego nie robił już od bardzo dawna), natomiast Aarch chyba najciężej znosił fakt, że jego zawodnicy, którzy i tak mieli już na koncie wiele rzeczy, z wyprawami pirackimi na czele, mogli być tak bezmyślni. Yuki próbowała nawet bronić przyjaciół, lecz szybko została zignorowana, ponieważ dotychczas nic nie wiedziała na temat porwania dwójki graczy Sniw Kids.
Nagle podłoga w Akademii zaczęła drżeć. Wkrótce słabe drżenie przerodziło się we wstrząsy tak silne, że odczuwano je w całej stolicy, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Akilian nie należał do planet, których płyty tektoniczne zderzały się z tak dużą siłą. Członkini Stowarzyszenia Flux popatrzyła w pewnej chwili na braci, którzy, co dziwne, jako jedyni stali prosto na nogach i nie odczuwali w żaden sposób trzęsienia. Wzbudziło jednoczenie niepokój i zaciekawienie u fizjoterapeutki.
Gdy wydawało się, że coś lada moment może pęknąć, a kłótnie w dalszym ciągu nie kończyły się, obrońca drużyny nie wytrzymał.
-CISZA!- ryknął Thran. Wstrząsy momentalnie ustały, co tylko potwierdziło przypuszczenia kobiety.
Nałożył na uszy słuchawki, po czym wymienił szeptem kilka zdań ze znajdującym się na Srebrnej Mancie Hawkinsonem. Gdy skończył, zwrócił się do opiekunów z nietęgą miną - on również nie potrafił uwierzyć, że rozdarł się na całe gardło, bo należał przecież do ludzi spokojnych z natury.
-Weszli już do środka. Pokrzyczycie na nas, jak wszyscy wrócą cali i zdrowi, zgoda? Teraz muszę się skupić, więc proszę, starajcie się być cicho.
Przyznali mu rację. Teraz mogli wyłącznie czekać na to, co przyniosą najbliższe godziny, dlatego usiedli na stołkach i zamilkli, obserwując rytmicznie uderzające w klawiaturę palce młodego mężczyzny. Niedługo później znów jedynymi wyraźnymi dźwiękami było stukanie klawiszy i równy oddech śpiącego Ahito.
