Rozdział 12
Taxi, sowieci i nowe fragmenty przeszłości Pana Blacka.
- Dzień dobry – powitał Harry'ego uśmiechnięty celnik. - Jak podobała się panu pogoda w Szwajcarii?
- W porządku. - Harry wzruszył ramionami, sięgając po swój paszport. - Jaka jest pogoda w Niemczech?
- Jest pięknie – powiedział celnik. - Bardzo ładnie w tym momencie. Jaki jest cel pana wizyty?
- Wakacje. - Harry podał mężczyźnie paszport. - Chcę zwiedzić kilka muzeów i zobaczyć pomniki. A, i chcę spróbować waszych piw.
- Wszystko wydaje się być w porządku, panie Black. - Celnik postawił pieczątkę na dokumencie i oddał go Harry'emu. - Mam nadzieję, że odpocznie pan w Niemczech.
- Też mam taką nadzieję – powiedział z uśmiechem Harry. - I dziękuję.
Harry wyszedł z budynku i wezwał taksówkę, nieświadomy z zamieszania, które spowodował pośród miejscowych stróży prawa.
W powietrzu unosił się zapach ekscytacji. Poza tym większość budynków wydawała się być w czasie remontu czy odnawiania. Harry z uśmiechem spacerował po mieście, podziwiając zaskakującą ilość budynków, na których nadal było widać blizny po wojnie.
Harry w ten sposób spędził cały dzień. W końcu trafił przed bogato wyglądający hotel i wszedł do środka. Z uśmiechem na twarzy i poczuciem spokoju i odpoczynku, Harry podszedł do recepcji.
- W czym mogę panu pomóc? - zapytała dziewczyna za ladą recepcji.
- Chciałbym pokój – powiedział Harry. - Najlepiej najbardziej wygodny jaki macie.
- Dobrze. - Dziewczyna zdjęła klucz z haczyka. - Pokój 406, czy potrzebuje pan czegoś jeszcze?
- Nie, dziękuję. - Harry zabrał kluczyk.
Harry z uśmiechem poszedł do swojego pokoju i rzucił plecak na łóżko. Następnie podszedł do okna i rozsunął zasłony. Jednak po chwili zastanowienia, Harry szybko je zamknął. Zamknięcie zasłon nie przeszkodzi ludziom w spadaniu z wysokości, ale przynajmniej będzie mógł powiedzieć, że niczego nie widział. Następnego dnia, Harry sprawdził swoje notatki i z zaskoczeniem stwierdził, że po południu ma się zobaczyć z profesorem i Pomocnicą. Schodząc do hotelowego lobby Harry podszedł do informacji.
- W czym mogę panu pomóc?
- Mam trochę czasu do zmarnowania – powiedział z uśmiechem Harry. - Co mi pani proponuje zwiedzić?
- Muzeum Alliierten* jest bardzo popularne. - Dziewczyna w informacji uśmiechnęła się i zaczęła wyciągać ulotki. - Należy też zwiedzić kilka innych miejsc.
- Dziękuję – powiedział Harry, zabierając ulotki z informacjami. - Miłego dnia.
Puls Harry'ego przyspieszył, gdy przeczytał opis muzeum. Przyjechał do Berlina z nadzieją, że dowie się czegoś o sowieckiej okupacji i teraz miał ku temu okazję. Jego zainteresowanie wynikało z faktu, ze upadek muru należał do jednych z nielicznych szczęśliwych wspomnień z jego dzieciństwa. Harry był bardzo młody gdy mur upadł. Do dzisiaj jednak pamiętał wyraz twarzy dziennikarza, który przekazał tę wiadomość światu. Wyraz twarzy, który mówił o wycofaniu się sił zła. Wzrok, który obiecywał, że teraz już wszystko będzie dobrze. Jego wujek wgapiał się w szoku w telewizor, nie mogąc w to uwierzyć. Niestety, wuj Vernon później dostrzegł „niewdzięcznego łobuza" oglądającego telewizję i dalszego ciągu nie chciał pamiętać. Jednak mimo to, patrzenie jak tłum rozrywa bliznę przecinającą Berlin na pół było najszczęśliwszym momentem jego życia.
Harry zamarł w progu muzeum. Powietrze aż drżało od magii i Harry próbował zlokalizować jej źródło.
- Czy mogę... - zapytał strażnik. - Niech pan idzie do drzwi naprzeciwko. Miłego dnia.
- O... kej – powiedział Harry, upewniając się, że jego różdżka jest w zasięgu ręki. - To może ja sobie pójdę?
- Proszę – zgodził się strażnik.
Harry powoli zbliżył się do drzwi. Jego zmysły mówiły mu, żeby zwiewał gdzie pieprz rośnie, ale ciekawość mu na to nie pozwoliła. Powoli chwycił za klamkę i ją nacisnął. Otwierając drzwi, Harry szybko wszedł i uskoczył w lewo.
- Dzień dobry? - Starsza kobieta wyjrzała zza czasopisma. - Przyszedł pan na oprowadzanie?
- Tak? - Harry wzruszył ramionami. - Na to wygląda.
- Chwileczkę. - Kobieta odłożyła czasopismo i sięgnęła po podkładkę ze spinaczem. - Przepraszam za to. Mamy tak mało gości, że nie spodziewałam się pana wizyty.
- W porządku. - Harry pozwolił swoim mięśniom się zrelaksować. - Co jest na początku zwiedzania?
- Na początku mamy kawałek muru z nienaruszonymi zabezpieczeniami. - Kobieta przeczytała informację z podkładki.
- Nie wiedziałem, że są tu jakieś zabezpieczenia – powiedział zaskoczony Harry.
- Niewielu wie, że część zabezpieczeń przetrwała – powiedziała kobieta źle interpretując zdziwienie Harry'ego. - Udało się nam ustabilizować ten fragment zanim mur upadł.
- Och, macie może plan tych zabezpieczeń?
- Obawiam się, że nie. - Kobieta poczerwieniała. - Widzi pan, tydzień temu skończył nam się papier toaletowy... i skoro nikt tu nie przychodzi...
- W porządku – przerwał jej Harry, nie chcąc słuchać dalej. - Nie potrzebuję go. Chciałem tylko obejrzeć go zanim zobaczę te zabezpieczenia na żywo.
- Och – powiedziała kobieta. - Proszę tędy.
Oboje przeszli przez drzwi i weszli do pokoju, w którym cała ściana był pokrytym graffiti kawałkiem cementu.
- Sprawdzały się? - zapytał Harry, patrząc z powątpiewaniem na mur, który zawierał ostatni znany fragment komunistycznych zabezpieczeń. - Może coś mi umyka, ale wyglądając jakby były założone przez pierwszoroczniaka.
- Nie. - Kobieta pokręciła głową. - Większość magicznego talentu walczyła po stronie białych. Kiedy bolszewicy zajęli kraj, ci bardziej utalentowani musieli uciekać. Czerwoni mieli po swojej stronie ilość, czyli mugolaków, których używali do szkolenia nowych mugolaków, którzy nie zostali uratowani przez szkoły.
- Nie było to dobre szkolenie, prawda?
- Powiedziano mi, że spędzili więcej czasu na naukę jak być „przydatni rządowi" niż na nauce magii. - Kobieta wzruszyła ramionami. - Ale z tamtych czasów zostało takie powiedzenie: ilość kontra jakość, ale ilość też ma jakąś jakość.
- Fascynujące.
- Prawda? – zgodziła się kobieta. – W następnej części mamy…
I tak w ten sposób Harry spędził dwie godziny w muzeum, zwiedzając jego magiczną część.
- Dotarliśmy do końca wycieczki – powiedziała kobieta z nerwowym uśmiechem. - Chciałby pan coś kupić z naszego sklepiku?
- A macie coś dobrego? – zapytał Harry z podniesioną brwią.
- Cóż… - Kobieta zaśmiała się cicho. – Może pan kupić kawałek muru i starą sowiecką księgę z zaklęciami.
- Przydatna ta książka? – zapytał cicho Harry.
- Nie bardzo – powiedziała kobieta. – Większość zaklęć obronnych jest do niczego. Z drugiej strony mamy zaklęcia atakujące, które są całkiem dobre… jeśli nie zależy panu na precyzji. Jeśli panu a tym nie zależy, to należą one do najbardziej skutecznych zaklęć na świecie.
- W jakim sensie?
- Zostały stworzone dla niedouczonych rekrutów – wytłumaczyła kobieta. – Ciężko jest je źle rzucić. I jeśli pan kupi je teraz, to dorzucę jeszcze książkę z zaklęciami używanymi przez… tajniejsze organizacje.
- Dobra – powiedział Harry, wyciągając portfel. – Chyba nie mogę odmówić takiej ofercie.
- Proszę bardzo. – Kobieta podała mu torbę z zakupami. – Mogę coś jeszcze dla pana zrobić?
- Tak – powiedział Harry. – Czy może mnie pani pokierować do Weltrestaurant Markthalle?
- Nie ma sprawy. Adres to Puklerstrasse 34 Kreuberg, 10997. Jeśli jedzie pan taksówką, niech kierowca zawiezie pana na Eisenbahn Markthalle, jest połączony z restauracją.
- Dzięki – powiedział Harry. – Miłego dnia.
- Jeszcze jedno. – Kobieta ugryzła się w wargę. – Jeśli będzie pan tam jadł, niech pan spróbuje Konisberger Klopse. To moje ulubione danie.
- Będę to miał w pamięci – powiedział z uśmiechem Harry.
Harry wyszedł z budynku i wezwał taksówkę.
- Dokąd? – zapytał go taksówkarz.
- Eisenbahn Markthalle – odparł szybko Harry. – Mam spotkanie ze znajomym.
- Robi się – powiedział kierowca. – Mogę spytać, co zamierza pan robić w Berlinie?
- Chcę spotkać się ze znajomymi i trochę się rozejrzeć. – Harry uśmiechnął się, myśląc o ulotnej radości, jaką dało mu obalenie muru. – Chciałem zobaczyć, gdzie kiedyś był mur.
- Musi się pan dziwnie czuć, widząc miasto bez muru?
- Był tu tak długo. Jego upadek należy do moich najszczęśliwszych wspomnień.
- Domyślam się – uśmiechnął się kierowca. – Zamierza pan zobaczyć Bramę Brandenburską?
- Nie wiem. - Harry wzruszył ramionami. - Może. Dziwnie będzie zobaczyć ją bez straży.
- Na pewno dla pana – wymamrotał kierowca.
- Słucham? – zapytał Harry.
- Zaraz będziemy na miejscu.
- Och. Dziękuję.
Taksówka zatrzymała się przed Eisenbahn Markthalle.
- Panie Black, jak miło pana znowu zobaczyć – powiedział niski mężczyzna, który razem ze swoją pomocnicą podszedł do Harry'ego.
- Cześć – powiedziała Pomocnica.
- Profesorze, Pomocnico. – Harry uśmiechnął się do swoich przyjaciół. – Jak się macie?
- Bardzo dobrze. – Niski mężczyzna uśmiechnął się do niebezpiecznego przyjaciela. – Mam nadzieję, że nie spotkały pana żadne przykrości od naszego ostatniego spotkania?
- Miałem kilka niefortunnych wypadków – westchnął Harry. – Z jakiegoś powodu, ciągle coś mi się przytrafia.
- No cóż. – Profesor nie wiedział jak na to odpowiedzieć. – Opowiesz nam o tym później zjesz z nami?
- Jasne – zgodził sie Harry. – Fajnie was znowu zobaczyć.
- I wzajemnie – odparł profesor, a Pomocnica pokiwała głową. – Mamy… przedmiot, o który pan prosił i kilka innych rzeczy, które mogą cię zainteresować.
- Możemy się tym zająć później. – Harry położył obie ręce na ramionach swoich przyjaciół i ze smutnym uśmiechem powiedział – Teraz zjedzmy coś i porozmawiajmy o wesołych rzeczach.
Wynalazcy zgodzili się, zastanawiając się jakie demony dręczyły ich przyjaciela. Jednocześnie przysięgli sobie w duchu, że zrobią wszystko, żeby trochę mu ułatwić życie.
o-o-o-o-o-o-o
- No i?
- Black był skłonny do współpracy – powiedział z uśmiechem kierowca taksówki. – Powiedział, że nie zamierza nikogo zabijać. Chce tylko odwiedzić znajomych i zwiedzić miasto.
- Coś jeszcze?
- Rozmawialiśmy o zimnej wojnie. Powiedział, że dziwnie zobaczyć miasto bez muru. – Kierowca się zaśmiał. – Jego upadek jest jednym z najszczęśliwszych wspomnień z jego życia. Pewnie dlatego, że sam pomagał tego dokonać.
- Pewnie tak – pokiwał głową funkcjonariusz. – Coś jeszcze?
- Rozmawiałem z kobietą z muzeum. Powiedziała, że Black przyszedł i wpatrywał się w zabezpieczenia, następnie wymamrotał coś o wschodniej obronnej magii. Powiedział, że ich ataki były całkiem dobre, jeśli nie szukało się subtelności, ale ich obrona byłą do niczego. Byle pierwszoroczny mógłby zrobić dziurę w pierwszych warstwach zabezpieczeń.
- Pewnie wie coś o tym lepiej, niż ktokolwiek inny. Co on musiał widzieć – powiedział z westchnięciem funkcjonariusz.
- To nie wszystko. – Kierowca uśmiechnął się. – Kiedy byłem w muzeum, zwróciłem uwagę na jedno zdjęcie, przedstawiające rozbieranie muru.
- I?
- Zauważyłem, że jeden z mężczyzn miał zamazaną twarz.
- Fotograf nie był bardzo utalentowany, no i co z tego?
- Wszystkie twarze dookoła miały wyraźne rysy, tylko jego była zamazana. – Kierowca uśmiechnał się. – To nie wszystko. Spojrzałem na inne zdjęcie przedstawiające życie za murem. Na nim też była postać z zamazaną twarzą.
- I?
- Ta postać wychodziła z kwatery głównej Stasi. Tego samego dnia, w którym odrobina magii zniszczyła ich niszczarki dokumentów.
- Ciekawe, ale to niczego nie udowadnia.
- Tego nie powiedziałem – powiedział z uśmiechem kierowca. – To nie należy do oficjalnych sprawozdań. Jestem jednak pewny, ze jeśli znajdziemy kilka innych takich przypadków, to nie będziemy musieli kupować sobie piwa przez tygodnie.
* Muzeum Aliantów w Berlinie.
i znowu opóźnienie. Zero weny, null, nic, nada. I w dodatku chandra. Ugh. Nie mam sił.
Wiem, krótki rozdział.
ALE na osłodę powiem, że całe imię Pana Blacka: Padamus Da Grim Nomed znaczy tyle, co Łapa Ponurakiem Zwany.
Łapa Ponurakiem Zwany Black.
Ci sklepikarze wiedzą stanowczo za dużo.
Q: Ulubiona pora roku? I najmniej ulubiona?
Ulubiona: lato. Uwielbiam ciepło, moja południowa krew się cieszy.
Znienawidzona: zima. Nienawidzę śniegu
A, i wesołych walentynek? Nie wiem, składa się życzenia w to święto?
Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!
