Rozdział 17.
Volduś, wzgórza i kolejne teorie.
Powrót dwóch śmierciożerców z ataku na Pana Blacka spotkał się z zszokowaną ciszą wśród pozostałych, którzy wolnym krokiem zbliżyli się do ocalałych. W tym czasie jeden z niedobitków wydał z siebie długi, przeraźliwy jęk i wyzionął ducha.
Drugi z trudem był w stanie wydobyć z siebie jakikolwiek inny dźwięk niż przeciągły jęk, ale z trudem mu się udało.
- To… zasadzka, wszyscy zginęli.
Następnie jego ciało się zatrzęsło i dołączył do swoich kolegów w krainie śmierci.
Śmierciożercy, którzy nie zostali przydzieleni do tej misji spojrzeli na siebie w szoku.
- Co teraz zrobimy? – zapytał jeden z świeższych rekrutów.
- Ty idź poinformuj Czarnego Pana o tej sytuacji – odparł jeden z bardziej doświadczonych śmierciożujców. – My tu posprzątamy.
- Dobra – zgodził się rekrut, chcąc jak najszybciej oddalić się od stosu martwych, zakrwawionych ciał. Ci bardziej doświadczeni śmierciożercy obserwowali mężczyznę, uśmiechając się pod nosem i czekając na nieuniknione.
- CO? – wrzasnął Czarny Pan. – CRUCIO!
- Bierzmy się do roboty. –Doświadczony śmierciożerca wskazał na bałagan. – Nasz pan nie byłby z tego zadowolony. I jeśli nie zobaczy tego bałaganu, może nie będzie miał powodu, żeby okazać nam swojego niezadowolenia.
Śmierciożercy ruszyli się i zaczęli zbierać resztki swoich towarzyszy.
- No i co my tu mamy? – Jeden z nich uśmiechnął się na widok szczura, który zamiast ogona miał zakrwawiony kikut. – Wygląda na to, że tym razem to nie nam się oberwie.
- Ha – zaśmiał się inny śmierciożerca. – Zabierz go do pana, w końcu nie możemy pozwolić, żeby Czarny Pan czekał na taki prezent.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o
Pierwszą rzeczą, którą zobaczył Peter po obudzeniu się, była twarz swojego pana, która nie należała do najbardziej zadowolonych. Zdając sobie sprawę, że to mogą być ostatnie chwile spędzone na ucieczce przed śmiercią, Peter prawie posikał się ze strachu.
- Powiedz mi. – Głos Czarnego Pana był niepokojąco spokojny. – Powiedz mi, co się stało z ludźmi, których wysłałem do zabicia Blacka.
- Ja… usłyszałem straszliwy hałas i zobaczyłem oślepiające światło. – Peter wzdrygnął się. – Przemieniłem się, poczułem okropny ból w ogonie, usłyszałem dziwny dźwięk i coś mnie oślepiło. Gdy już coś byłem w stanie zobaczyć, zauważyłem dwóch rekrutów, którzy próbowali aktywować świstoklik, więc do nich się przyczepiłem.
- Rozumiem - powiedział Czarny Pan. – Boli mnie, że muszę to powiedzieć, ale dzisiaj nie umrzesz. Przydasz mi się jeszcze do czegoś. CRUCIO!
- Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam, że cię zawiodłem – wyjęczał z płaczem Glizdogon.
- Ty. – Czarny Pan odwrócił się od szczura i zwrócił się do swojej poprzedniej ofiary. – Przygotuj inną grupę, tym razem ma się im udać.
- Tak, panie – wyjęczał młody śmierciożerca. – Już się za to zabieram.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o
- Dziękuję wszystkim za przybycie – Starszy mężczyzna z bladą twarzą rozejrzał się po pokoju. – Wielu z was słyszało pewnie plotki o czarodzieju, który podróżuje po Europie i utrudnia życie purystom i innym bandziorom.
- Tak jest – potwierdził jeden z mężczyzn z tłumu. – Ale co to ma wspólnego z nami?
- Black jest u nas od wczoraj. Nie zdążyliśmy założyć obserwacji i już zniszczył grupę śmierciożerców, którzy powiązani byli z licznymi morderstwami na tle okupów.
- Jak on to zrobił?
- Nie jesteśmy pewni – przyznał starszy mężczyzna. – Wszystko wyglądało jak wypadek, a ciała były tak zmasakrowane, że nie można było odróżnić ręki od nogi.
- Więc on nadal jest zły za to, co się stało w Niemczech?
- Wygląda na to, że trochę ochłonął. – Mężczyzna pokazał grupie zdjęcia, które wyglądały jak podłoga w rzeźni.- Jak widzicie, narobił bałaganu. W przeciwieństwie do Niemiec, to wyglądało na wypadek. Znajomi mówili mi, że lubi pozorować wszystko na wypadki, albo zbiegi okoliczności. To, co się stało w Niemczech nie było normalne.
- Wiemy, co go tak rozjuszyło?
- Pytałem. – Mężczyzna zmarszczył brwi. – Powiedziano mi tylko, że Black jest bardzo stary i że stało się coś, co przywołało straszne wspomnienia.
- Jakie wspomnienia?
- Niemcy podejrzewają, że Black brał udział w uwalnianiu obozów – westchnął mężczyzna. – Myślą, że to mogło spowodować całą tę sytuację.
Kilkoro młodszych oficerów poruszyło się niespokojnie w ciszy, która zapadła po stwierdzeniu dowódcy.
- Jak mamy się w stosunku do niego zachowywać? – zapytał jeden z oficerów, przerywając ciszę.
- Miejcie na niego oko i słuchajcie tego, co powie. Powiedziano mi, że lubi dawać rady ludziom, którzy go obserwują. Nie wchodźcie do jego pokoju nieproszeni i bądźcie uprzejmi. Chciałbym go zaprosić na wycieczkę, a nie zgodziłby się, gdybyśmy nie byli uprzejmi.
-o-o-o-o-o-o-o-o-
Harry spędził większość poranka wylegując się w łóżku i nic nie robiąc. Po latach wstawania o świcie, żeby przygotować śniadanie dla jego „rodziny", dziwnie było wstać później i nic nie robić. W końcu głód zmusił go do wstania i skorzystania z telefonu. Po wykonanym telefonie, oczy Harry'ego zaczęły szukać rozrywki. Przez krótki czas jego wzrok skupił się na ogromnym telewizorze, jednak Harry udał się w kierunku plecaka. Hermiona by go zabiła, gdyby spędził wakacje nie robiąc nic produktywnego. Poza tym, w tych książkach może być coś, co mogłoby pomóc mu przeżyć do osiemnastki… Harry zaśmiał się cynicznie na tę myśl i wyciągnął jedną z książek i zaczął ją czytać.
- Obsługa. – Harry'emu przeszkodziło pukanie do drzwi.
- Chwileczkę. – Harry odłożył książkę na stolik i podszedł do drzwi. – Proszę wejść.
- Dziękuję. – Pracownik hotelowy rozejrzał się po pokoju. – Widzę, że pan czyta.
- Zawsze warto ćwiczyć umysł. – Harry uśmiechnął się. – Ma pan moje zamówienie?
- Tutaj, sir – potwierdził mężczyzna, wskazując na tacę. – Gdzie mam to postawić?
- Może być na stole – powiedział Harry. – Coś jeszcze?
- Nie, sir – powiedział pracownik. – Tylko tyle, że ten i wszystkie inne posiłki są na koszt hotelu.
- Dziękuję – powiedział Harry.
- Proszę bardzo, sir. Potrzebuje mnie pan jeszcze?
- Nie. Mam wszystko, czego mi trzeba.
- W takim razie miłego dnia.
Harry patrzył jak pracownik ostrożnie zamyka drzwi. Dziwne zachowanie pracownika tylko spotęgowało paranoję Harry'ego. Spoglądając na tacę z jedzeniem z ogromną dozą podejrzliwości, Harry chwycił książkę, którą wcześniej czytał i znalazł rozdział o truciznach. Jedno machnięcie różdżką i wymamrotana inkantacja i Harry poczuł zażenowanie i ulgę. Jeśli nie nauczy się relaksować, z końcem wakacji będzie równie paranoidalny co Moody. Z drugiej strony, Moody przeżył kilka zamachów na życie.
- Profesorze – powiedział Harry do zapalniczki. – Profesorze, jest pan tam?
- Nie – odpowiedział kobiecy głos. – Ale ja jestem, czego pan potrzebuje?
- Pomocnica?
- Yup. – Głos zachichotał. – Mogę w czymś pomóc?
- Zastanawiałem się, czy możecie wymyślić coś, co będzie w stanie wykryć trucizny i inne takie – zapytał cicho Harry. – Inne funkcje też by się przydały, ale wykrywanie trucizn to była moja pierwsza myśl.
- Ok – odparł głos Pomocnicy. – Dodamy to do listy, potrzebuje pan czegoś jeszcze?
- Nie – powiedział Harry, uśmiechając się. – A wy?
- Nie w tej chwili – odparła szybko Pomocnica. – Dam znać, jak coś się zmieni.
- Dzięki, do widzenia.
- Pa.
Mając już to z głowy, Harry zabrał się do jedzenia.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
W tym samym czasie, mężczyzna, który dostarczył jedzenie Blackowi, przygotowywał się do zdania raportu.
- Czarna Straż do kwatery – wyszeptał mężczyzna do zapalniczki Zippo. – Mam pierwszy raport ze spotkania z Blackiem.
- Mów – odparł głos pozbawiony emocji.
- Dostarczyłem jedzenie i rozmawialiśmy przez chwilę. Był w trakcie czytania i powiedział, że badanie faktów jest bardzo ważne w naszej profesji.
- Zauważyłeś, co czytał?
- Nie – odparł z żalem agent. – Większość tytułów była w językach, których nie znam.
- Rozumiem – odparł głos. – Mów dalej.
- Jak wyszedłem, to chyba rzucił jakieś zaklęcie odkrywające, ale nie poznałem jego magicznej charakterystyki.
- To zrozumiałe, Pan Black ma w zwyczaju używanie dziwnych, starych, nieznanych zaklęć. Możliwe też, że Pan Black poznał, że nie jesteś zwykłym pracownikiem. Z tego, co wiem, to nikt go jeszcze nie oszukał i zachowuje swoje ogony dopóki się nimi nie znudzi.
- Rozumiem. Czarna Straż odmeldowuje się.
- Kwatera też, bez odbioru.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Resztę dnia, Harry spędził na czytaniu i wzywaniu obsługi. Na sam koniec, Harry w myślach ułożył plan na następny dzień, odłożył książkę i poszedł spać. Harry obudził się następnego dnia i wyskoczył z łóżka. Nadszedł ten dzień. Dzień, w którym zrobi coś tak dziwnego i upokarzającego, że żaden z znajomych w Hogwarcie mu nie uwierzy. Jeśli, oczywiście, ktoś się o tym dowie.
Podchodząc do recepcji, Harry podał recepcjoniście kluczyk.
- Wymeldowuje się pan?
- Nie – zaprzeczył Harry. – Wychodzę na dzień i możliwe, że skończę w jakimś barze. Nie chcę go zgubić.
- Rozumiem – powiedział recepcjonista. – Będzie na pana czekał, gdy pan już wróci.
- Dziękuję. Może wrócę dzisiaj, ewentualnie jutro.
- Miłej zabawy. – Recepcjonista poczekał aż jego gość zniknął z pola widzenia i zadzwonił do swoich przełożonych. Nieważne, że Black wiedział, że jest obserwowany. Głupio byłoby jeszcze bardziej się tym afiszować.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o
- Dzień dobry, sir. – Do Blacka zbliżyła się para mężczyzn. – Jak się pan dzisiaj miewa?
- W porządku – odparł grzecznie Harry. – A wy, panowie?
- Również – powiedzieli mężczyźni. – Jesteśmy z departamentu przestrzegania prawa i zastanawialiśmy się, czy możemy zadać panu kilka pytań?
- Jasne, pytajcie. – Harry wzruszył ramionami.
- Na początek, może pan powiedzieć dokąd pan dzisiaj idzie?
- Salzburg – powiedział z uśmiechem Harry. – Słyszałem, że to piękne miasto i chciałem zobaczyć kilka rzeczy.
- Rzeczywiście jest piękne – zgodził się jeden z mężczyzn. – Ma pan już transport?
- Jeszcze nie – uśmiechnął się Harry. – Polecacie coś, panowie?
- No cóż. – Jeden z funkcjonariuszy odwzajemnił uśmiech. – Może zabierze się pan z nami? I tak musimy tam trafić.
- Jasne – powiedział Harry. - Dzięki.
- Nie ma sprawy. – Mężczyzna kiwnął głową w stronę swojego partnera, który zniknął z pyknięciem. – Mój partner zaraz wróci z świstoklikiem.
- Dziękuję. To naprawdę szczęście, że akurat musicie być w Salzburgu.
- Tak, szczęście – powiedział mężczyzna, powstrzymując śmiech. – Słyszał pan może o tych śmierciożercach, co ich znaleźli na torach?
- Nie. – Oczy Harry'ego rozszerzyły się w niepokoju. – Co się stało? Ktoś ucierpiał?
- Tylko śmierciożercy. – Oficer rozpływał się nad zdolnościami aktorskimi Blacka. Gdyby nie to, że wiedział lepiej, w ogóle nie podejrzewałby go o udział w tym wypadku. – Wygląda na to, że użyli świstoklika i zostali zabici przez pociąg w raczej fortunnym… wypadku.
- Tak – potwierdził Harry. – Dobrze, że nie mieli szansy nikogo skrzywdzić. Na szczęście byli tak nieuważni z ich punktem przybycia.
- Tak – zgodził się mężczyzna. – Na szczęście.
Jakakolwiek inna rozmowa została przerwana pojawieniem się partnera mężczyzny.
- Mam świstoklik – powiedział uśmiechnięty partner, machając starym butem. – Łapcie za niego i ruszamy w drogę.
- Gdzie teraz, panie Black? – zapytał z uśmiechem jeden z funkcjonariuszy austriackiego departamentu przestrzegania prawa.
- Hmmm. Najpierw chciałbym coś załatwić na wzgórzach. Potem chcę się zabawić.
- W porządku. Chodźmy.
Trzej mężczyźni spędzili większość wycieczki pogrążeni w głębokiej rozmowie na różne tematy. Od powstań w Wielkiej Brytanii, po dziwne wypadki, w których ginęli śmierciożercy.
- No i jesteśmy – powiedział z uśmiechem jeden z oficerów. – Najbardziej odizolowane miejsce najbliżej miasta. Mamy tu zabezpieczenia, które nie pozwalają ludziom na zniszczenie tego pięknego miejsca.
- Dzięki – powiedział Harry. – Doceniam fakt, że zadaliście sobie tyle trudu, żeby mnie tu przyprowadzić.
- Nie ma sprawy, Panie Black – powiedział drugi oficer. – Cieszymy się, że mogliśmy dotrzymać panu towarzystwa.
- Muszę coś zrobić – powiedział Harry. – Zaraz wracam.
- Miłej zabawy – powiedział z uśmiechem oficer.
- Dzięki – odparł niewinnie Harry, oddalając się od towarzyszy.
Harry poszedł za najbliższe wzgórze, gdzie znalazł się w małej dolinie. Rozejrzał się, upewniając się, że nie jest śledzony i zaczął śpiewać.
- Wzgórza żyją i zjadają ludzi – wykrztusił z siebie ze śmiechem. Chciał to zrobić od czasu, gdy w podstawówce oglądał z klasą „Dźwięki muzyki"*. – Mam nadzieję, że nikt się o tym nigdy nie dowie – wymamrotał pod nosem. Jego koledzy nie daliby mu spokoju, a wiadomo co mógłby zrobić Snape z taką informacją? Nie, najlepiej jeśli to zostanie jego małym sekretem.
- Słyszałeś? – wyszeptał z ukrycia jeden oficer do drugiego. - TO może się wyłamywać.
– Słyszałem. – Głos drugiego oficera był bardzo poważny. – Chciałbym się dowiedzieć, skąd on w ogóle wie, że TO istnieje.
- Wracajmy na ścieżkę – wyszeptał jeden oficer do drugiego. – Powiedziano mi, że Black lubi udawać, że nie wie o swoich obserwatorach.
Dwaj funkcjonariusze ledwo zdążyli wrócić na ścieżkę przed Harrym.
- Dzięki, że na mnie zaczekaliście – powiedział Harry. – Po prostu musiałem coś z siebie wyrzucić.
- Nie ma sprawy. – Jeden z oficerów uśmiechnął się. – Niestety będziemy musieli pana opuścić po powrocie do miasta.
- Och. – Harry uniósł brew. – Coś się stało?
- Tak – zgodził się oficer. – Coś nam wyskoczyło i musimy się tym od razu zająć.
- Powodzenia – powiedział Harry.
- Dzięki – powiedział oficer. – Wracajmy do miasta.
Trzej mężczyźni wrócili do Salzburga, gdzie dwaj oficerowie pożegnali się z Harrym i pozostawili go, żeby dalej mógł planować swój dzień.
- Przepraszam.
Harry odwrócił się i jego oczom ukazał widok dwóch biuściastych blondynek z plecakami.
- Tak?
- Nie wie pan może, gdzie jest grupa zwiedzająca trasę „Dźwięków muzyki", prawda?
- Niestety nie – stwierdził z przykrością Harry. – Ale brzmi interesująco, mogę się do was dołączyć?
- Jasne – powiedziały z uśmiechem Szwedki. – Chodźmy.
W trójkę szybko znaleźli wycieczkę i następne kilka godzin spędzili na zwiedzaniu miejsc, gdzie ten film był kręcony. Dodatkową atrakcją była towarzysząca im grupa pijanych podróżników, która cały czas wyśpiewywała im piosenki.
Na sam koniec, cała grupa wylądowała w hotelu o nazwie Yoho, gdzie wypijała kufel za kuflem i oglądała „Dźwięki muzyki", które leciały w telewizji. Ostatnim wspomnieniem Harry'ego zanim kompletnie zgonował była sytuacja, w której leżał pod kurkiem z piwem, obserwując całkiem potężnego Niemca w różowym, lateksowym kombinezonie z pasującym tutu, który tańczył na jednym ze stołów.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Sir. – Jeden z oficerów, który towarzyszył Panu Blackowi wpadł z rozmachem do gabinetu przełożonego. – Zabezpieczenia, które ukrywają TO zaczynają się osłabiać.
- Co? – Brwi przełożonego prawie stykały się z górną linią włosów. – Wyjaśnij.
- Rozmawialiśmy z Panem Blackiem i nagle stwierdził, że chciałby się przejść po wzgórzach, żeby coś załatwić – zaczął oficer. – Gdy tam dotarliśmy, on się od nas oddalił.
- I?
- Patrzeliśmy jak sprawdza zabezpieczenia, po czym krzyknął, że TO zacznie zjadać ludzi. – Oficer zmarszczył brwi. – Kiedy już wrócił, to udawał, że nic się nie stało.
- On lubi udawać niewiniątko. – Starszy mężczyzna machnął na to ręką. – Co dalej?
- Towarzyszyliśmy Panu Blackowi w drodze powrotnej do Salzburga, gdzie spotkał dwie urocze Szwedki. – Oficer uśmiechnął się. – Następnie poinformowaliśmy każdego, kogo się dało o jego obecności w Salzburgu i wróciliśmy do więzienia.
- Mów dalej. – Mężczyzna z trudem zachowywał spokój.
- Trzy godziny zajęło specjalistom znalezienie słabego punktu zabezpieczeń. – Oficer pokręcił głową. – Trzy godziny zajęło grupie dwunastu ekspertów znalezienie czegoś, co Blackowi udało się w trzydzieści sekund. Wychodzi na to, że ktoś osłabiał część odpowiedzialną za alarmy. Gdyby mu się to udało, mógłby uwolnić TO bez żadnych przeszkód.
- Mam nadzieję, że się tym zajęliście?
- Tak jest, wszystkim się zajęliśmy. Teraz sprawdzamy, jak mogło do tego w ogóle dojść.
- Dobrze – powiedział mężczyzna. – Zastanawia mnie tylko, skąd Black wiedział o TYM.
- Mnie również to zastanawiało, więc zajrzałem do archiwów. – Oficer nerwowo polizał usta. – Dobrze pan wie, że ocalało trzynaście osób, które walczyło i pokonało TO.
- I?
- Dwanaście osób znamy z imienia. Trzynasta… trzynasta osoba została zarejestrowana jako nieznany czarodziej w czerni.
- Rozumiem – powiedział starszy mężczyzna. – Niemcy mówili, że jest stary, Włosi, że nawet jeszcze starszy.
- Sir?
- Włosi uważają, że on ma co najmniej dwa tysiące lat. Wyjaśniałoby to, dlaczego jest tak dobry w tym, co robi.
- Pewnie tak.
No i rozdział 17.
* Film kręcony był w Salzburgu. Jedna z piosenek zaczyna się od „Alive with the sound of music" (Ja to bardziej kojarzę z memów, ale cóż).
Czytajcie do końca, jest niespodzianka.
Czym jest TO? Jest to pomniejsze zło, które nie będzie miało wpływu na akcję. Po prostu jest. Ukryte w Salzburgu
Arily: Jak widzisz jeszcze nie. Szczury długo się przy życiu trzymają, ale z każdym wypadkiem traci jedną część ciała. Najpierw palec, teraz ogon. Hmmm
Lupus: o.O o matko
Stokrotka: Flaga nie została wspomniana, ale nowe teorie są.
Lord Snow: Mityczne szczęście będzie wyjaśnione….. Kiedyś. *tajemniczy uśmiech*.
Q: Gdybyście mogli udać się do Hogwartu na zajęcia, który przedmiot szkolny byłby waszym ulubionym?
Moim pewnie eliksiry, jakoś ciągnie mnie do tego.
Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!
– Dzięki ci za pomoc w pokonaniu TEGO. - Czarodziej zwrócił się do nieznajomego. - Zanim odejdziesz, czy możemy się dowiedzieć jak ci na imię?
- Imiona nie są ważne – odparł nieznajomy w ciemnej szacie. – Zrobiłem tylko to, co każdy zrobiłby na moim miejscu.
- W takim razie żegnaj – odparł czarodziej. - Wiedz, że zawsze będziesz mile widziany na naszych ziemiach.
– Dziękuję… Przyjacielu. - nieznajomy uśmiechnął się, wsiadł na swego konia i pognał w stronę zachodu słońca. Dlaczego, och dlaczego jego rodzice musieli dać mu takie imię jak Theodoric Incydent. (- szacun dla periscopesa za podpowiedź)
