Rozdział 18
Wycieczka, show i gdzie tu Neville?
Smak w ustach Harry'ego przypominał ten z podłogi w męskiej toalecie, a jego głowa bolała go tak, jakby tysiące kowali użyło jej jako kowadła. Z początku wydawało mu się, ze wstanie byłoby dobrym pomysłem, jednak z bolesnym jękiem opadł z powrotem na ziemię. Po kilku próbach, Harry'emu w końcu udało się wydostać z budynku, w którym się obudził. Przez następne kilka minut Harry wałęsał się po ulicach, aż w końcu jeden z taksówkarzy się nad nim zlitował i do niego podjechał.
- Wygląda pan, jakby potrzebował pan podwózki – powiedział z uśmieszkiem taksówkarz.
- Tak – zgodził się Harry. – Może mnie pan zawieźć gdzieś, gdzie mogę złapać transport do Wiednia?
- Nie ma sprawy. – Taksówkarz popatrzył na Harry'ego przez lusterko. – Ciężka noc?
- Można tak powiedzieć – zgodził się Harry. – Chciałbym tylko pamiętać, co wydarzyło się po moim dziesiątym drinku.
- Wszyscy mieliśmy kiedyś takie noce – powiedział ze współczuciem kierowca. – Niech pan zamknie oczy, a ja obudzę pana, gdy już dojedziemy.
- Dziękuję – powiedział Harry i od razu dostosował się do rady kierowcy.
Dotarcie z powrotem do hotelu zajęło Harry'emu kilka wyczerpujących godzin i na domiar złego, czekał na niego funkcjonariusz austriackiego wydziału przestrzegania prawa. Ten sam, który odprowadził go do Salzburga.
- Witamy, Panie Black – powiedział z uśmiechem agent. – Jak się pan dzisiaj ma?
- Trochę jestem zmęczony – powiedział Harry. – Moja noc była raczej… pełna wrażeń.
- W to nie wątpię – odparł agent. – Przyszedłem, żeby zaprosić Pana na wycieczkę po głównej kwaterze naszego departamentu. Czy mogę poinformować mojego przełożonego, że pan akceptuje?
- Chwileczkę. – Harry spojrzał na swój zegarek. – Może pan wrócić za kilka godzin? Naprawdę chciałbym chwilę odpocząć.
- Oczywiście – powiedział agent. – Będę czekał w hotelowym lobby za trzy godziny.
- Zróbmy z tego cztery – powiedział Harry, patrząc na zegarek.
- Tak jest – zgodził się agent. – Wrócę po pana za cztery godziny.
- Dobra – powiedział Harry. – Do widzenia.
- Do widzenia, panie Black – odparł agent, po czym zniknął z pyknięciem.
Harry z jękiem udał się w stronę wind. Teraz potrzeba mu tylko snu i pełnej garści leków przeciwbólowych.
o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Czy wszystko gotowe? – zapytał niebezpiecznie spokojnym głosem Czarny Pan.
- Czekamy już tylko na świstoklik, panie – wystękał jeden ze śmierciożerców. – Jak tylko będzie gotowy, będziemy w stanie go zaatakować.
- Doskonale – wymruczał Czarny Pan. – Jeszcze trochę i Black nie postawi na tej ziemi ani kroku więcej.
- Tak, panie – zgodził się śmierciożerca.
- CRUCIO, muahahahahahahahahahahaha – zaśmiał się Czarny Pan, jak on kocha swoje życie.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Harry obudził się i spędził kilka dobrych minut na intensywnym wpatrywaniu się w sufit, próbując znaleźć motywację do wstania z łóżka. Gdy w końcu mu się to udało, z trudem ubrał się, wyszedł z pokoju i udał się do hotelowego lobby.
- Jest pan gotowy, panie Black? – zapytał agent, widząc Harry'ego wychodzącego z windy.
- Tak – odparł Harry. – Ma pan świstoklik?
- Tutaj – powiedział agent, trzymając w ręce kawałek papieru. – Powinien się uruchomić za trzy, dwa, jeden.
- Jesteśmy na miejscu? – zapytał Harry. W myślach zanotował, że podróż świstoklikiem kiedy ma się kaca jest bardziej… ekscytująca niż zwykle.
- Tak jest – potwierdził agent. – Obecnie jesteśmy w holu naszego departamentu.
- Ładnie tu – powiedział Harry, przyglądając się zabezpieczeniom. – Te zabezpieczenia są całkiem przejrzyste, nie chciałbym próbować się tu przedostać, gdy już je ukończycie.
- Gdy już je ukończymy, sir? – zapytał skonsternowany agent.
- Hmmm. – Harry nie przejął się tym i nadal prowadził obserwację. – A, zabezpieczenia. Ta skończona część zapewni wam dużo ochrony, z tą nieskończoną częścią poradzą sobie nawet pierwszoroczni. Muszę przyznać, że te łaty są całkiem imponujące. Wątpię, żeby ktokolwiek zauważył, że jedynie pełnią funkcję kosmetyczną.
- Rozumiem, sir. – Agent zaśmiał się nerwowo. – Jak pan zauważył, że te łaty są nieefektowne?
- Zły kolor – powiedział Harry, kręcąc głową. – Pasują tu jak wół do karety, pewnie trudno je zauważyć w czerni i bieli.
- Tak jest – zgodził się agent. – Prawie niemożliwe.
- Dziękuję, że pozwolił mi pan się im przyjrzeć. – Harry wskazał ręką w głąb budynku. – Co mamy dalej w planach?
- Um. – Agent skupił się na przywróceniu swojego procesu myślowego. – Wycieczka po celach, w których trzymamy więźniów, sir.
- Możemy przed tym wstąpić gdzieś na jakieś jedzenie? – Harry spojrzał na swój zegarek. – Albo na kawę?
- Oczywiście, sir – powiedział agent. – Czy odpowiada panu nasza stołówka?
- Jasne – odparł Harry. – Przepraszam za kłopot, ale nic jeszcze nie jadłem i dopiero zdałem sobie z tego sprawę.
- Jak już mówiłem, to nie jest problem – upewnił go agent. – Proszę tędy.
Harry podążył za mężczyzną labiryntem korytarzy, aż w końcu dotarli na miejsce.
- Obawiam się, że nie mamy w tym momencie wiele do zaoferowania – powiedział agent ze zmarszczonymi brwiami. – Jestem jednak pewien, że coś znajdziemy.
- Będę wdzięczny – powiedział Harry. – Wystarczy, żebym miał coś w żołądku.
- Proszę więc tu poczekać. – Agent wskazał na jeden ze stolików. – Ja pójdę i porozmawiam z kucharzami.
- Dziękuję – powiedział Harry, siadając.
- Nie ma sprawy, sir – powiedział agent, po czym odszedł w stronę kuchni. Kila minut później wrócił z kanapką i dwoma kubkami kawy.
- Dzięki. – Harry sięgnął po jedzenie.
- Jak już mówiłem – zaczął agent. – Nasze cele są dziełem sztuki, każda ma w sobie pole zakłócające przepływ magii, wysoką grawitację i jednokierunkowe zabezpieczenia antyteleportacyjne.
- Jak one działają? – zapytał Harry, próbując podtrzymać rozmowę.
- Pola nie trzeba chyba wyjaśniać, ale udało nam się dodać kilka dodatkowych opcji – powiedział z entuzjazmem agent. – Zbudowaliśmy je tak, żeby automatycznie uniemożliwiały jakikolwiek rodzaj magicznego transportu. Wysoka grawitacja, w skrócie WG nie pozwala więźniom na swobodne poruszanie się, mamy również nadzieję, że wpływa negatywnie na ich magię. Dodatkowo nasze zabezpieczenia pozwalają ludziom wejść, ale nie pozwalają już wyjść. Dzięki temu możemy trochę odpuścić polu zakłócającemu i nie musimy się martwić o masową ucieczkę z więzienia.
- Fascynujące. – Harry z trudem próbował okazać zainteresowanie.
- Kiedy chciałby pan zobaczyć nasze cele, Panie Black? – zapytał agent, pijąc swoją kawę.
Harry spojrzał na swoją kanapkę. Rozmowa o więzieniu całkowicie zabiła jego apetyt.
- Możemy pójść teraz.
- W takim razie chodźmy. – Agent wyskoczył z krzesła i poprowadził Harry'ego kolejnym labiryntem korytarzy.
- Czy jest jakiś powód dla którego zdecydowaliście się użyć zwykłych krat? – zapytał Harry ze nudzoną miną, wpatrując się w pustą celę.
- A można to zrobić inaczej? – zapytał ochoczo agent.
- Nie wiem. – Harry wzruszył ramionami. – Może można użyć do tego jakiegoś niezniszczalnego szkła, albo…
Harry zamrugał w niedowierzaniu na widok tuzina śmierciożerców, którzy nagle pojawili się w celi.
- BLACK, ZGIŃ! – Blade, pomarańczowe światło wystrzeliło z różdżki jednego ze śmierciożerców i rozpłynęło się zaledwie kilka centymetrów od twarzy Harry'ego.
- Wow, naprawdę jesteście dobrzy. – Harry uśmiechnął się pod nosem, widząc uwięzionych śmierciożerców. – Ale może pan powiedzieć swoim ludziom, że następnym razem powinni zabrać im różdżki zanim wsadzą ich do celi.
- Tak jest – potwierdził słabo agent.
- Ja naprawdę doceniam fakt, że zdecydowaliście się wykonać dla mnie taką demonstrację. – Harry zaśmiał się głośno. – Teraz już wiem dlaczego pan chciał, żebym zwiedził wasze cele. Uwielbiam to. Sposób w jaki przetransportowaliście tych „śmierciożerców" w odpowiednim czasie i rzucone przez nich zaklęcie, które się przede mną rozpłynęło. To doskonale pokazuje, jak efektywne są wasze zabezpieczenia.
- Tak jest – powiedział agent, nie wiedząc, co mógłby powiedzieć więcej.
- Robicie to dla każdej wycieczki? – zapytał Harry. – Jeśli nie, dzięki za cały wysiłek, który w to dla mnie włożyliście. Kurczę, to jest boskie.
- Skoro pan tak mówi, sir – powiedział agent. – Mógłby pan poczekać chwilę na zewnątrz?
- Oczywiście – powiedział Harry. – Jeszcze raz, wspaniałe show, niech pan przekaże wyrazy szacunku do swojego szefa.
- Tak zrobię, sir. Tak zrobię – powiedział agent.
Harry z uśmiechem na twarzy wyszedł z pokoju. Przebranie kilku aurorów za śmierciożerców i przeteleportowanie ich do celi w odpowiednim momencie było wyrazem ogromnego geniuszu. To naprawdę pokazywało efektywność ich zabezpieczeń. I fakt, że zrobili to specjalnie dla niego sprawił, że Harry poczuł się wyjątkowy.
Agent austriackiego wydziału przestrzegania prawa patrzył się tępo w plecy swojego gościa, które po chwili zniknęły za drzwiami. Następnie szybko wyciągnął swoją nową zapalniczkę i skontaktował się ze swoim szefem.
- Co jest? – zapytał mrukliwie głos dyrektora wydziału przestrzegania prawa czarodziejów. – Całą noc spędziłem na sprawdzaniu zabezpieczeń wokół TEGO. Lepiej, żeby to było ważne.
- Kilkoro śmierciożerców właśnie się teleportowało za pomocą świstoklika do naszych nowych cel, sir. – Agent z trudem powstrzymał nerwowy chichot. – Pan Black kazał przekazać podziękowania za taką pamiętną demonstrację efektywności naszych zabezpieczeń.
- CO? – zapytał dyrektor, wszelkie ślady zmęczenia zniknęły z jego głosu. – Jeśli to jakiś żart…
- Tak mi się wydaje. – Agent jednak poddał się potrzebie i nerwowo zachichotał. – Ale część o śmierciożercach jest prawdą.
- Rozumiem. – Dyrektor wziął głęboki wdech. – Mówili, że Black ma dziwne poczucie humoru. Wysłałem już do was grupę ludzi. Weź Blacka na dalsze oprowadzanie i nie pokazuj zaskoczenia, jeśli Black wywinie coś jeszcze. Nie dajmy mu tej satysfakcji, bo to go tylko zachęci… A nie jestem pewny, czy będziemy w stanie znieść więcej jego żarcików.
- Tak jest. Pójdę mu pokazać naszą strzelnicę.
- Tak, tak zrób – zgodził się dyrektor. – Bez odbioru.
Agent ostrożnie schował swoją zapalniczkę do ukrytej kieszonki, następnie wyszedł z pomieszczenia, aby spotkać się z nadal uśmiechniętym Panem Blackiem.
- Chciałby pan może zobaczyć naszą strzelnicę? – zapytał agent, próbując odzyskać swój profesjonalizm.
- Jasne, chodźmy.
- Proszę tędy. – Agent ruszył pierwszy. – Strzelnica pozwala nam na ćwiczenie bardziej… niszczących zaklęć, nie powodując żadnego dodatkowego uszczerbku. Tylna ściana składa się z kilku arkuszy żelaza i prawie metra kamienia. Dodaliśmy jeszcze zaklęcia na twardość i samo naprawialność.
- Brzmi ciekawie. Jak często ćwiczycie?
- Nasz regulamin wymaga, żeby agenci terenowi ćwiczyli raz w tygodniu. Ci z służb specjalnych muszą ćwiczyć codziennie. Agenci, którzy pracują przy biurku mogą ćwiczyć raz lub dwa razy na miesiąc. W rzeczywistości, większość agentów przychodzi tu codziennie na godzinę przed i po pracy. Nie wie pan, jak rozwalanie dużych bloków na mniejsze relaksuje.
- Brzmi super – zgodził się Harry.
- Bo to jest super – powiedział agent. – Może chciałby pan ją wypróbować?
- Z przyjemnością – powiedział Harry. – Co mam zrobić?
- Proszę stanąć na żółtej linii. – Mężczyzna wskazał na linię dzielącą pokój. – Następnie proszę wezwać „cel". Z podłogi wyskoczy kawał kamienia. Jeśli woli pan drewno, proszę krzyknąć „drewniany cel". Jeśli chce pan poćwiczyć celność, proszę krzyknąć „tarcza".
- To wszystko? – zapytał Harry, podchodząc do linii.
- To wszystko – potwierdził agent. – Miłej zabawy.
- Jakiego zaklęcia mam użyć? – Hary uśmiechnął się, wyciągając swoją nową różdżkę.
- Może coś potężnego? – zasugerował agent, chcąc zobaczyć, co wybierze Pan Black. – Ciekawa różdżka.
- Zrobił mi ją mój znajomy – skomentował Harry, szukając w myślach odpowiedniego zaklęcia. – Ma niecały centymetr średnicy i jest bardzo wyjątkowa.
- W to nie wątpię, ale jest mniejsza niż inne różdżki – powiedział agent. – Czy jej wielkość wpływa na jej mo…
Agent urwał, bo ogromna czarna kula wystrzeliła z końca różdżki i zniszczyła nie tylko tarczę, ale i spory kawałek ściany za nim.
- Co to było?
- Hmmm? – Harry odwrócił głowę. – A, to tylko rosyjska magia obronna. Brakuje jej finezji, ale nadrabia za to całkowitym zniszczeniem.
- Rozumiem. – Agent z trudem utrzymał pokerową twarz. – Ciekawe zaklęcie, chciałby pan może przejść do ostatniej części wycieczki, czy chce pan tu jeszcze zostać i poćwiczyć?
- Możemy przejść dalej. – Harry wzruszył ramionami. – Ale bardzo podoba mi się ta strzelnica, muszę sobie zrobić podobną.
- Naprawdę warto – powiedział z uśmiechem agent. W końcu zaczynał rozumieć humor Blacka. – Ostatnia część wycieczki to ściana, na której są nazwiska wszystkich agentów, którzy polegli w czasie służby.
- Rozumiem – powiedział poważnie Harry. – Złożę honory i możemy wrócić do mojego hotelu. Nie sądzę, żebym po tym był w humorze na jakiekolwiek rozmowy.
- Rozumiem, sir – powiedział agent. – Proszę za mną.
Harry przez kilka minut wpatrywał się w ścianę i w nazwiska zastanawiając się, czy w Wielkiej Brytanii jest coś podobnego.
- Niech spoczywają w pokoju.
- Nieobecni towarzysze – zgodził się agent, podając Harry'emu kawałek sznurka. – Aktywuje się, gdy poda pan hasło „hotel". Dziękujemy, że zgodził się pan tu dzisiaj przyjść, panie Black.
- Cała przyjemność po mojej stronie – powiedział Harry. – Hotel.
Harry pojawił się w lobby hotelu i od razu ruszył w stronę windy. Po naciśnięciu odpowiedniego guzika, Harry zamknął oczy i czekał. Chwilę przed dotarciem na swoje piętro, usłyszał słaby dźwięk, który brzmiał podejrzanie jak „zgiiiiń". Harry otworzył szybko oczy, podejrzliwie się rozejrzał po zamkniętej przestrzeni, upewniając się, że nadal jest sam. Gdy tak rzeczywiście było, Harry zwalił wszystko na swoją wyobraźnię.
Pod nim, druga grupa śmierciożerców spadła na swoją śmierć w szybie windy. Ich ciała pozostały tam do czasu, gdy okropny smród zaalarmował odpowiednie władze, że coś jest tam nie tak.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Mów – rozkazał dyrektor wydziału przestrzegania prawa.
- Tak jest – powiedział agent, który oprowadzał Harry'ego po budynku. – Gdy pojawiliśmy się z Blackiem w budynku, ten skomentował nasze zabezpieczenia, które według niego są dziurawe i przez które mogliby się przedostać pierwszoklasiści. Zasugerowałem zwiedzenie więzienia, ale Black odmówił, twierdząc, że najpierw chciałby coś zjeść. Poszliśmy do stołówki, gdzie rozmawialiśmy o ulepszeniach, które dodaliśmy do naszych cel. Następnie Black spojrzał na zegarek i zgodził się na zwiedzenie cel. Chcę dodać, że apetyt Blacka zniknął, gdy spojrzał na zegarek, bo zostawił w połowie niedojedzoną kanapkę. Dotarliśmy na miejsce, gdzie grupa śmierciożerców, używając świstoklika, pojawiła się w celach. Black nawet nie mrugnął, gdy jeden z nich rzucił w niego zaklęciem.
- Czyli się ich spodziewał. – Szef zachichotał. – Jeśli byśmy go o to zapytali, na pewno stwierdziłby, że to był dziwny zbieg okoliczności. W końcu trudno o to, żeby grupa słabo wytrenowanych śmierciożerców była w stanie przedrzeć się przez nasze zabezpieczenia, zaraz po tym jak wspomniał o ich złym stanie.
- Myśli pan, że to on to zaaranżował? – zapytał zszokowany agent.
- Nie. – Starszy mężczyzna potrząsnął głową. – Z naszego przesłuchania wynika, że to sam Czarny Głupiec rozkazał im pójście na tę misję. Wątpię, żeby Black miał możliwość zaaranżowania czegoś takiego. Z drugiej strony, najprawdopodobniej ma w jego szeregach jakiegoś szpiega, który go poinformował o godzinie ataku.
- Rozumiem, sir. Następnie poszliśmy na strzelnicę, gdzie Black całkowicie zniszczył jeden z celów za pomocą nieznanego nam zaklęcia. Wspomniał coś, że jest to stara, rosyjska magia bitewna, ale żadne z naszych zaklęć nic nie wyłapało.
- Jak to?
- Zupełnie nic. – Agent pokręcił głową. – Kryminalni, których tam po wszystkim wysłaliśmy nie mogli znaleźć nawet jednego śladu, że jakakolwiek magia została tam użyta.
- Ciekawe – powiedział starszy mężczyzna. – Mów dalej.
- Na koniec udaliśmy się do pomnika upamiętniającego upadłych i po tym Black poszedł.
- Rozumiem – powiedział mężczyzna, kiwając głową. – Naprawdę musimy znaleźć sposób, żeby mu podziękować. Chcę też, żeby tuzin grup przeczesało mój gabinet i gabinet pana ministra na obecność pluskiew i podsłuchów.
- Tak jest, sir. Dlaczego, sir?
- Od miesięcy rozmawiam z ministrem o funduszach na dokończenie naszych zabezpieczeń. Za każdym razem mówi mi, że nie ma takiej potrzeby i że te czasowe powinny wystarczyć. Poza tym zastanawia się nad koniecznością posiadania tak unowocześnionych cel. Wyobraźcie sobie jego twarz, gdy usłyszy, że grupa śmierciożerców przebiła się przez te „wystarczająco dobre" zabezpieczenia i gdyby nie Pan Black, mielibyśmy kilka trupów i zamieszanie w całym budynku. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł dodać, że te bezużyteczne i drogie cele miały znaczącą rolę w ich schwytaniu. Gdyby nie Black, tuzin krwiożerczych czarnych czarodziei byłoby w samym centrum budynku wydziału przestrzegania prawa i tylko kilkoro pracowników biurowych stałoby im na drodze do bezpiecznego połączenia z gabinetem ministra.
- Powie mu pan, że to na niego polowali? – Agent z trudem powstrzymywał śmiech.
- Napomknę tylko, że mieli kogoś zabić i że przez politykę ministerstwa nie wolno mi wyjawić imienia niedoszłej ofiary. – Na twarzy mężczyzny pojawił się złowieszczy uśmiech. – Czasami uwielbiam swoją pracę.
-o-o-o-o-o-o-o-o-
- CRUCIO, CRUCIO, CRUCIO, CRUCIO, CRUCIOOOOOOOO. – Czarny Pan nie był zadowolony. A gdy Czarny Pan nie był zadowolony, lubił się wyżywać na wszystkich dookoła. – Co masz na myśli mówiąc, że dwie grupy, które miały zabić Blacka, zniknęły? CRUCIO.
- Przepraszam cie, panie. – Glizdogon po raz kolejny się zsikał. – Black jest chyba zbyt potężny.
- POTĘŻNY? JA MU POKAŻĘ POTĘŻNY – wrzasnął Czarny Pan. – BELLA, weź swojego męża i jego brata i pokażcie mu, co oznacza gniew Czarnego Pana. Chcę, żeby błagał o swoją śmierć.
- Tak, mój panie – powiedziała szalona kobieta. – Tak będzie.
-o-o-o-o-o-o-o-o-
Harry przez dobrą godzinę nudził się w pokoju. W końcu zdecydował się pójść po coś do picia. Łapiąc garść drobnych ze stolika nocnego, wyszedł z pokoju i udał się do maszyny z napojami. Niedługo potem miał już w ręku swój ulubiony napój. Odchodząc, Harry usłyszał łupnięcie, które doszło z maszyny za jego placami. Siłą woli zmusił się do zignorowania hałasu i powrotu do pokoju. Gdy już tam dotarł, podszedł do telefonu i zadzwonił do recepcji.
- Halo? Recepcja? – powiedział Harry ze spokojem. – Tu Black, chyba coś się stało z waszą maszyną do napojów na moim piętrze. Zaraz po tym jak kupiłem swoją puszkę, wydała z siebie straszny dźwięk.
Harry rozłączył się i otworzył swój napój. Jak na razie wszystko było na dobrej drodze. Odkąd przyjechał do Austrii nie wydarzyło się nic dziwnego, a recepcja zapewniła, że ta maszyna od czasu do czasu wydaje z siebie niepokojące dźwięki i że wyśle kogoś, żeby to sprawdził.
W tym samym czasie na korytarzu z maszyny z napojami nadal wyciekała krew. było już po Lestrange'ach.
No i rozdział 18.
Arily: Autorka stwierdziła, że TO jest tylko po to, żeby dodać zaczepistości naszemu Harry'emu. Przykro mi. To ponoć jakiś bezimienny horror, który terroryzował ludzi dwa tysiące lat temu. Nie, to wcale nie dziwne. To potęga Świętej Kaczki.
Aneta: Rumienię się od czubków palców, po końcówki włosów :3
Lupus: Voldi ze swoją duszą oddał chyba też cząstkę swojego rozumu xD
Q: Nocny marek czy ranny ptaszek?
Ja zdecydowanie jestem nocnym markiem, mogłabym przesiedzieć całą noc.
A teraz coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam. W rozmowie ze wspaniałą Nakurishi wywiązał się wspaniały wątek „co by było gdyby Harry rzeczywiście miał 2000 lat". Przewidujemy mnóstwo bandaży i inhalator.
Pan Black był akurat trakcie pościgu za ostatnimi żyjącymi śmierciożercami. Opatulony bandażami bardziej przypominał mumię niż tajnego agenta, którym na przestrzeni wieków i tysiącleci się stał.
- Stać! – krzyknął Harry, rzucając przy okazji jedno z bardziej wybuchowych rosyjskich zaklęć. Niestety zamiast trafić w zbirów, Harry trafił w ziemię za nimi, powodując tym samym wystrzelenie ogromnego ziemnego wulkanu, który tylko ułatwił im ucieczkę.
Harry natomiast w całym zamieszaniu potknął się o wystający bandaż i się wywrócił. Przeklinając swój los, zmachany wyjął swój inhalator i zaczął narzekać na jakość swoich bandaży.
- A mówiłem, żeby wyprali je w Perwollu Black Magic, a nie w jakimś tanim płynie.
Po czym użył swojego inhalatora i udał się w stronę zachodzącego słońca.
Nie wiem, czy to coś jest dobre czy nie, ale to mój autorski debiut, więc nie bądźcie zbyt surowi *pleeeeease*
Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!
