Rozdział 19.
ROZDZIAŁ 18 MINĄŁ BEZ POWIADOMIENIA (wina ff), PRZECZYTAJCIE GO NAJPIERW (jeśli tego jeszcze nie zrobiliście).
A w tym odcinku: Longbottom, przyjaciele i idiotyzm.
- Tak? – Starsza kobieta wyjrzała zza lekko otwartych drzwi.
- Pani Longbottom? – zapytał mężczyzna w dziwnie skrojonej szacie. – Nazywam się Hans Schisler i jestem legalnym przedstawicielem austriackiej ambasady. Mam prezent dla pani i dla pani wnuka.
- Chyba może pan udowodnić, że jest pan kim jest i że nie jest to jakaś sztuczka, żeby zabić mojego wnuka? – Kobieta zaczęła głaskać swoją różdżkę. – W czasie ostatniej wojny nieraz widziałam takie próby i nie pozwolę, żeby ktoś się do niego w takim celu zbliżył.
- Rozumiem, madame. – Mężczyzna podał kobiecie dokumenty. – Na czas spotkania, jeśli będzie miała pani taką potrzebę, mogę oddać swoją różdżkę.
- To nie będzie konieczne. – Kobieta odsunęła się i pozwoliła mężczyźnie wejść do środka.
- Dziękuję – powiedział mężczyzna, jednocześnie podając jej brązową kopertę. – W imieniu państwa austriackiego i jego magicznych obywateli, chciałbym uroczyście przekazać pani tę kopertę, którą, mam nadzieję, odbierze pani w imieniu swojego wnuka.
- Co to takiego? – zapytała babcia Neville'a, przeglądając zawartość koperty. – Czemu tu są zdjęcia aurorów wycierających czerwoną farbę?
- Kryminalni odkryli, że ta „czerwona farba" to wszystko, co zostało po Lestrange'ach – powiedział z uśmiechem mężczyzna. – Chciałbym, żeby to była zasługa mojego wydziału, ale my tylko tam posprzątaliśmy.
- Jesteście pewni, że oni nie żyją? – Ręce kobiety zaczęły drżeć. – Niech mi pan powie, że to jest prawda.
- Na sto procent – potwierdził Hans. – Nie żyją. Potwory, które zniszczyły pani rodzinę zostały wyeliminowane.
- Dziękuję. – Starsza kobieta nie była w stanie oderwać wzroku od groteskowych fotografii. – Kto to zrobił?
- Byli czwartą grupą śmierciożerców, która próbowała zabić niejakiego Blacka w czasie jego wizyty w Austrii. – Hans z trudem utrzymał neutralny wyraz twarzy. – Jedną z grup złapał i przekazał w nasze ręce w celu przesłuchania. Pozostałe dwie wyeliminował w mniej… kreatywny sposób. Z jakiegoś powodu nie lubił Lestrange'ów.
- Black? – zapytała zdziwiona kobieta. – To było panieńskie nazwisko Bellatrix. Dlaczego jakiś Black zrobiłby coś takiego… jednemu ze swoich?
- Mogą nie być spokrewnieni. – Hans wzruszył ramionami. – Raporty mówią, że zabił sporą liczbę śmierciożerców w całej Europie, a w Niemczech wyeliminował ogniska purystów krwi.
- Rozumiem – powiedziała kobieta. – Wychodzi na to, że jest to też mężczyzna, który lubi stare obyczaje.
- Jakie stare obyczaje?
- Bellatrix była jak wściekły pies. – Twarz kobiety wykrzywiła się w uśmiechu. – Mówi się, że to mężczyzna jest odpowiedzialny za zabicie swojego psa. Nie wypada porzucić tego obowiązku, ani nie wypada go komuś „zlecić". Niektóre rodziny wierzyły, że to ich obowiązkiem było zabicie członków rodziny, którzy oszaleli.
- Nie byłbym zaskoczony, gdyby tak było, proszę pani – powiedział z szacunkiem Hans. – Plotka głosi, że Black jest stary… bardzo stary.
- Rozumiem – powiedziała kobieta. – Proszę wybaczyć, obawiam się, że muszę się tym zająć osobiście.
- A ja muszę wrócić do ambasady – powiedział Hans, zbierając się do wyjścia. – Do widzenia, madame, niech szczęście sprzyja pani domowi.
- Dziękuję. – Babcia Neville'a odeskortowała Hansa do wyjścia i obserwowała jak ten zniknął za zabezpieczeniami. Następnie odwróciła się, podeszła do kominka i wrzuciła do niego garść proszku fiuu. – Alastorze, muszę z tobą porozmawiać.
- Co się dzieje, Augusto? – W kominku pojawiła się oszpecona twarz mężczyzny. – Potrzebujesz czegoś?
- Nie żyją. – Twarz kobiety rozjaśniła się. – Cała trójka nie żyje.
- Co się stało? – zapytał Moody bez emocji. – Zrobiłaś coś?
- Nie. – Uśmiech nie schodził z twarzy kobiety. – Polowali na czarodzieja o nazwisku Black, a on ich wszystkich zabił. Przedstawiciel austriackiej ambasady przyniósł mi zdjęcia.
- Black? – Brwi Moody'ego wystrzeliły w kosmos. – Możesz mi pokazać te zdjęcia?
- Oczywiście – zgodziła się kobieta. – Ale chcę je z powrotem, muszę znaleźć pasujące ramki, żeby je powiesić.
- Życie w przeszłości nie jest zbyt zdrowe – westchnął Moody.
- To samo mogę powiedzieć o tobie – odparła kobieta. – Weź zdjęcia, ale przynieś je z powrotem.
- Dobrze – powiedział Moody, zabierając kopertę.
- Do widzenia, Alastorze.
- Do widzenia, Augusto. – Moody odszedł od kominka i przez kilka minut przeglądał fotografie. Następnie wymamrotał – ktoś tu jest kreatywny.
Jego rozmyślania przerwał widok kolejnej twarzy w kominku.
- Moody, jesteś tu? – zapytał ostrożnie Remus.
- Jestem – potwierdził weteran. – Potrzebujesz czegoś?
- Mamy zebranie nadzwyczajne – odarł spokojnie wilkołak. – Snape chce się czymś z nami podzielić.
- Dobra – powiedział Moody. – Weź głowę z kominka, to zaraz u was będę.
Moody wyszedł z kominka w kwaterze i swoim magicznym okiem szybko omiótł pokój w poszukiwaniu zagrożenia.
- No, po co to wszystko?
- Severus ma coś do powiedzenia – powiedział z uśmiechem Dumbledore. – Chciałbym usłyszeć co, oczywiście, tylko jeśli się zgodzisz.
- Dobra. – Moody zajął swoje miejsce.
- Severusie? – ponaglił go Dumbledore.
- Bellatrix i bracia Lestrange zniknęli – powiedział Snape ze swojego miejsca. – Czarny Pan jest wściekły i wyżywa się na rekrutach.
Moody zaśmiał się.
- Pewnie nie tak sobie wyobrażali służbę u niego.
- Alastorze, proszę. – Dumbledore próbował zapobiec tragedii. – To bardzo ważne. Musimy zacząć śledztwo….
- Nie trzeba – przerwał mu Moody. – Nie żyją.
- Jesteś pewien? – Głos Dumbledore'a stał się śmiertelnie poważny.
- Na tyle na ile mogę być z informacją, którą mam teraz. – Moody otworzył kopertę i rzucił kilka zdjęć na stół. – To jest ich obecny stan.
- Co się stało? – zapytał zszokowany Dumbledore.
- Black – odparł spokojnie Moody. – Polowali na niego i raczej nie był z tego faktu zbyt zadowolony.
- Rozumiem – powiedział Dumbledore. – Wiesz może, gdzie teraz jest Pan Black?
- Mam pewne pojęcie – powiedział Moody. – Dlaczego?
- Chciałbym, żebyś mu się przyjrzał. I może uda ci się z nim porozmawiać. – Dumbledore wskazał na zdjęcia. – Nie lubię wiedzieć tak mało o kimś, kto może zrobić tak dużo.
- Nie mogę.- Moody ręką wstrzymał wszystkie protesty. – Powiedziałem „nie mogę", nie „nie chcę". Rozmawiałem z znajomą z austriackiego ministerstwa. Chciałem się dowiedzieć, co się tam dzieje i moja znajoma nie chciała mi nic powiedzieć. Znam ją czterdzieści lat i dowiedziałem się tylko, że mają u Blacka ogromny dług.
- Wiesz może, co takiego zrobił? – zapytała zamyślona Molly.
- Mam pewien pomysł – powiedział Moody. – Nie mogę się tym jednak z wami podzielić. Jeśli wiecie o co chodzi, to wiecie też dlaczego nie mogę. Jeśli nie wiecie, to lepiej, żebyście się nigdy nie dowiedzieli.
- Dziękuję, Alastorze – powiedział Dumbledore. – Ktoś ma coś jeszcze do powiedzenia?
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- LUNA!
- OJCZE!
- LUNA!
- OJCZE!
- LUNA!
- OJCZE!
- LUNA!
- OJCZE!
- LUNA!
- OJCZE!
- LUNA!
- OJCZE!
- LUNA!
- OJCZE!
- LUNA!
- OJCZE!
- LUNA!
- OJCZE!
- LU… przepraszam, ale to nie to samo bez kaczek.
- Przykro mi, ojcze. – Luna poklepała go po ramieniu. – Ale wiesz, że sprzedawca nie sprzeda nam więcej kaczek po tym… incydencie.
- Szkoda – westchnął Laetus. – Może uda nam się kupić gęsi.
- Gęsi też nam nie sprzeda. – Luna zmarszczyła brwi. – Niektórzy ludzie w ogóle nie mają wyobraźni.
- Wiem i dlatego mam dla ciebie kolejne zadanie.
- Jakie, ojcze? – Luna rozpromieniła się. – Zdobyłeś w końcu lokalizację wielkiego depozytu zaginionych skarpetek? Albo jakieś dowody na istnienie bieliźnianych gnomów?
- Nie, niestety nic tak ważnego. – Ojciec Luny pokręcił głową. – Chcę, żebyś napisała kilka historii o Panu Blacku, musimy zadowolić naszych czytelników.
- Ale ojcze – zaprotestowała Luna. – Chciałam mieć okazję przedstawienia prawdziwych wiadomości.
- Wiem, skarbie – powiedział Laetus. – Obawiam się, że nie mam na razie takich historii dla ciebie. A te opowiastki o Panu Blacku cieszą się dużą popularnością.
- Co teraz zrobił, ojcze? – Luna spróbowała znaleźć coś pozytywnego w tej sytuacji. – Odkrył może istnienie nowego stworzenia?
- Niestety nie. – Ojciec Luny potrząsnął głową. – Tylko kilka grup śmierciożerców w Austrii.
- Już się za to biorę, ojcze – powiedziała Luna. – Może powinniśmy użyć zdjęcia kaczki?
- Obawiam się, że wtedy nie uda nam się wielki taniec na sam koniec – westchnął Laetus. – Na pewno coś wymyślimy.
-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Zwabieni w zasadzkę i zabici, tak? – zapytał mężczyzna sprzedający świstokliki. – Obawiam się, że gwarancja nie pokrywa takich wydarzeń.
- Czarny Pan się z tym nie zgadza. – Jeden z młodszych śmierciożerców próbował (z marnym skutkiem) zagrozić mężczyźnie.
- Naprawdę? – Mężczyzna z trudem powstrzymał śmiech. – No cóż, skoro Czarny Pan się nie zgadza, to chyba ja muszę się z nim zgodzić.
- Dokładnie – powiedział śmierciożerca. – Ludzie, którzy się z nim nie zgadzają często… znikają.
- Tylko…
- Tylko co?
- Myślałem, że pracujcie dla ministerstwa? – Sprzedawca świstoklików miał ubaw po pachy. – To mi powiedzieliście.
- Um – zawahał się śmierciożerca. – Bo tak jest. Minister lubi, gdy nazywamy go… marny van.
- Marny van? – Sprzedawca świstoklików zmarszczył brwi. Wygląda na to, że te wszystkie wypadki źle wpływają na jakość i inteligencję nowych rekrutów. – Mógłbym przysiąc, że powiedzieliście „Czarny Pan".
- Nie, musiał się pan przesłyszeć. – Śmierciożerca miał zadowolony wyraz twarzy. – Na pewno powiedziałem marny van.
- Ok. – Sprzedawca wzruszył ramionami. – Skoro jesteście z ministerstwa, to kto zastawił na was zasadzkę?
- Ponieważ… - Śmierciożerca musiał się chwilę zastanowić. Odkąd wewnętrzny krąg się znacząco zmniejszył, rekruci musieli wytężać swoje głowy. – Tak w ministerstwie nazywamy wypadek?
- No tak – powiedział sprzedawca. – Wasza gwarancja jest aktualna w razie wypadku. Ma pan może paragon?
- Paragon? – zapytał śmierciożerca. – Jaki paragon?
- Do pełnej gwarancji potrzebny jest paragon – wyjaśnił sprzedawca. – Chyba, że skorzystacie z kredytu sklepowego.
- Um, tak, z kredytu sklepowego.
- Okej – powiedział sprzedawca. – Mam kilka eksperymentalnych zaklęć, które od dawna chciałem wypróbować.
- Jakie eksperymentalne zaklęcia? – zapytał podejrzliwie śmierciożerca.
- Nic strasznego, kilka zaklęć, które mogą zapobiec dziwnym i nieprawdopodobnym wypadkom.
- Och – powiedział śmierciożerca. – W takim razie w porządku.
-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Po prostu zabierz do niego ten list, Hedwigo – poprosiła Hermiona. – Widziałaś jak go piszę. Wiesz, że nie ma żadnych namierzających zaklęć.
Sowa zahukała smutno, ale nie ruszyła się ze swojego miejsca.
- No dalej, Hedwigo. – Hermiona próbowała przekonać ptaka. – Chcę tylko, żeby wiedział, że się o niego martwię. Ron mówi, że żadne sowy do niego nie docierają. Ty dasz sobie z tym radę.
Sowa wydała z siebie melancholijne hu-hu.
- Przepraszam, Hedwigo. – Hermiona zaczęła głaskać pióra Hedwigi. – Nie chciałam ci zarzucić, że specjalnie nie chcesz spełnić swoich obowiązków. Po prostu martwię się o Harry'ego i przez to najpierw mówię, a potem myślę.
Sowa wydała z siebie mniej depresyjne hu-hu.
- Może coś poczytamy? – zaproponowała Hermiona. – Mam nowe książki z zaklęć i obrony przed czarną magią. Może znajdziemy w nich coś, co pozwoli nam pomóc Harry'emu, gdy już wróci.
-o-o-o-o-o-o-o-o-
Harry obudził się następnego dnia i ze smutkiem stwierdził, że pora iść dalej. Co prawda, nie wydarzyło się tu nic dziwnego czy niebezpiecznego, ale nadszedł już czas. Kusiło go spędzenie wakacji w jednym miejscu, ale przecież było tyle miejsc do zobaczenia i rzeczy do zrobienia. W końcu druga taka okazja mu się w jego krótkim życiu nie trafi. Zakładając plecak na ramię, Harry po raz ostatni rozejrzał się po pokoju i uśmiechnął się. Miło, dla odmiany, mieć okazję do relaksu i odpoczynku. Następny przystanek pewnie nie będzie taki spokojny… ale zawsze można pomarzyć.
Nie jestem z siebie dumna, ale najpierw wyjazd, potem choroba mnie zmogła. W międzyczasie praca do pisania :/
ALE
Udało mi się przetłumaczyć ten rozdział i miałam czas na zastanowienie się nad sobą.
Mam nadzieję, że się podobało :D
Przepraszam, że krótko.
Q: Komputer czy laptop?
A: Dla mnie laptop jest lepszy. Bardziej podręczny na podróże.
Niech żyje Święta Kaczka i do następnego.
