Rozdział 22.
Obietnice, przyjaciele i smoki.
- No i?
- Eksperci Blacka odkryli źródło problemu – odparła Katalin. – Okazało się, że to połączenie trzech różnych chorób, które oddzielnie nie są groźne, ale razem są o wiele bardziej poważne. Niedobór witamin, smoczy odpowiednik szkorbutu i zwykłe przeziębienie.
- Udało im się je uzdrowić?
- Jesteśmy w trakcie, ale mamy pewne opóźnienie.
- Jakie opóźnienie?
- No cóż… - westchnęła Katalin. – Oni chcą skorzystać z pomocy swojego mistrza eliksirów, ale opiekunowie nie chcą go dopuścić do smoków.
- Nie mamy swoich mistrzów? – Postać była rozbawiona. – Dlaczego nie skorzystamy z ich pomocy?
- Żaden nie mówi po angielsku na tyle biegle, żeby podjąć się zrobienia takiej mikstury. – Marosiné Varga Katalin wzruszyła ramionami. – Dla mnie mówią wystarczająco dobrze, ale skoro to ma być lekarstwo, to nie chcą ryzykować.
- A Black nie zaoferował usług swoich ludzi?
- Zaoferował – potwierdziła Katalin. – Ale ona jest trochę… niezrównoważona. Odmówiono jej certyfikatu mistrza, ponieważ jest zbyt impulsywna.
- To oficjalny powód. – Postać w cieniu wzruszyła ramionami. – Dowiedziałaś się, jaki był nieoficjalny powód?
- Podejrzewam, że to przez czytanie mugolskich książek naukowych – powiedziała z uśmiechem Katalin. – I przez łączenie magii z osiągnięciami mugolskiego świata.
- Rozumiem – powiedziała postać. – Mugolak, który stał przed komisją czystych krwi.
- Nie, sir. – Katalin pokręciła głową. – Czarownica czystej krwi, która stała przed mieszaną komisją. Głównie czarodzieje półkrwi, kilkoro mieszanej*, tylko trzech czystej.
- Czyli ludzie, którzy z całych sił próbują utwardzić swoją społeczną pozycję. Niestety sprawia to, że są bardziej aroganccy niż jest to konieczne – westchnęła postać. – Nie ma snobizmu gorszego od nowobogackiego snobizm.
- Skoro pan tak mówi. – Katalin wzruszyła ramionami. – Co mamy zrobić z tą sytuacją?
- Weźcie do pomocy tę mistrzynię Blacka – odparła postać. – Jeśli jest wystarczająco dobra dla niego, dla nas będzie idealna. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to niech nasi mistrzowie ją obserwują. Może niech udowodni swoje umiejętności robiąc jakąś skomplikowaną miksturę. Chcę odpłacić jej i Blackowi za pomoc. Sądzę, że pomoc w zdobyciu wstrzymywanego certyfikatu będzie dobrym początkiem.
- Tak jest – odparła Katalin. – Zaraz wszystko przygotuję.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Harry pojawił się na szczycie wzgórza, z którego miał doskonały widok na dolinę. Przez moment widział dolinę taką jaka była, chwilę później widział natarcie lekkiej brygady na rosyjskie pistolety.
- Szarżo lekkiej brygady, szarżo ciężkiej brygady i bohaterowie cienkiej czerwonej linii** – wyszeptał Harry. – Mówili o was, gdy byłem jeszcze mały. To był jedyny moment, kiedy wuj był ostry dla Dudziaczka. Obraził was raz i wuj zagroził mu, że odda mi połowę deseru tego małego wieloryba. Oczywiście to się nie stało, ale nawet on szanował wasze poświęcenie.
Harry wyjął swój miecz i zasalutował.
- Szkoda, że mi nie pomagaliście. Szkoda, że nie miałem za sobą takich ludzi jak wy wtedy, kiedy walczyłem na cmentarzu. Postaram się dorównać wam odwagą. Obiecuję, że upamiętnię was, idąc na śmierć z taką samą odwagą, z jaką wy spotkaliście swoją.
Harry zadrżał, gdy wizja przeszłości stała się zbyt wyraźna.
- I może kiedy już u… kiedy wszystko się skończy. Może wtedy ludzie będą porównywali mnie do was. Nie będą o mnie mówili „Chłopiec, Który Przeżył" czy „Chłopiec, Który Umarł" i w końcu zostanie tylko „Harry" – mężczyzna, który poszedł na swoją śmierć jak żołnierz trzynastej kawalerii.
Harry schował miecz.
- Byłoby miło, gdyby ludzie zaczęli mnie podziwiać za coś, co dla odmiany zrobiłem świadomie. Nawet jeśli nie będę mógł się z tego cieszyć. Jeśli już ma się umrzeć, to lepiej na własnych nogach jak mężczyzna, a nie uciekając przed swoim przeznaczeniem. – Harry wzruszył ramionami. – Uciekanie i tak mi wiele nie da… dwa.
Harry pojawił się przed ogromną bramą z kutego żelaza. Zaglądając ostrożnie do środka, Harry'ego zaskoczyło przywitanie.
-Dzień dobry. Proszę wejść.
- Dzień dobry. – Harry ostrożnie przeszedł przez bramę. – Kim pan jest?
- Jestem Spencer Cummings – odparł wesoło mężczyzna. – I witam w rumuńskim sanktuarium smoków.
- Dziękuję – powiedział Harry. – Czy Charlie już wrócił z Węgier?
- Jeszcze nie. – Mężczyzna pokręcił głową. – Ale mogę coś przekazać, jeśli pan chce.
- Nie, dziękuję. – Harry zrelaksował się. – Zastanawiałem się tylko, czy już rozwiązali ten problem.
- Z tego, co wiem, to nie. – Spencer wzruszył ramionami. – Ale jestem pewien, że szybko się z tym uporają. Teraz proszę o podpis w księdze gości, po czym pana oprowadzę. To mój pierwszy rok tutaj i jeszcze nikogo nie oprowadzałem, więc będzie pan moim pierwszym gościem.
- W porządku. – Harry wpisał się do księgi. – Chodźmy.
Następnie we dwoje ruszyli zwiedzać sanktuarium. Spencer z radością opowiadał o smokach, zadowolony z roli przewodnika.
- A to jest smok, przed którym stanął Harry Potter w Turnieju Trójmagicznym w pierwszym zadaniu. – Spencer wskazał na wspomnianego smoka palcem. – Trochę szkoda mi bestii, musiała stanąć naprzeciw Chłopca, Który Przeżył. Nie było mowy, żeby smok wygrał.
- Nie uwierzył pan w plotki, że szuka tylko chwały, albo że jest niebezpiecznym lunatykiem, co?
- Oczywiście, że nie. – Spencer pokręcił głową. – Poza tym, Charlie go zna i twierdzi, że to bardzo skromny chłopak. Nie pozwala, żeby ktokolwiek źle się o nim wyrażał i ja też na to nie pozwolę
- Miła odmiana – wymamrotał Harry. – A co z tym smokiem? Dlaczego wygląda tak smutno?
- No cóż… - Smok, o którym właśnie rozmawiali uniósł głowę i biegiem ruszył w ich kierunku. – Biegnij.
- Stój. – Harry nie poruszył się nawet o centymetr. – Uciekanie przed ogromnym drapieżnikiem nie jest dobrym pomysłem.
Spencer zignorował radę i uciekł, gdzie pieprz rośnie. Smok zatrzymał się tuż przed Harrym i pochylił się, żeby powąchać jego włosy.
- Norbert? – Harry wyciągnął rękę, żeby pogłaskać smoka po nozdrzach. – Urosłeś, miło cię znowu zobaczyć.
Smok z zadowoleniem westchnął i położył się, żeby dać więcej miejsca dla pieszczot.
- Czyli Hagrid od dawna cię nie odwiedzał, co? – Harry podrapał smoka pod brodą. – Pewnie jesteś samotny, co?
Norbert wydał z siebie zadowolone mruknięcie.
- Powiem Charliemu, żeby przekazał Hagridowi, że ma cię częściej odwiedzać – obiecał Harry. – Może uda się załatwić coś z jego zapachem.
Harry musiał spędzić ponad dwie godziny na zabawie ze smokiem, zanim ten był w stanie go spuścić z oczu.
- Nie martw się. Zobaczę, co się da zrobić, żeby cię częściej odwiedzali.
- Pan… pan żyje? – Na widok Harry'ego, oczy Spencera zrobiły się okrągłe jak piłki do koszykówki. – Właśnie wzywałem posiłki, żeby odnaleźć pana ciało.
- No cóż… - Odpowiedź Harry'ego została przerwana przez nadejście tuzina ciężko uzbrojonych ludzi.
- Gdzie ten turysta, którego mamy znaleźć? – zapytała kobieta, która na twarzy miała widoczne blizny i ślady po poparzeniach. – I dlaczego oprowadzałeś go bez nadzoru?
- Um, tu jestem – odezwał się Harry. – Ja…
- Sam się obroniłeś? – powiedziała kobieta. – Niewielu ludzi jest w stanie pokonać smoka w pojedynkę.
- Nie walczyłem z nim… - Harry pokręcił głową. – Ja….
- Więc się przed nim schowałeś – zapytał jeden z zebranych mężczyzn. – Rozsądnie, bardziej inteligentny niż inni. Boją się etykietki tchórza.
- Nie schowałem się. – Harry znowu pokręcił głową. – Ja….
- Pewno żeś odwrócił jego uwagę i żeś zwiał – dodał kolejny mężczyzna. – Też dobra strategia.
- Pobawiłem się z nim. – Harry'emu znudziło się ciągłe przerywanie jego odpowiedzi. – I go głaskałem. Nie chciał mnie skrzywdzić, po prostu był samotny.
- Samotny? – zapytała jedyna kobieta w drużynie.
- Tak, samotny – potwierdził Harry. – Powiedzcie Charliemu, żeby przekazał Hagridowi, żeby ten częściej odwiedzał swoje dziecko. Norbert jest samotny i chce się z kimś pobawić… trzy.
Zmęczony rozmową z tak niegrzecznymi ludźmi, Harry aktywował swój świstoklik i zniknął.
- Pobawił się z nim?- Jeden z mężczyzn pokręcił głową. – Musimy mu dać robotę u nas. Pasuje tu jak ulał. Jak się on nazywa, Spence?
- Nie jestem pewien – powiedział z nerwowym uśmiechem Spencer. – Zaraz sprawdzę w księdze gości.
- Zrób to – powiedziała kobieta. – Każdy mężczyzna, który ma tyle odwagi, żeby stanąć przed szarżującym smokiem i tyle szaleństwa w sobie, żeby się z nim pobawić, zasługuje na miejsce w mojej drużynie.
- Tu napisane jest… o matko.
- Pokaż mi to. – Jeden z mężczyzn chwycił za księgę. – Tu napisane jest, że nazywa się… Pan Black.
- Myślałam, że to tylko mit? – powiedziała zszokowana kobieta. – Ktoś, kogo wymyślili w Żonglerze, żeby sprzedać więcej gazet.
- On jest prawdziwy – potwierdził jeden mężczyzna. – Mam szwagra w wydziale przestrzegania prawa. Z tego, co mu wiadomo, wiadomości z Żonglera to tylko mały fragment jego dokonań.
- Nic dziwnego, że nie bał się stanąć przed tym smokiem. – Głos Spencera pełen był podziwu. – Nawet jeśli nie mógł rzucić na smoka żadnego zaklęcia, to i tak nie stwarzał on dla niego żadnego zagrożenia.
- Wróciłem – odezwał się Charlie. – Coś mnie ominęło?
- Oj, wiele rzeczy – odparła kobieta pokryta bliznami z zszokowanym wyrazem twarzy. – Kim jest twój kolega?
- To Hagrid – przedstawił olbrzyma Charlie. – Miałem nadzieję….
- Pan Black kazał przekazać Hagridowi, żeby częściej odwiedzał swoje dziecko – przerwała mu kobieta. – Smok jest samotny.
- Wiedziałem. – Oczy Hagrida zaszły łzami. – Gdzie on jest? Gdzie jest mój mały Norbert?
- Spencer cię zaprowadzi – odparła kobieta, nadal będąc w szoku. – A ja idę się napić… albo upić.
- Ja też idę – zgodził się jeden z mężczyzn.
- I ja.
- Po tym, co żem zobaczył dzisiaj, nie sądzę, że zobaczycie mnie trzeźwego.
- Czy ktoś może mi powiedzieć, co się stało? – zażądał odpowiedzi Charlie.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Gratulacje, um… Pomocnico. – Szef węgierskiej Komisji Mistrzów Eliksirów uśmiechnął się. – Po przejrzeniu pani prac uznaliśmy, że zasługuje pani na miano mistrzyni eliksirów.
- Jestem zaszczycona. – Pomocnica wytarła łzę z kącika oka. – Dziękuję.
- Zanim pani odejdzie. – Pomocnicę zatrzymał członek komisji. – Czy może nam pani powiedzieć, dlaczego nazywa się pani Pomocnicą?
- Ponieważ jestem pomocnicą profesora. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Wiem, że giermek czy giermkowie są bardziej tradycyjni, ale ja jestem dziewczyną.
- No dobrze… nie musi pani już być pomocnicą – odparł mężczyzna z uśmiechem. – Teraz jest pani mistrzynią.
- Nie – powiedziała Pomocnica. – Ja zawsze będę pomocnicą.
- Dlaczego? – Jedna z kobiet siedzących w komisji zaczęła się unosić ze swojego miejsca. – To dlatego, że jest pani kobietą?
- Nie. – Pomocnica pokręciła głową. – Przegrałam w rzucie monetą.
- Rzucie monetą? – powtórzyła głupio kobieta.
- Tak. – Pomocnica zmarszczyła brwi. – Wybrałam orła, a profesor reszkę i on wygrał. To niesprawiedliwe. Przy jego wzroście, to on powinien być pomocnikiem. Nie ma może garba, ale zawsze można coś wymyślić.
- Jak przegrana w rzucie monetą spowodowała, że została pani Pomocnicą?
- No cóż – odparła Pomocnica. – Może być tylko jeden profesor czy doktor, a oni zwykle mają lojalnego pomocnika. Oboje chcieliśmy być profesorem, więc zaproponowałam rzut monetą. I on wygrał. Lepiej byłoby wybrać kamień, papier, nożyce. Zawsze wybiera kamień.
-Tak więc…
- Gratulacje, Pomocnico. – Do sali wszedł profesor, przerywając tym samym wypowiedź kobiecie. – Widziałem, że ci się uda.
- A nie mówiłam? – zauważyła Pomocnica. – Lepiej pasuje do tej roli niż ja.
- No cóż…
- Komu w drogę, temu czas. – Profesor uśmiechnął się. – Musimy wracać do laboratorium.
- Najpierw chcę kupić kilka rzeczy – odparła Pomocnica.
- Laboratorium.
- Zakupy.
- Laboratorium.
- Zakupy.
- Laboratorium.
- Zakupy.
- Laboratorium.
- Zakupy.
- Laboratorium.
- Zakupy.
- Laboratorium.
- Zakupy.
- Laboratorium.
- Zakupy.
- Laboratorium.
- Zaku… Papier, kamień, nożyce.
- Zgoda – powiedział profesor. Kamień, kamienia nic nie pokona.
- Ha! – krzyknęła tryumfalnie Pomocnica. – Papier zakrywa kamień, wygrałam.
- To nie ma sensu – wyjęczał profesor. – Dlaczego kamień nie rozmiażdży papieru w nicość?
- Nie ja wymyślam zasady. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Ale ty BĘDZIESZ się do nich stosował.
- Dobra. – Profesor wydął wargi.
- Cześć wszystkim. – Pomocnica pomachała komisji ręką. – Dzięki za mój certyfikat.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Trzy dni później.
- Już wiem, co oznaczała ta wiadomość. – Moody pokręcił z obrzydzeniem głową. – Zajęło mi to trzy dni, ale w końcu mi się udało. Chcę się tylko dowiedzieć, skąd on wiedział, że Albus tak często „czyta" Playmaga, żeby z marszu rozpoznać te wymiary.
- Już mówiłem, lubię czytać artykuły – zaprotestował Dumbledore. – Rozpoznałem te wymiary tylko dlatego….
- Obsesja Albusa nie jest tu głównym problemem. – McGonagall przerwała Albusowi, zanim ten był w stanie wymyślić jakąś wymówkę. – Co oznaczała ta wiadomość, Szalonooki?
- Poprosiłem Tonks o sprawdzenie – powiedział Moody.
- No cóż – powiedziała z uśmiechem Tonks. – Udawałam, że jestem zainteresowana napisaniem artykułu o najlepszym sposobie przyrządzenia szynki. Trochę powęszyłam i okazało się, że czarownica z rozkładówki to był śmierciożerca pod działaniem eliksiru wielosokowego, który został już aresztowany przez amerykańskie władze.
- Black dał nam wszystkie informacje, których moglibyśmy potrzebować. – Moody zmarszczył brwi, przerażając tym samym połowę pokoju. – A my myśleliśmy, że robi sobie z nas żarty.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Panie. – Glizdogon zadrżał. – Mam dla ciebie złe i zabawne wieści.
- Co to za zabawna wiadomość? – wysyczał Czarny Pan.
- Nasz szpieg w ministerstwie poinformował mnie, że Dumbledore ma obsesję na punkcie pornografii.
- Hehehehehehehehehehe. – Po raz pierwszy od wielu lat z ust Czarnego Pana wydobył się niediaboliczny rechot. – A ta zła wiadomość?
- Pan Black wiedział o naszym planie z Playmagiem. I niestety ostrzegł Zakon.
-Glizdogonie – powiedział spokojnie Voldemort. – CRUCIO!
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Żongler
Pani E.
Seria niefortunnych zdarzeń. Tak najlepiej można określić los kilku grup śmierciożerców wysłanych przez Czarnego Pana. A ich celem był niesławny już Pan Black. „Pierwszą grupę śmierciożerców znaleźliśmy na torach (uwaga od wydawcy: takich jak te z Ekspresu Londyn-Hogwart). Nie byli w zbyt dobrym stanie" zdradził nam anonimowo pracownik wyższej rangi w dziale przestrzegania prawa czarodziejów. „Wygląda na to, że Black nadal jest zdenerwowany po wydarzeniach w Niemczech" (relacja z rzeźni w Niemczech na stronie A2). To była pierwsza, ale nie ostatnia grupa śmierciożerców, która została zabita w tak brutalny sposób…
… Rodzina Lestrange'ów należy najprawdopodobniej do najbardziej znanych ofiar Pana Blacka. „Pozostałość po nich musiałem wytrzeć mopem" dodał pracownik biura koronera. „ Nie wiem, co takiego oni zrobili, żeby go tak zdenerwować. Ale widząc efekty, wszystkim, którzy zdenerwują Pana Blacka radzę jedno – samobójstwo będzie lepszym rozwiązaniem."
Pan Black potrafi rozmawiać ze smokami?
Ktoś inny niż Luna Lovegood.
Pan Black po raz kolejny przeszedł samego siebie. Po raz pierwszy w zarejestrowanej historii ludzkości doszło do ujarzmienia smoka. Smok o imieniu Norbert przebywa w rumuńskim smoczym sanktuarium. Opiekunowie twierdzą, że jest on teraz o wiele spokojniejszy od swoich smoczych przyjaciół…
… Anonimowe źródło zdradziło nam, że Pan Black był w stanie porozmawiać z bestią i stwierdzić przyczynę jego niezadowolenia, które spowodowane było przez samotność…
… Nasi stali czytelnicy wiedzą, że Pan Black jest uzdolnionym kryptozoologiem. Do jego osiągnięć należą: duży udział w uleczeniu choroby, którą teraz nazywamy „plagą węgierskich smoków", odkrycie chrapaka….
* półkrwi – ktoś jak Snape; mieszanej – ktoś jak Hagrid.
** Cienka czerwona linia – dwuszereg utworzony podczas bitwy pod Bałakławą przez 93 Pułk Górali Szkockich, który odparł szarżę rosyjskiej kawalerii, ratując główny brytyjski obóz na Krymie.
BUM! Kolejny rozdział!
Q: Skąd jesteście? Nie chodzi mi o adres, ale o np. miasto, województwo, kraj.
A: Dumna mieszkanka Pałuk z tej strony :D
Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!
