Rozdział 27
Piramidy, nowe teorie i ropucha
- Aurorze Shacklebolt. – Minister Knot wparował do pokoju, a za nim wiernie podążała starsza podsekretarz o wyglądzie ropuchy. – Przydzielam twoją drużynę do dyspozycji mojej asystentki na czas jej tajnej misji poza granicami naszego kraju.
- Tak jest – odparł Shacklebolt. – Co się stanie, jeśli zostaniemy schwytani przez rząd kraju, na teren którego będziemy wchodzić?
- Ja się zajmę polityką – warknął Knot. – Zajmij się swoją robotą, albo cię zwolnię.
- Tak jest… sir. – Shacklebolt z trudem utrzymał twarz bez wyrazu. – Czy mogę zapytać, co to za misja… sir?
- Będziemy ścigać niesławnego kryminalistę Pana Blacka – wtrąciła się do rozmowy Umbridge. – Jest poszukiwany za morderstwo wielu szanowanych członków naszego społeczeństwa, takich jak Lucjusz Malfoy. My sprawimy, żeby sprawiedliwości stała się zadość.
- Pan Black? – Kingsley był oszołomiony. – Spodziewacie się, że będziemy ścigać najbardziej niebezpiecznego człowieka na świecie, mając tylko grupę pięciu osób?
- Taki jest rozkaz – powiedział Knot, odwracając się w stronę wyjścia.
- Złapcie za ten świstoklik, albo pożegnajcie się z karierą w ministerstwie – rozkazała Umbridge.
- Mówią, że nie zabija pracowników Wydziału Przestrzegania Prawa. – Kingsley spróbował pocieszyć swoją ekipę. – Mamy sporą szansę wyjść z tego obronną ręką.
Ufając słowom swojego dowódcy, drużyna aurorów wzięła głęboki wdech i chwyciła za świstoklik.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Kilkoro egipskich funkcjonariuszy towarzyszyło Harry'emu i jego przyjaciołom, którzy zbliżali się do prawdopodobnej lokalizacji ukrytego grobowca.
- Kiedy odkryliście ten grobowiec tam, o? – Harry ręką wskazał na zbocze. – A ten tutaj?
- Jakie grobowce, Panie Black? – Asim z niepowodzeniem szukał jakiegoś znaku, który świadczyłby o istnieniu czegokolwiek, co nie byłoby zwykłą ścianą.
- Ten. – Harry poklepał ścianę obok siebie. – Muszę przyznać, użyli na nim całkiem… potężnych zabezpieczeń.
- Jeszcze go nie odkryliśmy – przyznał Asim. – Zaraz kogoś poproszę, żeby oznaczył to miejsce do dalszych badań.
- Świetnie – powiedział Harry. – A ten tutaj?
Asim westchnął. To sprawozdanie, które ma napisać przełożonym, zajmie mu co najmniej kilka dni do ogarnięcia.
Pięć godzin i czterdzieści trzy grobowce później, Harry i przyjaciele dotarli do celu podróży.
- Oto jesteśmy, Panie Black. – Dyrektor Asim był przekonany, że grobowiec zostanie odkryty równie szybko, co pozostałe. – Widzi go pan?
- Nie. – Harry pokręcił głową. – Nic tu nie wskazuje na to, żeby tu był jakiś grobowiec. Mogę zobaczyć wasze notatki?
- Mam tu kopię oryginalnego papirusu oraz jego tłumaczenie. – Asim stracił nadzieję, podając dokumenty. Ten dzień nie był porażką, zwłaszcza po wszystkich odkryciach, które dokonał Pan Black. Jednak po całym tym wysiłku, nie znalezienie pierwotnego celu było… rozczarowujące.
- Znalazłem wasz problem. – Harry położył palec na papirusie. – Wasz tłumacz popełnił tutaj błąd, to nie jest lokalizacja grobowca.
- Nie jest? – Asim się rozpogodził.
- Nie – powiedział Harry, kręcąc głową. – Ten grobowiec jest razem z innymi grobowcami w Dolinie Magów.
- Dolinie Magów? – powtórzył głupio Asim.
- Tak – powiedział Harry. – Chodźmy tam.
- Nie jestem pewien, gdzie jest ta Dolina Magów – przyznał Asim.
- Och. – Harry spojrzał na papirus, następnie się rozejrzał. – Za mną, wszystko się zmieniło przez te kilka tysiącleci, ale chyba mi się uda ją znaleźć.
Harry poprowadził grupę przez kilka małych wydm i przez kamienny łuk.
- Grobowiec, którego szukacie to najprawdopodobniej ten trzeci po lewej – powiedział Harry.
- Co to za miejsce? – Asim rozejrzał się z zaciekawieniem.
- Dolina Magów – odparł Harry, ziewając. – Powinno tu być jakieś trzysta grobowców. Mogę wam narysować mapę, jeśli chcecie.
- To byłoby bardzo pomocne – odparł zszokowany Asim. – Co to za inskrypcja? Nie wygląda na zwykłe hieroglify.
- Zaraz spojrzę. – Harry zmrużył oczy, a po chwili zdjął okulary. – Och, nie dziwię się, że nie możecie tego przeczytać.
- Czemu nie?
- Ponieważ w historii nie było wielu osób, które mogłyby to rozczytać. – Harry z powrotem założył okulary. – Mogę wam to przetłumaczyć, ale to nie jest zbyt ważne. Zwykłe gadanie o tym, jaki to ten facet był wspaniały.
- Rozumiem. – Oczy Asima nie mogły rozszerzyć się bardziej. – Skąd pan…
Dźwięk spadających w oddali kamieni oraz chmura kurzu nie pozwolił Asimowi dokończyć pytania.
- Wygląda na lawinę skalną. – Harry zmrużył oczy, aby ochronić je przed kurzem. – Lepiej wyślijcie tam jakiś oddział, ktoś może być ranny. Musicie to sprawdzić.
- Tak, oczywiście. Sam poprowadzę ekipę – zaoferował Asim, szukając wymówki do ucieczki.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Pięć minut wcześniej i trzy mile dalej.
- Znaleźliście już coś? – zapytała ostro Umbridge. – Długo nie dam rady utrzymać tych zaklęć chłodzących.
- Jesteśmy na jego tropie. – Shacklebolt z trudem zachował kamienny wyraz twarzy. – Nie powinien mieć dużej przewagi nad nami.
- No co, pospieszcie się – rozkazała kobieta podobna do ropuchy. – Nie chcę być w tym słońcu dłużej, niż jest to konieczne.
- Może pójdę porozmawiać z głównym zwiadowcą? – zasugerował Shacklebolt. – Wtedy będę może miał więcej informacji do przekazania.
Kobieta tylko mruknęła potwierdzenie i kontynuowała rzucanie wrogich spojrzeń aurorom, którzy zostali przydzieleni do jej ochrony.
Długie nogi Kingsley'a zaprowadziły go dalej w przód, gdzie znajdowała się mała grupka ludzi, wśród których zwykle znajdował się zwiadowca. Lub, jak w tym przypadku, zwiadowczyni.
- Dlaczego ja nie mogę użyć zaklęć schładzających? – zapytała Tonks głosem przerażająco podobnym do Umbridge. – I dlaczego nie byłam na tyle mądra, żeby zrezygnować, kiedy miałam okazję.
- Nie możesz używać zaklęć schładzających, bo musisz zachować swoją energię w razie ataku – odparł z wymuszonym uśmiechem Kingsley. – A nie zrezygnowałaś, bo jesteś głupia jak but.
- Ej. – Tonks zmarszczyła brwi. – Jeśli już musisz wiedzieć…
Ogromny kamień uderzył aurorkę w tył głowy, przerywając jej wypowiedź w pół zdania.
- Tonks? – Kingsley szybko podbiegł do kobiety i z całych sił starał się osłonić ją przed dalszymi obrażeniami. Czując kamienie uderzające go w plecy, Kingsley z głuchym jękiem opadł i z trudem utrzymywał przytomność.
Skalny deszcz trwał zaledwie kilka krótkich sekund, ale i tak Kingsley musiał otrzeć krew z oczu, żeby móc się rozejrzeć dookoła. Przeraźliwe wrzaski przerwały ciężką ciszę i chwilę zajęło aurorowi zlokalizowanie jego źródła.
Źródłem była Umbridge, która leżała przyszpilona dwoma głazami i wrzeszczała w niebogłosy z bólu i strachu, widząc krew wypływającą z dolnej połowy jej ciała.
Po sprawdzeniu, czy Tonks żyje i czy nie zagraża jej większe niebezpieczeństwo, Shacklebolt szybko podszedł do ropuchowatej kobiety, żeby sprawdzić czy może potrzebuje jego pomocy. Gdy już przygotował różdżkę do rzucenia zaklęcia tamującego krew, Umbridge wydała z siebie ostatni jęk i głucho opadła na ziemię. Pierwsza Wielka Inkwizytor Hogwartu nie żyła.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Jak ci się udała ekspedycja, Asimie?
- Udała się ponad nasze oczekiwania – odparł z dumą Asim. – Black odkrył ukrytą komnatę w wielkiej piramidzie, w drodze do celu odkrył kilka nieznanych grobowców i pokazał nam dolinę wypełnioną grobami starożytnych magów.
- Więc poproszenie Blacka o pomoc było dobrym pomysłem – powiedziała kobieta ukryta w cieniu. – Powiedz, co myślisz o tym człowieku. Nie pomijaj niczego.
- On mnie przeraża – przyznał Asim. – Lekką ręką przyznał, ze szuka odkupienia za zniszczenie w przeszłości kilku cywilizacji. Bez większych problemów odczytał tekst napisany martwym językiem i zaproponował przetłumaczenie tekstu w nieznanym nam języku. Wspomniał o tym, że przez ostatnie kilka tysięcy lat wiele się zmieniło i że może mieć problemy z odnalezieniem Doliny Magów. Łatwość, z którą odnalazł te groby dała mi do zrozumienia, że nie tyle szukał tych grobów, co próbował sobie przypomnieć, gdzie się znajdują.
- Rozumiem – odparła kobieta.
- Nie wydaje mi się – kontynuował Asim. – Dostałem wczesne sprawozdanie, z którego wynika, że wielu magów z doliny zostało zabitych przez „tego złego" i wierzę… wierzę, że „ten zły" i osoba, która pozwoliła nam na odkrycie tych grobów to jedna postać… nie możemy go rozłościć w żaden sposób.
- I tego nie zrobimy – obiecała kobieta. – Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby pozostać w jego dobrej łasce.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Panie Black. – Grupa egipskich oficerów z Wydziału Przestrzegania Prawa zbliżyła się do niego z uśmiechem. – Sprawdziliśmy lawinę i miał pan rację. Znaleźliśmy kilkoro ludzi uwiezionych pod głazami.
- Są ranni?
- Większość miała drobne skaleczenia. – Mężczyzna uśmiechnął się. – Ale niestety jest jedna ofiara śmiertelna. Dokumenty znalezione przy ciele kobiety wskazują, że jest to grupa brytyjskich aurorów z nakazem pańskiego aresztowania.
- Rozumiem. – Harry zmarszczył brwi. – Wiecie może dlaczego?
- Coś związanego ze śmiercią ważnego czarodzieja czystej krwi w Szwajcarii. – Mężczyzna wzruszył ramionami. – Ale to nie nasza sprawa. Mieliśmy nadzieję, że przejrzy pan zdjęcia i potwierdzi ich tożsamość. Wolimy się upewnić, czy nie mamy do czynienia z oszustami. Martwa kobieta jest na samym końcu.
- Zobaczmy. – Harry wziął zdjęcia do reki i zaczął je przeglądać. – To jest auror Kingsley Shacklebolt, dobry człowiek i utalentowany auror. A to jest Tonks, kolejny dobry auror. Jest trochę drażliwa na punkcie swojego imienia, więc mówcie do niej po prostu Tonks. Jego nie pamiętam, jego też nie. – Harry w końcu dotarł do ostatniego zdjęcia i nie mógł powstrzymać uśmiechu, który pojawił mu się na twarzy. – A to jest Dolores Jane Umbridge. Nie przepadam za nią i nie mogę powiedzieć, żeby mi było przykro, że umarła w tym strasznym wypadku.
- Co mamy zrobić z pozostałymi osobami? – Egipcjanie spojrzeli po sobie niepewnie.
- Powiedzcie im, że bardzo bym docenił, gdyby nie próbowali mnie zaaresztować. – Harry uśmiechnął się. – Rozumiem, że to ich praca, ale byłoby miło…
- Rozumiemy, sir. – Egipcjanie nie mogli uwierzyć w dobroć Pana Blacka.
- A możecie się też upewnić, żeby dostali jak najlepszą opiekę medyczną? – zapytał Harry z wyraźną troską w głosie. – Na mój koszt. Wiem, że tylko wykonywali rozkazy jakiegoś zidiociałego polityka i wolałbym, żeby wrócili do siebie cali i zdrowi.
- Tak jest, sir. – Wszyscy mężczyźni pokiwali głowami. – Upewnimy się, żeby się dobrze nimi zajęto.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Jak się pan czuje, aurorze Shacklebolt? – Do sali weszła mała kobieta i usiadła obok łóżka Kingsley'a. – Jestem z biura spraw zagranicznych.
- I pewnie chce pani wiedzieć, co moja drużyna robiła na terenie waszego kraju bez uprzedniej autoryzacji, tak?
- Nie. – Kobieta zaśmiała się melodyjnie. – My już wszystko wiemy. Dokumenty w kieszeni pani Umbridge szczegółowo opisały cel waszej misji.
- W takim razie co się stanie z moją drużyną? – Kingsley'owi zrobiło się niedobrze. – Jeśli to pomoże, to jestem gotów zeznawać, że oni nie mieli pojęcia, że przekroczymy granicę obcego, niezależnego kraju.
- Nie ma takiej potrzeby – powiedziała z uśmiechem kobieta. – Skonsultowaliśmy się z Panem Blackiem i razem zdecydowaliśmy, co zrobić z tą sytuacją.
- Tak? – Kingsley szykował się na najgorsze.
- Puścimy was wolno do domu z ostrzeżeniem, ale wystosujemy oficjalny protest do rządu brytyjskiego.
- To wszystko? – Oczy Shacklebolta otworzyły się szeroko w zdumieniu.
- To wszystko – powiedziała kobieta. – I Pan Black ma dla was wiadomość.
- Co chciał nam przekazać?
- Powiedział, że jesteście dobrymi aurorami, w szczególności pan i panna Tonks i że rozumie, ze wykonywaliście tylko swoją pracę. Prosił, żeby przerwać jakiekolwiek próby zaaresztowania go, bo według niego robi się to wkurzające. Poza tym nalegał, żebyście otrzymali jak najlepszą opiekę medyczną na jego koszt. – Wyraz twarzy kobiety zlodowaciał w mgnieniu oka. – Powiedział też, że nie przepadał za panią Umbridge. Dodał na koniec, że nie odczuwa żadnego żalu, że zmarła w tak tragicznym wypadku.
- Rozumiem. – Kingsley był blady jak ściana. – Nas lubi i „nie przepadał" za Umbridge. Nam się udało wyjść z tego wypadku bez większych obrażeń, a ona zginęła w strasznej agonii…
- Widzę, że pan rozumie. – Kobieta poklepała go po ramieniu. – Proszę bardzo, może pan wrócić do Egiptu kiedy się to panu tylko podoba. Może pan też ścigać Pana Blacka kiedy się to panu tylko podoba. Jednak następnym razem nie wydaje mi się, żeby Pan Black wykazał tyle samo zrozumienia co teraz.
- Rozumiem – odparł Kingsley. – Chciałaby coś pani dodać?
- To, co zostało już powiedziane mówi samo za siebie. – Kobieta wstała. – Uzdrowiciele mnie poinformowali, że pan i pana drużyna możecie opuścić szpital w dogodnej dla was chwili. Przygotowaliśmy międzynarodowy świstoklik, który jest do waszej dyspozycji.
- Dziękuję. – Kingsley zrelaksował się odrobinę.
- Proszę nie dziękować mnie. – Kobieta uśmiechnęła się. – Gdyby to ode mnie zależało, miałabym was wszystkich zamkniętych w celach i wszyscy byście wszystko wyśpiewali pod wpływem eliksiru prawdy… ale nie jestem osobą, którą ścigaliście.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Z waszego rychłego powrotu… – Knot nawet nie spojrzał znad sterty papierów, gdy Shacklebolt wszedł do gabinetu, żeby złożyć sprawozdanie - … i braku mojej asystentki wnioskuję, że misja się nie powiodła.
- Pan Black kazał mi panu przekazać, że dalsze próby zaaresztowania go, tylko go bardziej zdenerwują – powiedział Ministrowi Kingsley. – I radziłbym to uhonorować. Jeśli zdecyduje się pan to zignorować… jeśli zdecyduje się pan to zignorować, to wątpię, żeby jakikolwiek auror wykonał pana rozkaz.
- Niby co on takiego może zrobić? – krzyknął buńczucznie Knot.
- No cóż… może pana zabić – zasugerował Kingsley. – Powiedziano mi, że staje się bardziej… kreatywny, gdy ktoś go rozzłości.
- Rozumiem. – Rzeczywistość uderzyła Knota jak ołowiana rura. – Odwołaj rozkaz aresztowania Pana Blacka, dopisz go do listy specjalnych doradców Wydziału Przestrzegania Prawa Czarodziejów razem z wszystkimi przywilejami i znajdź jakiś sposób, żeby przekazać mu fakt, że to było jedno wielkie nieporozumienie.
- Dobry pomysł – odparł Shacklebolt. – Już się tym zajmuję.
- I wyślij pełen raport do pani Bones. – Jeśli Knot miał mieć jakiś talent, to na pewno był nim instynkt samozachowawczy. – Razem z rozkazem, który nakazuje jej oferować każdą pomoc, jakiej mógłby potrzebować Black pod warunkiem, że nie utrudni to prowadzonych działań wojennych.
Knot zaczekał, aż auror opuści jego gabinet, po czym sięgnął w głąb biurka po butelkę, którą trzymał na specjalne okazje. Drżącymi rękoma nalał sobie szklaneczkę alkoholu. I tak popijając trunek, Knot zaczął zastanawiać się nad jeszcze świeżym, bliskim spotkaniu ze śmiercią.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Shacklebolt wyszedł z gabinetu Ministra i udał się w stronę pomieszczeń zajmowanych przez Wydział Przestrzegania Prawa. Następnie szybko napisał krótkie sprawozdanie dla przełożonych i udał się na poszukiwanie swojej partnerki.
- Jaki werdykt? – zapytała nerwowo Tonks.
- Udało mi się go przekonać, że dalsze ściganie Blacka może być złym pomysłem – odparł Kingsley. – Poza tym dał nam zielone światło, żeby powiedzieć o tym Bones.
- Zrobimy to teraz? – Tonks nadal była trochę zesztywniała po odniesionych urazach.
- Już wszystko jej przekazałem. – Shacklebolt wziął głęboki wdech. – Wydaje mi się, że powinniśmy wcześniej skończyć i pójść się napić.
- Brzmi świetnie – zgodziła się Tonks. – Ale nie powinnam mieszać alkoholu z eliksirami, które mi podali.
- Więc możesz wziąć sok – powiedział z uśmiechem Kingsley. – Chodźmy.
- Dobra – zgodziła się Tonks.
Dwoje aurorów wyszło z budynku Ministerstwa i udało się w stronę bezpiecznych połączeń z siecią Fiuu.
- Dasz radę? – Kingsley obrzucił swoją partnerkę zmartwionym spojrzeniem. – Nie jestem pewny, czy podróżowanie akurat tym sposobem jest bezpieczne dla osób z urazami głowy.
- Najwyżej zwymiotuję jak wylądujemy. – Tonks wzruszyła ramionami. – Będzie dobrze.
- Okej – Kingsley wrzucił garść proszku do ognia i ręką pokazał, że Tonks powinna pójść pierwsza. – Jędze przodem.
- Panie przodem – poprawiła go Tonks i wyraźnie wypowiedziała cel podróży.
Rozglądając się po raz ostatni, Kingsley wziął garść proszku i podążył za Tonks.
- Skoro mamy tu naszą dwójkę – Dumbledore uśmiechnął się – możemy przejść do rzeczy.
- Mamy ważne informacje – powiedział Kingsley, siadając na swoim miejscu.
- Nie uwierzycie, co Minister zrobił – wtrąciła Tonks.
- To może nas oświećcie – warknął Snape.
- Minister wysłał nas, żebyśmy zaaresztowali Blacka. – Shacklebolt uśmiechnął się. – Oczywiście pod dowództwem jego starszej podsekretarz.
- Mniemam, że misja się nie powiodła – zapytał sucho Dumbledore.
- Black nasłał na nas lawinę skalną. – Tonks uśmiechnęła się słabo. – Większość ran nie była groźna. Nic, czego kilkugodzinny pobyt z uzdrowicielami by nie załatwił.
- Rozumiem – powiedział Dumbledore. – Były jakieś ofiary?
- Jedna – odparł Kingsley. – Dolores Umbridge została przygwożdżona wielką skałą i wykrwawiła się na śmierć zanim byłem w stanie rzucić zaklęcie tamujące.
- Rozumiem. – Dumbledore pokiwał głową. – Jesteście pewni, że to robota Pana Blacka, a nie czysty przypadek?
- Egipcjanie przekazali mi wiadomość od niego. – Shacklebolt oblizał wargi. – Powiedział, że rozumie, że wykonywaliśmy tylko swoją pracę. Dodatkowo pochwalił umiejętności moje i Tonks. I dodał, że ciągłe próby aresztowania go zaczynają go trochę denerwować. Na końcu stwierdził, że nie lubił Umbridge i że nie będzie za nią tęsknił.
- Nikt poza Umbridge nie został poważnie ranny? – zapytał Moody. – Co jeszcze możesz mi powiedzieć o tym wypadku?
- Rozmawiałem z jednym z ludzi, którzy nas odkopali – odparł Kingsley. – Powiedział mi, że w momencie lawiny, Pan Black stał koło niego. Jedynym powodem, dla którego postanowili sprawdzić, czy czasami ktoś nie jest pod skałami, był komentarz Pana Blacka. Ponoć wspomniał, że ktoś może być tam uwięziony i że byłaby wielka szkoda, gdyby ktoś tego nie sprawdził.
- Więc nie chciał, żebyście zginęli – powiedział Moody. – Chciał, żeby Umbridge umarła, więc ona zginęła. Chciał, żebyście przeżyli, więc posunął się nawet do tego, że wysłało was ratowników.
- W ogóle nie wierzycie, że jest to najbardziej nieprawdopodobny wypadek? – zapytał cicho Dumbledore.
- Szanse, że grupa aurorów, wysłana w pogoni za kryminalistą będzie w centrum jakiegoś dziwnego wypadku są małe – powiedział Moody, kręcąc głową. – Jedna ofiara śmiertelna i to w dodatku pachołek z Ministerstwa, której Black nie lubił – szanse jeszcze mniejsze. Niewielkie obrażenia aurorów, których Black lubi – prawdopodobieństwo jeszcze bardziej maleje. I fakt, że Black wysłał grupę, która miała ich odratować sprawia, że szanse są tak małe, że aż praktycznie niemożliwe.
- Pan Black poprosił również egipski rząd o jak najlepszą opiekę – dodał Kingsley. – I nalegał, że za nią zapłaci.
- Powiedziano mi, że jedynym powodem, dla którego wracamy do domu, a nie zostajemy zamknięci w celach, było polecenie Pana Blacka. – Tonks przełknęła głośno ślinę. – A jedna z pielęgniarek powiedziała mi, że są prawie przekonani, że Pan Black to ex Czarny Pan.
- Naprawdę? – Dumbledore pochylił się do przodu z zainteresowaniem.
- Powiedziała, że to tylko plotka. – Tonks przygryzła wargę. – Ale wierzą, że Pan Black zniszczył kilka cywilizacji, a krzyżowanie planów czarnym panom to albo hobby, albo próba odkupienia.
- Jeden z funkcjonariuszy powiedział mi, że Black pokazał im kilkanaście nieznanych wcześniej grobowców i całą dolinę wypełnioną magiczną wiedzą – dodał Kingsley. – Wspomniał też, że wielu właścicieli tych grobowców padło pod naporem „tego złego", jednocześnie sugerując, że „tym złym" był właśnie Pan Black.
- Rozumiem. – Dumbledore zamilkł na chwilę, żeby przetrawić wszystkie informacje. – Spróbujcie się dowiedzieć wszystkiego o tym człowieku, ale go nie prowokujcie.
- Nic dziwnego, że odczuwa taką pogardę do Voldemorta. – Moody zaśmiał się swoim chropowatym śmiechem. – Black niszczył całe cywilizacje, a Volde ma problem z podporządkowaniem sobie niewielkiej ilości ludzi w małym kraju.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Mogę o coś zapytać? – Harry spojrzał na swojego nowego przyjaciela.
- Co chciałbyś wiedzieć? – odparł Architekt.
- Gdy byliśmy przy wielkiej piramidzie, to zauważyłem coś dziwnego.
- Tak?
- Zawsze myślałem, że będzie tam mnóstwo turystów – odparł Harry. – Ale gdy tam byliśmy, to nie było nikogo.
- Ach, to dlatego, że używałem Odstraszacza Turystów TM, pozwala mi to na pracę w spokoju.
- Och – odparł Harry. – To by wiele wyjaśniało.
- W takim razie więcej nie musimy o tym rozmawiać – zgodził się Architekt.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Panie. – Losowy śmierciożerca numer trzy zbliżył się do swojego mistrza. – Mam dla ciebie wieści.
- Jakie? – Czarny Pan usiadł wygodnie na swoim fotelu.
- Grupa z Egiptu zdała właśnie raport. Mają ponoć informację, że Pan Black był najprawdopodobniej najstraszliwszym Czarnym Panem w historii ludzkości.- Śmierciożerca żałośnie padł na kolana. – Mówią, że całe cywilizacje padały przed jego potęgą.
- Co? – Voldemort chwycił za różdżkę. – Jak śmiesz mówić, że jest straszniejszy ode mnie… CRUCIO!
Wiem, wiem, należy mi się wpie***l. Przepraszam. Ale sesja, dobijające życie, za dużo na głowie i brak umiejętności organizacyjnych.
Ale jestem i mam kilka ogłoszeń parafialnych
SZUKAM KOGOŚ, KTO MNIE ŁASKAWIE KOPNIE W TYŁEK RAZ NA DWA DNI CZY COŚ, żebym się w końcu do roboty wzięła. Może być osobiście, wyjcem, gołębiem (kaczką), czymkolwiek.
BETA? Ktoś? Coś? Chętni? Ja sama wszystkich błędów nie widzę, a nieomylna nie jestem.
No i pytanie: Gdybyście mogli mieć jakąś supermoc to jaką?
A: Ja bym chciała umiejętność napełniania rzeczy. Pusto w portfelu? Bum, hajs się wysypuje. Nudna kąpiel? Bum, cała wanna w gumowych kaczuszkach. Ktoś mnie denerwuje? Bum, napełniam mu pęcherz XD także ten tego
Mam nadzieję, że z następnym rozdziałem nie będzie takich problemów i że pojawi się szybko.
I tak w ogóle to witam nowych wyznawców Świętej Kaczki, miło nam wszystkim was widzieć, słuchać i czuć.
Niech żyje Święta Kaczka i do następnego
