Rozdział 32.

Japonia, śnieg i całusy

Fragment przewodnika Harry'ego.

Japonia to wspaniały kraj, mieszanka starego i nowego. Japonia jest jednym nielicznych miejsc, gdzie nikt nie spojrzy dwa razy na czysto krwistego czarodzieja ubranego w normalne dla siebie szaty. Aby dotrzeć do magicznej części Tokio, należy wysiąść na stacji JR Harajuku i śledzić znaki na Meiji Jingu*. Gdy już dojdziesz do Tori (bramy świątyni), szukaj ścieżki, która powinna znajdować się za lewą kolumną głównej bramy…

Harry za pomocą świstoklika dotarł do dzielnicy Harajuku. Na miejscu z wrażenia opadła mu szczęka. Przed jego oczami przewijały się kobiety w czarnych sukniach ślubnych, w czarnych sukniach balowych, w białych sukniach ślubnych, mężczyźni w białych sukniach ślubnych, uliczni artyści, ogromny sklep z kondomami. Szybko zamrugał i uszczypnął się w rękę, aby upewnić się, że to wszystko się dzieje naprawdę. Po upewnieniu się, że tak, to jest rzeczywistość, Harry kontynuował obserwację tłumu. A myślał, że to czarodzieje są dziwni… teraz zrozumiał, co miał na myśli jego przewodnik.

Nie chcąc pytać się ludzi, dlaczego ubierają się tak jak się ubrali i nie mogąc się powstrzymać od gapienia, przejście stu metrów zajęło Harry'emu dobre kilka minut.

Po raz ostatni oglądając się przez ramię, Harry obszedł masywną bramę i znalazł się w centrum miasteczka, które równie dobrze mogło zatrzymać swój rozwój na okresie Edo.

- Przepraszam? – Harry podszedł do jednej z budek.

- Tak? – odparła kobieta.

- Czy mógłbym dostać trochę tego… co pani tam gotuje? – Harry uśmiechnął się. – Pachnie cudownie.

- W porządku – odpowiedziała kobieta. – Tak przy okazji, to jest gyudon, chciałby pan dodatkowy sos?

- Jasne. – Harry kiwnął głową, uśmiechając się do swojej miski z wołowiną i ryżem. – Ma pani może jakieś sugestie, co mogę zobaczyć w okolicy?

- Można zwiedzić świątynię, zobaczyć mecz sumo. – Kobieta wzruszyła ramionami. – Zależy kto co lubi.

- Obie rzeczy brzmią świetnie. – Harry uśmiechnął się. – Czy w okolicy jest jakaś świątynia?

- Przeszedł pan przez jedną, żeby się tu dostać. – Kobieta uśmiechnęła się pod nosem. – Trochę dalej mają magiczną sekcję.

- Dziękuję. – Harry dokończył posiłek i spojrzał na kobietę. – Ile płacę?

- Pięć ryo**. – Kobieta wyciągnęła rękę. – Smakowało?

- Było przepyszne. – Harry zapłacił za jedzenie i wstał ze swojego miejsca. – Dzięki.

Idąc w kierunku świątyni, Harry spędził kilka minut na podziwianiu miko***, które wypełniały swoje obowiązki, po czym podszedł do lady.

- Czy chciałby pan, aby przepowiedziano panu przyszłość? – zapytała z uśmiechem urocza miko znajdująca się za ladą.

- Jasne. – Harry wzruszył ramionami. – Czemu nie.

Kobieta wzięła do ręki przedmiot, który wyglądał jak długa, zamknięta z obu stron rura. Następnie potrząsnęła nią i obróciła do góry dnem. Harry z zainteresowaniem przyglądał się jak mały, metalowy pręt wyleciał z jednego końca.

- Chwileczkę. – Dziewczyna ze zmrużonymi oczami przyjrzała się prętowi, po czy sięgnęła do pudełka obok, aby dopasować napis z odpowiednią karteczką. – Tu jest napisane, że będzie miał pan długie i ekscytujące życie, wypełnione niebezpieczeństwem i dziwnymi sytuacjami… Pierwszy raz trafia mi się taka wróżba. – Miko podała Harry'emu kartkę. – Czy coś jeszcze dla pana będzie?

- Co to takiego? – Harry ręką wskazał na małe, kolorowe torebeczki.

- To są uroki – powiedziała z uśmiechem dziewczyna. – Ten jest dla porodu bez komplikacji, ten na szczęście, ten chroni przed nieszczęściem, a ten pomaga przy testach.

- Wezmę ten chroniący przed nieszczęściem – odparł Harry. – Komu potrzebne jest szczęście, ja potrzebuję wszystkiego, co mnie ochroni przed nieszczęściem.

Kobieta ładnie się uśmiechnęła.

- Czy coś jeszcze?

- I parę tych do testów. – Harry uśmiechnął się pod nosem. – Mam przyjaciółkę, która by mnie zabiła, gdybym nie przywiózł jej i przyjacielowi, który potrzebuje pomocy takiego prezentu.

- Proszę bardzo. – Dziewczyna zapakowała torebeczki do większego opakowania. – Dziękuję za przyjście.

- Miłego dnia. – Harry zapłacił za przedmioty i odwrócił się, żeby odejść. – Co teraz.

Kątem oka zauważył ruch, który zwrócił jego uwagę. Był to dziwny, mały lisek, który wydawała się go śledzić.

- Cześć – powiedział z uśmiechem Harry. – Co ty tu robisz?

- O kurde. – Lis zamienił się w uroczą dziewczynę z dwoma, gęstymi, rudymi ogonami. – Jak mnie pan zauważył?

- Dużo mnie śledzą. – Harry wzruszył ramionami. – Więc chyba jestem bardziej czujny niż większość ludzi.

- Chyba. – Dziewczyna wydęła wargi.

- Dlaczego mnie śledzisz?

- Nie chciałam zrobić nic wielkiego. – Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo. – Chciałam tylko zrobić panu mały żart.

- Lubisz żarty? – Harry zaśmiał się. – W takim razie mam parę przyjaciół, którzy z pewnością chcieliby cię poznać.

- Naprawdę? – Dziewczyna ucieszyła się. – Gdzie są pana przyjaciele?

- W Anglii – powiedział z uśmiechem Harry. – Trochę daleko stąd.

- Och. – Ramiona dziewczynki opadły.

- Ale nadal możesz do nich napisać. – Harry spróbował ją pocieszyć. – Jestem Pan Black tak w ogóle.

- Black? – Dziewczyna wydawała się kojarzyć nazwisko. – Słyszałam o panu.

- Mam nadzieję, że nic złego – odparł Harry.

- Niewiele słyszałam.

- Mogę się zapytać kim jesteś? – Harry spojrzał na ogony.

- Jestem Kumiko i jestem kitsune**** – odparła dumnie dziewczyna. – Na razie mam tylko dwa ogony, ale pracuję nad tym.

- Powodzenia – odparł Harry. – Wiesz może, czy w okolicy są jakieś księgarnie?

- Wiem. – Kumiko kiwnęła głową. – Jeden jest tam i chyba Kumo będzie chciał z panem później porozmawiać.

- W takim razie chodź pokaż mi tę księgarnię, a później pójdziemy porozmawiać z Kumo – zaproponował Harry.

- Okej. Tędy.

Księgarnia nie była czymś specjalnym, ale Harry'emu udało się znaleźć kilka ciekawych tomów. Zwłaszcza jedną grubą księgę o japońskich magicznych stworzeniach.

- Możemy iść teraz zobaczyć się z Kumo? – zapytała się niecierpliwie Kumiko.

- Jasne. Chodźmy.

Dziewczyna poprowadziła Harry'ego przez wiele uliczek i ulic, by w końcu zatrzymać się przed małą świątynią.

- Kumo jest w środku. – Kumiko uśmiechnęła się. – Może mi pan powiedzieć, jak się mogę skontaktować z pana przyjaciółmi, którzy lubią żarty?

- Jasne. – Harry kiwnął głową. – Napisz po prostu do Freda i George'a Weasley'ów w Anglii. Na pewno z radością napiszą ci, jakie żarty robili na ludziach.

- Dziękuję. – Dziewczyna szybko pocałowała go w policzek, po czym zamieniła się w lisa z dwoma ogonami i pobiegła przed siebie.

Ręka Harry'ego powędrowała odruchowo do policzka, a na twarzy zagościł mi ogromny uśmiech. Całus od pięknej dziewczyny to jedna z tych przyjemności, którą nauczył się doceniać przez te niespokojne wakacje.

Potrząsając głową, aby oczyścić głowę, Harry wszedł do świątyni i rozejrzał się.

- Halo?

- Tak? – Mężczyzna ubrany jak buddyjski mnich wyszedł z cienia. – Ach, gość… w dodatku taki, który rozpoczął drogę oświecenia. Co mogę dla pana zrobić?

- Kitsune o imieniu Kumiko przekazała mi, że niejaki Kumo chciałby ze mną porozmawiać.

- Ja jestem Kumo – odparł mężczyzna. – A kim pan jest?

- Pan Black – powiedział z uśmiechem Harry. – Więc pytanie chyba powinno paść z mojej strony. Co mogę dla pana zrobić?

- Ach, tak. – Mężczyzna pokiwał głową. – Słyszałem o panu… co może pan dla nas zrobić… mamy mały problem.

- Jakiego rodzaju problem? – westchnął Harry.

- Na jednej z gór północy pojawiła się yuki-onna***** – zaczął Kumo. – Stwarza duże zagrożenie… Miałem nadzieję, że nam pan pomoże sobie z nią poradzić.

- Mogę się tam pojawić i się rozejrzeć – odparł Harry. – Ale nie mogę obiecać nic więcej.

- To i tak dużo. – Kumo uśmiechnął się. – Proponuję, żeby złapał pan następny pociąg…

- Pociąg? – przerwał Harry.

- To takie duże urządzenie, które porusza się na równoległych szynach – wyjaśnił Kumo. – Jest bardzo szybkie i…

- Wiem co to pociąg – przerwał ponownie Harry. – Po prostu zdziwił mnie fakt, że nie chciał mi pan dać jakiegoś świstoklika czy coś.

- Okropne rzeczy. – Kumo pociągnął nosem. – I trudne do uzyskania w Japonii. Większość Japończyków używa magicznego shinkansena, aby dotrzeć tam, gdzie potrzebują.

- W takim razie pojadę pociągiem. – Harry wzruszył ramionami.

We dwójkę poszli na stację, gdzie Harry kupił swój bilet.

- Powodzenia, Panie Black – krzyknął Kumo, gdy Harry przechodził przez bramkę.

Harry wszedł na peron i zastygł w szoku, gdy razem z nim na peron wjechał shinkansen. Magiczny pociąg miał o wiele elegantszy i nowocześniejszy niż skromny Ekspres Londyn-Hogwart.

- Profesorze. – Harry wyciągnął swoją zapalniczkę Zippo.

- Tak, mój przyjacielu? – odpowiedział głos Profesora.

- Nie wybaczy pan sobie, jeśli nie zwiedzi pan magicznej części Tokio i przyległej stacji kolejowej, żeby zobaczyć ich zaczarowane pociągi. – Harry uśmiechnął się. – Mają nawet nowoczesny pociąg.

- Dziękuję – odparł głos Pomocnicy. – Profesor chciał odpowiedzieć, ale właśnie idziemy ulicami miasta Aihabara i pełno tu sklepów z elektroniką… dodać do tego zaczarowane pociągi… nie wytrzymał i z całej tej ekscytacji zemdlał.

- Ok. – Harry wzruszył ramionami. – No dobra, ja jadę na północ zająć się jakimś potworem. Nie będzie mnie dzień czy dwa.

- Miłej zabawy – odparła Pomocnica.

- Do zobaczenia. – Harry przerwał połączenie i wszedł do pociągu.

Większość podróży Harry spędził na czytaniu księgi o magicznych stworzeniach wywodzących się z Japonii i gdy pociąg się już zatrzymał, Harry miał jakieś pojęcie o tym, co go czeka.

Zarzucając plecak przez ramię, Harry wyszedł z pociągu i udał się na poszukiwania postaci, którą miał okiełznać.

Pierwszą przeszkodę napotkał, gdy chciał przejść przez mały strumień.

- Stop. – Mała kreatura, która wyglądem przypominała żółwia z kałużą wody na głowie wyszła ze strumienia. – Nie możesz przejść przez mój strumień.

- Jesteś wodnikiem Kappa, prawda? – Harry uśmiechnął się do dziwnego stworzenia.

- Prawda – odparł z dumą wodnik.

- Więc to oznacza, że albo mogę wylać wodę z twojej głowy, albo zaoferować wymianę za ogórki, prawda? – Harry cieszył się, że przeczytał tę książkę.

- Ogórki? – Kappa od razu się ożywił.

- Kupiłem kilka przed opuszczeniem miasta. – Harry wyjął warzywa ze swojego plecaka. – I z chęcią się zamienię za przejście w obie strony przez twój strumień dla mnie i dla każdej osoby ze mną.

- Okej – odparł Kappa. – Ale tylko raz w każdą stronę. Następnym razem będziesz musiał przynieść więcej ogórków.

- W porządku - zgodził się Harry, podając ogórki. – Miłego dnia.

Harry przeszedł przez strumień i wszedł głębiej w las. Zapadała noc i zaczęła się burza śnieżna, więc Harry zdecydował się stworzyć obozowisko.

Za pomocą swojej wiedzy o magii pogodowej, Harry'emu udało się usunąć śnieg z fragmentu polany, na której rozbił namiot, po czym zaczął rozpalać ognisko.

- Zimno mi. – Nieludzko biała dziewczyna z długimi, lekko niebieskimi włosami podeszła chwiejnym krokiem do ogniska Harry'ego. – Tak bardzo zimno.

- Usiądź. – Harry wyciągnął z plecaka koc i rzucił na niego zaklęcie rozgrzewające. – Weź to, to cię rozgrzeje.

- Jest ciepłe? – Dziewczyna wydawała się być zaskoczona. – Tyle wspaniałego ciepła.

- Tak – odparł Harry. – Nie powinnaś tak chodzić sama, mogłaś zamarznąć na śmierć.

- Tak ciepło. – Dziewczyna wyglądała na pijaną od ciepła. – Dziękuję.

- Nie ma sprawy. – Harry uśmiechnął się. – Musimy cię ściągnąć z tej góry.

- Z mojej góry? – Dziewczyna zamrugała oczami. – Dlaczego?

- Ponoć jest tu coś bardzo niebezpiecznego – powiedział z uśmiechem Harry. – Przyjechałem zobaczyć, czy uda mi się to znaleźć.

- Niebezpiecznego?

- Coś, co sprawia, że jest tu tak zimno – odparł Harry. – chcieli, żebym się tu pojawił i to zabił.

- Dlaczego miałbyś mnie zabić, jeśli nic ci nie zrobiłam? – Wiatr przybrał na sile, a dziewczyna wyprostowała się.

- Zabić cię? – Oczy Harry'ego rozszerzyły się. – Nie mam zamiaru zabijać ciebie czy kogokolwiek innego. Chciałem tylko zobaczyć, co się dzieje i czy może mogę w czymś pomóc.

- Och. – Wiatr ucichł i dziewczyna zrelaksowała się.

- Czym jesteś? – Harry wymieszał zawartość garnka na ogniu.

- Yuki-onna – westchnęła dziewczyna. – Możesz mi mówić Oyuki.

- Jestem Pan Black i jesteś tym, czego szukałem. Miło mi cię poznać. – Harry uśmiechnął się.

- Mi również jest miło. Ja potrzebuję mojego zimna… nie mogę z niego zrezygnować.

- Ale ten koc ci nie przeszkadza. – Harry spróbował swojej zupy i nalał jej do dwóch kubków. – Zupy?

- Dziękuję. – Dziewczyna z ciekawością powąchała zawartość i przyłożyła kubek do ust. – To jest dobre.

- Staram się – zaśmiał się Harry. – Dlaczego ludzie się ciebie boją?

- Uważają, że wszyscy ludzie, którzy umierają na mrozie to moja wina. – Dziewczyna lekko się skuliła.

- Ja tak nie uważam. – Harry napełnił jej kubek.

- Boję się – wyznała dziewczyna. – Wysyłali myśliwych, ale żaden z nich nie dotarł tak blisko.

- Musisz tutaj zostać? – Harry napełnił swój kubek. – Bo znam miejsce, które może ci się spodobać.

- Gdzie to jest? – Oyuki zakopała się głębiej w koc.

- Daleko na południe. – Harry ziewnął. – I jest tam bardzo zimno.

- Czy nadal mogę mieć przy sobie to ciepło? – Oyuki przytrzymała mocniej koc.

- Proszę bardzo. Możemy dokończyć rano? Muszę się trochę przespać.

- Mogę tu zostać? – Oyuki zmierzyła go wzrokiem. – Lubię to ciepło.

- Możesz zostać w moim namiocie jeśli chcesz. Nie przeszkadza mi to.

- Dziękuję. – Dziewczyna uśmiechnęła się i podążyła za nim do namiotu i jego cudownego ciepła.

Zapach gotującego się jedzenia obudził Harry'ego ze snu.

- Ugotowałam coś – powiedziała z uśmiechem Oyuki. – W podziękowaniu za wczorajszy posiłek.

- Dziękuję. – Harry przeciągnął się. – Co zrobiłaś?

- Złapałam kilka królików i ugotowałam je na ogniu – odparła z dumą Oyuki.

- Pachnie wspaniale. Dzięki.

- Jak dostaniemy się do tego miejsca na południu? – Oyuki odwróciła się do garnka.

- Zależy. – Harry wziął głęboki wdech. – Możesz podróżować przez cieplejsze miejsca?

- Mogę, ale nie przepadam za tym – odparła z skrzywioną miną Oyuki.

- A co ze świstoklikami?

- To powinno się udać – powiedziała Oyuki. – Moja kuzynka kiedyś użyła jednego, jednak nie spodobało jej się.

- Nie jej jedynej – powiedział ze śmiechem Harry. – Co ty na to? Pojedziemy do Tokio, gdzie poproszę przyjaciela o stworzenie świstoklika na moją wyspę.

- Brzmi cudownie – powiedziała dziewczyna. – Dziękuję bardzo.

- Daj mi chwilkę, żeby wszystko przygotować. – Harry wyciągnął zapalniczkę. – Profesorze?

- Tak, mój przyjacielu? – odparł głos Profesora.

- Potrzebuję świstoklika na wyspę dla mojej nowej znajomej. – Harry ziewnął. – Jeśli ci to coś mówi, to yuki-onna.

- Kojarzę – odparł Profesor. – Tylko ona, czy ma przyjaciół, których chciałaby ze sobą zabrać?

- Tylko ja na razie – odparła Oyuki.

- Mówi, że tylko dla niej – przekazał Harry. – Odbierzemy go później po południu.

- Będzie na was czekał. Bez odbioru.

Harry i jego nowa koleżanka udali się z powrotem do miasteczka, skąd kupili bilety do Tokio. Na miejscu czekał na nich Profesor, aby ich przywitać.

- Czy to ty potrzebujesz świstoklika? – Profesor uśmiechnął się do Oyuki.

- Tak, to ona – odparł Harry. – Architekt wie, że przyjeżdża?

- Tak – odparł Profesor. – Prosił też, żebyśmy po drodze zajrzeli na wyspę, abyś mógł stworzyć nowe zabezpieczenia.

- Okej – powiedział Harry. – Udało się wam coś wykombinować z tymi niewykrywalnymi zabezpieczeniami?

- Chyba tak – odparł Profesor. – Ale musielibyśmy to jeszcze przetestować później.

- Przepraszam – wtrąciła się Oyuki. – Ale zaczyna mi być trochę za ciepło i chciałabym już dostać ten świstoklik.

- Tak, oczywiście. Hasło to „śnieg".

- Dziękuję. – Oyuki cmoknęła Harry'ego w policzek i włożyła do ręki fiolkę wypełnioną przezroczystym płynem. – Pokaż o temu, kto cię przysłał. On będzie wiedział, co z tym zrobić.

- W porządku – odparł Harry. – Mam nadzieję, że wyspa ci się spodoba.

- To na pewno. – Oyuki kiwnęła głową. – Do widzenia… Śnieg.

- Kim była? – Profesor obserwował znikającą dziwną dziewczynę.

- Dziewczyną, która potrzebowała pomocy – powiedział z uśmiechem Harry. – Muszę jeszcze coś załatwić przed wyjazdem?

- Pójdę przygotować Zeppelina do odlotu – powiedział Profesor. – Widzimy się niedługo.

- Do zobaczenia.

Kilka minut zajęło Harry'emu znalezienie świątyni, w której rozmawiał z Kumo.

- Już pan wrócił? – Oczy Kumo rozszerzyły się w szoku. – Zdecydował się pan nie zawracać sobie głowy?

- Nie, rozwiązałem wasz problem. – Harry wyciągnął podarunek od Oyuki. – Wysłałem ją na wyspę, gdzie nikt nie będzie jej przeszkadzał. Powiedziała mi, żebym to panu pokazał.

- Nie zabił jej pan. – Kumo uśmiechnął się. – Rzadko widać taki szacunek do życia w kimś z takimi zdolnościami. Proszę za mną.

- Po co? – Harry podążył za mężczyzną.

- Ponieważ będzie miał pan tatuaż. – Kumo uśmiechnął się. – Mały, bo mały, ale tatuaż. Nie potrwa to długo.

- Niby dlaczego? – Harry miał rozbawiony wyraz twarzy.

- Przez jej podarunek dla pana – odpowiedział Kumo. – Dała panu kawałek siebie. Jedyny sposób jaki znam, żeby to użyć to tatuaż. Będzie miał swoje zalety. Odporność na zimno i lepsze przyswajanie zaklęć związanych z zimnem i lodem.

- Jak będzie wyglądał? – westchnął Harry. Nie mógł przepuścić takiej okazji.

- Jak będzie pan chciał. – Kumo wzruszył ramionami.

- Może mały płatek śniegu. Pasuje. – Harry uśmiechnął się.

- W porządku. – Kumo kiwnął głową i zaczął przygotowywać narzędzia. – Nie zajmie to długo.

- Gdzie on jest? – Harry spojrzał na miejsce, gdzie powinien znajdować się jego tatuaż.

- Musi pan trochę poruszać ręką. – Kumo uśmiechnął się. – Jest tak blady, że widać go dopiero pod odpowiednim kątem.

- Ach. – Harry kiwnął głową, gdy jego oczy w końcu dopatrzyły się blado niebieskiego kształtu śnieżynki. – Dziękuję.

- Pojawił się efekt uboczny, którego się nie spodziewałem – westchnął Kumo. – Wygląda na to, że oddana dobrowolnie zwiększa efektywność. I… no cóż… niech pan spojrzy w lustro.

- Czego mam szukać? – Harry wpatrywał się w swoje odbicie.

- Włosy. – Kumo uśmiechnął się słabo. – Niektóre pasma są białe.

- Ach, tak - odparł Harry. – Nie dużo, ale jest zauważalne, jeśli się wie czego szukać.

- Tak… w każdym razie przepraszam za to. – Kumo wyciągnął małe pudełko.

- Nic się nie stało. – Harry wzruszył ramionami. – I lepiej będę już szedł.

- Przed pójściem chciałbym wręczyć panu to. – Kumo podał Harry'emu pudełko. – W naszej tradycji nagradzamy bohaterów zanim odejdą w swoją stronę.

- Co to takiego?

- Pudełko – odparł Kumo. – W pudełku jest kilka przedmiotów, które może pan uznać za przydatne.

- A co to za przedmioty? – Harry uśmiechnął się pod nosem.

- Kolejne pudełko – powiedział z uśmiechem Kumo. – Pudełko, w którym raz dziennie pojawiać się będzie kawałek złota w kształcie ziarenka ryżu, lusterko, które pokazuje prawdziwą postać rzeczy i mały klejnot zwany magatama.

- Dziękuję. – Harry wyciągnął swoją Zippo. – Profesorze, teleportuj mnie.

- Nie, to ja dziękuję panu – wyszeptał Kumo po zniknięciu Pana Blacka. – Za rozwiązanie problemu i darowanie jej życia.

* Meiji Jingu – świątynia Meiji, znajdująca się w dzielnicy Shibuya. Świątynia na cześć cesarza Meiji i jego żony.

** ryo - dawna złota jednostka walutowa Japonii z czasów przed okresem Meiji, później zastąpiona przez jen.

*** miko - w shintō święte dziewice, w dawnych czasach pełniące rolę prorokiń i mediów, ujawniających w transie wolę bogów i osób zmarłych, obecnie niezamężne dziewczyny zajmujące się różnego rodzaju posługami przy świątyniach, takimi jak utrzymywanie porządku, sprzedaż talizmanów i wróżb oraz wykonujące rytualne tańce kagura z okazji świąt religijnych

****kitsune - w legendach japońskich lisi demon (zazwyczaj prezentowany jako piękna młoda kobieta lub mężczyzna z wieloma lisimi ogonami) dzielą się na Yako (dzikie lisy) odpowiedzialne za opętywanie lub mamienie ludzi oraz sprowadzanie na nich wszelkiego rodzaju nieszczęścia oraz Zenko (dobre lisy), które według wierzeń były odpowiedzialne za wykonywanie woli bóstw (niekiedy nawet były uważane za bóstwa plonów, gór oraz szczęścia), ich siła oraz mądrość obrazowana jest poprzez ilość ich ogonów (maksymalnie mogły posiadać ich dziewięć).

***** yuki-onna - (w dokładnym tłumaczeniu: kobieta śniegu) według japońskich legend Yuki-onna pojawia się w nocy, gdy pada śnieg i zazwyczaj ukazuje się jako wysoka, piękna kobieta z długimi czarnymi włosami i czerwonymi ustami, jej twarz jest zazwyczaj niesamowicie blada (przez co jej kolor jest przyrównywany do śniegu). Według legend Yuki-onna podczas zamieci śnieżnych spychała ludzi z urwiska, a niekiedy wręczała im niemowlę do potrzymania (które było tak ciężkie, że zapadali się pod śnieg lub nie mogli się poruszyć), nieszczęśnicy, którzy się na nią natknęli nigdy już nie opuszczali objęć śniegu.

Dobry research podstawą sukcesu. Przez to opowiadanie moja historia wyszukiwarki jest co najmniej ciekawa.

Obowiązkowe ogłoszenia parafialne:

Salianna – z nieba mi spadłaś i z piekieł powstałaś, beto moja cudowna. Specjalny ołtarzyk szykuję dla ciebie w Świątyni.

Nana16210 – za regularne rażenie prądem i zabieranie mi truskawek dzięki ci wielkie. Ja jestem dobrym gliną, to ty możesz być tym złym. Przynajmniej dla mojej weny.

Farciarz: Sary Linkin Park to jest to. Ja sobie doskonale zdaję sprawę ze swojego szaleństwa. Inaczej ciężko byłoby mi prowadzić Świątynię, prawda? Ale też zauważyłam spadek w komentarzach (hint hint dla wszystkich czytających i wyznawców…). No cóż. Vox populi vox dei.

To chyba tyle ogłoszeń.

A, nie

Pytanie:

Tak w klimacie legend i mitów. Macie jakieś swoje ulubione?

A: Nie siedzę za bardzo w temacie, ale lubię mitologię nordycką i baśnie białoruskie („Diabelskie skrzypce" Federowskiego, polecam 10/10)

Niech żyje Święta Kaczka i do następnego