Rozdział 35.

Plany, budowa i niespodzianka.

- Witaj z powrotem – powiedział z uśmiechem Profesor. – Mam nadzieję, że się dobrze bawiłeś… jak się ma dziecko?

- Dobrze się bawiliśmy – odparł Harry. – A u dziecka wszystko w porządku, nawet zrobili mnie jej ojcem chrzestnym.

- Gratulacje. – Profesor uśmiechnął się. – Jeśli ci to nie przeszkadza, miałem nadzieję, że szybko skoczymy na naszą wyspę, żebyś mógł założyć kilka zabezpieczeń, a potem… bo widzisz… Pomocnico?

- Profesor i ja mamy konferencję w Stanach, na którą chcielibyśmy pójść – odezwała się Pomocnica. – Więc musielibyśmy się pośpieszyć, żeby zdążyć na czas.

- A żeby zdążyć, nie możemy pozwolić sobie na więcej przystanków między Australią a Ameryką. – Profesor uśmiechnął się nerwowo.

- Okej – odparł Harry. – Za kilka dni muszę być z powrotem w Anglii, więc nie mam nic przeciwko przyspieszeniu… Kiedy musicie być na miejscu?

- Miałem nadzieję być tam za dwadzieścia cztery godziny. – Profesor wzruszył ramionami. – To nie jest długa konferencja… przynajmniej długa nie jest ta część, którą jesteśmy zainteresowani.

- Jasne. Damy radę dotrzeć do Anglii za kilka dni?

- Z całą pewnością. – Profesor kiwnął głową. – Czemu?

- Bo jest coś, co chcę zrobić w Szwecji za trzy dni, a później będę musiał wrócić do Anglii na coś dłuższego. – Harry wzruszył ramionami. – Przepraszam, że dopiero teraz o tym mówię.

- Nie szkodzi. – Profesor machnął ręką. – Pomocnico, cała naprzód!

- Dlaczego to do mnie mówisz? – Pomocnica spojrzała krzywo na Profesora. – To ty znowu blokujesz wszystkie kontrolki.

- Cisza, wiedźmo – wrzasnął Profesor. – Gdy mówię cała naprzód lub gdy używam jakiegokolwiek innego terminu żeglarskiego, ty masz odpowiedzieć „tak jest, kaptanie".

- Nie. – Pomocnica pokręciła nosem.

- Masz robić to, co ci mówię. – Profesor podszedł do Pomocnicy i próbował pokonać ją w pojedynku na spojrzenia.

- Zmuś mnie. – Pomocnica wygrywała.

- Dobra. – Profesor kiwnął głową. – Panie Black, pożycz mi swoje urządzenie do personalnej ochrony.

- Ja się w to nie mieszam. – Harry zaczął się wycofywać z pomieszczenia, żeby być jak najdalej od kłócących się przyjaciół.

- Możesz mu je dać. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Ta mała krewetka będzie potrzebowała każdej pomocy, jaką może znaleźć.

- Pa wszystkim. – Harry szybkim krokiem wyszedł z pokoju.

Pomocnica podeszła do drzwi i wystawiła głowę.

- Nie ma go.

- Doskonale. Teraz możemy przedyskutować tę jedną rzecz, której nie chcemy, żeby wiedział, że o niej rozmawiamy, bo nie chcemy zepsuć niespodzianki.

- Jego tutaj nie ma. – Pomocnica zamrugała. – Więc nie musisz owijać w bawełnę.

- Och. – Tym razem to Profesor zamrugał. – Racja.

-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Nasza dziwna parka poprosiła mnie, żebym ci powiedziała, że już jesteśmy na wyspie. – Doktor wetknęła swoją głowę do pokoju Harry'ego.

- Dzięki – powiedział Harry, ziewając. – Zaraz będę.

- Zajęty? – Doktor rozejrzała się po kabinie, szczególną uwagę przykładając księgom i zwojom.

- Ta – odparł Harry. – Czytałem o każdych zabezpieczeniach, jakie mogłem znaleźć. Te egipskie są paskudne.

- Dodasz je? – Doktor uniosła brew.

- Zastanawiam się nad tym – powiedział Harry. – Zależy od tego, czy uda mi się znaleźć sposób, żeby wszystko współgrało ze sobą.

- Powodzenia. – Doktor wzruszyła ramionami. To wykraczało poza jej kompetencje.

- Dzięki. – Harry założył kurtkę. – Chodźmy.

- Za tobą. – Doktor uśmiechnęła się pod nosem.

Harry wyszedł z pokoju i wpadł na Profesora.

- Widzę, że Doktor już ci powiedziała, że dotarliśmy.

- Tak – odparł Harry. – Prowadziłem też badania nad zabezpieczeniami. Chyba mam sposób, żeby wszystkie ze sobą współpracowały.

- Mogę zobaczyć? – Profesor wyciągnął rękę. – Tak… wygląda na to, że ci się udało.

- Czy to zadziała z zabezpieczeniami, które wy chcecie stworzyć? I z tymi od Architekta?

- Powinno zadziałać. – Profesor przyjrzał się notatkom. – Daj m chwilę.

- W porządku. – Harry patrzył, jak Profesor dodał kilka uwag.

- POMOCNICO, chodź, spójrz na to. – zagrzmiał Profesor.

- Nie tak głośno. – Pomocnica skrzywiła się. – Jestem tuż obok.

- Chodź spójrz na to. – Profesor podał Pomocnicy notatki. – Powiedz, co myślisz.

- Powinno zadziałać. Wolałabym jednak usłyszeć opinię Architekta, zanim jeszcze cokolwiek zaczniemy.

- Doceniłbym to – odparł Harry. – Zawsze lepiej mieć drugą, trzecią, a nawet i piętnastą opinię.

- Mogę dodać kilka… rodzinnych zabezpieczeń? – wtrąciła Doktor. – Chciałam też dodać kilka rzeczy do szpitala.

- Skonsultuj to z Architektem – zaproponował Profesor. – To on jest tu ekspertem od tych spraw… przy okazji możesz spojrzeć na plany budowy szpitala.

- Dzięki, chyba tak zrobię. – Doktor pokiwała głową.

- Tędy. – Profesor wykonał zamaszysty ruch ręką. – Architekt wybudował lądowisko dla zeppelina, więc nie będziemy się teleportować.

- Super. – Harry wzruszył ramionami.

Cała grupa skierowała się w stronę nosa zeppelina i wyszła z niego na ogromną kamienną platformę.

- Cieszę się, że dotarliście – powiedział z uśmiechem Architekt. – Właśnie wylaliśmy fundamenty i jesteśmy gotowi, żeby położyć kamień węgielny.

- Wspaniale – odparł Harry. – Zakładam, że wszystkie zabezpieczenia skupimy właśnie na tym kamieniu?

- Tak. – Architekt kiwnął głową. – Przynajmniej kilka pierwszych warstw. Widziałem kilka kamiennych wysepek dookoła wyspy, które wyzierały z oceanu. Na chwilę obecną plan chcę na nich wybudować kilka wież, żeby rozszerzyć zakres zabezpieczeń i ewentualnie dodać kilka kolejnych ich warstw.

- Brzmi świetnie – odparł Harry. – Możesz spojrzeć na te notatki? Wszystko powinno ze sobą współgrać, ale nadal wolałbym usłyszeć twoją opinię.

- Daj mi je – powiedział Architekt. – Mogę wprowadzić kilka zmian?

- Oczywiście.

- To wszystko będzie ładnie grało z magią goblinów. – Architekt dodał kilka uwag na kartkach. – Ale możesz je zacieśnić, jeśli wprowadzisz te zmiany. Zamyka to też małą przerwę, która ci się tam trafiła.

- Rozumiem. Dzięki… To kiedy zaczynamy?

- Żeby wszystko wyszło jak najlepiej, musisz zacząć rzucać zaklęcia dokładnie w momencie, gdy kamień dotknie ziemi. I nie będziesz mógł przestać, dopóki nie rzucisz wszystkich.

- Nie jestem pewny, czy mam tyle energii – przyznał Harry. – Zrobię, co w mojej mocy, ale…

- Zadbaliśmy o to. – Doktor uśmiechnęła się. – Przez ostatnie dwa tygodnie, razem z Pomocnicą warzyliśmy eliksiry, które poradzą sobie z tym małym problemem… Jedynym minusem jest to, że nie będziesz mógł używać zaawansowanej magii przez kilka dni.

- W porządku. – Harry wziął głęboki wdech. – Wskaż nam drogę.

- Oprowadzę was – powiedział z uśmiechem Architekt. – Na początek, to nie jest permanentny postój dla zeppelina. Uwzględniliśmy lądowisko w planach głównego budynku.

- Doskonale – powiedział Profesor, kiwając głową.

- Tędy. – Architekt poprowadził grupę wąskim korytarzem. – Na lewo mamy tymczasowe budynki mieszkalne dla pracowników i ludzi, których nam przysłaliście.

- Jakich ludzi? – zapytał zdziwiony Harry.

- Czy nazwa yuki onna coś ci mówi? – odparł z uśmiechem Architekt. – Z nieba nam spadły. Bez nich nie bylibyśmy w stanie ruszyć z żadnym planem. Utrzymują z dala wszystkie sztormy. Dzięki nim mamy pewność, że wykorzystamy każdy dzień, bo pogoda nam się nie psuje.

- Cieszę się, że się dogadujecie. Więc są tu szczęśliwe?

- Och tak – odparł Architekt. – I to bardzo.

- To dobrze. Cieszę się. – Harry uśmiechnął się.

- A oto i nasz plac budowy.

- Wow. – Harry wpatrywał się zszokowany w ogromną otchłań. – Dlaczego kopiecie tak głęboko.

- Chciałem stworzyć kilka podziemnych sieci tuneli – odparł dumnie Architekt. – I chyba mnie trochę poniosło. Chciałbym, żeby pod każdym metrem kwadratowym tej wyspy znajdował się albo tunel, albo skrytka… wystarczająco, żeby zajęło mi to całe życie.

- To świetnie. – Harry wzruszył ramionami. – Gdzie jest ten kamień węgielny?

- Za tobą. – Uśmiech Architekta prawie sięgał od ucha do ucha.

- TO jest kamień węgielny? – Oczy Harry'ego rozszerzyły się na widok ogromnej skały, która równie dobrze mogła ważyć jakieś pięćdziesiąt ton. – Przecież to jest większe niż dom, w którym się wychowywałem.

- Konstrukcja megalityczna to jedyny sposób. Gdy już skończymy, to nie będzie można ostrza noża włożyć złączeniami. Ta metoda jest bardziej skomplikowana niż inne metody, ale gwarantuje wieczność budowli i jej wytrzymałość.

- Jak przeniesiecie to na odpowiednie miejsce? – Harry nie mógł uwierzyć, że budowanie kamieniami o takiej wielkości było w ogóle możliwe.

- Zostały rzucone na niego potężne zaklęcia, które pozwolą mi to zrobić samemu. – Architekt uśmiechnął się. – Dwa tygodnie zajęło trzem grupom goblinów, żeby to zrobić… Wszystko później przyspieszy, bo pojawi się maszyneria i ekipy budowlane będą mogły zacząć pracę.

- Dlaczego nie mogą ci z tym pomóc? – Harry nie mógł oderwać wzroku od olbrzymiego głazu.

- Tradycja nakazuje budującemu postawić pierwszy kamień samodzielnie. – Architekt wzruszył ramionami. – Kto wie, może ta tradycja ma jakąś tragiczną historię… przezorny zawsze ubezpieczony.

- W dodatku daje ci to trochę sławy już z samego początku, prawda? – Harry uśmiechnął się. – Dobra… zróbmy to.

- W porządku. – Architekt zaczął wypowiadać zaklęcia pod nosem w języku, którego nikt nie potrafił rozpoznać.

- Rusza się – krzyknęła Pomocnica.

Na czole Architekta pojawiła się strużka potu, podczas gdy olbrzymi głaz zaczął się unosić nad ziemią. – Przygotuj się… długo go tak nie utrzymam.

- Gotowy. – Harry wyciągnął różdżkę.

Harry zaczął rzucać swoje zaklęcia w chwili dotknięcia głazu z podłożem. Przez godziny utrzymywał równe tempo, pozwalając sobie odpocząć tylko po to, aby przełknąć jeden z eliksirów Doktor, gdy poziom energii był zbyt niski.

Po twarzy i szyi Harry'ego spływały ścieżki potu, gdy ten rzucał zabezpieczenia, które nie były używane od pokoleń, w językach, które nie dotknęły ludzkiego języka równie długo.

- Zaczyna się męczyć – krzyknęła Doktor. – Obserwujcie go.

- Już kończy. – Profesor sprawdził notatki. – Została mu jedna warstwa.

- Klap tu verada – powiedział ochrypniętym głosem Harry i ostatnie zabezpieczenie wskoczyło na miejsce. – Skończyłem. Jak to wygląda?

- Wspaniale. – Architekt uśmiechnął się. – W tym momencie są w stanie przetrwać atak niespotykany na tym świecie. Jak dodamy do tego zaklęcia goblinów, to będą nie do przełamania.

- Lepiej, żeby nikt cię nie usłyszał. – Harry'emu zrobiło się słabo. – Niezatapialne statki najczęściej spotyka tragiczny koniec.

- Skoro tak mówisz – odparł Architekt. – Obawiam się, że nie byliśmy z tobą do końca szczerzy, gdy powiedzieliśmy ci, że masz się tu pojawić tylko do postawienia zabezpieczeń.

- Tak? – Harry uniósł brew.

- Tak. Mieliśmy inny, bardziej… złowrogi powód, żeby cię tu dzisiaj przyprowadzić.

- To wszystko pomysł Pomocnicy – powiedział Profesor złośliwie.

- Sto lat! – wrzasnęła Pomocnica.

- Co? – zapytał zszokowany Harry.

- Sto lat – powtórzyła Pomocnica. – Zaraz pojawi się tu Oyuki z tortem.

- Nie chcę nic mówić, ale moje urodziny były jakoś miesiąc temu – powiedział Harry zażenowany.

- A my nie mieliśmy imprezy – odparła Pomocnica. – Więc będziemy mieć ją teraz, to taka większa niespodzianka.

- Och… to ma sens. – Harry podrapał się po brodzie.

- Jak normalnie spędzasz urodziny? – Pomocnica aż podskakiwała z podekscytowania.

- No cóż – westchnął Harry. – Zwykle jestem wtedy sam, w ciągu kilku ostatnich lat dostałem kilka listów.

- Nigdy nie miałeś imprezy urodzinowej? – Warga Pomocnicy zaczęła drżeć.

- Miałem – powiedział z uśmiechem Harry. – Było wspaniale.

- Tylko jedną? – Oczy zaszły jej łzami.

- Miałem dwie… tak jakby. – Harry zmarszczył brwi. – Czy to jest impreza jeśli poza tobą jest tylko jedna osoba, która nie nienawidzi twojego istnienia? A i był tort.

- W takim razie będziesz miał imprezę urodzinową co rok. – Pomocnica zacisnęła dłonie i wsadziła je do kieszeni. – Tutaj… z nami, dobrze?

- Okej. – Harry pokiwał głową.

- Mam tort – powiedziała Oyuki.

- Ja zrobię kilka krzeseł i stół – zaoferował Profesor.

- Ja… - Harry zbladł, czując piorunujący wzrok Pomocnicy. – Ja stanę z boku i będę się cieszył ze swoich urodzin?

- Dokładnie tak – odparła Pomocnica. – Co to za tort, Oyuki?

- Baked Alaska.* Co innego?

Zjadając ciasto, Harry zatopił się w myślach. Więc to takie uczucie mieć rodzinę.

- Zastanawiałeś się może, co zrobisz z twoim nundu? – Doktor uśmiechnęła się do Harry'ego.

- Nie bardzo. Czemu?

- Miałam nadzieję, że je tutaj zostawisz – powiedziała z uśmiechem Doktor. – Zdecydowałam się tutaj zostać, żeby osobiście przypilnować budowy szpitala. Chciałabym mieć nundu w okolicy, żebym mogła kontynuować badania.

- A jest gdzie je zostawić? – Harry rozejrzał się.

- Kazałem budowlańcom skonstruować coś prowizorycznego, kiedy ty stawiałeś zabezpieczenia – odparł Architekt.

- Coś prowizorycznego, czyli coś, co przeżyje kilkaset lat – zachichotała Oyuki. – Domy, które nam zbudował, so zrobione trochę byle jak. Byle kilka huraganów i z tuzin trzęsień ziemi i padną jak domki z kart.

- Mówiłem ci, że zbuduję wam coś mocniejszego w zamku, kiedy już go wybudujemy – wymamrotał Architekt. – Musicie tylko poczekać kilka miesięcy.

- Tylko się z tobą droczę – powiedziała z uśmiechem Oyuki. – Każdy inny stwierdziłby, że to, co mamy teraz jest wystarczające.

- Och. – Architekt wrócił do swojego ciasta.

- Co macie do roboty w Ameryce? – Harry zwrócił się do Profesora i Pomocnicy.

- Mamy konferencję, na którą chcemy iść.

- To będzie pokaz najnowszych osiągnięć i postępów w zaklęciach przeznaczonych dla Wydziału Przestrzegania Prawa i dla wojska.

- Nie wspominając nic o silnym kontyngencie cywilnym – odparł Profesor. – Amerykanie są o wiele bardziej zainteresowani pojedynkami niż jakakolwiek inna grupa ludzi.

- My też przedstawiamy kilka rzeczy – Pomocnica uśmiechnęła się.

- Możemy cię prosić, żebyś przedstawił nas w ramach wstępu? – Profesor uśmiechnął się z nadzieją.

- Jasne. Jeśli ma to wam pomóc.

*Baked Alaska – deser przyrządzany z zapieczonych lodów ułożonych na spodzie ciasta biszkoptowego lub puddingu i dodatkowo przykrytych pianą jajeczną ubitą z cukrem.

No i mamy kolejny rozdział. I zostało 15 pierwszej części.

Dobra wiadomość jest taka, że mam koniec sesji i może więcej czasu na tłumaczenie. Zobaczymy jak to wyjdzie.

Ogłoszenia parafialne:

Salianna – podziękowania za betę ;)

Nana16210 – dzięki za przypomnienia i ciekawe tematy do rozmowy.

Wyjątkowo dużo komentarzy, więc zaczynamy:

Xo: Wzruszyłam się, zawsze z chęcią witam nowych wyznawców. Mamy ciasteczka i basen. Cieszę się, że się podoba. Jeszcze trochę rzeczy mam w rękawie. (tylko w jednym, drugi mam wypełniony gumowymi kaczkami)

Farciarz: Lubię poprawiać ludziom humor :D To też jeden z celów Świętej Kaczki :3

Agugu: Uwierz mi, ja momentami też mam chwile zwątpienia czy aby na pewno nadążam xD

Xserxses: Jejku, cieszę się.

Elphi: Z tego byłoby niezłe omake. Zresztą po tych wszystkich teoriach, to wszystkiego mogę się spodziewać.

Lilka5961: Jejku, dziękuję. Blondu już nie chcę. Moje włosy zdecydowanie go nie lubią, a i ja nie mam czasu ani hajsów, żeby się nim zająć xD

No i pytanie: Dwie ścieżki. Prawo czy lewo?

Lewo dla mnie. Nie wiem czemu.

Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!