Rozdział 41.

Kurczaki, Knocik i konkursy + omake

- Dziękuję wszystkim za przybycie. – Dumbledore omiótł wzrokiem pokój. – Kingsley, może ty zacznij?

- Wczoraj rano, dwójka aurorów, po otrzymaniu informacji od wtyczki, znalazła ciało Antonina Dołohowa. Wygląda na to, że zabójca znalazł go podczas kąpieli w wannie. Mamy teorię, że zabójca pociągnął go za nogę, tym samym zanurzając jego głowę pod wodę. Następnie stopą nadepnął na jego klatkę piersiową, przyciskając go do dna wanny i nie pozwalając mu na zaczerpnięcie oddechu.

- Dlaczego uważasz, że akurat to zabójstwo jest takie ważne?

- Dołohowa zabito bez użycia magii. – Kingsley oblizał usta. – A w Anglii znam tylko jedną osobę, która miałaby do tego motyw i która ma nałożone ograniczenia na używanie magii.

- Nie sugerujesz chyba, że Harry miałby mieć coś z tym wspólnego? – wrzasnęła Molly. – Każdy mógł to zrobić. Skoro już tak bardzo chcesz wskazywać palcami, to czemu nie Ron, albo Hermiona?

- Nie mają tego samego instynktu zabójcy, który ma Harry – powiedział z przekąsem Kingsley.

- Jak śmiesz mówić, że Harry to morderca. – Oczy Molly zdradzały oznaki wybuchu złości, który równie dobrze mógłby rozwalić całą kwaterę główną. – Nie pozwolę, żebyś…

- Nie śmiem. – Kingsley również z trudem zachował spokój. – To, co w ty momencie mówię, jest oficjalnym stanowiskiem, które wpycha wszystkim Minister i jego przedstawiciele. Mówią, że z wszystkich możliwych podejrzanych, tylko dzieci mają opory przed używaniem magii, tym bardziej wiedząc o ograniczeniach na nich nałożonych. Z tych dzieci tylko Potter ma na tyle odwagi, żeby wejść do pokoju, zabić człowieka i spokojnie z tego pokoju wyjść. Zwrócili też uwagę, że Harry ma status zaginionego, tym samym nie ma alibi.

- Wygląda na to, że Korneliusz nie był na tyle szczery, na ile mówił, że jest, gdy obiecał nam swoje wsparcie. – Dumbledore pokręcił smutno głową.

- Marne szanse – powiedział z szyderczym uśmiechem Moody – jeśli myśli, że coś tak żałosnego stanie się powodem do procesu.

- Wyjaśnij – rozkazał Dumbledore.

- Tonks. – Moody zwrócił się do swojej podopiecznej. – Powiedz im to, co wcześniej powiedziałaś mnie.

- Hermionę i mnie zaatakowała grupa śmierciożerców – zaczęła Tonks. – Otoczyli nas w alejce i nie zapowiadała się czysta walka. I dokładnie w tym momencie pojawił się mały mężczyzna, który przedstawił się jako Profesor, i zapytał, czy potrzebujemy pomocy. Następnie przeprowadził nas przez urządzenie transportowe niewiadomego pochodzenia, które nazwał przenośną dziurą. Z oddali patrzyliśmy, jak mężczyzna, który twierdził, że jest Panem Blackiem, zabił tych śmierciożerców… Jakby to wszystko podliczyć, ta walka trwała może z trzy sekundy.

- Dung – rozkazał Moody.

- Wszyscy wiedzą, że w okolicy był szwadron aurorów – powiedział nerwowo mężczyzna. – Zamawiali jedzenie, a dostawcy byli opłacani przez pewnych ludzi, którzy przekazali dalej informację.

- Proszę bardzo. – Moody uśmiechnął się krzywo. – Black był w okolicy i najprawdopodobniej był świadomy szwadronu aurorów… tak naprawdę, moim zdaniem zaatakował głównie ze względu na obecność szwadronu. Nie ma sensu marnować takiej szansy do treningu i przekazania wiedzy.

- Masz rację. – Dumbledore kiwnął wolno głową. – Wystarczyłoby, żeby Harry w sądzie wspomniał, że Black był w okolicy i sprawa zostałaby od razu zamknięta… ale jesteś pewny, że to nie Harry?

- Chłopak ma potencjał – powiedział Moody – ale to jeszcze nie ten poziom. Wiele lat zajęłoby mu dotarcie do punktu, w którym mógłby się zakraść do członka wewnętrznego kręgu i uciszyć go w tak profesjonalny sposób.

- Dziękuję. – Dumbledore zamknął oczy. – To chciałem usłyszeć… czy ktoś jeszcze ma coś do dodania?

- Harry skontaktował się dzisiaj z Ronem – zaoferowała Molly. – Ron powiedział, że rozmawiali głównie o Armatach. Potem zafiukałam do Hermiony, która mi powiedziała, że Harry jadł wystarczająco, nauczył się wielu rzeczy i że jest szczęśliwy.

- Mówił coś o powrocie do szkoły? – Minerva bała się straty kolejnego ulubionego ucznia.

- Hermiona kazała mu obiecać, że wróci – powiedziała z uczuciem Molly. – Ron wspomniał też, że Harry obiecał się z nim spotkać w pociągu.

- Bardzo się z tego cieszę – wtrącił się Dumbledore. – Bardzo bym was prosił, żebyście nie męczyli go pytaniami o to lato. Powie nam w swoim czasie. Najważniejsze jest to, że jest bezpieczny i że zamierza wrócić.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Ministrze – odezwała się Bones, wchodząc do jego gabinetu. – Muszę z panem porozmawiać o pana planie ponownego wrobienia młodego Pottera.

- Jak śmiesz sugerować, że zrobiłbym coś takiego? – krzyknął oburzony Korneliusz. – Uważaj, bo możesz stracić posadę.

- A pan przez taką głupotę może stracić głowę – warknęła Bones. – Ma pan pojęcie, co pan tym narobił?

- Przecież Potter mógł to zrobić – zauważył Minister. – Kto inny miał motyw i zakaz używania magii. W dodatku, jeśli wierzyć gazetom, Potter jest zakochany w tej mugolskie dziewczynie, która została zraniona przez jedno z zaklęć Dołohowa w Departamencie Tajemnic.

- A ma pan pojęcie, co, poza tym morderstwem, wydarzyło się w okolicy? – Amelia była w szoku. – Na Pokątnej Pan Black uwięził i unieszkodliwił kilka dementorów. Próbuje pan wrobić Harry'ego Pottera w przestępstwo, które popełnił Pan Black… nie sądzi pan, że go pan tym zdenerwuje? Nie wie pan, co się dzieje z ludźmi, którzy denerwują Pana Blacka?

- To wszystko to był pomysł mojego asystenta – wykrztusił z siebie Knot. – Zwolnię go za to.

- Myśli pan, że jestem taka głupia, żeby się na to nabrać? – zapytała Bones.

- Miałem taką nadzieję – odparł Knot zaskakująco szczerze. – Wesprzyj mnie, a dostaniesz wszystko, co zechcesz. Pieniądze, władzę, wszystko.

- Chce mnie pan przekupić? – Amelia zaśmiała się.

- Jeśli nie mogę pani przekupić, to każę panią zaaresztować – powiedział pewnie Knot.

- Myśli pan, że moi ludzie zaaresztowaliby mnie na pana widzimisię? – Amelia pokręciła głową. – Ministrze, muszę pana poprosić o dymisję.

- Niby dlaczego miałbym to zrobić?

- Bo jeśli pan tego nie zrobi, to będę musiała pana zaaresztować pod zarzutem zagrożenia życia każdego mężczyzny, kobiety i dziecka w Zjednoczonym Królestwie. Oboje dobrze wiemy, co się dzieje z ludźmi, którzy denerwują Pana Blacka. Strach pomyśleć, co może się stać z naszym krajem, jeśli się pana nie pozbędziemy.

- Co? – Knot zbladł. – Musisz mnie ochronić.

- Daję panu ostatnią szansę na dymisję. Potem będę musiała pana zaaresztować. Już ustaliliśmy, że to pan jest odpowiedzialny za próbę wrobienia Harry'ego Pottera… niech pan sobie tego nie utrudnia. – Bones wyciągnęła różdżkę. – To jak to będzie, panie Knot?

- Wynocha z mojego gabinetu – wrzasnął Knot. – Wynocha.

- Ministrze – powiedziała Amelia z uśmiechem. – Aresztuję pan pod zarzutem lekkomyślnego narażenia na niebezpieczeństwo oraz korupcję.

- Ale ja nie mogę iść do więzienia – jęknął Knot. – Takich jak ja używają jak walutę.

- Nie, używają was jak… no dobra, rzeczywiście jak walutę. – Bones wzruszyła ramionami. – Z drugiej strony Black może pana zabić.

- A co jeśli odsunę się od rządu i polityki? – zapytał z nadzieją Knot. – Myślisz, że wtedy zostawi mnie w spokoju?

- Działy się dziwniejsze rzeczy. – Amelia zapisała sobie w głowie, że musi kupić myśloodsiewnię, żeby móc później odtworzyć tę rozmowę.

- Dlaczego nie możesz mnie przed nim ochronić? Rozkazuję ci mnie chronić, gdy już zdymisjonuję.

- Gdy podpisze pan rezygnację, to nie będzie powodu, żebym miała pana chronić – przypomniała mu Amelia.

- I może wtedy Black nie będzie miał powodu, żeby mnie zabić – powiedział szybko Knot. – Oczywiście, gdy już zrezygnuję i będę bezpieczny, to mogę zostać wysoko cenionym doradcą dla rządu.

- Albo może pan iść do więzienia, jeśli nie podejmie pan decyzji w ciągu najbliższych trzech sekund – powiedziała niecierpliwie Amelia.

- Podpiszę dymisję. Zrobię, co chcesz.

- Wiedziałam, że przejrzy pan na oczy. – Amelia wskazała na drzwi. – Ktoś tu przyjdzie, spakuje pana rzeczy i je panu wyśle… za drzwiami czeka dwóch aurorów, którzy pana odeskortują z budynku.

- To jeszcze nie koniec – obiecał Knot, wychodząc z gabinetu.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

Harry i przyjaciele obudzili się wcześnie rano i urządzili zebranie podczas śniadania, aby przedyskutować, co zrobić dalej.

- Więc… czemu lecimy do Szwecji? – zapytał Profesor z dziwnym wyrazem twarzy.

- Wyścig na miotłach – odpowiedział Harry. – Chciałem wziąć w nim udział, odkąd tylko o nim przeczytałem.

- Czy to czasami nie jest ten, który kończy się zwykle z mniejszą ilością uczestników niż na starcie? – zapytała zmartwiona Pomocnica.

- Trasa przebiega przez smocze sanktuarium. – Harry wzruszył ramionami.

- Och… w takim razie udanej zabawy. – Profesor kiwnął głową. – I nie daj się zabić.

- Tak – zgodziła się Pomocnica. – To nie byłoby dobre.

- Wszystko będzie dobrze – powiedział z uśmiechem Harry. – Nie, żebym się przechwalał, czy coś, ale mało kto w Anglii jest mi w stanie dorównać lotem na miotle. A już tym bardziej nikt w Hogwarcie. Jeśli mi się poszczęści, to może skończę tak w połowie. Po prostu chciałem spróbować swoich sił.

- Masz miotłę? – zapytał szybko Profesor.

- Chciałem użyć tej miotły, którą dostałem od Mechanika w Australii… czemu?

- Wydaje mi się, że to dobry czas, żeby ci powiedzieć o naszych najnowszych wynalazkach – wyjawił Profesor.

- Pierwszym z nich jest ulepszona miotła – dodała Pomocnica. – Mechanik stwierdził, że raczej nie opuści swojego zakątka, ale zgodził się z nami pracować.

- Razem udało nam się ulepszyć jeden z jego projektów… Pomocnico, pokaż nasze dzieło.

- Oto one. – Pomocnica wyciągnęła spod stołu długą, metalową rurę. – Jest szybsza, nadaje się do skomplikowanych manewrów i ma niezliczoną ilość zaklęć zapewniających wygodę i ciepło.

- Dlaczego nie ma witek? – Harry uważnie się przyjrzał przedmiotowi.

- Bo nie potrzebuje witek – wyjaśnił Profesor.

- Dodajcie trochę przed wyścigiem. – Harry uśmiechnął się.

- Niby dlaczego mielibyśmy to zrobić? – Pomocnica podrapała się po brodzie. – Bez nich jest bardziej wydajna.

- Na wyścigu będzie wielu przedstawicieli firm miotlarskich. – Harry uśmiechnął się szeroko. – I niektórzy zawodnicy będą sponsorowani przez te firmy.

- I nie chcesz, żeby ukradli nasz pomysł. – Profesor od razu zrozumiał, co chodziło po głowie Harry'ego. – Genialne.

- Staram się – powiedział skromnie Harry. – Co jeszcze macie?

- Ten płaszcz – odparła Pomocnica, wyciągając dużą stertę materiału. – Wspomniałeś, że potrzebujesz ulepszonej peleryny niewidki i udał nam się stworzyć coś takiego, przymierz.

- Okej. – Harry włożył płaszcz. – Nic się nie dzieje.

- To jest jedno z ulepszeń – wyjaśnił Profesor. – Zmieni się tak, żeby dopasować się do twojego ubioru.

- Super. Co jeszcze?

- Ma wbudowany zmodyfikowane zaklęcie Fideliusa, który ma pasożytnicze działanie na twoją magię i jej pokłady – wyjaśniła Pomocnica. – Gdy je aktywujesz, znikasz i nie odkryją cię żadne magiczne ani technologiczne umiejętności.

- Nie jesteś niewidzialny – dodał Profesor. – Po prostu przez tę ochronę nikt nie będzie cię mógł zobaczyć.

- Świetna robota – powiedział z uśmiechem Harry.

- To jeszcze nie wszystko – powiedział szybko Profesor. – Nie powiedzieliśmy ci, z czego jest zrobiony ten płaszcz.

- Z czego jest zrobiony ten płaszcz?

- Pamiętasz te dementory, które opryskałeś czekoladą? – zapytała niewinnie Pomocnica. – Cóż, znaleźliśmy zastosowanie dla ich płaszczy.

- I włosy testrala, które znaleźliśmy w okolicy. Nie wspominając o…

- Czekajcie – przerwał im Harry. – Testrale mają włosy?

- Tak, mają – odparł Profesor. – Jak mówiłem, są tu też włosy tebo, jedwab z akromantuli, szczuroszczet, przynajmniej ta część, która wyrasta mu na plecach…

- Trochę sierści nundu – dodała Pomocnica. – Skórę pogrebina, włosy kwintopeda, kapturek czerwonego kapturka, włosy wili.

- I możliwe, że użyliśmy trochę śmierciotuli – dodał szybko Profesor. – Guziki zrobiliśmy z zębów smoka.

- Wow. Dlaczego użyliście aż tylu rzeczy… i skąd wy je do diaska wytrzasnęliście?

- Chcieliśmy zobaczyć, czy nam się uda. Strasznie ciężko było nam dopasować wszystkie elementy tak, żeby ze sobą współgrały – odpowiedział Profesor. – A skoro Pomocnica miała pod ręką większość elementów, bo przydają się do eliksirów…

- Dużą ilość zbierałam podczas podróży. Nie uwierzysz, jakie miałam szczęście. Za każdym razem jak wchodziłam do sklepów, to albo była promocja, albo coś w tym stylu… kilka razy dostawałam rzeczy za darmo w ramach mojego mistrzostwa, albo jako nagrodę.

- Co ty nie powiesz? – westchnął Harry. – Powiem ci o tym później. Jak wam się udało to wszystko tak szybko połączyć?

- Szewc i Krawcowa, małżeństwo, które zabraliśmy z Indii i które zdecydowało się zostać na wyspie.

- Wiem, kim są.

- To oni nam pomogli – dokończył Profesor. – Są bardzo utalentowani.

- Dziękuję… czy fakt, że użyliście tylu dziwnych substancji, jakoś wpływa na moce tego płaszcza?

- Oj tak. W neutralnej postaci płaszcz ma podobny efekt do tego, gdy jest się w pobliżu dementora. Ludzie będą odczuwać zimno, trochę bezsilności… to ostatnie to może być efekt uboczny innego składnika. – Profesor wzdrygnął się. – Jest też bardzo odporny na zaklęcia. Nie jesteśmy pewni wszystkich jego mocy… mieliśmy nadzieję, że poinformujesz nas, gdy odkryjesz coś nowego.

- Jasne – zgodził się Harry. – Więc… schodzimy, żebym mógł się zapisać na wyścig i żebyście mogli znaleźć dobre miejsca?

- Okej – powiedział Profesor.

- No – zgodziła się Pomocnica.

Trójka przyjaciół teleportowała się w dół i pojawiła się przed stołem, przy którym odbywały się zapisy do najniebezpieczniejszego wyścigu w magicznym świecie oraz jedynego wyścigu, którego trasa przebiegała przez sanktuarium smoków.

- Wy tu do wyścigu? – zapytał neutralnym głosem urzędnik za biurkiem.

- Tak – odparł Harry.

- Uczestnik czy obserwator?

- Uczestnik – odpowiedział Harry.

- W porządku. – Mężczyzna wyjął plik dokumentów. – Proszę wypełnić te dokumenty i zamknąć je w tej kopercie.

- Nie chce pan znać mojego imienia? – Harry spojrzał na formularze.

- Nie. – Urzędnik pokręcił głową. – Łatwiej jest, gdy nie znam waszych imion. Jeśli pan zginie, ta koperta zostanie wysłana do najbliższego krewnego, razem z listem z kondolencjami.

- A co jeśli wygram?

- Jeśli pan wygra, to ktoś na scenie poprosi pana o imię, zanim wręczy panu trofeum – powiedział powoli urzędnik. – To jest pana numer… powodzenia.

- Trzynaście? – Harry zamrugał. – Cóż… chyba sam sobie muszę przynieść szczęście.

- Baw się dobrze – krzyknął Profesor.

- Widzimy się na mecie – dodała Pomocnica.

Harry podszedł do grupy zawodników i chwilę potem zaczął rozmowę z jednym z mężczyzn.

- No, to jaką masz strategię? – zapytał szybko mężczyzna.

- Po prostu polecę. – Harry wzruszył ramionami. – A ty?

- Ja polecę w środku – odpowiedział szybko mężczyzna. – Widziałem już ten wyścig. Smoki zjadają tych na samym początku, a później odlatują w poszukiwaniu pojedynczych osobników z tyłu… Środek, tam jest moje miejsce. Przeżyję ten wyścig, zobaczysz.

- To fajnie… muszę iść… tam. – Harry odszedł od dziwnego mężczyzny.

- Cześć. – Dziewczyna w koszulce ozdobionej logo Nimbusa podeszła do Harry'ego. – Jesteś tu razem z którąś z firm?

- Nie bardzo. – Harry przygryzł wargę. – Ale gdybym chciał, to bym mógł.

- Tak? – Kobieta wydawała się lekko zdziwiona odpowiedzią Harry'ego. – Ja jestem tu z Nimbusem… najlepsze miotły na rynku. Jaką masz miotłę?

- Coś, co przygotowali dla mnie moi przyjaciele – odparł Harry. – Miałem kiedyś model dwa tysiące. Kochałem tę miotłę, ale niestety przytrafił jej się przykry wypadek.

- Jeśli podobał ci się dwa tysiące, to na pewno spodoba ci się najnowszy model. – Kobieta wskazała na swoją miotłę. – Ma wszystko to, co kochaliśmy w starych modelach i kilka nowych elementów, które dodaliśmy w tym sezonie… przysłuchaj się moim podziękowaniom, tam o wszystkim powiem.

- Podziękowaniom? – zapytał głupio Harry.

- Wygram ten wyścig. – Kobieta uśmiechnęła się. – Tylko patrz.

- Ja…

- Uczestnicy na miejsca. – Ogłoszenie spikera przerwało odpowiedź Harry'ego.

- Powodzenia – odezwał się Harry, gdy oboje dobiegli do linii startu.

- Na miejsca… gotowi… start – krzyknął spiker.

Harry odbił się od ziemi i od razu poleciał na przód grupy. Ryzykując spojrzenie za siebie, Harry z przerażeniem stwierdził, że w jego pogoń ruszyło tuzin smoków. Jeden nawet przygotowywał się do tego, żeby jednym wydechem spopielić Chłopca-Który-Przeżył. Robiąc szybki unik w lewo, Harry uniknął pierwszego strumienia płomienia. Kolejny unik i kolejne płomienie ominęły go szerokim łukiem.

Harry po raz kolejny zaryzykował spojrzeniem w tył i wzdrygnął się, gdy zobaczył, że jeszcze więcej smoków dołączyło do pościgu.

- Muszę przyciągać chyba każdego smoka w okolicy. – Harry przeklął swój los.

Strumień płomieni przerwał jego przeklinanie. Tym razem ogień był na tyle blisko, że przypalił kilka gałązek, które w pośpiechu przykleił mu Profesor.

Biorąc głęboki wdech, Harry pociągnął za rączkę miotły i wystrzelił w stronę słońca, mając nadzieję, że jego blask pozwoli mu się na chwilę ukryć przed atakującymi.

- Nie zadziałało. – Harry wykonał beczkę, uciekając przed atakującym smokiem. – Spróbujmy w drugą stronę.

Jak pomyślał, tak zrobił. Harry szybko skierował rączkę miotły ostro w dół w stronę ziemi. Bliżej i bliżej pewnej śmierci, w ostatniej chwili, dosłownie metr nad ziemią, Harry wyprostował miotłę i pognał w stronę mety.

Ryzykując ostatnie spojrzenie przez ramię, Harry obserwował ze zdumieniem, jak kilka smoków zaorało w ziemię, a kilka następnych próbowało bez skutku wyhamować, żeby nie podzielić losu kolegów.

- Kurde – powiedział zdumiony Harry, przekraczając linię mety w odgłosach braw i gratulacji. – To nie jest coś, co można zobaczyć każdego dnia.

Tłum zupełnie oszalał w momencie, w którym Harry zszedł z miotły. Szybko został otoczony przez zarówno organizatorów imprezy, jak i ludzi, którzy mu dobrze życzyli.

- Gratulacje – krzyknął jeden z sędziów, aby zagłuszyć szum tłumu.

- Dzięki – odkrzyknął Harry.

- Tędy proszę. Musimy wręczyć panu nagrodę za pierwsze miejsce, a innym nagrodę za przeżycie – dodał mężczyzna, ręką wskazując na wzniesioną platformę.

Harry oraz pozostali uczestnicy weszli na platformę i czekali na przyznanie im nagród.

- Panie i panowie. – Starszy mężczyzna stanął za mównicą i skierował się w stronę tłumu. – Doświadczyliśmy dzisiaj czegoś wyjątkowego, nigdy wcześniej w historii tego wydarzenia nie mieliśmy tak mało ofiar. Powodem jest nasz tegoroczny zwycięzca, człowiek, który przyciągnął uwagę prawie każdego smoka w okolicy, a następnie unieszkodliwił je za pomocą czegoś niezwykłego… a mianowicie, bezbłędnie wykonanego Zwrotu Wrońskiego. Kolejny pierwszy raz w tej kompetycji. Proszę podejść tutaj i przyjąć nagrodę.

- Dziękuję. – Harry przyjął sporej wielkości trofeum.

- Czy reprezentuje pan jakąś firmę? – zapytał mężczyzna. – Czy raczej jest pan wolnym strzelcem?

- Chyba można powiedzieć, że jestem tutaj z Black Ink. – Słowa Harry'ego wstrząsnęły tłumem.

- A nazywa się pan…? – zapytał wolno mężczyzna.

Tłum zamarł w oczekiwaniu na odpowiedź.

- Tak… rzeczywiście, moje imię. – Harry spojrzał na widownię. – Jestem Pan Black.

- Pan Black? – Mężczyzna wyjąkał.

- Tak, Pan Black – potwierdził Harry. – Potrzebujecie mnie do czegoś jeszcze, czy mogę już sobie iść?

- Może pan iść. – Mężczyzna oblizał wargi. – Dziękuję, że uhonorował pan to wydarzenie swoją obecnością.

- Chciałem się pojawić od dłuższego czasu – powiedział z uśmiechem Harry. – Jednak przez pewien czas nie miałem jak się tu pojawić… miłego dnia.

Harry zeskoczył z platformy i udał się do swoich przyjaciół.

- Idziemy?

- Nie mam tu nic więcej do roboty – odparł Profesor. – Pomocnico?

- Ja też nie. – Pomocnica pokręciła głową. – Chodźmy.

Trójka przyjaciół z powrotem pojawiła się na pokładzie zeppelina i Pomocnica od razu chwyciła Harry'ego za rękę i odciągnęła go na bok.

- Tak?

- Nie zajmę ci dużo czasu – upewniła go przyjaciółka. – Mamy więcej rzeczy do pokazania, ale to może poczekać… zastanawiałam się tylko… chciałbyś być silniejszy?

- To mogłoby mi się przydać.

- Tak – odparła Pomocnica. – Ale to nie będzie przyjemne.

- Co masz na myśli? – zapytał Harry z uniesioną brwią.

- Gdy byliśmy na dalekim wschodzie, to udało mi się zdobyć trochę krwi reema. – Pomocnica przygryzła wargę. – Nie wiem, czy wiesz, ale wypicie jej da ci wielką siłę.

- Gdzie haczyk?

- Krew reema jest niezwykle rzadka. Miałam szczęście z tą ilością, którą mi się udało zdobyć. Ostatnio zaczęłam, razem z Doktor, z nią eksperymentować. – Pomocnica wzięła głęboki wdech. – Ustaliłyśmy, że mamy jej nadmiar i że możemy kontynuować nasze badania i nadal zostawić trochę dla ciebie.

- Wspaniale – powiedział Harry. – Gdzie ten haczyk?

- Nie wiemy, jak zadziała na ciebie – odparła Pomocnica. – Doktor myśli, że mogą stać się dwie rzeczy. Albo staniesz się silniejszy niż wtedy, gdy zostałeś po części wilkołakiem i wampirem.

- Albo?

- Albo nie zrobi wiele – odpowiedziała Pomocnica. – Obie nie sądzimy, żeby ta krew miała na ciebie zadziałać w negatywny sposób.

- Dobra. Spróbuję.

- Najpierw połknij to. – Pomocnica wręczyła Harry'emu małą metalową kulkę. – Sprawi, że nie będziesz wydzielał żadnego zapachu. Plus pomoże ci kontrolować nową siłę, jeśli się wszystko uda. Bez tego jest ryzyko, że zamienisz mnie w masę przy zwykłym uścisku.

- Jak to działa? – Harry chwycił kulkę i szybko ją połknął.

- Jak dotrze do twojego żołądka, to rozbije się na małe kawałeczki. Te kawałeczki rozniosą się po całym ciele i tam będą wykonywać swoją robotę – odpowiedziała Pomocnica.

- Dzięki. – Tym razem to Harry wziął głęboki wdech. – Krew?

- Tutaj. – Pomocnica podała mu fiolkę. – Najlepiej chyba wychylić całą tę fiolkę za jednym zamachem.

- Dobra. – Harry zdjął nakrętkę. – Zaczynamy.

Harry zamknął oczy i wylał zawartość fiolki prosto do gardła.

- I jak? – Pomocnica wzdrygnęła się na ten widok.

- Lepiej niż myślałem. – Kły Harry'ego wydłużyły się. – Wygląda na to, że moja wampirza część bardzo polubiła tę krew, moje kły się pojawiły… nie robiły tego nigdy wcześniej.

- Idź. Połóż się – rozkazała Pomocnica. – Ja zadzwonię do Doktor.

Harry wrócił do swojego pokoju, gdzie przypomniał sobie radę sprzedawcy. Zatrzymał się więc przed lustrem i wyłączył urządzenie, które maskowało jego twarz.

Harry zaniemówił w szoku. Wcześniej jego włosy kruczoczarne, teraz przeplatały się przez nie pasma bieli… efekt uboczny przyjęcia daru od yuki onny. Jego twarz była opalona i oznaczona liniami. Na jego rękach i ramionach pojawiły się nowe blizny. Jednak największą różnicą były oczy. Kiedyś błyszczały chęcią życia, teraz były inne. Po kilku minutach zastanawiania się, czemu były inne, Harry poddał się i zdecydował się wypróbować bransoletkę Harry'ego.

Po aktywowaniu bransoletki, Harry skurczył się o cały cal i stracił trochę z opalenizny. Jego mięśnie, które sobie wyroił przez te wakacje, przestały być tak widoczne, a jego oczy z powrotem nabrały blasku. Po kilku minutach przyglądania się Harry zdjął bransoletkę i poszedł do łóżka na zasłużony wypoczynek.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

Śmierć głupca

Laetus Lovegood

Były minister Korneliusz Knot został znaleziony martwy w swoim domu. Jako przyczynę podano samobójstwo. Śledczy wywnioskowali, że minister zrzucił się ze schodów co najmniej kilka razy, po czym zdecydował się zakończyć swoje życie wypijając trzy czwarte szklanki żrącej substancji. Jak wszyscy pamiętamy, ostatnim projektem ministra było wrobienie Harry'ego Pottera w akt, który najprawdopodobniej dokonał Pan Black. Nasza redakcja nie ma wiele więcej do dodania w tej sprawie, ale chcielibyśmy zauważyć jak często osoby, które zirytowały niesławnego Pana Blacka kończyły, tak zwanym samobójstwem…

WIEM WIEM

Ale ciężko mi, ok? Robię co mogę, ale nadmiar pracy, nadmiar studiów, nadmiar racy po pracy. Nadmiar wszystkiego.

Wracam. Powoli, ale wracam. W końcu zostało tylko 9 rozdziałów do końca części pierwszej.

Tutaj na pewno przydały mi się moje dwie książeczki: „Quidditch przez wieki" i „Fantastyczne zwierzęta…"

I wiem, że czasami nie odpowiadam na komentarze, ale zawsze dostaję powiadomienia o złej porze. I albo zapomnę, albo będzie mi się wydawało, że już odpisałam. Złudzenia paranoiczki 10/10.

Wielkie dzięki Salianna za szybką betę, żebym mogła to cudeńko pełne akcji wystawić na światło sztuczne ekranów.

I wielkie dzięki Nana16210 za przypominanie mi mokrą ścierą od podłogi, że śpiące osoby nie mogą pisać rozdziałów.

Q: Co was inspiruje? Siriusly, naprawdę potrzebuję pomocy.

Bez odpowiedzi z mojej strony, bo w tym momencie jest to nic.

Omake:

- Więc wy wszyscy myśleliście, że możecie zinfiltrować rangi moich śmierciożerców i wydać nasze plany. Widzę przed sobą prawdziwą przyczynę naszych niepowodzeń.

Wszyscy szpiedzy głośno przełknęli ślinę i w desperacji, Phil śmierciożerca krzyknął.

- ZAATAKUJEMY PANA BLACKA!

Po sali rozniosło się głośne „CO?!", a na twarzy Voldemorta pojawił się okrutny uśmiech.

- Oczywiście. GLIZDOGONIE, IDŹ PO ŚWISTOKLIK! – Okaleczony szczur pokuśtykał w stronę sklepu z świstoklikami.

- Tym razem żadnych zabezpieczeń! Chcemy po prostu świstoklik na tę lokalizację. – Glizdogon podał sprzedawcy karteczkę z miejscem, gdzie ostatnio widziany był Pan Black i z niecierpliwością czekał na wykonanie środka transportu.

W tym samym czasie sprzedawca myślał nad powodem, dla którego tym razem nie chcieli zabezpieczeń. Może chcieli zabić tych śmierciożerców, może byli za biedni, może to byli szpiedzy…sprzedawca pokręcił głową i podjął decyzję. Podał Glizdogonowi gotowy świstoklik i patrzył, jak ten aportuje się do swojego pana.

- 3…2…1! – Glizdogon zaśmiał się radośnie, obserwując, jak już niedługo zdrajcy mieli spotkać się ze swoją śmiercią. Przynajmniej raz to nie on zostanie skrzywdzony przy próbie zabicia Pana Blacka. Przynajmniej raz nie… Glizdogon podskoczył, gdy uderzyło w niego rzucone przez jednego ze szpiegów „przypadkowe" zaklęcie, które usuwało migdałki.

Tymczasem szpiedzy wylądowali w cyrku. Nie mieli przy sobie różdżek, ale udało im się uzbierać trochę pieniędzy i przyjemnie spędzili dzień.

- Wiecie co? Może Voldemort wcale nie jest taki zły, skoro zamiast nas zabić, wysłał… - Mężczyzna od razu zaczął się krztusić kawałkiem popcornu. Po szybkiej reakcji towarzyszy, cała grupa zaczęła niezrozumiale kierować modły do powietrza, w które, jak im się wydawało, zamieniał się Pan Black.

– KOCHAMY PANA, PANIE BLACK!

Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!