Rozdział 42.

podKufer, ronsądny Ron i AlBusik. + omake

- Pobudka, Harry – krzyknęła Pomocnica. – Chyba nie chcesz się spóźnić do szkoły?

- Jak długo czekałaś, żeby to powiedzieć? – jęknął Harry.

- Od trzech dni – odpowiedziała z uśmiechem pomocnica. – Zawsze mnie zastanawiało dlaczego moja matka budziła mnie z takim zamiłowaniem. Takie wyrwanie kogoś z objęć Morfeusza, a następnie wrzucenie go w samo centrum zimnego, podłego świata to świetna zabawa.

- Profesor miał rację, gdy mówił, że jesteś złem wcielonym. – Harry włożył swój nowy płaszcz. – Co się dzieje?

- Mamy ci jeszcze do pokazania kilka rzeczy. – Pomocnica uśmiechnęła się. – Chodźmy.

- Idę, idę – zgodził się Harry. – Masz może trochę kawy?

- Mam milkshake'a – Pomocnica wzruszyła ramionami – wypełnionego pysznymi witaminami i środkami przeciwbólowymi.

- Cudownie… dlaczego obudziłaś mnie o szóstej rano? – zapytał słabo Harry.

- Bo nie mogłam się doczekać, żeby zobaczyć twój wyraz twarzy, gdy zobaczysz, że cię obudziłam o tej szóstej… wygląda to lepiej, niż mogłam to sobie wyobrazić. – Pomocnica zaczęła podskakiwać w miejscu. – Zrób to jeszcze raz.

- Nie. – Harry skierował się w stronę lady, na której w rzędzie ustawione były milkshake'i i szybko połknął zawartość jednej szklanki. – Co chcieliście mi pokazać?

- To – odparł Profesor, wchodząc do pomieszczenia.

- Co to takiego? – westchnął Harry. To miała być jedna z tych konwersacji.

- To – Profesor wyjął kieszeni pomniejszony kufer – jest szkolny kufer z zaklęciem pomniejszającym… nic specjalnego.

- No nie. – Harry pokręcił głową.

- Poza zaklęciem zmniejszającym i zaklęciem samopakującym to zwykły, standardowy kufer. – Profesor popchnął kufer przez długość stołu w stronę Harry'ego. – Kupiłem go na Pokątnej. Dodaliśmy kilka zaklęć na wytrwałość i tyle zaklęć zabezpieczających, ile byliśmy w stanie znaleźć. Dołączyłem listę zabezpieczeń, które ty sam mógłbyś dodać.

- Dlaczego mi go dajecie? – zapytał Harry z dziwnym wyrazem twarzy.

- Każdy uczeń ma kufer. – Profesor wzruszył ramionami. – Dziwnie by wyglądało, gdybyś go nie miał.

- Rzeczywiście. – Harry pokiwał głową w zrozumieniu.

- Stworzyliśmy za to coś ciekawego – powiedziała Pomocnica z ogromny uśmiechem na twarzy. – Jest to zaklęcie, które pozwoli ci przechowywać rzeczy w podprzestrzennym sejfie. Możesz je rzucić bez użycia różdżki i jest bardzo bezpieczne.

- Jak to działa? – Harry'ego zaintrygowała ogromna ilość zastosowań, które mogłyby wyniknąć z tego zaklęcia.

- Związane jest z podstawami, które odpowiadają za tworzenie świstoklików i aportację – wyjaśniła Pomocnica. – Badamy to już od jakiegoś czasu i odkryliśmy, że w przypadku wielu magicznych środków transportu, zostajesz wciągnięty w przestrzeń poza naszą obecną rzeczywistością, gdzie jednocześnie jesteś wszędzie i nie ma cię nigdzie, a następnie z powrotem jesteś wypychany do naszego świata.

- To zaklęcie – kontynuował Profesor – pozwoli ci przechowywać swoje rzeczy poza rzeczywistością, dopóki sam nie zdecydujesz, że chcesz zużyć trochę energii na wyciągnięcie ich.

- Jednocześnie sprawiając, że są nie do znalezienia i zawsze pod ręką – zakończyła z dumą Pomocnica. Ten kufer to tylko taka gotowa przykrywka na pytania o to, gdzie trzymasz swoje rzeczy. Wypełniliśmy go normalnymi szkolnymi rzeczami, więc nawet jeśli ktoś przebije się przez zabezpieczenia to nikt nie będzie niczego podejrzewał.

- To… ma sens. – Harry pokręcił głową. – Za dużo czasu spędzacie ze mną.

- Wiemy – zalamentowała Pomocnica.

- Czy możliwe jest założenie świstoklika na ten kufer? Ale takiego, którego można będzie aktywować na odległość, żeby móc go odzyskać?

- Można też dodać kilka zaklęć podsłuchujących i wykrywających – zgodził się Profesor.

- Na Merlina, ale się zrobiłem paranoiczny – westchnął Harry. – To miało być lato odpoczynku.

- Spójrz na to z lepszej strony. – Pomocnica próbowała pocieszyć Harry'ego.

- Jakiej lepszej strony? – zapytał Harry.

- Nie wiem. – Pomocnica wzruszyła ramionami. – Tak się mówi.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Harry jest w pociągu. – Ron przywitał Hermionę. – Właśnie usłyszałem.

- To świetnie. – Uśmiech Hermiony szybko zmienił się w zmarszczenie brwi. – Nie mogę się doczekać, żeby powiedzieć mu, co myślę.

- Będziesz musiała odpuścić. – Ron również zmarszczył brwi. – Nie obchodzi mnie to, że jesteś moją przyjaciółką, tobie powiem to samo, co mówiłem innym. Nie męcz Harry'ego o jego wakacje i nie krzycz na niego.

- Co? – Oczy Hermiony rozszerzyły się w szoku.

- Odszedł, bo potrzebował przerwy i jeśli ludzie zaczną na niego krzyczeć, to może znowu uciec – wyjaśnił Ron. – To mój najlepszy przyjaciel… ja… boję się, że jeśli ucieknie jeszcze raz, to już do nas nie wróci.

- Masz rację. – Hermiona zignorowała wyraz szoku na twarzy Rona. – Pozwolimy mu opowiedzieć o jego wakacjach tylko wtedy, gdy będzie na to gotowy. Ani minuty wcześniej.

- Powiedziałaś, że mam rację? – Ron nie mógł w to uwierzyć.

- Tak powiedziałam – westchnęła Hermiona. – Harry uciekł, bo potrzebował odpoczynku od tego całego stresu. Nie potrzebuje tego, żebym mu go dodawała.

- Powiedziałaś, że mam rację? – Ron nie mógł sobie tego przyswoić.

- Och, dorośnij, Ron. Mamy ważniejsze sprawy – powiedziała Hermiona.

- Jak Harry – odparł Ron. – Chodźmy go poszukać… i żadnych pytań czy besztania.

- Powiedziałam, że masz rację – warknęła Hermiona. – Nie musisz mi teraz tego wypominać.

- Boję się po prostu, że zapomnisz – odparł powoli Ron.

- Nie zapomnę – obiecała Hermiona. – Chodźmy.

Hermiona i Ron spędzili kilka dobrych minut na przeszukiwaniu pociągu, w końcu trafili na przedział, w którym Harry samotnie czytał książkę.

- Harry – krzyknęła Hermiona, rzucając się na przyjaciela i zamykają go w uścisku – Tak bardzo się cieszę, że cię widzę.

- Ja też się bardzo cieszę, Hermiono. – Harry poklepał przyjaciółkę po plecach. – Ciebie też miło widzieć, Ron.

- Cześć – powiedział z uśmiechem Ron. – Słyszałeś, co się stało z pozycją nauczyciela obrony przed czarną magią?

- Kto ją dostał? – zapytał szybko Harry.

- Prawie Snape – odparł Ron. Zaczęła mu się podobać ta zabawa. – Ale w ostatniej chwili udało im się znaleźć kogoś lepszego.

- Kogo?

- Słyszałeś o Panu Blacku, prawda? – Ron uśmiechnął się.

- Wiem, że nie wzięliby Pana Blacka do nauki obrony. – Harry pokręcił głową. – To kogo wzięli?

- Masz rację. – Ron kiwnął głową zawiedziony. – To nie Pan Black. To jeden z ludzi, któremu Żongler zlecił napisanie książek o przygodach Pana Blacka.

- Był aurorem przez trzy lata – dodała Hermiona. – I brał udział w pojedynkach na średnim poziomie, jednak zawsze mu czegoś brakowało, żeby stać się profesjonalistą.

- Brzmi jak dobry nauczyciel – zgodził się Harry. – Lepszy niż rok temu. Ale powstrzymam się z oceną, dopóki nie zobaczę jak prowadzi swoje zajęcia.

- Też się martwiłam, że trafi nam się okropny nauczyciel – przyznała Hermiona.

- Tak – zgodził się Ron. – Poza Lupinem, wszyscy to byli dupki.

- Fałszywy Moody nie był taki zły – zadumał się Harry. – Chyba od niego nauczyłem się najbardziej przydatnych rzeczy. Lunatyk uczył nas głównie o mrocznych stworzeniach, a nie mamy z nimi na co dzień do czynienia.

- W sumie…

- Hej, Harry. – Neville zapukał w szybę. – Możemy się przyłączyć?

- My? – Harry uniósł brew.

- My z Ministerstwa – odparł szybko Neville.

- Jasne, wchodźcie. – Harry ręką zaprosił ich do przedziału.

- Zastanawialiśmy się – Neville spojrzał na grupkę za nim – czy w tym roku będziesz kontynuował spotkania GD?

- Nie będę – powiedział szybko Harry. – Ale mam w planach coś innego.

- Coś innego? – zapytał ochoczo Neville.

- Poprowadzę dwie grupy. Jedną dla wszystkich zgromadzonych tutaj… tych, którzy udali się ze mną do Ministerstwa i drugą dla wszystkich innych.

- Czego nas będziesz uczyć? – zapytała Ginny.

- Nie chcę zepsuć niespodzianki. Zobaczycie.

- Skoro to nie będzie GD, to co to będzie? – Ginny koniecznie chciała wiedzieć więcej szczegółów.

- Po prostu będzie to klub naukowy – odpowiedział z uśmiechem Harry. – Kto może powiedzieć coś złego o grupie przyjaciół, którzy chcą się razem uczyć?

- Nowy nauczyciel obrony? – zaproponowała Luna.

- Zajmę się nim, jeśli zajdzie taka potrzeba – zapewnił grupę Harry. – Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.

- Co masz na myśli, mówiąc, że się nim zajmiesz? – zapytała z troską Hermiona.

- Mam na myśli to, że nie pozwolę, żeby jakiś nauczyciel używał krwawego pióra czy innych narzędzi tortur do karania uczniów – odpowiedział spokojnie Harry. – Jeśli coś takiego przydarzy się komukolwiek, chcę, żeby mi o tym powiedziano, żebym mógł podjąć odpowiednie środki.

Uczniowie poruszyli się niespokojnie i spojrzeli po sobie, zwłaszcza po ostatnim zdaniu. Żaden z nich nie chciał wiedzieć, czym dla Harry'ego były „odpowiednie środki".

- Wracasz w tym roku do drużyny? – zapytał Ron. – Przydałbyś się nam.

- Nie. – Harry pokręcił głową. – Są powody, dla których nie mogę. Nawet jeśli zniesiono mój zakaz.

- Och. – Ronowi opadły ramiona. – A gdybyś był w rezerwie?

- Pomyślę o tym.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Panie Potter. – McGonagall złapała Harry'ego zanim ten miał okazję udać się do wieży. – Dyrektor chciałby z panem porozmawiać.

- O czym tym razem? – westchnął Harry.

- Nie uznał za stosowne, żeby się tym ze mną podzielić.

- Mogę mu chyba poświęcić kilka minut – zgodził się Harry. – Pod warunkiem, że zgodzi się uszanować moją prywatność. Jeśli spróbuje dostać się do mojego umysłu, to wtedy inaczej porozmawiamy. Albo w ogóle nie porozmawiamy. – Starzec nic by nie zobaczył, nawet gdyby próbował, ale trzeba było ustalić jakieś zasady. – To samo dotyczy Snape'a.

- Proszę za mną. Poinformuję dyrektora o twoich warunkach przed twoim wejściem – zapwniła go McGonagall.

- Dziękuję. Czytałem pani artykuł w czasopiśmie o transmutacji. Dlaczego nie uczymy się o takich rzeczach na zajęciach?

- Ponieważ nasz program nauczania jest dostosowany pod potrzeby Ministerstwa i kontrolowanych przez nie egzaminów – wyjaśniła profesor. – Chciałabym was uczyć bardziej… ezoterycznych fragmentów mojej sztuki, ale niestety mam związane ręce i muszę upewnić się, że zdacie egzaminy.

- Rozumiem. – Harry zmarszczył brwi. – Dlaczego więc nie ma dodatkowych zaawansowanych zajęć transmutacji?

- Zajęcia dodatkowe są ustalane przez władze szkoły. Jeśli chodzi o to, co może, a co nie może być oferowane jako zajęcia uzupełniające, to ja nie mam nic do powiedzenia. – Minerwa spojrzała na swojego ucznia. – Dlaczego mnie o to pytasz?

- Po prostu się zastanawiałem się, dlaczego uczymy się tego, czego się uczymy – powiedział Harry, wzruszając ramionami. – Tak jak powiedziałem, pani artykuł był bardzo ciekawy i zastanawiałem się, czemu nie mamy czegoś takiego na lekcjach.

- Cieszę się, że okazujesz większe zainteresowanie nauką – powiedziała Minerwa z ciepłym uśmiechem. – Szczerze, to prędzej spodziewałabym się panny Granger z takim pytaniem.

- Hermiona by się nie odważyła – zaprzeczył Harry. – Za bardzo panią szanuje. Wmówiłaby sobie, że ma pani jakiś większy plan tego, czego będzie pani nas uczyć i kiedy.

- Następnie sama by się tego nauczyła, żeby już to wiedzieć, kiedy nadejdzie czas – dokończyła McGonagall. – Tak, to brzmi jak panna Granger. Nie wiedziałam jednak, że ma o mnie tak wysokie mniemanie.

- Dużo czasu spędza, próbując panią naśladować. Kilkoro uczniów porównywało ją do pani w niezbyt… pochlebny sposób. – Harry uśmiechnął się. – Jest pani dla niej autorytetem.

- Dziękuję, panie Potter. – Głos Minerwy był ciężki od emocji. – Zawsze z radością obserwuję sukces swoich uczniów. Świadomość, że jestem dla nich wzorem to dodatkowy bonus.

- Cieszę się więc, że pani o tym powiedziałem. – Harry wziął głęboki wdech. – Większość osób w naszym domu ma o pani wysokie mniemanie. Hermiona nie jest jedyna, ale tylko ona posuwa się z tym tak daleko.

- Dziękuję, panie Potter. – Teraz to Minerwa wzięła głęboki wdech. – Poczekaj tutaj, ja poinformuję dyrektora o warunkach waszego spotkania.

- Dziękuję, pani profesor. Zaczekam.

Twarz Minerwy stężała, gdy wchodziła po schodach do gabinetu dyrektora.

- Witaj, Minerwo – przywitał swoją zastępcę Dumbledore. – Co mogę dla ciebie zrobić?

- Pan Potter czeka na zewnątrz na spotkanie z tobą, Albusie – odparła Minerwa. – Poprosił mnie o przekazanie prośby o zachowanie podstawowej grzeczności podczas spotkania z nim.

- Jakiej podstawowej grzeczności? – zapytał Dumbledore ze skonsternowanym wyrazem twarzy.

- Nie będziesz próbował wejść do jego umysłu, uszanujesz jego prywatność i nie spróbujesz obejść tej obietnicy przez poproszenie Sewerusa, żeby to zrobił za ciebie – powiedziała ostro Minerwa.

- Naprawdę ma tak mało zaufania do mnie? – zapytał zszokowany Dumbledore.

- Ma prawo do tego, żeby jego prywatne myśli takie właśnie zostały. Prywatne – poprawiła go McGonagall. – Prawo, które obowiązuje każdego ucznia oraz każdego pracownika. Prawdę mówiąc, niepokoi mnie, że nawet pomyślał o tym, żeby czegoś takiego zażądać.

- Zapewniam cię, Minerwo, że w tej sprawie dostosuję się do jego życzeń – zgodził się Dumbledore.

- Radzę ci, żeby tak było. Pan Potter raczej nie jest w nastroju na twoje gierki.

- Rozumiem. – Albus zamknął oczy. – Proszę, poproś go tutaj.

Minerwa po raz ostatni obrzuciła Albusa spojrzeniem, po czym wzdychając odwróciła się.

- Mam nadzieję, że pamiętasz, co ci mówiłam, Albusie. Nie zgadzam się na ponoszenie jakiejkolwiek odpowiedzialności za konsekwencje, które mogą mieć twoje czyny, jeśli mnie nie posłuchasz. – Nie czekając na odpowiedź, McGonagall zeszła ze schodów do swojego ucznia. – Może pan iść, panie Potter, dyrektor zgodził się na pana wymagania.

- Dziękuję, pani profesor – powiedział szybko Harry. – Doceniam wszystko, co pani dla mnie robi.

- Powodzenia, panie Potter. – Minerwa uśmiechnęła się, gdy Harry wchodził po schodach.

Harry dotarł do szczytu schodów i wszedł do gabinetu dyrektora.

- Chciał pan ze mną rozmawiać?

- Tak – odparł Albus, jednocześnie kiwając głową. – Proszę, usiądź.

- Dziękuję. – Harry usiadł naprzeciwko dyrektora.

- Musisz się pewnie zastanawiać, dlaczego poprosiłem cię, żebyś się tu pojawił. Zanim jednak do tego dojdziemy. – Dyrektor zamilkł na moment. – Zanim do tego dojdziemy, chciałbym cię zapytać, dlaczego odczułeś potrzebę poproszenia mnie o uszanowanie twojej prywatności?

- Ponieważ wcześniej pan tego nie robił – odparł płasko Harry. – Zdaję sobie sprawę z tego, że wytłumaczył pan to sobie i innym większym dobrem i dobrymi chęciami… ale wie pan, jak to mówią, dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło.

- Tak zrobiłem – zgodził się Dumbledore. – I dlaczego odczułeś potrzebę włączenia do tego profesora Snape'a?

- Jest pan na tyle inteligentny, że szybko skorzystałby pan z tej luki w naszym porozumieniu – powiedział Harry. – I ponieważ on jest małostkowym i mściwym mężczyzną, który nieraz nadużywał swojej mocy i wchodził ludziom do umysłów. Rozumiem, że ma w sobie jakieś cechy, które całkowicie nie skreślają jego osoby – Harry przypomniał sobie, jak ten mężczyzna zorganizował śmierć jednego ze swoich pobratymców – ale to nie jest żadne wytłumaczenie dla czynów, których dopuścił się na moich przyjaciołach.

- Rozumiem. – Dumbledore kiwnął głową. – Dziękuję, że zadowoliłeś starca swoją odpowiedzią.

- Nie ma problemu – odparł bez emocji Harry. – Dlaczego chciał pan ze mną rozmawiać?

- Kiedy byłem młody – zaczął Dumbledore. – Zmęczyły mnie moje obowiązki i zdecydowałem, że potrzebuję wakacji. Opuściłem swój dom i spędziłem kilka miesięcy w mugolskim świecie… to był najszczęśliwszy okres w moim życiu. Na początku zarabiałem za życie polerując buty, później udało mi się uzyskać przyuczenie do zawodu u kominiarza. Nauczyłem się więcej magii od niego i jego przyjaciółki niani, niż przez wszystkie lata spędzone w szkole… Mówię to dlatego, że chciałbym cie przeprosić. Wiem, jak to jest, mieć na sobie taki wielki ciężar nałożony przez społeczeństwo i wiem, jak relaksujące potrafią być takie wakacje.

- Rozumiem. – Harry przechylił głowę. – Spodziewałem się żądania wyjaśnień i tego, gdzie byłem. Nie wierzyłem w to, że zdecydował się pan wypuścić moje życie z swoich rąk.

- Nie widzisz mnie w tym świetle, Harry, prawda? – Dumbledore był zszokowany. – Nadal jesteś zły za zeszły rok?

- Nie, jestem na pana zły za wiele innych rzeczy.

- Więc dlaczego? Dlaczego jesteś na mnie taki zły?

- Dlaczego jestem zły? – Oczy Harry'ego rozbłysły niebezpiecznie, gdy ten odwrócił się, żeby odpowiedzieć na pytanie. – Miałem dużo czasu, żeby zastanowić się nad wszystkim i doszedłem do wniosku, że dla pana byłem tylko i wyłącznie pionkiem.

- Jak doszedłeś do takiego wniosku? – zapytał Dumbledore z widoczną konsternacją.

- Jak doszedłem do takiego wniosku?! – przedrzeźnił go Harry. – Zacznijmy od pierwszego roku, gdy Voldie zdecydował się zdobyć pewien kamień.

- Nie widzę, jak miałoby to wytłumaczyć twoje wrogie nastawienie do mojej osoby.

- Trójka pierwszorocznych bez większych problemów przeszła przez pana rzekome zabezpieczenia – warknął Harry.

- Trójka bardzo utalentowanych pierwszorocznych – zaprotestował słabo Dumbledore.

- I skoro trójka pierwszaków była w stanie przejść przez te zasadzki, to co mogło powstrzymać dorosłego mężczyznę, który opętany był przez potężnego Czarnego Pana? – Harry uśmiechnął się okrutnie. – To było byle ćwiczenie i trening. Chciał pan, żebym stanął z nim twarzą w twarz. Specjalnie zagroził pan mojemu życiu, ponieważ „myślał pan, że to mi pomoże w przyszłości", albo jakaś inna wymówka. I dlaczego chronić ten kamień, skoro i tak na końcu został zniszczony?

- Obawiam się, że się mylisz, Harry. – Ramiona Dumbledore'a ciężko opadły. – I obawiam się, że nie jestem takim mistrzem marionetek za jakiego mnie uważasz, mój chłopcze. Coś, co teraz opisałeś, jest ponad ludzkie siły, nawet moje.

- Więc co? – Harry spiorunował dyrektora spojrzeniem. – Mam uwierzyć, że te bariery były tak proste tylko przez brak kompetencji i niezbyt inteligentne rozwiązania?

- Harry – westchnął Albus. – Profesorowie w Hogwarcie należą do najznamienitszych umysłów w swoich wybranych dziedzinach.

- Które nie zawierają w sobie ochrony przedmiotów? – zapytał sarkastycznie Harry.

- Dokładnie tak – zgodził się Dumbledore, wzruszając ramionami. – Próbowali, ale ich entuzjazm jest niczym w porównaniu z wiedzą i doświadczeniem.

- To nadal mnie nie satysfakcjonuje – odpowiedział płasko Harry, zaczynając się uspokajać. – Weźmy na warsztat zadanie Snape'a, po co w ogóle zostawiać poprawny eliksir? Czemu nie napisać zagadkę i zostawić butelki wypełnione tylko trucizną?

- Idąc twoim tokiem rozumowania, dlaczego nie zostawić w pokoju samych fałszywych kluczy, dlaczego zamiast szachownicy, która pozwala sobą grać, nie można było stworzyć szachownicy, która atakuje wszystko, co się zbliża? – Dumbledore uśmiechnął się słabo. – Z radością odpowiedziałbym na te pytania, gdyby nie dwie rzeczy.

- Jakie rzeczy?

- Pierwszą rzeczą jest sprawa bezpieczeństwa. Jeśli tego nie wiesz, to nikt nie może ci wyjąć tej informacji z głowy.

- A jeśli mój umysł jest na tyle silny, żeby ochronić tę informację? – zapytał Harry.

- Wtedy powiedziałbym ci drugi powód i jeśli przetrwałbyś – Dumbledore wypuścił powietrze – odpowiedziałbym na wszystkie twoje pytania.

- Więc ten jeden raz pozwalam panu zajrzeć do mojego umysłu – odparł Harry. – Jestem gotowy na to pozwolić, żeby w końcu dojść do sedna wszystkiego.

- Postaram się zrobić to szybko – zapewnił swojego podopiecznego Albus. – Ja… ja nie mogę wejść. Wygląda to tak, jakby twój umysł wypełniała pustka. Podziwiam twoją technikę… nie widziałem jej nigdy wcześniej.

- Czy mój umysł jest wystarczająco bezpieczny, żebym w końcu mógł dowiedzieć się prawdy? – Harry zaczynał się niecierpliwić.

- Tak – zgodził się Dumbledore. – Ośmielę się stwierdzić, że masz jeden z najbardziej bezpiecznych umysłów w Europie.

- Jaki jest drugi powód? – ponaglił go Harry.

- Drugim powodem jest to, że nie wierzę, że chcesz go poznać. – Dumbledore uniósł dłoń, żeby tymczasowo uciszyć głos sprzeciwu ze strony Harry'ego. – Czasami niewiedza to błogosławieństwo, wierzę, że byłbyś szczęśliwszy nie znając tej prawdy.

- Niech pan już powie – rozkazał Harry, czując, że jego temperament zaczynał się budzić.

- Skoro tego chcesz – poddał się Dumbledore. – Wierzę, że uważasz powstrzymanie Toma przed zabraniem kamienia filozofów za jeden ze swoich największych osiągnięć, prawda?

- Nie do końca, zaliczyłbym to raczej do grupy „warte do zapamiętania" – zgodził się Harry. – Niech pan już nie owija w bawełnę.

- To, co ci powiem, musi zostać tajemnicą przynajmniej do końca wojny i sugerowałbym, żebyś zostawił powiedzenie o tym komukolwiek przynajmniej do czasów twojej starości, kiedy to nie będzie już miało znaczenia.

- Wezmę pod uwagę pana rady. – Harry zmrużył oczy. – Proszę kontynuować.

- Jeden z moich przyjaciół powiedział kiedyś coś w stylu, że „prawda jest tak cenna, że powinna być stale chroniona przez wachlarz kłamstw". To, co ci teraz powiem, wiedzą tylko dwie osoby i w żaden sposób nie uwłacza twoim osiągnięciom, Harry. – Dumbledore oblizał usta. – Nie ocaliłeś kamienia filozoficznego, on nigdy nie był zagrożony.

- Co? – Brwi Harryego uiosły się prawie do linii włosów. – Co ma pan na myśli, mówiąc, że nigdy nie był zagrożony?

- Kamień nigdy nie opuścił boku swojego stwórcy. Nigdy nie wierzyłem, że tej jednej nocy, w domu twoich rodziców, Tom został pokonany na zawsze. Uknułem więc pułapkę. – Dumbledore wziął głęboki wdech. – Powiedziałem twoim nauczycielom, że potrzebuję ich, żeby stworzyli system zabezpieczeń dla nieznanego im przedmiotu. Z radością pomogli, w końcu dla nich to było oczywiste, że mając tak ważne zadanie, zwrócę się do nich, najwybitniejszych umysłów naszego świata.

- Nigdy im nie przyszło do głowy, że pokolenia najlepszych mistrzów od zabezpieczeń spędziły dekady na udoskonalaniu zabezpieczeń Gringotta, tworząc tym samym najbezpieczniejsze miejsce na ziemi? – zapytał zszokowany Harry.

- Niestety nie – przyznał Dumbledore. – Obawiam się, że duma przyćmiła ich zdrowy rozsądek.

- Więc stworzył pan pułapkę na starego Voldiego?

- Tak – odparł Albus. – Gdyby to było zbyt proste, Tom zacząłby coś podejrzewać, a gdy dotarł do ostatniego zadania…

- Nic nie podejrzewał. – Harry zaczął patrzeć na swojego dyrektora z niechętnym podziwem. – Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co pan poczuł, gdy wrócił pan do szkoły i dowiedział się, że pana misternie ułożony plan został zniszczony przez trójkę pierwszaków, którzy mimo wszystko chcieli dobrze.

- Przyznam, nie byłem zbytnio zachwycony – przyznał Albus. – I nie mogłem się przyznać do tego planu z dwóch powodów.

- Bo pokazałby pan światu, jaki sprytny i podstępny pan jest. I może też dlatego, że nie byłoby najlepszym pomysłem powiedzenie grupce dzieci, że narazili swoje życie na marne. – Harry pokręcił głową. – Niezły numer z pana.

- Jest jeszcze fakt, że nie chciałem, żeby Tom wiedział, że prawdziwy kamień jest jeszcze dla niego dostępny. Przepraszam, Harry, miałem nadzieję, że nigdy się nie dowiesz i że będę mógł zabrać ze sobą tę tajemnicę do grobu.

- Dlaczego?

- Nie przynosił ci otuchy fakt, że to ty powstrzymałeś szaleńca przed zdobyciem kamienia filozofów? – Ramiona dyrektora opadły. – Wybacz mi, ale nie chciałem ci jej odbierać.

- Ty. – Twarz Harry'ego zaczęła się robić czerwona. – Ty. – Z oczu zaczęły mu lecieć łzy. – Ty.

Albus zamknął oczy, czekając na tyradę, na którą wiedział, że sobie zasłużył.

- Hahahahahahahahahahahahahahahaha.

Dumbledore otworzył szeroko oczy i obserwował, jak jego uczeń próbuje się opanować.

- Ty stary kombinatorze. – Harry otarł łzy.

- Nie jesteś zły? – zapytał ostrożnie Albus.

- Zły? Matko, nie. Nie uśmiałem się tak… - Harry podrapał się po brodzie. – Dobra, nie jestem zły.

- Um, to chyba dobrze?

- Do widzenia, profesorze. Lepiej sobie pójdę, zanim nie najdzie mnie pokusa zadania panu kolejnego pytania. Obawiam się, że żebra by mi pękły, gdybym jeszcze raz miał przeżyć taki napad śmiechu.

- W takim razie życzę ci dobrej nocy. – Dyrektor nie do końca był pewien, co się właśnie wydarzyło. – I śmiało kontaktuj się ze mną, gdybyś czegoś potrzebował.

I tak zbliżamy się do końca.

Ogłoszenia parafialne:

Salianna i Nana16210 za betę i upominanie się o rozdział i grożenie topieniem w dziwnych miejscach.

Toudix: ja jestem strasznym leniem, a Harry sobie poradzi. Mały spoiler, w następnym rozdziale Harry się trochę nasłucha o swoich przygodach.

Arily: Harry wrócił jak widać. Troszeczkę zmieniony, ale nie można się mu dziwić. I tak, terminy robią swoje.

Basia: Jejku, cieszę się bardzo, że się podoba :3

Q: Przebraliście się na Halloween?

A: Nie miałam zbytnio okazji, ale na upartego mogłam zostać uznana za wiedźmę/nietoperza xD

I tak, udanego Halloween, Dziadów, Samhain :3

Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!

OMAKE 1

Prychając cicho, samica rogogona węgierskiego szybko opuściła głowę i częściowo przykryła ją skrzydłem. Całe jej ciało drżało od z trudem powstrzymywanego śmiechu, gdy obserwowała jak kolejny młody smoczek próbuje zaimponować rówieśnikom, tylko po to, żeby ostatecznie zaorać pyskiem w ziemię. „Dobrze im tak" pomyślała sobie z satysfakcją smoczyca, relaksując się z powrotem w swoim gnieździe. „Powinni się byli mnie posłuchać, gdy mówiłam im, żeby ten jeden raz odpuścili sobie wyścig." Unosząc głowę po raz kolejny, wciągnęła głęboko powietrze, próbując uchwycić ten przelotny, ale znajomy zapach. „Przynajmniej tym razem nie chce nic od moich jaj."

OMAKE 2

- Co mamy dzisiaj w planach? - zapytała Pomocnica.

- Jak to co? To samo, co robimy codziennie, spróbować zbudować lepszą pułapkę na myszy. Nadal nie mogę uwierzyć, że pozwoliłaś tym dwóm myszom uciec.

- Ale one były takie urocze i przytulaśne, zwłaszcza ta wysoka, gdy powiedziała „narf".