Rozdział 43.

Skrzaty, plotki i pokazy + 2 omake

Oczy Harry'ego odmawiały posłuszeństwa. Za każdym razem, gdy już się odprężał, jeden z jego kolegów w dormitorium ruszał się we śnie, albo wydawał z siebie dziwne odgłosy. Już sam dźwięk ich oddechów doprowadzał go do szału. Po przeżyciu tylu ataków na jego osobę, zrelaksowanie się w większym gronie ludzi wydawało się mu niemożliwe… nawet jeśli byli to ludzie, którym ufał. Wzdychając, Harry wstał i przeszedł przez pokój. W tej szkole musiało być przynajmniej jedno miejsce na tyle bezpiecznie, że bez większych problemów mógłby sobie uciąć drzemkę. Może Zgredek mógłby mu później pomóc znaleźć coś bardziej permanentnego. Albo poprosi Profesora, on na pewno coś wymyśli. Wychodząc ze swojego pokoju, Harry udał się w kierunku kuchni, aby znaleźć specyficznego skrzata.

- Hej, Zgredku – powiedział Harry, wchodząc do kuchni. – Mogę z tobą chwilę porozmawiać?

- Harry Potter chce porozmawiać z Zgredkiem? – Mały skrzat był bardzo podekscytowany.

- Tak. Chciałbym poprosić o przysługę i coś ci zaproponować.

- Jaką przysługę, Harry Potter sir? – Zgredek uśmiechnął się.

- Mogę najpierw przedstawić ci moją propozycję? – Harry uśmiechnął się nerwowo. – Chcę ci zaproponować pracę.

- Harry Potter chce, żeby Zgredek został jego skrzatem? – Zgredek ożywił się.

- Nie miałbym nic przeciwko – odparł Harry, kręcąc głową. – Ale miałem na myśli coś innego.

- Co takiego, Harry Potterze sir?

- Na początku muszę ci coś powiedzieć. – Harry przykucnął, aby spojrzeć skrzatowi w oczy. – Jestem Panem Blackiem.

- Pan Black to Harry Potter, sir? – Uśmiech Zgredka zajął mu prawie całą twarz. – Zgredek wiedział, że Harry Potter to wielki i potężny czarodziej. Zgredek wiedział.

- To tajemnica – Harry wyszeptał do skrzata. – Ale wiem, że mogę ci zaufać.

- Tak, Harry Potter sir – zgodził się Zgredek. – Zgredek nigdy nikomu nic nie powie.

- Zastanawiałem się, czy chciałbyś mi może pomóc w pilnowaniu porządku na świecie? – Harry wyciągnął odznakę. – Pamiętam, co zrobiłeś Lucjuszowi Malfoy'owi, gdy mi groził i wiem, że ty nigdy nie wykorzystałbyś tej władzy.

- Tak, Harry Potter sir. – Zgredek zaczął kiwać głową tak mocno, że Harry bał się, że zaraz mu odpadnie. – Zgredek będzie pracował dla Harry'ego Pottera.

- Dobrze – odparł Harry. – Teraz przysługa. Cóż, nie mogę spać w dormitorium. Nie znasz może miejsca, w którym mógłbym spokojnie i bezpiecznie odpocząć?

- Zgredek zna, Harry Potterze sir. – Zgredek wolno kiwnął głową. – Zgredek może pomóc… ale co z Mrużką?

- Chciałbyś, żebym jej pomógł? – Harry wziął głęboki wdech.

- Tak, Harry Potter sir. Zgredek martwi się o Mrużkę.

- Mam pewien pomysł na to, jak uszczęśliwić Mrużkę. – Harry przygryzł dolną wargę. – Powiedz jej, żeby przyszła jutro ze mną porozmawiać.

- Dobrze, Harry Potter sir. – Zgredek uśmiechnął się. – Niech Harry Potter idzie za mną.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Dobry wieczór, madame Bones. – Peter starał się brzmieć na pewnego siebie. – Przyszedłem do pani, żeby zawrzeć z panią umowę. Chcę zmienić strony.

- Na jaką umowę miałeś nadzieję? – westchnęła Amelia, wiedziała, że popełniła błąd spotykając się z tym głupkiem.

- Chcę immunitetu – odparł Glizdogon. – I chcę, żeby mnie przeniesiono do innego kraju.

- Nie. – Amelia zasygnalizowała swoim aurorom gotowość do wyjścia.

- Nie? – Glizdogon był w szoku. – Ale mam ważne i cenne informacje.

- To miło – powiedziała Amelia. – Co powiesz na to. Zamknę cię w małej celi z daleka od jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi, a ty mi powiesz wszystko, co wiesz.

- Chyba nie sądzisz, że na to przystanę – prychnął Peter.

- Alternatywą jest oddanie cię w ręce Pana Blacka… słyszałam, że chce z tobą o czymś porozmawiać.

- Zgoda – zgodził się szybko Peter. – Teraz zabierzcie mnie stąd i trzymajcie Blacka z dala ode mnie.

- Słyszeliście go – rozkazała Bones. – Zabrać go… znajdźcie mu jakąś malutką celę.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

Harry, razem z przyjaciółmi, wszedł do klasy OPCM. Sprawnym wzrokiem, Harry ocenił nowego nauczyciela. Brązowe włosy, około trzydziestki, a na twarzy głupi uśmiech.

- Dzień dobry, klaso – przywitał ich nowy nauczyciel ochrony przed czarną magią. – Nazywam się Sidney Hamilton. Przez kilka lat byłem aurorem, oraz brałem udział w zawodowych pojedynkach. Jednak powodem mojej sławy jest to, że napisałem kilka tekstów dotyczących obrony oraz pojedynkowania. Niektóre z nich znajdują się w tym roku w wykazie podręczników. Nie mogę się doczekać, żeby zacząć was uczyć. Zacznijmy może jednak od pytania. Kto jest najniebezpieczniejszą osobą na tej planecie?

Kilkoro studentów uniosło ręce. Ostatecznie, nowy nauczyciel wybrał Rona.

- Pan Black – odparł Ron.

- Dobrze – potwierdził nauczyciel. – Pięć punktów za poprawną odpowiedź. Prawdą jest, że Pan Black uważany jest za niebezpiecznego człowieka, ale na szczęście mamy możliwość wiele się od niego nauczyć. Czy ktoś pamięta incydent między Panem Blackiem, a wampirami w Transylwanii? Rozdział czternasty w waszych podręcznikach „Czarne lato".

I tym razem w górę uniosło się wiele rąk i padło na Neville'a.

- Pan Black został zdradzony przez jednego z mieszkańców miasteczka i przekazany wampirom – odparł Neville. – Chcieli go zabić i wypić jego krew, ale Pan Black zrobił to, co umie najlepiej… zabił ich.

- Bardzo dobrze – zgodził się profesor Hamilton. – Dziesięć punktów. Ważnym szczegółem jest fakt, że to wydarzenie dało nam wgląd do tego, jak Pan Black lubi się pojedynkować. Widać, że woli prostsze zaklęcia, takie jak Reducto.

- Ale co z czarną masakrą? – zapytał jeden uczniów. – Użył wtedy wielu zaklęć.

- Prawidłowo. Znany jest też z tego, że czasami używa nieznanych zaklęć o ogromnej sile, ale czy ktoś pamięta jakiego zaklęcia użył, żeby pozbyć się wampirów?

- Zaklęcia kosmetycznego – odpowiedziała Lavender. – Takiego do opalania.

- Prawidłowo. – Nauczyciel gotowy był zacząć śpiewać. – Pokazał nam, że proste zaklęcia mogą zostać użyte w różny sposób. Widzicie, Pan Black woli używać takich zaklęć, gdy próbuje rozwiązać konflikty i problemy. Takie podejście ma kilka zalet. Po pierwsze, pozwala to na zachowanie energii. Po drugie, wiele prostych zaklęć jest szybkich w obsłudze i nie wymagają zbytniego zastanawiania się. Po trzecie, przeciwnik nie spodziewa się takiego zaklęcia, czyli nie może się przygotować do jego odbicia.

- Dlaczego Black ich używa? – zapytał inny uczeń. – Ma mnóstwo mocy, jest wystarczająco szybki na jakiekolwiek zaklęcia i zna nieznane wszystkim innym zaklęcia.

- Doskonałe pytanie – powiedział Hamilton z uśmiechem. – Prosta odpowiedź jest taka, że nikt nie wie, dlaczego Pan Black robi cokolwiek. Niektórzy twierdzą, że całe lato, to był jeden wielki trening. Ponoć Black miałby nam pokazywać jak być lepszym. Tę teorię popiera wielu aurorów, przypisanych do Pana Blacka, którzy twierdzą, że często zdarzały się sytuacje, w których otrzymywali rady od niego dotyczące tego, jak polepszyć swoje umiejętności… Teraz, proszę, otwórzcie na stronie…

Harry spędził czas na lekcji jak na autopilocie. Dzięki bliźniakom miał jakieś pojęcie na temat tego, jak czarodziejski świat postrzegał jego alter ego. Jednak nic nie przygotowało go na to… teraz ciężko będzie nie wybuchnąć śmiechem za każdym razem, gdy ktoś powie „Pan Black".

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Halo? – Profesor zapukał do drzwi ogromnej posiadłości. – Jest tu ktoś?

- Co mogę dla pana zrobić? – Starzec z długą brodą otworzył mu drzwi.

- Jestem Profesor – przedstawił się Profesor. – Przyszedłem z panem porozmawiać, jeśli ma pan na imię Nicholas.

- Mam tak na imię – odparł starzec. – O czym chciałby pan porozmawiać?

- Pan Black – powiedział Profesor – chciałby zaoferować panu pracę.

- Co miałoby być w tej ofercie?

- Nowe życie – powiedział prosto Profesor. – Razem żoną żyjecie na pożyczonym czasie odkąd dopuściliście do szerszego grona wiadomość, że kamień został zniszczony.

- Jak się pan tego domyślił? – zapytał wolno Flamel.

- Jeszcze trochę i przestaną wam wierzyć, że zostało wam mało czasu. W końcu ktoś albo doda dwa do dwóch, albo stwierdzi, że macie wystarczająco dużo soku życia na jeszcze długi żywot. – Profesor uśmiechnął się. – My oferujemy wam nowe życie, w nowym, bardzo bezpiecznym miejscu. Dla pana, dla pana żony i dla kamienia.

- Podejrzewam, że za to chcielibyście dostać nasz kamień na przechowanie? – westchnął Nicholas.

- Wcale nie – zaprzeczył Profesor. – Był z wami bezpieczny przez tyle czasu, dlaczego mielibyśmy to zmieniać?

- Dlaczego chcecie, żebyśmy z wami poszli?

- Dwa powody – odparł Profesor. – Po pierwsze, chcemy upewnić się, że kamień będzie jeszcze bezpieczniejszy. Ja nie wiem, jakie środki ostrożności pan podjął, aby chronić kamień. Pan nie wie, jaki zabezpieczenia mamy na wyspie. Po drugie i ważniejsze… miło byłoby mieć alchemika na wyspie.

- Co?

- Alchemika – powiedział Profesor trochę głośniej. – Mamy Mistrzynię eliksirów, która jest też dobra w zaklęciach i inżynierii. Mamy mnie, magicznego inżyniera. Mamy Mechanika, który wpada od czasu do czasu. Mamy Architekta goblina. Mamy wspaniałą Doktor. Wydaje mi się, że pasowałby pan idealnie. Niech pan sobie wyobrazi te wszystkie rzeczy, które wspólnie moglibyśmy stworzyć.

- Jakiego rodzaju macie zasoby? – Nicholas mimowolni zaczynał się ekscytować.

- Mamy trochę rzadkich i wyjątkowych książek, największy zbiór egipskich skryptów i książkę kucharską z Atlantydy.

- Książkę kucharską?

- To było jedyne, co Pan Black zabrał, gdy zszedł do ruin zaginionego miasta. – Profesor wzruszył ramionami. – Mamy jednak plany, żeby ponownie urządzić wyprawę w tamte strony i zebrać więcej starożytnej wiedzy.

- Pozwólcie mi to przedyskutować z żoną – zaproponował Nicholas. – W jaki sposób mogę się z wami skontaktować?

- Tak. Już. – Profesor podał mu zapalniczkę. – Instrukcje są wygrawerowane na odwrocie. Proszę tylko zadzwonić do mnie, czyli do Profesora.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Witajcie w nowo przemianowanym klubie zaawansowanej nauki OPCM. – Harry uśmiechnął się. – W tym roku skupimy się na przeżyciu.

- Co masz na myśli? – Jeden z uczniów uniósł rękę.

- Mam na myśli to, że tu będziemy się uczyć jak przeżyć atak śmierciożerców. – Harry uśmiechnął się. – Albo przynajmniej dam wam możliwość, żeby wam w tym pomóc… Nie chcę, żeby ktokolwiek tutaj zginął.

- Za późno, Potter. – Uczniowie wrzasnęli, gdy do pokoju wpadło dwóch mężczyzn w czarnych szatach. – Przygotuj się na śmierć.

- Reducto. – W mgnieniu oka w dłoni Harry'ego pojawiła się różdżka. – Reducto, reducto, reducto.

Jeden z śmierciożerców upadł na ziemię, gdy zaklęcie eksplodowało jego płuca. Drugi śmierciożerca zaczął wrzeszczeć bólu, gdy zaklęcie zamieniło kawał jego nogi w pluchę mięsa.

- Tego was będę uczył. – Harry zbliżył się do śmierciożercy wolnym krokiem. – To są sytuacje, z którymi chciałbym, żebyście umieli sobie poradzić na koniec roku.

- Nie ujdzie ci to płazem, Potter. – Śmierciożerca próbował się bronić po raz ostatni.

Harry nadepnął na rękę mężczyzny i skierował swoją różdżkę na jego głowę.

- Reducto… pytania?

- Na Merlina. – Jeden z uczniów zgiął się wpół i opróżnił zawartość żołądka. – Zabiłeś ich.

- Tego was nauczę na tych zajęciach. – Twarz Harry'ego równie dobrze mogła zostać wyrzeźbiona w kamieniu. – Każdego, kto się z tym nie zgadza… cóż, drzwi są tam.

Około połowa zebranych uczniów zabrała swoje rzeczy i wyszła, zostawiając Harry'ego z jego grupą przyjaciół i kilkoma innymi osobami.

- Dobrze. Możemy zaczynać.

- Um. – Ron był blady jak ściana. – Myślisz, że powinniśmy zrobić coś z… nimi?

- Śmierciożercami? – Harry uniósł brew. – Chyba tak… już ich nie potrzebuję.

Pozostali uczniowie patrzyli jak ciała i krew zniknęła.

- Harry, co się stało? – Hermiona patrzyła na to wszystko w szoku.

- To pokój życzeń. – Harry wzruszył ramionami. – Poprosiłem o parę śmierciożerców do demonstracji.

- Nie wiedziałam, że ten pokój może tworzyć ludzi. – Hermiona przełknęła ślinę.

- I chyba tego nie może. – Harry ponownie wzruszył ramionami. – Wydaje mi się, że po prostu znalazł parę i ich tu przyniósł. W każdym razie, dostałem to, co chciałem.

Zebrani uczniowie zbledli na samą myśl o konsekwencjach, które były efektem słów Harry'ego.

- Na początek – zaczął Harry. – Ta grupa podzielona będzie na dwie części, ta pierwsza będzie uczyć się tego, co wam pokazałem przed chwilą.

- A druga? – zapytała nerwowo dziewczyna z czwartego roku.

- Druga skupi się na bardziej zaawansowanych rzeczach. – Harry uśmiechnął się. – Ale ostrzegam, nie chcę, żeby którykolwiek z was został śmierciożercą i wykorzystywał to, czego się tu nauczy przeciwko zwykłym ludziom. Jeśli to zrobi… cóż, chyba wiecie, co wtedy zrobię.

- Coś jest nie tak z Harrym – wyszeptała Hermiona do Rona. – Odkąd zaczęła się szkoła, strasznie się od nas odsunął.

- A czego się spodziewałaś? – odszeptał Ron. – Nie widzieliśmy go całe wakacje, wszyscy chodzimy wokół niego na palcach, nie chce nam powiedzieć, co robił przez te wakacje, boi się, że go o to zapytamy, a my staramy się tego unikać.

- Może? – Hermiona nie była pewna.

- Daj mu kilka tygodni i wszystko wróci do normy – powiedział Ron.

- Spójrzcie na osobę po waszej prawej stronie… teraz po lewej, przed wami i za wami – rozkazał Harry. – Czy każdy widzi w tym pomieszczeniu osobę, za którą mógłby oddać życie?

Wszyscy studenci kiwnęli głową zażenowani, z wyjątkiem Puchonów, którzy zrobili to bez jakichkolwiek wątpliwości.

- To dobrze – kontynuował Harry. – Ale czy moglibyście dla niej zabić?

Na to pytanie wszyscy stracili pewność siebie i wielu spojrzało na swoje stopy.

- To, co tu robię jest straszne – westchnął Harry. – Okropna zbrodnia. Tak ustawiłem tę demonstrację, żeby pokazać wam, jak wygląda zabijanie i że nie jest to czysta sprawa. Teraz muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby was przygotować na sytuacje, w których wy będziecie musieli zrobić to samo. Chciałbym, żebyście pomyśleli o dwóch rzeczach. Pomyślcie o swoich ukochanych osobach, o tych, za których moglibyście zginąć i pomyślcie o martwych śmierciożercach, którzy nie będą mogli zrobić im krzywdy. – Harry wziął głęboki wdech i z pełną świadomością zajrzał w oczy każdej zgromadzonej osobie. – Niektórzy z was wiedzą, co się wydarzyło rok temu. To się nie powtórzy. Jeśli będę miał coś do powiedzenia, nie rzucę żadnego z was w niebezpieczną sytuację… Uformujcie dwie linie i poćwiczcie cel za pomocą reducto.

- Jesteś pewien, że to było konieczne, Harry? – zapytała cicho Hermiona, starając się, żeby nikt nie podsłuchiwał.

- Nie – odparł szczerze jej przyjaciel. – Ale nie jestem też pewien, czy aby to było niekonieczne. Przezorny zawsze ubezpieczony.

Harry nadzorował uczniów, którzy ćwiczyli zaklęcia. Pozwolił im na to przez kilka dobrych minut, poczym w końcu zdecydował się przerwać to zadanie.

- Na dzisiaj wystarczy – krzyknął Harry, starając się przekrzyczeć gwar rzucanych zaklęć. – Dam wam znać, gdy będę wiedział kiedy odbędzie się następne spotkanie. Czy grupa zaawansowana mogłaby jeszcze chwilę zostać?

Ekipa z Ministerstwa zebrała się wokół Harry'ego i patrzyła na niego z oczekiwaniem.

- Nic nie mówcie – rozkazał Harry. Razem obserwowali jak Harry wyciągnął różdżkę i rzucił kilka nieznanych im zaklęć. Widząc spojrzenia kolegów, Harry szybko wyjaśnił. – Zaklęcia prywatności.

- Czemu je rzuciłeś? – zapytał Ron z dziwnym wyrazem twarzy. – Jesteśmy tu bezpieczni, prawda?

- Nie wiem – odpowiedział szczerze Harry. – Rok temu myślałem, że jestem bezpieczny i wszyscy wiemy, jak się to skończyło. Ale to był też taki wstęp do tego, co będziemy robić. Na początek nauczę was tego przydatnego zaklęcia, które zostało stworzone całkiem niedawno. Daje ono tymczasowe bariery wokół waszych umysłów, które będą zapobiegać zwykłym atakom.

- To dlatego nie masz w tym roku zajęć z Snapem? – zapytała szybko Ginny.

- Tak, używam innej metody. – Harry zignorował wyraz zaciekawienia na twarzy przyjaciółki. – Proponowałbym, żebyście używali tego zaklęcia przed każdym spotkaniem z dyrektorem i przed każdymi zajęciami z eliksirów. Oni obaj mają gdzieś potrzebę prywatności, gdy coś nie idzie po ich myśli. Jakieś pytania? Dobrze, kto chciałby spróbować pierwszy?

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

- Chciał pan rozmawiać z Mrużką, Harry Potter? – odezwała się skrzatka, która z uporem wpatrywała się w stopy.

- Zgredek powiedział, że nie odpowiada ci praca tutaj – odparł Harry. – Chciałbym wiedzieć dlaczego?

- Mrużka tęskni za swoją rodziną – pisnęła zapytana. – Mrużka tęskni za jej Bartym, zły z niego chłopiec, ale był chłopcem Mrużki.

- Gdybym poprosił, żebyś pracowała dla mnie, to nadal byłabyś nieszczęśliwa. – Harry uklęknął, żeby spojrzeć Mrużce w oczy. – Chciałabyś zając się swoim Bartym?

- Tak, Harry Potterze – zgodziła się Mrużka. – Ale biedny Barty nie żyje.

- Został pocałowany – poprawił ją Harry. – Ale jego ciało nadal żyje, trzymają je na specjalnym oddziale w świętym Mungu. Chciałabyś się nim zająć?

- Tak, Harry Potterze – odparła Mrużka, do której zaczynało powoli wracać życie. – Mrużka bardzo by chciała.

- Mam szpital – odezwał się Harry. – Mógłbym go użyć, żeby przenieść tam Barty'ego, chciałabyś, żebym go tam przeniósł?

- Tak, Harry Potterze.

- W porządku. Chciałabyś pomóc w szpitalu? Masz duże doświadczenie w opiece nad ludźmi, a opieka nad Bartym nie będzie zabierać ci dużo czasu.

- Tak, Harry Potterze – zgodziła się szybko Mrużka.

- Możesz skoczyć do Munga i zabrać Barty'ego, czy potrzebujesz z tym pomocy? – Harry nie był zbytnio zadowolony ze swoich czynów, ale stwierdził, że przeżyje z tym brzemieniem, jeśli wyciągnie to skrzatkę z depresji. Dodatkowym bonusem było to, że Doktor będzie miała pod ręką bardziej doświadczoną pomoc.

- Tak, Harry Potterze – odparła Mrużka. – Mrużka pójdzie to zrobić teraz.

Harry patrzył jak skrzatka się aportuje i wyciągnął swoją zapalniczkę.

- Profesorze.

- Tak, mój przyjacielu. Co mogę dla ciebie zrobić?

- Uprzedź Doktor, że skrzat domowy i ciało pojawią się u niej w szpitalu. Skrzatka jej pomoże, jeśli przechowamy ciało.

- Czy ciało nadal żyje? – Głos Profesora brzmiał dziwnie.

- Został pocałowany – odparł Harry. – Chciałem też zapytać, czy można stworzyć różdżkę, która może strzelać tylko nieśmiercionośne zaklęcia? Miałem pomysł na coś, co mógłbym użyć do ćwiczenia reduto, ale nie martwiąc się, że coś się stanie mojemu przeciwnikowi.

- Jaki efekt miałoby mieć to zaklęcie? – Profesora zaintrygował ten pomysł.

- Symulacja szkody, jeśli to w ogóle możliwe – odparł Harry. –Na przykład, gdybym trafił kogoś w ramię, to ta osoba nie mogłaby używać tej ręki. Może poczuła trochę bólu.

- Mogę nałożyć iluzję rany – zadumał się profesor. – Sprawić, żeby wyglądała i pachniała jak prawdziwa rana.

- Jak szybko możesz coś takiego zrobić? – zapytał cicho Harry.

- Nie potrwa to długo – powiedział Profesor. – Takie zaklęcia nie są zbyt skomplikowane, do czego są ci potrzebne?

- Do ćwiczenia pojedynków – odparł szybko Harry. – Chciałbym co najmniej dwa tuziny.

- Niedługo je pewnie dostaniesz… jakiego koloru mają być?

- Jaskrawy pomarańczowy – powiedział Harry po chwili zastanowienia. – Chyba najlepiej by było, żebym mógł od razu odróżnić prawdziwą różdżkę od tej sztucznej. Tak będzie bezpieczniej.

No i mamy rozdział 43.

Z poślizgiem (za który przepraszam), ale taka niestety złośliwość rzeczy martwych czasami.

Ogłoszenia parafialne:

Salianna: dzięki za betę i żeby ci się komputery, telefony i inne urządzenia nie blokowały ;)

Nana16210: za popędzanie i grożenie śmiercią wielkie dzięki.

A teraz pytanie: Chcę zrobić sobie tatuaż. A konkretnie chcę gumową kaczuszkę (ciekawe czemu). Dobry pomysł czy nie bardzo?

Omake 1:

- Jaki jest ulubiony kolor Pana Blacka? – Profesor Hamilton rozejrzał się po klasie.

- Jest prawie tak źle jak na drugim roku – wymamrotał do siebie Harry.

- Panie Longbottom?

- Czarny, proszę pana – odparł Neville.

- Dobrze. Ktoś może mi powiedzieć, jaka jest ulubiona potrawa Pana Blacka?

- Bijące ludzkie serca? – zgadł jeden z uczniów.

- Szczęście? – zgadł inny.

- Dementorzy?

- Nie. – Hamilton pokręcił głową. – Poprawna odpowiedź to… ludzkie dusze, ale byliście blisko. Wszystko, co podaliście, to rzeczy, które Pan Black lubi, ale nie są jednak jego ulubioną potrawą.

- Co do jasnej… - wyszeptał Harry. – Wiedziałem, że są głupi, ale że aż tak?

- Okej, następne pytanie. Jakie Pan Black ma hobby?

- Zabijanie śmierciożerców?

- Zabijanie w ogóle?

- Uszczęśliwianie grup wil?

- Uszczęśliwianie grup wil jednocześnie zabijając?

- Prawidłowo – krzyknął nauczyciel OPCM. – Pan Black uwielbia uszczęśliwiać grupy wil, jednocześnie zabijając innych.

Omake 2:

- Dyrektorze, już rozumiem, dlaczego zwala pan los całego naszego narodu na tego prawie-charłaka Pottera – powiedział Snape z wyrazem twarzy, który świadczył o oświeceniu, jednak jednocześnie nie pasując do bladej twarzy nauczyciela.

- Tak? Czemu? – zapytał Dumbledore, wrzucając cytrynowego dropsa do buzi. Mmm, smak Grindelwalda.

Severus przytknął do siebie opuszki palców i oparł o nie podbródek.

- Potter… - powiedział i zamilkł dla lepszego efektu – to Pan Black.

Dumbledore zakrztusił się cukierkiem, wypluł go na ziemię, zbladł, a następnie dostał zawału serca na podłodze. Przecież Harry to jego niewinny, poszukujący przygód, nieseryjny morderca!

Mistrz eliksirów obserwował to przez kilka dobrych minut z krzywym uśmiechem na twarzy.

- Teraz już wiesz, co czułem, gdy mi powiedziałeś, że Potter to nasz przepowiedziany zbawca. Prima aprilis!

Nagle odzyskując przytomność, Albus wspiął się na krzesło i spiorunował Snape'a spojrzeniem.

- Nie mamy nawet kwietnia – powiedział Dumbledore bez emocji.

- No i? Należało ci się – warknął Snape i bez większych ceregieli wyszedł z gabinetu, powiewając swoją peleryną.

Wkurzony dyrektor skierował swoją różdżkę w stronę drzwi i zaśmiał się, gdy dobiegł go krzyk. Schody prowadzące do jego gabinetu zniknęły… tak o.

Tymczasem…

Na pokładzie zeppelina, Pomocnica spojrzała na kręcące się urządzenie.

- Profesorze! – krzyknęła. – Odkryli tożsamość Harry'ego.

Niech żyje Święta Kaczka i do następnego.