Rozdział 46

Rodzina, konspiracje i ślub.

W ten pogodny, słoneczny dzień cały klan Weasleyów, razem ze swoimi osobami towarzyszącymi, zgromadził się w ogrodzie za domem, szykując się do podróży.

- Czy wszyscy wszystko mają? – krzyknęła Molly, po raz ostatni upewniając się, że grupa zabrała wszystko, co potrzebne przed uruchomieniem świstoklika.

- Wszyscy wydają się gotowi, mamo – odezwał się Charlie.

- Fred, George? – Molly uniosła brew.

- My jesteśmy gotowi – potwierdzili bliźniacy.

- Mogłaby pani spojrzeć na moje włosy? – zapytała szybko Hannah. – Chyba dobrze je upięłam, ale nie jestem już pewna…

- Dobrze, kochanie, już patrzę – zgodziła się Molly.

- Dziękuję, że pozwoliła mi pani się z wami zabrać – powiedziała Hannah. – Nie mogę uwierzyć, że zostawiłam moje formalne szaty w domu.

- Nie było powodu, żebyś zabierała je ze sobą do Hogwartu – powiedziała Molly.

- Wiem, ale… nie wiem, wydaje mi się, że powinnam być bardziej przygotowana – odparła Hannah.

- Jesteśmy tu wszyscy? – odezwał się Artur, zauważając, że jego żona skupiła się na jakimś tajemniczym kobiecym rytuale.

- Tak, tato – potwierdził Bill. – Mamy komplet.

- W takim razie ruszajmy – zadecydował Artur. – Niech wszyscy się tego złapią… ślub.

Świstoklik się aktywował i cała grupa poczuła pociągnięcie, które zaprowadziło ich do tajemniczej fortecy Pana Blacka.

Grupa wylądowała w pustym pokoju i wszyscy się nerwowo rozejrzeli. Kto wiedział, jaka mroczna kreatura mogła wyskoczyć zza rogu?

- Cześć mamo – powiedział Ron, który stał za nimi.

- Ron, Hermiono, Ginny… gdzie jest Harry? – zapytała Molly. Policzyła wszystkie dzieci i jednego jej brakowało. – Nie przyszedł?

- Przyszedł – potwierdził Ron. – Ale przez ten świstoklik zrobiło mu się niedobrze i teraz jest w łazience czy coś.

- Biedactwo – powiedziała ze współczuciem Molly. – Może powinnam go pójść poszukać?

- Wszystko będzie dobrze, mamo – powiedział Ron. – Już ktoś się nim zajął.

- Cóż… - Molly zacisnęła usta.

- I powinniśmy pójść do Penny – dodała Hermiona. – Nie ma jeszcze jej mamy i nie ma kto jej dotrzymać towarzystwa.

- Jest sama? – Molly zmarszczyła brwi. – Chodźmy do mojej przyszłej synowej.

- Lepiej, żeby Harry to docenił – wymamrotała Hermiona, idąc śladem za Molly.

- Mówiłaś coś, złotko? – zapytała Molly.

- Martwię się po prostu o Harry'ego – odparła ze sztucznym uśmiechem Hermiona.

- Na pewno wszystko z nim w porządku – powiedziała Molly. – Najważniejsze, żebyśmy dotarły do Penny i upewniły się, że jest gotowa.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

W innej części fortecy, Harry i Pomocnica odpoczywali przy herbacie.

- I wtedy wyszedł na zewnątrz i zobaczył yuki-onnu opalające się bez żadnych ubrań – powiedziała Pomocnica, z trudem powstrzymując śmiech. – Myślałam, że mu głowa wybuchnie, ale tylko wziął głęboki wdech i wrócił do środka. Następnie odwrócił się do mnie i powiedział… „okej, zwracam honor. Już wiem, czemu uważają Pana Blacka za boga płodności."

- Boga płodności? – zapytał Harry pomiędzy histerycznymi wybuchami śmiechu.

- Jakieś miasteczko w Bułgarii – odparła Pomocnica. – Coś o grupie wil… a ty, wydarzyło ci się coś ciekawego?

- Poza tym, że dowiedziałem się, jak cały świat postrzega moje wakacje? – zapytał z uśmiechem Harry. – Nie, wszystko spokojnie i cicho.

- A ja słyszałam coś o złamanej szczęce – Pomocnica zmarszczyła nos – i jakichś martwych śmierciożercach.

- Złamałem idiocie szczękę, bo przez niego Ginny wylądowała w skrzydle – powiedział szybko Harry. – I nie wydaje mi się, żebym naprawdę zabił tych śmierciożerców, to było w pokoju życzeń i nie wiem nawet, czy oni tam tak naprawdę byli.

- Pokój życzeń? – Pomocnica domagała się wyjaśnień.

- To taki pokój w Hogwarcie, który zapewnia ci wszystko, czego potrzebujesz – wyjaśnił Harry. – Przechodzisz obok trzy razy i myślisz o tym, czego potrzebujesz i pojawiają się drzwi.

- Och… więc myślisz, że to nie byli prawdziwi śmierciożercy? – zapytała Pomocnica.

- Nie, moje życie nie jest takie proste – zgodził się Harry. – Ale nikomu nie zaszkodzi, jeśli trochę popróbuję.

- A mógłbyś zrobić kilka magicznych pomiarów? – zapytała z nadzieją Pomocnica. – Taki pokój idealnie nadawałby się do testowania produktów w fazie wstępnej i prototypów.

- Jasne – zgodził się Harry. – Zobaczę też, czy może uda mi się poprosić go o pokazanie, jak został stworzony.

- Zapisz wszystko, co ci pokaże – powiedziała Pomocnica. – Ja z pewnością przekażę Architektowi wszystkie surowe dane.

- Po prostu uwielbiam jego wyraz twarzy, gdy pokazujemy mu nowe rzeczy, które ma wprowadzić – powiedział z uśmiechem Harry.

- Zupełnie jak dziecko w pokoju tekstami z eliksirów – zgodziła się Pomocnica.

- Racja… jakieś postępy z księgą z zaklęciami? – zapytał Harry.

- Jakieś postępy są. Ale chciałam z tobą porozmawiać o czymś innym.

- O czym?

- Wiele wydziałów Przestrzegania Prawa Czarodziejów z całego świata prosiło nas, żebyśmy przyjęli ich ludzi pod twój instruktaż – odparła Pomocnica. – Mówią, że są w stanie zrobić za to wszystko.

- Rozumiem… może się nam to przydać – powiedział powoli Harry.

- Też tak o tym pomyślałam. Nie byłam pewna tylko, jak mamy to zorganizować.

- Może zamiast mnie nauczania ich, niech oni uczą siebie nawzajem? – zaproponował Harry. – Niech każdy zaprezentuje swój zasób zaklęć i swoją specjalność.

- Trochę jak dodatkowa szkoła, ale dla profesjonalistów. – Pomocnica kiwnęła głową. – Ale co gdy wszyscy się wszystkiego nauczą?

- To się nigdy nie stanie. Za dużo ludzi i za dużo rzeczy do nauczenia. Możesz im powiedzieć, że od czasu do czasu mogę wpaść, żeby ich nauczyć czegoś obskurnego, na przykład jak zrobić atlantydzki omlet, czy jak wznieść starożytne egipskie zabezpieczenia.

- Kto wie – powiedziała Pomocnica, nakręcając się tym pomysłem. – Nikt nie wie, kiedy tajemniczy Pan Black miałby się pojawić i czego mógłby ich nauczyć. Nauczenie ich, jak zrobić atlantydzki omlet nieźle namiesza im w głowie.

- Upewnij się tylko, że wszyscy mają odznakę i że będą gotowi nam pomóc, jeśli o to poprosimy – kontynuował Harry. – Ale jeśli nie dacie rady z odznakami, to przynajmniej coś, co zakamufluje ich twarze, gdy tu będą.

- Dobry pomysł – zgodziła się Pomocnica. – To pozwoli ci uczęszczać na wybrane zajęcia i nikt nie będzie wiedział, że to ty.

- Staram się – powiedział Harry z rumieńcem na policzkach.

- Jakieś problemy ze sprzętem? – zapytała z uśmiechem Pomocnica.

- Nie. – Harry pokręcił głową. – Wszystko działa tak, jak należy… chyba.

- Dobrze. Mogę zobaczyć motocykl?

- Jasne. Po co?

- Jest uroczy – powiedziała Pomocnica. – I za nim tęsknię.

- Uroczy? – zapytał z niedowierzaniem Harry.

- Uroczy – potwierdziła Pomocnica. – Nikt ci nie mówił, że dziewczyny lubią konie?

- Nie pomyślałem o tym. Co ty na to. Zostawię ci go tutaj na jakiś czas, żebyś mogła dotrzymać mu towarzystwa – zaproponował jej Harry. – Przecież nie będę go potrzebował w Hogwarcie.

- Skoro tak mówisz – zgodziła się Pomocnica.

- Tak mówię.

- Mogę go nazwać? – zapytała z nadzieją Pomocnica.

- Jasne – powiedział Harry, wzruszając ramionami. – Jak chcesz.

- Taaak! Dzięki, Harry.

- Nie ma sprawy – powiedział z uśmiechem Harry. – Jeśli cię to uszczęśliwi.

- Wracamy do twoich znajomych? – zapytała cicho Pomocnica.

- Już czas na ślub? – zapytał Harry, sprawdzając zegarek.

- Nie. – Pomocnica pokręciła głową. – Nadal mamy trochę czasu.

- W takim razie wolałbym poczekać tu z tobą – odparł Harry. – To moi przyjaciele, ale…

- Rozumiem. Opowiedz mi trochę o nich, nie miałam okazji ich poznać i chciałabym wiedzieć, czego się spodziewać.

-o-o-o-o-o-o-o-o-o-

Dziewczyny poprowadziły Molly przez liczne korytarze do pokojów, które zostały przekazane Penny na czas ślubu.

- Penny – zawołała Molly, wchodząc do pomieszczenia. – Jesteś tu?

- Tak – odparła nerwowo Penny. – Dziękuję, że pani przyszła, pani Weasley.

- Mów mi „mamo", złotko. – Molly przyciągnęła do siebie młodą kobietę. – Jesteś częścią rodziny.

- Przepraszam. – Łzy zaczęły spływać Penny po policzkach. – Percy odszedł od was przeze mnie i tak bardzo mi przykro.

- Nie masz za co przepraszać – odparła Molly. – Teraz wytrzyj łzy i powiedz mi, kiedy ma przyjść na świat mój pierwszy wnuk lub wnuczka.

- Za dobre półtora miesiąca – odparła z wahaniem Penny.

- To wspaniale – powiedziała radośnie Molly. – Chciałabyś, żebym spędziła z tobą ten czas?

- Nie chciałabym się narzucać.

- Nonsens. – Molly krótko skwitowała obawy przyszłej synowej. – Dzieci są w szkole, a ja siedzę sama w domu cały dzień. Dobrze mi zrobi ponowne zajęcie się kimś.

- Nie będzie ci przeszkadzało mieszkanie w fortecy Pana Blacka przez jakiś czas, prawda? – zapytała Penny. Na policzki dziewczyny powracał kolor.

- Oczywiście, że nie. Na pewno jest z niego bardzo miły człowiek, kiedy się go pozna.

- Jaki on jest? – Hannah pokonała swoją nieśmiałość i zadała pytanie, które chodziło po głowach wszystkich zebranych.

- Nie jestem pewna – odparła Penny. – Jeszcze go nie spotkałam, nawet nie wiem, czy jest na wyspie.

- Jak ci się tu żyje? – zapytała Hermiona. – Słyszałam, że Pan Black ma największy zbiór egipskich zwojów na całym świecie.

- Jest pusto – powiedziała z uśmiechem Penny. – Nie ma tu zbyt wielu ludzi, więc czasami jest samotnie.

- Tym więcej powodów, żebym tu się wprowadziła na jakiś czas – wtrąciła Molly.

- Wiesz, czy to będzie dziewczynka, czy chłopiec? – zapytała cicho Ginny.

- Nie. Oboje chcieliśmy, żeby to była niespodzianka.

Wszyscy spojrzeli do góry, gdy nagle otworzyły się drzwi i do środka weszła starsza wersja Penelope.

- Jesteś tu, Penny? – zawołała elegancka kobieta.

- Mamo?

-o-o-o-o-o-o-o-o-

Harry tylko obserwował, jak Pomocnica zarzuca końską formę motocykla czułościami.

- Mortis? – zapytał z niedowierzaniem Harry. – Nie przesadzasz trochę?

- To urocze imię – odparła szybko Pomocnica. – Nie uważasz, Mortis?

Przezroczysty wierzchowiec zarżał zgodnie, jednocześnie wąchając włosy Pomocnicy.

- Widzisz. Jemu się podoba.

- Nieważne… o cholera – powiedział Harry.

- Na ślubie powinno się dawać prezent ślubny, prawda? – zapytał nerwowo Harry.

- Doktor się tym zajęła – odparła Pomocnica. – Pan Black dał im w prezencie latającą kulę, która będzie pilnować i chronić ich dziecko.

- A Harry Potter? – zapytał szybko Harry.

- Harry Potter dał im słój niekończącego się mleka, ma kilka ustawień i pomyślał, że będzie to dobre dla dziecka i nie wiedział, czy na tej wyspie są krowy, więc stwierdził, że może im się to przydać – powiedziała z uśmiechem Pomocnica. – To pamiątka z jego wakacji i jeśli ktoś spróbowałby to namierzyć, to doprowadzi go do małego kraju, gdzie głównym przemysłem jest mleczarstwo.

- Myślicie o wszystkim, co? – zapytał z uśmiechem Harry.

- Tak. Hermiona dostała książkę z zaklęciami przydatnymi w domu, a Ron małą miotłę do ćwiczenia. Zapytali się o to Doktor, ale powiedziała, że Harry wybrał prezent właśnie ze swoich pamiątek z wakacji i bał się, że jego przyjaciele mogli zapomnieć. Doktor obawiała się, że to mogłoby zestresować jej pacjenta i zdecydowała się rozwiązać tę sprawę. Biedny Harry, najgorszy przypadek choroby poświstoklikowej, jaki widziała.

- A mówią, że to ja jestem tym super szpiegiem – zaśmiał się Harry.

- Doktor wspomniała coś o tym, jak ważna jest wspierająca załoga do sukcesu twoich wyczynów – wyjaśniła Pomocnica. – Później zaczęła nam mówić, co mamy robić.

- Och. Okej, ma to sens.

- Rzeczywiście ma. – Pomocnica spojrzała szybko na zegarek. – Kierujmy się lepiej w stronę kaplicy.

- Mamy tu kaplicę? – zapytał Harry.

- Tak jakby – potwierdziła Pomocnica, wzruszając ramionami. – Architekt wybudował jedną, gdy usłyszał, że będzie tu ślub, ale może się przekształcić w dwanaście innych pomieszczeń, w zależności od potrzeb.

- Albo po prostu szukał wymówki, żeby zbudować więcej rzeczy – westchnął Harry. – Ale skoro go to uszczęśliwia.

Harry i Pomocnica przeszli przez długi korytarz i przez duże, podwójne drzwi do sali, która wyglądała jak sala bankietowa.

- Kto będzie przewodził ceremonii? – zapytał Harry, zbliżając się do dużej grupy ludzi.

- Nie będzie ceremonii – odparła Pomocnica. – Oni już są małżeństwem. Pan Black zaaranżował wszystko tak, że jego przyjaciel z Shengri La przyjdzie i pobłogosławi parę. W ten sposób ich rodziny mogły przyjść i się z nimi zobaczyć.

- Shengri La? – wykrztusiła z siebie Hermiona. – Istnieje?

- Oczywiście, że tak – zgodziła się Pomocnica. – Nie myślisz chyba, że Pan Black poprosiłby lamę Shengri La, żeby pobłogosławił tę parę, gdyby on nie istniał, prawda?

- Miałam na myśli to, że uważałam Shengri La za mit – wyjaśniła Hermoona.

- Byłaś w błędzie. Po prostu lubią swoją prywatność.

- Och… i Pan Black wie, gdzie to jest? – zapytała Hermiona, próbując uzyskać jak najwięcej informacji.

- Oczywiście, że tak. Spędził tam sporo czasu na nauce.

- Czujesz się lepiej, Harry? – zapytała Hermiona, zmieniając temat.

- O wiele lepiej – odpowiedział chłopak. – Dostałem nawet coś na mój żołądek, żebym nie czuł się tak źle jak, wrócimy do Hogwartu.

- To dobrze – powiedziała zadowolona Hermiona. – Chyba się zaczyna.

Starszy mężczyzna w szafranowej szacie wszedł do pokoju i skierował się w stronę tłumu, po czym stanął przodem do niego. Odchrząkując, zaczął śpiewać sutry. Po chwili pojawił się Percy, który poszedł na swoje miejsce przed lamą i nerwowo czekał na swoją żonę.

W drodze do ołtarza Penny uśmiechnęła się do swojego męża. W końcu zajęła swoje miejsce przy mnichu, który zaczął mówić.

- Przybyłem tutaj, żeby dać błogosławieństwo tej młodej parze na prośbę mojego przyjaciela, Pana Blacka – powiedział mnich ze spokojnym uśmiechem. – Opowiedział mi o ich wielkiej miłości do siebie nawzajem i ich oddaniu tak silnym, że postanowili porzucić wszystko, żeby chronić ich nienarodzone dziecko. Jako że jesteście już małżeństwem w oczach prawa, nie będzie to trwało długo. Czy obiecujecie okazywać sobie miłość i szanować siebie nawzajem?

- Tak – zgodził się Percy.

- Tak – stwierdziła Penny.

- W takim razie nie mam żadnych obiekcji i bez wahania daję wam moje błogosławieństwo – powiedział z uśmiechem stary mnich. Zebrani goście patrzyli, jak mężczyzna rozpoczyna kolejną sutrę. Po jej skończeniu na twarzy mnicha pojawił się jeszcze większy uśmiech. – Pozwólcie, że jako pierwszy wam pogratuluję. Życzę wam długiego życia pełnego radości i pokoju.

- Dziękujemy – odparła cicho Penny.

- Tak, dziękujemy - zawtórował jej mąż.

Tłum zaczął klaskać, gdy Penny objęła swojego męża, który głęboko ją pocałował.

- Co teraz? – zapytał Percy, gdy przerwał pocałunek, żeby nabrać powietrza.

- Jemy – odparł prosto mnich. – Jeśli kierujemy się tradycjami, które ja znam.

- W porządku.

Goście rozeszli się do stołów zastawionych jedzeniem, które były poustawiane przy ścianach wokół całego pomieszczenia.

- Co to? – zapytał Ron, nakładając sobie na talerz dziwnie wyglądające jedzenie.

- To? – Profesor spojrzał na talerz. – To jest jakaś potrawa z Atlantydy. Z tego, co pamiętam, Pan Black dostał przepis od chłopaka, który nazywał się Myrddin.

- Myrddi? – zapytał Ron, wymawiając to dziwne, ale jednak znajome imię.

- Tak – potwierdził Profesor. – Pan Black powiedział, że nie był najlepszym czarodziejem, ale miał kilka dobrych przepisów.

- Och – odparł Ron.

- Co jesz, Ron? – zapytała Hermiona, dołączając do przyjaciela. – Dzień dobry, Profesorze.

- Dzień dobry, panno Granger – odparł Profesor z uśmiechem.

- Potrawę przepisu jakiegoś Myrddina – odparł Ron, wpychając sobie dużą część do ust. – Dobre.

- Nie mów z pełnymi ustami. Myrddin?

- Według Pana Blacka, lepszy był z niego kucharz niż czarodziej – odparł Profesor.

- Zgodziłbym się.

- Nie może być. Co jeszcze może mi pan powiedzieć o Myrddinie?

- Niewiele – odparł Profesor. Uwielbiał to robić ludziom. – Pan Black mówi, że to był chłoptaś z zadartym nosem, który został wyrzucony z Atlantydy za zbyt małą moc. Jednak nie był zły. I, jak już powiedziałem, dobry kucharz.

- Co stało się później?

- Nie wiem – powiedział Profesor, wzruszając ramionami. – Chyba udał się w wasze rejony, Pan Black nie mówił o nim zbyt często.

- Ale… - powiedziała głupio Hermiona.

- Chyba spalił jej pan mózg – powiedział z radością Ron. – Zawsze chciałem to zobaczyć.

- Tak… cóż, nie wiem, dlaczego zareagowała w ten sposób – powiedział niewinnie Profesor.

- Dziewczyny – wyjaśnił Ron – są dziwne i robią czasami takie rzeczy bez powodu.

- Może i tak – powiedział Profesor, drapiąc się po brodzie.

- Hej, Ron – powiedział z uśmiechem Harry. – Co się stało Hermionie?

- Nie wiem. Nadal ci niedobrze?

- Już czuję się lepiej.

- Ciekawe czy Pan Black się pojawił. Nie widziałem go.

- Jest tutaj – potwierdził Profesor.

- Gdzie? – Ron przeszukał wzrokiem pomieszczenie.

- Mówiłem ci – odparł Profesor. – Mógłby siedzieć koło ciebie i nawet byś o tym nie wiedział.

- Cóż… ja go nie widzę. Widzisz kogoś dziwnego, Harry?

- W tym tłumie? – zapytał Harry, piorunując Profesora spojrzeniem. – Musisz trochę sprecyzować to pytanie.

Pierwszy rozdział w 2019 roku.

Jakieś postanowienia noworoczne?

Ja zamierzam się przyłożyć do mojego zdrowia psychicznego, „trochę" je zaniedbałam

Tradycyjnie, podziękowania dla Salianny za betę :*

A i jeszcze omake. Kontynuacja omake o pokoju życzeń. Będzie jeszcze część trzecia.

A i warto nadmienić, że wszystkie omake i Pomyśl Życzenie mają innego autora. Omake to nadesłane historyjki, które się spodobały na tyle, że zostały załączone na koniec rozdziałów. Nie zawsze są one wyznacznikami tego, co się dzieje w głównej historii.

Nie tak dawno temu, Czarny Pan Voldemort zwrócił się do swojego wewnętrznego kręgu.

- Dzisiejszego wieczoru, muszę być sam, żeby zaplanować koniec Pottera i Blacka! – powiedział z autorytetem. – Teraz udam się do moich prywatnych komnat. Macie mi nie przeszkadzać, pod żadnym względem. Zrozumiano?

Śmierciożercy kiwnęli głowami, nie chcąc poczuć na sobie mocy jednego z niewybaczalnych zaklęć.

- Dobrze, a teraz wynocha!

Czarny Pan udał się do swojego pokoju „do myślenia", którym, jak się okazało, była mała, przerobiona łazienka. Usiadł na swoim… tronie i rzucił każde znane mu zaklęcie wyciszające i zmykające.

- A teraz jak wpaść na pomysły zwykłą drogą – powiedział, podnosząc ostatni numer „Niegrzecznej Czarownicy" i otwierając na pierwszych stronach, żeby… Um… przeczytać artykuły. – Ha, a dyrektor mojego sierocińca mówił, że od tego można oślepnąć.

Nagle jego głowa zniknęła.

Gdy Tom Riddle rozdarł swoją duszę do horkruksów, tak, że byłby w stanie przetrwać wszystko, nie spodziewał się aż takich rezultatów. Gdyby, dwanaście lat temu, rzucił w Harry'ego inną klątwą niż zaklęcie zabijające, przeżyłby ten atak bez większych problemów. Niestety, zaklęcie, które rozdzielało ciało i duszę zamieniło go w czarne widmo, którym był przez dobre dziesięć lat. Nagłe oderwanie głowy i sporego kawałka serca nie wywarło na nim żadnego efektu.

Na widok Harry'ego Pottera, Voldemort automatycznie chciał go przekląć. Dopiero wtedy zauważył, że cos jest bardzo, bardzo, BARDZO nie tak. Po pierwsze, nie czuł swojej różdżki, ani na dobrą sprawę reszty ciała. Po drugie, bez płuc nie był w stanie mówić. A po trzecie i chyba najgorsze, nie miał pojęcia co się stało z jego egzemplarzem „Niegrzecznej Czarownicy". Jedyne, co mu zostało to bezgłośne rzucanie wyzwisk na trójkę przyjaciół w pokoju życzeń.

- O matko, żałuję, że nauczyłem się czytać z ruchu warg – powiedział Harry, przeżuwając kawałek serca Voldemorta. – Pychota.

Hermiona była zszokowana, dopóki nie przypomniała sobie o jednej rzeczy.

- Wampirza część?

- Tak. Moja wampirza część lubi smaczną krew Czarnego Pana – powiedział Harry, po czym zamienił się w pół-człowieka, pół-wilka. – Moja część wilkołaka preferuje smaczne mięsko.

Gdyby ktokolwiek mógł się przysłuchać, usłyszałby jak te dobrze naoliwione trybiki w głowie dziewczyny roztrzaskują się na drobne kawałki. Ostatnią logiczną decyzją była utrata przytomności. Niedługo potem Ron poszedł jej śladem.

Następnego dnia, Hermiona obudziła się w swoim łóżku i przeciągnęła się, dopóki wydarzenia poprzedniego wieczoru nie wróciły ze zdwojoną siłą.

- Wow, to był najdziwniejszy sen jaki w życiu miałam! – powiedziała do siebie, schodząc ubrana do pokoju wspólnego.

- Jeśli w roli głównej był Harry i głowa pewnego Czarnego Pana, to to nie był sen – powiedział Ron.

Oboje spojrzeli po sobie i biegiem puścili się do pokoju życzeń.

Nie spodziewali się widoku, jaki ich zastał. Cały pokój zagracony był… rzeczami! A na samym środku tego chaosu siedział Harry.

- Harry! Co to jest to… wszystko? – zapytała Hermiona.

- To? Postanowiłem poeksperymentować z tym pokojem po tym, jak poprosiłem, żebyście się pojawili w swoich łóżkach – powiedział Harry. – Na przykład, naprawdę potrzebuję najpotężniejszego pierścienia.

Mała, złota obrączka pojawiła się w powietrzu i upadła na złotą arkę.

- Wow, czujecie to? To coś aż śmierdzi czymś podobnym do imperiusa. Lepiej się go pozbyć. – Harry uniósł głowę.

- Chciałbym, żeby ten pierścień już nie istniał.

Złoty pierścień zniknął bez żadnego dźwięku i pojawił się może metr nad kraterem ogromnego wulkanu.

Tymczasem

- Ten pierścień to wielki obowiązek, Sam. Chciałbym nie musieć go zanieść do Góry Przeznaczenia, ale… - Cokolwiek miało wyjść z ust małego hobbita zostało zapomniane, gdy pierścień po prostu zniknął.

Frodo zamrugał. I jeszcze raz. Po chwili dołączyli do niego Gandalf i Samwise. Frodo spojrzał na swojego czarodziejskiego przyjaciela i powiedział.

- Chciałbym, żeby Sauron i jego pierścień zostali zniszczeni.

Czując, jak pierścień topnieje, Sauron wybrał ten moment, żeby eksplodować, niszcząc w ten sposób Mordor.

Frodo, Samwise i Gandalf ponownie zamilkli. Czarodziej zrobił jedyną rzecz, która przyszła mu do głowy. Z błyskiem w oku wyjął małą sakiewkę i wyciągnął ją w stronę Frodo.

- Cytrynowego cukierka od elfów?

W pokoju życzeń

Hermiona próbowała pojąć to, co się właśnie zdarzyło.

- Ale… wampir… wilkołak… Harry… serce… Voldemort – powiedziała bardzo elokwentnie.

- A tak, transformowałem zielony śluz w kulę do bowlingu i umieściłem w środku głowę Riddle'a. Mam nadzieję, że Dumbledore'owi spodoba się prezent. – Harry spojrzał na prześwitującą zielonkawą kulę z głową wściekłego Czarnego Pana, który nadal wyrzucał z siebie obelgi. – Nie, nie wydaje mi się, żeby to było anatomicznie możliwe. Ani dla mnie, ani dla dobermana.

- Co tu sprowadziłeś? – zapytał Ron, rozglądając się dookoła. Mając tu setki uczniów, ćwiczących magię od tysiącleci, moc tego pokoju mogłaby być naprawdę niezwykła.

Ron rozejrzał się jeszcze raz i zobaczył wszystko, co można sobie było wyobrazić. Był alabastrowe berło, widziane na obrazach z Merlinem, czarna, warcząca księga, na grzbiecie której napisane było „Necromonicon", ładne, błyszczące, czerwone trzewiki, mała, złota łamigłówka, ogromny krąg z dziwnymi symbolami, kilka małych, pomarańczowych piłek z gwiazdkami w środku, amulet z symbolem, który wyglądał jak Yen, ogromny miecz, który wyglądał jak zrobiony z światła, naszyjnik z różowym kryształem, srebrny mugolski samochód z napisem „DMC" na chłodnicy i ogromny kamień z wystającym z niego mieczem.

Harry spojrzał na te wszystkie rzeczy i podniósł się z krzesła.

- Chyba powinienem użyć przynajmniej kilku rzeczy.

Po chwili, Harry zadecydował.

- Najpierw zajmiemy się Irytkiem – powiedział, zakładając plecak protonowy na plecy. Następnie przyczepił do boku miecz świetlny i założył pas z dziwnymi czerwono-białymi kulami. – Potem, wezmę się za pozostałych śmierciożerców. Złapię ich wszystkich!

Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!