Rozdział 47.
Zmartwienia, planowanie i przekomarzanie (+2 omake)
- Hej, Ron – zawołała Hermiona, podchodząc do przyjaciela. – Widziałeś może Harry'ego?
- Tak – powiedział Ron, który zaczął się rozglądać w poszukiwaniu swojego celu. – Jest tam, rozmawia z Pomocnicą.
- Och – odparła cicho Hermiona. – Dużo czasu z nią spędza odkąd się tu pojawiliśmy… myślisz, że nas unika?
- To ładna dziewczyna – odparł Ron z uśmiechem. – Trudno się dziwić Harry'emu, że to zauważył.
- Może i tak. Ale dużo się zmienił odkąd się tu pojawiliśmy, nawet bardziej niż po tych wakacjach.
- Wszyscy się trochę zmieniliśmy, przybywając tutaj – odparł Ron. – Ty milkniesz za każdym razem, jak ktoś wspomni coś nowego o Panu Blacku. Hannah kręci się wokół mamy, chcąc zrobić na niej dobre wrażenie. Mama nie chce za to odejść od Percy'ego i Penny na dłużej niż pięć minut. A ja nie oddalałem się od jedzenia od końca ceremonii. Są tu potrawy o którym nigdy w życiu nie słyszałem.
- Po prostu się o niego martwię – powiedziała po chwili zastanowienia Hermiona. – O ciebie zresztą też. Jeszcze trochę i będziesz za gruby, żeby wejść po schodach do dormitorium.
- Hannah mówi, że nie lubi zbyt chudych facetów – odparł z uśmiechem Ron.
- Ty nigdy nie będziesz zbyt chudy – zażartowała sobie Hermiona. – I nie mów z pełną buzią, to obrzydliwe.
- Zazdrościsz mi podzielnej uwagi – odparł szybko Ron. – Niektórzy mają na tyle mocny mózg, że są w stanie robić dwie rzeczy jednocześnie. Ty najwyraźniej się do nich nie zaliczasz.
- Mówienie w tym samym czasie, co jedzenie to Ne podzielność uwagi – powiedziała Hermiona, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Podzielność uwagi to robienie co najmniej dwóch rzeczy jednocześnie, prawda? – zapytał sprytnie Ron.
- Tak, ale…
- Więc z definicji wynika, że to jednak jest podzielność uwagi – dokończył Ron. – Musi być ci ciężko, gdy przegrywasz wszystkie kłótnie ze mną.
- Ja ci zaraz…
- Nie mogłaś wymyślić dobrej odpowiedzi, co?
- Wygląda na to, że do Harry'ego i Pomocnicy dołączył Profesor. – Hermiona zmieniła temat.
- Pewnie nie chciał, żeby Harry zabierał się za jego dziewczynę – powiedział z uśmiechem Ron. – Harry bez problemu mógłby go pokonać.
- Nie wydaje mi się, żeby Profesor i Pomocnica ze sobą chodzili. A nawet jeśli, to jestem pewna, że Profesor jest na tyle dojrzałym mężczyzną, że pozwoliłby jej rozmawiać z kimkolwiek jej się podoba, bez niepotrzebnej zazdrości.
- Lepiej zmień tory – powiedział Ron. – Profesor jest dla ciebie za stary.
- Nie to miałam na myśli. I dobrze o tym wiesz. Przestań próbować mnie wciągnąć w kolejną kłótnię.
- Okej. – Ron wzruszył ramionami. – Skoro chcesz mojej opinii, to Harry pewnie próbuje umówić się na spotkanie z Panem Blackiem, żeby nauczyć się nowych rzeczy dla GD.
- To brzmi jak pomysł Harry'ego.
- Sama byś na to wpadła, gdybyś przestała się zamartwiać tym, że Harry jest inny i przyjęła w końcu do świadomości, że ludzie się zmieniają – dociął jej żartobliwie Ron. – Po prostu zaakceptuj fakt, że dorasta i będziesz o wiele szczęśliwsza.
- Może masz rację.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Po drugiej stronie pokoju, Harry kontynuował swoją rozmowę z Profesorem i Pomocnicą.
- Zrobiłem już te różdżki, o które prosiłeś. – Profesor podał Harry'emu dużą paczkę. – Jaskrawy pomarańczowy, różowy i inne pastele.
- Super – powiedział Harry. – I jesteś pewny, że nikt nie może nas podsłuchać?
- Tak – odparła Pomocnica. – Wymyśliliśmy nowe zaklęcia. To zaklęcie jest na bazie tych dziwnych, rosyjskich. Gdyby ktoś chciał nas podsłuchiwać, to usłyszałby tylko, że rozmawiamy o obronie, ale nie pamiętałby szczegółów.
- Można je dostosować do sytuacji – dodał Profesor. – Możesz sprawić, żeby słyszeli rozmowę o polityce, sporcie i innych podobnych tematach, które zwykle są omawiane w towarzystwie.
- Najlepsza część jest taka, że każdy, kto nie będzie zwracał uwagi, uzna tę rozmowę za nudną i przejdzie dalej – powiedziała dumnie Pomocnica. – Ta część zajęła nam dobry tydzień, żeby ją dopracować.
- Naprawdę przeszliście samych siebie.
- Próbujemy – odparła skromnie Pomocnica.
- Masz może jeszcze jakieś pomysły na urządzenia? – Profesor przeszedł do sedna sprawy.
- Mam taki jeden pomysł. Zastanawiałem się, czy urządzenie, które mieszałoby eliksiry byłoby możliwe? Można byłoby wrzucić do niego składniki i to urządzenie zrobiłoby całą robotę.
- Może – powiedziała wolno Pomocnica. – Nie byłoby w stanie zrobić tego z bardziej skomplikowanymi eliksirami i ich jakość nie byłaby tak wysoka, ale myślę, że byłoby to możliwe.
- A czy dałoby radę zrobić z tego piersiówkę? – zapytał z uśmiechem Harry. – Jeśli nie, to czy można zrobić piersiówkę, która przechowałaby eliksiry w najbardziej odpowiedni sposób? Taką, która miałaby zaklęcia ogrzewające dla eliksirów, które potrzebują ciepła i chłodzące dla tych, które potrzebują zimna.
- Może – odparł Profesor. – Co o tym myślisz, Pomocnico?
- Najtrudniej będzie z robotą zaklęciową, żeby taka piersiówka umiała rozpoznać, które eliksiry potrzebują czego, ale poza tym nie widzę problemów – powiedziała Pomocnica. – I nawet jeśli udałoby się nam stworzyć coś, do mieszania prostych eliksirów na miejscu, na pewno będzie ciężko zmieścić to do czegoś tak małego jak piersiówka.
- A twoje witaminy zaliczają się do prostych? – zapytał Harry. – Są dobre i mi ich brakuje.
- To też jest jakiś pomysł. Piersiówka, która będzie mieszać koktajle… o wiele prostsza rzecz.
- I będzie na to większy popyt – zgodził się Harry.
- Tak czy siak, brzmi interesująco. Może być z tym niezła zabawa – dodał Profesor.
- Świetnie – odparł Harry z uśmiechem. – Pomocnica powiedziała mi, że wszelakie agencje bezpieczeństwa chcą zamienić to miejsce w szkołę?
- Tak. To może być dla nas dobra rzecz, co ty o tym myślisz?
- Zgadzam się – odparł Harry. – Jesteśmy pewni, że możemy to zrobić, upewniając się, że nie zdradzimy nikomu więcej niż trzeba?
- Jeśli dobrze rozumiem, to tak. Dowiedzą się tylko tyle, ile chcemy, żeby się dowiedzieli.
- Super. – Harry coraz bardziej się ekscytował. – Zobaczcie, może uda wam się namówić Moody'ego do poprowadzenia kilku lekcji. I nagrajcie wszystko, czego będą nauczać.
- Nagrać? – zapytał Profesor.
- Miło byłoby mieć bibliotekę z zajęć prowadzonych przez innych – wyjaśnił Harry. – Załóżmy, na przykład, że Moody zrobi lekcję o… pojedynkowaniu, na którą z jakichś powodów nie mogę iść. Jeśli byłoby to nagrane, to mógłbym obejrzeć tę lekcję w wolny czasie.
- Mam kilka pomysłów, które mogą się udać – powiedziała Pomocnica. – Co myślisz, Profesorze.
- Też mam kilka pomysłów. I kilka z nich wymagać będzie specjalnych klas.
- A to uszczęśliwi Architekta – wymamrotał Harry. – Chyba już się wszystko uspokaja.
- Lepiej, żebyś wrócił do swojej grupy przyjaciół – zasugerowała Pomocnica. – Inaczej zaczną się zastanawiać, dlaczego tyle czasu spędzasz z nami.
- Może i tak – zgodził się Harry. – Trzymajcie się i nie wahajcie się do mnie zadzwonić, jeśli będziecie mnie potrzebować.
- Na pewno tak zrobimy – obiecał Profesor.
- Jesteś pewny, że chcesz wrócić do szkoły? – zapytała Pomocnica. – Bo nie wygląda, jakby ci się tam podobało i jestem pewna, że dużo się tam nie nauczysz. Wszystko już pewnie wiesz.
- Racja – westchnął Harry. – Świat się zmienia, a Hogwart pozostaje taki sam. Spróbuję jeszcze tam jakiś czas wytrwać, może się sytuacja poprawi.
- Okej – zgodziła się Pomocnica – Ale nie zapomnij, że masz tutaj dom i że nikt nie nauczy cię eliksirów tak dobrze jak ja.
- Ja jestem całkiem sprawny w zaklęciach – dodał Profesor. – I jestem pewny, że pozostali na pewno też mogą cię czegoś nauczyć.
- Dzięki. Do zobaczenia później.
- Pa, Harry – powiedziała smutno Pomocnica. – Będziemy tęsknić.
- Ja też – powiedział Harry. – Dobra… chyba pora wrócić do bycia Harrym Potterem.
Harry wziął głęboki wdech i zmusił mięśnie twarzy do relaksu. Z ostatnim uśmiechem w stronę przyjaciół, Harry odwrócił się i wtopił się w tłum.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Wygląda na to, że Harry zakończył rozmowę – powiedział z uśmiechem Ron.
- Myślisz, że powinniśmy do niego podejść? – zapytała nerwowo Hermiona.
- Ja zostaję, gdzie jedzenie – odparł szybko Ron. – Ale ty śmiało możesz iść.
- Dzięki, Ron – odparła Hermiona. Z trudem powstrzymała się od skomentowania nawyków żywieniowych przyjaciela. Ignorując uśmieszki Rona, Hermiona przeszła przez pokój i zagadała do swojego drugiego przyjaciela. – Hej, Harry.
- Hej, Hermiono. Jak się bawisz?
- To fascynujące, móc dowiedzieć się tyle nowych rzeczy o Panu Blacku.
- Zgadzam się – powiedział Harry, uśmiechając się. – Im więcej dowiaduję się o eskapadach tajemniczego Pana Blacka, tym bardziej jestem zszokowany, że to wszystko mogło się naprawdę wydarzyć.
- Czujesz się już lepiej? – zapytała nagle Hermiona.
- Tak, o wiele lepiej.
- Widziałam, jak rozmawiasz z Profesorem i Pomocnicą.
- Tak?
- Tak – potwierdziła dziewczyna. – Czy są tak… ciekawi, jakby się mogło wydawać?
- Tak, zdecydowanie – zgodził się Harry. – To są bardzo… wyjątkowi ludzie.
- Myślisz, że by nam pomogli z naszym klubem? – Hermiona spróbowała podejść Harry'ego w inny sposób.
- Pomogą – powiedział Harry. – Dali mi kilka rzeczy, które mogą się nam przydać.
- Jak na przykład co? – zapytała z uśmiechem Hermiona, teraz mogła się czegoś dowiedzieć.
- Zobaczysz. Spodoba ci się.
- No weź, Harry. – Hermiona zaczęła błagać. – Powiedz mi teraz.
- Dobrze się czujesz? – zapytał Harry. – Zachowujesz się trochę dziwnie.
- Dziwnie, mówisz? – zapytała nerwowo Hermiona.
- Tak, dziwnie.
- To chyba przez tę całą ekscytację. Niecodziennie odwiedzamy dom Pana Blacka.
- Rzeczywiście, to rzadka okazja.
- Więc co dostałeś od Profesora i Pomocnicy? – zapytała szybko Hermiona.
- Jak już powiedziałem – powiedział rozbawiony Harry – dowiesz się później.
- Kiedy?
- Może zorganizujmy spotkanie jak wrócimy – zaproponował Harry. – Wtedy wam powiem.
- Jakieś konkretne plany na spotkanie? – Hermiona spoważniała.
- Poćwiczymy pojedynki – odparł Harry. – Może nauczę was kilku zaklęć.
- Na przykład?
- Na przykład zaklęcie acme – odparł z uśmiechem Harry.
- Acme?
- Nie możemy przecież być poważni cały czas – wyjaśnił Harry. – I to przydatne zaklęcie.
- Co to za zaklęcie? – zapytała Hermiona po chwili zastanowienia.
- Nie dziwi mnie, że go nie znasz. To całkiem nowe zaklęcie.
- Ale co to zaklęcie robi? – zapytała Hermiona, zaczynając tracić cierpliwość.
- Zrzuca na cel ogromne kowadło. Słyszałem, że pracują nad ulepszeniem tego zaklęcia, żeby można było wybrać między kowadłem, pianinem i takim ciężarem, który ma napisane z boku „10 ton".
- Dlaczego to brzmi znajomo?
- Królik Bugs – powiedział Harry. – Twórcy zaklęcia czerpią inspirację ze starych kreskówek.
- To dobry pomysł – powiedziała po chwili zastanowienia Hermiona. – Założę się, że w mugolskim świecie jest mnóstwo rzeczy, którymi można się zainspirować tworząc nowe zaklęcia.
- Warto w to zajrzeć – zgodził się Harry. – Wygląda na to, że impreza się powoli kończy.
- Zbierzmy Rona i resztę – zasugerowała Hermiona. – Nie widzę powodu, żeby zostawać tu dłużej.
- Nie będziemy mieć czasu, żeby zdążyć na popołudniowe zajęcia – zażartował Harry. – Nieważne, jak bardzo się będziesz spieszyć.
- Ale powinniśmy mieć wystarczająco dużo czasu, żeby zorganizować spotkanie – odparła Hermiona.
- Masz rację. Zwołajmy wszystkich.
Harry i Hermiona podeszli do stołu, przy którym Ron opychał się jedzeniem.
- Gotowi? – zapytał Ron, zanim Harry miał okazję się odezwać.
- Tak, gotowi.
- Chwilka. – Ron uniósł dłoń i pomachał do swojej dziewczyny. – Hannah zaraz tu przyjdzie i pewnie przyprowadzi ze sobą Ginny.
- Wszystko masz zaplanowane, co? – zapytał z uśmiechem Harry.
- Musiałem. Nie dałem rady zbliżyć sie do niej na tyle, żeby z nią porozmawiać. W ogóle jestem zdziwiony, że mama puściła cię wolno, Hermiono.
- Powiedziałam jej, że muszę się zająć Harrym – odparła z uśmiechem dziewczyna. – Biedny chłopak, nic by nie zjadł, gdyby ktoś go nie pilnował.
- Co? – zapytał zszokowany Harry.
- Żałuj, że nie widziałeś twarzy Ginny, gdy to powiedziałam. – Głos Hermiony zabarwiony był śmiechem. – Była to mieszanka zdrady, bo ją zostawiłam i gniewu, że sama nie wpadła na to wcześniej.
- Ale ja nie jestem bezbronny. Umiem się nakarmić.
- Ta, spróbuj przekonać o tym moją mamę – powiedział współczująco Ron. – Najlepiej iść za jej tokiem rozumowania i zwiać przy pierwszej lepszej okazji.
- Dzięki, Ron – powiedziała Hannah z wdzięcznym uśmiechem. – Twoja mama jest cudowna, ale momentami bardzo przytłaczająca.
- Jak mogłaś mnie tak zostawić? – Ginny warknęła na Hermionę.
- Każda za siebie – odparła z uśmiechem Hermiona. – Zrobiłabyś mi to samo.
- Tak, zrobiłabym, ale nie dałaś mi szansy. Wisisz mi.
- Nic nikomu nie wiszę. Zazdrościsz mi, bo byłam na tyle sprytna, że pierwsza wymyśliłam tę wymówkę.
- Chodźmy może do miejsca, z którego użyjemy świstoklika, co? – zaproponował Harry. – Później możemy przedyskutować zazdrość Ginny.
- Ty też, Harry? – zapytała Ginny głosem, w którym było słychać udawaną grozę. – Co to? Dzień śmiania się z Ginny?
- Dokładnie tak – zgodziła się Hannah. – W następnym tygodniu jest dzień śmiania się z Rona. Nie masz kalendarza od bliźniaków?
- Wydali kalendarz? Zabiję tę dwójkę.
- Wydali więcej niż tylko to – odparła z uśmiechem Hannah. – Urocze znamię.
- Znamię? – zapytała pusto Ginny.
- Tak. Urocze.
- Skąd wiesz o moim znamieniu? – zapytała niebezpiecznie spokojnym głosem Ginny.
- Myślę, że pozwolę ci to załatwić z bliźniakami – odparła spokojnie Hannah. – Nie chcę się mieszać w sprawy rodziny.
- Mów.
- Cóż… - zaczęła Hannah. – Skoro jesteś pewna.
- Jestem pewna.
- Mam cię – powiedziała Hannah, po czym zaczęła się śmiać.
- Co? – zapytała Ginny w szoku.
- Mam cię. Nie było trudno. Można by pomyśleć, że nie będziesz taka łatwowierna wychowując się z bliźniakami.
- Łatwowierna?
- Na to wygląda – wtrącił Ron. – A ty się martwiłaś, że taka nieśmiała Puchonka nie wpasuje się do naszej rodziny.
- Okej – zgodziła się Ginny. – Przyznaję, że nie martwię się o to, czy się wpasuje…
- Świetnie.
- Martwię się o to, że wpasuje się zbyt dobrze – dokończyła Ginny.
- Mam świstoklik – powiedziała szybko Hermiona. – Wszyscy niech go chwytają.
I rozdział 47.
Staram się je tłumaczyć szybciej, ale nie mogę. Nie daję rady xD
Podziękowania dla Salianny :* jesteś niezastąpiona.
Q: W jakim fikcyjnym miejscu najbardziej chciałbyś się znaleźć?
A: Hogwart, ewentualnie Sakaar xD albo Gallifrey.
I jeszcze dwa omake.
1:
To był kolejny dzień na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu dla Mundungusa Fletchera. Nagle, jeden z jego klientów przyjrzał się bliżej herbowi wytłoczonemu na jednym z pucharów, które usiłował sprzedać. Klient przeczytał inskrypcję.
- Toujours pur? Przecież to herb rodziny Blacków.
Na słowo „Black", połowa Ulicy w zasięgu słuchu wzdrygnęła i zaczęła się oglądać przez ramię, oczekując pojawienia się samej śmierci. Druga połowa nie przejmowała się oglądaniem… po prostu zaczęła BIEC. Prosto na Mundungusa, podnosząc go, oddając wszystkie kupione przedmioty, zamykając jego walizkę i siłą wyrzucając go z Nokturnu na Pokątną. Następnie chowając się w wszelakich dziurach, dziękując bogom, że wyszli cało z tego bliskiego spotkania z Panem Blackiem.
Mundungus podniósł się z ziemi i warknął w stronę Ulicy, jednocześnie mamrocząc pod nosem – myślą, że mogą sobie mnie tak, o, wyrzucić.
Dokładnie w tym momencie w niedalekiej uliczce słychać było huk eksplozji. Fletcher zobaczył auror Tonks i koleżankę Pottera, Hermionę, które stały przy wejściu do tej alejki obserwowały pokaz świetlny.
- Cholera, te cuda są Tonks i Harry'ego, lepiej je odłożę na miejsce.
Przechodzący obok mężczyzna zadał Mundungusowi pytanie.
- Słyszał pan, że Pan Black właśnie zabił 20 śmierciożerców?
'Tak, zdecydowanie muszę je oddać. TERAZ' pomyślał, puszczając się biegiem do najbliższego punktu Fiuu.
2 nawiązując do OMAKE z wilami:
Później tego dnia:
- Mam nadzieję, że u 'arriego sistko w porządku – zwróciła się jedna wila do drugiej, gdy poszły do miasta po zapasy.
- Możemi się zapytać kogoś w mieście, ale pamiętaj, żeby naziwać go Pan Black – przypomniała jej kuzynka Gabrielle.
Dwie wile dotarły do miasta i przez przypadek spotkały uzdrowiciela, który tego samego dnia zajmował się Panem Blackiem. Uzdrowiciel zauważył zmęczenie pary wil, które było wynikiem nie spania przez kilka nocy z rzędu.
- Och, pan to tutejsi uzdrowiciel, oui? – Otrzymując niepewne kiwnięcie głową, wila numer 2 kontynuowała. – Czi z Panem Blackiem sistko w porządku? Wiedziałyśmy, że to był złi pomysł, żeby dalej się nakręcał, ale on tak bardzo chciał nas zadowolić.
Wila numer 2 miała oczywiście na myśli próby wymiany żarówki w ramach podziękowania.
- Ach, więc to była prawda. Czyli się dobrze czujecie? Mogę w czymś paniom pomóc? – zapytał mężczyzna.
- Non, jesteśmy po prostu zmęczone. Nie spałyśmy od kilku dni, bo grałyśmy we wszystkie zabawy, w które chciał zagrać. – Wila podkreśliła tę uwagę potężnym ziewnięciem.
- Grał tylko z wami dwiema? – zapytał ostrożnie uzdrowiciel.
- Non, nie powiedział panu? Grał z całą naszą dziewiątką – powiedziała niewinne kuzynka Gabrielle, nie zdając sobie sprawy, że rozmawiają o dwóch różnych rzeczach.
- Czi z Panem Blackiem sistko w porządku? – Wila numer 2 wróciła do pytania, na które chciała poznać odpowiedź.
- Tak, wszystko z nim w porządku. Miał pękniętą miednicę i był odwodniony, ale to nic, czego by eliksiry nie naprawiły – zapewnił wile uzdrowiciel.
Wile grzecznie mu podziękowały i udały się do miasta, żeby uzupełnić zapasy, po które przyszły. Odchodząc, uzdrowiciel usłyszał tylko, jak jedna wila pytała się drugiej, czy to odwodnienie spowodowane było przez ciągłe całowanie.
Niech żyje Święta Kaczka i do następnego!
