Rozdział 50
To już jest koniec, nie ma już nic…
Ron był już w połowie trasy do pokoju wspólnego Puchonów, gdy wpadł na swojego najlepszego przyjaciela.
- Cześć, Harry.
- Cześć, Ron. Idziesz się spotkać z Hanną?
- Tak. Codziennie odprowadzam ją na śniadanie.
- To dobrze… czy ta zielona sowa leci w naszym kierunku? – zapytał zszokowany Harry.
- Może to coś od Freda i George'a – powiedział Ron ze śmiechem. – Oni zawsze testują jakieś dziwne zaklęcia.
Sowa usiadła na jednej ze zbroi i wyciągnęła nóżkę z listem.
- Zobaczmy, czego chcą – powiedział z uśmiechem Harry.
- Lepiej uważaj, jak będziesz to otwierał.
Z twarzy Harry'ego zniknął uśmiech.
- Dranie.
- Harry? Co się stało? – zapytał nerwowo Ron.
- To list od Voldemorta – odparł nieobecnie Harry. – Mają Hermionę.
- Co? – Ron zbladł.
- Kiedy widziałeś ją po raz ostatni? – zapytał spokojnie Harry.
- Jakieś dziesięć minut temu. Poszła pomóc pierwszakowi z Slytherinu znaleźć ropuchę.
- Mógł podrzucić jej świstoklik.
- Co robimy, Harry? – zapytał Ron.
- Odzyskamy ją – odparł Harry. Następnie dezaktywował urok na bransoletce i włączył pole siłowe SEP.
Oczy Rona rozszerzyły się, gdy włosy Harry'ego zaczęły siwieć. I zanim twarz postaci zamieniła się w nierozpoznawalną mgłę, Ron ujrzał mężczyznę o twardych rysach.
- Kim… kim ty jesteś? – zapytał nerwowo Ron.
- Ja? Jestem tylko facetem – mężczyzna przywdział długi płaszcz – w ogromnej potrzebie wakacji.
- Gdz… gdzie jest Harry? – zapytał dalej Ron, obawiając się jednak odpowiedzi.
- Zniknął w którymś momencie latem – odparł dziwny mężczyzna. – Może kiedyś pójdę go odszukać, ale nie teraz. Teraz pójdę zakończyć życie kilku osobom.
- Niech pan poczeka – zawołał Ron, gdy mężczyzna zbliżał się do wyjścia. – Niech mnie pan zabierze ze sobą. To są moi przyjaciele i chcę pomóc.
Mężczyzna zatrzymał się i spojrzał za siebie.
- Nie, nie chcesz. Jeśli pójdziesz ze mną, to umrzesz. Albo twoja dusza, albo twoje ciało, a ja nie będę za to odpowiedzialny. Zakończyłem już za dużo żyć, żeby chcieć dodać kolejne do listy.
- Przynajmniej niech mi pan powie, jak się pan nazywa.
Mężczyzna odwrócił się i udał się do wyjścia.
- Pan Black.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Łamaczkości – powiedziała szybko Hermiona. Fioletowa kula wystrzeliła z różdżki dziewczyny i roztrzaskała rękę, w której Draco trzymał różdżkę. – Accio różdżka.
Hermiona zignorowała różdżkę, która przeleciała obok jej głowy i zbliżyła się do powalonego przeciwnika.
- Jak mogłaś wygrać? – wyjęczał Draco. – Jestem czystej krwi, twoja wygrana w ogóle nie powinna mieć miejsca.
- Codziennie ćwiczę z Harrym pojedynkowanie – odparła spokojnie Hermiona. Koniec różdżki miała wycelowany w twarz Draco. – Poza tym spędziłam mnóstwo czasu na wyszukiwaniu nowych zaklęć. A ty co zrobiłeś?
- Moja krew powinna była wszystko załatwić – powiedział Draco, trzymając swoją zrujnowaną rękę. – Nie powinnaś mieć żadnych szans.
- Ciekawa teoria – powiedziała Hermiona. Po chwili dziewczyna przypomniała sobie o powodzie, dla którego walczyła w tym pojedynku. – Gdzie jest Harry?
- Martwy. Albo już niedługo będzie, tylko poczekaj… gdy czarny pan zajmie swoje miejsce jako prawowity władca świata, dołączysz do niego w śmierci.
- Ignace. – Koniec różdżki Hermiony zaczął świecić czerwonym blaskiem. – Wiesz, co to za zaklęcie? Wynalezione zostało w 1642 roku do zapalania fajek i wypadło z użycia trzy lata później, gdy do obiegu weszły samozapalające się fajki. Znalazłam je w małej książeczce o… cóż, to chyba nie ma znaczenia. Gdzie jest Harry?
- Zamknij się, szlamo. Będę się tobą dobrze bawił, gdy czarny pan zabije Pottera i pokażę ci, gdzie jest twoje miejsce.
- Naprawdę? – Hermiona dźgnęła różdżką uszkodzoną rękę Draco, który zawył z bólu. – Ciekawy fakt: to zaklęcie nie ma żadnego wpływu na różdżkę osoby, która to zaklęcie rzuca. Usprawnili to zaklęcie, bo wcześniejsze wersje i inne uroki tego typu niszczyły koniec różdżki przez ogromne ilości produkowanego ciepła… jesteś gotowy powiedzieć mi, gdzie jest Harry?
- Idź do diabła, szlamo – krzyknął Draco. Następnie wrzasnął, gdy Hermiona poparzyła mu drugie ramię.
- Jeśli następnym razem nie uzyskam odpowiedzi – twarz Hermiony wydawała się być bez wyrazu – to włożę ci to do oka.
- Nie możesz tego zrobić. Pójdziesz do Azkabanu.
- Gdybyś przeczytał regulamin pojedynków, to wiedziałbyś, że mogę z tobą zrobić cokolwiek mi się podoba poza trzema niewybaczalnymi. – Hermiona przesunęła koniec różdżki w okolice oka. – Ostatnia szansa na odpowiedź.
- ZACZEKAJ. – Draco zaczął płakać. – Dwór Malfoy'ów. Powiedziałem mu, że to tam będziesz.
- To nie było takie trudne, prawda Draco? Teraz pozwól, że ci coś wyjaśnię, fretko. Jeśli Harry zginie, ty zginiesz. Ty i cała twoja rodzina przepadniecie na wieki, rozumiesz?
- Ta… tak. Rozumiem.
- To dobrze – warknęła dziewczyna. Hermiona oszołomiła Draco i wyszła z pokoju. Znowu będzie musiała uratować Harry'ego od samego siebie.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Docierając prawie do granic szkoły, Harry zatrzymał się w zamyśleniu. Następnie sięgnął do kieszeni, wyciągnął mapę ojca i spędził następne kilka minut szukając jednego nazwiska.
- Ha – powiedział do siebie. – Wiedziałem, że Hermiona ma za dużo rozumu, żeby nabrać się na plany fretki.
Harry wziął głęboki wdech i spojrzał na zarysy zamku.
- Już chyba nie ma odwrotu... Poszedłem za daleko, zrobiłem za dużo rzeczy. Pora, żeby to zakończyć.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Hermiona wybiegła z pokoju prosto w grupę młodych śmierciożerców.
- Wybierasz się gdzieś, szlamo?
- Nie chcecie tego robić – stwierdziła dziewczyna.
- Ależ oczywiście, że chcemy – nie zgodził się jeden z chłopaków.
- Czy jest tu jakiś problem? – zapytał skrzekliwy głos z cieni.
- Kto…? Zgredek?
- Zgredek już tu jest. Wszystko jest pod kontrolą – zapewnił Hermionę skrzat.
- Zgredku, musisz…
- Panna Hermi niech się schowa za Zgredka – rozkazał skrzat. – Zgredek musi wynieść śmieci.
- Wynieść śmieci? – zapytała z niedowierzaniem Hermiona.
- Tak – zachichotał skrzat. – Pan Black mówi, że przed walką dobrze jest rzucić ciekawym tekstem. Chyba, że psuje to niespodziankę.
- Rozumiem. – Hermiona przypomniała sobie powagę sytuacji. – Idź po pomoc, a ja…
- Zajęcie się nimi jest zadaniem Zgredka – odparł Zgredek ostatecznym tonem.
- Ale przecież ty nie… - Hermiona z szokiem zauważyła, że Zgredek wyjmuje odznakę.
- Zgredek pracuje teraz dla Pana Blacka. – Skrzat uśmiechnął się i rozpoczął transformację. – A Pan Black nie lubi śmierciożerców.
Co nastąpiło później mogło zostać nazwane bitwą, ale tylko przez kogoś, kogo jedynym doświadczeniem były szkolne przepychanki. Tak więc dobrze, że strona przeciwna składała się tylko z członków gangu Draco. Wielu z nich zaszokował fakt, że tuzin słabo wyszkolonych młodych śmierciożerców nie było godnym przeciwnikiem dla wściekłego skrzata domowego.
- No to mamy to z głowy – powiedział Zgredek z satysfakcją, patrząc na stertę pokonanych wrogów. – Bądźcie szczęśliwi, że przybył Zgredek, a nie Pan Black. Zgredek był miły, Pan Black nie byłby tak uprzejmy.
- Miły? – zapytała z uśmieszkiem Hermiona.
- Zgredek pozwolił im żyć. Pan Black nie byłby taki łaskawy.
- Myślałam, że skrzaty domowe nie mogą krzywdzić ludzi?
- Tylko w obronie swojego pana – odparł szybko skrzat. – Zgredek pracuje dla Pana Blacka, czyli Zgredek pracuje dla dobra świata.
- Rozumiem. – Hermiona próbowała zrozumieć pokręconą logikę skrzata. – Prawie zapomniałam, musimy powstrzymać Harry'ego. Wpadnie prosto w pułapkę.
- Zgredek wezwie pomoc. Zgredek zbierze armię.
- Poczekaj… – zawołała Hermiona, ale skrzat już zniknął. – Cholera.
Hermiona przebiegła przez kilka pięter schodów i w końcu wpadła na kogoś w korytarzu.
- RON. Harry wejdzie w pułapkę, musimy mu pomóc.
- To nie był Harry – odparł martwym głosem Ron. – Powiedział, że Harry zaginął.
- O czym ty mówisz? Kto tak powiedział?
- Pan Black. – Ron odwrócił się, pokazując oczy wypełnione łzami. – Powiedział, że nie wie, gdzie jest Harry i później odszedł.
- Co? – Hermiona zbladła. – Musimy znaleźć dyrektora.
- Chciałem pójść z nim – kontynuował Ron. – Chciałem pójść walczyć, żeby… znaleźć Harry'ego, albo… albo go pomścić, ale nie zgodził się.
- Ron. – Hermiona z trudem powstrzymała swoje łzy. – Zwołałam GD, odbijemy Harry'ego… idziesz z nami?
- Pójdę do piekła, jeśli będzie trzeba. – Ron wziął głęboki wdech. – Skoro nawet Pan Black nie może znaleźć Harry'ego, oznacza to, że mają go śmierciożercy. Chodźmy go odbić.
Na korytarzu rozległ się wiwat od osób z Grupy Defensywnej, które zebrały się w czas, żeby usłyszeć oświadczenie Rona.
- Potrzebuję czterech ochotników, takich, którym mogę zaufać. – Ron rozejrzał się. – Ciebie nie, Neville. Dla ciebie mam coś innego.
- Możesz zaufać siostrze? – Ginny wyszła przed szereg z uśmiechem.
- A co ze mną, Ronaldzie? – Luna uśmiechnęła się marzycielsko.
- Ja to zrobię – odparła Hanna. – Jeśli nie możesz zaufać Puchonce, to komu możesz?
- Czyli ja będę czwarty. – Dean dołączył do dziewczyn. – Dziewczyny nie mogą mieć całej zabawy tylko dla siebie.
- Musicie to zrobić. – Ron skupił na nich wzrok. – Nie chcę słyszeć kłótni. To najważniejsze zadanie, jakie ktokolwiek tutaj dostanie i nie pozwolę na pyskówki.
Wybrana czwórka zgodziła się i przygotowała się na najgorsze.
- Ginny, Luna, Hanna. – Ron spojrzał na dziewczyny. – Wy idźcie do waszych opiekunów domu, powiedzcie im co się dzieje i gdzie idziemy. Dean, ty masz iść do Dumbledore'a. Nie mamy żadnych szans bez niego i bez Zakonu.
Przez powagę sytuacji, nikt nie zaprotestował. Jedynie Ginny zmarszczyła brwi, słysząc, jak jej brat ją wykiwał.
- Gdzie idziemy? – zapytał Neville, zadowolony, że Ron kazał mu wrócić do szeregu.
- Hermiona? – Ron zwrócił się do dziewczyny ze zmartwionym spojrzeniem. – Pomyślałaś o tym, prawda?
- Dwór Malfoy'ów. – Hermiona wzięła głęboki wdech. – Draco nie mógł się powstrzymać i musiał mi o tym powiedzieć.
- Co mu zrobiłaś? Jakoś nie mogę sobie wyobrazić Malfoy'a, który nam w czymkolwiek pomaga.
- Wystarczy, że go zapytałam w odpowiedni sposób – odparła Hermiona. – Było trochę dyskusji, ale w końcu powiedział mi wszystko, co chciałam wiedzieć.
- Czy on nadal żyje? – zapytał poważnie Ron.
- Jeszcze.
- Chodźmy. – Ron ruszył przodem. – Zobaczmy, czy uda nam się złapać Fiuu z Trzech Mioteł.
- Może otrzymamy pomoc od Pana Blacka i jego ludzi. – Hermiona uniosła głos, żeby wszyscy mogli ją wyraźnie usłyszeć. – Nie celujcie więc do nikogo, kto nie ma maski, chyba że strzeli pierwszy.
- Pan Black? – Uczniowie zaczęli się uspokajać, widząc, jak szansę na ich przeżycie wzrastają. – A co on tutaj robi?
- Podejrzewam, że chce zabić Voldemorta. – Głos Rona miał w sobie nutkę satysfakcji. – Nawiązał ze mną kontakt zanim odszedł.
- Nie mamy nic więcej – powiedziała Hermiona. – Chodźmy.
Uczniowie wyszli z zamku i przemaszerowali przez tereny szkoły.
- Co się dzieje? – Przechodzień zawołał do grupy uczniów, którzy maszerowali przez jedyne w Wielkiej Brytanii magiczne miasteczko.
- Idziemy, razem z Panem Blackiem, walczyć z Voldemortem – odparł jeden z uczniów.
- Co?
- Dołącz albo zejdź nam z drogi – rozkazał Ron. – Sprawimy, że ten kraj będzie bezpieczny dla dobrych ludzi. Może pan dołączyć, albo zejść nam z drogi.
- Nie mogę pozwolić, żebyście tak młodo poumierali – powiedział fatalistycznie mężczyzna. – Chodźmy.
Ta mała grupa zebrała po drodze jeszcze kilku ochotników, po czym wpadła do Trzech Mioteł i udała się w stronę kominka.
Ron wziął garść proszku i wrzucił ją do płomieni.
- Dwór Malfoy'ów.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Harry przybył do rezydencji Malfoy'ów i przeszedł przez ich zabezpieczenia zupełnie jakby ich nie było. Przechodząc nad ciałami śmierciożerców, którzy stanęli mu na drodze, Harry skierował się w stronę pomieszczenia, z którego wyczuwał ciemną energię.
- Potter. – Na widok Harry'ego czarny pan wstał. – Jak miło, że się pojawiłeś.
- Witaj, Tom. – Oczy Harry'ego świeciły niewypowiedzianą furią.
- Jesteś tu dla szlamy? – Voldemort uśmiechnął się szyderczo. – Myślę, że ona nadal jest w Hogwarcie, zastanawiając się, gdzie jesteś… chyba, że Draco zdecydował się wyjść z inicjatywą.
- Wiem. – Harry uśmiechnął się. – Ten mały gówniarz to nic dla Hermiony. A tak do twojej świadomości, moje nazwisko to nie Potter… tylko Black.
- Co? – Oczy czarnego pana rozszerzyły się ze strachu. – Ava…
- Gassius Fluorine – zawołał Harry, wytwarzając chmurę gazu fluorowego wokół ciała czarnego pana. – Żegnaj, Tom.
Voldemort wydał z siebie przeraźliwy wrzask, gdy czuł jak gaz pożera jego ciało. Harry nie pokazywał żadnych emocji, gdy ciało jego wroga upadło głucho na ziemię.
- No i mam to z głowy – powiedział z satysfakcją Harry.
- Av… Av… - Ręka Voldemorta drgnęła, gdy ten próbował rzucić znajomą klątwę.
- Jeszcze nie umarłeś? – zapytał zaskoczony Harry. – Dobra… trzeba to jakoś rozwiązać.
Stopą szybko zmiażdżył pozostałości po dłoni i zaklęciem przywołał różdżkę.
- A niech… a niech cię – wycharczał czarny pan.
- Czyli te wszystkie rytuały, żeby przedłużyć sobie życie i żeby ulepszyć ciało nie były aż tak dobrym pomysłem, co? – zapytał z uśmiechem Harry. – Założę się, że ból jest niemiłosierny.
- Teraz – rozkazał Voldemort.
Harry poczuł ukłucie w łydce, gdy zwierzak czarnego pana zatopił w niej kły.
- Myślisz, że to mnie spowolni? Najwyższa pora zakończyć naszą rozmowę. – Harry wyciągnął miecz i za pomocą jednej myśli zmienił go w kosę. – Żegnaj, Tom.
Voldemort nie miał nawet szansy, żeby wrzasnąć, gdy kosa jednym ciosem ucięła mu głowę. Harry natomiast poczuł nagły przypływ energii, gdy jego ostrze zniszczyło czarnego pana.
- Dlaczego nie giniesz? – wysyczała Nagini.
- Nie mogę – odparł Harry, odwracając się, żeby zniszczyć ostatni fragment czarnego pana. – Żegnaj.
Kilka szybkich zaklęć usunęło ciała, po czym Harry wyszedł z zamku, żeby stanąć przed grupą ludzi.
- Dzień dobry, Panie Black – zawołał Zgredek. – Czy moldevort nie żyje?
- Tak – zawołał w odpowiedzi Harry.
Głośny wiwat przełamał nocną ciszę i wszyscy zaczęli poklepywać po plecach. Z dala od zgiełku stał Harry, który po prostu wpatrywał się w dom.
- Harry Potter. – Harry spojrzał na swoją różdżkę z piórem feniksa. – Harry Potter nigdy nie zrobiłby rzeczy, które ja zrobiłem. Harry Potter nie żyje. – Różdżka wypadła mu z rąk i upadła na ziemię. – Pan Black zajął jego miejsce. Cholera… potrzebuję kolejnych wakacji.
- Wszystko w porządku, przyjacielu? – Profesor zbliżył się do niego ostrożnie.
- Fizycznie tak, ale mam dość bycia zabawką Losu. Dlaczego nie mogę mieć normalnego życia? Dlaczego to ja mam być spluwaczką kosmosu? Żeby nie było, że narzekam, ale naprawdę jestem gotowy ma odrobinę spokoju. – Harry otrząsnął się i spojrzał na swojego przyjaciela. – Twoje zaklęcie zadziałało tak dobrze, jak myślałeś, że zadziała.
- Masz jakieś rozkazy dla pozostałych? – Profesor nie polubił melancholicznego nastroju Harry'ego.
- Zabijcie śmierciożerców, uwolnijcie więźniów, weźcie wszystko, co ma jakąś wartość i znikajcie stąd, zanim pojawi się ktoś inny – powiedział Harry. Jego oczy powędrowały do różdżki Voldemorta, którą nadal trzymał w zaciśniętej pięści. – Walić to. Nie potrzebuję kolejnej różdżki.
Różdżka wroga wylądowała na ziemi, obok jej siostry.
- Znikniemy za mniej niż minutę – zapewnił go Profesor.
Rozkazy Harry'ego wywołały poruszenie w tłumie. Gdy minęło pół minuty, Profesor zbliżył się do Harry'ego z mężczyzną przebranym za śmierciożercę.
- Tak? – zapytał Harry.
- To jest Phil – przedstawił mężczyznę Profesor. – On, razem z prawie każdym śmierciożercą, któremu pozwoliłeś żyć, był tajnym agentem dla jednej z wielu agencji rządowych.
- I?
- I jeśli zniszczy pan zabezpieczenia – zaczął Phil – to chcielibyśmy pożegnać to miejsce z hukiem. Najlepiej takim gazowym.
- Jasne – odparł Harry. – Czemu nie.
- Dziękuję. Cieszę się, że mogłem pana spotkać, ale jeszcze bardziej się cieszę, że mogłem z panem pracować.
- Upewnię się, że wszystko jest na swoim miejscu – powiedział z uśmiechem Profesor.
- Gotowi, sir – krzyknął jeden z mężczyzn. – Na pana znak.
- Więc zaczynajcie. – Harry uśmiechnął się. – Dziękuję wszystkim za przybycie.
- Cała przyjemność po naszej stronie. Dziękujemy za zaproszenie.
Harry aktywował funkcję niewidzialności na swojej szacie i zniknął z pola widzenia.
- Będę w okolicy.
- Nie widzę go. – Mężczyzna wpatrywał się zszokowany w punkt, w którym chwilę wcześniej stał Pan Black.
- Pan Black jest dobry w te klocki – odparł Profesor, przygotowując się do teleportacji.
- Nie rozumie pan. – Mężczyzna dokończył swoje przygotowania. – Zwykle jestem w stanie widzieć niewidzialne rzeczy, ale nie jestem w stanie zobaczyć Pana Blacka i nie wydaje mi się, żeby użył jakiegoś środka transportu.
- To Pan Black – wyjaśnił Profesor, po czym teleportował się na zeppelina.
- On może wszystko – odparł mężczyzna i aktywował swój świstoklik.
Harry odszedł od domu na bezpieczną odległość i poczekał aż ten stary dom zniknie.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
- Do jasnej cholery – powtórzył Ron. – Dwór Malfoy'ów. Wiem, że to dobry adres.
- Co się dzieje? – zapytała zaniepokojona Hermiona.
- Cholerne Fiuu nie chce się połączyć.
- Spróbujcie Budgy Smudgy – zaproponował jeden z trzecioklasistów. – Tam mieszka moja babcia, to niedaleko od Malfoy'ów.
- Budgy Smudgy – zawołał Ron. – Zadziałało, chodźmy.
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Dumbledore przybył w porę, żeby zobaczyć jak dwór Malfoy'ów znika w płomieniach.
- Nie – wyszeptał zszokowany Dumbledore. – NIEEEEEEEE. HARRY? Harry! Krzyknij, jeśli mnie słyszysz. – Nie słysząc odpowiedzi, dyrektor, czując coraz większe przerażenie, zaczął sprawdzać zwłoki. – Proszę, żyj. Uratuję cię, ale błagam, wytrzymaj jeszcze chwilę.
- Profesorze? – Dumbledore zamarł, słysząc głos za jego plecami.
- Tak? – zapytał, odwracając się twarzą do grupy uczniów i mieszkańców miasteczka.
- Gdzie jest Harry?
- Nie wiem – odparł smutno Dumbledore. – Ale go znajdziemy. Zacznijcie kopać, każda sekunda się liczy.
Cała grupa zaczęła pracę w przekopywaniu zgliszczy. Niedługo później dołączyli do nich członkowie Zakonu Feniksa, następnie aurorzy pod dowództwem Madame Bones, a na sam koniec cywile. W tym momencie łączyła ich tylko jedna myśl, wiara, że muszą znaleźć Harry'ego Pottera zanim będzie za późno.
- Hermiona. – Głos Rona załamał się, gdy wołał swoją przyjaciółkę. – Chodź tutaj na chwilę.
- Po co? – zapytała wkurzona dziewczyna.
- Po prostu chodź.
- Dobrze – zgodziła się. Oczy Rona odmówiły oderwania się od jednego punktu na ziemi. – Co się dzieje?
- Czy to jest to, co mi się wydaje? – Ron wskazał ręką na przedmiot leżący na ziemi.
- Jego różdżka – potwierdziła szeptem Hermiona.
- Profesorze Dumbledore! – krzyknął Ron. W gardle czuł rosnącą gulę, a w czach zaczęły zbierać się łzy. – Niech pan tu przyjdzie.
- Znaleźliście go? – zapytał Dumbledore, podbiegając do grupy.
- Nie. Znaleźliśmy jego różdżkę.
Dumbledore spojrzał w dół, żeby zobaczyć dwie różdżki. Obie dziwnym trafem nienaruszone przez eksplozję i zniszczenie.
- Wygrał – powiedział Dumbledore, czując jak jego gardło zaciska się pod wpływem emocji. – Nieważne, co nas czeka w przyszłości, możemy jej wyjść naprzeciw ze świadomością, że Harry Potter wygrał pojedynek, dzięki czemu uratował świat.
Przez następną godzinę wszyscy przeszukiwali gruzy, ale szybko stało się jasne, że ciała Harry'ego Pottera nie znajdą wśród ciał jego wrogów.
Z daleka to wszystko obserwował Harry Potter. Serce go bolało i zżerało go poczucie winy na widok ilości osób, które z wszystkich sił starały się najpierw go ocalić, a później znaleźć jego ciało. W końcu doszedł do wniosku, że nie może zniknąć bez śladu tak jak oryginalnie zamierzał. Harry szybko znalazł kawałek pergaminu i nakreślił notatkę. Następnie podszedł do swoich przyjaciół i upuścił papier na ziemię. Zniknął zanim stracił odwagę.
- Profesorze – krzyknął Ron. – Znalazłem kopertę.
Wokół rudowłosego zebrał się tłum ludzi, którzy z zapartym tchem wysłuchali zostawionego listu.
Do magicznego świata
Nie spodziewajcie się, że rozwiążę wszystkie wasze problemy. Tom Riddle to był wasz obowiązek i nie udało wam się sprostać moim oczekiwaniom. On mnie wkurzył, postarajcie się, żebyście wy tego nie zrobili.
Pan Black
Cześć wszyscy,
Przepraszam, ale nie mogę wrócić do Hogwartu. Jest takie przysłowie „jak zmusisz ich do powrotu na farmę, kiedy zobaczyli bogactwo Paryża?". Naprawdę nie mogę wrócić. Nie mówię, że nie chcę być już waszym przyjacielem… tego nie oddam tak łatwo. Potrzebuję więcej czasu, żeby poukładać sobie wszystko w głowie. Może wrócę za kilka lat. Kocham was, ale w tej chwili nie przepadam za zdecydowaną większością magicznego społeczeństwa w Wielkiej Brytanii. Na pewno się jeszcze zobaczymy i postaram się być kontakcie. Do zobaczenia.
Harry
-o-o-o-o-o-o-o-o-o-
Tego samego dnia wieczorem, Albus Dumbledore siedział w swoim gabinecie, popijając szklankę pięćdziesięcioletniej whiskey i rozmyślając nad niezwykłym przebiegiem zdarzeń.
- Zrobiłem ogromną krzywdę temu chłopcu – powiedział smutno Dumbledore. – I nawet nie mam teraz jak tego naprawić.
Wszystkie inne myśli zostały przerwane przez przychodzące połączenie Fiuu.
- Albus Dumbledore? – Głowa w kominku była bez wyrazu. – Pan Black prosił o przekazanie wiadomości.
- Jakiej? – Na twarzy dyrektora nie było radości. – Coś o Harrym?
- Można tak powiedzieć – zgodziła się głowa. – Prosił, żebym panu przekazał „Przepowiednia jest dla tych o słabej woli. W przyszłości nie spodziewaj się, że dziecko wykona za ciebie brudną robotę."
No i kończymy z 1 częścią Pomyśl Życzenie.
Ale spokojnie jest sequel (nad którym zaczęłam pracę, bo przecież większość z nas ma więcej wolnego czasu)
Chciałabym podziękować…
Wszystkim czytającym za poświęcenie czasu na to moje cudo.
Wszystkim komentującym za dodatkowy wysiłek, który naprawdę „robił mi dzień" i dawał tego kopa, żeby to jednak dokończyć.
Wszystkim dodającym do obserwowanych i ulubionych, naprawdę mi miło, że aż tak wam się podoba to opowiadanie i że czekacie (a raczej czekaliście) na nowe update'y.
Cztery lata mi zajęło dokończenie, ale tak, UDAŁO SIĘ. A to jest najważniejsze.
Nawet nie wiem co powiedzieć.
383 komentarze
169 ulubionych
158 obserwujących
Niech Święta Kaczka będzie z wami i do następnego opowiadania :3
