Za betę jak zawsze serdecznie dziękuję Panterze.
* oznaczono cytaty z HP IŚ.
Kiedy Minerwa weszła do pokoju nauczycielskiego, była blada jak duch, a na jej twarzy chłodne opanowanie przegrywało z wyrazem głębokiego oszołomienia i bólu.
Auriga zadrżała mimo woli i zacisnęła dłonie na poręczy fotela. Snape był człowiekiem Dumbledore'a... Przez cały czas działał przeciwko tobie. Dumbledore był już umierającym człowiekiem, gdy Snape go dobił. On nigdy nie pokonał Dumbledore'a! Razem tę śmierć zaplanowali...*
Usiłowała odepchnąć od siebie powracające echo tych słów, tak jak to robiła przez ostatnie tygodnie, ale nie potrafiła. Wcześniej co prawda jej starania także nie przynosiły jakichś oszałamiających rezultatów, ale samo wmawianie sobie, że nie dopuszcza do siebie nadziei, rozpaczy i wyrzutów sumienia, przynosiło ukojenie i dawało siłę, by rano w ogóle mogła podnieść się z łóżka.
Ale teraz wreszcie miała się dowiedzieć. Minerwa cały ranek rozmawiała z aurorami, badającymi sprawę Severusa i za moment im wszystko powtórzy... Choć jej mina i tak już mówiła bardzo wiele.
— A więc to prawda — stwierdził spokojnie Filius.
McGonagall ledwie dostrzegalnie skinęła głową i odkaszlnęła cicho, zbierając się w sobie.
— Jak wszyscy z pewnością już wiecie, przed śmiercią Severus przekazał panu Potterowi swoje wspomnienia — zaczęła odrobinę tylko drżącym głosem. — Zbadali je aurorzy, nie ma żadnych wątpliwości, co do ich autentyczności, poza tym portrety Albusa i pozostałych dyrektorów wszystko potwierdziły... — urwała, żeby się uspokoić i ciągnęła już nieco bardziej opanowanym tonem: — Albus umierał. Na skutek... własnego błędu padł ofiarą jakiejś czarnomagicznej klątwy. Severusowi udało się powstrzymać na jakiś czas jej działanie, ale tak czy inaczej Albus nie przeżyłby tamtego roku...
Stojącej obok niej Poppy wyrwał się cichy szloch.
— Przepraszam... — Wyciągnęła chusteczkę i hałaśliwie wytarła nos.
Minerwa mówiła dalej, relacjonując całą historię, a Auriga słuchała w skupieniu, zesztywniała ze zgrozy, z każdym słowem coraz bardziej zrozpaczona i nierozumiejąca. Severus wypełniał rozkazy Dumbledore'a, nie zdradził ich, nie wydał szkoły Voldemortowi... Tylko dlaczego nic nie powiedział, nie uprzedził jej? Przecież pomogłaby mu, wspierałaby we wszystkim, co miał zamiar zrobić, jakkolwiek straszne by to nie było! Kochała go, wiedział o tym — jak więc mógł ją tak skrzywdzić, jak mógł pozwolić, by zaczęła nienawidzić i jego, i siebie za to właśnie, że tak go nienawidzi i kocha jednocześnie?
— Więc cały czas był po naszej stronie? — padło skądś pytanie.
— Tak — odparła Minerwa krótko.
— Oszukał nas wszystkich... — mruknęła Pomona.
— I to podwójnie! — dodała Rolanda, usiłując zachować zwyczajną wesołość, mimo że i jej wyraźnie nie było do śmiechu.
Podniósł się szum, niektórzy jeszcze o coś pytali, inni głośno wyrażali zaskoczenie, oburzenie lub niedowierzanie. Hagrid głośno zatrąbił w chusteczkę, Poppy rozszlochała się już na dobre, a Filius wyglądał, jakby też lada chwila miał się rozpłakać. Pomona zaczęła coś mówić, starając się usprawiedliwić to, jak łatwo dali się nabrać. Slughorn ją poparł, ale może spowodowany tą nowiną wstrząs sprawił, że w jego głosie zabrakło przekonania. Minerwa uciekała wzrokiem przed spojrzeniami ich wszystkich i sprawiała wrażenie bardzo, bardzo zmęczonej.
Do Sinistry niewiele docierało z tego zamieszania. Siedząc sztywno w fotelu wbijała sobie paznokcie prawej dłoni w lewy nadgarstek, jakby ból fizyczny mógł pomóc jej w przezwyciężeniu tego, który promieniował gdzieś wewnątrz niej.
„Nie zdradził nas — myślała z radością i rozpaczą jednocześnie. — Przez cały ten czas starał się nas chronić. Nie zdradził nas... Nie zdradził mnie!"
Ach, gdyby tylko wiedziała, gdyby powiedział choć słowo... Ale oczywiście wolał sam dźwigać ten ciężar; czego innego mogła się spodziewać po tym upartym, odważnym mężczyźnie? Zalała ją nagła fala czułości i tęsknoty, i — po raz pierwszy od prawie roku — nie próbowała z nią walczyć. Nie zdradził ich! Jej Severus, najdroższy Severus!
A teraz nie żył. Zginął, a ona...
Nie chciała kończyć tej myśli. Nie chciała w ogóle myśleć. Cała radość nagle zniknęła i teraz Auriga wolałaby płakać, krzyczeć, wściekać się... zrobić cokolwiek, byleby nie czuć znowu tej straszliwej, lodowatej pustki, która ją wypełniała.
„Ach tak, kochałaś go?" — zakpił jakiś złośliwy głosik w jej głowie. — „Dlaczego więc niczego się nie domyśliłaś? Tak łatwo przyszło ci uwierzyć, że Severus był zdolny do morderstwa i zdrady... Odwróciłaś się od niego, jak wszyscy. Nie zrobiłaś nic, żeby odkryć prawdę. Czułaś się zbyt oszukana i upokorzona, by zażądać wyjaśnień..."
Auridze pociemniało przed oczami i na chwilę zabrakło jej tchu.
„Nieprawda!" — zaprzeczyła, ale nie potrafiła sama siebie okłamać. Wtedy w gabinecie Severus nie mógł powiedzieć jej niczego innego i to ona powinna domyślić się, że to wszystko gra i pozory. Bądź co bądź, znała go lepiej niż ktokolwiek inny...
— Już dobrze, Aur. — Poczuła, że siedząca w fotelu obok Liza łapie ją za ręce i łagodnie rozprostowuje zaciśnięte aż do bólu palce. Ślady po paznokciach na nadgarstku podbiegły krwią.
Vector zamknęła jej dłonie w swoich i uścisnęła mocno. Sinistra miała ochotę wyrwać się i ją odepchnąć. Nie zasłużyła na litość ani na jakiekolwiek pocieszenie! Bezładne myśli tłukły się w jej umyśle jak szalone i tylko jedna wciąż powracała na tyle uporczywa, by można było się na niej skupić: „Na Merlina, Severusie, jak mogłam się nie domyślić?"
xxx
— Przepraszam, czy dobrze się pani czuje? — W głosie Brendy Fenwick dźwięczał niepokój.
Auriga szybko zebrała się w sobie i potaknęła.
— Jestem zaskoczona, to wszystko — odparła, siląc się na spokój. — Nie sądziłam, że... Severus — jej wahanie przed wypowiedzeniem tego imienia było ledwie wyczuwalne — jest taki interesujący dla prasy.
Auriga wiedziała, że to jedno wielkie kłamstwo, chociaż pewnie gdyby nie uderzyło to w nią tak nagle, zapewne starałaby się udawać przed samą sobą, że jest inaczej. Właściwie nie powinna nawet odczuwać zdziwienia — w końcu czy sama kiedyś nie przekonywała Severusa, że po wojnie zostanie uznany za bohatera, dorównującego sławą Potterowi i Dumbledore'owi? Myśl, że były dni, kiedy mówiła o tym ze śmiechem, by po prostu dokuczyć przyjacielowi, teraz wydawała się absurdalna.
Tak wiele zmieniło się od tamtego czasu... Po ostatniej bitwie Severus stał się zwyczajnie niewygodny dla niektórych ludzi, dlatego po krótkim zamieszaniu, nie wdając się w szczegóły, oczyszczono jego nazwisko, a potem utajniono dotyczące go śledztwo i dość ostro zasugerowano prasie, żeby przestała o nim pisać. Przez pewien czas Auriga była dość rozdarta, bo podświadomie czuła rażącą niesprawiedliwość takiego traktowania. Za to wszystko, co dla nich zrobił, mężczyzna zdecydowanie zasłużył na coś więcej... Ale samo myślenie o tym bolało już tak mocno, że czarownica mogła tylko cieszyć się z faktu, że uniknięto tego całego medialnego szumu wokół jego osoby. Wyrzuty sumienia uspokajała wmawiając sobie, że Severus i tak nie pragnąłby sławy i orderów.
Ale teraz ta cała Fenwick...
— Sama się temu dziwię — powiedziała. — Osobiście uważam, że Severus Snape zasługuje na o wiele więcej uwagi niż ktokolwiek, kto brał udział w tamtych wydarzeniach.
— Doprawdy?
— Oczywiście! — Dziennikarka wydawała się zgorszona tym, że ktokolwiek może w to wątpić. — Cały czas szpiegował dla Albusa Dumbledore'a, chronił Harry'ego Pottera i pomagał mu, dbał o to, by Hogwartu nie przejęli śmierciożercy, a w końcu zginął za sprawę, która właściwie nic już dla niego nie znaczyła! Tyle dla was zrobił... — urwała dla nabrania oddechu, a potem nagle wypaliła: — Czy kiedykolwiek próbowała pani wyobrazić sobie, co on musiał czuć?
Aurigę aż zatchnęło z oburzenia, ale kobieta ciągnęła dalej, nic nie zauważając. W jej przekonaniu cała sprawa była najwyraźniej nadzwyczaj tragiczna i romantyczna, a przez to tak niezwykle podniecająca.
— Czy może pani sobie wyobrazić, co czuje człowiek, który patrzy w oczy swojego mentora i przyjaciela i wie, że zaraz będzie musiał sprawić, że te oczy zgasną? Zastanawiała się pani nad tym? Czy ktokolwiek w ogóle pomyślał, jak mu musiało być ciężko, kiedy wszyscy dotychczasowi przyjaciele odwrócili się od niego, a on nijak nie mógł się bronić, żeby nie zaprzepaścić swojej misji? Nie sądzi pani, że ludzie powinni dowiedzieć się o czymś takim?
Auriga milczała, wściekła i wzburzona, nie znajdując słów, by wyrazić swoje myśli i uczucia. Fenwick spojrzała na nią z żalem.
— Pewnie nawet pani nie wie, co dokładnie było we wspomnieniach, które dał Potterowi, prawda?
To przechyliło czarę i Sinistra wreszcie zdołała jej przerwać:
— Dość!
xxx
Zebranie zakończyło się zaskakująco szybko — może przez to, że żadne z nich nie wiedziało, jak się zachować, a może przez to, że na każdego czekało mnóstwo pracy. Minerwa jako jedna z pierwszych wymówiła się natłokiem obowiązków i dyskretnie opuściła pokój nauczycielski. Auriga nie zauważyła, jak wychodzi, ale kiedy tylko spostrzegła jej nieobecność, natychmiast zerwała się z miejsca i ruszyła w stronę drzwi. Liza westchnęła cicho, ale także wstała i podążyła za nią.
Dogoniły dyrektorkę tuż przed wejściem do jej gabinetu. Nie sprawiała wrażenia zaskoczonej ich widokiem.
— Aurigo, Lizo, w czym mogę wam pomóc?
— Widziałaś jego wspomnienia? — zapytała Sinistra bez wstępów, nie mając siły na krążenie wokół tematu. — Te, które dał Harry'emu Potterowi? Widziałaś?
Vector łagodnie dotknęła jej ramienia, ale zignorowała ją. Musiała wiedzieć!
— Tak — odparła Minerwa cicho. — Widziałam — powtórzyła spokojnym tonem. — Przykro mi, Aurigo. Wydaje mi się, że wcale go nie znaliśmy, nie tak naprawdę...
— Jak to? Minnie...
Czarownica pokręciła głową.
— Jego motywy... Nigdy nie sądziłam, że on i... — urwała, przechodząc przez wejście, które odsłoniła chimera. — Tak czy inaczej, to nie jest teraz ważne. Powinnyście już iść, mam dużo pracy...
— On i Lily Potter? — przerwała jej Auriga, robiąc krok za nią. — To chciałaś powiedzieć, prawda?
Minerwa spojrzała na nią z rezygnacją.
— Tak — westchnęła, widząc, że Sinistra nie odpuści.— Wejdźcie.
Gabinet, mimo że nic się w nim nie zmieniło od czasów Dumbledore'a, wyglądał dziwnie pusto i ponuro. Przekraczając próg Sinistra miała wrażenie, jakby wszystko w środku ściął jej lód. Czuła się bardzo słabo.
Minerwa usiadła za biurkiem, delikatnie odsuwając na bok stojącą przed nią myślodsiewnię. Auridze i Lizie wskazała fotele naprzeciw siebie. Ponad jej ramieniem namalowany na portrecie Albus zachrapał przez sen.
— Jego wspomnienia potwierdzają to, co powiedział podczas bitwy pan Potter — zaczęła Minerwa z wahaniem. — Severus był zakochany w Lily. Wszystko, co zrobił, zrobił z jej powodu. Szesnaście lat temu przyszedł do Albusa, bo dowiedział się, że Voldemort poluje na Potterów. Błagał go, by ich ukrył, ze względu na nią. Obiecał, że zrobi wszystko... Kiedy zginęła, zgodził się chronić Harry'ego. Nie chciał, by ktokolwiek się o tym dowiedział. Co było dalej, wiecie.
Auriga miała ochotę nią potrząsnąć. „A co ze mną?!" — chciała wykrzyczeć, ale zbyt wiele byłoby do tłumaczenia. Tym bardziej, że gdyby naprawdę pojawiła się we wspomnieniach Severusa, McGonagall dawno by o to zapytała...
„Nie!" — pomyślała z rozpaczą. — „Tam musi coś być! Może Minerwa po prostu nie zauważyła?"
Falująca powierzchniastojącej na biurku myślodsiewni rozrzucała po pokoju barwne odblaski.
— Musisz mi je pokazać, Minnie — powiedziała Auriga, przerywając dyrektorce w pół słowa. To już nawet nie brzmiało jak prośba, bardziej jak kategoryczne żądanie; zresztą Sinistra nie zamierzała przyjąć do wiadomości odpowiedzi odmownej.
McGonagall popatrzyła na nią tak, jakby nagle zwariowała.
— Po co? — zdumiała się.
— Muszę je zobaczyć, zrozum. Muszę się sama przekonać...
— Nawet gdybym chciała, nie mam już tych wspomnień. Aurorzy zabrali wszystkie kopie — odparła dyrektorka sucho.
— Wystarczą twoje — stwierdziła Auriga natychmiast. — Błagam, Minnie...
— Naprawdę nie sądzę, żeby to było właściwe, moja droga. Severus z pewnością nie chciałby, żeby obcy ludzie grzebali w jego wspomnieniach.
— Już grzebią! — powiedziała z rozpędu. — Aurorzy i urzędnicy... — urwała, bo dopiero teraz dotarł do niej sens słów koleżanki. Spojrzała na nią z urazą i niedowierzaniem. — Znałam go lepiej niż ty! — wykrzyknęła. — Byliśmy przyjaciółmi!
— Więc tym bardziej powinno wystarczyć ci to, co ci opowiedziałam. Nie powinnaś domagać się dowodów na jego niewinność.
— Ty nic nie rozumiesz! — Sinistra poderwała się z miejsca. — Ja muszę... mam prawo... Ja go...
— Uspokój się, Aurigo — przerwała jej ostro Vector.
Kobieta posłusznie umilkła. Bezradnie osunęła się z powrotem na fotel i ukryła twarz w dłoniach.
— Uważam, że bardziej mu już nie zaszkodzimy, Minerwo — powiedziała Liza łagodniej.
— Więc ty też chcesz? — zdumiała się dyrektorka.
— Nie, w życiu! — Czarownica wyglądała na zniesmaczoną samym pomysłem. — Nie mam najmniejszej ochoty na babranie się w myślach Snape'a, jakimkolwiek bohaterem by nie był. Tylko Auriga, Minnie. Przez tyle lat uważała go za przyjaciela. Chyba zasługuje na to, by poznać całą prawdę, tak samo jak ty?
xxx
Fenwick wyglądała na urażoną. Na szczęście także jej samonotujące pióro zastygło w bezruchu, jakby i je zaskoczyła reakcja nauczycielki.
— Chcę uświadomić ludziom wagę tego, co dla nich zrobił — powiedziała Brenda powoli, jakby zwracała się do dziecka albo kogoś niedomagającego umysłowo. — Czy sądzi pani, że to źle?
Sinistra odetchnęła głęboko i powiedziała chłodno i względnie spokojnie:
— Nie, oczywiście, że nie. Ale nie sądzę, by było do tego potrzebne aż tyle górnolotnych słów i patosu.
Dziennikarka zarumieniła się lekko z zakłopotania.
— Przepraszam — zreflektowała się natychmiast Auriga, nieco zawstydzona swoim zachowaniem. — Naprawdę nie chciałam być nieuprzejma.
Fenwick tylko skinęła głową.
— Cóż, może ma pani rację — przyznała. — Ale to dla mnie dość bolesny temat, zatem musi mi pani wybaczyć nadmierną emocjonalność...
Auridze natychmiast przeszło zawstydzenie i znów zamarzyła o tym, by przekląć kobietę jakąś klątwą, najlepiej na tyle dotkliwą, żeby miała jakieś porównanie.
— Proszę mi powiedzieć, czy znała pani Severusa? — zapytała, nim Fenwick zdołała znów się odezwać.
— Nie, ale...
— Czy brała pani udział w bitwie?
— Oczywiście, że nie... Kiedy zaczęła się wojna, byłam zmuszona wyjechać z kraju. Pochodzę z mugolskiej rodziny — wyjaśniła.
Auriga nie potrzebowała pytać o nic więcej. Dziennikarka, zupełnie niezrażona jej nastawieniem, uśmiechnęła się zachęcająco.
— Zatem zgadza się udzielić mi pani jakichś informacji?
W pierwszym odruchu Sinistra zamierzała natychmiast zaprzeczyć, jednak przyszło jej do głowy, że Fenwick i tak nie odpuści i napisze ten artykuł, niezależnie od tego, czy uda jej się zdobyć jakiś materiał w Hogwarcie. Gdyby Auriga zgodziła się z nią porozmawiać, miałaby przynajmniej częściową kontrolę nad jego treścią. Mogłaby zadbać o to, by informacje w nim zawarte pozostały zgodne z prawdą... Na tyle, na ile mogły być, oczywiście, bo Sinistra nie powiedziałaby ani słowa ponad to, co wszyscy choć trochę orientujący się w temacie ludzie już doskonale wiedzieli.
Zawahała się. Fenwick miała może bardzo idealistyczne podejście do całej sprawy i sprawiała wrażenie zbyt egzaltowanej, za bardzo przejętej... Ale w gruncie rzeczy obu im zależało na tym samym.
Auriga skinęła głową.
— Niech będzie.
Brenda z radości aż klasnęła w dłonie.
— Świetnie! Od razu wiedziałam, że się dogadamy. Rita co prawda mówiła, że będą problemy, ale ja zawsze uważałam, że...
— Przepraszam, Rita? — przerwała jej Auriga, tknięta złym przeczuciem.
Dziennikarka wzruszyła ramionami i spojrzała na nią niepewnie.
— Rita Skeeter. Pomaga mi trochę...
— Ona pisze dla „Proroka", a nie „Czarownicy" — zauważyła Sinistra podejrzliwie.
— Cóż, właściwie ten artykuł ma być częścią większej całości — przyznała Fenwick, decydując się na szczerość.
— To znaczy? — spytała Auriga i zaraz zrozumiała. — Na Merlina, książka, tak? Skeeter chce zrobić mu to samo, co zrobiła w zeszłym roku Dumbledore'owi? I przysłała tu panią! Sama nie miała odwagi przyjść po tych wszystkich bzdurach, jakie o nas powypisywała?
Fenwick wydawała się zakłopotana.
— Tamten nieszczęsny artykuł sprzed miesiąca... — westchnęła. — Cóż, Rita nieco przesadziła, ale jestem pewna, że chciała dobrze. Jest bardzo rzetelna w tym, co robi, i zwykle pisze to, co uważa bez względu na konsekwencje... przez co ludzie nie darzą jej sympatią...
„Niedopowiedzenie roku!" — pomyślała Sinistra ze wzburzeniem.
— Zarzuciła nam bardzo poważne zaniedbania i oskarżyła o wspieranie Czarnego Pana! To nie jest rzetelne dziennikarstwo, tylko pomówienia! W świecie mugoli za coś takiego można kogoś pozwać!
— Większość faktów z artykułu to prawda. Nie zaprzeczy pani, że w szkole byli i są zatrudniani mieszańcy i niemagiczni, ani że w zeszłym roku rządzili nią śmierciożercy, co stwarzało ogromne zagrożenie dla uczniów.
— To Severus był tym śmierciożercą, który zarządzał Hogwartem — prychnęła Auriga. — Mówiła pani, że pragnie, by go doceniono!
— I nie skłamałam — przerwała jej Fenwick. — Rita jak najbardziej podziela moje zdanie, choć wiem, że wcześniej wyrażała się niezbyt przychylnie. Tak czy inaczej...
Auriga wrzała z gniewu.
— Niech pani da sobie spokój. To nie przyniesie niczego dobrego. On nie zasłużył na to, żeby Skeeter zrobiła z niego swoją sensację roku!
— Przesadza pani.
Sinistra potrząsnęła głową.
— Lepiej będzie, jeśli pani już pójdzie.
— Ale powiedziała pani...
— Nie chcę mieć z tym nic wspólnego — przerwała jej. — Mogła pani od razu wspomnieć, że współpracuje z Ritą Skeeter. Obie oszczędziłybyśmy wtedy mnóstwo czasu.
Auriga podeszła do drzwi i otworzyła je szeroko. Fenwick wstała, zgarniając lewitujące przed nią pióro i pergamin.
— Jest pani niesprawiedliwa — stwierdziła, ponuro kręcąc głową. — Ale niech będzie. Czy mogłabym przynajmniej porozmawiać z portretem? Tego mi chyba pani nie odmówi?
— Z czyim portretem? — zapytała Auriga z roztargnieniem. Skupienie się na tym, co mówiła do niej Fenwick, przychodziło z coraz większym trudem. Najchętniej wypchnęłaby dziennikarkę za drzwi i rozpłakała się ze złości, ale niestety musiała zachować spokój.
— Severusa Snape'a, oczywiście! — powiedziała kobieta. — To tutejsza tradycja, prawda? Portretowanie zmarłych dyrektorów...
— Ach... Tak, ale... Nie ma portretu Severusa.
— Jak to: nie ma?
Sinistra spojrzała na nią pusto.
— Zwyczajnie, nie pojawił się w gabinecie. Nie wiemy dlaczego. Minerwa twierdzi, że może przez to, że Severus zrezygnował ze stanowiska... Nie wiem, naprawdę... O, pan Filch! — zawołała nagle. Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie ucieszyła się na widok nadchodzącego korytarzem woźnego. — Dobrze, że pan jest. Czy mógłby pan odprowadzić panią Fenwick do wyjścia? Będę zobowiązana...
xxx
Auriga po raz kolejny uniosła rękę, by zapukać i po raz kolejny cofnęła ją w ostatniej chwili. Przycisnęła zwiniętą dłoń do ust, starając się zebrać w sobie marne zapasy odwagi. Czy powinna wejść tam i wreszcie zażądać jakiegoś wyjaśnienia, czy lepiej odejść i zostawić wszystko w obecnym stanie? Przecież i tak, cokolwiek teraz zrobi, okaże się złą decyzją. Gdyby to było choć trochę prostsze! Gdyby dało się rozpisać przewidywane konsekwencje i obiektywnie stwierdzić, co będzie mniej bolało, a dopiero potem dokonać wyboru...
Zapukała na tyle mocno, by mieć pewność, że nie będzie musiała robić tego po raz drugi, bo na to pewnie już by się nie zdobyła. Prawie natychmiast usłyszała spokojne: „proszę", więc odetchnęła głęboko i nacisnęła klamkę, a potem weszła do środka. Ostrożnie zamknęła za sobą drzwi, skupiając się na tym może odrobinę bardziej, niż było tokonieczne, i dopiero potem uniosła głowę.
— Auriga. — W głosie Severusa zadźwięczała nuta zdziwienia. Mężczyzna zatrzasnął obszerną książkę z rachunkami, którą przeglądał, i spojrzał na nią przenikliwie.
Siedział sztywno w dyrektorskim fotelu, pod czujną obserwacją Albusa, którego portret wisiał na ścianie ponad jego ramieniem. Gdy Dumbledore zauważył na sobie wzrok Aurigi, uśmiechnął się ciepło. Kobieta z szacunkiem skinęła mu głową.
— Szczerze mówiąc jesteś ostatnią osobą, której się tu spodziewałem — odezwał się Snape.
— Naprawdę? — spytała cicho, rozglądając się ukradkiem po pomieszczeniu. Od zeszłego roku, poza drobnymi szczegółami, gabinet nie zmienił się ani o jotę, jakby nawet Severus nie czuł się na tyle pewnie, żeby się w nim rozgościć. A może zachowanie go w dawnym porządku miało stanowić kolejne przypomnienie o tym, czego się dopuścił? Sinistra odepchnęła od siebie te myśli i skupiła wzrok na mężczyźnie, pilnując się, by nie patrzeć mu w oczy.
— Chciałam porozmawiać — powiedziała.
— Porozmawiać? — powtórzył. — A o czym? Jeżeli przysłała cię Minerwa, możesz powiedzieć jej, że...
— Nie przychodzę od Minerwy — przerwała mu. — Naprawdę nie domyślasz się, dlaczego tu jestem? Nie sądzisz, że jesteś mi winien jakieś wyjaśnienie?
Snape uniósł ironicznie brew. Wyglądał na rozbawionego, ale jego spojrzenie pozostało zimne i nieprzyjazne. Auriga nigdy, nawet w najgorszych koszmarach nie przypuszczała, że kiedykolwiek Severus będzie tak na nią patrzył — że zamiast maskowanej obojętnością sympatii, ujrzy w jego wzroku niechęć i lekceważenie. To zabolało.
— Owszem — usłyszała. — Oczekiwałem twojej wizyty we wrześniu i byłem dość zdziwiony, że nie wpadłaś tutaj z awanturą zaraz po moim przybyciu do zamku. Mamy prawie listopad; sądziłem, że już zdążyłaś się pogodzić z obecnym stanem rzeczy i oszczędzisz mi żałosnych scen.
Auriga pokornie przemilczała te przytyki.
— Jak kiedykolwiek mogłabym się z tym pogodzić? — zapytała cicho. — Ufaliśmy ci... Ja ci ufałam. Nie mogłam uwierzyć... Przecież byliśmy przyjaciółmi, myślałam, że mnie... — urwała raptownie, nie chcąc powiedzieć za wiele.
— Zawsze byłaś dość naiwna, ale musisz przyznać, że ostatnie wydarzenia nie pozostawiają miejsca na wątpliwości? — zdziwił się Snape.
— Nie pozostawiają — zgodziła się ponuro. — Cały czas się zastanawiam, co takiego zaoferował ci Czarny Pan, że postanowiłeś nas zdradzić — zapytała gorzko. — Dlaczego robisz to wszystko?
— Czy to ma jakieś znaczenie? — odparł beznamiętnie. — O co naprawdę ci chodzi, Sinistra? A może zwyczajnie zaczęłaś mieć wyrzuty sumienia?
— Ja? — zdziwiła się Auriga.
— Cóż, całkiem nieźle uwiarygodniłaś moją rolę skruszonego szpiega. Przecież nie mógłbym się w tobie zakochać, gdybym wciąż był złym i okrutnym śmierciożercą — zadrwił.
Czarownica pobladła lekko.
— Nikt o nas nie wiedział — zauważyła zadziwiająco trzeźwo, biorąc pod uwagę targające nią uczucia.
— Dumbledore wiedział — poprawił ją spokojnie mężczyzna. — Nigdy nie wpadłbym na to, że może się nabrać na coś takiego... zresztą pewnie nie nabrałby się, gdybym sam to zaplanował i odegrał... Ale zjawiłaś się ty, taka dobra i ufna, i nie musiałem się nawet starać, nie musiałem cię uwodzić, bo sama nakręcałaś się coraz bardziej i bardziej. Wystarczyło ci tylko na to pozwolić. Sama rozumiesz, że nie mogłem przegapić takiej okazji. To było aż za proste! — Severus uśmiechnął się z satysfakcją. — Oboje widzieliście tylko to, co chcieliście widzieć. W pewnych sprawach Dumbledore był równie naiwny, co ty.
— On ci ufał!
— Za co również tobie należą się moje podziękowania, kochanie.
Nigdy wcześniej tak jej nie nazwał. Poczuła się, jakby uderzył ją w twarz.
— Nie wmówisz mi... — zaczęła, ale przerwał jej z lekkim zniecierpliwieniem:
— Nie zamierzam, Sinistra. Nie wiem, co chciałaś usłyszeć, przychodząc tutaj, i prawdę mówiąc, mało mnie to obchodzi. Jesteś głupia, jeśli sądziłaś, że mogłaś jakoś wpłynąć na moje decyzje. Wyjaśnijmy sobie jedno: z mojej strony od samego początku była to tylko wymiana korzyści. Ty chciałaś wierzyć, że odwzajemniam twoje uczucia, a ja... cóż, powiedzmy, że miałem inne potrzeby... A może — dodał, jakby nagle coś przyszło mu do głowy — taki układ ci odpowiada?
Kobieta prychnęła z oburzeniem, rumieniąc się ze złości i zażenowania. Snape z namysłem otaksował ją wzrokiem; na jego ustach błąkał się bezczelny, ironiczny półuśmiech.
— Nienawidzę cię — warknęła Sinistra.
— To zapewne oznacza nie. Cóż, nie powiem, bym bardzo żałował.
— Ty... Sądziłam... — zaczęła i urwała, nie panując nad głosem i słowami. Pokonana, odwróciła się prędko i ruszyła do drzwi, ledwie widząc je przez łzy wściekłości i upokorzenia.
— Wszyscy daliście się nabrać, Aurigo — rzucił za nią Severus. — Dlaczego masz wyrzucać sobie, że byłaś wyjątkowa?
xxx
Sinistra przybyła do Wielkiej Sali mocno spóźniona, co owszem, zdarzało jej się rankami, ale rzadko w porze obiadowej. Zdecydowanie nie wyglądała najlepiej, blada i przygaszona. Niemrawo odpowiadając na powitania, wycofała się na koniec stołu, gdzie z ciężkim westchnieniem opadła na wolne krzesło obok Lizy. Nie musiała nic mówić, bo Vector od razu zorientowała się, że coś się stało. Zanim zdążyła o cokolwiek zapytać, Auriga tylko pokręciła głową, dając do zrozumienia, że nie ma ochoty rozmawiać.
Siedzący obok Hagrid usłużnie nalał jej soku dyniowego, mocząc przy tym rękaw w resztkach zupy na talerzu Irmy, która odchylona na krześle czytała coś z zapamiętaniem.
— Dzięki — mruknęła Sinistra i upiła łyk. — Nie, nie jestem głodna, Hagridzie — dodała prędko, kiedy podsunął jej półmisek z ziemniakami. Półolbrzym zmrużył czarne, podobne do żuków oczy badawczo.
— Wszystko gra?
— Jasne.
„Akurat" — pomyślała Liza ponuro. — „A było już tak dobrze..."
Przez ostatnie dni Sinistra wyglądała lepiej, zniknął gdzieś ten niewesoły półuśmieszek i zaczerwienione od zbyt wielu przepłakanych nocy oczy, a zastąpiło je coś przynajmniej przypominającego optymizm, jaki miała jeszcze przed zabójstwem Dumbledore'a. Auriga nie była szczęśliwa — Vector doskonale o tym wiedziała — ale całkiem dobrze szło jej udawanie. To na razie wystarczyło, bo żeby naprawdę poczuła się lepiej, potrzebowała już jedynie czasu.
Tylko dlaczego, do cholery, za każdym razem, kiedy trochę tego czasu upływało, ktoś musiał robić coś, co sprawiało, że wracali do punktu wyjścia?
Liza westchnęła z irytacją, zajmując się jedzeniem i czekając, aż Auriga sama zechce powiedzieć jej, co się stało. Przez cały posiłek Sinistra nie odezwała się jednak ani słowem, zagubiona w ponurych myślach. Ścigana karcącym spojrzeniem Poppy, napełniła swój talerz, ale tylko bezmyślnie dziobała w nim widelcem.
Kiedy Wielka Sala zaczęła pustoszeć, podeszła do nich Minerwa.
— Fenwick tak długo cię zatrzymywała? — zwróciła się łagodnie do Aurigi, która duchem zdawała się przebywać gdzieś wśród gwiazd, a przynajmniej w miejscu tak odległym od Hogwartu, Wielkiej Sali i obiadu jak one. — Aurigo! — Dyrektorka ostrzejszym tonem sprowadziła nauczycielkę astronomii na ziemię.
— Tak? — Sinistra spojrzała na koleżankę nieprzytomnie.
— Pytałam co z Fenwick? — powtórzyła McGonagall spokojnie.
— Rozmawiałyśmy. W porządku — dodała szybko, widząc jej minę. — To ona mówiła więcej niż ja, zresztą niewiele na temat Hogwartu. I nie, nie pozwoliłam jej włóczyć się po szkole, poprosiłam pana Filcha, żeby odprowadził ją do samego wyjścia.
— I dlatego wyglądasz jak po bliskim spotkaniu z dementorem? — spytała Minerwa takim tonem, jakby prowadziły przyjazną pogawędkę o pogodzie.
— Słucham? — zdziwiła się Auriga.
— Wpadnij do mnie po obiedzie, dobrze?
— Mam dużo pracy, Minnie, muszę przygotować lekcje, poza tym obiecałam Horacemu, że pomogę mu z eliksirami...
— Więc zajmij się jedzeniem, zamiast tracić czas na wynajdywanie wymówek. Będę czekać na ciebie w gabinecie — ucięła dyrektorka, nie pozostawiając miejsca na dalszą dyskusję.
x
Wspomnienie było zamazane i nieostre, jak kopia zbyt wiele razy powielanego filmu. W gęstej jak mleko mgle majaczyły ledwie widoczne kształty i cienie, a głosy dobiegały z daleka, niewyraźne i przytłumione. Dało się słyszeć jedynie urwane słowa, składające się w strzępy zdań.
— Szukałem trzeciej różdżki... Czarnej Różdżki... Berła Śmierci... Zastanawiałem się, dlaczego nie chce być tym, czym być powinna... dlaczego wbrew legendom nie działa w rękach prawowitego właściciela... I chyba znalazłem odpowiedź.
— Panie... pozwól mi iść po chłopca — błagał.
Voldemort zignorował jego słowa.
— Może już ja znasz, Severusie? — syknął. — Jesteś przecież taki sprytny. Byłeś mi zawsze dobrym i wiernym sługą. Żal mi tego, co musi nastąpić.
— Panie...
— Dopóki żyjesz...
— Panie!
Ciemny kształt sycząc sunął po podłodze, coraz bliżej i bliżej. Obraz zmętniał jeszcze bardziej, rozległ się krzyk, który gwałtownie się urwał i długo nie było nic, prócz szemrzącej ciszy i niewyraźnych sylwetek ludzi we mgle. Rozmawiali, ale wspomnienie o tym stanowiło białą, brzęczącą plamę. Dopiero na samym końcu padły słowa na tyle wyraźne, by je zrozumieć:
— Spójrz... na... mnie...*
A potem znów nic.
xxx
Myślodsiewnia iskrzyła łagodnie i zapraszająco. Auriga miała ochotę chwycić ją i cisnąć na podłogę, roztrzaskać na kawałki jeszcze drobniejsze niż te, w które przed chwilą rozpadło się jej już i tak połamane serce. Jeszcze przed kilkoma godzinami łudziła się, że we wspomnieniach Severusa odnajdzie jakieś wyjaśnienie, scenę albo choć szczegół zrozumiały tylko dla niej, który rozwieje jej wątpliwości i sprawi, że nie będzie musiała czuć się aż tak winna... O ironio, zamiast tego znalazła wyznanie miłości do nieżyjącej od kilkunastu lat kobiety i deklarację, że wszystko, co Snape robił przez całe życie, robił tylko dla niej. Na temat Aurigi nie znajdowało się tam nic, nawet najdrobniejsza wzmianka. Jakby nie była wystarczająco ważna, by poświęcić jej choćby pół myśli. Jakby nigdy dla Severusa nie istniała.
Sinistra osunęła się na krzesło, usiłując opanować szalejące w niej uczucia. Po policzkach płynęły jej łzy, ale nawet nie starała się ich ocierać. Nigdy jeszcze nie czuła się tak bardzo oszukana i zraniona. I to w dodatku teraz, kiedy sądziła, że nie może być gorzej, że nie da się być już bardziej nieszczęśliwym.
Zrozpaczona starała przypominać sobie, że Severus był bohaterem. Przez cały czas robił to wszystko dla nich, to dzięki niemu Voldemort został pokonany. A ona go zawiodła. Dała wiarę kłamstwom i odwróciła się od niego, kiedy najbardziej jej potrzebował. Teraz był martwy; zginął samotny i znienawidzony przez ludzi, dla których się poświęcił... To o tym powinna myśleć! Powinna opłakiwać jego śmierć, a nie samą siebie i swoje brutalnie rozwiane złudzenia.
Nie potrafiła jednak poradzić sobie z wściekłością i goryczą, które ją przepełniały. Przetrwałaby wszystko, gdyby tylko miała pewność — ba! — gdyby mogła przynajmniej wierzyć, że Severus ją kochał. Niestety nie oszczędzono jej nawet tego. To Lily Evans była kobietą, dla której żył i dla której umarł. Auriga wstydziła się palącej ją zazdrości, ale nie umiała go powstrzymać — zresztą bez różnicy jedno więcej niechciane uczucie czy mniej. Płacz, do którego przywykła przez ostatni rok, nie przynosił już żadnej ulgi, mimo to i tak rozszlochała się głośno i żałośnie, kuląc się na krześle i kryjąc twarz w dłoniach. Czuła na sobie intensywne spojrzenia dyrektorów z portretów, ale było jej wszystko jedno. Dobrze, że nie pojawiła się tu jeszcze podobizna samego Severusa. Nie zniosłaby patrzenia na niego...
— Dobrze się czujesz, moja droga? — zapytała ostrożnie Dilys Derwent. W jej głosie brzmiała szczera troska. — Może zawołam Minerwę? — zaproponowała.
Sinistra spojrzała na nią niewidzącym wzrokiem, ale zaraz oprzytomniała.
— Nie! — wykrzyknęła nieswoim głosem, natychmiast się prostując.
Nie chciała niczego wyjaśniać, odpowiadać na niewygodne pytania i słuchać nic nieznaczących słów pocieszenia. Musiała wyjść stąd natychmiast, zanim wróci Minerwa albo Liza... Zerwała się gwałtownie.
— Może jednak? — nalegała czarownica. — Chyba nie powinnaś zostawać teraz sama, biedactwo...
— Muszę... chcę być sama — wymamrotała Auriga, bezskutecznie starając się opanować. Sprawiało jej to trudność, jako że łzy wcale nie chciały przestać płynąć, a dłonie drżały ze zdenerwowania.
— Powiedz jej coś, Albusie! Przecież rozchoruje się od tego szlochu.
Dumbledore uciszył koleżankę łagodnym skinieniem głowy.
— Aurigo — odezwał się, a Sinistra spojrzała na niego pusto. Nagle jej oczy rozbłysły chorobliwą ekscytacją.
— Ty coś wiesz, prawda? — szepnęła. — Powiedz mi... Jak on to znosił? Co zamierzał? Z pewnością wiesz, wymyśliliście to razem! Błagam, powiedz mi, czy on mówił coś o mnie? Musiał z tobą rozmawiać...
— Naprawdę sądzę, że powinnaś spróbować się uspokoić, Aurigo.
— Powiedz mi, nie dręcz mnie, proszę...
— Sama się dręczysz, moja droga. — Głos Dumbledore'a był cichy i gładki jak stojąca woda.
Sinistra zupełnie go nie słuchała, podsycając ostatnią iskrę nadziei, która w niej zapłonęła.
— Może prosił, by mi coś przekazać? — zapytała gorączkowo. — Jakąś wiadomość? List?
— Obawiam się, że Severus nie miał czasu, by myśleć o pożegnaniach.
— Jesteś pewien? Może wspominał coś... chociaż słowo... Muszę wiedzieć!
Albus smutno pokręcił głową.
— A o... Lily? — zapytała Auriga głucho.
Dumbledore powtórzył swój gest.
— Severus nie zwierzał mi się ze swych uczuć — wyznał.
Sinistra odetchnęła głęboko, przyciskając dłonie do skroni.
— Tak... Więc on sam... — wyszeptała z nutą histerii w głosie. — Kiedy pojawi się tu jego portret? — zapytała rzeczowo, rozglądając się wkoło, jakby sądziła, że jakimś cudem obraz mógł się zmaterializować na ścianie podczas jej rozmowy z Albusem. Wcześniej bała się widoku marnej namiastki żywego Severusa, ale teraz był on jej ostatnią nadzieją.
— On będzie wiedział, wyjaśni mi wszystko — oznajmiła z przekonaniem. — Kiedy będę mogła z nim porozmawiać? — Spojrzała nagląco na Dumbledore'a, a potem na Derwent i resztę dyrektorów. — Odpowiedzcie mi! — zażądała.
— Nie ma tu portretu Severusa, kochanie — powiedziała Dilys łagodnie, jakby przemawiała do przerażonego dziecka. — I obawiam się, że już nie będzie.
xxx
Minerwa wpatrywała się z zamyśleniem w pusty fotel, w którym jeszcze przed chwilą siedziała Auriga Sinistra. Czarownica wyglądała na tak zmęczoną i nieszczęśliwą, że dyrektorka zaczynała odczuwać wyrzuty sumienia, że nieopatrznie zrzuciła jej na głowę rozmowę z Fenwick. Nie miała pojęcia, że dziennikarka nie chce pisać kolejnego artykułu o szkole, a zdobyć informacje na temat Severusa. A nawet gdyby o tym wiedziała, to czy mogła przewidzieć, że Auriga tak bardzo się tym przejmie?
McGonagall nie potrafiła zwalczyć jakiegoś nieokreślonego niepokoju, który w niej narastał. Nie stanowiło dla niej tajemnicy, że swego czasu nauczycielka astronomii była w dość dobrych stosunkach z Severusem. Dostarczała mu informacji niezbędnych do warzenia eliksirów, uwalniając tym samym od konieczności sporządzania skomplikowanych obliczeń astronomicznych, a on w zamian odnosił się do niej z większą wyrozumiałością i sympatią niż do większości swoich współpracowników. Auriga czasem przyłączała się do niego, kiedy nocami patrolował korytarze, a czasem po skończonych zajęciach, upewniwszy się, że uczniowie dotarli prosto do łóżek, wpadała do lochów na herbatę. Minerwa doskonale pamiętała, jak bardzo była zaskoczona, kiedy usłyszała o tym po raz pierwszy. Pomimo tego nie potrafiła dopatrzyć się w ich relacjach niczego niewłaściwego — raczej cieszyło ją, że ktoś jeszcze zdołał przebić się przez mury, jakie Snape uparcie wokół siebie wznosił.
Sinistra mocno przeżyła jego zdradę. Minerwa doskonale ją rozumiała, choć — teraz myślała o tym ze wstydem — chwilami jej zachowanie wydawało jej się nieszczere, a rozpacz przesadzona. To był okres trudny dla wszystkich, nic dziwnego, że i jej udzieliła się atmosfera strachu i nieufności. Nowy dyrektor wiedział o wiele więcej niż powinien, a jedynym innym wytłumaczeniem zdawało się to, że ściany mają nie tylko uszy, ale i usta, by go o wszystkim informować... Potem jednak Auriga jeszcze bardziej posmutniała i zamknęła się w sobie, przestano widywać ją w pobliżu dyrektorskiego gabinetu, wyraźnie zaczęła unikać Snape'a.
Wtedy po raz pierwszy Minerwie przyszło do głowy, że może w tej ich przyjaźni było coś więcej. Nie ze strony Severusa, rzecz jasna — zresztą wspomnienia, które pozostawił przed śmiercią Potterowi, jasno pokazywały, że istniała dla niego tylko jedna kobieta — ale ze strony Aurigi. To by tłumaczyło jej zachowanie w tamtym czasie i później, kiedy dowiedziała się o jego śmierci, o Lily i o tym, że tak naprawdę zawsze był po ich stronie. Mało tego, Minerwa sama, dość lekkomyślnie, zgodziła się udostępnić tamte wspomnienia... Wkrótce po tym Sinistra poprosiła o urlop i wyjechała do domu rodziców. Może zwyczajnie chciała odpocząć od zrujnowanego, pogrążonego w żałobie Hogwartu, czemu nikt nie mógł się dziwić, ale może miała jeszcze inne powody? McGonagall nie pytała, zresztą zajmowały ją wtedy inne sprawy i starała się nie skupiać nawet na własnych uczuciach, a co dopiero na troskach swoich współpracowników, bo gdyby zaczęła to robić, to sama pogrążyłaby się w czarnej rozpaczy i nikomu nie pomogła.
Rozległo się pukanie do drzwi i Minerwa porzuciła ponure rozmyślania, żeby zająć się kolejnymi gośćmi.
— Poppy, Filiusie — przywitała ich, wskazując dwa aksamitne fotele. — Napijecie się herbaty?
Machnięciem różdżki uprzątnęła filiżankę Sinistry i wyczarowała dwie nowe, a z kuchni przywołała imbryk świeżego naparu.
— Ledwie minęliśmy się z Aurigą — powiedział Flitwick. — Nie wyglądała na zbyt szczęśliwą. Coś się stało?
McGonagall westchnęła z wahaniem, ale opowiedziała im krótko o wizycie dziennikarki, zatrzymując jednak dla siebie trapiące ją wątpliwości odnośnie Aurigi. Mimo że ufała Filiusowi i Poppy i wiedziała, że może liczyć na ich dyskrecję, to nie czułaby się z tym w porządku, zwłaszcza, kiedy jej podejrzenia opierały się tylko na domysłach i starych plotkach.
— Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Auriga wciąż tak mocno przeżywa całą tę sytuację — powiedziała tylko. — Zawsze bardzo lubiła Severusa.
— Fakt — przyznał Filius. — On zresztą także miał do niej słabość.
Minerwa spojrzała na niego pytająco. Czarodziej wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
— Cóż, była w tej szkole chyba jedyną osobą, oprócz ciebie, Minnie, i Albusa, do której dobrowolnie się odzywał.
Poppy prychnęła cicho.
— Po prostu się przyjaźnili — stwierdziła stanowczo. — To oczywiste, że to wszystko to dla Aurigi trochę za wiele.
Jej reakcja nieco zdziwiła Minerwę. Poppy nieco zbyt szybko i zbyt zdecydowanie ucięła całą dyskusję i dyrektorka pomyślała, że może powinna jeszcze ją o to wypytać — otwarcie i najlepiej na osobności, a przynajmniej bez Filiusa, który sprawiał wrażenie, jakby nie do końca rozumiał, o co im chodzi.
— To silna i mądra kobieta, i da sobie radę, tylko potrzebuje jeszcze trochę czasu — powiedział z przekonaniem, dolewając sobie herbaty. — Na waszym miejscu bardziej martwiłbym się o Lizę.
McGonagall spojrzała na niego z niekłamanym zaskoczeniem.
— Dlaczego? Sądziłam, że udało jej się rozwiązać problemy z uczniami. Mówiłam jej, że nie powinna tak bardzo się wszystkim przejmować, w roli opiekunki domu naprawdę radzi sobie świetnie, dzieciaki ją lubią, rodzice się nie skarżą...
Flitwick westchnął ciężko, a Poppy przewróciła oczami.
— Naprawdę powinnaś częściej zjawiać się w pokoju nauczycielskim — zauważyła. — Albo — dodała po namyśle — przynajmniej rozmawiać z Rolandą.
— Chodzi o tego aurora, z którym Liza się spotykała, Sheparda — wyjaśnił Filius.
— Przecież z nim zerwała, podobno miał inną na boku... — Minerwa urwała, z zakłopotaniem zdając sobie sprawę, że powtarza plotki. — Tak czy owak zdawało mi się, że Liza dość kategorycznie zakończyła ten związek.
— No więc chyba nie do końca — odparł Flitwick. — Nie wiem, co teraz jest między nimi, ale nie sądzę, żeby wynikło z tego coś dobrego. Znasz ją, Minnie: żadnych kompromisów, albo kocha, albo nienawidzi, zero uczuć pomiędzy. Sam nie wiem, czy bardziej mi szkoda jej, czy tego faceta, bo biedak najwyraźniej nie wiedział, w co się pakuje.
— Czy ktoś próbował z nią o tym rozmawiać? — zapytała Minerwa, pełna najgorszych przeczuć.
— Pewnie Auriga — stwierdziła Poppy. — Co my mielibyśmy jej powiedzieć? „Bądź rozsądna"? I tak by nie dotarło. Wiesz, jaka jest nasza Liza. Tylko by się wściekła, że mieszamy się w jej sprawy.
Minerwa skinęła głową. Wiedziała o tym, w końcu znała Lizę od czasu, kiedy Tiara Przydziału z sobie tylko wiadomych powodów zdecydowała się umieścić ją w Gryffindorze. Przez siedem lat McGonagall męczyła się najpierw z niepokorną i pełną żalu do całego świata dziewczynką, a potem krnąbrną nastolatką. Tamto dziecko oczywiście dawno już dorosło i zmieniło się w inteligentną i zazwyczaj trzeźwo myślącą kobietę, ale przy tym jeszcze bardziej upartą i nieznoszącą żadnej formy kontroli. I zupełnie nie radzącą sobie w związkach, co wszyscy troje mieli już nie raz okazję obserwować.
McGonagall wzruszyła bezradnie ramionami.
— Cóż, to ich prywatne sprawy, a ona jest dorosła. Może robić, co chce, a dopóki nie koliduje to z jej pracą, nie mam powodów, żeby się wtrącać.
— Nikt tego od ciebie nie oczekuje — uspokoiła ją Poppy i upiła łyk herbaty. — Wręcz przeciwnie, uważam, że zupełnie nie powinnaś się tym przejmować. Liza da sobie radę. Ty weź wolne. Przynajmniej na kilka dni. Wyjedź gdzieś, odpocznij.
Dyrektorka spojrzała na nią z oburzeniem, a gdy Filius z zapałem pokiwał głową, przeniosła zdumiony wzrok na niego.
— Nonsens. Czuję się świetnie i nie potrzebuję odpoczynku — odparła. — Poza tym oboje doskonale wiecie, że w obecnej sytuacji po prostu nie mogę pozwolić sobie na urlop.
— Od razu przyznaj, że tylko o to ci chodzi — prychnęła Poppy. — A przecież szkoła się bez ciebie nie zawali, zresztą wszystko toczy się coraz sprawniej i naprawdę nie masz o co się martwić. Damy sobie tu radę, a tobie krótka przerwa od tego wszystkiego dobrze zrobi.
McGonagall stanowczo pokręciła głową.
— Nie. Doceniam waszą troskę, ale nie. Może w święta...
— Nie miałaś ani dnia wolnego w wakacje, Minnie — przerwał jej Filius. — Każde z nas przynajmniej na trochę opuściło zamek, tylko ty nie, bo koniecznie chciałaś wszystkiego sama dopilnować. Mówiłaś, że dasz sobie trochę luzu, kiedy wrócą uczniowie, ale minęły prawie dwa miesiące, a ty wciąż się przepracowujesz. W takim tempie nie dotrwasz nawet do tych świąt.
— Słyszałam od twojej skrzatki, że bratanica zapraszała cię do siebie na parę dni do Bath — powiedziała Poppy. — Ponoć od kilku lat już chcesz się do niej wybrać, ale nigdy nie masz czasu. Czemu teraz nie miałabyś pojechać?
— Widzę, że przygotowaliście się do tej rozmowy — mruknęła McGonagall, na pół zirytowana, na pół rozbawiona. — I niby kiedy, według was, miałoby mnie tu nie być?
— Choćby i w weekend. Mogłabyś wyjechać po uczcie w Noc Duchów i zostać na kilka dni. Zapowiadają wtedy wspaniałą pogodę.
— Odpada. W sobotę jest wyjście do Hogsmeade...
— ...z organizacją którego doskonale sobie poradzimy — dokończył Flitwick.
— To jedyny termin — dodała Poppy. — W kolejny weekend zaczynają się rozgrywki quidditcha, których z pewnością nie będziesz chciała przegapić, a w następny masz spotkanie z radą nadzorczą. Za bardzo by się to wszystko odwlekło.
— Czy w ogóle mam tu cokolwiek do powiedzenia, czy już wszystko sobie ustaliliście? — zapytała zgryźliwie McGonagall.
Poppy i Filius zerknęli po sobie, a potem spojrzeli na nią.
— Właściwie to wszystko — przyznał Flitwick z nieśmiałym uśmiechem. — Świstoklik zamówiliśmy na dwudziestą.
xxx
— To ty... — Severus przywitał ją jak zwykle sympatycznie.
— Chyba nie przyjmujesz innych gości o tej porze? — zauważyła w odpowiedzi Auriga i uśmiechnęła się, nerwowo przeczesując palcami loki i tym samym burząc fryzurę, na układanie której poświęciła dobry kwadrans. Zwykle nie kłopotała się poprawianiem wyglądu, zanim po zajęciach schodziła do lochów, ale w zaistniałych okolicznościach jakoś nie chciała, żeby Severus oglądał ją z potarganymi od wiatru włosami i w roboczych ubraniach — praktycznych i doskonale chroniących od nocnego mrozu, ale zupełnie nieatrakcyjnych. Podejrzewała, że zachowuje się trochę irracjonalnie — w końcu Severus widywał ją w nich tysiące razy — ale sama czuła się nieco bardziej komfortowo w sukience i na obcasach.
Mężczyzna oczywiście nie zwrócił na jej wygląd najmniejszej uwagi. Sam także nie sprawiał wrażenia, jakby w jakikolwiek sposób przygotował się na to spotkanie. Miał na sobie roboczy fartuch poplamiony substancją, nad pochodzeniem której Auriga wolała się nie zastanawiać, i ochronne rękawice ze smoczej skóry.
— Jesteś za wcześnie — poinformował ją Snape. — Jeszcze nie skończyłem eliksiru.
— Właśnie widzę — odparła z pewnym zaskoczeniem. — Powiedziałam, że przyjdę, kiedy skończę lekcję. Sądziłam, że będziesz czekał — dodała cicho, wchodząc za nim do komnat.
Na twarz mężczyzny odmalowało się lekkie zakłopotanie.
— Czekałem — westchnął z cieniem irytacji w głosie. — Daj mi pięć minut, dobrze? — poprosił.
Auriga z uśmiechem skinęła głową, a on gestem wskazał jej kanapę, a potem skierował się do drzwi prowadzących do jego pracowni. Kiedy wyszedł, kobieta usiadła i ukryła twarz w dłoniach, parskając śmiechem. Na Merlina, czuła się zdenerwowana i spięta jak nastolatka przed pierwszą w życiu randką! W jej wieku naprawdę nie wypadało aż tak się tym ekscytować!
Co prawda Auridze nigdy wcześniej nie zdarzyło się zakochać w swoim współpracowniku i zarazem najlepszym przyjacielu, ale czy to nie powinno raczej wszystkiego ułatwiać? Cóż, to że znali się od tak dawna jakoś nie pomogło im w uniknięciu problemów... Ale na szczęście wreszcie wszystko się wyjaśniło. Severus odwzajemniał jej uczucia — czy nie o tym marzyła skrycie przez ostatnie miesiące? Skąd więc niepokój?
„Bo to Severus" — pomyślała przytomniejsza część jej umysłu. — „Jest szpiegiem i byłym śmierciożercą, a poza tym dość... skomplikowanym człowiekiem. Związek z kimś takim raczej nie będzie prosty".
Mimo tej świadomości, Sinistra nie mogła i nie chciała się powstrzymywać przed brnięciem w to dalej. Jej serce, które już wcześniej na samą myśl o Snape'ie idiotycznie przyspieszało rytm, teraz zupełnie wariowało. Nie wiedziała, czego może się spodziewać, mimo że wyobrażała sobie tę sytuację setki razy. Nie mogła doczekać się, aż Severus wróci do pokoju, a jednocześnie nie potrafiła pozbyć się obaw. Jak się zachowa? Czy będzie bardziej swobodny czy równie zdenerwowany i niepewny jak kilka godzin wcześniej, kiedy przyszedł do niej na Wieżę? Po jego wyjściu Auriga przez całe zajęcia nie była w stanie się skupić; ciekawe, czy on też miał podobnie? Pewnie tak, skoro najwyraźniej zabrał się za warzenie jakiegoś skomplikowanego eliksiru, żeby zająć czymś myśli...
Co dalej? O czym będą rozmawiać? A może Sev w ogóle nie będzie chciał rozmawiać? Nie, żeby ona miała coś przeciwko, czuła się wspaniale, kiedy bez pamięci całował ją na szczycie Wieży Astronomicznej, ale, na Merlina, to wszystko działo się chyba nieco za szybko... Po tej całej uczuciowej karuzeli, jaką zafundował jej w ostatnich dniach, Auriga wciąż była kompletnie zdezorientowana.
Skrzypnęły otwierane drzwi. Czarownica spojrzała na Severusa, który — elegancki i intrygujący w jak zawsze nieskazitelnie czarnej szacie — wszedł do pokoju, lewitując przed sobą tacę z zastawą do herbaty. Ostrożnie postawił ją na stoliku, a potem usiadł w fotelu naprzeciw Aurigi. W milczeniu napełnił filiżanki, a potem podał jej jedną z nich. Widać było wyraźnie, że czuje się nieco niezręcznie.
— Bardzo mi tego brakowało — odezwała się Sinistra, żeby przerwać przeciągające się milczenie. Snape jednocześnie skinął głową i wzruszył ramionami. Uśmiechnęła się z lekką ironią. — Na Merlina, Sev, siedzieliśmy już tak tysiące razy, nic się nie zmieniło... Opowiedz mi, co warzyłeś — poprosiła, chcąc, żeby poczuł się swobodniej.
Snape jednak nie podjął banalnej rozmowy Przez chwilę wyglądał, jakby walczył sam ze sobą.
— Uważam, że powinniśmy ustalić sobie pewne rzeczy, Aurigo — wyrzucił z siebie wreszcie.
Czarownica spojrzała na niego zdziwiona.
— Co masz na myśli?
— To, o czym już ci mówiłem — powiedział z powagą. — Jestem szpiegiem...
— Przecież wiem!
— Nie przerywaj mi, proszę. — Severus z trzaskiem odstawił swoją filiżankę na stół, zerwał się z fotela i zaczął krążyć po pokoju. — Nie możemy tak po prostu zacząć się spotykać i udawać, że wszystko jest w porządku! Jestem szpiegiem i dlatego to... — z irytacją machnął dłonią — …nie stawia cię w zbyt przyjemnym położeniu. Chodzi o to, że gdyby Czarny Pan się o nas dowiedział, z pewnością zechciałby jakoś cię wykorzystać. Niektórzy śmierciożercy pewnie spróbowaliby cię zabić tylko po to, by zobaczyć, jak zareaguję...
— Rozmawialiśmy o tym, Sev, i mogę tylko powtórzyć, że nie boję się...
— Nie przerywaj! Nie mówię tego, żeby cię nastraszyć, Aurigo — dodał odrobinę łagodniej — ale żebyś zrozumiała, jakie to niebezpieczne, zarówno dla ciebie, jak i dla mnie. Ja... jestem gotów zaryzykować. Mogę mieć tylko nadzieję, że ty także dobrze to sobie przemyślałaś.
Auriga skinęła głową, starając się zachować spokój i opanować wzbierający w niej gorzki śmiech.Doskonale wiedziała, że zaraz usłyszy coś, co jej się bardzo, ale to bardzo nie spodoba. Severus miał takąminę, jakby właśnie szykował się, by jej to oznajmić.
— Myślałem o tym — powiedział. — Musimy być ostrożni, a to oznacza, że powinniśmy zachować nasz... związek w ścisłej tajemnicy. Nie tylko przed Czarnym Panem, ale przed wszystkimi.
Sinistra spojrzała na niego ze zdumieniem, ale on na nią nie patrzył.
— Będziemy się spotykać tak, jak dotąd. Częściej, jeśli zechcesz. Ale to będzie sekret. Żadnych publicznych zawiadomień i manifestacji... Zresztą ja i tak nie zwykłem obnosić się z uczuciami. Nie spodziewaj się więc czułych gestów, kwiatów, prezentów, ostentacyjnych wyznań, randek w Hogsmeade i innych tego typu romantycznych bzdur. Nie możemy sobie pozwolić na to, by rozeszły się plotki. Nikt, ale to nikt nie może się o nas dowiedzieć.
— Świetnie — skwitowała czarownica z przekąsem, obronnym gestem zaplatając ręce na piersiach. — Może w ogóle sobie odpuśćmy, zanim jeszcze na dobre cokolwiek zaczęliśmy, skoro tak ci to nie na rękę...
— Aurigo. — W tonie Snape'a pojawiło się coś, co kazało jej przerwać i słuchać. — Znasz mnie... A mimo to jesteś tutaj... — Brzmiało to tak, jakby sam nie mógł w to uwierzyć. Na moment przymknął oczy, zmęczonym gestem potarł skroń, a potem znów na nią spojrzał. Jego wzrok zdawał się przenikać ją na wylot.— Przede wszystkim zrobię wszystko, żebyś była bezpieczna — powiedział stanowczo. — Przykro mi, jeśli to ci nie wystarczy, ale nie mogę cię narażać.
To zdecydowanie nie było wyznanie, które Auriga pragnęła usłyszeć od niego tej nocy. Od początku zdawała sobie sprawę z roli, jaką Severus odgrywa w tym wszystkim, i potrafiła wyobrazić sobie, jakie konsekwencje mogą wyniknąć z tego dla niej samej. Dotąd nie odczuwała strachu, jednak teraz poważny wyraz twarzy mężczyzny i ton jego głosu sprawił, że po plecach przebiegł jej dreszcz.
Mimo to nie wahała się ani przez moment.
— Och, Sev — westchnęła. Pod wpływem impulsu wstała, podeszła do niego i złapała go za rękę. — Nie boję się! Wszyscy jesteśmy narażeni, takie czasy. Ale jeśli to cię uspokoi, jeśli uważasz, że to naprawdę konieczne, zgadzam się. Niech będzie, jak chcesz.
— To i tak zbyt wielkie ryzyko — powiedział Snape głucho.
— Przestań, Severusie! Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
Uśmiechnęła się uspokajająco. W odpowiedzi zacisnął palce na jej dłoni.
— Jesteś pewna? — zapytał bez przekonania.
Auriga skinęła głową.
xxx
Parawydobywająca się spod nakrytego pokrywką kociołka syczała cicho, dokładnie tak, jak powinna, ulatniając się z dobrze uwarzonego eliksiru wzmacniającego. Auriga pociągnęła nosem i z ponurą satysfakcją stwierdziła, że zapach również jest idealny. Za kilka godzin trzeba będzie przelać miksturę do szklanych fiolek i dobrze zakorkować, żeby nie zwietrzała, i gotowe...
Czarownica wytarła dłonie o zaplamiony fartuch i przeszła na drugi koniec pomieszczenia, żeby uprzątnąć swoje miejsce pracy. Obok krzątał się Horacy — mimo jego tuszy, kiedy skakał przy bulgoczącym na palniku kotle i uważnie dodawał doń kolejne składniki, poruszał się niezwykle energicznie i sprawnie. Niewątpliwie był mistrzem w tym, co robił, choć wyglądał przy tym dość zabawnie. Auriga nie mogła powstrzymać gorzkiego uśmiechu, kiedy go obserwowała i mimo woli porównywała z jego poprzednikiem.
— Skończyłam, profesorze — oznajmiła i zajęła się wycieraniem zachlapanego czymś blatu, tylko po to, żeby zająć czymś ręce i nie musieć na niego patrzeć.
To wciąż bolało równie mocno i Sinistra sama nie wiedziała, dlaczego za każdym razem, gdy o to prosił, zgadzała się przychodzić tutaj i mu pomagać. Nie robiła nic nadzwyczajnego i Horacy z pewnością poradziłby sobie sam, choć oczywiście zajęłoby mu to więcej czasu, który mógł poświęcić na przyjemniejsze zajęcia. Jednak czy to przez jakieś dziwne poczucie obowiązku, czy z czystej sympatii dla starego nauczyciela, Auriga nie potrafiła mu odmówić.
A może dlatego, że czasem, gdy uwijała się przy kociołku, wdychając zapach warzącego się eliksiru i czując ciepło bijącego z palnika ognia, wsłuchana w syk pary, miała wrażenie, że wszystko jest jak dawniej i wystarczy tylko się odwrócić...
Rozczarowanie za każdym razem było takie samo.
Auriga westchnęła cicho. Mimo wszystko takie chwile stanowiły pewną pociechę. O wiele gorzej znosiła dni, kiedy podawała w wątpliwość wszelkie dobre wspomnienia — a po tym, co wydarzyło się w zeszłym roku i co później zobaczyła w myślodsiewni, nietrudno było o zwątpienie. Auriga musiała przypominać sobie, że między nią i Severusem kiedyś układało się dobrze i że sobie tego nie wymyśliła. Gorąco pragnęła wierzyć, że nie stanowiła dla niego jedynie marnego substytutu Lily Evans, że naprawdę mu na niej zależało, a w tym jednym nie mógł oszukiwać, po prostu nie mógł! Nawet tęsknota i dojmujące poczucie winy, które się z tym wiązały, wydawały się lepsze od uczucia niepewności i rezygnacji. Bo w końcu czy cokolwiek było pewne prócz tego, że Severus Snape to mistrz kłamstw?
A teraz Fenwick do spółki ze Skeeter chciały grzebać w tym wszystkim i szukać odpowiedzi na pytania, które Auriga bała się nawet zadać. Złość już jej przeszła. Przecież nie mogła mieć pretensji o to, że dziennikarki węszą sensację w tej całej romantycznej historii szpiega, który z miłości do tragicznie zmarłej przyjaciółki poświęcił życie, by chronić jej syna. To nie ich wina, że w tej historii brak miejsca na nauczycielkę astronomii...
— Podaj mi, proszę, smoczą krew, Aurigo — odezwał się Horacy, wyrywając ją z zamyślenia. Sinistra spróbowała wziąć się w garść. Uśmiechając się krzywo chwyciła właściwą fiolkę i podeszła do Mistrza Eliksirów, odkorkowując ją ostrożnie.
— To będzie cztery krople... — zarządził mężczyzna i odwrócił się nieco zbyt raptownie...
Auriga nawet nie krzyknęła, kiedy krople żrącego płynu z potrąconej przez niego fiolki spadły na jej dłoń i natychmiast wypaliły w niej kilkumilimetrowe ranki. Zaklęła tylko cicho, urywając w połowie, żeby zagryźć zęby.
— Na Merlina, wybacz! — wykrzyknął Slughorn. — Ostrożnie, to trzeba przemyć... tak, szybko... — Rozejrzał się nerwowo, jakby szukał wokół siebie buteleczki z antidotum, a potem z niepokojem zerknął na kociołek.
Sinistra wepchnęła mu w dłoń fiolkę ze smoczą krwią.
— Ach, tak, dokończę, a ty... Przypuszczam, że w składziku jest wyciąg ze szczuroszczeta... — wyjąkał czarodziej, zajęty już swoim cennym eliksirem.
Auriga nie słuchając go wybiegła na zaplecze. Stojące w oczach łzy nieco utrudniały jej szukanie fiolki ze szczuroszczetem wśród wielu podobnych butelek, ale w końcu znalazła właściwą. Odkorkowała ją pospiesznie i przechyliła, podsuwając róg ręcznika. Zupełnie nie przejmując się, że większość płynu ląduje na podłodze, przemyła nim ranki. Ból ustąpił i roztrzęsiona Sinistra osunęła się na skrzynię, w której Horacy przechowywał część składników.
Tymczasem on bez pośpiechu dokończył eliksir, dbając o to, by wszystko wyszło idealnie. Potem zapatrzył się w swoje dzieło, pięknie iskrzące i wydzielające aromatyczną woń. Dopiero po chwili przypomniał sobie o współpracownicy. Odchrząknął z zakłopotaniem i czym prędzej poczłapał do schowka, w którym bądź co bądź kobieta zniknęła dobrych parę minut temu...
— Aurigo, moja droga, czy wszystko w po... — Horacy urwał wpół słowa i zatrzymał się jak wryty w progu.
Sinistra podniosła na niego spłakane oczy, po czym ponownie ukryła twarz w dłoniach i rozpaczliwie zaszlochała.
xxx
