- Elise, kochaniutka… - mężczyzna przeciągnął oba słowa równie cierpiętniczo, kiedy opadł bezwładnie na fotel. Czuł się kompletnie bez energii, właściwie od rana nie miał ochoty na pracę, której okazało się zaskakująco dużo. Za dużo, jak na jedną głowę mafii!

Złotowłosa leżała na podłodze w otoczeniu kartek, obok niej siedziały trzy pluszaki, które rzekomo robiły za jury dla najładniejszego rysunku. Na głos swojego opiekuna podniosła głowę i uraczyła go spojrzeniem, zaś na jej perfekcyjnej buźce wymalowało się zdziwienie. Ougai zwlókł się z miejsca za biurkiem i bez pardonu usiadł za nią, objął swoją ślicznotkę i oparł głowę o jej drobne ramię.

- Co tam tworzysz, cukiereczku?

Jakakolwiek forma kontaktu z tą malutką istotką napełniała Moriego szczęściem i relaksem, była po stokroć przyjemniejsza od nużącego wydźwięku dokumentów na biurku. Brzmiał na zmęczonego, bo był, ale zamierzał się przy tym trochę poużalać przed swoją najukochańszą. Elise chyba też to trochę bawiło, bo z uśmiechem zaczęła go lekko ciągnąć za policzek, co szkarłatnooki grzecznie ignorował. Ujął jeden z jej rysunków, przedstawiał jakieś koślawe czworonożne stworzenie, które stało w otoczeniu ludzi, mających różne sprzęty raczej do katowania zwierzęcia, niż do zabawy. Mimo to mężczyzna się uśmiechnął, dostrzegając w tej wizji makabryczne piękno. Ta dziewczynka z każdym dniem, z każdą wspólną chwilą wydawała mu się jeszcze bliższa.

- Szefie, ma pan gościa - jeden ze strażników przejął właśnie informację od kogoś za drzwiami, Mori podniósł się z podłogi i otrzepał, aby wyglądać nienagannie. Kto zamierzał zburzyć jego dzisiejszy harmonogram swoimi sprawami, jak on tego nie lubił…

- Nie przewidywałem na dziś już petentów. Ale wprowadzić - wydał dyspozycję i wrócił do biurka, nie uznając, że rysująca w kącie dziesięciolatka będzie burzyć mu wizerunek. Wręcz przeciwnie, opierał swój odbiór między innymi na pryzmacie jej obecności. To była jego duma, nie powód do wstydu.

Strażnik w czarnych okularach cofnął się i wprowadził do środka chuderlawego młodego urzędnika noszącego okrągłe okulary, urzędnika, na widok którego aż liderowi mafii mocniej zabiło serce. Nie widział się z partnerem prawie tydzień, nie miał z nim praktycznie kontaktu.

… Partnerem? Sam się złapał na takim zatytułowaniu go, choć przecież czysto teoretycznie „byli razem". Ale jakoś tak nie miał dotychczas poczucia, że to faktycznie był dla niego ktoś ważny. Miłym było być kochanym, nic poza tym.

- Co za niespodzianka~ - rzucił z pomrukiem, nie kryjąc pozytywnego zaskoczenia. Zielone oczy zaraz skupiły się na jego osobie, zaś na młodym licu wypłynął delikatny uśmieszek.

- Dzień dobry.

Skoro nie był to ktoś, kogo należałoby przyjąć w sposób oficjalny, Ougai pozwolił sobie wstać zza biurka i, rozcierając lekko bolące ramię, podejść do okna, skąd rozciągał się ładny widok na miasto. Machnięciem ręki wyprosił przy okazji strażników. Akurat Sakaguchiego jako ostatniego podejrzewał, by miał czelność podnieść na niego rękę lub rewolwer. Dwóch mężczyzn w ciemnych okularach opuściło to pomieszczenie, zostawiając w środku jedynie troje ludzi.

- Przyjechałeś tu z tęsknoty?

Czy bawił się z nim? Może odrobinę. Ango miał dość zabawne reakcje, Ougai lubił je obserwować. Teraz też okularnik prychnął cicho i odwrócił wzrok, kierując się do jego biurka. Jakże rozkosznie się boczył. Mori czerpał z tego nadąsania czystą satysfakcję.

- Przyjechałem tu z dokumentami, które pan, panie Mori, zlecił mi pozyskać - odparł cierpko, zostawiając mu teczkę na biurku, gdzieś obok jednego a drugiego stosu dokumentów. W idealnej odległości od każdego z nich, symetrycznie do brzegu, tak jak zawsze, nie bez udziału jego nerwicy natręctw.

Mafioso podszedł do niego, objął go pierwej w pasie, po czym czysto dla przekory przekrzywił mu tę teczkę. Ango zmarszczył brwi, po czym momentalnie przywrócił ją do stanu idealnego. Uśmiech na licu gospodarza poszerzył się, po czym czterdziestolatek z wręcz infantylną frajdą przekrzywił mu tę teczkę, ale w drugą stronę. Okularnik warknął pod nosem.

- Przestań - rzucił i ponownie poprawił przedmiot.

- Dlaczego?

- To jest irytujące.

- Wiiieeem - przeciągnął też to słowo, po czym raz jeszcze pchnął teczkę do przodu, by złamać jej perfekcyjne ułożenie - Przecież za to mnie kochasz.

Urzędnik zasyczał cicho, lecz w odpowiedzi zamiast ponownie przywrócić stan biurka do poprzedniego, trochę na siłę obrócił się w jego uścisku, by spojrzeć mu w oczy. Był sfrustrowany i to bardzo wyraźnie. Ougai nie pohamował swojej szczerej ochoty i cmoknął go tak po prostu w nos.

- Słodko się złościsz - dorzucił jeszcze, by mocniej się z nim podroczyć. Ango zareagował rumieńcem, ale przy tym cały się spiął, trochę jakby miał go zaraz skrzyczeć z góry na dół. Jednak Mori wierzył, że jego gość i rzekomy partner zarazem nie byłby do tego zdolny, na tyle odważny.

- Mylisz się - Sakaguchi patrzył mu głęboko w oczy. Skrył swoją złość, chciał być poważny, tak po prostu poważny - Kocham cię za twoje opanowanie, wiedzę i… po prostu, to, jaki zwykle jesteś w kontaktach międzyludzkich. Twoja złośliwa strona, to dla mnie coś nowego.

Doprawdy? Mafioso przeanalizował pokrótce całą ich relację z kiedyś oraz sprzed kilku dni, miałby parę przykładów na to, aby uznać, że jednak bywał dla niego wredny, lecz może jednak kochanek nie umiał tego wcześniej dostrzec. „Za bardzo go kochał", opcjonalnie wcześniej się go bał.

- No cóż… każdy chyba ma wady. Prawda?

Młody dyplomata odpowiedział mu z pobłażaniem, lecz bez uśmiechu, oparł się o jego barki i jął mu patrzeć głęboko w oczy, jakby od tego mężczyzna miał choćby zyskać chęć, by go przeprosić. Głupiutki. Ougai ostrożnym ruchem podważył mu okulary i oparł je o włosy kochanka, po czym pogładził go po gładkiej, przyjemnej twarzyczce. Urzędnik miał naprawdę ładne oczy. W kształcie migdałów, niby zielone, ale jego tęczówki przechodziły tuż przy źrenicy w brąz, dając bardzo przyjemny gradient. Oczy miał też zmęczone, przepracowane i lekko przekrwione. Przydałoby się mu kilka dni odpoczynku od pracy. Może pojadą razem na wakacje? Spędzą gdzieś czas pod miastem, wynajmą domek w ładnej okolicy, może…

Mori złapał się na snuciu tych niemożliwych w realizacji planów, patrząc kochankowi w oczy. Złapał się też na tym, że z tego wszystkiego świat zewnętrzny przestał do niego docierać. Na ile się zamyślił? I dlaczego… jego tętno było aż tak podniesione? Przecież nie działo się nic złego.

- Eh… Powinienem wracać - mruknął okularnik i wrócił powoli do stabilnej pozycji, opierając swój ciężar tylko na własnych nogach. Czterdziestolatek przyglądał mu się z lekką fascynacją, zielonooki to widział i sam się delikatnie uśmiechnął, po czym skradł mu buziaka z warg.

- Tylko tyle? - rzucił Ougai lekko rozczarowany. Dyplomata uderzył go opuszkiem palca w nos.

- Na więcej nie zasłużyłeś.

Postawiony w tak absurdalnej sytuacji mafioso parsknął ze śmiechem, pokręcił głową i oparł się o biurko, obserwując, jak jego partner poprawia okulary, a potem przeczesuje włosy do tyłu, choć te po chwili spadły mu w miarę symetrycznie po obu bokach. Nawet fryzura musiała sprzyjać nerwicy właściciela, to jakaś fraszka…

- Kiedy planujesz inwigilować klub? - zaczął mniej błahą rozmowę, ale nie chciał go jeszcze wypuszczać. Lekarzowi towarzystwo kochanka naprawdę odpowiadało, co odkrywał raz po raz ze szczerym zaskoczeniem. Wolałby mieć go pod ręką. Dać mu w pełni funkcjonalne mieszkanie gdzieś w najbliższej okolicy, aby w dowolnym momencie móc pójść i się przytulić, odreagować stres, złość i frustrację. Spojrzeć na niego, pocałować go albo po prostu porozmawiać. Nacieszyć się nim. Już teraz myśl o tym, że jego partner chciał sobie pójść napawała go rozczarowaniem.

Ango spojrzał mu znów w oczy, dość neutralnie tym razem, jednak Ougai i tak reagował na jego wzrok przyjemnym dreszczem. Definitywnie mogliby spędzić więcej czasu. Razem, sami, z daleka od świata. Medyk chyba wręcz tego potrzebował.

- W przyszłą sobotę, wybieram się tam koło godziny dwudziestej pierwszej.

Mori delikatnie skinął głową. Nie powstrzymywał się, podszedł i tym razem to on skradł pocałunek z ust mężczyzny. Były miękkie i jędrne, jakby same się prosiły o to, aby spijać z nich słodycz. Chociaż sam zielonooki pewnie spłonąłby rumieńcem przez te komplementy.

- Powodzenia… - szepnął jeszcze, kiedy między ich wargami było ledwie parę centymetrów, a Ango też patrzył mu w oczy uważnie, choć z lekkim zaskoczeniem. Ougai niby wiedział, że mężczyzna sobie poradzi, ale myśl, że jego wątła, anorektyczna osoba będzie się znów wystawiać na niebezpieczeństwo nie była zbyt przyjemna. Niepokoił się o jego sukces, nawet jeśli to była zbytnia nadgorliwość.

Sakaguchi wkrótce opuścił jego biuro. Medyk patrzył za nim, póki drzwi się nie zatrzymały, by zaraz jego ochrona mogła wrócić do środka. Wówczas mafioso taktycznie wrócił do biurka, starając się opanować bijące serce i uśmiech, który w mniejszym lub większym stopniu utrzymywał mu się w trakcie tej wizyty oraz też w jej następstwie. Nie rozumiał do końca swoich reakcji, ale wrażenie, jakie Ango pozostawił, było naprawdę przyjemne.

Mężczyzna spojrzał na złotowłosą, która stała się trochę nieplanowanym świadkiem ich równie nieplanowanej schadzki. Dziewczynka siedziała oparta o ściankę regału i z dość zaciętą miną obserwowała swojego opiekuna, ale nic nie mówiła. Mężczyzna też nie czuł potrzeby, by mówić cokolwiek, więc finalnie nie rozpoczął tego tematu. Tak po prawdzie, czy robił coś złego? Czy dla niego miłość była zakazana?

Momentalnie spoważniał, kiedy dotarło do niego, że sam przed sobą to przyznał. Był zakochany. Tak po prostu, nie zauważył, kiedy nawet to się stało. Kiedy Ango stał się dla niego kimś więcej, niż tylko towarzyszącą mu osobą, po którą można w dowolnym momencie sięgnąć, jeśli tylko się chciało. To było dość niepokojące doznanie. Jak oni… no jak między tak odległymi osobami miał się wytworzyć związek? Przecież działali po przeciwnych stronach frontu. A teraz myśl o tym, żeby to skończyć, nim rozwinie się w coś jeszcze potężniejszego zabolała, jakby oberwał serią pocisków. Nie może tego skończyć, nie teraz, nie gdy… ale nie mógł też tego kontynuować. Ougai wziął głęboki oddech i przetarł twarz rękoma. Nie zauważył, kiedy Elise podeszła do niego, dopiero zareagował ze zdziwieniem na jej pacnięcie w udo.

- Rintarou!

Jej głos był tak nauczycielski, że w wykonaniu dziesięciolatki brzmiał aż komicznie. Ale Mori nie wiedział, skąd to nagłe wzburzenie u dziewczynki?

- Nie zapominaj o mnie! Miałeś powiedzieć, który rysunek ci się najbardziej podoba!

Jej urocze, napuszone policzki rozbawiły mężczyznę do tego stopnia, że niepokój i ból gdzieś momentalnie odpłynęły. Objął dziewczynkę, odkładając te przemyślenia na później. Potrzebował odpocząć.