Ten wieczór był naprawdę ładny. Wiele roślin musiało przekwitać, powiem wraz z podmuchami wiatru nad ulicami krążyło mnóstwo białych kłębów i płatków, przypominających mniejsze i większe cząstki dmuchawców. Wiele dzieci bawiło się, próbując je złapać.

Ango przystanął jeszcze przy wejściu do hotelu, obserwując całkiem przyjemny obrazek miasta, które za niedługo będzie zasypiać. Na razie Yokohama mieniła się barwą złota. To dość częsty dla niej kolor, zachodzące słońce było wszak najładniejszą dla niej porą, ale dzisiejsza aura miała w sobie coś niezwykłego. Wszystkie budynki, które przecież tak dobrze znał, aktualnie stanowiły statycznych partnerów wobec tańczącej na wietrze flory, zaś poszczególne neony i znaki zdawały się im dodatkowo przygrywać własną kolorystyką. Radość ludzi, którzy go otaczali, dodatkowo nadawała otoczeniu wrażenie przyjaznego, bezpiecznego miejsca. Kompletnie inaczej, niż zwykle patrzy się na Yokohamę. To jakby było teraz inne miasto.

Drgnął, kiedy niespodziewanie ktoś go objął od tyłu, zielonooki spojrzał od razu na „napastnika". Mori zdawał się równie spokojny, ale kompletnie nie zwracał uwagi na otoczenie. Był wpatrzony tylko w partnera, w tę wątłą, dość wychudzoną osobę, jakby świat wokół niego nie istniał. Chwyt jego rąk nie był silny ani bolesny, można go raczej określić mianem komfortowego. Niespiesznie i zupełnie bez słowa ułożył dłoń na licu Ango i flegmatycznie powiódł nią po jego policzku, kolejno zawadził jeszcze po krótszych kosmykach po lewej stronie jego głowy. Sakaguchi może i wypłukał z włosów czerwień, ale minie czas, nim mu w pełni odrosną. Po chwili ich spojrzenia znów się spotkały. To, w jaki sposób Ougai patrzył mu w oczy, to było coś nowego i zarazem niesamowitego. Nie było w tym wzroku kompletnie poczucia wyższości, pogardy ani sarkazmu. Czysta radość, ale taka, jaką wyrażało się bez uśmiechu, która była wciąż pełna zaskoczenia, czy niewysłowionej pasji. Wciąż nie nawiązując rozmowy szkarłatnooki położył okularnikowi dłoń na ramieniu, by go ku sobie nieco przekręcić. Ango pociągnął ruch i zwrócił się ku niemu przodem, opierając dłonie na jego barkach, a Mori kolejno przeniósł swoją rękę na kark partnera i finalnie pocałowali się. Nawet ciężko było określić, który z nich to zainicjował, to dało się odczuć jako wspólna, niema decyzja, wspólna tęsknota. Kompletnie bez ustaleń, czy nawet cienia zdziwienia. Chociaż w duchu Sakaguchi był dość zaskoczony tak wylewnym, jak na mafiosę, powitaniem. Nie zamierzał jednak protestować, usta mężczyzny smakowały wybornie, były miękkie i czułe, sam wręcz przeciągnął ten pocałunek. Był absolutnie wygłodniały kontaktu z nim, a i z fascynacją odkrywał, że mężczyzna przed nim zdawał się wyrażać dokładnie to samo.

Wreszcie, także jednocześnie, obaj odsunęli się od siebie, by spojrzeć sobie w oczy. Ango nie umiał ukryć szerokiego uśmiechu, Mori przeciwnie, uśmiechał się tylko zdawkowo, co tworzyło dziwny kontrast wobec poprzedniego pocałunku. Zielonooki finalnie sapnął cicho, ignorując ten dysonans poznawczy, zrzucił go na swoje jeszcze nie tak dawne lęki.

- Chodźmy do środka, zanim ktoś nas zobaczy - zaproponował i ujął Ougaia za rękę, chcąc go pociągnąć do środka. Mężczyzna bardzo niechętnie go puścił. Wręcz można by stwierdzić, że był wciąż zagubiony w tym, co działo się wokół niego. „Mori zagubiony", to był nowy, niemalże abstrakcyjny widok. Jakby nierealny. Jakby to był tylko sen.

Szkarłatnooki potrząsnął po chwili głową i ruszył z partnerem do wejścia.

- Przepraszam - rzucił neutralnie, skupiając wzrok przed sobą. Ango widział, że coś jest nie tak, trzeba by być ślepym, żeby tego nie widzieć.

- Za co?

- Za… ospałość.

Sakaguchi przechylił lekko głowę, nie rozumiejąc za bardzo tego komunikatu.

Weszli przez rozsuwane żelazne drzwi, okularnik wybrał siódme piętro, a konstrukcja ruszyła w górę. Jak w wielu innych windach, ta również miała lustro, które zwracało na siebie uwagę. Medyk zwrócił swojego partnera do niej i objął go w pasie, uśmiechając się przy tym. Jego poprzednia niepewność zniknęła, zastąpiona przez dość typowe wrażenie osoby, która ciągle coś ukrywa. Powoli wracała też jego aura drapieżnika. Ango złapał się na tym, że chociaż podoba mu się to spojrzenie, to jednak dalej trochę się go obawia. Taki wzrok napawa go poczuciem słabości.

- Ładnie razem wyglądamy - mruknął Ougai, bujając trochę partnerem na boki, może trochę jakby bujał dzieckiem. Były agent jednak odwrócił spojrzenie od ich obrazka, czując niepewność co do tego stwierdzenia.

- Nie wiem… ja raczej nie jestem ładny. - Gorzkie słowa, ale były z jego strony szczere. Nie uważał się za atrakcyjnego, nie czuł się dobrze ze swoim wyglądem. Widział w sobie mnóstwo wad.

Mafioso momentalnie zrobił większe oczy, patrząc na okularnika, okręcił go znowu i podstawił pod metalową ściankę, zwróconego do siebie. Zmusił do kontaktu wzrokowego przy tym. Ango myślał, że znowu go pocałuje, ale ograniczył się do rozmowy.

- Mój drogi, jesteś bardzo ładny - rzekł z absolutną pewnością co do tych słów. Jego spojrzenie też było niezwykle pewne i nie przyjmujące sprzeciwu, aż dyplomata się zdziwił. Nie odpowiedział. Wydawało mu się, że Mori nie przyjąłby sprzeciwu, nawet gdyby okularnik choć spróbował go wyrazić.

Szkarłatnooki odsunął się finalnie i oparł o ściankę naprzeciwko, spoglądając na partnera, który po chwili uraczył go drobnym uśmiechem. Medyk odpowiedział tym samym. Tajemniczym, delikatnym uśmiechem, wzrokiem odważnym, a jednocześnie ukrywającym wszystkie możliwe emocje. Ango nie wiedział, czego się po nim spodziewać. To było jednocześnie wspaniałe, jak i upiorne.

- Dostałeś informację, kiedy ma przyjść obsługa z winem i przekąskami?

- Poprosiłem, by czekały na nas o właściwej godzinie. Nikt nam nie będzie przeszkadzał, Ougai.

Starszy z nich uśmiechnął się odrobinę szerzej i skinął głową. Drzwi wkrótce się otworzyły, obaj wyszli z windy, a okularnik poprowadził w kierunku właściwego numerku. Przyłożył kartę do wejścia i otworzył apartament partnerowi.

Ładne pomieszczenie, coś w rodzaju dużej kawalerki. Drewniana podłoga, ściany w przyjemnym, kremowym kolorze z listwą przy suficie na styl europejski. Na środku kanapa przy niskim stoliku do kawy, na którym czekała butelka czerwonego wina w wiaderku z lodem. Obok patera z różnymi zawiniątkami w cienkim cieście, chyba francuskim, obaj spodziewali się tam owocowego nadzienia. Po jednej stronie aneks kuchenny z przygotowanym asortymentem celem przygotowania sobie ciepłych trunków. Również mała lodóweczka, zapewne w środku czekało kilka napojów. Po drugiej stronie szafa oraz podwójne łóżko z baldachimem, na którym leżała pościel w śnieżnobiałych poszwach. Bardzo wysoka klasa hotelarstwa, pomieszczenie było też ozdobione kilkoma obrazkami oraz zegarem na ścianie. Ango jeśli nie musiał, nie zatrzymywał się w miejscach aż tak wytwornych.

- Ładnie… dobry wybór - rzucił Mori, ściągając płaszcz z ramion i odwieszając na haczyk przy wejściu. Ango uśmiechnął się ponownie.

- Wiedziałem, że ci się spodoba.

Okularnik nie miał czego ściągać, nie miał nawet garnituru. Ubrany w czarną, dobrze przylegającą do niego koszulę oraz spodnie w tym samym kolorze po prostu przystanął na środku, trzymając ręce za sobą i obserwując mężczyznę. Ten ruszył w jego stronę, Ango chciał się już skierować na kanapę, ale Mori chwycił go nagle za ramię i przyciągnął do siebie.

- Sami… - szepnął z rozkoszą i zaraz pocałował go na powrót, zachłannie, o wiele bardziej łapczywie, niż przed chwilą.

Zielonooki momentalnie znalazł się przy ścianie, przyparty przez ukochanego bez możliwości wycofania się, jednak nie myśląc o tym zaczął odpowiadać na kolejne gorące pocałunki. Myślał wcześniej, że zaczną od przyjemnej rozmowy o niczym szczególnym, ale Ougai zdawał się mieć inne zamiary. Dłonie mafiosy chwyciły go za biodra, kiedy szkarłatnooki żywo smakował jego ust, raz po raz całując i bawiąc się z nim, ledwo pozwalając mu reagować na wszystkie zmiany. Uśmiechał się przy tym, ale właśnie tak dziko, drapieżnie. Ango objął go za szyję, tym mocniej do siebie przyciągając, taki układ też mu jak najbardziej pasował. Zacząć od przyjemności, może nawet to wpłynie pozytywnie na rozmowę o ich związku, o ile do takiej dojdzie.

Mori cofnął się na sekundkę, dając okularnikowi wziąć oddech, zmrużył na sekundkę oczy, by potem podjąć pocałunek znowu. Ponownie rozchylił usta, na co Ango odpowiedział tym samym, chcąc wrócić do przerwanej przyjemności, Ougai wsunął mu język między wargi, jednak okularnik wyczuł w ustach zimny, gorzki posmak czegoś, co zaatakowało wszystkie jego kubki smakowe i dotarło aż do nosa i płuc, zaczął się krztusić z nagłego zaskoczenia, wypluwając przy okazji rozgryzioną kapsułkę. Mafioso cofnął się, patrząc na niego spokojnie, ale już bez poprzedniej feerii emocji.

- Co to jest… - wychrypiał urzędnik, kiedy odzyskał już nad sobą kontrolę, chociaż posmak w ustach miał wciąż nieprzyjemny.

Szkarłatnooki z westchnieniem odstąpił go, jeszcze taksując spojrzeniem. Aktualnie nie dało się z niego wyczytać jakichkolwiek zamiarów, co cholernie niepokoiło Sakaguchiego. Chyba faktycznie żył marzeniem, że to będzie zwykłe, urocze spotkanie.

- Środek o działaniu psychotropowym, stosowany przy przesłuchaniach - odpowiedział Szakal Mafijny tonem nie wskazującym na jakiekolwiek emocje - Ciężko przy tym kłamać. A ja potrzebuję szczerej rozmowy.

Skierował się w stronę stolika, wyciągając telefon przy okazji z kieszeni. Ango sapnął, bardzo mocno rozczarowany, prostując się na nowo. Nie powinien był mu ufać. Opcjonalnie… powinien nauczyć Ougaia innej formy prowadzenia dialogu. Ale jedna rzecz w tym wszystkim mu nie pasowała, ruszył za nim głównie przez to.

- Ale jeśli to była forma płynu, to ty też…

- Owszem - spojrzenie ze strony szkarłatnookiego było pozbawione zarówno zdziwienia, co złości - Tak jak powiedziałem, potrzebuję szczerej rozmowy.

Lider mafii zostawił pracujący dyktafon na stole i usiadł na skórzanej kanapie, klepiąc miejsce obok. Ango niechętnie podszedł, nie wiedział, czy to też będzie niebezpieczne. Do czego ten mężczyzna był zdolny? Co jeszcze przygotował, by osiągnąć swoje cele?

- Skoro to ma być szczera rozmowa, to powiedz mi na wstępie, dlaczego? - zażądał urzędnik, jednak decydując się usiąść obok niego - Dlaczego nie zacząłeś nawet tego od prośby, abyśmy porozmawiali szczerze, jak… osoby, które sobie ufają?

Mori wzruszył lekko ramionami, nie wyglądając na kogoś, kto ma poczucie winy. Całkiem jakby dyplomata mówił o czymś tak błahym, że aż nieistotnym.

- Chciałem mieć absolutną pewność co do prawdziwości twoich słów.

- A swoich? - Ango uniósł brwi.

- … też.

Świat zaczynał zwalniać. Kolory stały się wyraźne, ale kształty - nieostre. W umyśle zdawało się mu szumieć, a myśli zaczynały się układać jedna za drugą, lecz niekoniecznie w poprawnej kolejności, zamiast wirować w grupie różnych możliwości. Ciekawe, czy Ougai czuł to tak samo. Jego oczy zdawały się takie same, jak wcześniej, jedynie źrenice się lekko powiększyły.

- A czemu nie zaproponowałeś w takim razie, bym wypił miksturę dobrowolnie?

Mori oparł głowę o tył kanapy, patrząc na niego z lekkim uśmiechem. Nie było w nim szyderstwa, ale jakaś fascynacja, która obecnie wymykała się Ango z granic rozumienia. Wszystkie te granice zdawały się jakieś wąskie, przyjmowanie informacji trudniejsze, ich analiza jeszcze bardziej. Jego umysł zdawał się nienaturalnie prosty.

- Uznałem, że jest zbyt niska szansa na to, że się zgodzisz.

Okularnik również przechylił głowę, wydała mu się teraz jakaś taka lekka, jakby ruszanie nią wprawiało ją w bezwład ciężki do opanowania. Jakby była balonem.

A słowa Ougaia sprawiały, że jego skonfundowanie urosło. Gdzieś w jego umyśle pojawiło się samoistnie wyobrażenie, jak szkarłatnooki oferuje mu wypicie kieliszka czegoś, co sprawi, że Ango nie będzie w stanie kłamać. Patrzył mu przy tym w oczy, spokojnie przedstawiając tę propozycję, dając mu czas do namysłu i…

- Zgodziłbym się - odpowiedział, zanim zdążył to przemyśleć, co wręcz zaskoczyło jego samego. Jego rozmówca też wydawał się zaskoczony.

- Naprawdę?

No właśnie. Czy „naprawdę" był w stanie się zgodzić? Jednak pokiwał głową, znowu zanim w pełni się zastanowił nad tą odpowiedzią, a po chwili znów się odezwał.

- Kocham cię. Osobie, którą się kocha, powinno się ufać. - Ango przy tych słowach zabrzmiał prawie jak nauczyciel - Dlaczego więc mi nie ufasz?

Ougai wziął płytki oddech, który wypuścił nosem, patrząc na okularnika z powagą. Można by jego emocje uznać za jakąś formę rezygnacji, ale było w tym coś więcej, czego urzędnik chwilowo nie umiał wyłapać.

- Skąd pewność, że cię kocham? - zapytał Mori pytaniem na pytanie, które jednak samego Sakaguchiego wprawiło niemalże w osłupienie.

- Nie kochasz mnie?

Mafioso prychnął i pokręcił głową, znów w geście rezygnacji. Nie odpowiedział od razu. Namyślał się, ale jeśli ten specyfik, jak Mori wcześniej opisał, faktycznie miał działanie uniemożliwiające kłamstwo, a na to wskazywały reakcje ciała urzędnika, to czterdziestolatek teraz nie mógł dobierać fałszywej odpowiedzi. A jednak coś układał. Albo analizował.

- Tak… nie… nie wiem, Ango - odparł wreszcie, unosząc na chwilę ręce - Co to jest: „kochać kogoś"? Czym to się objawia?

Na te wszystkie pytania jego umysł aż zwolnił jeszcze bardziej. Czym jest miłość? Na to pytanie odpowiedzi było dużo. Każda była prawdziwa. Odpowiedzi powoli zaczynały do niego przychodzić, ale były jak fruwające motyle, on zdawał się próbować jakiegoś złowić, jednak jego siatka zdawała się wyjątkowo dziurawa. Nie umiał się zaczepić początkowo żadnej z opcji. Wreszcie jedno wyjaśnienie zaczęło wydawać się klarowniejsze.

- Moja miłość do ciebie objawia się tym, że się o ciebie martwię - wypowiedział po dłuższej chwili, patrząc mu w oczy, jednak jego własne słowa dość mocno go dziwiły - Myślę, jak spędzasz czas. Co robisz w danej chwili, czy miałeś dobry dzień. Objawia się tym, że chcę się z tobą spotkać za dnia, objąć, pocałować… - Na jego policzkach pojawił się drobny rumieniec - W łóżku czasem przywodzę na myśl to, jak dobry byłeś.

Ougai wysłuchał go w ciszy, dumając nad tymi słowami. Ango chciałby wiedzieć, czy robiły na nim jakieś wrażenie, ale jakakolwiek analiza aparycji mężczyzny kończyła się fiaskiem. Był przystojny, atrakcyjny, to wszystko, co wynikało z jego oceny. Czyli nic nowego. Sakaguchi był otumaniony do tego stopnia, że nawet nie umiał się na taki stan rzeczy zdenerwować.

- Pod tym kątem...chyba cię kocham - odpowiedział Mori po chwili, utrzymując kontakt wzrokowy. Aczkolwiek teraz zaczął wyglądać na smutnego.

Jednak te słowa były dla młodego dyplomaty zarówno ulgą, co zaskoczeniem. Nie umiał zaprzeczyć, że zeszło z niego pewne napięcie, że te słowa mocno podniosły go na duchu. Chciał się uśmiechnąć, rzucić mu w ramiona, ale to, z jakim cierpieniem patrzył na niego ten mężczyzna hamowało go. Poza tym umysł urzędnika pozostał spokojny, błogi, jakby nie współpracował z odczuwaną euforią.

- Wiesz… bardzo chciałem to usłyszeć - wypowiedział znów zanim pomyślał - I jednocześnie bardzo mnie to zaskakuje. Czemu?

- Ty mi powiedz.

Mori odparł od razu, ale ostrzejszym tonem. Jego emocje dało się coraz mocniej zauważyć, był smutny i zły, zacisnął dłoń na swoim kolanie na chwilę. Potem poderwał się nagle, wyjął wino z lodu i przy pomocy korkociągu sprawnym ruchem je otworzył, kolejno napełnił oba kieliszki. Jeden z nich ujął i wypił połowę zawartości, po czym opadł na kanapę. Wszystko to stało się strasznie szybko, niezrozumiale szybko. Po co... Dlaczego aż tak przyspieszył? Co to miało wspólnego z… czymkolwiek?

- Codziennie o tobie myślę - podjął szkarłatnooki, patrząc w ścianę, ale wzrokiem, jakby ta ściana była winna jego emocjom - Nie… po kilka razy dziennie. Kiedy przestaję myśleć o zadaniach, widzę twoje oczy. Kiedy nikogo wokół nie ma, przypominam sobie ciepło twoich ramion, szukam cię wokół siebie, żeby cię objąć. Zastanawiam się, czy nie dostałeś zlecenia, w którym musiałbyś uciekać z Yokohamy albo czy nie narażasz się właśnie w strzelaninie.

Jego maska złości wreszcie pękła, Ougai zacisnął powieki, oddychając głęboko. Ango momentalnie się przysunął do niego i objął go, a jego kochanek wtulił się mocno w jego osobę, zaczynając szlochać. Zielonooki chciał już powiedzieć, by ten nie płakał, ale mężczyzna podjął słowa.

- Kiedy nikogo nie ma, szukam cię, wołam i błagam w przestrzeń, abyś się pojawił obok. Ciągle myślę o tym, by rozpocząć rozmowę, chcę cię zaczepić i rezygnuję, albo z myślą, że to bez sensu, albo z taką, że nie powinieneś słyszeć mnie w takim stanie. Chcę do ciebie iść, chociaż nie wiem, gdzie, dokąd.

Mężczyzna poderwał się i spojrzał w oczy urzędnika, na nowo emanując złością, ale nie tylko z jego powodu. Złością, która przebijała się przez wilgotne policzki, lekko opuchnięte oczy. Okularnik sam nie umiał ocenić, czy więcej jego furii jest skierowane w jego stronę, czy też Ougai miał jeszcze inny obiekt do jej wyrażenia. Nawet to, dlaczego jego partner wpadł w furię umykało jego otumanionej percepcji, a przecież powinien reagować na to w pierwszej kolejności.

- Co ty mi zrobiłeś, Ango? - wysyczał wreszcie Mori, trzymając go mocno za ramię i intensywnie szukając w nim odpowiedzi - Albo raczej… co się ze mną dzieje?

To wszystko… wydawało mu się naprawdę snem. Nierealnym snem, w którym tak idealna osoba wyznaje mu miłość, ale z którego oni lada moment się obudzą i zauważą, że nic takiego nigdy się nie wydarzyło. Nierealnym był wzrok tego zazwyczaj spokojnego, stonowanego mężczyzny, wzrok pełen desperacji, żalu, frustracji, wzrok szkarłatnych oczu, z których stopniowo płyną łzy. To wszystko było tak… nienaturalne.

- Marzyłem o tym - odpowiedział Ango, słowa mu same płynęły, a ich nikły związek z tematem pozostawał tylko na krańcu jego świadomości - Marzyłem, że kiedyś powiemy sobie o swoich uczuciach. Nie w takim otoczeniu, nie w takiej przestrzeni, ale po prostu… że to się stanie. Że ty i ja…

Pokręcił głową. Jego umysł chciał przedstawić fakty i nie znajdował właściwych ku temu słów, jego myśli biegały w każdym kierunku, przyprawiając go niemalże o zawroty głowy. Pojawiały się i znikały, tworzyły ciąg, który ciągle się przemieniał w coś innego, tracąc swój sens.

A Ougai zdawał się tylko bardziej zdenerwowany tym, że nie otrzymuje odpowiedzi na swoje pytanie.

- Wepchnąłeś mi ten preparat podstępem, ale też sam chciałeś, by i na ciebie działał… prawda? - zapytał dość miękko, jak na stan, w jaki wprawiał go wściekły ukochany.

Z resztą po sekundzie od tego pytania Mori prychnął i spojrzał w bok. To na swój sposób wyglądało, jakby się boczył, ale tylko w pewnym stopniu można było to tak interpretować. Sakaguchi chyba nawet chciałby, by tak to wyglądało. Żeby ta sytuacja nie była tak poważna i dramatyczna, żeby zaczęli żartować.

- Nie, Ango. To ty miałeś mówić, ja miałem tylko pytać - odpowiedział i wrócił do niego wzrokiem, wyraźnie niezadowolony - Ale…

Urwał, jego emocje znów jakby przygasły, na chwilę, bo za tą apatią wyraźnie kryła się potężna gorycz. Urzędnik złapał się na wątpliwości, czy to kwestia preparatu aż tak podziałała na lekarza, czy też on tak naprawdę od zawsze był aż taki emocjonalny, tylko to w sobie dusił pod maską przebiegłości?

- Ale… to wszystko… To boli… - wydukał dalej czterdziestoletni mafioso i na nowo się przytulił do partnera - Ponawiam, co ty mi zrobiłeś?

Zielonooki objął go i uścisnął mocno, wzdychając, w kontraście, on był pełen szczerego szczęścia. Co mu zrobił? Czy cokolwiek zrobił celowo podczas tego całego dnia? Nie. Może… poza zaciągnięciem go do łóżka. Ale i to było pod wpływem chwili.

- Przez cały dzień byłem tylko na twoich usługach, wykonywałem twoje polecenia. Rozmawialiśmy, współpracowaliśmy… - odpowiedział mu pierwsze, co przyszło mu na myśl - Ja… nigdy nie chciałem cię w sobie rozkochać. Wydawało mi się, że nawet moje uczucie leży na dnie mojego serca i nie pozwalam mu się obudzić, że to nigdy nie wróci. Nawet… nie chciałem, by się obudziło.

Finalnie okularnik przełożył swój chwyt i pozwolił im obu położyć się na tej kanapie, na co szkarłatnooki pozwolił bez cienia protestu. Tym razem to młodszy wtulił się w starszego, jedynie zdjął okulary i odłożył na stolik. Wtulając się na nowo poszukał jego dłoni i ujął ją, choć starszy delikatnie cofnął swoją, ale tylko po to, by spleść razem ich palce ze sobą. Obaj spoczęli we własnych objęciach.

- Jednocześnie jestem szczęśliwy, że ty to odwzajemniasz i obawiam się o nas. Ougai, ja wyjeżdżam jutro. Jak ten związek będzie wyglądał? Wytrzymasz beze mnie?

Dłoń starszego mężczyzny delikatnie się zacisnęła, podobnie jego usta, jakby ten czuł w ustach coś bardzo gorzkiego. Ango poczuł, jak jego kochanek się lekko skulił i zaczął go ściskać mocno, jakby bał się, że partner zaraz zniknie. Jakby sam Mori robił się powoli mniejszy. Sakaguchi chciał już powiedzieć mu parę kojących słów, ale mężczyzna wówczas sam się odezwał.

- Nie wiem - odpowiedział w końcu - Nic nie wiem, Ango. Jak to będzie wyglądać jutro, jak po twoim powrocie… Będzie ciężko się spotykać tak, aby nie budzić niczyich podejrzeń.

Mori miał dużo racji i to było coś, co strasznie kłuło młodszego z nich. Gdziekolwiek by się nie pokazali, przynajmniej jeden z nich będzie zagrożony. Jeśli ten związek się wyda, Szakal Mafijny straci reputację, a być może też wsparcie popleczników, a urzędnik, zapewne, pracę i przyjaciół. Także nastawienie samej mafii okularnik odbierał z niepokojem, nie miał pojęcia, czy ci ludzie pozwolą mu się kręcić wokół ich szefa.

A z drugiej strony, wiedział, czuł to całym sobą, że w żaden sposób nie byli w stanie w tym momencie powiedzieć sobie „nie idźmy w to" i tak po prostu się rozejść. Uczucie, jakim zielonooki obdarzył partnera znowu było żywe, pełne pasji, a i ze strony partnera widział gorącą miłość. Jak mógłby teraz go zostawić? Teraz, kiedy wreszcie byli ze sobą, kiedy spełniło się to, czego on przez lata pragnął i co tak naprawdę nigdy w nim nie zgasło?

Ougai tulił go do siebie, ale Ango wyplątał się z jego uchwytu, podsunął się wyżej i pocałował kochanka czule. Odpowiedź była momentalna, mężczyzna nie szczędził mu emocji i bliskości, zdawał się spragniony pocałunków. Chociaż chwilowo były one dość gorzkie, jako że obaj czuli smutek i niepokój, to jednak zielonooki nie potrafił im się oprzeć. Bliskość tego mężczyzny dawała mu poczucie bezpieczeństwa, a dotyk delikatnych, choć pewnych siebie dłoni na własnym ciele przyprawiał go o przyjemne dreszcze. Cała osoba Moriego była chwilowo tak przyjemna, jeszcze mocniej, niż chociażby kontakt z jego słodkimi ustami. Jak mógłby zostawić tak cudowną osobę?

Zakończyli pocałunek w miarę jednocześnie i spojrzeli sobie w oczy. Uczucie, jakie urzędnik widział w swoim mężczyźnie było niezwykle głębokie, jakby ten również kochał go już wcześniej. Chociaż to niemożliwe. Z drugiej strony, czy to wszystko dzisiaj, ostatnio, nie powinno nazywać się „niemożliwym"? Ale czy naprawdę powinien się łudzić, że to nie tylko chwilowa fascynacja?

Młody dyplomata spojrzał na partnera i złapał go znów za dłoń, nagle, samemu trochę będąc zaskoczonym swoim podejściem. Jego serce zabiło szybciej, podczas gdy szkarłatnooki skupił na nim swój, nie wiedząc za bardzo, o co chodzi. Lico czterdziestolatka, po tamtym wybuchu żalu, wyglądało obecnie nie najlepiej. Ango wyciągnął chusteczkę i zaczął ocierać mu twarz, wywołując przy tym u niego gorzkawy uśmiech.

- Kocham cię, Ougai - rzekł ciepłym, przyjemnym dla ucha tonem - Mówiłem to wiele razy, ale powtórzę jeszcze raz: kocham cię i chcę z tobą być. Niezależnie od sytuacji i przeciwności losu, niezależnie od tego, jak będzie nam ciężko się spotykać. Coś wymyślimy. Jeśli tylko zechcemy dać sobie szansę… Choć czy w tej sytuacji już jej nie dajemy?

Słowa okularnika wywarły na medyku pewne wrażenie, jednak ten nie odpowiedział werbalnie. Mężczyzna objął go na powrót i przytulił do siebie. Nie płakał, zdawał się nawet w jakiś sposób szczęśliwy. Obaj nie płakali, obaj zdawali się ze sobą zgadzać, chociaż tak naprawdę to nie zostało tu i teraz ustalone nic. Tak zupełnie, kompletnie nic. Jedynie zgodzili się ze sobą, że chcą stworzyć związek, który nawet nie wiadomo było, jak miał wyglądać.

Ango zdał sobie sprawę, że wpływ preparatu zaczął mu przechodzić. Świat docierał do niego z chwili na chwilę coraz szybciej, intensywniej, był coraz wyraźniejszy. Jego umysł też stawał się bardziej chaotyczny, pracował szybciej, w pierwszym odczuciu zbyt szybko. Zmrużył oczy, uderzony nagłą ilością myśli i spostrzeżeń, wszystkiego, czego nie był w stanie zauważyć wcześniej, aż poczuł chwilowo zawroty głowy. Mori cicho jęknął i potarł skronie, prawdopodobnie przechodząc to samo.

Umysł okularnika, analizując te lekko zamglone wspomnienia, dał mu świadomość tego, jak mocno mężczyzna go kochał. Wcześniej wydawało mu się to abstrakcyjne, nie pojmował w pełni ogromu emocji, która pojawiła się w liderze największej organizacji przestępczej w Yokohamie. I to do niego! On, urzędnik, dyplomata i były agent stał się obiektem miłości i być może fascynacji tak niebezpiecznej osoby. To wróżyło dość niestabilną przyszłość.

- … to nie miało tak wyglądać - przyznał szkarłatnooki, rozglądając się jeszcze nieco zagubionym wzrokiem.

W odpowiedzi Sakaguchi zaśmiał się cicho i pogładził partnera po wciąż wilgotnym policzku, któremu, jak wskazywała na to jego aparycja, było chyba strasznie głupio przez tę sytuację. Ougai podniósł się i z krótkim „zaraz wrócę" wyszedł do łazienki, pozostawiając młodego mężczyznę samego na kanapie. Tenże podniósł się z pozycji leżącej do siadu.

Chwilowo zielonooki ujął jeden smakołyk i zjadł, z zadowoleniem stwierdzając, że było to kilka malin całkiem ciekawie obleczonych w cieście. Upił wina i oparł się wygodniej, zastanawiając się, czy miał się cieszyć, czy wręcz przeciwnie. Marzył o nim, tego był pewien. Ten mężczyzna, to był jego obiekt tęsknoty, choć przez wiele lat nie do końca zdawał sobie z tego sprawy. Okłamując się, że przecież miał inne osoby, jak i przypominając sobie, że przecież Mori był skończenie złą osobą, nie dostrzegał, że na dnie jego serca wciąż spało uczucie, nie mogąc się przebudzić przez brak kontaktu z ukochanym. Ciekawiło go, czy gdyby się teraz rozeszli, czy umiałby się z tym pogodzić i ponownie uśpić to uczucie? Ale z drugiej strony pod żadnym pozorem nie chciał tego sprawdzać.

Wciąż jednak też się obawiał. Pokłócą się, ich metody działania były przecież zgoła inne, nawet same ich moralności stały, jakby nie patrzeć, po przeciwnych stronach. Ango nie wierzył, by mafioso oduczył się tak po prostu zabijać, z drugiej strony wątpił, aby on sam przyzwyczaił się do zabijania. Naprawdę, szczerze obawiał się tego, że po tym, jak opadnie ich pierwsza fascynacja, zaczną się tylko kłócić.

Z drugiej strony, wtedy nie będzie mógł powiedzieć sobie, że nie próbował. Wiedział, że miałby sobie za złe, gdyby teraz zakończył tę relację, szczególnie że medyk też coś do niego czuł. Byli zdecydowani, więc tym bardziej, dlaczego nie. Na przekór wszystkiemu. Świat będzie stawał im na przeszkodzie, ale póki to uczucie kwitło, zielonooki tym bardziej chciał w nie brnąć.

Zwrócił swój wzrok na osobę, która znów do niego dołączyła. Szkarłatnooki wyglądał o wiele lepiej, chociaż lekko przekrwione oczy wskazywały jeszcze na wcześniejszy stan, to jego aparycja już nie prosiła się o współczucie. Z radością usiadł koło Sakaguchiego, ujął swój kieliszek i upił nieco większy łyk, po czym odetchnął cicho. Zerknął na partnera, ułożył rękę na jego dłoni i potarł ją swoim kciukiem, nie tracąc przy tym dobrego nastroju. Po wcześniejszym wybuchu żalu w zachowaniu czterdziestolatka nie było nawet śladu.

- Uprowadzę cię - rzucił niby-żartobliwie Mori, zerknął też figlarnie na okularnika - Masz coś przeciwko?

Ango spoglądał na niego lekko zaskoczony tak niecodzienną propozycją. Sam ujął wino i przysunął się do kochanka, za co został objęty ramieniem. Przytulił się do jego torsu.

- Ale będę mógł chociaż wyjeżdżać na obrady? - odparł zaczepką na zaczepkę i sam wreszcie uśmiechnął się lekko. Mori za to zaśmiał się serdecznie.

- Wtedy to nie byłoby uprowadzenie. Lecz w zamian za to oferuję ci warunki najwyższej kategorii, nieograniczony dostęp do książek, mogę ci też załatwić łamigłówki albo inną formę rozrywki. Uwięziłbym cię we własnych komnatach.

Ton i spojrzenie Moriego były frywolne, wręcz dziecięce, jakby składał mu właśnie świetną propozycję, taką, na którą zielonooki powinien skakać z radości. Może, gdyby Ango nie był wysoko postawionym urzędnikiem i nie cenił sobie wolności jako bardzo wysokiego przywileju, a przy tym nie miał znajomych, którzy by od razu zaczęli go szukać… to być może by to rozważył. Biorąc pod uwagę jednak jego sytuację, to nie było możliwe.

- Nie chcę wywołać kolejnego konfliktu między organizacjami - odparł bez żartów, jednak też nie śmiertelnie poważnie. Ougai spojrzał na niego, po czym odetchnął bardzo wyraźnie, wręcz teatralnie i pokręcił głową.

- A szkoda, bardzo by to nam ułatwiło relację… nie sądzisz? - podpuszczał go. Ango podniósł na niego wzrok ziejący spod mocno zmarszczonych brwi, aż szkarłatnooki parsknął szczerym śmiechem - Ale masz minę…

Przez ten komentarz dwudziestoośmiolatek nadąsał się tylko mocniej, wyglądając jeszcze zabawniej. Mężczyzna parsknął śmiechem po raz drugi i radośnie go przytulił do siebie, mocno. Okularnik potrzebował chwili, by mu darować tę bezpośrednią zaczepkę i finalnie też się przytulił, pomrukując jeszcze bliżej nieokreśloną frazę ze zdegustowaniem.

- Nie możemy się po prostu spotykać potajemnie? - zapytał, siląc się na neutralny ton. Nie chciał wyjść na marudę, która nie umie się bawić. Chociaż kto wie, czy partner już go za takiego nie uznawał. Szczęśliwie, Mori zdawał się na to nie zwracać uwagi.

- Możemy… przynajmniej, dopóki ktoś się nie zorientuje. Takie spotkania zawsze dążą do tego, że prędzej, czy później ktoś zacznie zauważać pewną prawidłowość. Także to przejściowa dogodność.

Mężczyzna miał rację, lecz zielonooki nie miał chwilowo lepszego pomysłu. Nie zamierzał teraz skreślać tej relacji, nie kiedy wreszcie osiągnął to, o czym marzył. Odruchowo Ango ujął kochanka za rękę i zacisnął dłoń, zwracając na siebie jego zdziwione spojrzenie. Ougai zaraz jednak uśmiechnął się ciepło, splatając ich palce ze sobą. Za ten uśmiech młody dyplomata był w stanie popełnić wiele zbrodni.

- Ale z drugiej strony, mój drogi… - podjął mafioso - Czy taka przejściowa relacja nie będzie dla nas najlepszym sprawdzianem?

Okularnik podniósł głowę i spojrzał na partnera, który w tym momencie już nie przypominał podekscytowanego dziecka, ale istotnie dorosłego, poważnego i szczęśliwego człowieka. Taki obrazek dwudziestoośmiolatek zapragnął zapamiętać najmocniej. Tak chciał też go widzieć za każdym razem, kiedy będą się spotykać. Przekręcił się i znów pocałował kochanka, który delikatnie, ale odpowiedział, przytrzymując go przez chwilę w tej niezbyt komfortowej pozycji. Zielonooki ledwo łapał równowagę, ale starał się, byle dłużej utrzymać się przy nim. Z resztą, to Ougai pierwszy zakończył. Widać domagał się odpowiedzi na pytanie, o którym zielonooki o mało nie zapomniał.

- Zapewne… przynajmniej na razie przy tym bym pozostał, o ile nagle nie wpadniemy na lepszy pomysł. Mimo wszystko, trochę mnie od jutra nie będzie. Mam nadzieje, że nie będziesz tęsknił?

Medyk wywrócił oczyma i z westchnieniem ujął dwa owoce, jeden z nich podsunął partnerowi pod usta. Dyplomata posłusznie go zjadł, choć nie bez zaskoczenia tak otwartym zagraniem.

- Oczywiście, że będę tęsknił. Lepiej postaraj się, by to nie bolało aż tak, jak dotąd - odpowiedział cierpko, jakby lekko urażony tymi słowami.

Fakt, na początku rozmowy szkarłatnooki przecież wyznał, że ciągle o nim myślał, że szukał go spojrzeniem. Po prawdzie, Ango wciąż niezbyt miał pojęcie, co takiego zrobił, aby ten mężczyzna go kochał do tego stopnia. A może przejdzie mu za kilka dni? Może to tylko nagłe zachłyśnięcie się emocjami, które wkrótce opadnie? Sakaguchi nie wiedział. I nie czuł, aby pragnął wiedzieć. Obserwował jedynie, jak mężczyzna wrzucił sobie do ust zawinięty w ciasto przysmak i zaraz sięgnął po kieliszek wina, by upić łyk. Że też cała ta rozmowa odbyła się przy prawie zerowym upojeniu umysłu… To było wręcz niesamowite.

- Mam ci dać kawałek ubrania, żebyś mógł się do niego przytulać w międzyczasie? - odparł pół żartem, chociaż nie udało mu się w pełni potrzymać cierpkiego wydźwięku wypowiedzi. Jakoś nie umiał sobie wyobrazić Moriego przytulającego się do jego koszuli, czy chociażby chusteczki. Ale też jeszcze dzisiaj powiedziałby, że nie wyobraża sobie Ougaia płaczącego mu w ramię, a życie po raz kolejny go zaskoczyło.

- Pluszowego misia - odparł medyk w temacie, podobnym tonem. Okularnik parsknął cicho i potrząsnął głową, a na twarz przybrał uśmiech. Mori, czterdziestoletni upiorny mężczyzna przytulający się do dziecięcej zabawki, to była kolejna abstrakcja, która ciężko mu przychodziła na myśl.

- Uważaj na to, co sobie życzysz.

Słowa urzędnika były już pogodne, zaś jego rozmówca spojrzał na niego pobłażliwie. Co chodziło Ougaiowi po głowie okularnik nie wiedział, nie był nawet pewien, czy chciałby wiedzieć. Po namyśle Sakaguchi ujął swój kieliszek, chciał się napić, jednak jego partner powstrzymał go ostrożnym ujęciem za nadgarstek. Medyk cmoknął go w policzek, po czym podsunął mu kolejny owoc pod usta. Zielonooki zmarszczył brwi w pierwszej reakcji.

- Dlaczego mnie karmisz? - zapytał, ale zjadł smakołyk z ręki kochanka, nie oponował. Tym razem trafił na morelę.

Czterdziestolatek westchnął cicho i oparł się o jego ramię, dłonią zaczynając wodzić po torsie urzędnika. Nie był to jednak gest pieszczotliwy, bardziej jakby badał jego osobę, rozeznawał się dotykiem. Choć przecież widział go już bez żadnego okrycia, co więcej, miał o wiele lepszą okazję, by poznać jego sylwetkę. A jednak robił to ponownie.

- Ponieważ jesteś strasznie chudy, Anguś - odparł Mori i spojrzał na niego uważniej - Miałem zapytać już wcześniej, jesteś na coś chory?

Słowa medyka zdziwiły dyplomatę dość mocno. On, chory? Po prawdzie, nie miał nawet czasu być pod opieką internisty, zrobić jakichś szerszych badań kontrolnych, a drobne niedogodności, które co rusz się pojawiały leczył doraźnymi środkami. Ale nie wydawało mu się, żeby na coś poważnie cierpiał.

Zaprzeczył zatem ruchem głowy, obserwując partnera. Ougai przyjął to do wiadomości.

- A więc… muszę cię karmić! - wysnuł radośnie wniosek i jeszcze raz pocałował go w usta.

Pomysł wydawał się okularnikowi absurdalny, miał nadzieję, że Mori nie traktował tego zbyt poważnie. Póki co nie wyglądało na to. Jednak to był wciąż szef organizacji przestępczej i Ango nie miał stuprocentowej pewności, czy on na pewno jest zdrowy psychicznie. Tak długo jednak, jak czterdziestolatek nie robił nic, co by wpływało na jego dyskomfort, okularnik był w stanie na to przystać.

Wieczór zaczął wreszcie mijać w przyjemnym tonie. Początkowo nie mogli znaleźć dobrego tematu, jednak kilka łyków wina później rozmowa już sama zaczęła się rozwijać. Zrobiło się o wiele przyjemniej. Spotkali się wcześnie i zielonooki co prawda początkowo zakładał, że rozejdą się koło północny, te plany jednak odpłynęły wraz z drugą zamówioną butelką i przeniesieniem się na łóżko. I tak będzie mógł wypocząć w samolocie. A póki szampański nastrój ich obu trwał, Ango nie miał powodu, aby rezygnować z przyjemności.