Harry Potter należy do J.K. Rowling,
Cytaty zapożyczone są z jedynej i niepowtarzalnej piosenki "Baby Girl" zespołu Aqua,

Jedyne, co należy tu do mnie to moja chora wyobraźnia, która spłodziła ten tekst.

Dedykuję ten fick pewnej osobie, która będzie dobrze wiedziała, że właśnie o nią mi chodzi *wink wink*.


Wyjątkowo upalny dzień tego lata nareszcie dobiegał końca. Petunia i Vernon Dursley'owie siedzieli na kanapie w salonie, starając się poczuć jak najwięcej chłodnego powiewu nadlatującego od wielkiego wiatraka ustawionego obok. Trzasnęły drzwi wejściowe.

– Wróciłem! – wrzasnął Dudley, a zaraz potem usłyszeli, jak wchodzi po schodach.

– Chłopak znowu się spóźnia – zauważył Vernon. – Czy my naprawdę wymagamy od niego tak wiele? Wystarczy, że wróci nie później, niż Dudley, na Boga! Może wpakował się w jakieś kłopoty? Może wpakował nas w jakieś kłopoty? Nie mam zamiaru wyciągać go z aresztu!

– Vernon… skoro wspomniałeś o kłopotach… – Petunia przestała na chwilę wachlować się kolorowym magazynem. – Chłopak ma już piętnaście lat. Kto wie, co krąży mu po głowie, kiedy tak się włóczy po ulicach? Kto wie, z kim się spotyka? – Machnęła swoją kościstą dłonią w stronę okna, jakby ten gest miał wszystko wyjaśnić, ale najwyraźniej nie podziałał na Vernona. – Chodzi mi o to, że powinieneś z nim porozmawiać! – wysyczała.

– Ja? Z nim? Niby o czym?!

– O tym, o czym rozmawiałeś z Dudley'em kilka lat temu. – Petunia rozejrzała się szybko po salonie, jakby bała się, że gdzieś w kącie może czaić się któryś z sąsiadów, podsłuchując i węsząc za skandalem. – Wtedy nie pomyśleliśmy… chłopak zawsze był trochę opóźniony… Ale teraz… skąd możemy wiedzieć, co się dzieje w tej jego szkole?

– Chcesz, żebym przeprowadził z nim rozmowę?!

– Wolisz to, czy płacenie alimentów dla jakiejś lafiryndy, którą mógłby uwieść? – zapytała Petunia jadowitym tonem i podniosła się z kanapy. – Zajmij się tym, Vernon.

– Ale czemu ja?!

– Bo jesteś mężczyzną. A on to młody chłopak.

Vernon wymamrotał coś wściekle pod nosem, ale w końcu musiał zgodzić się z żoną. Nie miał zamiaru wydawać pieniędzy na bękarta, którego ten chłopak mógłby stworzyć!

Harry pozwolił sobie tego wieczora na nieco dłuższą włóczęgę. Był doskonale świadomy tego, że prawdopodobnie jego późny powrót na Priver Drive wywoła burzę, ale nie bardzo o to dbał. Nie miał ochoty przebywać w tym dusznym domu, nie miał ochoty czuć na sobie zniesmaczonych spojrzeń, nie miał ochoty znosić humorów kuzyna.

Och, jak bardzo chciałby być teraz gdziekolwiek indziej! Z Ronem, Hermioną, Syriuszem… Wyobraził sobie, że spędza ten wieczór w Norze. Pewnie siedzieliby właśnie w ogrodzie albo na wzgórzach za domem, śmiejąc się, żartując, może grając w miniquidditcha… Cudownie byłoby dzisiaj trochę polatać. Tęsknił za wiatrem, targającym mu ubrania i włosy, za unoszeniem się w powietrzu, z dala od kłopotów…

W końcu, bardzo niechętnie, wrócił do domu. Wciąż pogrążony w przyjemnym marzeniach o lataniu na miotle, nie przejmował się nawet awanturą. Po prostu będzie stał i udawał, że słucha, posłusznie kiwając głową. To zawsze się sprawdzało.

Gdyby tylko wiedział…

– Harry, podejdź tu.

Już sam fakt, że wuj Vernon zwrócił się do niego po imieniu powinien zaalarmować Harry'ego. Chłopak był jednak zbyt pochłonięty własnymi myślami, żeby zwrócić na to uwagę. Czerwona lampka zapaliła się dopiero, kiedy ujrzał wielkiego mężczyznę siedzącego przy kuchennym stole, trzymającego ręce na blacie i nerwowo kręcącego młynka palcami.

– Muszę z tobą poważnie porozmawiać – oznajmił wuj Vernon bardzo oficjalnym tonem, nie przestając bawić się palcami. – Usiądź, chłopcze.

Czerwona lampka przepaliła się i wybuchła, pękając na milion kawałeczków, które boleśnie wbiły się w tą część mózgu Harry'ego, która odpowiadała za instynkt samozachowawczy. Nie widząc jednak innego wyjścia, usiadł niepewnie naprzeciw wuja, gotowy zerwać się w każdej chwili do ucieczki. Milczenie przeciągało się w nieskończoność, aż w końcu Harry nie wytrzymał.

– O czym wuj chciał porozmawiać? – zapytał, starając się brzmieć uprzejmie.

– Powiedz mi, czy w tej twojej szkole uczą jakichś normalnych przedmiotów?

– Co wuj ma na myśli…? – Harry porzucił uprzejmości. Teraz w jego głosie pobrzmiewała jedynie ostrożność. Już wolałby siedzieć teraz oko w oko z Voldemortem… naprawdę…

– Och, no wiesz… Biologia… Wychowanie do życia w rodzinie…

Wiej! Uciekaj stąd, idioto! – krzyczał instynkt Harry'ego, ale nie było żadnej drogi ucieczki.

– W-wychowania do życia w r-rodzinie…? – wyjąkał Harry z trwogą.

O nie, o nie, o nie, o nie…

– Czyli nie – stwierdził wuj Vernon. – Oczywiście. To było do przewidzenia. Wypełniają wam te zakute łby bzdurami, zamiast uczyć ważnych rzeczy! Ale nie o tym chciałem porozmawiać. Widzisz, Harry… – Harry'emu bardzo nie podobał się sposób, w jaki wuj Vernon wypowiadał jego imię. – Doszliśmy z twoją ciotką do wniosku, że potrzebujesz lekcji.

Nie… błagam… tylko nie to…

– Wujku, to naprawdę… znaczy… może porozmawiasz najpierw z Dudley'em?

Cokolwiek, bylebym zdążył stąd uciec.

– Dudley już dawno ma to za sobą – warknął na niego Vernon. Mężczyzna wstał ze swojego krzesła i włączył kuchenne radio. Później sięgnął do lodówki po lód, wrzucił kilka kostek do szklanki, a następnie napełnił ją najwyraźniej przygotowaną wcześniej whisky. Dopiero wtedy znowu zajął swoje miejsce. – Zapewne już się domyśliłeś tematu naszej rozmowy.

– Wujku, błagam… – jęknął rozpaczliwie Harry. – Czy nie możemy po prostu… – rozejść się i udawać, że ta rozmowa nie miała nigdy miejsca? – …dać temu spokój?

– To dla mnie również nie jest łatwe, chłopcze! – warknął wuj Vernon. – Po prostu mnie wysłuchaj.

Harry spróbował skupić się na radiu, ale to wcale nie pomagało. Durne, mugolskie wakacyjne hity!

– Zacznijmy od tego, że w życiu każdego młodego chłopca następuje taki moment, w którym ten chłopiec zaczyna dostrzegać pewne niezauważane do tej pory aspekty u dziewcząt – oznajmił wuj Vernon rzeczonym tonem. – Mam na myśli oczywiście aspekty fizyczne, takie jak kobiecy biust.

Czy on właśnie powiedział „biust"?!

– Między chłopakiem a dziewczyną może dojść do pewnych interakcji…

Interakcji! Czym ja sobie na to zasłużyłem?!

– Z pewnością wiesz, że ciała kobiety i mężczyzny różnią się od siebie… Są jednak skonstruowane tak, by mogło dojść do ich połączenia…

Przestań, błagam, przestań… Już nigdy się nie spóźnię, tylko przestań!

– To połączenie jest dość… szczególne. Może dostarczyć wiele przyjemności obu stronom. Jednak… są też konsekwencje… na przykład ciąża. Albo choroby weneryczne!

Harry poczuł, że zbiera mu się na mdłości. I jeszcze do tego ta piosenka! Vernon przerwał na moment, żeby napić się whisky, a Harry chcąc, nie chcąc (a właściwie bardzo nie chcąc), wyłapał słowa płynące z radia:

I'm a Barbie girl, in a Barbie world,

Life in plastic, it's fantastic!

You can brush my hair, undress me everywhere,

Imagination, life is your creation!"

– Powiem ci teraz w skrócie, na czym polega uprawianie seksu – oznajmił wuj Vernon, a Harry wydał z siebie jakiś bliżej nieokreślony, choć bardzo rozpaczliwy jęk.

Rozejrzał się przy tym dookoła w poszukiwaniu drogi ucieczki, ale jedynym, co przychodziło mu do głowy, było schowanie się pod stołem, zakrycie uszu i rozpoczęcie głośnego nucenia, żeby zagłuszyć po prostu wszystko.

– Pobudzony seksualnie mężczyzna dostaje erekcji, co oznacza, że jego penis staje się… większy…

Erekcji!

Harry nie wiedział, kto z ich dwojga jest bardziej czerwony na twarzy, choć miał dziwne wrażenie, że wygrywa w tej konkurencji.

– Ciało kobiety również ma pewne… zdolności…

Zdolności!

I'm a blond bimbo girl, in a fantasy world,

Dress me up, make it tight, I'm your dollie"

– Jej łechtaczka robi się nieco większa, a w pochwie zaczyna wydzielać się specjalny śluz…

Łechtaczka! Pochwa! Przestań, przestań, co ja ci zrobiłem?!

"You're my doll, rock'n'roll, feel the glamouring ring,

Kiss me here, touch me there, hanky panky!"

– Właśnie ten śluz ułatwia wprowadzenie penisa mężczyzny do pochwy kobiety…

Harry'emu było niedobrze. I miał wrażenie, że zaraz zacznie płakać i błagać o litość. Gdzie jest Voldemort, kiedy jest potrzebny?! Wolałbym już znieść tuzin Cruciatusów!

– Mężczyzna i kobieta zaczynają się poruszać, a to dostarcza im przyjemności…

You can touch, you can play,

If you say: I'm always yours, ooohh wow!"

– W pewnym momencie dochodzi do szczytowania… inaczej można powiedzieć, że dostają orgazm… i właśnie podczas tego szczytowania z penisa mężczyzny wydobywają się plemniki…

Tuzin Cruciatusów? Wszystko za Avadę!

– Plemniki połączone z komórką jajową tworzą zygotę… a zygota przeradza się w zarodek… zarodek rośnie w macicy kobiety, aż w końcu wydostaje się na świat tą samą drogą. Wtedy jest już niemowlęciem.

Come on Barbie, let's go party!"

– Nadążasz, chłopcze? – zapytał wuj Vernon, po raz pierwszy od rozpoczęcia swojego wykładu zerkając na Harry'ego.

Harry, który był chyba nawet bardziej przerażony niż podczas tej okropnej nocy na cmentarzu, wydał z siebie kolejny jęk. Wuj Vernon wstał, by dolać sobie whisky.

Make me walk, make me talk, do whatever you please,

I can act, like a star, I can beg on my knees,

Come jump in, be my friend, let us do it again,

Hit the town, fool around, let's go party!"

Wuj Vernon obszedł kuchnię, a Harry wciąż siedział bez ruchu, mimowolnie słuchając tej piosenki.

You can touch, you can play,

If you say: I'm always yours!"

– Teraz wytłumaczę ci, jak się zabezpieczać przed chorobami i niechcianą ciążą – powiedział Vernon, znowu siadając na krześle. Harry ledwo zauważył, że teraz na stole obok szklanki z whisky leżał też banan.

– Błagam… – jęknął cicho Harry.

– Więc tak… są różne metody zabezpieczeń.

Znowu refren, którego Harry zdążył już całkowicie znienawidzić.

– Prezerwatywy są chyba najczęściej stosowane…

Nienawidzę bycia cholernym Harrym Potterem!

– Są to takie lateksowe… eee… garniturki… nakładane na penisa w wzwodzie. Sam zobacz…

Serce Harry'ego stanęło na moment, kiedy wuj Vernon sięgnął do kieszeni i położył na stole małą paczuszkę.

Tylko. Nie. To…

– Spróbuj nałożyć prezerwatywę na tego banana – polecił wuj Vernon, przesuwając paczuszkę oraz owoc w stronę Harry'ego.

Przez chwilę Harry po prostu gapił się na paczuszkę i banana.

Och, I'm having so much fun!"

Harry spojrzał na radio w taki sposób, że urządzenie chyba tylko cudem nie stanęło w płomieniach.

Nigdy już nie spojrzę na banana…

– No już, chłopcze! – warknął mężczyzna. – Nie mamy całej cholernej nocy!

Więc Harry, drżącymi dłońmi, sięgnął po paczuszkę. Rozerwał ją i wyciągnął zwiniętą prezerwatywę.

– Ściśnij czubek tak, żeby nie było tam powietrza.

Tak bardzo. Chcę. Umrzeć.

Harry ścisnął czubek, sięgnął po banana i niezdarnie rozrolował lateks.

– Podczas wytrysku sperma gromadzi się właśnie w prezerwatywie, nie dostając się do pochwy kobiety. To oznacza, że żaden plemnik nie będzie w stanie połączyć się z komórką jajową. Rozumiesz?

Kolejny jęk, brzmiący trochę tak, jakby Harry próbował powstrzymać wymioty był chyba dla wuja Vernona satysfakcjonującą odpowiedzią.

– Są jeszcze inne metody na zabezpieczanie się przed niechcianą ciążą. Kobiety mogą na przykład brać specjalne tabletki antykoncepcyjne.

Harry odrzucił od siebie banana, zastanawiając się, czy jeszcze kiedykolwiek będzie w stanie spojrzeć wujowi w oczy.

– Można też stosować tak zwany stosunek przerywany, który polega na tym, by wyciągnąć penisa z pochwy przed wytryskiem, jednak ta metoda nie należy do najskuteczniejszych i najbezpieczniejszych. Poza tym, tak samo jak tabletki, nie chroni to przed złapaniem jakieś choroby.

Nie. Nie będzie w stanie. Wuj Vernon znów sięgnął do kieszeni i tym razem położył na stole jasnoróżową broszurę.

– Tu przeczytasz o innych metodach antykoncepcji. Masz jakieś pytania, chłopcze?

Pokręcił głową, nie potrafiąc wydobyć z siebie słowa.

Pozwól mi wyjść. Pozwól mi odejść, uciec stąd i już nigdy nie wrócić…

– W porządku. Kontynuujmy…

Vernon skończył swój wykład pół godziny później, surową groźbą, że jeśli Harry kiedykolwiek „spłodzi bękarta z jakąś ladacznicą", to nie będzie mógł liczyć na pomoc wujostwa, bez względu na konsekwencje. Po tym Harry dostał pozwolenie na wycofanie się do swojego pokoju, czując się gorzej, niż po spotkaniu z dementorami.

Nigdy więcej nie spojrzę w oczy żadnemu Dursleyowi. Nigdy nie będę w stanie siedzieć z nimi w jednym pomieszczeniu i nie myśleć o tym… wydarzeniu… Muszę się stąd wydostać.

Szybko wygrzebał pergamin, pióro i kałamarz, a potem usiadł przy biurku.

Drogi Syriuszu,

Wydarzyło się coś strasznego. Nie mogę dłużej zostać na Privet Drive, muszę stąd uciekać. Nie martw się o mnie, pierwszego września pojawię się na King Cross.

Harry.

Napisał drżącą ręką na skrawku pergaminu. Pozostało mu tylko czekać na Hedwigę.