Tekst napisany na Gwiazdkową Wymianę Fikową 7.0 na Forum Mirriel dla Eti do życzenia: Czarny Pan pokonany, Severus członkiem Zakonu i nauczycielem w Hogwarcie. Początkowo wszyscy odnoszą się do niego nieufnie, jedynie Minerwa całkowicie wierząca w osąd Dumbledore'a postanawia przyjąć młodszego kolegę z otwartymi ramionami. Co prawda, on się do tych ramion jakoś specjalnie nie garnie, ale przepadło, Gryfonka postanowiła.
Tak naprawdę chciałabym czegokolwiek o przyjaźni Severusa i Minerwy, to wyżej to tylko punkt wyjścia. Może być kilka krótkich scenek przedstawiających ich znajomość na przestrzeni lat, może być tylko początek - jak to się stało, że i Severus zaufał Minerwie, może jeszcze co innego, naprawdę, co tylko Śnieżynka wymyśli - byle ta przyjaźń była raczej szorstka i pełna dogryzania sobie nawzajem, a jednak ze świadomością, że mogą na siebie liczyć.


Partia szachów

I

Minerwa McGonagall zwykle nie miała wątpliwości, co do słuszności decyzji podejmowanych przez jej przełożonego, jednak tym razem musiała głośno wyrazić swoje obiekcje. Nie chodziło nawet o mocno nieciekawą przeszłość nowego kandydata na Mistrza Eliksirów; była skłonna uwierzyć w jego skruchę i nawrócenie, bo skoro Albus miał co do tego absolutną pewność, ona nie zamierzała tego kwestionować. Zresztą rozmawiali już na ten temat tuż po klęsce Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.

— Ufasz mojemu osądowi? — zapytał Dumbledore.

— Tak, oczywiście — odparła bez wahania.

— Więc postaraj się zaufać również młodemu panu Snape'owi. Przeszedł na naszą stronę na długo przed upadkiem Voldemorta, działał jako agent Zakonu, narażając się na ogromne niebezpieczeństwo, i mam całkowitą pewność co do tego, po której stronie leży jego lojalność.

Wtedy pierwszy i ostatni raz zapytała, z czego wynikała ta pewność. Dumbledore odparł, że to sprawa między nim a Severusem i Minerwa uszanowała tę odpowiedź. Jednak teraz chodziło nie tylko o dobro uczniów, ale również samego Snape'a. Czy to wyzwanie go nie przerośnie? Po kolei wyłuszczyła Albusowi wszystkie swoje obiekcje, gdy spotkali się w jego gabinecie w środowe popołudnie, by jak zwykle porozmawiać o sprawach dotyczących zarządzania Hogwartem.

— On ma dopiero dwadzieścia jeden lat — mówiła McGonagall. — Sam dopiero co skończył szkołę. Jest zdecydowanie za młody. Nie ma żadnego doświadczenia. Czym on się w ogóle wcześniej zajmował? — ledwie to powiedziała, natychmiast zdała sobie sprawę, jak głupio to zabrzmiało. Zapewne zajmował się tym, co wszyscy śmierciożercy.

— Jeśli chodzi o oficjalne zajęcie to głównie produkcją eliksirów — odparł Dumbledore. — Ma więc w tym pewne doświadczenie. Ale masz rację, zostanie rzucony na głęboką wodę. Cóż, nie tak to zaplanowałem — westchnął. — Chciałem, żeby jak każdy początkujący nauczyciel najpierw nabierał doświadczenia u boku starszego profesora, który wprowadziłby go w arkana nauczycielskiej sztuki. Ale niestety, Horacy, jak wiesz, nagle wymówił posadę…

Minerwa zacisnęła usta w wąską kreskę. To było bardzo oględne nazwanie tego, co się wydarzyło. Slughorn po prostu spakował kufer i dosłownie uciekł z dnia na dzień, gdy tylko dowiedział się, że Albus zamierzał zatrudnić mu do pomocy byłego śmierciożercę, zostawiając ich w środku semestru z wakatem.

— A co z posadą opiekuna Slytherinu? — zapytała Minerwa. — Chyba nie chcesz mu jej powierzyć? Uczniowie nie będą go poważać.

— Nie, w istocie, zrzucenie tego na Severusa absolutnie nie wchodzi w grę. Po długich namowach Silvanus zgodził się pełnić tę funkcję, przynajmniej przez jakiś czas.

— Na Merlina, co mu obiecałeś w zamian? — zapytała, od razu zastanawiając się, czy budżet szkoły to wytrzyma.

— Kałamarnicę.

— Co takiego? — zdziwiła się Minerwa.

— Silvanus od dawna chciał hodować kałamarnicę w naszym jeziorze, więc się zgodziłem. Mam nadzieję, że nie urośnie zbyt duża…

McGonagall też miał taką nadzieję. Hodowlane hobby Kettleburna, dotyczące głównie niebezpiecznych gatunków magicznych stworzeń, budziło uzasadniony niepokój wśród pozostałych nauczycieli. Jedynie Hagrid aktywnie wspierał go w tej manii.

— Severus jest jak rozbitek, który wylądował za burtą — powiedział Dumbledore, wracając do głównego tematu. — Jeśli nie rzuci mu się liny ratunkowej, pójdzie na dno. To będzie dla nas wszystkich trudne. I dlatego szczególnie liczę na twoją pomoc.

II

Decyzja została podjęta. Następnego dnia Albus obwieścił ją pozostałym nauczycielom na krótkim zebraniu, które zwołał zaraz po zakończeniu ostatnich zajęć. Wszyscy byli wyraźnie zaskoczeni, nie licząc Minerwy i Silvanusa, który niewiele zwracał uwagi na otoczenie. Widocznie myślał już tylko o tej kałamarnicy.

— Ależ… czy jesteś zupełnie pewien, Albusie, że to dobry pomysł? — odezwała się Rolanda Hooch. — Przecież on jest śmierciożercą.

— Byłym śmierciożercą — poprawił ją Dumbledore łagodnie, acz stanowczo. — Dopiero teraz mogę wam wyjawić, że od wielu miesięcy Severus był agentem Zakonu Feniksa i od dawna współpracował ze mną w największym sekrecie.

Hooch rzuciła szybkie spojrzenie na innych nauczycieli, jakby szukając u nich poparcia. Miny pozostałych profesorów były aż nazbyt wymowne. Sprout i Flitwick, chociaż również działali w Zakonie i wiedzieli, jak cenne były informacje pochodzące od Snape'a, wyglądali na równie nieprzekonanych, co cała reszta.

— Wiesz, jest takie powiedzenie, że lampart nigdy nie zmienia swoich cętek — mruknęła Hooch.

— Rozumiem, z czego wynikają te obawy — odparł Dumbledore, uśmiechając się lekko i z zarazem lekkim smutkiem. — Mimo to proszę, byście wszyscy dali mu szansę.

III

Dumbledore zwołał kolejne zebranie dwa dni później, by dokonać oficjalnej prezentacji, chociaż tak właściwie było to tylko pro forma. Snape skończył szkołę zaledwie trzy lata temu; przez ten czas skład kadry praktycznie się nie zmienił (nie licząc posady nauczyciela obrony przed czarną magią; żadne z nich nie zdołało na dłużej zagrzać miejsca), więc wszyscy znajomicie go pamiętali.

Przez całe spotkanie Minerwa obserwowała go ukradkiem. Wyczuwała, że był mocno zdenerwowany, chociaż za wszelką cenę starał się tego nie okazywać. Zerkał na wszystkich posępnie, jakby prowokując do zadania jakiegoś niewygodnego pytania. Niepotrzebnie. Inni nauczyciele milczeli jak zaklęci. Minerwie nagle zrobiło się go żal. Wciąż był taki młody, a już właściwie przegrał swoje życie. Ze smutkiem pomyślała, jak wielu spośród ich uczniów zostało śmierciożercami. Czuła się za to częściowo odpowiedzialna. Zawiodła jako nauczycielka. Wszyscy zawiedli.

Nawet bez bagażu, jakim było to piętno, i tak byłoby mu ciężko. Pomimo upływu lat McGonagall dobrze pamiętała, jak ją samą onieśmielała perspektywa pracy ze starszymi, doświadczonymi profesorami, którzy jeszcze nie tak dawno nauczali ją samą. Ale miała już wtedy pewien dorobek zawodowy. Wcześniej pracowała w Ministerstwie Magii w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Dopiero w wieku trzydziestu jeden lat zdecydowała się zupełnie zmienić ścieżkę kariery i przyjęła posadę nauczycielki transmutacji w Hogwarcie.

Postanowiła, że zrobi wszystko, by pomóc mu zaadaptować się do nowej sytuacji.

Zwłaszcza, że nikt inny się do tego nie kwapił.

IV

Jako zastępczyni dyrektora to jej przypadło wprowadzenie go we wszystkie formalności. Spotkali się w jej gabinecie jeszcze tego samego popołudnia. W pierwszym momencie wydawało się, że Severus słucha uważnie, ale Minerwa zauważyła, że co chwilę odpływał gdzieś myślami, jakby nie mógł się skupić. Albo bardzo nie chciał tu być.

— Przepraszam, że tak cię zarzucam informacjami, ale to konieczne, skoro już jutro zaczynasz — powiedziała w pewnym momencie.

Snape nagle wydawał się spłoszony, jak uczeń, którego przyłapano na nieuważaniu.

— Tak, rozumiem, pani profesor.

— Jeśli chodzi o scenariusze lekcji, to sądzę, że na razie możesz się oprzeć na tym, co pozostawił profesor Slughorn. Warto przejrzeć tematy z ostatnich lat.

Zauważyła, ze zrzedła mu mina na widok stosu starych dzienników klasowych.

— Pomogę ci z tym — zaoferowała się natychmiast. — Najważniejsze, to przygotować plan na najbliższe dwa, trzy tygodnie. Z czasem stworzysz własny program i ani się obejrzysz, a popadniesz w nauczycielską rutynę.

Sprawiał takie wrażenie, jakby jej nie dowierzał. Ale prawda była taka, że nowy profesor miał najwięcej pracy na początku swojej kariery. W kolejnych latach jechało się już na sprawdzonym programie nauczania, oczywiście dopasowując go do poziomu uczniów. Niektóre klasy przyswajały materiał szybciej, inne wolniej, a czasami trafiały się naprawdę oporne umysły, w które trzeba było dosłownie wtłaczać wiedzę. Ministerstwo raczej nie wtrącało się w to, jak realizują treści nauczania; Hogwart miał w tym zakresie zagwarantowaną pełną autonomię.

Nie mogła nie pomyśleć sobie kilku nieprzyjemnych rzeczy o Horacym. O ileż wszystko byłoby prostsze, gdyby Severus mógł uczyć się od swojego dawnego mistrza. Najpierw tylko obserwowałby go przy pracy, później prowadził niektóre zajęcia i od nowego semestru mógłby przejąć część klas. Slughorn tak go przecież lubił, zawsze wypowiadał się o nim w samych superlatywach. A jednak teraz nawet nie chciał mu dać szansy i po prostu uciekł jak tchórz.

Siedzieli prawie do dziewiątej wieczorem. Severus rzadko zadawał jakiekolwiek pytania, ograniczając się do robienia notatek (doskonale pamiętała to eleganckie, choć nieco ciasne pismo, sprawiające wrażenie jakby oszczędzał na pergaminie) i odpowiadał półsłówkami, co chwilę wtrącając grzecznościowe „pani profesor". To był inny Severus niż uczeń, którego pamiętała — buntowniczy, często wdający się w awantury, zakwalifikowany w przegródce jako ten „problematyczny".

Zastanawiała się, czy już teraz zasugerować mu przejście na ty, ale uznała, że mógłby to być dla niego zbyt duży szok.

Okazja, by zrobić to w naturalny sposób trafiła się parę tygodni później, tuż przed świętami.

V

Pilnie przypatrywała się, jak sobie radzi. Starała mu się zbytnio nie narzucać. Po prostu oferowała swoje wsparcie, gdy wydawało jej się, że może mu się przydać.

— Pomóc ci przy wypełnianiu tych protokołów?

— Nie… dam sobie z tym radę — odpowiadał zwykle. — Ale gdybyś mogła później na to rzucić okiem i sprawdzić, czy wszystko jest dobrze, byłbym zobowiązany — dodawał niekiedy po chwili namysłu.

Próbowała go też wciągać w rozmowę w pokoju nauczycielskim, gdy nikt inny tego nie robił. Sprout i Flitwick, częściowo pod jej wpływem, zaczęli się do niego przekonywać. Widać było jednak wyraźnie, że Severus wciąż czuł się niezręcznie, gdy ktoś do niego zagadywał i starał się ograniczać do minimum czas, jaki spędzał w pokoju nauczycielskim, zwłaszcza, jeśli znajdowało się tam więcej osób. Raczej przemykał się chyłkiem do regału z dziennikami klasowymi i natychmiast znikał.

Chociaż miał już prawie dwadzieścia dwa lata, wciąż bardzo trudno było o nim myśleć, jak o dorosłym. Coś w jego oczach i twarzy zdradzało, że los zdążył go już bardzo mocno doświadczyć, ale jednocześnie wciąż widziała w nim tamtego chudego nastolatka, który opuszczał szkołę przekonany, że wkrótce dokona czegoś wielkiego i ważnego.

Nosił długą czarną pelerynę, przypominającą skrzydła nietoperza. Bez trudu odgadła, że próbował sobie w ten sposób dodać trochę profesorskiej powagi. Na razie jednak bardziej przypominał ptaka, który stroszył pióra, chcąc zwiększyć swoją objętość, niż niebezpiecznego drapieżcę. Może ta oprawa działała na młodszych uczniów, ale starsi pamiętali go jeszcze jako ucznia, który nie cieszył się ani zbytnią sympatią, ani poważaniem wśród rówieśników. Wyrobienie sobie wśród nich autorytetu było szalenie trudne. Co bardziej aroganccy próbowali sobie z niego śmieszkować i testować jego cierpliwości. Szybko jednak okazało się, że nie warto z nim zadzierać. Snape mógł się zachowywać nieśmiało przy innych nauczycielach, ale uczniom pokazywał zupełnie inną twarz. Potrafił każdemu udowodnić niewiedzę, a jego wybuchowy temperament sprawiał, że zachowywał się nieprzewidywalnie. Takich nauczycieli uczniowie obawiali się najbardziej, zwłaszcza, jeśli wykładany przez nich materiał należał do trudnych.

Po szkole szybko rozeszło się, że nowy Mistrz Eliksirów był ostry jak brzytwa. Każdy, kto mu podpadł, tracił ogromną ilości punktów. Minerwa próbowała mu delikatnie zasugerować, że to nie była najlepsza metoda na wyrobienie sobie autorytetu. Na próżno.

W tej kwestii nie chciał słuchać jej rad.

VI

— Czy masz jakieś plany na wieczór, Severusie? — zapytała Minerwa przy śniadaniu.

— Nie, nic szczególnego — odparł.

— Pomyślałam, że może moglibyśmy zagrać partyjkę szachów. Albus wspomniał, że znakomicie grasz.

Snape o mało co nie udławił się swoją owsianką. Przez moment miał taki wyraz twarzy, jakby Minerwa złożyła mu co najmniej niemoralną propozycję.

Nie zdołał jednak wymyślić na poczekaniu jakiegoś wykrętu, zwłaszcza, że dopiero co rozpoczęły się ferie świąteczne. W zamku pozostało bardzo niewielu uczniów i profesorowie nie mieli zbyt wiele do roboty. Ot, co jakiś czas przejść się po korytarzach i dyskretnie pilnować, czy dzieciaki nie robią jakichś głupstw.

— Znakomicie — powiedziała, gdy wydusił z siebie zgodę. — Wobec tego wpadnę do ciebie wieczorem.

VII

Minerwa przyszła punktualnie o ósmej. Snape musiał wyczekiwać na jej przybycie pod drzwiami, bo otworzył niemal natychmiast. Miała nadzieję, że nie stresował się tą wizytą przez cały dzień i nie traktował tego tak, jak profesorskiego nalotu na uczniowskie dormitorium. Wciąż tak trudno było rozszyfrować, co myślał i czuł. Chociaż uczyła go przez tyle lat, czasami odnosiła wrażenie, jakby w ogóle go nie znała.

Gdy zaprosił ją do środka, dyskretnie rozejrzała się po pomieszczeniu. Snape objął w posiadanie komnaty mieszkalne, które od lat stały puste; może po prostu chciał znajdować się jak najbliżej Slytherinu i znajomego terytorium. Sprawiały dość przytulne wrażenie, ale widać było, że wprowadził się tu niedawno. Żadnych bibelotów, żadnych obrazków na ścianach, za to sporo książek na regałach. Chłód lochów rozpraszał ogień płonący na kominku. Obok niego stały dwa fotele z zielonym obiciem, zaś pomiędzy nimi znajdował się nieduży kwadratowy stolik, na którym czekała już szachownica z rozstawionymi figurami, a także imbryczek świeżo zaparzonej herbaty i dwie filiżanki.

— Czy to zwykłe mugolskie szachy? — zdziwiła się. Nie spodziewała się, że znajdzie u niego taki zestaw.

— A to źle? Mam też magiczny, jeśli wolisz, ale skoro tym razem mam okazję zagrać z żywym przeciwnikiem, to pomyślałem, że… — urwał. Widocznie nie chciał przyznać, jak bardzo pustelniczy tryb życia prowadził.

— Nie, mi to nie przeszkadza, w żadnym wypadku. — Mugolska szachownica przypominała jej o ojcu. To on nauczył ją tej gry, spędzili przy niej wiele miłych chwil.

Zajmując miejsce w fotelu zastanawiała się, jakim szachistą okaże się Snape. Czy faktycznie był aż tak dobry, jak twierdził Dumbledore? Sama nie czuła się najmocniejsza w tej grze, choć nie należała do aż tak kiepskich zawodników, by przeciwnik dał jej mata po dwóch posunięciach albo żeby zapomnieć o zasadzie en passant. Rozwijanie figur szło jej nie najgorzej, ale gdy trzeba było podejmować drastyczne decyzje, które należy poświęcić, sytuacja zaczynała się komplikować. Albus, który w mistrzowski sposób potrafił zaplanować skomplikowane posunięcia i to o wiele kroków naprzód, zwykle z nią wygrywał.

Severus nalał herbatę do filiżanek, a potem od razu przystąpili do gry.

Przypadły jej białe bierki. Wybrała najbardziej typowe otwarcie — gambita hetmańskiego. Przesunęła pionek na d4, spodziewając się, że jej przeciwnik przyjmie albo odrzuci ofiarę, jak zazwyczaj się zdarzało, ale Snape zaskoczył ją natychmiast, przesuwając swój pionek na f5.

Po chwili namysłu przesunęła drugi pionek na e4, decydując się na poświęceni figury na rzecz szybszego rozwinięcia gry. Severus, zgodnie z oczekiwaniem, przechwycił jej bierkę, a McGonagall odpowiedziała wystawieniem skoczka na c3. Jej przeciwnik również sięgnął po skoczka i zajął f6, by bronić swojego pionka. Minerwa przesunęła kolejny pionek na f3, w pełni przekonana, że Snape zbije go w swoim kolejnym posunięciu; wtedy odpowiedziałaby atakiem skoczka. Ale Severus zignorował tę ofiarę. Przesunął czarny pionek o jedno pole do przodu, na e3, zmuszając ją do zbicia go gońcem, przez co figura znalazła się na dziwnej pozycji. Kilka ruchów później układ na szachownicy nie wiadomo kiedy zmienił się na jej niekorzyść.

—Kto kontroluje środek, ten wygrywa — odezwał się Severus pierwszy raz od początku rozgrywki.

Wskazał na ustawienie. Dwa czarne pionki na d5 i e5, wspierane przez skoczki na c6 i f6 oraz gońce na d6 i e6.

— Nie bądź jeszcze tego taki pewien — przestrzegła go McGonagall, choć niejasno wyczuwała, że coś kombinuje.

Severus uśmiechnął się samym kącikiem ust, a potem upił łyk herbaty.

Chociaż szala zaczynała coraz wyraźniej przechylać się na jego stronę, Minerwa sądziła, że może zdoła coś jeszcze zdziałać. Skoczek na a4, a następnie na b6 wydawał się dobrą opcją, zwłaszcza, że jeden z jej gońców miał dobrą pozycję na przekątnej. Ale w tym momencie Snape przesunął swojego gońca na b4, niwecząc jej wszystkie plany. Na domiar złego popełniła koszmarny błąd, przestawiając wieżę na wyjątkowo kiepską pozycję.

Próbując jakoś się ratować w swoim kolejnym ruchu przesunęła skoczka na b5, atakując jego hetmana i jednocześnie podstawiając go do zbicia czarnemu pionkowi znajdującemu się na a6. Upatrywała w tym jakiejś szansy na wymianę figur. Straciłaby wprawdzie tego skoczka, ale zaraz zbiłaby pionka hetmanem i choć częściowo otworzyła drogę do przypuszczenia ataku. Snape ponownie zdołał ją zaskoczyć. Zignorował jej bierkę i natychmiast przestawił hetmana na a5, odcinając tym samym drogę ucieczki jej królowi, który już wcześniej niewiele miał pola do manewru przez czarnego gońca, zajmującego silną pozycję. Dodatkowo drugi goniec atakował jej hetmana.

— Niesamowite. Faktycznie bardzo dobrze grasz — powiedziała Minerwa.

Snape nic nie odpowiedział, ale ten komplement chyba sprawił mu przyjemność.

Porażka w żaden sposób jej nie zniechęciła. Natychmiast zażądała rewanżowej partii. Tym razem to jej przypadły czarne.

— Nie radziłbym — odezwał się nagle Severus podczas wczesnej fazy gry, widząc, że Minerwa zamierza przestawić pionek na f3.

— Dlaczego? — zapytała zaskoczona.

— Zablokujesz w ten sposób drogę swojemu gońcowi. Najpierw goniec, potem pionek, a następnie warto zrobić roszadę, żeby zabezpieczyć pozycję króla i przesunąć wieżę na środek.

Skorzystała z tej rady, i przed przesunięciem pionka, wprowadziła do gry gońca. Ale niewiele jej to dało.

Tym razem została zaszachowana po trzynastu posunięciach.

VIII

Wieczorki przy szachach weszły do ich stałego rytuału. Praktycznie nie było tygodnia, by nie spotykali się, by rozegrać parę partii albo u niego w lochach, albo w komnatach McGonagall. Czasami przy herbacie, a czasem przy grzanym winie z korzeniami.

Podczas tych spotkań Severus zmieniał się nie do poznania. Znikała różnica wieku, zacierały się granice pomiędzy dawnym uczniem i nauczycielką. Teraz to ona czuła się jak uczennica. Chyba sprawiało mu przyjemność, że był w czymś wyraźnie lepszy, że to on mógł ją instruować, tak jak ona przeprowadzała go przez meandry formalności i profesorskich obowiązków. Nagle wydawał się starszy, dojrzalszy. Gdy chodziło o coś, co go interesowało, był pełen pasji. Całkowicie pochłonięty grą, zdawał się zapominać o całym świecie.

— Nie warto tak szybko wprowadzać do gry hetmana — mówił. — Będzie narażony na ataki pionków i lekkich figur.

Albo:

— Przewaga pozycyjna zawsze będzie ważniejsza od przewagi materialnej — powtarzał. — Musisz zawsze najpierw zastanowić się, co chcesz osiągnąć, co da ci ten ruch, mieć ogląd na całą sytuację na szachownicy, myśleć o pięć, dziesięć kroków do przodu. Nie możesz trzymać się jednego, utartego scenariusza. Po każdym ruchu przeciwnika musisz szukać nowych, nieprzewidywalnych.

— W życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby poświęcić hetmana w taki sposób, w jaki ty to zrobiłeś — powiedziała, gdy pewnego razu zaprezentował jedno z najbardziej szalonych posunięć, jakie widziała w swoim życiu.

— Nie możesz za wszelką cenę bronić figur. Miałem przygotowany plan na to, by obejść się bez niego i kilka alternatyw. A ty po co ratowałaś tamtą wieżę? I tak była spisana na straty. Trzeba było przesunąć skoczka, wtedy atakowałabyś jednocześnie mojego gońca i piona, i miałaś jeszcze szansę na to, by mocno namieszać w mojej pozycji.

Patrząc na niego, Minerwa nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nie był w stanie wykrzesać z siebie tej samej pasji, jeśli chodziło o nauczanie. Wiedziała, że uczniowie na niego narzekają. Skarżyli się, że jest niecierpliwy i niesprawiedliwy, że żąda natychmiastowych rezultatów po udzieleniu bardzo skąpych instrukcji. Albus powiedział jej, że Snape chciał objąć posadę nauczyciela obrony przed czarną magią, a nie eliksirów, co w jakiś sposób może tłumaczyło to podejście, ale na pewno nie usprawiedliwiało.

Próbowała delikatnie sugerować mu to i owo albo wynegocjować złagodzenie kary dla jakiegoś nieszczęsnego ucznia, którego czekało szorowanie kociołków bez użycia magii (Snape bardzo szybko odkrył jaką władzę daje możliwość karania szlabanami). I w tej bardziej zrelaksowanej atmosferze, przy dobrej herbacie i nad rozstawioną szachownicą, Severus był nawet skłonny pójść jej na rękę.

Jeżeli ceną za tę ugodę było otrzymanie kilku matów po zaledwie kilkunastu ruchach, to trudno.

Gdy czuł się swobodnie, powoli, pomału, po kawałku zaczynał opuszczać swoją maskę. Z czasem ostrożnie zaczęli wychodzić poza tematykę dotyczącą szachów i szkolnych spraw; kolejną wspólną pasją okazał się quidditch, o którym przegadali wiele godzin. Jednocześnie niewiele rozmawiali o wojnie, o czasach, gdy działał jako podwójny agent Zakonu — to należało do przeszłości. I miała szczerą nadzieję, że przyszłość, w której jego szpiegowskie umiejętności będą znów potrzebne, nigdy nie nadejdzie.

IX

Czasami podczas tych wspólnie spędzanych wieczorów zauważała, że zdarza mu się odpływać myślami. W pierwszym momencie wydawało się, że był całkowicie skupiony na studiowaniu układu figur na szachownicy, tak jakby rozważał kolejny ruch, ale nagle zdradzało go nieobecne spojrzenie. I to, że bezwiednie dotykał lewego przedramienia tak, jakby przebiegł przez nie nagły skurcz bólu. Wtedy zastanawiała się, jak teraz wyglądał ten niesławny Mroczny Znak i czy pozostała po nim jakaś blizna. Z pewnością nie zniknął bez śladu; tak potężna czarna magia zawsze odciskała swoje trwałe piętno. Zresztą po wojnie jakoś zidentyfikowano śmierciożerców. Tatuaż stanowił największy dowód winy, choć niektórzy gotowi byli się upierać, że to nie ich ręka. Większość jednak powędrowała prosto do Azkabanu; Severusa spotkałby taki sam los, gdyby nie wstawiennictwo Dumbledore'a.

Nigdy nie zapytała wprost, dlaczego przyłączył się do Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, uznając, że byłoby to impertynenckie, ale mimowolnie zastanawiała się, co sprawiło, że tak inteligentny człowiek dał się skołować do tego stopnia, że pozwolił się naznaczyć. Musiał wiedzieć z jak bardzo niebezpieczny rodzajem magii miał do czynienia i jakie mogą być konsekwencje poddania się takiemu zaklęciu. W końcu zapytała o to Dumbledore'a.

— Silna potrzeba przynależenia do czegoś większego i ważnego — powiedział cicho Albus. — To jak dołączenie do bardzo ekskluzywnego klubu. Dla takiego chłopaka jak Severus, pozbawionego perspektyw, sam fakt, że ktoś chciał go wciągnąć w taką wpływową organizację znaczył bardzo wiele. A Voldemort dobrze wiedział jak wykorzystać jego ambicję i chęć, by stać się kimś ważnym.

Minerwa odruchowo wzdrygnęła się, słysząc to imię, a Dumbledore mówił dalej:

— Do kogo zwróciłabyś się, gdybyś miała jakiś problem? Do swojej rodziny, do przyjaciół, do współpracowników, do mnie. Severus nie miał takiego kręgu wsparcia. Jego jedynymi towarzyszami byli przyszli śmierciożercy, ukierunkowani przez swoich ojców. To go zgubiło. Chciał być taki jak oni.

X

Wraz z upływem czasu Severus stał się coraz pewniejszy siebie; przypominał drapieżnego ptaka, który metodą prób i błędów dobrze wypróbował siłę swoich skrzydeł, poznał jaka moc tkwi w jego ostrym dziobie i zakrzywionych szponach. Nie przypominał już tamtego dzieciaka, który nieco spłoszony pojawił się ponownie na progu Hogwartu, by przyjąć rolę, o którą nigdy nie prosił, i nadspodziewanie szybko musiał dojrzeć. Ostatnie roczniki, które pamiętały go jak ucznia, dawno już zniknęły ze szkoły.

Potrafił utrzymać w klasie ciszę bez podnoszenia głosu i zdarzało mu się wpadać w zadziwiająco poetyckie tony, gdy na pierwszych zajęciach opowiadał pierwszorocznym o tym, jak uwięzić sławę w butelce, uwarzyć chwałę czy nawet powstrzymać śmierć. Niestety, składnikiem, którego brakowało w tym eliksirze była cierpliwość i wytrwałość, tak potrzebna przecież w niełatwym nauczycielskim fachu.

Snape wcale nie złagodniał z czasem, wręcz przeciwnie, z każdym kolejnym rokiem zdawał się mieć coraz mniej cierpliwości do uczniów. I choć niektórzy bali się go do szaleństwa, nigdy nie zaczęto darzyć go prawdziwym szacunkiem.

Tylko z jednym domem jego stosunki wyglądały poprawnie — ze Slytherinem. Gdy Snape miał trzy lata stażu Albus uznał, że był gotowy na objęcie posady opiekuna. Minerwa żywiła co do tego pewne obiekcje, ale zachowała je dla siebie. Pomyślała, że może ta rola jakoś korzystnie na niego wpłynie, bo będzie miał więcej do czynienia z uczniami. I wpłynęła. Faworyzował Ślizgonów przy każdej okazji, co budziło w niej ostry sprzeciw i stało się częstą przyczyną mniejszych i większych zatargów pomiędzy nimi. Niekiedy odnosiła wrażenie, że robi to wyłącznie w jednym celu — żeby móc się z nią na tym tle drażnić.

XI

— Nasz czas powoli dobiega końca, Minerwo — powiedziała Sprout żartobliwie, gdy do kadry dołączyła kolejna z ich dawnych uczennic. — Zobaczysz, wkrótce wykopią nas z korzeniami.

— Może nie będzie tak źle — odparła Minerwa, upijając łyk wina i spoglądając w stronę ich nowej koleżanki, Aurigi Sinistry, która objęła posadę nauczycielki astronomii.

Większość uczty z okazji rozpoczęcia roku szkolnego upłynęła jej na rozmowie z Pomoną i Albusem. Dopiero pod koniec zauważyła, że Severus wydawał się całkiem nieźle dogadywać z Sinistrą. Dotychczasowe uczty powitalne spędzał głównie na mordowaniu wzrokiem kolejnych nauczycieli obrony przed czarną magią i tylko od czasu do czasu wymieniał jakieś uwagi ze swoimi najbliższymi sąsiadami. Teraz jednak sprawiał wrażenie zaskakująco ożywionego. I, na Merlina, czy on się uśmiechał? Samym kącikiem ust, ale jednak. Chyba, że miał taką minę, bo kawałek placka ze śliwkami spadł mu na szatę — właściwie trudno było zinterpretować, co oznaczał wyraz jego twarzy

Poczuła coś na kształt trudnego do nazwania niepokoju. Cóż, należało się tego prędzej czy później spodziewać. Sinistra była w wieku zbliżonym do Severusa, znali się jeszcze ze szkolnych czasów i nawet należeli do jednego domu. Co oznaczało, że Minerwa prawdopodobnie zostanie odstawiona na boczny tor. Raczej nie będzie chciał się już spotykać ze starą babą, skoro teraz miał pod ręką dużo bardziej atrakcyjne towarzystwo…

Jej obawy jednak prędko okazały się zupełnie nieuzasadnione. Zaraz następnego dnia zapytał przy śniadaniu jak gdyby nigdy nic:

— Widzimy się jutro wieczorem u ciebie?

Nigdy nikomu by się do tego nie przyznała, ale widok zaskoczenia, jakie odmalowało się w oczach Aurigi, gdy usłyszała te słowa, sprawił jej pewną satysfakcję.

XII

Minerwa nigdy nie pogodziła się z tym, w jaki sposób traktował jej uczniów. W przypadku Gryfonów nagrodą były nie dodatkowe punkty, lecz brak kary. Na palcach jednej ręki dało się policzyć przypadki, w których zdarzyło mu się nagrodzić kogoś należącego do jej domu. Profesor Vector (kolejny nowy nabytek kadry) zaczęła nawet zapisywać do celów statystycznych te wszystkie wiekopomne chwile. Twierdziła, że da się to w jakiś sposób wykorzystać w jednej z jej tablic numerologicznych.

Naturalnym ludzkim odruchem byłoby ostrzejsze traktowanie Ślizgonów. Ale na to nie potrafiłaby się zdobyć; nie pozwalała jej elementarna uczciwość. Snape doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to tak samo, jak wszystkie błędy, jakie popełniała podczas gry w szachy.

XIII

Popołudnie w pokoju nauczycielskim toczyło się leniwie. Do momentu, w którym zaczął się temat quidditcha. Hooch rzuciła go niby od niechcenia, tak jak podrzucała kafla na rozpoczęcie gry. To wystarczyło.

— Gryfoni wyglądali tak, jakby pierwszy raz znaleźli się na boisku — oświadczył Severus z niekłamaną satysfakcją, nalewając sobie kawę. — Nie widzę ich jako zdobywców pucharu w tym sezonie.

— Kiedy ostatnio byłeś na badaniu wzroku, Severusie? — zareagowała natychmiast Minerwa, przerywając rozmowę z Vector. — Bo mam wrażenie, że ciut ci się pogorszył.

— Dziura w obronie głęboka jak Rów Mariański — zaczął wyliczać bezlitośnie Snape. — Ścigający tak skupieni na przechwytywaniu kafli, że zapominają, do których obręczy rzucają, swoją drogą, dzięki za to dodatkowe trzydzieści punktów. Nie mówiąc o szukającym, który nie zdołałby złapać znicza nawet wtedy, gdyby ten wisiał nieruchomo w powietrzu. No, obrońcę macie niezłego — przyznał łaskawie — ale jeden Wood was nie uratuje. Aż mu współczuję, że jest kapitanem takiej drużyny — dodał z obłudnym żalem.

— Wiesz, jest takie powiedzenie, że ci, którzy spoczęli na laurach, już przegrali — odparła Minerwa ogniście. — Jeden dobry mecz Ślizgonów na otwarcie sezonu nic nie znaczy.

— Doprawdy? A skąd to przekonanie?

— Bo ważne jest nie jak się zaczyna, tylko jak się kończy…

— Pewien znany trener powiedział, że w quidditchu jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz — odparował natychmiast Severus. — Nie myśl, że dam ci tak łatwo zapomnieć o tej miażdżącej porażce — podkreślił to z satysfakcją.

Pozostali nauczyciele przysłuchiwali się tej wymianie z uciechą, nie wtrącając się, chyba że w celu podkręcenia ognia pod mocno już wrzącym kociołkiem.

— Czy oni oszaleli? — zapytała szeptem Charity Burbage, patrząc z niepokojem na Aurigę Sinistrę, która wydawała się podejrzanie rozbawiona faktem, że dwójka nauczycieli sprawiała wrażenie, jakby miała zamiar się zamordować.

— A skąd! Po każdym meczu między Slytherinem a Gryffindorem mamy takie przedstawienie. I to zupełnie za darmo. To część tradycji. Oni to po prostu uwielbiają się o to kłócić.

XIV

— Dlaczego, Severusie? Co takiego zrobił pan Longbottom, żeby zarobić szlaban już w pierwszym miesiącu swojej edukacji i stracić dwadzieścia punktów? — oburzyła się Minerwa. Nauczyciele mieli w zwyczaju otaczanie najmłodszych okresem ochronnym, przynajmniej przez pierwsze trzy miesiące. Jeśli musieli odjąć im jakieś punkty, kary były niezbyt dotkliwie. Jeden, najwyżej dwa punkty. Wszyscy to respektowali. Poza Snape'em, rzecz jasna.

— Odjęcie dwadzieścia punktów to i tak niewielka kara — odparł Severus spokojnie, nawet nie podnosząc głowy sponad eseju, który sprawdzał. Dało się na nim dostrzec już znacznie więcej czerwonego niż czarnego atramentu. Wydawał się w ogóle nie zwracać uwagi na nauczycielkę transmutacji, która stała naprzeciwko niego, opierając dłonie na oparciu pobliskiego fotela. — Mógł wysadzić w powietrze całą pracownię.

— Może lepiej by mu szło, gdybyś nie doprowadzał go do obłędu ze strachu.

— To nie moja wina, że ten dzieciak trzęsie się jak galareta za każdym razem, gdy obok niego przechodzę.

— Raczej stoisz nad nim i dyszysz mu w kark.

— Wcale nie stałem, i nie dyszałem — odparł Snape z urazą, zerkając na nią sponad pergaminu.

— Miejże dla niego trochę zrozumienia! Nie każdy jest Mistrzem Eliksirów od pierwszej lekcji.

— Wydawało mi, że nawet największy tuman potrafi pokroić korzonki na równe kawałki, ale najwyraźniej się co do tego myliłem. Longbottom to beznadziejny przypadek.

— Okaż mu trochę cierpliwości…

— Chciał wrzucić do kociołka całą miarkę kolców najeżki na raz, chociaż wcześniej trzy razy wyraźnie powiedziałem, żeby robić to stopniowo i ostrożnie. Wiesz, jakie byłby skutki?

— Mały wypadek.

— Powiedziałabyś to samo na moim pogrzebie? — zapytał Snape, zabierając się za kolejny esej.

Przelotnie przypomniała sobie, jak niepewnie zachowywał się kiedyś w pokoju nauczycielskim. Teraz czuł się tu zupełnie swobodnie, a ten niski ciemnozielony fotel i stolik pod ścianą stały się jego przyczółkiem, z którego bezlitośnie wydawał wyroki. Miał stąd dobre miejsce do ataku, jeśli trzeba było bronić Ślizgonów przed innymi nauczycielami — zupełnie jak wieża zajmująca pozycję na środkowych polach szachownicy.

XV

Cios spadł niespodziewanie. To było jedno z tych szalonych posunięć, którego nigdy by nie przewidziała, a którymi przez lata Severus wciąż potrafił ją zaskoczyć, chociaż z biegiem czasu pokonanie jej nie przychodziło mu już tak łatwo. Poświęcenie hetmana w debiucie. Albo skoczek na h7, szachujący jej króla. Albo jak podczas ostatniej partyjki, którą rozegrali jakieś dwa, czy trzy tygodnie temu — hetman na b2 i szach-mat. Wygrał z nią dwa razy pod rząd, choć tamtego wieczora wydawał się dziwnie rozproszony, odległy, jakby zaabsorbowany czymś zupełnie innym.

Tamte posunięcia mogłaby jednak rozważać na czysto teoretycznym poziomie. To nigdy nie przyszłoby jej do głowy, nie po tym, jak zdecydowała się zaufać osądowi Albusa ponad szesnaście lat temu. Albusa, który już nigdy nie miał dokonać żadnego wyboru, bo leżał martwy u stóp Wieży Astronomicznej, nad którą unosił się Mroczny Znak.

Tym posunięciem była zdrada.

— To było on. Snape. To on zabił profesora Dumbledore'a — powiedział Harry Potter martwym głosem.

Minerwa nie mogła w to uwierzyć. Nie chciała w to wierzyć. Ale gdy minął już największy szok, uświadomiła sobie, że gdzieś w głębi duszy wcale jej to nie dziwi.

Albus grał bardzo dobrze w szachy.

Ale Snape był od niego lepszy.

XVI

Minerwa od dłuższej chwili wpatrywała się w treść urzędowej notatki. List był krótki i jak każde tego typu pismo napisane suchym, formalnym językiem.

…uprzejmie informujemy, że decyzją Rady Nadzorczej pan Severus Tobiasz Snape obejmie stanowisko dyrektora od dnia 1 sierpnia 1997 roku…

Jej umysł wzbraniał się przed dopuszczeniem do niej, co to oznaczało. Oczywiście wiedziała, kto teraz tak naprawdę pociąga za sznurki w Ministerstwie i spodziewała się, że wpakują na to stanowisko kogoś, kto sympatyzował z obecną władzą. Nie miała szans na nominację, chociaż tuż po śmierci Dumbledore'a wydawała się naturalną kandydatką. Ale nigdy nie spodziewała się, że będzie to Severus. Kolejne posunięcie, którego nigdy nie zdołałaby przewidzieć. Dlaczego chciał tu wrócić? Czy naprawdę aż tak bardzo pragnął władzy i prestiżu? Czy nagrodą za zamordowanie Albusa był fotel dyrektora? Czy chciał się w jakiś sposób na nich wszystkich zemścić?

Jedno było pewne. Ona nie zamierzała ustąpić, chyba że obecna władza zechce usunąć ją siłą.

Szachownica była już rozstawiona. A Minerwa gotowa do starcia.

XVII

Gdy pierwszy raz spotkali się po tej kilkumiesięcznej przerwie, odniosła wrażenie, że patrzy na zupełnie obcego człowieka. Kogoś, kto tylko wyglądał jak Severus, ale był tak naprawdę kimś zupełnie innym. Skrył się za maską bezwzględnego śmierciożercy i natychmiast zabrał się za wprowadzanie w zamku swoich porządków. Na początku ciągle się spierali. Wtedy jeszcze miała siłę walczyć i robić mu koszmarne awantury za każdym razem, gdy Carrowowie stawali się coraz bardziej brutalni, gdy znęcali się nad uczniami i posuwali się do okrucieństwa, które nigdy nie powinno mieć miejsca w szkole.

Hogwart, stojący niegdyś na straży szlachetnych wartości, stał się więzieniem, miejscem terroru i indoktrynacji. Dumbledore miał rację, gdy mówił, że młodzi ludzie są największą bronią Tego Kogo Imienia Nie Wolno Wymawiać. Parę lat takiej „edukacji" i ogłupiania uczniów, a wkrótce pokornie i karnie zasilą szeregi jego popleczników. Nie mogła znieść tej myśli, napawało ją obrzydzeniem, że w jakiś sposób w tym uczestniczy, że dała się wmanewrować w tę koszmarną sytuację.

Mimo to czasami, ale tylko czasami, wydawało jej się, że dostrzega w nim przebłyski dawnego Severusa. Zastanawiała się wtedy nad niektórymi jego poczynaniami, tak jakby analizowała nietypowe, pozornie szalone posunięcia na szachownicy. Dlaczego przestawił hetmana tak daleko, przecież osłabił w ten sposób swoją pozycję? Dlaczego oszczędził pionki, które same podstawiły się do bicia? Dlaczego pozwolił uciec tamtemu gońcowi? Dlaczego? Dlaczego?

Ale zaraz przychodziło otrzeźwienie. Tęskniła za człowiekiem, który nigdy nie istniał. Wypychała z pamięci wspomnienia o ich kameralnych wieczorach, spędzanych na grze w szachy, o momentach, w których się przed nią odsłaniał, porzucając swoją nieprzeniknioną fasadę. Wątpliwości to słabość. Niektórzy z jej współpracowników mogli dać się zwieść (i drogo za to zapłacili), ona nie mogła sobie na to pozwolić.

Trzymał ją w wiecznym szachu. Mimo, że teraz przypadał jej ruch, mimo, że jego pozycja też znajdowała się w zagrożeniu, Minerwa była zupełnie bezradna. Trzymał ją w narożniku szachownicy, pozwalając poruszać się tylko po określonych polach. Zbyt dobrze ją znał. Zbyt dobrze znał ich wszystkich. Wiedział, że McGonagall zawsze z wielkim trudem przychodziło poświęcanie figur. Dlatego mógł mieć pewność, że pomimo ich przewagi liczebnej nie zrobi nic głupiego. Nie wyzwie go na pojedynek, nie zaatakuje w zdradziecki sposób, nie rzuci na szalę życia uczniów i swoich współpracowników.

Ale tym razem to on się pomylił. Przewidział każdy możliwy ruch. Ale nie to, że gdy przyjdzie moment na to, by wybrać między tym, co łatwe, a tym, co słuszne, Minerwa jednym ruchem zrzuci szachownicę na posadzkę, nie dbając dłużej o to, jaki był na niej układ figur.

XVIII

— Zastanawiam się, co wyciągnęło cię z łóżka o tak później porze — powiedział Severus.

— Zdawało mi się, że słyszę jakieś hałasy — odparła, siląc się na opanowanie i starając się nie myśleć o Potterze i Lovegood, stojących tuż za nią i ukrywających się pod peleryną-niewidką. Czy Snape coś zauważył?

— Naprawdę? Bo ja nic nie słyszę — odparł, patrząc jej prosto w oczy. Zbyt późno zorientowała się, że sięga po legilimencją. Ale nie miało to już żadnego znaczenia. Podjęła decyzję w momencie, gdy zrobiła porządek z Carrowami. Zaraz zaprezentuje mu najszybsze otwarcie gry w historii. Od razu połączone z zamknięciem. — Widziałaś Harry'ego Pottera, Minerwo? Bo jeśli tak, to muszę nalegać…

Nie pozwoliła mu dokończyć. Gdy w ułamku sekundy zdecydowała się zaatakować, stając w obronie swoich uczniów, myślała tylko o jednym — jak bardzo pragnie go zabić.

XIX

Nie ma odpowiedniego wieku na umieranie, niezależnie czy jest to trzydzieści osiem, osiemnaście czy siedemdziesiąt osiem lat, ale Minerwa, patrząc na wiązanki ułożone na dopiero co usypanym grobie, myślała tylko o tym, że odszedł zdecydowanie zbyt wcześnie. Czuła tępy ból, ściskający jej klatkę piersiową i dławiący gardło. Jak mogła się tak pomylić? Jak wszyscy mogli się tak pomylić? Dlaczego żadne z nich nie domyśliło się prawdy?

Ona powinna się domyślić, przecież tak długo się znali. Nie mogła sobie wybaczyć, że chciała go zabić, że ostatnim, co od niej usłyszał, było słowo tchórz. Był wszystkim, ale z pewnością nie tchórzem.

Nie dano im szansy, by porozmawiali i wyjaśnili sobie pewne rzeczy. I nigdy już nie zagrają razem w szachy, ani nie będą się sprzeczać o wyniki meczów quidditcha. Ilekroć pomyślała o Severusie, zastanawiała się, pod jaką presją musiał żyć ten człowiek. I jak nieludzko był opanowany. Zdołał zwieść ich wszystkich. Gdyby odkryła prawdę, być może ta historia zakończyłaby się w mniej tragiczny sposób —przecież jeden ruch na szachownicy mógł zmienić wszystko. Tego też nauczyła się od Severusa, który często demonstrował jej, jak rozwijały się możliwości w zależności od posunięcia.

Nie potrafiła też przebaczyć Albusowi, że tak to zaplanował. Odczuwała to jako kolejną zdradę. Rozmawiała już o tym z jego portretem, musiała to z siebie wyrzucić. Padło wiele gorzkich słów. Po jego wyjaśnianiach trochę zrozumiała sytuację, ale wcale nie sprawiło to, że poczuła się dzięki temu lepiej. Właściwie to poczuła się jeszcze gorzej.

Przyglądała się wiązankom, czekając, aż wszyscy odejdą i zostawią ją samą. Kwiatów nie było zbyt wiele, ale dość szczelnie zakrywały kopczyk ziemi i tabliczkę z imieniem, nazwiskiem, datą urodzin i śmierci. Jeden wieniec od nauczycieli, ułożony przez Pomonę, drugi od Ślizgonów (inni uczniowie jakoś o tym nie pomyśleli), pojedyncza lilia, który zostawił Harry, dziwny kwiatek uformowany z blaszek, położony przez pannę Lovegood (on świeci w nocy, pani profesor; profesor Snape zobaczy go z góry i będzie wiedział, że o nim myślimy)… I ogromny bukiet od Malfoyów, który zakrył pół grobu. Pewnie chcieli się pokazać, licząc na to, że przenikną do świadomości publicznej jako ci, którzy stali po tej „słusznej stronie". Lucjusz prawdopodobnie sam dał cynk fotoreporterom, żeby to uwiecznili, bo dwóch przyszło na pogrzeb, żeby szybko zrobić parę zdjęć. Z drugiej strony może faktycznie był między nimi jakiś rodzaj przyjaźni? Jeżeli ostatnie miesiące czegoś ją nauczyły, to tego, żeby nie ufać pozorom. Sama wydawała pochopne osądy, których teraz żałowała. Wzajemna niechęć i podejrzenia wkradły się również w grono nauczycielskie, i wiedziała, że teraz to ona, jako ta starsza, mądrzejsza i bardziej doświadczona będzie musiała spróbować zasypać te wyrwy. Kto miał wejść w tę rolę, jeśli nie ona?

Jakby słyszała głos Severusa.

Musisz zawsze najpierw zastanowić się, co chcesz osiągnąć, co da ci ten ruch, mieć ogląd na całą sytuację na szachownicy, myśleć o pięć, dziesięć kroków do przodu.

Na szachownicy nie wszystkie figury dało się uratować. Ale teraz gra toczyła się o coś zupełnie innego — chodziło o ludzi. Dlatego miała zamiar zawalczyć o każdego. Potrzebowała ich wsparcia bardziej niż kiedykolwiek; tylko trzymając się razem, mieli szansę odbudować zamek i zaufanie społeczne.

Gdy zniknęła ostatnia kręcąca się w pobliżu osoba (zupełnie obcy facet, którego nie znała; podejrzewała, że był to jakiś tajniak od aurorów, który przybył sprawdzić, czy Snape na pewno nie żyje), Minerwa otworzyła swoją torebkę i wyjęła z niej zestaw do gry w szachy. Zwykły, niemagiczny, całkiem podobny do tamtego, jakiego najczęściej używali, o jasnobrązowych i beżowych polach. Kupiła go spontanicznie, w mugolskim sklepie. Wciąż był zafoliowany. Nikt jeszcze nie rozegrał na nim partii i nigdy nie miało to nastąpić. Sama była zaskoczona, że to, co zamierzała zrobić, w ogóle przyszło jej do głowy. Głupi, sentymentalny gest, który Severus na pewno by wykpił.

Trudno. Niech śmieje się z niej w zaświatach, czy gdziekolwiek się teraz znajdował. Jeśli gdziekolwiek się znajdował…

Przyklęknęła przy grobie i położyła szachownicę wśród kwiatów, a potem szybko odeszła, gwałtownie mrugając, by powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Później przyjdzie na nie pora, gdy znajdzie się w zaciszu własnych komnat, gdy nikt nie będzie mógł jej zobaczyć. Jeśli stanie się to nie do zniesienia, zawsze mogła zamienić się w kota, który mniej przejmował się ludzkimi emocjami i uczuciami.

Zeszła na alejkę pomiędzy dwoma sektorami grobów i obejrzała się jeszcze za siebie, by ostatni raz zerknąć na ten należący do Severusa.

Szachownica tkwiła wśród morza kwiatów jak samotna wyspa. Leżała tam jeszcze długo. Dni zmieniły się w tygodnie, potem w miesiące; wszystkie bukiety już dawno zdążyły zwiędnąć, a ona wciąż tam tkwiła, od czasu do czasu moknąc w deszczu. Zniknęła dopiero jesienią, a Minerwa nie miała pojęcia, kto ją zabrał i nigdy się tego nie dowiedziała.

XX

Jedną z licznych pamiątek, którą Minerwa przejęła po Albusie wraz z dyrektorskim gabinetem był zestaw magicznych szachów. Misternie rzeźbiony, sam w sobie stanowił dzieło sztuki. Stał na jednym ze stołów, obok kolekcji najrozmaitszych magicznych instrumentów. Zaczarowano go w taki sposób, że dopasowywał się poziomem do przeciwnika. Im lepszy stawał się gracz, tym większe stanowił wyzwanie. Nijak jednak miało się to grania z żywą osobą. Dla magicznych szachów niektóre rozwiązania były zwyczajnie niewidoczne. Nie popełniały większych błędów, ale brakło im finezji. Nie potrafiły zdobyć się na błyskotliwe, nieprzewidziane ataki. Zawsze grały zachowawczo.

Przez ostatnie miesiące w ogóle nie miała czasu, by myśleć o szachach. W końcu w Hogwarcie tak wiele było do zrobienia. Nadzorowanie remontu zamku, by doprowadzić go do jako takiego stanu i ponownie otworzyć szkołę pierwszego września, pochłaniało niemal całą jej uwagę. Zresztą żaden z jej współpracowników nie dorównałby Snape'owi. Zrobiła przy nim niezwykle duże postępy i była w stanie pokonać każdego z nich bez większego trudu. A mimo to gdy grała z Severus, rzadko kiedy udawało jej się doprowadzić choćby do remisu. Tylko on dostarczał jej prawdziwego wyzwania.

Portret Severusa pojawił się na ścianie gabinetu dopiero w sierpniu. Nikt nie potrafił znaleźć wytłumaczenia, dlaczego akurat po tak długim czasie. Filius wysunął teorię, że Hogwart, poważnie uszkodzony po bitwie, był zbyt okaleczony, by go wytworzyć, tak samo jak nie potrafił natychmiast zrekonstruować Pokoju Życzeń, który podczas bitwy został pochłonięty przez pożar.

Minerwę nieco niepokoiło, że portret Snape'a wydawał się pogrążony w wiecznym śnie. Zaczęła się zastanawiać, czy w ogóle kiedykolwiek się przebudzi. Udawał, czy spał naprawdę? Portret Dumbledore'a też nie ożył od razu, ale zajęło to nie więcej niż tydzień. Konsultowała się nawet z nim w tej sprawie.

— Daj mu trochę czasu, moja droga — uśmiechnął się do niej. — Musi się dostosować do nowej sytuacji.

Czekała więc, ale z każdym dniem po kawałku traciła nadzieję, że Severus kiedykolwiek się do niej odezwie. Może miał jej za złe, że próbowała go zabić? Ale czy w ogóle o tym wiedział? Jak dużo pamiętał z ostatnich godzin życia swojego prawdziwego odpowiednika?

Pozostawało to dla niej zagadką, na którą być może nigdy nie pozna odpowiedzi.

XXI

Tamtego popołudnia jak zwykle pracowała w gabinecie, od czasu do czasu zamieniając słowo z Dumbledore'em.

W pewnym momencie poczuła, że musi się na chwilę oderwać od dokumentów, bo inaczej oszaleje. Cóż, należała się jej chwila przerwy. Jej wzrok zawadził o szachownicę. Właściwie czemu nie? Jedna szybka partia, postanowiła, a potem wróci do pracy.

Przywołała do siebie szachownicę i rozłożyła ją na biurku. Rozstawiła figury i od razu wydała pierwszą komendę, decydując się na najbardziej klasyczne otwarcie.

— Biały pionek na d4.

Bierka posłusznie przesunęła się o dwa pola do przodu. Odpowiedź była niemal natychmiastowa — ale nie za sprawą magii szachownicy.

— Czarny pionek na f5 — odezwał się Severus z wysokości swojego portretu.

Koniec


Posłowie: Opowiadanie jest zasadniczo kompatybilne z moim "Ostatnim zobowiązaniem" (chociaż w OZ Severus i Minerwa nie mieli aż tak bliskiej relacji). Jedna z różnic to to, że w OZ, tak jak w kanonie, Severus podjął pracę w Hogwarcie już we wrześniu 1981 (jest taki moment w "Księciu Półkrwi", w którym Severus mówi Bellatriks i Narcyzie, że przyjął posadę w Hogwarcie na polecenie Czarnego Pana, żeby być blisko Dumbledore'a i że był w Hogwarcie w momencie jego upadku). Porzucenie posady przez Slughorna i rzucenie Severusa od razu na głęboką wodę ma w takiej sytuacji o wiele więcej sensu.

Rozgrywki szachowe są inspirowane filmikami Youtubera o nicku agadmator. Większość informacji o szachach i taktykach/zasadach jest prawdziwa (chyba, że napisałam jakieś koszmarne bzdury przez pomyłkę :D ale głównie opieram się na tym, czego dowiedziałam się z filmików wcześniej wspomnianego Youtubera). Jedyne odstępstwo znajduje się w samym zakończeniu. Prawidłowy zapis/dialog powinien wyglądać tak:

— D4.
— F5.

Już objaśniam: nie da się wykonać pierwszego ruchu na pole d4 niczym innym niż białym pionem, a odpowiedź f5 również oznacza ruch pionem, bo nie da się tam nic innego w tym momencie przesunąć. Same komendy brzmiałby jednak sucho, wiec jest bardziej opisowo.